MAGIA SPOTU (REKLAMY)

             Mimo, że oficjalnie zrezygnowałem z członkostwa w Platformie Obywatelskiej RP w dalszym ciągu otrzymuję pocztę e-mailową. Wiem staję się nudny z tą polityką, ale to ona mnie prześladuje. Dzisiaj dostałem zaproszenie do obejrzenia „spota” reklamowego kandydatów do władz samorządowych. Przyznać trzeba, że zrobiony profesjonalnie i nawet ciekawy. Dysonans budzi wypowiedź Kol. Izdebskiego w konfrontacji do wypowiedzi Kol. Grodeckiego. Jeden gani prace związane z modernizacją stadionu drugi chwali, że wiele już zrobiono w tym zakresie. Liczy się idea umiejętnego zaprezentowania się i może nie to jest ważne, co zrobiono?
            Prezentowane w spocie sugestie, że czas na zmiany w rzeczywistości sprowadzają się do wniosku, że czas na nas. Wirtualne plany zmian, rozwoju nie mają podłoża merytorycznego. Sugestie ściągnięcia do Białej biznesu realizowane jest przez dotychczasowe władze i jak widać nic nie sugeruje, że zmiany na lepsze mają nastąpić. Rozwój miasta, jako potęgi akademickiej też, przy realnej analizie demograficznej, nie wróży na przyszłość zalewu miejscowych uczelni olbrzymią ilością studentów. Likwidowane są szkoły podstawowe, bo brak dzieci, chyba to nie wróży nic dobrego na przyszłość. Fantazje typu parkingu wielopoziomowego w mieście pięćdziesięciotysięcznym to już zupełna wirtualność. Wydawanie pieniędzy na zadaszenie amfiteatru, gdy standard mieszkań socjalnych będących ruinami przeszłych epok budownictwa mieszkaniowego to obraza ludzi żyjących na granicy ubóstwa. Jedynie rozwiązania komunikacyjne i ścieżki rowerowe mają szansę na realizację, ale wiemy dobrze, że są ważniejsze sprawy do przeprowadzenia w planach zagospodarowania przestrzennego miasta. Wykorzystanie e-miasta do monitoringu balansuje na granicy prawa. Nikt nie zapewni nam bezpieczeństwa ochrony praw obywatelskich w tym do zachowania prywatności.
            Reasumując, rozumiem koleżanki i kolegów, że chcą się jak najlepiej sprzedać tym bardziej, że jak widzę jest kasa. Potrzebna jest tylko koncepcja działania, a jak widzę nie ma żadnego programu Platformy   Obywatelskiej RP miasta Biała Podlaska. Zacząć trzeb od siebie. Przeprowadzić samokrytykę i przedstawić obietnicę poprawy. Cztery lata działania radnych Platformy Obywatelskiej w osobach: Kol. Broniewicza, Kol. Litwiniuk, Kol. Sosnowskiego, Kol. Jakubowskiego skutkowały zaprzepaszczeniem wszystkich sukcesów ostatnich wyborów. Straciliśmy stanowisko Wiceprezydenta miasta, straciliśmy stanowisko Przewodniczącego Rady Miasta, straciliśmy stanowisko radnego. Sukcesem jest. No właśnie, jakie mamy sukcesy? Brak jakikolwiek uchwał przedstawionych przez naszych radnych. Działania pod publikę, bez efektów ich realizacji (Dzisiaj mamy dwa pociągi z Warszawy do Białej. Jeden o godzinie szóstej rano, drugo około piętnastej, a gdzie te pozostałe podobno wywalczone przez radnego. Zbieranie plastikowych butelek też zakończyło się fiaskiem, chociaż można było doprowadzić do udanego zakończenia). Wnioskowałem by wprowadzić słuszną idee rozliczania corocznego radnych z ich działalności. Niestety zainteresowani oskarżyli mnie o despotyczną formę sprawowania władzy przewodniczącego koła. Myślę, że jednak znajdą się tacy, co wrócą do mojej propozycji.  

NASTROJE PRZED „ZADUSZKOWE”

            Pochowaliśmy z pompą w Łodzi ofiarę mordu politycznego. Zatrzymano całe miasto, kondukt żałobny z flagami państwowymi i asystą nie rodziny, a biura politycznego PiS podążał powoli na cmentarz. Obserwowałem z uwagą mszę żałobną i wystąpienie „Prezesa”, który cudem uniknął podobno kul, które mu były przeznaczone. Kulminacją, którą chciałem zobaczyć było przekazanie znaku pokoju. Niestety Prezydent i Prezes nie uścisnęli sobie rąk.
            Wojna Polsko – Polska trwa nadal. Nie wyobrażam sobie, że może coś się zmienić. Ciekawe, czy nawiązanie do „Targowicy” oddaje nastrój obecnej sytuacji? Maluczcy przejęci są w dalszym ciągu rozgrywkami partyjnymi, a czas płynie i zbliżają się Zaduszki. Zaobserwowałem, że Adaś Abramowicz i Waldek Godlewski przystąpili do kampanii wyborczej. Mam nadzieję, że Święta troszeczkę rozładują atmosferę konfrontacji. Trzy dni wolnego oraz zadumy nad przemijaniem powinno uzdrowić atmosferę.
 
            Przeglądałem archiwalne informacje oraz wspominałem Kolegów, którzy nie tak dawno uczestniczyli w wyścigu zwanym życie. Pamiętam jak z energią i zaangażowaniem działali w sprawach, które i tak bez nich funkcjonują i działają. Wydawało się, że są niezastąpieni. Energia i radość życia przebojowość, która ich charakteryzowała budziła zazdrość. Dziś ich nie ma, gonitwa trwa i tylko czas zadumy skłania do refleksji i samooceny. Czy warto się zabijać, gonić za „króliczkiem” tylko, dlatego że on ucieka? Czy warto podnosić sobie codziennie adrenalinę, patrzeć na siebie wilkiem, robić sobie złośliwości, podkładać świnię? Wszystko jest niczym.”Zostanie po nas jedynie kamień z napisem tu leży taki, a taki. Każdy z nas jest Odysem, który wraca do swej Itaki”.            
           
Moje przemyślenia przed zaduszkowe ugruntowały mnie w przekonaniu, że najważniejsza jest rodzina. Praca, koledzy, wyścig nic nie znaczą, jeżeli nie ma, dla kogo żyć. Władza, sława, stanowiska, pieniądze są niczym, jeżeli nie ma zdrowia i nie ma rodziny, najbliższych. Pochłonięci codziennym pędem do nikąd zapominamy kochać ludzi, a Oni tak szybko odchodzą. Pochowałem w zeszłym roku prawie całą rodzinę żony. Uwinęli się bardzo szybko właściwie nie zdążyliśmy się pożegnać. Dziś wspominam i myślę, że mogli jeszcze być z nami. „Pan” zadecydował inaczej.
           
           
Jak już pisałem, że jest mi szkoda lata, ale myślę, że jesień ma też swoje uroki. Że będzie mi dane rozkoszować się jesienią. „Pan” pozwoli jeszcze trochę podziwiać Bieszczad, podziwiać uroki mego miasta, czuć szum wiatru jadąc motorkiem. Cieszyć się z sukcesów mojej miłości. Warto żyć, warto żyć i wierzcie mi, że mi naprawdę nie zależy na stanowiskach i władzy. Ja nie muszę. Byle tylko było zdrowie i zgoda w śród bliskich. W rodzinie się nie zginie. 
           
            
Zbliżają się Zaduszki. Pójdziemy na groby naszych bliskich i przynajmniej raz w roku zastanowimy się nad marnością naszego istnienia i przemijaniem czasu. Przestanie nas interesować czy Prezes przeprosił Prezydenta? Czy Prezydent przeprosił Prezesa? Czy wygra Abramowicz, czy Czapski?  W tych naszych rodzinnych chwilach będziemy tylko my i nasi bliscy. Ci, co odeszli i Ci, których spotykamy przy grobach.

ŻADNA PRACA NIE HAŃBI

              Prześladuje mnie dylemat poczucia własnej wartości. Czy istnieją granice, że coś nam wypada, czy nie wypada robić? Kiedy pracowałem w Sztabie Generalnym WP starszy kolega kreował pogląd odejścia ze Sztabu i zajęcia się pracą, jako pracownik cywilny w Wojskowej Komendzie Uzupełnień rodzimego miasteczka. Zero stresu, zero pracy ponadnormatywnej, zero konfliktów z przełożonymi.           
             
Kiedy dzisiaj realizuję przesłanie kolegi, moje doznania estetyczne jednak są całkiem inne. Fakt, pracy po godzinach nie ma, ale reszta została a powiedziałbym, że przyjęła znacznie gorszą postać. Odpowiednio do stanowiska miałem przełożonych, których kompetencje i umiejętności chroniły przed błędami i śmiesznością. Wszak to Oni firmowali swoimi podpisami wiedzę oraz prawdy tworzone moimi rękoma na papierze.
           
              
Dzisiaj specjalista służby cywilnej z wynagrodzeniem jednej trzeciej poprzednich zarobków realizuje administracyjne przedsięwzięcia służby państwowo-wojskowej. Muszę zapomnieć o stopniu wojskowym i umiejętnościach oraz doświadczeniu na rzecz biurokratyzacji oraz „kwitologi”. Wychodząc z założenia, że żadna praca nie hańbi przez cztery lata nauczyłem się chować swoje ambicje i umiejętności. Potrafiłem dostosować się do przeciętności. Nie zdawałem sobie sprawy, że ludzi mogą mieć przyjemność dowartościowując się kosztem innych osób. Można mieć frajdę ze zwrócenia uwagi byłemu pułkownikowi albo „doładowania” mu tak od serca po przyjacielsku. 
           
               
Wynagrodzenie nie jest najważniejszą sprawą. Chociaż patrząc jak kształtują się na prowincji zarobki pracowników służby cywilnej, stanowiące główny dochód na utrzymanie rodziny, zdanie muszę zmienić. Koleżanki pracujące powyżej trzydziestu lat pracy, których emerytura kształtować się będzie na wysokości tysiąc pięćset złotych miesięcznie cieszą się, że mają pracę. Praca to źródło utrzymania. Pracę trzeba szanować. Dylematem w moim przypadku jest, za jaką cenę? Nie mam nic przeciwko dowartościowaniu osób, które muszą być dowartościowane. Sam byłem przełożonym, więc wiem, że ocena nie jest obiektywna, ale subiektywna. Chociaż wymaga się od przełożonego sprawiedliwej oceny. 
                           
           Wiek pięćdziesiąt kilka lat dla emeryta wojskowego budzi niesmak w środowisku w cywilnym. Taki młody i już emeryt. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że w wieku pięćdziesięciu lat można być już wrakiem fizycznym i psychicznym. Z wyglądu liceum, a w środku muzeum. Trudno się pogodzić z tym, ale wiem też z doświadczenia (zresztą statystyki same o tym mówią), że średnia życia wojskowych to sześćdziesiąt lat. Wielu moich kolegów już nie ma, zwinęli się w przeciągu dwóch lat po odejściu na emeryturę. Wiem, że poddanie się emeryturze często prowadzi do końca. Radość z kontaktu z ludźmi i bycia potrzebnym rekompensuje wszystkie mankamenty zatrudnienia emeryta. Wkurza mnie, że ludzie nie potrafią docenić lat spędzonych na poligonach (zimą, latem), służb, misji, stresu i tak zwanej dyspozycyjności. Cieszy, że jeszcze Państwo to docenia, chociaż widać, że Rząd pomału przymierza się do spraw emerytalnych mundurowych.  

ESTETYCZNIE ZNACZY BARDZIEJ KULTURALNIE

                Miłym zaskoczeniem dzisiejszego dnia były umieszczone na słupach oświetleniowych bilbordy obecnie nam panującego Prezydenta Białej Podlaskiej. Schludne, estetyczne i nowoczesne. Konstrukcja wykonana z duraluminium, nowoczesna a zarazem praktyczna (wielokrotnego użytku) stanowi estetyczną przeciwwagę oklepanych dyktowych tablic z naklejonymi plakatami kandydatów do wyborów samorządowych.
                
Rodzice zapytali za czyje pieniądze? Odpowiedziałem, że do portfela Pana Prezydenta nie zaglądam, ale nie wierzę, żeby kampania finansowana była z funduszy podatników. Natomiast poczucie smaku i elegancji każdy doceni. Cieszy też, że chociaż w takich prozaicznych sprawach jak kampania wyborcza zaczyna do miasta zaglądać europejska normalność.
                
Demokracja ma to do siebie, że umożliwia każdemu realizację osobistych najskrytszych pragnień związanych władzą, prestiżem i pieniądzem. Wystarczy „zbałamucić” elektorat obietnicami, kasą i stanowiskami, a sukces jest murowany. Jeszcze na Południowym Podlasiu nie potrzeba dużej kasy, żeby zdobyć wyborców. Myślę, że na obecną kampanię na Prezydenta Miasta w wersji Platformy Obywatelskiej RP miasta Biała Podlaska wystarczy kredyt gotówkowy w wysokości 50 tysięcy PLN. Tylko, że sukces, tak jak na giełdzie, nie ma 100 % szans powodzenia.
               
Myślę, że na przyszłe wybory 2014 roku już dziś trzeba odkładać kasę, bo poprzeczka dzięki Koledze Andrzejowi idzie w górę. Oczywiści standardy wyborcze jeszcze są w tyle za europejskimi, ale dzięki mediom pomału dołączymy do Europy. Wydaje się słuszne już dziś śledzić zachodnie wzorce. Zdobywać doświadczenie i wiedzę. Biała to nie jest już to miasto gdzie kury mówią dobranoc. Poziom i kultura życia jeszcze kuleje, ale też widać jak miasto pięknieje i się rozwija.
               
Kampania w toku. Obwieszona platformowymi bilbordami, plakatami, propagandowymi artykułami w prasie Biała przed wyborami wydaje się miastem Platformy Obywatelskiej. Zastanawiam się czy za tą działalnością jest duża kasa? Czy jest to poważny błąd? Zarzucić miasto „propagandą” miesiąc przed wyborami, nie dysponując odpowiednimi pieniędzmi na eskalację działań w tygodniu przed wyborczym jest krokiem nierozważnym. Wiadomo, że PiS, PSL, AS, SLD rozwiną się w okresie tuż przed wyborami i nikt nie będzie pamiętał ogłoszeń z przed miesiąca. Chyba, że wszystko jest zaplanowane i jest kas na stopniowanie kampanii, w co niestety nie wierzę.
               
Pełen podziwu jestem dla kampanii wyborczej obecnego Prezydenta miasta. Stopniowe na europejskim poziomie gadżety promocyjne, wyraziste, estetyczne pomału opanowują miasto zgodnie z regułami działań operacyjnych (stopniowo i skutecznie). Koledzy trzeba się uczyć, uczyć, bo samą chęcią nie wygrywa się wyborów.

POROZMAWIAĆ Z KOLEGĄ

              Zadzwonił kolega, że chce porozmawiać. „Porozmawiać chcę z kolegą, bo kolega jest od tego by rozmawiać móc. Tak dla siebie i od siebie by ciągnęło się przed siebie byle mówić móc”. Zdziwiłem się nieco. Nie tego się spodziewałem. Jak już wspominałem były naciski bym wyraził zgodę na umieszczenie mojego nazwiska na liście wyborczej do Rady Miasta. Kolega kandyduje do Sejmiku Wojewódzkiego, więc tym bardziej zdziwiłem się, że dzwoni do mnie. Listy wyborcze zamknięto dwudziestego drugiego października, więc nie chodzi o mnie. Dedukcja była słuszna chodziło o umożliwienie udziału w kweście na cmentarzu kandydata na Prezydenta Miasta Białej Podlaskiej Kol. Adama Chodzińskiego.                    
              Zastanawiam się, co trzeba zrobić, żeby proste przesłania znalazły zrozumienie wśród środowiska jakby niebyło akademickiego. Wielokrotnie mówiłem, że obecne uwarunkowania Platformy Obywatelskiej miasta Biała Podlaska mi nie odpowiadają. Informowałem, że obecna „Bajka”, jaką grają koledzy jest uwłaczająca mojej osobie. Szanuję niezależność, samorządność. Nie potrzebuję „profesora od palanta” żeby wiedzieć jak działać. Po kilku rozmowach telefonicznych postanowiłem zastosować radykalne posunięcie. Złożyłem na ręce Kolegi „Przewodniczącego” rezygnację z członkostwa. Myślałem, że to zostanie odebrane ze zrozumieniem.
            
             Jakież było moje zaskoczenie, gdy kolega Bogusław wczoraj do mnie zadzwonił, że chce pogadać. Kolega jest od tego by porozmawiać z Kolegą. Chciałem jednak wiedzieć, w jakiej sprawie? Cios był poniżej pasa – czy mogę załatwić udział Kol. Chodzińskiego w kweście na cmentarzu. Jak to nazwać? Cały dzień się głowię czy ja jestem „niekumany”, czy może mój adwersarz nie rozumiał moich wcześniejszych przesłań, że Ja z tą bajką nie mam nic wspólnego. 
           
             
Kolega nie przyszedł. Chyba jednak zrozumiał, że jest to postępowanie nie fair play. Boję się jednak, że takie postępowanie uwarunkowane jest pewnymi zaburzeniami natury psychologiczno-psychatrycznych. Obserwując telewizję i formy autoprezentacji prezentowane prze kandydatów do władz samorządowych mam pewne obawy, że wyrwało się wszystko z pod kontroli. Kandydaci, jeżeli zostali dopuszczeni do list musieli być chyba brani z łapanek. Poziom poniżej krytyki.
           
             
Wybory do władz samorządowych miasta Białej Podlaskiej, analizując listy wyborcze, budzą moją demokratyczną bezsilność. Kandyduje się dla władzy i pieniędzy, reklamy i żenującego „dowartościowania się”. Brak na listach osób z uznanym, autorytetem i mądrością. Nie brakuje „oszołomów” i „chorągiew karzy”[1]. Współczuję przyszłemu Prezydentowi miasta takiej „Rady”. Obecna też pokazała się z nie najlepszej strony. Trzeba jednak rozmawiać by coś zmienić. Dlatego po to jest Kolega by rozmawiać z Kolegą, choć nie wiemy czy to coś da.


[1]  „Jak zawieje tak się ustawiają.”

ATAWIZM

          Niedziela była pogodna i słoneczna. To znaczy nie było chmur i świeciło słońce. Wiało, ale dało się wytrzymać. Szkoda i żal było dnia by spędzać go w murach blokowiska. Około godziny dziesiątej zapakowałem Kacpra do samochodu i pojechaliśmy na działkę. Szeleszczące liście pod stopami, czerwone jeszcze na buku, goły kasztan i stu letni dąb, wprowadzały pogodny melancholijny nastrój. Posadzony wczoraj szpaler tui wydawał się mówić, że jest tu od zawsze tak szybko dopasował się do jesiennej scenerii działki. Chłodno, mimo, że słoneczko świeci. Przez okres lata i wiosny nazbierało się trochę chrustu. Radość z rozpalania ogniska ma chyba swoje atawistyczne pochodzenie. Cierpliwe i mozolne zmuszanie ognia by się wreszcie zdecydował objąć swoim władaniem wyschnięty chrust i mokre niedawno ścięte gałęzie przyciętych sosenek. Igliwie daje gęsty dym by nagle strzelić ogniem. Strach, że policja lub straż pożarna zareaguje na unoszący się słup dymu psuje zabawę. Przecież kiedyś każdy palił ogniska i nikomu to nie przeszkadzało.           
          
Wpatrując się w przemożną władzę ognia ogrania mnie spokój i błogostan ciepła sączący się z trzaskających ogniem gałęzi. Kacper u stup jak mu podpowiada atawistyczny instynkt z lubością wpatruje się w swój dziki świat. Jest fajnie i miło. Myśli wolno płyną snując swe wątki w głowie. Jest czas by zmienić władze, ustrój i Świat. Jest czas by zastanowić się nad sobą i sensem istnienia. Jest też czas by bezmyślnie patrzeć w ogień i o niczym nie myśleć. Uwielbiam te chwile. Dają taką przemożną siłę możności i pewności, że jesteśmy wstanie wszystko zrealizować oraz dokonać. Nic nie może nam przeszkodzić i mamy taką pewność, że wszystko jest do osiągnięcia. Trzeba tylko chcieć.
           
           
Na granicy przeszłości oraz przyszłości szukam w myślach rozwiązań dnia codziennego. Plany, które wydawał się szalone dzięki pomocy bliski zrealizowane zaostrzyły apetyt i utwierdziły w przekonaniu, że nie ma rzeczy niemożliwych. Praca w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego, wyjazd na misję do Libanu, coroczne wyjazdy w Bieszczad, „roweryk” i motorek dają poczucie wolności samorealizacji. Do tego dodajmy działalność społeczną i kulturalną. Jedynie polityka swą bezdusznością i brudem zachwiała moją wiarę w człowieka. Wierzę, że mimo wszystko nie poddam się i jeszcze mój czas przyjdzie. Chociaż jak mówią najbliżsi ta „wredna suka” jest nie dla mnie. Nie uznaję kompromisów. Czarne to jest czarne, a białe to białe i nie można się tylko troszkę „zeszmacić”. Mimo usilnych nacisków moich byłych kolegów partyjnych nie dałem się nakłonić do udziału w „wyścigu szczurów” zwanego Wyborami do Samorządów Miejskich.
 
            Przyszłość w skrzących się iskrach ogniska i zapadających ciemnościach kreśli swe plany z pełną dozą realności. Ta najbliższa związana z rodzinną kwestą na cmentarzu oraz ta odległa, jak wyjazd w Himalaje na sześćdziesiąte urodziny by zobaczyć na własne oczy „Koronę Świata”. Jestem pewny, że na pewno to zrealizuję wszak tak mówi do mnie ogień dogasającego ogniska.

A MNIE JEST SZKODA LATA

           Cholera już jesień. Strasznie ciężko się wstaje, gdy na dworze (na polu) jeszcze ciemno. Mój naturalny budzik pomrukuje już od piątej. Denerwowało mnie to, ale teraz daje niesamowitą satysfakcję, że jeszcze można pospać pół godziny. Ustaliliśmy to cztery lata temu, kiedy zawitał w nasze progi, jako urocze szczenię rasy Baset Hound. Kacper towarzyszy cieszy i umila czas faceta po pięćdziesiątce bez przejść.             Próbowaliśmy startować na wystawach psów rasowych, nawet mamy czempionaty. To znaczy on ma czempionat ja go tylko pokazywałem. Zrezygnowałem, kiedy się przekonałem, że nic już więcej nie osiągnę bez hodowli. Jest wspaniałym psem pokojowym i poduszkowym, natura jest jego taka. Potrafi jednak zabłysnąć temperamentem i pogonić kota. Kicię tylko dla zabawy.           
           
Spacer poranny, gdy jest jeszcze ciemno, mroźno jest wspaniałym rozbudzaczem na dzień. Spotkania koleżeńsko-suczkowe urozmaicają Kacprowi chwile przed i po załatwieniu potrzeb fizjologicznych. Spacerek po piętnastej i około dwudziestej zamyka przekrój dnia mojego ulubieńca. Pozostały czas to chrapanie i wylegiwanie się na sofie. 
           
           
Sobota i niedziela to nasze dni frajdy. Działeczka, las, powietrze i wolność. Nic nie musimy i ja nic nie chcę. Kacper nie odmówi dobremu smakołykowi. Czasami wypad „rowerykiem” albo motorkiem i już jest inne nastawienie na cały tydzień. Kiedyś mówiłem – „Wolność to rzecz osobista albo się ją ma albo się z niej nie korzysta”. Oczywiście jest wolność fikcją, jeżeli nie masz wspaniałego partnera. Trzydzieści lat mija w przyszłym roku, gdy razem idziemy przez ten świat. Moje fanaberie, pomysły i przedsięwzięcia mogłyby spokojnego człowieka wyprowadzić z nerw, a co tu mówić kobietę. Okazuje się, że można się do tego przyzwyczaić. Wspaniała kobieta, wspaniała mama mojej jedynej miłości. Wiele w życiu zatarło się wspomnień te, które dotyczą radosnej, wesołej, pogodnej oraz mądrej już dziś kobiety przychodzą na zawołanie. Strach się bać, kiedy jako pani psycholog będzie analizować moją pokręconą osobowość.
           
            
Działalność społeczna to kolejny „konik na biegunach”, który udało mi się dosiąść. Prezes „Koła Bialczan” wielokrotnie miał mnie już dość. Wydawało się, że już zakończymy współpracę, ale jakoś daje się ciągnąć ten nasz wóz do przodu. Jego zaangażowanie i upór spowodował, że dzisiaj nie ma osoby w Białej Podlaskiej, która nie wiedziałaby, co to jest „Koło Bialczan”. Tradycyjna coroczna kwesta na renowację zabytkowych nagrobków cmentarza starego przy ulicy Janowskiej spotyka się z uznaniem bialskiej społeczności. Świadczą o tym pokaźne datki pieniężne. Kolejnym osiągnięciem jest coroczny bal charytatywny na stypendium dla biednych uczniów bialskich liceów. Na tym balu nie wypada nie być.
               
             Mógłbym jeszcze napisać o Stowarzyszeniu Kombatantów Misji Pokojowych ONZ i Stowarzyszeniu Seniorów Lotnictwa Południowego Podlasia, ale to już inna bajka.

TEMAT ZASTĘPCZY

             Sprawca zabójstwa politycznego osadzony. Szczątki ministra znalezione w „zalewie”. Warto wrócić do tematu przeszczepu wątroby chłopcu, który najadł się muchomorów oraz dziewczynki, która odmroziła sobie stopy. Jeszcze wspomnijmy górnika, który zginął zasypany w najstarszej kopalni węgla i mamy przegląd bieżących informacji dnia codziennego Polski przedstawiany przez media. Jutro pewnie wrócimy do tematu „Smoleńska” oraz masochistycznego biczowania się słowem „Przepraszam”.
             
Przepraszam koleżeństwo, że piszę ten blog, niekoniecznie poprawnie gramatycznie i ortograficznie. Przepraszam, że me słowa przepełnione goryczą i rozżaleniem działają terapeutycznie na moją psyche. Przepraszam, że byłem jestem, może jeszcze będę tak z kilkadziesiąt lat. Przepraszam, że piszę krytycznie, ale tak łatwiej. Łatwiej maltretować i nękać słownie i psychicznie niż przedstawiać konstruktywne rozwiązania i propozycje. Warto jednak pisać, co się czuje niż pisać pod publikę dla hecy i sensacji.           
            
Mam pewne podejrzenia, że media stały się narzędziem kształtowania świadomości społecznej. Umiejętnie kontrolowane i prowadzone przynoszą wymierne efekty. Przegięcia kończą się tragedią. „Syndrom Łódzki” jest przykładem przesterowania medialnego. „Dopalacze” pokazowym rozwiązaniem unicestwienia konkurencji. Ciekawe czy „Red bull” oraz „Tiger” też w ferworze unicestwienia padną ofiarą mediów. Wszak młodzież systematycznie energetyzuje się tymi środkami dodając sobie skrzydeł. Przecież „gdzie drwa rąbią tam wióry lecą”.
           
             
Przegranym medialnie tematem jest sprawa „In vitro”. Brak woli czy przekonania decydentów, a może obawa konfliktu państwo-kościół. Wszyscy chcą, ale nie widać, że chcą chcieć. Jakoś nie widać w mediach nagłośnienia tematu. Nikt nie płacze z nieszczęścia kobiet, które chcą być matkami. Nikt się nie cieszy, że wiele (dokładnie ile?) Matek cieszy się macierzyństwem. Masturbacja i poczęcie dziewicze stoi w sprzeczności z teologią, dlatego nigdy nie zostanie In vitro uznane przez kościół. Jednakże interesuje mnie jak kościół uznaje dzieci urodzone z In vitro. Wszak poczęte są z grzechu. Nigdy nie powinny przyjść na świat. Tak jak ja jestem dumny, że kiedyś byłem pierwszy, współczuję dzieciom In vitro, które słuchają publicznej debaty o słuszności ich poczęcia. Jak zwykle wszyscy są delikatni. Jak kapral, który zakazał wystąpienia z szyku Kowalskiemu, kiedy zapytał się, kto ma matkę.
           
            
Wszystko to jest „tematem zastępczym” by zagłuszyć naszą świadomość zaprzątniętą problemami dnia powszedniego. Zadłużonego i coraz bardziej zubożałego społeczeństwa. Gdzie bieda i brak pracy są motorem rozwoju gospodarczego. Każdy kombinuje, bo przecież Polak potrafi. Choroby, ubóstwo i brak opieki zdrowotnej degraduje naród genetycznie i demograficznie. Okularnicy, cherlacy, ale za to wirtualni herosi świata informatycznego znajdują opium na problemy dnia codziennego w świecie fantazji i zapomnienia. Taki jest obraz współczesnej Polski.

ESKALACJA NIENAWIŚCI

           

          Kabaret sejmowy trwa nadal. Demokracja górą. Dwie prawicowe partie skaczą sobie do oczu, a lewica mentoruje. Czy tak samo jest w innych krajach? Czy tak samo jest w Niemczech? Chyba tylko w naturze słowiańskiej takie sprzeczności mogą funkcjonować. Ci, co powinni współpracować skaczą sobie do oczu rozdrabniając swoją prawicowość na moniaki. Eskalując nienawiść, wrogość i chamstwo.
          Polak potrafi. Polak potrafi wszystko zepsuć. Budujemy demokrację wychowując następne pokolenia w duchu nienawiści, fałszu i obłudy. Młodzi i demokratyczni prą do władzy. Metody działania niczym z dobrych komunistycznych czasów. Zdobycie popularności i uznania drogą pochlebstw, podarków oraz pozoracyjnych dział. Ważne by zaistnieć w mediach i Internecie. Inicjatywy własnej, pomysłowej i wychodzącej na przeciw społecznym potrzebom brak. Rozumiem, że lepiej się oprzeć na pewnikach jak np. modernizacji "Placu Trzech Krzyży", czy zbieraniu plastikowych butelek, bo efekt jest pewny i medialny. Brak tylko konsekwencji i determinacji w doprowadzeniu projektów do końca. Przypomina mi to słynne hasło "Pomożecie" i tylko pozostaje wiara, że zrozumiecie.
        Są jednak młodzi pozbawieni ograniczeń, naleciałości poprzednich pokoleń, bez autorytetów i zahamowań, którzy są wstanie wypracować nowe standardy działalności politycznej. Jakie? Nie wiem, ale na pewno nowe i skuteczne, bo przecież Polak potrafi. Patrzę na młodych, którzy politykę oceniają, jako coś irracjonalnego, coś, co jest im obce i niepotrzebne. Coś, co nie jest warte zachodu. Jeszcze nie wiedzą, że polityka to władza i pieniądz. Jeszcze nie wiedzą, jak jest brudna. Jednak "wyścig szczurów" i tak ich wkrótce dopadnie.
          Pesymistyczne nastawienie, by zachować równowagę w naturze, musi generować optymizm i wiarę w opamiętanie i zrozumienie. "Ruch poparcia" już zarejestrowany. Raduje, że spotyka się z tak dużym zainteresowaniem społecznym. Raduje, że są jeszcze ludzie, którzy wierzą, że można coś jeszcze zmienić w tym kraju nienawiści. Cieszy, że młodzi chcą zmieniać zaśniedziałe struktury polityczno-partyjne.
          Moje zaściankowe, zarzeczkowe miasto Polski "B" jak narazie jest ponad konfliktami politycznymi. Jeszcze PiSowiec i PeOwiec podają sobie rękę. Jeszcze współpracują w Radzie Miasta. Bardziej ich jednoczy wspólny miejscowy "wróg" niż konflikty na górze. Boje się tylko, żeby nie wzięła górę podlaska zawziętość, jak śpiewał Grześkowiak "Chłop żywemu nie przepuści …" w tedy to na pewno poleje się krew.

 

ZBRODNIA TO NIESŁYCHANA ………

      

 " Zbrodnia to niesłychana Pani zabiła Pana" cisną się na usta słowa wiersza. Nowa wartość w życiu społecznym Polski. Znana w czasach endeckich nie spotykana we współczesnej Polsce. Mord polityczny i nieważne, że wariata, ważne że coś do tego go skłoniło.
       Zaskoczeniem jest, że zdarzyło się to w stosunku do polityków PiS. Myślałem, że psychoza rewanżyzmu, nienawiści skłoni do działania "psycholi" Pis-owskich do działania. Wszak to oni z granatami bronili krzyża oraz fekaliami oblewali tablicę. Wydawało się, że już tylko krok aby ktoś zginął. Zadziałały inne relacje ale skutek jest ten sam. Zginął człowiek, nie polityk, a człowiek. Boli, że nikt z tej lekcji nie wyciągnął wniosków. Agresja się nasila. Efekt może być opłakany.
      Powoływanie komisji, medialne nagłaśnianie, a w efekcie realizacja kampanii wyborczej. Brudne to i obrzydliwe ale podobno skuteczne. Ludzie potrzebują "igrzysk", podobno też i "chleba". Ciekawe jak on będzie wyglądał. Dziś bilbordy, reklamy przypominają o nadchodzących wyborach. Nagłośniony uśmiech "niezębiczny" budzi zażenowanie i konsternację. Bo jak pogodzić ten uśmiech  z hasłem  "Skutecznego zarządzania" albo "Czasu na zmiany" (gdyby tak było to powinienem zmienić już żonę). Nie wiem kto wymyśla takie hasła. Hasła, które nie wnoszą nic. Hasła, które nie wybiegają w przyszłość. Jak mam głosować na osobę, która mówi mi, że jest skuteczna albo, że jest nowa w polityce ale nie ma programu, nie mówi dlaczego mam na nią głosować.
        Gdyby, któryś z kandydatów powiedział, że "Tylko Biała i jej mieszkańcy" stanowią ich cel operacyjny, taktyczny i strategiczny poszedłbym w ciemno głosować na niego. Wiem, że później trudno wywiązać się ze zobowiązań ale przynajmniej warto próbować. Warto rozmawiać, warto spotykać się z ludźmi, a nie rozwieszać po słupach swoje zdjęcia. Wprowadzając entropię w codzienność Białej Podlaskiej. 
         Zbliżają się Zaduszki oraz tradycyjna kwesta na renowację zabytkowych nagrobków "starego cmentarza". Chętnych do kwestowania z każdym rokiem ubywało. W tym roku jest inaczej. Chętnych trudno rozmieścić czasowo oraz lokacyjnie. Mam nadzieję, że efekt finansowy będzie udany. Do wyremontowanych dwudziestu pięciu grobów w przyszłym roku dołączą nowe.
         "Zbrodnia to niesłychana Pani zabiła Pana" zbliżający się dzień zaduszny niech będzie iskierką refleksji i zgody zwaśnionych frakcji i opcji. Wszak jutrzenka listopadowej wolności się zbliża!