ZAMIEĆ WSZYSTKO WYMIECIE, A WALEC WYRÓWNA

              Zima zawitała na nasz Podlasie. Pada od samego rana i wieje. Temperatura około pięciu stopni poniżej zera, czyli nie zanosi się na to, że śnieg stopnieje. Wielkie szczęście, że zmieniłem opony na zimowe, ale i tak miałem problemy z powrotem do domu. Służby drogowe zaspały i zima ponownie zaskoczyła. Jeszcze wczoraj chłodno, ale bez opadów i bardziej jesiennie niż zimowo, a dziś tylko kulig. Podobno temperatura poniżej zera ma się utrzymać aż do piątku. Mikołaj będzie Świąteczno zimowy.              
              Polska bawiła się na Andrzejkach, a tu zima przyszła. Wróżby, przesądy i gusła to czar Andrzejek. Panny i dziewice wróżąc z wosku planowały swoją przyszłość. Panowie z braku „Andrzejenki” dołączyli do ogólnospołecznego ruchu przepowiadania przyszłości i licytowali się w ilości „pozyskań” surowca erotycznego w naturze. W niektórych przypadkach znacznie wykraczając poza ramy ogólno przyjętej tolerancji sukcesu. Czar wróżb opanował mieszkańców Południowego Podlasia.
           
              
Nikt, ale to nikt nie wywróżył, że znajdą się osoby z władz Regionalnych Platformy Obywatelskiej RP w Lublinie i wyleją „Kubeł zimnej wody” na głowy miejscowych politycznych „kacyków”. Z zaskoczeniem i uznaniem należy przyjąć zdecydowane stanowisko p.o. Przewodniczącego Regionu Kol. Stanisława Żmijana. Osoby, którym w głowie się przewróciło od nadmiaru władzy zapomniały, że „Platforma” to nie Państwowa Szkoła Wyższa w Białej Podlaskiej. Podejmowanie decyzji o koalicji to nie rola podrzędnych „pyskaczy” tylko przemyślane działanie władz politycznych. Natomiast sprzedanie się dla „władzy” musi skutkować brakiem zaufania ogólnospołecznego. Nie dziwi, zatem stanowcze stanowisko Regionu.
            
               Dziwi brak stanowczego działania Przewodniczącego Powiatu Grodzkiego Bialskiego, który został przez Kol. Chodzińskiego pozbawiony władzy. Nie dziwi, dla czego tak się stało, gdy zrozumiemy zależności polityczno-służbowe. Tajemnicą poliszynela jest, że marionetki grają tak jak są pociągane sznurki. Wiemy wszyscy, że istotne jest, kto rozdaje karty a nie, kto jest oficjalnym przewodniczącym. Słuszne, zatem jest zaprowadzenie porządku w strukturach miejskich PO RP Białej Podlaskiej. Słuszne jest oczyszczenie szeregów z „karierowiczów” i „pijaków”, którzy kompromitują jej oblicze. 
           
              
Czy zmiany zostaną przeprowadzone i wiarygodność Platformy Obywatelskiej RP miasta Biała Podlaska znajdzie uznanie mieszkańców miasta tego niestety wróżby andrzejkowe nam nie powiedzą? Wyborcy jak pokazują „fora” są podzieleni. Jedni spragnieni zmian za wszelką cenę zbulwersowani są stanowiskiem Regionu. Inni podobnie jak piszący te słowa uznają zasadność podjętych przez Region działań. Jak zwykle przyszłość wyjaśni nam, kto miała rację? Wybory piątego grudnia pokażą czy społeczeństwo miasta Białej Podlaskiej chce zmian.
           
             
Wieje cały czas. Śnieg zasypał miasto. Zasypane ulice, chodniki oraz brud zakamarków ulic i podwórek. Śnieg nie zasypał wstydu i kompromitacji kolegów, którzy sprzedali swoje ideały i programy dla władzy. Całe szczęście zamieć wywieje wszystko, a walec przyjdzie i wyrówna.

POSADZIĆ DRZEWKO PÓŹNĄ JESIENIĄ

         Mama mówi, że to, „co” posadzi się jesienią na pewno się przyjmie. Dotychczasowe działania zmierzające do upiększenia „Kołychawy” potwierdziły zasadę. Sosenki posadzone w szpaler już dziś są dorodnymi sosenkami. Kasztan, buk i klon z aprobatą przyjęły nowe otoczenie. Dzisiaj zasadziliśmy z Córeczką brzoskwinię. Szron ścielący się na trawach przypominał, że zima jest tuż za progiem. Wybraliśmy miejsce gdzie szronu było najmniej. Ziemia jeszcze nie była zmarznięta. Wykopanie dołka i posadzenie drzewka nie sprawiło problemu. Ciekawe czy zaadoptuje się do nowego otoczenia.           
       
Fajnie by było żeby tak jak rośliny adoptować się do nowych realiów, jeżeli są spełnione dogodne dla egzystencji warunki. Pisałem, że sztuką przeżycia i sukcesu jest umiejętność adaptacji. Pytanie tylko, za jaką cenę? Czy honor, godność, szacunek mają jeszcze dziś wartość merytoryczną, czy są tylko anachronizmy przeszłości? Epoka rycerzy, dżentelmenów, bohaterów przechodzi do lamusa. Dziwacy, fantaści oraz szaleńcy to Ci, którzy potrafią działać z poświęceniem i fantazją. Reszta jest milczeniem.
 
          Podróż po mieście w dniu dzisiejszym to przykry obraz kompromisu. Jeszcze wczoraj nieprzejednani przeciwnicy dziś dla wspólnego wroga podają sobie ręce. „Czas na zmiany” łączy się z „Zróbmy to razem”. Znak PiS-u wyraźnie zaznacza swoją obecność przy braku „Platformy” pojednania. Sprzedanie się dla zmian nie może być wykładnią postępu i moralności. Pożądanie władzy za wszelką cenę musi prowadzić do degradacji wartości. Wartości, prezentowanych przez Platformę Obywatelską RP w skali kraju nie tylko zaściankowego Podlasia. Zaprzedanie się siłom skrajnie prawicowym zaprzepaszcza sukces ogólnokrajowy. Dziwi, że władze centralne pozwalają na taki układ, który z góry wróży przegraną „Platformy”. Cztery lata koalicji we władzach samorządowych pokazały, że siłą wiodącą był PiS, Platforma tylko asystowała. 
           Zwycięstwo POPiS-u w Białej wróży rewolucję społeczną. Wszystko ulegnie przewartościowaniu. Władza samorządowa zmieni swoją organizację, miejmy nadzieję, że nie w pełnym zakresie. Struktury społeczne ulegną zmianom jakościowym i ilościowym (nie zapomnijmy o personalnych). Bialski biznes przy swej elastyczności musi liczyć się ze wzrostem „kosztów organizacyjnych”. Kierunki rozwoju ulegną weryfikacji oraz zmianom. To, co było dzisiaj dobre, z założenia PO zmianie władzy musi być błędne i niekorzystne. Osoby, które przez lata realizowały się i sprawdzały w działalności prospołecznej, zasiedziały się i zgorzkniały w monotonii życia realiów „AS-owskich” muszą ustąpić miejsca młodym i prężnym „POPiS-owcom”. Taka jest przecież proza życia. Tylko, kto za to wszystko zapłaci? Gdyby były jakieś wątpliwości informuję wszystkich, że my.           
            
Posadzić drzewko późną jesienią jest korzystne dla roślinki, bo ma czas do wiosny się zaaklimatyzować. Ułożyć się w glebie, wyciągnąć korzenie, pociągnąć trochę nowych soków, zaadoptować się w otoczeniu. Koledzy z POPiS-u mają też czas do wiosny się dotrzeć i wzmocnić swoją pozycję społeczną. Wybory do władz Rządowych w przyszłym roku pokażą jak ta współpraca się przysłużyła mieszkańcom Białej Podlaskiej. Czy mieszkańcy będą zadowoleni z nowych władz i wybiorą przedstawicieli POPiS-u? 
           
            
Cieszę się bardzo, że opatrzność czuwała nad moimi decyzjami i to, co budziło moje rozterki dziś potwierdziło słuszność postępowania. Wartości, które wpajano mi przez całe życie (Bóg, Honor, Ojczyzna) nie są pustymi sloganami. Proszę kolegów w myśl prawdy naszych przodków, że starych drzew się nie przesadza, niestety ja nie potrafię zaakceptować waszej polityki działania. Nie potrafię się "zeszmacić".

POLITYCZNA DOJRZAŁOŚĆ

               Wydarzenia ostatniego tygodnia skłaniają do zajęcia stanowiska w problematyce „drogowo-alkoholowego warcholstwa”. Pokutuje w narodzie pobłażliwość dla „swojskich pijaczków”. Rubasznych wesołków urozmaicających szarzyznę dnia codziennego. Pokolenia przyzwyczaiły nas do ich obecności i tolerancji. Jeszcze w czasach sarmackich bycie na raucie[1] wiązało się z szampańskim humorem oraz podchmieloną głową. Pojęcie zabawy utożsamiało się z wstawieniem w stan upojenia alkoholowego. 
               
 „….. A potem znów się przystopuje i znów gaz, I społeczeństwo nas szanuje, lubią nas. Uśmiecha się najmilej ten i ów, Tak rośnie, rośnie nasz przywilej świętych krów. Niejeden to się nami wzrusza, słów mu brak, Rubaszny czerep, ale dusza, znany fakt, Nas też coś wtedy dołku ściska, wilgnie wzrok, Bracia rodacy, dajcie pyska, równać krok.
                
W Polskę idziemy, W Polskę idziemy, bracia rodacy! Tu się, psia nędza, nikt nie oszczędza, Odpoczniesz w pracy. W pracy jest mikro, mikro i przykro, Tu goudą spływa, Cham lub bohater, polska sobotnia alternatywa. Gdy dzień się zbudzi i skacowani wstaną tytani I znowu w Polskę, bracia kochani, nikt nas nie zgani. Nikt złego słowa, Łomża czy Nakło, Nam nie … Jakby nam kiedyś tego zabrakło, Nie… nie zabraknie…”[2]
                 
Wojtek Młynarski napisał tekst „wieki temu” i proszę państwa jest w dalszym ciągu aktualny. „Święte krowy” polskiej popkultury w dalszy ciągu funkcjonują tylko, że teraz zabijają. Każdy weekend obfituje w ofiary wypadków drogowych. Średnia krajowa to około pięćdziesięciu osób zabitych. Będąc na wojnie w Libanie przez rok oficjalne dane mówiły o kilku zabitych po obu stronach rozdzielonych sił Izraelsko – Libańskich, a tam „latały” pociski. Sprawcami większości wypadków śmiertelnych były „Rubaszne czerepy”. Ile jeszcze ludzi musi zginąć, aby naród polski zmądrzał?
                 
Boli, kiedy sprawcą przestępstwa (nie wykroczenia) jest osoba, która ubiega się o stanowisko reprezentanta lokalnej społeczności. Osoba zajmująca pozycję wiceprzewodniczącego Rady Powiatu Platformy Obywatelskiej RP Białej Podlaskiej. Przewodniczącego Koła nr 1 PO RP miasta Biała Podlaska. Przyszłego Radnego Miasta Biała Podlaska. Zaangażowanego w struktury regionalne PO RP Województwa Lubelskiego. Osoby, która ubiegała się o nasze zaufanie.  
                 
Boli, kiedy popierającymi takie osoby są przedstawiciele sejmu i senatu. Wydaje się, że Platforma Obywatelska RP miasta Biała Podlaska kieruje się założeniem, że ważna jest ilość członków, a nie tym co sobą prezentują. Sensacje prawne, etyczno-moralne nie mogą być tolerowane a wręcz przeciwnie spotykać się ze społeczną krytyką. Niestety na Podlasiu „Święte Krowy” są  „Święte”.


[1] większe, uroczyste przyjęcie wieczorowe bez tańców
http://www.google.com/search?q=ra%C5%82t&rlz=1I7IRFA_en&ie=UTF-8&oe=UTF-8&sourceid=ie7
dnia 25.11.2010 r.

[2] „W Polskę idziemy” W. Młynarski

„PO Wyborach”

               Koniec „wyścigu szczurów”. Karty rozdane, została prezydencka dogrywka. Dzień przed „Mikołajem” zadecydujemy, komu sprawić prezent. Patrząc na wyniki mamy powtórkę z 2006 roku. Kolega Abramowicz z Kolegą Czapskim usilnie będą zabiegać o nasz głosy. Cztery lata temu zawiązana została koalicja, która przetrwała trzy miesiące. Ciekawe czy i tym razem będzie interesująco? Kolega Chodziński zapowiedział, że jest otwarty na propozycje. Ciekawe jak to zrealizuje, jeżeli sam nie zdobył mandatu radnego. Wypowiadać się w imieniu Platformy Obywatelskiej RP miasta Biała Podlaska powinie Przewodniczący Rady Powiatu Grodzkiego Kolega Adam Wilczewski, ale widocznie nie on ma tu decydujący głos.           
            
Kampania wyborcza angażująca potężne zasoby finansowe, społeczne i medialne w wykonaniu PO RP w Białej Podlaskiej zasługuje na uznanie. Zaangażowanie koleżanek i kolegów swoich finansów i czasu przy nisko procentowym prawdopodobieństwie sukcesu zasługuje na „podziw”. Niestety miesiąc czasu plakatów, bilbordów, spotów przyniósł mierne rezultaty. Pięć mandatów Platformy przy siedmiu PiS-u, pięciu SLD, czterech AS oraz po jednym dla PSL i NMWD jest porażką nie sukcesem. Wielkim wygranym wyborów jest SLD, które zdobyło pięć mandatów, a kolejnym przegranym PSL z jednym mandatem Kolegi Henryka Chmiela. Przykro, że koledzy z „Nasze Miasto Wspólne Dobro” bez poparcia wiadomych sił „popłynęli”. 
           
          
Rada miasta Biała Podlaska za wyjątkiem kilku osób jest nowym personalnym tworem. Dwudziestu trzech radnych, którzy będą nas reprezentować w zarządzaniu miastem budzi moje uzasadnione obawy. Znając byłych kolegów partyjnych mam uzasadnione wątpliwości, co do ich kompetencji i umiejętności. Kolega Marcin ubiegający się kolejny raz o miejsc radnego, kolejny raz z pierwszego miejsca osiągnął wreszcie upragniony sukces, ale jego problemy z zaburzeniem mowy objawiające się przeważnie niezamierzonym przerywaniem, „zacinaniem się", powtarzaniem wypowiedzi może stanowić problem argumentacji oraz pozyskiwania poparcia proponowanych rozwiązań. Kolega Marek wykazujący się wysokim współczynnikiem przerostu ambicji nad umiejętnościami właściwie sam się zdegradował wchodząc w konflikt z prawem. Kolega Wojtek wkraczający, jak sam mówi, jako najmłodszy radny w życie polityczne, już jest „stary”, bo hołduje ideologii „coś za coś”. Kolega Michał prezentujący postawę „młodego gniewnego” właściwie nic konkretnego nie zaproponował w poprzedniej kadencji. Przyznać trzeba, że konsekwentnie realizuje program utrzymania się u władzy. Kolega Adam prezentujący postawę elastycznego kompromisu nikomu nie zaszkodzi, ale też i nie pomoże. Prezentowana „delegacja” Platformy Obywatelskiej RP miasta Biała Podlaska, za wyjątkiem Kolegi Marka (mam nadzieję, że władze PO ustosunkują się do nagłośnionego przez media wydarzenia), umiejętniej współpracować będzie w koalicji dla dobra nas wszystkich, a nie dla dobra jednej osoby. 
           
           
Sukces osobisty odniósł Kolega Boguś. Wieloletnie działania zmierzające do zaistnienia w świecie lokalnej polityki zakończyły się powodzeniem. Mimo pomówień, plotek, zastrzeżeń moralno-etycznych kierowanych przez przeciwników politycznych wreszcie Kolega Boguś dostał się do Sejmiku Wojewódzkiego. Zastraszenie środowiska politycznego Platformy Obywatelskiej RP miasta Biała Podlaska oraz władz regionu odejściem ze struktur PO przyniosło pożądany efekt. Kolega Boguś robi upragnioną polityczną karierę. Kiedyś Kolega Senator zadał mi pytanie, – „dlaczego Kolega chciał odejść z PO?” Odpowiedź jest prosta, bo chciałem też zrobić karierę polityczną.
           
           
PO po wyborach będzie realizować swój program, miejmy nadzieję, że umiejętniej niż dotychczas. Obserwując wyborców stwierdzam, że są wyrozumiali, ale do czasu. Kredyt zaufania oparty o PSW może kiedyś się też skończyć. Wyborcy oczekują konkretów i kompetencji, a nie oratorstwa oraz pozoracyjnych działań.
           

„KTO ZABRAŁ MÓJ SER?”

              „Przypowieść alegoryczna odkrywająca najgłębsze prawdy o zmianach dokonujących się w naszym życiu napisana przez Spencera Johnsona stała się książką kultową. Bestseller New York Times oraz Wall Street Journal stał się prostą i łatwą do odczytania mapą, której możemy użyć szukając drogi wiodącej nas do rozwiązania osobistych problemów związanych ze zmianami w naszym życiu”[1]             
              
Tłumacząc mądre słowa mądrych Kolegów informuję czytelników, że książka ta w banalny sposób opisuje życiowe prawdy, które w poczuciu swojej mądrości komplikujemy gdyż wydają się za proste i mało ciekawe. Czytając krótki tekst przypowieści (pocieszenie dla tych, którzy nie lubią przydługich naukowych wywodów) odniosłem wrażenie, że ktoś próbuje mi „wcisnąć” prawdy oczywiste. Jednakże recenzje i zachwyt świata naukowego i biznesowego oraz pięciomilionowa sprzedaż egzemplarzy świadczą, że problematyka nie jest tak oczywista. Książka uczy nas jak stać się „Kameleonem”, czyli jak posiąść wiedzę adoptowania się do zmian otaczającego nas „środowiska”. Oczywiści nie chodzi o zmianę kolorów, ale o umiejętność przystosowania się do zmian zachodzących w otaczającym nas „kontinuum”.
  
         
   Streszczając przypowieść informuję koleżeństwo, że jest to historia z życia dwóch myszy: Nosa i Pędziwiatra oraz dwóch „Krasnali”: Zastałka i Bojka, którzy mieszkają w labiryncie. Codzienny ich trud życia to poszukiwanie sera. Oczywiste jest, że błądzą w „Labiryncie życia” poszukują upragnionego sera. „Nos” posługując się swoim organem wyszukuje na odległość. Pędziwiatr sprawdza lokalizacje „Nosa”. Uzupełniając się szybko osiągają założony cel. Zastałek i Bojko kierują się rozumem i metodą prób i błędów też udaje się osiągnąć upragniony cel. Problemy zaczynają się, kiedy po okresie dobrobytu ser nagle w odnalezionych magazynach skończył się. Nos i Pędziwiatr natychmiast przystąpili do kontynuacji poszukiwań. Bojko i Zastałek popadli w rozpacz. Jeden boi się nowych poszukiwań i zmian. Zastałek przyzwyczaił się do dobrobytu i codzienności i nie akceptuje obecnej rzeczywistości. Konieczność oraz proza życia (trzeba przecież coś jeść) przełamuje strach Bojki, który wyrusza na poszukiwanie sera. Prawdy życiowe, które wysnuł w toku swoich poszukiwań mogą być mapą drogową dla wszystkich, którzy boją się zmian. „Zmiany są nieuchronne – odbiorą Ci ser”, „Przygotuj się na zmiany – Twój ser na pewno zniknie”, „Obserwuj zmiany – wąchaj swój ser często, a będziesz wiedział, kiedy zaczyna się psuć”, „Szybko reaguj na zmiany – Im szybciej zrezygnujesz ze starego sera, tym wcześniej będziesz cieszył się nowym”, „Zmieniaj się – Nie daj się wyprzedzić swojemu serowi”, „Ciesz się zmianą – Zasmakuj w przygodzie i delektuj się nowym serem”, „Spodziewaj się zmian i ciesz się nimi – Odbiorą ci ser”[2].
           
             
Doświadczenie życiowe pokazało, że prawdy oczywiste, ale nienazwane funkcjonują w naszej świadomości pozwalają realizować się w zmieniającej się rzeczywistości. Piszący te słowa wielokrotnie wspominał o nich w swych notatkach nie zdając sobie sprawy, że pisze właśnie literę „A”. Umiejętność poddawania się zmianom jest umiejętnością, która powoduje, że życie nie jest takie ponure i skomplikowane. Będąc studentem „sławetnej” na ówczesne czasy Wojskowej Akademii Technicznej” potrafiłem przekonać siebie, że trudy życia podchorążego są swoistą próbą, jaką poddany zostałem przez system wojskowy, który eliminuje najsłabsze ogniwa. Świadomość ta pozwoliła mi ukończyć, jako jeden z dziesięciu uczelnię, w której było nas ponad setka na początku.
           
           
Dziś wiem, że nie ważne jest, kto zabrał mój ser? Ważne jest by umieć znaleźć następny i być przygotowanym, że i ten może zostać zabrany. Oglądany wczoraj nowy film z Harym Potterem, który w mojej ocenie nie jest filmem dla dzieci, lecz dla dojrzałych osób z umiejętnością psychologicznej analizy. Przypowieść o trzech braciach czarownikach oraz ich przygodzie ze śmiercią idealnie pasuje do omawianego tematu. Umiejętność wyboru i przewidywania często ratuje nas  od życiowych pomyłek. Kochani nie martwmy się straconym serem nie bądźmy Zastałkami adaptujmy się do zmian.
          
Kończąc notatkę chciałbym przekazać najserdeczniejsze życzenia imieninowe osobie, której zawdzięczam swoje istnienie, czyli mojemu Tacie.             


[1] Krótkie recenzje książki Spencera Johnsona, „Kto zabrał mój ser?” zamieszczone przez Waltera Kirna

 z „Time” oraz Michaela Morleya wiceprezesa „Eastman Kodak.”

[2] S. Johnson, „Kto zabrał mój ser?” str. 68

OPTYMISTYCZNIE

               Dosyć narzekania i marudzenia dzisiaj piszę optymistycznie. Fakt, że pora roku nie nastraja pozytywnie do życia, bo wychodzimy do pracy jeszcze jest zmrok i wracamy do domu też o zmroku, ale ile ciekawych faktów „przebiega” obok nas. Nasi piłkarze wygrali z Wybrzeżem Kości Słoniowej, jakby nie było z szesnastą drużyną w rankingu Światowym, budząc nasze nadzieje na sukces w „Mundialu 2012”. Nareszcie wchodzi w życie ustawa o zakazie palenia papierosów w publicznych miejscach. Już widzę jak państwo bogaci się z mandatów nakładanych przez straż miejską i policjantów na „wandali” zdrowotności Narodu. „Prohibicja tytoniowa” zawitała pod „strzechy” ośrodków rozpusty i uciechy. Wrócą dawne piękne czasy, kiedy ukradkiem w „kibelku” pociągało się „szluga” bacząc, aby nikt nie zauważył. Ileż możliwości do samorealizacji „uczynnych”, którzy uprzejmie będą „donosić” stróżom prawa. Władza nareszcie będzie mogła się wykazać „Zlikwidowano tyle i tyle melin, w których namiętnie palono Środki Zabójcze w postaci papierosów”.           
               
Nareszcie zaczęliśmy oszczędzać. Wreszcie przyszliśmy po rozum do głowy. Skończymy wreszcie z nałogiem wydawania pieniędzy, których nadmiar oferują nam banki. Dosyć życia na kredyt. Trzeba radykalnie walczyć z zadłużeniem narodu i naszych kieszeni. Cieszy, że znaleźli się mężowie opatrznościowi, którzy pomogą i uczą nas oszczędzania. Dosyć życia nad stan. Pigmeje żyją w buszu nie znając wartości pieniądza i są szczęśliwi. Przewróciło się nam w głowach od tego nadmiaru pieniądza. Zachłysnęliśmy się demokracją zapominając o rozsądku finansowym. Za bardzo chciało się nam szyneczki i zapomnieliśmy o kaszance i salcesoniku. Natychmiastowe podniesienie cen na produkty może będzie „kubłem zimnej wody” na nasze zachcianki. Niemcy piją piwo za osiemdziesiąt groszy i są szczęśliwi. Nam „żywczyka” za trzy złote się zachciewa. Kolega wrócił z Niemiec, gdzie pracował, jako „manager pozyskiwania owoców sadowniczych” i był zbulwersowany naszą rozrzutnością. Tam wszyscy zadawalają się produktami o połowę tańszymi, a przecież więcej zarabiają. Nasza rozpusta jest już znana w Europie. Nasze przekonanie o „współwłasności” budzi dezaprobatę stróżów porządków niemieckich Landów. Oszczędzanie, jakie zapoczątkował Rząd przywróci równowagę finansową i systematycznie oddłuży nasze kieszenie. Przypomnimy sobie „cudowne” czasy PRL-u i tak lubianego przez wszystkich „cwaniaczka”. Młodzie też nie zapomni tradycyjnych polskich dań.
           
              
Pozytywnym wydarzeniem jest koniec kampanii wyborczej i nadchodząca cisza medialna. Wszyscy cieszą się, że będą mogli nareszcie pójść do urn i wyrazić swoją aprobatę do ordynacji wyborczej. Nareszcie ludzie właściwi będą sprawować właściwą władzę samorządową. Szeryfowie, zakonnice lub udające zakonnice młode „bliźniaczki” zaprowadzą porządek i urok do sal samorządowych. Kochani czas na zmiany. Trzeba zamienić tych dobrze funkcjonujących na „Świerzych” oraz młodych, pełnych chęci do zarabiania pieniędzy. Dobrze funkcjonująca maszyna ulegnie „zatarciu”, jeżeli nie będzie się jej modernizować. Młodzi wprowadzą energię do działania i będą mieli okazje do uczenia się na błędach, czego brakuje dojrzałym „piernikom”. Warto zaryzykować zmiany, mimo jako tako funkcjonującego systemu na rzecz lotności i młodzieńczej fantazji. Przynajmniej będziemy mieli, na co narzekać, bo obecny stan jest „Deprecjujący”[1]


[1] Deprecjacja to umniejszanie wartości osoby lub wydarzenia. 

„CO BY TU ZROBIĆ, ABY NIC NIE ROBIĆ”

               Dzień wczorajszy i dzisiejszy był pełen ogólno społecznego zamieszania. Tworzenie nowych stowarzyszeń. Rozliczanie z trzy letniego okresu rządzenia. Brak uzgodnień dotyczących Euro budżetu (Wielka Brytania hamulcowym). Ogłoszenia i reklamy przyszłych samorządowców. Ogólne zamieszanie przedwyborcze. Wszyscy wierzą, że ich foldery, reklamówki, wizytówki przyczynią się do sukcesu. Potężna kasa zasila kieszenie drukarzy i mediów. Lada moment zaczną przychodzić sms-y oraz e-maila z prośbami o poparcie. Liczy się oryginalność i pomysł. Jednak obserwując szamotanie nie widać konkretów. Brak programów i zobowiązań realnych do realizacji.            
              
Obraz Polski przedwyborczej maluje się oblepionymi słupami, banerami, ogłoszeniami w mediach. Oczopląs reklamowy pomału doprowadza do przesytu informacyjnego. Naukowcy wyraźnie podkreślają, że zbyt dużo danych zaburza percepcje przyswajania informacji oraz skutecznej analizy ich treści. Ulotki, wizytówki, foldery praktycznie różnią się tylko zdjęciami osób się reklamujących. Przewalające się „śmieci ulotki” pod skrzynkami na listy świadczą, że nikt tego nie czyta. Zastanawia skąd mimo wszystko w obywatelach jest takie parcie do władzy samorządowej. Przecież to odpowiedzialność, obowiązek, rzetelność, dyspozycyjność, szczerość oraz oddanie. 
           
              
Każdemu marzy się prestiż, uznanie, władza oraz dofinansowanie. Samorządowiec nie odpowiada personalnie za podjęte „bzdurne” uchwały. Nie musi się wysilać wystarczy, że naciśnie przycisk w głosowaniu. Radny może być pomocny lobbystom. Może „pogadać” i „ponarzekać” oraz zaistnieć medialnie. Tylko ogólnospołeczne roczne rozlicznie radnych z ich działalności może podnieść, jakość i sprawność naszych samorządowców. Przestaną się puszyć i brylować, a zaczną pracować. Realizacja obietnic przedwyborczych będzie miernikiem ich skuteczności oraz działania w ramach samorządów. Wówczas chętnych do samorządów okaże się, że mamy mniej.
           
               
Kiedyś Laskowik w kabarecie „Z tyłu sklepu warzywniczego” mówił, że sprzedawca przez cały dzień pracy mówił „nie ma”, a i tak dostawał dwa i pół tysiąca miesięcznie. Dziś samorządowcy uchwalą albo nie uchwalą jakąś propozycję samorządową, a i tak dostaną kasę na koniec miesiąca. Żyć nie umierać, człowiek się nie napracuje, pogada sobie, zabłyśnie i jeszcze pieniążki dostanie. Lapsusem ustępującego samorządu była próba nadania nazw bialskim „kładkom” przez rzekę Krznę. Rozumiem, że ktoś ma wielkomiejskie mrzonki, ale Biała Podlaska to nie Warszawa i żyje się tu skromniej. Koszta związane z wprowadzeniem nazewnictwa posłużą sprawom socjalnym. 
           
              
Wartościowanie stanowisk radnych to kolejny etap zmian w ustawodawstwie prawnym kraju nad Wisłą. Samorząd kończący kadencję winien dokonać oceny swojej działalności oraz wynik przekazać do oceny ogólnospołecznej. Idąc dalej wydaje się zasadnym dokonanie oceny posłów i senatorów, a nawet członków Rządu. Świadomość oceny umiejętności i kompetencji pozwoli na uniknięcie błędnych decyzji personalnych oraz ułatwi podejmowanie decyzji przyszłym wyborcom. Zasada, że tak robić, żeby się nie narobić straci rację bytu.

ROWEROWE SZALEŃSTWO

            Niedziela kończąca długi weekend można powiedzieć, że była udana pogodowo. Słoneczko świeciło od samego rana zachęcając do kontaktu z naturą. Wczoraj umówiłem się z kolegą Krzysiem, że w związku z bytnością mojej małżonki w Radzyniu Podlaskim, chętnie skorzystam z udziału w ich cotygodniowych przejażdżkach na rowerze. Zaskoczony kolega nie krył swojej radość jednocześnie dając mi do zrozumienia, że ich zaprawiona w „bojach” rowerowych grupa wybiera się na dłuższą wyprawę. Plan przewidywał wyjazd z Radzynia Podlaskiego o godzinie dziewiątej i przejazd do Łukowa z takim wyliczeniem, aby zdążyć na pociąg do Międzyrzeca Podlaskiego o godzinie dziesiątej czterdzieści. Podróż koleją około trzydziestu minut, a następnie powrót do Radzynia Podlaskiego.           
           
Piesek jak codziennie obudził mnie o godzinie piątej. Spacerek, który niestety nie wybudził mnie ze snu, zaspokoił potrzeby mojego ulubieńca. Pościel tak ciągnęła, że przyłożyłem się na chwilkę. Głos małżonki postawił mnie na nogi w błyskawicznym tempie. Godzina siódma dwadzieścia radykalnie przyśpieszyła nasze przygotowania do wyjazdu. Punktualnie o ósmej wyjechaliśmy do Radzynia Podlaskiego. Atmosfera w samochodzie była napięta. Wyraźnie dało się odczuć, że moja podróż niebyła przewidziana w planach małżonki. Przekraczając lekko przepisy ruch drogowego dotarliśmy na miejsce o godzinie ósmej czterdzieści. Dosyć chłodne pożegnanie i dotarłem do Krzysztofa za dziesięć minut.  
             
            Grupa rowerowa w składzie trzech osób (Krzysztof, Marian i Ja) przekroczyła rogatki Radzynia Podlaskiego o godzinie dziewiątej piętnaście. Jazda do Łukowa z prędkością średnią dwadzieścia kilometrów na godzinę zajęła nam około godziny i dwudziestu minut. Jedna kraksa zakończona kontrolowanym upadkiem, kiedy zadzwoniła małżonka nie popsuła nikomu humoru. Koledzy rowerzyści wyraźnie chcieli zaimponować mi swoim przygotowaniem kondycyjnym, co im się też udało. Piszący te słowa był pełen obaw o swoje przygotowanie fizyczne, które rozwiały się w raz z umykającymi kilometrami drogi. Jesienna, ale ciepła pogoda nastrajała do pogawędek w czasie podróży.
           
           
Podróż pociągiem z Łukowa do Miedzyrzeca Podlaskiego w brew pozorom dostarczyła nam niespotykanych wrażeń. Pierwszy raz spotkaliśmy się z przerostem formy nad treścią. Dwóch konduktorów wyposażonych w czytniki kodów kreskowych kontrolowali po kolei nasze bilety by po ich sczytaniu, przedziurkować tradycyjnym numeratorem. Nadmieniam, że był to pociąg relacji Dęblin – Terespol bez luksusowych miejsc oraz zatrzymywał się na każdej stacji. Nowoczesność zawitała pod strzechy „konserwę otwiera się komputerem”.
           
          
Trzydzieści kilometrów z Międzyrzeca Podlaskiego do Radzynia Podlaskiego pokonaliśmy w troszeczkę wolniejszym tempie, ale z pięciokilometrowym odcinkiem drogi gruntowej, która w okresie opadów jesiennych stanowiła niebagatelną przeszkodę dla zaprawionych w trudach kolegów. Około godziny trzynastej dotarliśmy do Radzynia. Przyznam się szczerze, że nieźle dostałem w kość. Prysznic i lekko strawny obiad przygotowany przez Anię, żonę Krzysia szybko postawił mnie na nogi. Wydaje mi się, że Koledzy mimo posiadanego doświadczenia w trudach pokonywania wielokilometrowych tras na rowerze jednak też odczuli dolegliwości naszej wyprawy. A można było spokojnie i przyjemnie to samo przejechać bez rowerowego szaleństwa. Polak zawsze mądry po szkodzie.

STOWARZYSZENIE SENIORÓW LOTNICTWA WOJSKOWEGO

            Niektórzy dzisiaj odpoczywali biorąc wolne lub urlop. Trzydniowy odpoczynek, bo Święto Niepodległości przypadło w tym roku w czwartek, pozwoliło niektórym na wyjazd poza miasto na łono natury. Tym bardziej, że czwartek był pogodnym dniem i było stosunkowo ciepło. Piątek i sobota to radykalna przemiana. Chłód, deszcz, czyli totalna niepogoda tzw. „Barowa”. Ci, co mają daczę myślę, że spędzili te dni przy kominku racząc się gorącym grogiem lub winem „grzańcem”.
            
Piątek dla piszącego te słowa był dniem pracy. Bawiłem się w kustosza. Sporządzając protokół do przekazania Teczek Akt Personalnych kolegów, którzy przekroczyli wiek tzw. przejścia w stan spoczynku (sześćdziesiąt lat) do Archiwum Wojska Polskiego, przeglądałem ich zawartość uzbrojony w rękawiczki higieniczne oraz maseczkę chroniące przed kurzem i drobnoustrojami. Dwadzieścia lat leżenia bez dotyku ręki ludzkiej. Wyobraźcie sobie, co tam się musiało zagnieździć. Przeraziłem się jak wielu moich kolegów i to młodszych już nie ma. Taka praca uczy pokory. Zapomina się o swojej tożsamości byłego oficera WP, a wpada się w kierat manualności. Wyjąć teczkę, wpisać stopień, nazwisko, imiona oraz imię rodzica do protokołu, policzyć strony oraz przejrzeć zawartość, odłożyć by po chwili ponowić operację i tak przez osiem godzin.
          
Koniec pracy to wyzwolenie z ton kurzu i roztoczy. Śpieszę się do domu, bo o godzinie szesnastej jest msza w kościele garnizonowym w intencji odsłonięcia pomnika samolotu „Iskra”. Stowarzyszenie Seniorów Lotnictwa Wojskowego oddział w Białej Podlaskiej dzięki Koledze pułkownikowi pilotowi rezerwy Janowi Smolarkowi przy pomocy Prezydenta miasta Biała Podlaska Andrzeja Czapskiego, wywalczyło od wojska samolot, na którym szkolono młodych pilotów w bialskim pułku lotniczym. Odsłonięcie pomnika mimo godzin wieczornych i niepogody przebiegło bardzo uroczyście. Od dnia wczorajszego na ulicy Dokudowskiej w niebo „wzbijają” się dwa samoloty: Lim i Iskra. Mamy nadzieję, że wkrótce do nich dołączy śmigłowiec Mi-2.
            
Spotkanie koleżeńskie w „Rocie”[1] po oficjalnych uroczystościach zakończyło lotnicze święto. Zabawa taneczna przypomniała nam dni świetności naszego pułku oraz kadry, która kultywowała żołnierskim tradycjom. Do historii przeszły bale i rauty organizowane w kasynie oficerskim. Dziś Ci, co pozostali spotykają się przy okazji świąt stwarzając namiastkę spotkań z dawnych lat. Biała Podlaska wojskiem i lotnictwem stała. Czas zatrze ślady wojskowości w Białej, ale ludzie pozostaną. Szkoda, że środowisko wojskowe nie potrafi się skonsolidować. Jedynie Stowarzyszenie star się nas zebrać pod swoimi „skrzydłami”, ale nie ma to przełożenia na działalność pro samorządową. Wielu znanych Bialczan to oficerowie, lotnicy, którzy swoje demokratyczne przekonania mogliby wykorzystać w działalności społecznej, ale nie z ramienia inny organizacji tylko społeczności wojskowej. Przecież nasz doświadczenie w dowodzeniu, kierowaniu, stosowaniu dyscypliny i odpowiedzialności promuje nas na skutecznych samorządowców. Nasza wiarygodność jest rękojmią uczciwych i samorządnych działań społecznych. Przecież to my będziemy musieli się wstydzić, że zawiedliśmy czyjeś zaufanie.


[1] Hotel oraz restauracja w sąsiedztwie kościoła.

WITAJ JUTRZENKO WOLNOŚCI

              Dzień 11 listopada od wielu już lat jest świętem niepodległości Polski. Spotykamy się wszyscy w godzinach rannych w kościele na mszy świętej w intencji Ojczyzny. Umówiłem się z Kolegą Adamem M., że rozpoczniemy tradycję uczestniczenia w tych uroczystościach „Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych i Stabilizacyjnych ONZ”. Godzina dziewiąta trzydzieści na Placu Wolności spotkało się społeczeństwo miasta by podniesieniem flagi państwowej i złożeniem symbolicznych wiązanek pod tablicami upamiętniającymi „Honorowe Obywatelstwo Marszałka Józefa Piłsudzkiego” oraz „Rozstrzelanych mieszkańców Białej Podlaskiej w okresie II Wojny Światowej” rozpocząć uroczystości wolnościowe.
             
Przemarsz ulicą Reformacką do kościoła Św. Antoniego i uczestnictwo w mszy to kolejny element przebiegu uroczystości. Piękna słoneczna pogoda zachęciła wielu mieszkańców do udziału w obchodach. Elementem motywującym są wybory do władz samorządowych. Każdy przyszły Radny musi się pokazać, jako „narodowiec”. Przecież społeczeństwo obserwuje. Przemówienie Księdza Lipniackiego zahaczyło o politykę, ale nie było tak agresywne jak  Księdza Daniluka. Boli, że zabrakło przedstawicieli duchowieństwa w tak ważnym dniu dla mieszkańców miasta nad Krzną. 
             
Błękitne berety ze znaczkiem ONZ wzbudziły społeczne zainteresowanie. Przedstawiciele przodujących partii i organizacji społecznych wyraźnie byli zainteresowani rozwiązaniem zagadki. Dziwi, że w społeczeństwie brak wiedzy o misjach pokojowych i stabilizacyjnych ONZ. Faktem jest, że z ziemi podlaskiej w misjach pokojowych uczestniczyło tylko trzydziestu dwóch żołnierzy rezerwy, ale nie usprawiedliwia to braku uznania ich poświęcenia i odwagi. Niczym ciekawostkę uroczystości rocznicowych traktowana była nasza obecność. Potwierdziło to moją decyzję uczestniczenia w Święcie Odrodzenia Niepodległości Polski.
               Nikt nie doceni naszego udziału w budowanie pokoju na Świecie, jeżeli my sami się o to nie upomnimy. Fakt nie jesteśmy „kombatantami”, bo ci przetrwali Wojny Światowe, ale na pewno jesteśmy „Weteranami”, którym udało się wrócić do Polski, bez większych uszczerbków na zdrowiu. Cały Świat docenia poświęcenie swych żołnierzy w misjach ONZ i Stabilizacyjnych NATO i UE. Jedynie Polska, tak doświadczona historycznie nie potrafi docenić poświęcenia swych synów. Błękitny beret symbol naszej jedności i naszego związania z wiedzą i przeżyciami, których nikt nam nie odbierze.
             
Wiem, że pokutuje w społeczeństwie przekonanie, że pojechaliśmy na misje za kasą, a nie dla ideologii. Możliwe, że czynnik finansowy był zachętą, ale nikt nam nie mówił, że nie ma nic za darmo. Nikt nie mówił o żołnierzach, którzy zjechali wcześnie z misji, bo ich psychika nie wytrzymała. Nikt nie mówił o tych, którzy do dnia dzisiejszego leczą się psychiatrycznie oraz tych, których uszczerbek na zdrowiu skreślił z dalszej kariery zawodowej. Boli, że tak jak w filmie „Rambo” byliśmy potrzebni do nadstawiania „karku”, a jak wróciliśmy tylko byliśmy niewygodnym problemem. My nie prosimy o uznanie, mamy poczucie honoru. Chcemy tylko by nasz „Błękitny Beret” był traktowany z szacunkiem i uznaniem. Przecież to nic nie kosztuje.
             
Dumni ze swego symbolu przemaszerowaliśmy pod pomnik ku czci poległych żołnierzy 34 Pułku Piechoty w wojnie „Bolszewickiej”. Przemówienie przewodniczącego Rady Miasta i rozpoczęło się składanie wieńców pod pomnikiem. Kombatanci, władze, posłowie, senator, stowarzyszenia oraz młodzież. Stowarzyszenie nasz uplasowało się po władzach, posłach i senatorach. Równy krok, złożenie kwiatów, oddanie honorów i po uroczystości. Część oficjalna się zakończyła. Pan Prezydenta zachęcił do obejrzenia wystawy poświęconej „Marszałkowi” w Muzeum Południowego Podlasia oraz udziału w godzinach wieczornych „Biesiadzie Żołnierskiej”. My zadowoliliśmy się filiżanką kawy i kawałkiem ciastka oraz przekonaniem, że nasza obecność w uroczystościach państwowych jest konieczna. Witaj nam jutrzenko wolności.