Piknik PO Terespolsku dnia 14.07.2008 r.

            Pochmurny sobotni wieczór 5 lipca 2008 r. godz. 16.00 Biała Podlaska. Wcześniejsze tygodniowe ustalenia i uzgodnienia z Burmistrzem Terespola Kol. Jackiem Danielukiem mobilizują nas do działania. Kilka telefonów i już w pełnym składzie o umówionej godzinie mkniemy A-2 do Terespola.            
             Mży i droga niezbyt bezpieczna, ale przy braku Tirów na drodze można w niewiążącej konwersacji zmierzać do celu. Celem są forty rosyjskie z czasów I Wojny Światowej jako element Twierdzy Brzeskiej. Jednak nie doznania historyczne i naukowe są przedmiotem naszej wyprawy. Platforma Obywatelska Południowego Podlasia zorganizowała spotkanie koleżeńskie –
w plenerze. 
           
             Warunki spartańskie, niewykoszona trawa, pośpiesznie ustawione stoły, ognisko z wiszącym grillem i kilka kartonów z produktami „żywnościowymi” ale przecież nie to było najważniejsze. Zebrała się tam spora grupa osób, dla których spotkanie przy ognisku, stekach, kiełbaskach i muzyce stanowiło niesamowitą frajdę. Konwersacja oraz zabawa ludzi o tych samych lub sympatyzujących poglądach nie tylko politycznych trwały do późnych godzin wieczornych. 
            
              Piknik zaszczycił swoją obecnością Poseł na Sejm RP Kol. Stanisław Żmijan oraz Senator RP
Kol.  Józef Bergier. W kilku miłych słowach przywitali się z koleżeństwem i zaprosili zebranych do wspólnej zabawy. Zabawy, którą w sposób brutalny, drastyczny i bezkompromisowy przerwał deszcz. Ewakuacja do pobliskich fortów i zabawa trwała dalej. Mimo, że było ciasno, zimno, mokro i nieprzyjemnie to Kol. Danieluk i jego koledzy w grubych murach działonowych otworów strzelniczych twierdzy, zaprowadzili szampański nastrój zabawy. Nie można też nie docenić roli naszych parlamentarzystów, którzy śpiewne, anegdotami, a przede wszystkim dobrym humorem utrzymywali dobry nastrój.
           
            
Kiedy deszcz przestał padać w szampańskich humorach wróciliśmy do ogniska, gdzie uduszone
na deszczu i ogniu czekały nas smakowite steki. Śpiewom, żartom i zabawie nie było końca. Ciekawa też była wyprawa do korytarzy fortów, ciemnych, strasznych, przesiąkniętych historią minionych wydarzeń. Tylko latarka przewodnika i uspokajający ton opowieści spowodował, że Panie nie wróciły z wycieczki
z traumatycznymi wrażeniami.
           
             W późnych godzinach wieczornych wróciliśmy do Białej Podlaskiej z przekonaniem, że do dobrej zabawy nie wymaga się: pawilono-namiotów, oświetlenia oraz zespołu muzycznego. Wystarczy dobry nastrój, towarzystwo oraz sympatia osób, z którymi mamy przyjemność przebywać. Piknik PO Terespolsku mimo swoich uwarunkowań pogodowo-socjalnych należy zaliczyć do udanych.

DNI BIAŁEJ

            „Ach! W tej Białej przebyłem ja najlepsze z moich lat dziecinnych, w niej się moja dusza otworzyła na świat, tu poczułem raz pierwszy chętkę do pisania i raz pierwszy wziąłem pióro w rękę.” Te słowa piękne nie z moich myśli wyjęte lecz z wieszcza ziem tych zapisane skrzętnie świadczą o miłości naszej do domów, ulic i ludzi, czasem miasta tego.             
            Te próby rymowania mają oddać nastrój, który w mojej ocenie chciał nam przekazać Józef Ignacy Kraszewski. Jego to słowa wyrażają sentyment i miłość do rodzinnego miasta – Białej. Białej gdzie, jak pisze, pierwszy raz „wylał duszę na papier”. Białej, którą porównuje do wspomnień o pierwszej kochance. Białej, którą każdy z nas ma w swym sercu. Jakże bliski jest ten nam człowiek, jakże ludzki, jakże normalny.
            We wrześniu, a dokładnie 13 września br. ma nastąpić odsłonięcie pomnika – ławeczki Józefa Ignacego Kraszewskiego na Placu Wolności naprzeciwko zegara. My, Bialczanie chcemy upamiętnić człowieka, który pięknymi zgłoskami mowy polskiej zapisał świetność naszego miasta w annałach literatury polskiej. Józia, który tu się wychował tu się uczył, tu dorastał i tu kochał po raz pierwszy. Józia, który był przecież  tak jak my bialczaninem.            
            Biała, nasze miasto. Miasto pokolenia Józefa Ignacego Kraszewskiego to mała sympatyczna dziewiętnastowieczna mieścina. Biała mojego pokolenia to Plac Wolności z fontanną z drzewami i ławeczkami. Kino „Związkowiec” na Woli i kino „Pokój” przy Parku Radziwiłłowskim. To ulica Narutowicza z brukiem i drzewami. To Krzna z przystanią do uprawiania sportów wodnych u „Michała”, to „Most Spalony”, tama oraz most kolejkowy, gdzie nauczyliśmy się pływać. To dwa renomowane licea „Kraszewski” i „Platerka” oraz Ojcowie od Świętego Antoniego, którzy przygotowali nas do życia. Biała dzisiejsza to kilka zespołów szkół ogólnokształcących, to kilkanaście supermarketów, to nowy amfiteatr, to promenada ulicy Brzeskiej to nowy Plac Wolności, Nowy Ratusz. To metropolia „Ściany Wschodniej”. 
            Ciekawe czy Kraszewskiemu to by się spodobało? Biała się zmienia ale czy ludzie też? Na pewno, wszak „z żywymi trzeba naprzód iść po życie sięgać nowe” tak i my zmieniamy naszą rzeczywistość. Szkoda tylko, że nie potrafimy się tym cieszyć. Ostatnie „Dni Białej” mimo miłości mojej do mego miasta zasługują na pełną krytykę. Nie potrafimy cieszyć się, nie potrafimy zadowolić mieszkańców miasta nad Krzną. Wisznice, Drelów, Dębowa Kłoda, potrafiły zaprosić na swoje dni tak znane zespoły jak „Łzy” czy „Carpe Diem” z Wydrą. Biała, w roku takiego jubileuszu swoich liceów, „nie poczuła bluesa”, delikatnie mówiąc. A przecież oczy całego Świata zwrócone są w tym roku na nas.
            Cieszy fakt, że Urząd Miasta przydzielił poważne dotacje finansowe jubileuszowym liceom na przygotowanie się do uroczystych wrześniowych chwil, cieszy, że Honorowy Komitet pod przewodnictwem Prezydenta Miasta wpisze nasze miasto do księgi dziedzictwa kulturowego poprzez fakt upamiętnienia naszego wieszcza J.I. Kraszewskiego, pomnikiem – ławeczką. Cieszy, że Biała pięknieje, że jest bardziej nasza. 
            Martwi, że w tych wszystkich działaniach brak jest serca i zaangażowania, że za tymi wszystkimi przedsięwzięciami nie widzi się człowieka. Dni Białej to nie tylko dni miasta, to święto wszystkich mieszkańców, a chyba w tym dniu coś wyjątkowego się im wszystkim należy.