STUDNIÓWKI CZAR dnia 12.03.2008 r.

 

              Sobota 12 stycznia 2008 r. będzie pamiętnym dniem dla uczniów trzecich klas II Liceum Ogólnokształcącego im. Emilii Plater. W tym dniu wszyscy bawili się na studniówce. Bal rozpoczął się o godzinie 19.00 tradycyjnym polonezem. Poloneza wiódł Dyrektor szkoły. Wolno z godnością, para za parą posuwał się korowód młodych odświętnie ubranych osób. Dziewczęta w pięknych studniówkowych kreacjach rozjaśnione radością i doniosłością chwili. Chłopcy smukli, wysportowani w pięknych nowych garniturach w koszulach i pod krawatem. Z pochyleniem głów  i ukłonem posuwał się korowód dookoła pięknie przystrojonej w motyw zimowej scenerii „Pałacu Królowej Zimy” Sali gimnastycznej.           
            
Kiedy ucichły ostatnie takty „Chodzonego” rozpoczęła się część oficjalna. Dyrekcja szkoły i zaproszeni goście, w krótkich słowach życzyli udanej zabawy oraz sukcesów na maturze. Wręczenie kwiatów wychowawcom ze słowami podziękowań za trud wychowania i kształcenia zakończył część oficjalną. Jeszcze tylko „mój pierwszy walc” z pedagogami i bal ruszył pełna parą.
            
            Bawili się hucznie i wesoło do pierwszego piania kura. Szczęśliwi i zmęczeni i z radością, że przecież dziś będą poprawiny. Rozchodząc się do domów wiedzieli, że maturę można zdawać co roku ale studniówkę ma się tylko jeden raz.
             
               

DROGA WOJSKOWA DROGĄ KU ŚMIERCI

Jest piękny czerwcowy dzień 1942 roku, jest ciepło pogodnie na lazurowym niebie wysoko krąży bocian podziwiany przez małe dzieci i kobietę pracującą w polu, która wierzchem zmęczonej ręki otarła pot z czoła. Jeszcze zostało wiele rzędów do opsypania ziemniaków, a zmęczenie dawało wyraźnie znać o sobie. Ciężki to był czas, okupacja wyraźnie dawała o sobie znać.  Mąż pracował we młynie a na utrzymaniu piątka dzieci, trudno było wiązać koniec z końcem.             Nagle w ten sielski „lanszaft” wdarły się niemieckie pokrzykiwania. Kobieta przerwała pracę z trudem wyprostowała plecy i podniosła dłoń by przysłonić oczy od jaskrawości porannego słońca kierując wzrok w kierunku hałasu. Od strony miasta za mostem na „Drodze Wojskowej’ unosił się tuman kurzu.  Zbliżał się powoli do wąwozu wypełniając go krzykiem niemieckich żandarmów. Dzieci i kobieta z pochmurnymi twarzami przyglądali się ze zgrozą żydowskiej tragedii. Po suchym, kurzącym piachu pod eskortą niemieckich żołnierzy ciągnęła kolumna mężczyzn. Pędzona jak bydło w miejsce kaźni do pobliskich lasów Grabarki. Spuszczone głowy wychudzone ciała, łachmany zamiast ubrań, schorowani i wyniszczeni biedą szli jak posłuszne owce na rzeź. Niemców może było czterech albo sześciu z tej odległości kobieta nie potrafiła ocenić. Padającego odciągali na bok drogi i strzałem w tył głowy kończyli jego cierpienia. Jadąca na końcu kolumny furmanka zbierała ciała zabitych. Mężczyzn może było dwustu, może mniej. Kolumna ciągnęła się od mostu do wąwozu. Wybrani siłą z domów bialskiego getta podążali w swoją ostatnia drogę ku śmierci. Kiedy kolumna była na wysokości lasu, czy to zapach igliwia czy sosny, a może czarodziejskiej głuszy drzew i krzaków, nagle w kolumnie ożywienie i energia. Spontanicznym zrywem tłum rzucił się do ucieczki. Rozszalały tabun ludzkich ciał biegiem pokonywał pięćset metrów wyścigu po życie. Niemcy nie dali się zaskoczyć. Ustawieni w szereg otworzyli ogień z karabinów maszynowych. Tłum padał jak padają kłosy zboża, kiedy kosiarz kosą tnie jego łodygi. Kobieta z dziećmi przerażona uciekała do pobliskiego domu. Pochylona sylwetka ogarniająca ramionami dzieci biegła ku wybawieniu. Nad głową świszczały kule niemieckich automatów, dom był coraz bliżej. Zatrzaśnięcie drzwi nie dawało bezpieczeństwa kule z łatwością pokonywały cienkie ściany domu. Jedyny ratunek to schowanie się w piwnicy. Drżąc z przerażenia nasłuchiwali dochodzących krzyków i strzałów. Po godzinie wszystko ucichło. Ostrożnie z obawą wyszli z ukrycia by cicho przez okno obserwować horror dnia czerwcowego. Pole przed lasem zasłane było dywanem ludzkich ciał, niektóre jeszcze drgały w przedśmiertnych konwulsjach. Nad nimi krążyła śmierć zbierając swoje żniwo, a ubrana była w niemieckie mundury i wyposażona w broń automatyczną. Po chwili nikt się już na polu nie ruszał. Ściągnięte od pobliskich chłopów furmanki do wieczora sprzątnęły ślady niedawnej tragedii wywożąc ciała do lasu Grabarka.”Te traumatyczne przeżycia opowiedziała mi moja Mama. Jako dziewięcioletnia dziewczynka była świadkiem tych makabrycznych wydarzeń. Minęło od tego czasu 62 lata, a one jak upiorny sen powracają i nie dają zapomnieć. Niedawno moja córka pisała wypracowanie na temat prześladowania żydów w naszym mieście. Byłem niemym świadkiem tej relacji a wyobraźnia podsunęła mi obraz tej tragedii. Mama, chyba jako ostatni świadek zdarzeń z tego czerwcowego dnia poprosiła mnie bym opisał te fakty, by nie uleciały w wir zapomnienia. Tak jak ostania wycieczka krajoznawcza ósemki „żydowskiego establishmentu” z kwietnia 1942 r. „Rozśpiewany niemiecki wóz terenowy typu Jeep jechał ulicą Kołychawa w kierunku lasu. Grupa osób, cztery w średnim wieku kobiety pochodzenia semickiego, czterech mężczyzn  z pewnością ich mężów oraz trzech oficerów niemieckich. Całe towarzystwo świetnie się bawiło, śpiew rozlegał się dookoła budząc ciekawość okolicznej ludności. Samochód zatrzymał się na skraju lasu, wszyscy wysiedli i zgrupowali się na polance. Dwóch oficerów niemieckich poszło z czterema żydowskimi mężczyznami w głąb lasu. Po chwili rozległy się strzały. Kobiety, domyślając się co je czeka wpadły w panikę i na kolanach, krzycząc oraz płacząc błagały oprawców o życie. Ci bez skrupułów rozkazali rozebrać się im z drogich futer, a następnie strzałem w tył głowy pozbawili nadziei. Pochówku ciał na polecenie Niemców dokonali okoliczni mieszkańcy. Niemcy nakazali zatrzeć wszystkie ślady wskazujące na miejsce umieszczenia ciał.” Do dnia dzisiejszego nikt nie wie, że tam gdzie jest pętla autobusu na końcu ulicy Twardej tuż w lesie pochowane są ciała zamordowanych.  Tak jak ul. Droga Wojskowa, przeklęta martyrologią narodu żydowskiego, jest polną drogą wiodącą do nikąd. Most został spalony, zastąpiła go nowoczesna kładka dla ruchu pieszego. Zakaz budowy osiedli mieszkalnych i przeznaczenie ternu od strony lasu na działalność gospodarczą (przetwórnia ryb, fabryka ściółki pod pieczarki) dodaje dramaturgii obrazu. Po latach milczenia i zapomnienia ta ziemia nasycona żydowską krwią zasługuje na szacunek i pamięć wszystkich Bialczan bez względu na religię i wyznanie.  Zasługuje by o niej pisać, aby pamięć o tamtych dniach pozostała w naszej świadomości.