PAŃSTWO OBYWATELSKIE

           „Społeczeństwo obywatelskie – społeczeństwo charakteryzujące się aktywnością i zdolnością do samoorganizacji oraz określania i osiągania wyznaczonych celów bez impulsu ze strony władzy państwowej.Prawdopodobnie terminu tego, jako pierwszy użył Arystoteles, później posługiwali się nim tacy filozofowie jak John Locke, Adam Smith (Teoria uczuć moralnych), Alexis de Tocqueville (O demokracji w Ameryce), Jean-Jacques Rousseau (Kontrakt społeczny) czy Georg Wilhelm Friedrich Hegel (Filozofia praw).Społeczeństwo obywatelskie potrafi działać niezależnie od instytucji państwowych. Niezależność nie musi oznaczać rywalizacji społeczeństwa z władzą, która występuje zazwyczaj w państwach, w których ustrój polityczny jest sprzeczny z wolą większości obywateli.Podstawową cechą społeczeństwa obywatelskiego jest świadomość jego członków potrzeb wspólnoty oraz dążenie do ich zaspokajania, czyli zainteresowanie sprawami społeczeństwa (społeczności) oraz poczucie odpowiedzialności za jego dobro.”[1]           
           
Wikipedia określiła pojęcie społeczeństwa obywatelskiego. Czy jest to poprawna definicja, pozwolę sobie na zostawienie Państwa ocenie? Bardziej jestem zainteresowany pojęciem „Państwa Obywatelskiego”. Komentarz umieszczony na stronie „Radio Biper”, do mojego artykułu „Żebractwo uzasadnione” przez Kolegę o Nicku „Hubert”, polemizował z moją oceną przedstawiając Polskę, jako państwo obywatelskie. Bądź, jako kraj zmierzający w tym kierunku. Społeczeństwo obywatelskie potrafi działać bez instytucji państwowych, ale czy Państwo Obywatelskie potrafi działać bez instytucji państwowych? Oczywiście moja przenośnia może być niezgodna z założeniem, ale wydaje się być zasadna. Państwo Obywatelskie nie może funkcjonować bez instytucji państwowych.
     
       Uwzględniając powyższe założenia w państwie obywatelskim powinna występować dwuwładza. Władza państwowa i władza społeczna. Wydaje się też zasadne by władze te wzajemnie się uzupełniały. Władza państwowa musi uwzględniać postulaty władzy społecznej i vice versa. Dualizm władzy winien charakteryzować się wysokim poziomem odpowiedzialności, tolerancji oraz wyrozumiałości. Kompromisowość oraz wzajemne poszanowanie, jako aspekt wspólnego dobra, którym jest państwo.             
            
Czy Polska zmierza ku „Państwu Obywatelskiemu” lub nim jest? Pozwolę sobie na polemikę w tym przedmiocie. Fakt, że znalazła się osoba, jaką jest Jurek Owsiak, która mobilizuje naród do prospołecznych czynów. Organizowanie kwest oraz społecznej aktywności obywateli jak za pamiętnych czasów „Czynów Społecznych”. Fakt, że mamy podział władzy na rządową i samorządową nie oznacza jednoznacznie, że Polska jest państwem obywatelskim. Decydującą rolę odgrywa tu człowiek. Brak zgodności interesów społecznych i rządowych. Przerost formy nad treścią reprezentowany przez obie strony w celu podkreślenia swojej pozycji intelektualnej oraz społecznej. Absurdy ustawodawcze i prawne. Próby dominacji oraz przejawy niekompetencji uwarunkowanej pozycją społeczną lub polityczną. Korupcja, przekupstwo, świadczenie nieprawdy oraz wykorzystywanie swoich stanowisk to przyczyny, dla których nie możemy mówić, że Polska jest Państwem Obywatelskim. Państwo Obywatelskie to „Utopia”, przynajmniej w wydaniu polskim.


[1]
http://pl.wikipedia.org/wiki/Spo%C5%82ecze%C5%84stwo_obywatelskie
Wikipedia – Społeczeństwo obywatelskie 19.01.20011 r.

SAPER MYLI SIĘ TYLKO RAZ

           Powiedzenie, a zarazem przysłowie, jednoznacznie określa nam informację, że saper myli się tylko raz. Jest to prawda oczywista, ale dla młodych czytelników wyjaśnijmy, dlczego tak się dzieje. Braki w wyszkoleniu, braki w posiadanych umiejętnościach i zdolnościach weryfikuje w przypadku sapera przedmiot. Rzecz materialna skonstruowana przez człowieka do niszczenia człowieka. Rzecz, która nie ma uczuć, litości i wyrozumiałości. Błąd dla sapera to albo kalectwo albo śmierć. Saper nie może sobie pozwolić na słabości i niedyspozycje. Saper myli się tylko raz, bo drugiego razu już nie ma.           
           Wielka niesprawiedliwość dla sapera, ale nie dla innych. Inni mogą się mylić raz, dwa razy, trzy razy, dziesięć, sto, tysiąc i nic. Nic się nie dzieje. Nie spotyka nas żadna kara, bo weryfikują nas ludzie, a człowiek jest litościwy, wyrozumiały i niepamiętliwy. Patrzymy na błędy innych z poczuciem niesmaku, ale nie ma w nas mściwość, bo „Mylić się jest rzeczą ludzką”. Błądzi, ale czyż my też nie błądziliśmy. Każdy może się pomylić najważniejsze by wyciągnął z tego odpowiednie wnioski. Konsekwencją naszej pobłażliwości jest fakt powiększania się zaplecza tak zwanych „Świętych Krów”, które chodzą i nic nie robią. Brak poczucia odpowiedzialności oraz honoru stał się naszą cechą narodową.
           
          
Ksiądz, który z powołania został rzecznikiem Pana Boga tu na ziemi łamie wszystkie Dziesięć Przykazań Bożych i nie ponosi żadnych konsekwencji. Brak reakcji wiernych to wyrozumiałość i litość. Przecież to dobry człowiek tylko pobłądził. Każdemu może się to zdarzyć. Tak, każdemu z nas może się to przydarzyć tylko nie osobie, która przyjęła święcenia kapłańskie. Reakcją władz kościelnych jest „deportacja” winnych w bliżej nieokreślone miejsce, gdzie dalej mogą uprawiać swój proceder, bo błądzić jest rzeczą ludzką. Nie ma usprawiedliwienia dla księży, którzy przez swoje zboczone orientacje seksualne skrzywdzili dzieci. Kara powinna być adekwatna do kary, jaką los szykuje saperowi. Odpowiedzialnością kościoła jest likwidowanie i surowe karanie anormalnych postaw i zachowań, nawet kosztem przyznania się do „błędów”.
           
            
Lekarze, którzy zgodnie z „Przyrzeczeniem Lekarskim”
[1] ślubują:
„Przyjmuję z szacunkiem i wdzięcznością dla moich Mistrzów nadany mi tytuł lekarza i w pełni świadomy związanych z nim obowiązków przyrzekam:

  • Obowiązki te sumiennie spełniać;
  • Służyć życiu i zdrowiu ludzkiemu;
  • Według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek;
  • Nie nadużywać ich zaufania i dochować tajemnicy lekarskiej nawet po śmierci chorego;
  • Strzec godności stanu lekarskiego i niczym jej nie splamić, a do kolegów lekarzy odnosić się z należną im życzliwością, nie podważając zaufania do nich, jednak postępując bezstronnie i mając na względzie dobro chorych;
  • Stale poszerzać swą wiedzę lekarską i podawać do wiadomości świata lekarskiego wszystko to, co uda mi się wynaleźć i udoskonalić.

PRZYRZEKAM TO UROCZYŚCIE!”
          
Szkoda tylko, że życie pokazuje, co innego. Lekarz może się mylić, bo z samego założenia jego działalność jest dla naszego dobra, nie szkody. Gdy coś nie wyjdzie, trudno, ale przecież chciał dobrze. Fabryki przetrwania, jakimi są szpitale od początku swojego istnienia były dla najsilniejszych. Bakterie, wirusy choroby, brak opieki to główne przyczyny zejść w szpitalu. Nikt jednak nie udowodnił, że w szpitalach jest zła opieka. Można zweryfikować tylko to osobiście, ale to też uzależnione jest od naszych referencji. Bronimy się przed monopolem medycznym i coraz częściej słyszy się o wypłacie odszkodowań dla pacjentów. Dziwi tylko brak reakcji środowiska medycznego na przypadki niekompetencji oraz nieodpowiedzialności, a przecież saper myli się tylko raz.
           
Władza, Rząd odpowiedzialny za rozwój, kształtowanie przyszłości społeczeństwa planuje naszą przyszłość. Wysokie wynagrodzenia, adekwatne do odpowiedzialności, mobilizują do odpowiedzialnego działania. Jak coś nie wyjdzie zawsze potem można odejść, chyba, że nas wyrzucą. Zawsze też można się wytłumaczyć, że myśmy widzieli problem i nawet wydaliśmy stosowne decyzje, ale niestety, to „dół zawalił”, a my za wszystko nie możemy być odpowiedzialni. Jest takie prawo morskie, że z tonącego okrętu kapitan schodzi ostatni, bo on jest odpowiedzialny za cały okręt. Dziwi zatem stanowisko ministra, który twierdzi, że to nie on jest odpowiedzialny za to, że nie zrealizowano jego wytycznych. Popełniono dwukrotnie ten sam błąd i winnych brak, a przecież saper myli się tylko raz.
          
Poruszyłem tylko wierzchołek piramidy. Brak odpowiedzialności, samokrytycyzmu, beztroskiego działania oraz konsekwencji charakteryzuje wszystkie gałęzie naszego życia. Wszędzie funkcjonują „Święte Krowy”, a My je tolerujemy, bo taka jest nasza natura, ale saper myli się tylko raz. Może czas wziąć przykład z sapera. 


[1]
http://pl.wikipedia.org/wiki/Przyrzeczenie_Lekarskie
Wikipedia – Przyrzeczenie Lekarskie 17.01.2011 r.

BŁOGOSŁAWIONY SŁUGA PANA

          Kiedy ks. Karol Józef Wojtyłła 16 kwietnia 1978 r. został wybrany na Papieża Jana Pawła II byłem studentem pierwszego roku Wydziału Elektro-mechanicznego Wojskowej Akademii Technicznej. Informacja zelektryzowała cały Świat nie tylko Polskę. Papieżem został Polak nie Włoch była to sensacja na miarę lądowania pierwszego człowieka na księżycu. Nikt nie przypuszczał, że został wykonany pierwszy krok do obalenia komunizmu. Jak ważna i znacząca była to postać w tym procesie, niech świadczy fakt dokonania 13 maja 1981 r. próby zamachu. Cały Świat zamarł z przerażenia. Niewiarygodne było to, że ktoś się ośmielił. Cudowne ocalenie umocniło pozycję kościoła w Polsce i przyczyniło się do przyśpieszenia zmian polityczno-społecznych w naszym kraju.            
           
Pontyfikat Jana Pawła II był najdłuższym Pontyfikatem po Pontyfikacie Św. Piotra i Piusa IX. Ośmiokrotne wizyty w naszym kraju budowały i kształtowały moralne i etyczne oblicze narodu. Każde spotkanie z wiernymi ściągało kilkaset tysięczne tłumy. Każde spotkanie to intelektualne przesłanie kształtujące pojmowanie wiary chrześcijańskiej oraz życia w zgodzie z sumieniem. W kraju gdzie przestrzeganie obowiązków chrześcijańskich, szczególnie w początkowych latach Pontyfikatu, uznawane było za niezgodne z ateistycznym wychowaniem i spotykało się z ostrym krytycyzmem oraz ogólnospołecznym napiętnowaniem. Jedynie słuszna „Partia” ostro karała swoich członków, którzy ośmielili się ulec zabobonnym praktykom, biorąc ślub w kościele. W kraju gdzie, aby być Kimś trzeba było być członkiem partii, a szczególnie oficerem, trudno było o publiczne manifestowanie wiary matek i ojców. Jakże ważna była dla nas świadomość, że chociaż nam wiele wtedy zabroniono, mieliśmy swojego najważniejszego przedstawiciela w Stolicy Apostolskiej.
           
Papież Jan Paweł II wiedział i czuł oraz realizował swoje powołanie. Szczególnie ukierunkowanie na młodzież. Efektem jego pracy jest dzisiejsze dzieło, bardzo chrześcijańskie społeczeństwo, w którym pozycja kościoła jest niezachwiana i dominująca. Próby, zmierzające do zmiany tego statusu przez najbliższe dwadzieścia lat w mojej ocenie nie znajdą zrozumienia społecznego. Tym bardziej, że opiekę nad nami sprawował będzie Ojciec Św. Jan Paweł II.           
           
Beatyfikacja Papieża Jana Pawła II jest tylko prawnym usankcjonowaniem tego, co każdy Polak już od dawna wiedział i czuł. Tylko osoba mająca wsparcie swego Ojca mogła zrealizować tak wiele dla „Tej ziemi”. Tylko Święty mógł dokonać tak wielkiego cudu jak bezkrwawe dokonanie zmiany ustroju nie tylko w Polsce. Cudowne uzdrowienie zakonnicy to tylko skromny przykład na świętość Karola Wojtyłły. Musimy pamiętać, że został uzdrowiony cały kościół. Mądrość, życzliwość, praworządność oraz kompromisowe podejście do innych religii zjednały mu cały Świat. Nie ma kraju, nie ma polityka, nie ma religii, która negatywnie oceniałaby Pontyfikat Ojca Świętego Jana Pawła II. Wszyscy płakali, gdy został wezwany przed oblicze Pana. Jakże wtedy byliśmy Wszyscy wspaniali (przez kilka dni). Potem nasze ułomności wzięły górę.
           

POWRÓĆMY JAK ZA DAWNYCH LAT …

           Przychodzi chwila, że mamy dosyć afer, wypadków, katastrof oraz tego, że ktoś próbuje zrobić z nas przygłupów. Reklamy, bilbordy, ogłoszenia codziennie bombardują nas niepotrzebnymi informacjami, które podobno mają mieć wpływ na nasze życie i zdrowie. Podnosić naszą sprawność seksualną. Chronić nas przed bólem. Zabezpieczać przed skutkami tabletek antykoncepcyjnych, które okazuje się mają negatywny wpływ na nasz układ pokarmowy. Informacji o podtekście politycznym mówiące nam, Kto Kogo albo, Kto z Kim, przeciw Komu. Problemów natury finansowej oraz natury zdrowotnej. Chce się gdzieś uciec i ukryć, ale niestety, jak już pisałem ,nie ma gdzie przed demokracją zwiać. Pozostaje zamknąć się we własnym świecie wspomnień i marzeń, bo tylko tutaj jest normalnie.           
           
„Powróćmy jak za dawnych lat …” do tych wspaniałych dat, gdy wszyscy żyli i bawili się jak z bratem brat. Prywatek czar, kawiarenek gwar, dyskotek pełnych muzyki i tańczących par. Świat nie pędził tak, informacji złych było brak, a postęp i rozwój ku komunizmowi gnał.
Bajka się skończyła w latach osiemdziesiątych, ale jeszcze dziesięć lat wcześniej wszyscy nasi dorośli odpowiedzieli na apel i „pomagali”. Wszyscy wierzyli, że socjalistyczna Polska rośnie w siłę.
             Nam wtedy nie polityka była w głowie. Liczyły się dżinsy z PEWEXU oraz guma do żucia „Donalda”. Fajne były dziewczyny w „miniówach”. Te ładniejsze chodziły „kierata” na Placu Wolności, a za nimi stada chłopaków. Fajnie się chodziło z „kombajnami” na ramieniu przy uchu i słuchało się kaset z muzyką „Pink Floydów”. Hitem było radio Luksemburg, którego można było już słuchać. Modne były też długie włosy u chłopaków, bo mówiły, że zapuszczone zostały na przekór rodzicom. Grało się w piłkę nożną do wieczora albo w policjantów i złodziei. Modni też byli „Czterej Pancerni i Pies” lub „Janosik”. Modna też była „Niewidzialna Ręka”, pomagająca starszym osobom niewidzialnie. Kluby powstawały jak grzyby po deszczu w całej Polsce. Fajnie było dostać legitymację ze swoim imieniem i nazwiskiem oraz znakiem ręki.
          
Biała Podlaska tamtych lat to mała prowincjonalna mieścina z urokliwymi uliczkami. Placem Wolności pełnym zieleni oraz fontanną w kształcie kwiatu. Jednym mostem na ulicy Hanki Sawickiej oraz drugim kolejkowym. Kładką przy „elektrowni” oraz pozostałością tamy, na której kąpaliśmy się na „waleta” żeby nie zamoczyć majtek, bo rodzice daliby wycisk. Kąpać się w Krznie wszyscy chodzili w sobotę i niedzielę na przystań „u Michała” albo na „Związkową”, bliżej mostu Hanki Sawickiej. Jak się miało kartę pływacką można było wypożyczyć kajak. Najfajniejsze zabawy na powietrzu organizowane były w „Zofii Lesie”. Cała Biała bawiła się na piknikach z okazji 1 Maja albo 22 lipca. Dorośli mogli napić się prawie za darmo piwa i zjeść kiełbaskę. Były też mocniejsze trunki. Dzieci zjeść watę cukrową albo napić się przepysznej „gruźliczaki” z saturatora. Na filmy chodziło się albo do kina „Pokój” w starym drewnianym baraku usytuowanym koło Parku Radziwiłła, gdzie wybudowano Dom Partii obecnie Przychodnia i Szkoła Celna. Wejścia do kina oraz przestrzegania limitu wieku z „pałą” pilnował „Faja”. Bądź do „Związkowca” na terenie fabryki mebli na Woli. Podział naszego grodu na Miasto i Wolę też miał swoje znaczenie. Wybierając się z miasta na imprezę na Woli liczyć należało się z pobiciem przez miejscowych. Podobnie reagowało Miasto na gości z Woli. Najwięcej uroku dodawał miastu „Kierat” dookoła Placu Wolności. Dziewczęta w jedną stronę Panowie w przeciwną. Pary w zależności od chęci, ale przeważnie przeciwnie do wskazówek zegara. Spacer zaostrzał apetyt, można więc było wstąpić na ciacho do kawiarenki „Maleńka”, obecnie sklep spożywczy z nocną sprzedażą alkoholu. Konkretny posiłek można było zjeść w luksusowej restauracji „Podlasianka” obecnie „Jedynka” albo w tak zwanej garkuchni „Ludowcu” obecnie sklep „Rossmana”. Największym zainteresowaniem cieszył się „Pewex” obecnie chyba jeszcze sklep „Sun Set” z odzieżą męską. Do dzisiejszego dnia nie zmienił się tylko Dworzec Autobusowy. Porośniętej drzewami i brukowanej z drewnianą parterową zabudową ulicy Narutowicza już nie ma. Nie ma też czwartkowych bazarów przy ulicy Moniuszki i Zielonej obok Dworca Autobusowego. Dziś pokaźny budynek Policji strzeże porządku w mieście. Piękna brukowana kostka ulicy Moniuszki znikła pod warstwą asfaltu. Może kiedyś ktoś zrozumie, że nie wszystko, co nowe jest dobre. Inne miasta wracają do sprawdzonych rozwiązań. Przynajmniej nie ma dziur w asfalcie.
           
Rozpisałem się nad przeszłym czasem, ale czyż nie warto szanować wspomnień. Kiedyś, Ktoś będzie z rozrzewnieniem wspominał współczesną Białą Podlaskę. Białą dnia dzisiejszego. Białą, dla, której Urząd Miasta w 2011 roku przewidział kwotę czterdziestu czterech milionów złotych na rozwój miasta. Cyfra jakby wzięta z przepowiedni, może okazać się znacząca dla przyszłości grodu nad Krzną. Życzę miastu i sobie by tak się stało. Mojego miasta już nie ma, ale miasto mojej córki jest coraz piękniejsze. Warto czasem wrócić do przeszłości by docenić przyszłość. Tak, tabletki osłonowe przy antykoncepcji mi nie zaszkodzą.

MĄDROŚĆ ASPEKTEM KOMPROMISU

          Dzisiaj w Polsce wielki szum. Rosjanie dali nam „prztyczka w nos”. Ogłoszono i opublikowano protokół MAK (Międzypaństwowy Komitet Lotniczy) dotyczący tragedii w Smoleńsku. Podanie przyczyn katastrofy lotniczej jednoznacznie obciąża stronę Polską. Czy nam się to podoba czy nie, wyniki prac komisji poszły w Świat. Raportu MAK-u nie można już zmienić. Komentarze światowe nie są nam przychylne. Rozczarowuje tylko, że Rząd Polski tak bardzo zaufał stronie rosyjskiej. Może liczyliśmy na przyszłe inne korzyści. Rozczarowuje brak bezstronnego podejścia do tragedii oraz samokrytycyzmu ze strony rosyjskiej. Słusznie powiedział, może były minister Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracyjnych, że wina była po obu stronach.           
         
Sprawa tragedii dzieli naród. Część skłonna jest nawet uwierzyć w zaplanowany zamach na Polskiego Prezydenta. Część oskarża stronę rosyjską oraz władze Rządowe. Część czeka cierpliwie na Raport Polski oraz wyniki prac prokuratur. Wydaje się, że najsłuszniejszym rozwiązaniem jest wykazanie się mądrością i spokojem. Wykazanie się pokorą i samokrytycyzmem. Prawda opublikowana przez MAK boli, ale też powinna uczyć. Nie można na przyszłość tak lekceważąco podchodzić do spraw związanych z podróżowaniem najważniejszych osób w państwie. Nie można dopuszczać do takich sytuacji gdzie „konieczność” przewyższa zdrowy rozsądek. Nie ważne jest czy były naciski czy nie. Ważne, że nie były to warunki atmosferyczne na lotnisku w Smoleńsku pozwalające na lądowanie samolotu.
           
         
Raport Polski, Raport MAK czy wyroki Sądów obu Państw nie przywrócą już życia Tym, którzy tak niepotrzebnie odeszli. Rozumiem ludzkie dążenie do ukarania winnych oraz zadośćuczynienia za rozpacz, krzywdę i żal. Rozumiem słuszność faktu rozkładania wydarzenia na czynniki pierwsze. Doszukiwania się winnych i wyjaśnianie wątpliwości. Pytanie tylko, co to wszystko zmieni? Czy usatysfakcjonuje ból po utracie bliskich? Czy w przypadku udowodnienia nacisków wyniesiemy Prezydenta z Wawelu? Czy w przypadku udowodnienie odpowiedzialności obu Państw spowoduje to wypłacenie większych odszkodowań lub zmiany relacji międzynarodowych? Ważne jest by Polacy nareszcie nauczyli się uczyć na własnych błędach. Ciągle nam tego brakuje. Nasz emocjonalizm przerasta nasz rozsądek i mądrość. Przeżywając każdego dziesiątego dnia miesiąca pod pałacem prezydenckim śmierć Prezydenta pamiętajmy też, że zginęło 95 ofiar. Pamiętajmy, że dwa lata wcześniej zginął w katastrofie CASY C-295M w Mirosławcu kwiat polskiego lotnictwa. Dwa lata minęły i wszyscy o tym fakcie zapomnieli. Nikt nie składa kwiatów każdego dwudziestego trzeciego dnia każdego miesiąca ani nie wypłacił stosownych odszkodowań rodzinom dwudziestu pilotów. Szkoda, że Koledzy piloci nie potrafią być tak konsekwentni jak niektóre partie polityczne.
           
          
Oburzenie i poczucie oszukania w konsekwencji dzisiejszych informacji przekazanych przez MAK nie może wpłynąć negatywnie na rozwagę i rozsądek polskiej sceny politycznej. Mądrość polityków musi być aspektem działań kompromisowych. Musimy przyznać się do błędów i szukać wspólnych rozwiązań nieuwzględnionych w rosyjskim raporcie. Wykażmy się rozwagą i rozsądkiem. Donkiszoteria w tak ważnej dla Polski sprawie nie jest wskazana.

PRZEROST FORMY NAD TREŚCIĄ

          Krytykanctwo wbrew pozorom jest najfajniejszą formą publicystyczną, bo bazuje na już sformułowanych wypowiedziach przedstawianych nam w formie pisanej. Można w aspekcie struktur administracyjnych „równo zjechać” przedstawiony przez podwładnego materiał, uzyskując niesamowitą satysfakcję wynikającą z naszej „mądrości i doświadczenia”. Problem zaczyna się, gdy przy kolejnym podejściu petenta zaczynamy poprawiać samych siebie. Radą doświadczonego urzędnika administracji państwowej wyższego szczebla jest kserowanie dokumentów z naniesionymi przez nas sugestiami. Przynajmniej nie narazimy się na śmieszność. Korekta interpunkcji czy stylistyki budzi agresję, ale nie jest tak żenująca jak brak wiedzy merytorycznej.              
         
Wprowadzenie teoretyczne do dalszego tekstu jest niestety koniecznym usprawiedliwieniem piszącego, który jak Pan Prezydent Lech Wałęsa powiedział „Nie chcę, ale muszę” pokłonić się nisko nad wystąpieniami, chyba petycyjnymi, a nie prośbami Kolegów Radnych Platformy Obywatelskiej RP miasta Biała Podlaska z dnia 05 stycznia br. Tym bardziej, że z uwagi na dawne powiązania koleżeńsko-partyjne oraz jako były Redaktor Naczelny kwartalnika PO RP miasta Biała Podlaska „Razem dla Białej”, w pewnym sensie poczuwam się odpowiedzialny za treści intelektualne proponowane na forum publicznym przez moich kolegów. 
            
           T
eksty petycji budzące krytycyzm autora skierowane były do:
 1. Małgorzaty Kuczewskiej-Łaskiej Prezesa Zarządu – Dyrektora Generalnego spółki „Przewozy Regionalne” w Warszawie;
2.Grzegorza Mędzy Prezesa Zarządu spółki PKP INTERCITY w Warszawie.            
           
Wystąpienia znamionują prawnicze i zawikłane formy interpretacji prostych z założenia spraw. Wydaje się zatem zasadnym wniosek, że autorami tekstów muszą być osoby o wykształceniu prawniczym, używające przestarzałych form grzecznościowych stosowanych w procedurach prawnych. Nie rozumiejące, że wręcz za niegrzeczne w administracji państwowej uważa się stosowanie zwrotu „Pochylenia się nad PROBLEMEM”. Ponadto wiadomym jest, że w przedstawianiu swoich spraw i petycji istotna jest konkretność i zwięzłość. Rozpisywanie się na kilka stron  powoduje brak zainteresowania odbiorcy. Nie dopuszczalne jest też bezmyślne kopiowanie tekstu z jednego pisma do drugiego, co niestety Kolegom się przydażyło.  
            
          
Jak już wspomniałem krytykować jest łatwo. Gorzej, gdy musimy sami zaproponować sugestie i rozwiązania. Pozwolą, zatem Koledzy, że wykorzystując administracyjne doświadczenie zaproponuję spóźnioną, ale może na przyszłość przydatną poniższą formę pisma:
„Szanowna Pani Prezes – pisane odręcznie przez przewodniczącego Klubu.           
           Zwracamy się z uprzejmą prośbą o rozważenie możliwości zmiany rozkładu jazdy pociągów spółki „Przewozy Regionalne” w 2011 roku. Zmiana dotyczyłaby pociągów na trasie Terespol – Biała Podlaska – Międzyrzec Podlaski – Łuków oraz w kierunku powrotnym.
           
           
Posiadane informacje oraz petycje podróżnych (listy imienne zainteresowanych w załączeniu) sugerują, że dotychczasowo funkcjonujący rozkład jazdy pociągów stoi w sprzeczności z interesem społecznym. Podróżni są zainteresowani dopasowaniem rozkłady jazdy pociągów do godzin rozpoczęcia i zakończenia przez nich pracy, czyli godz. 07.00 oraz 16.00. Przynajmniej na stacjach końcowych.
           Wierząc, że proponowane sugestie nie skomplikują wprowadzanych przez Panią Prezes zmian w Rozkładach Jazdy spółki „Przewozy Regionalne”, życzymy sukcesów i osiągnięć w roku 2011.
         
  Z poważaniem – pismo odręczne przewodniczącego klubu z podpisem
           
Klub radnych Platformy Obywatelskiej w Białej Podlaskiej”           
           
Proponowany tekst może nie uwzględnia zamiaru piszących,tj. wywarcia odpowiedniego wrażenia na adresatach, nie mniej jednak na pewno spotka się z życzliwym i zrozumiałym przyjęciem. Czy odniesie zamierzony skutek? To jest już inna sprawa. Należy się liczyć z tym, że to, co nam wydaje się proste, z punktu widzenia adresata naszej prośby może być niewykonalne. W myśl przysłowia, że „Krawiec kraje na ile mu materii staje”. Prawdą narodową jest też to, że zarozumiałość stoi w sprzeczności z życzliwością. Niekiedy warto się zastanowić nad treścią, by forma jej nie przerosła.

SNOBIZM WYKORZYSTANY

           Jako pełnoprawny członek pozwoliłem sobie uważnie przeczytać regulamin użytkownika portalu „kontakt24.tvn.pl” i doznałem olśnienia. Portal wykorzystuje bezwzględnie nasze ułomności snobistyczne. Decydując się na członkostwo w portalu musimy zapoznać się z regulaminem i dla uciechy z faktu umieszczenia swojego materiału w Internecie czy telewizji zrezygnować z praw autorskich. Jest to genialne posunięcie, wynikające z perfekcyjnej znajomości psychiki obywateli. Jedynie zastanawia fakt czy tak do końca jest to zgodne z prawodawstwem polskim? Wszak każda wytworzona rzecz czy wartość intelektualna ma swoją cenę oraz w przypadku wykorzystania przez drugą osobę, wymaga odprowadzenia podatku. Zastanawiam się czy ZAIKS nie ma tu nic do powiedzenia?            
            
Regulamin prawnie perfekcyjny, praktycznie nie daje żadnych uprawnień autorom, przede wszystkim asekuruje interesy Grupy ITI i TVN24. Genialne bazowanie na bezpłatnych materiałach wprowadza niewyobrażalne oszczędności, które mogą skutkować masowymi zwolnieniami etatowych pracowników. Realizowana polityka medialna w mojej ocenie jest aspołeczna. Fakt, członkostwo jest dobrowolne, ale forma nie „fair play”. Jednak ludzi trzeba szanować i za ich wysiłek twórczy doceniać. Natomiast ich snobistyczna chęć bycia popularnymi, nie jest wytłumaczeniem bezkompromisowego wykorzystania, gdy ich instynkt samozachowawczy oraz poczucie swojej wartości oraz godności osobistej są zablokowane.
           
Reasumując, wydaje się słusznym poinformowanie Kolegów z portalu „kontakt24.tvn.pl”, że bezpłatne wykorzystanie materiałów oraz publikowanie w portalu nie wchodzi w rachubę. Fakt udostępniania materiałów przy założeniu, że dostępny jest dla wszystkich internautów cieszy i satysfakcjonuje. Wykorzystanie ich na rzecz korzyści finansowych ITI oraz TVN24 budzi dezaprobatę oraz szeroko pojmowany „niesmak etyczny”. Zgadzam się na usunięcie mojego konta „Artur Artecki” jeżeli portal boi się słów rzeczowej krytyki.

„MIŚ II”

            Komedia w reżyserii Stanisława Barei wyprodukowana w 1980 roku stała się filmem kultowym, obrazującym wypaczenia epoki „Schyłkowego Socjalizmu”. Bawiąca i rozśmieszająca do łez widzów w przedziale wieku powyżej czterdziestki. Coraz mniej zrozumiała przez młode pokolenie. Dziwiące się na przykład, dlaczego talerze przykręcano do stołu? Pokazywana w Telewizji Polskiej kilka dni temu, jakby specjalnie, poruszyła szare komórki. Oglądając rozwijającą się fabułę oraz prowadzone dialogi, śmiejąc się i bawiąc, przebijała się nieodparcie myśl, że właściwie nic się nie zmieniło. Po trzydziestu latach można śmiało nakręcić kolejnego „Misia”, może nawet ciekawszego, bo w formacie 3D. 
            
Fabuła oparta o realia socjalistycznej rzeczywistości, pokazująca perfekcyjne umiejętności głównego bohatera Ryszarda Ochódzkiego, w roli tej Stanisław TYM, wykorzystywania szarych komórek do osiągnięcia i realizacji założonego celu, którym było wyprzedzenie, równie przebiegłej byłej żony, w roli tej Barbara BURSKA, w pozyskaniu zagranicznych funduszy umieszczonych na wspólnym koncie. Fabuła banalna, może nawet niezbyt ciekawa, ale „tło” fascynujące. Dialogi, sytuacje, role drugoplanowe powodują, że film osoby pamiętające tamte czasy, dziś już tylko bawi, ale też przypomina, w jakich czasach absurdu żyliśmy.
           
Pytanie tylko czy tamte czasy się skończyły? Fakt, realia ekonomiczne się zmieniły, ale czy my też? Śmiało mogę powiedzieć, że „Miś II” jest gotowy do realizacji. Już dziś możemy stworzyć pomnik, monument na miarę naszych możliwości, który nawet z Berlina będzie widoczny. Dziś zamiast budować sztuczne „tereny zabudowane” dla potrzeb Milicji, stawiamy ukryte fotoradary, by ratować budżet miast i gmin, bądź wesprzeć Policję w pozyskiwaniu nowych radiowozów. Chociaż podobno ustalono ostatnio, że pieniążki mają być przeznaczone na renowację ulic i dróg. Kolejny absurd rozwinięty do poziomu perfekcyjności to reklamy. Nikt w nie nie wierzy, ale gdzieś tam w podświadomości drążą nasze umysły oraz osobowość. Straszne jest to, że robione jest to bez skrupułów. Ostatnio Banki pokusiły się nie tylko o emerytury naszych rodziców, ale o dorobek ich życia, proponując renty za przekazanie hipotek. Strach się bać, a do tego nie ma gdzie przed demokracją zwiać.
            
Wrażenie „nabijania w butelkę” czy „robienia Nas w balona” funkcjonuje na każdym kroku. Banki naciągają na kredyty, proponując lichwiarskie oprocentowanie. Doradcy finansowi chwalą się, że poczęstowali Nas kilkoma tysiącami filiżanek kawy, nie udzielając nam żadnej porady jak ratować domowy budżet, tylko jak zaciągnąć kolejny kredyt. Opłacani przez banki okłamują nas nazwą, która powinna brzmieć – Doradcy Bankowi. Operatorzy Komórkowi „rozdają” za darmo aparaty telefoniczne, by potem ściągnąć „haracz abonamentowy oraz minutowy” wielokrotnie przewyższający wartość przekazanych „prezentów”. Całe szczęście, że jest konkurencja, która chcąc pozyskać nowych klientów promuje „rozwój dobroczynności”, za którą my zapłacimy. Idiotyczne reklamy, nawiązujące do naszych historycznych przodków wyraźnie nam dają do zrozumienia jak jesteśmy pojmowani oraz widziani przez operatorów. Przygłupy z prehistorii trzeba uderzyć w łeb by coś zrozumiały.
             
Rząd i Parlament opowiadają nam bajki o demokracji, używają górnolotnych słów i wyrażeń, często bawiąc się w „Falandyzację” mowy polskiej. Rozumiem, że naród musi się rozwijać intelektualnie, ale przecież język polski jest tak prosty i zrozumiały, że miast mówić o jego „dywersyfikacji” łatwiej powiedzieć o jego zróżnicowaniu. „Aczkolwiek”, to kolejne słowo, które praktycznie nie wnosi nic, a jedynie ma świadczyć o obyciu intelektualnym rozmówcy. Ciekawe, co na to powiedziałby Jan Franciszek Miodek w programie „Ojczyzna-Polszczyzna”.
           
Wracając do „paranoizacji życia społecznego” warto wspomnieć o akcji budowy „Orlików”. Sukces, który odbił się echem w całej Polsce. Jest tylko jeden problem. Czy te orliki są wykorzystywane przez młodzież? Może warto się pokusić i sprawdzić, co się z otwartymi „Orlikami” dzieje? Rzeczą zrozumiałą jest, że Pan Premier lubi kopać piłkę, bo jest akurat z tego pokolenia, że ganiało się do wieczora na powietrzu. Dzisiejsza młodzież też gra tylko, że wirtualnie. Żeby ją zachęcić do sportu niestety muszą być albo restrykcyjne wymagania ocenowe albo inne zachęty uznaniowe. „Przebić” komputer – to wyzwanie dla współczesnych absolwentów Akademii Wychowania Fizycznego. Podejrzewam, że program ich studiów tego nie przewiduje. Psychologii warto się jednak uczyć.
            
Innym problemem, są komisje śledcze powoływane przez Sejm w celu wyjaśnienia afer korupcyjnych. Lepszej rozrywki telewizja nie mogła wymyślić. Szkoda tylko, że nadaje w nieodpowiednich godzinach programowych. Kompromitacja i wstyd. Żadna, za wyjątkiem „Rywinowskiej”, nie wyjaśniły nic. Pokazały tylko, żeby użyć porównania „Folwark Zwierzęcy” naszej władzy ustawodawczej.
            
Pranie mózgów prowadzone jest na bieżąco. Media nie mają litości. Pieniądz jest motorem wszelkiego działania. Wszystko robi się dla kasy. Telewizja Państwowa czy komercyjna prześciga się w zdobywaniu jak największej ilości widzów, bo przyciąga to firmy reklamowe. Nowa ustawa hazardowa udostępniła mediom możliwość zarabiania na nas poprzez gry SMS-owe. Rozgłośnie Radiowe oferują różnego rodzaju konkursy o duże pieniądze. Wkrótce prasa włączy się do tego szaleństwa. Kiedyś nie dalibyśmy się nabrać na te oferty, ale teraz, kiedy społeczeństwo jest zadłużone „nadzieja, ta matka głupich” daje wiarę, że może akurat nam dopisze szczęście i wygramy, by spłacić długi.   
            
Panie Reżyserze, szkoda, że Pana już nie ma. Jedyna szansa, że Pan Stanisław Tym pseud. Andrzej Kill coś wymyśli, by wprowadzić trochę wesołości w tę paranoję rzeczywistości i że druga część filmu „Miś” się ukaże.
            
Szkoda tylko, że z krajobrazu polskiej rzeczywistości pomału znikają „Bary Mleczne” jedyne źródło naszej witalności i siły fizycznej tamtych niezapomnianych lat.

ŻEBRACTWO UZASADNIONE

           Zbliża się kolejna edycja „Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy”. Dziewiętnaście lat mija od kiedy Jurek Owsiak rozpoczął ogólnopolską akcję zbierania pieniążków na pomoc chorym dzieciom. Osobowość i charakter prowadzącego, co roku wprowadza atmosferę społecznego zaangażowania i pozytywnego nastawienia do realizacji przedsięwzięcia. Tysiące, a może setki tysięcy osób przez dziewiętnaście lat, co roku daje ponieść się emocjom i spontanicznie uczestniczy w zbieraniu walorów finansowych i rzeczowych. Ogólnopolskie „Żebractwo” zostało zaakceptowane bez zbędnych skrupułów i negacji przez intelektualny oraz polityczny polski establishment. Nikomu nie przeszkadza fakt, że młodzież uczy się,  że nie Państwo dba o zdrowie swoich obywateli, szczególnie tych najmłodszych, lecz żebracze pieniądze zebrane przez młodych od osób, dla których dobro najmłodszych jest najważniejsze. Polskie szpitale wyposażone w nowoczesny sprzęt o standardzie światowym nie z Narodowego Funduszu Zdrowia, lecz przez ludzi dobrej woli, uznawane są przez Świat, jako jedne z najlepszych, ale nie jest to efekt właściwej polityki zdrowotnej państwa. Tylko w Polsce paranoja osiąga ogólnonarodowy format. Żaden kraj europejski, azjatycki, amerykański nie zdobywa w ten sposób funduszy na leczenie swoich obywateli. Najdziwniejsze jest to, że Wszyscy są z tego faktu dumni.
         
Ponoszone koszta opieki zdrowotnej opodatkowane z naszych zarobków przez Państwo mają zapewnić nam europejski standard. Corocznie w sprawozdaniach podatkowych PIT podajemy, co prawda odliczone od podatku, kwoty których wielkość przy wpłacaniu na indywidualne polisy zapewniłaby odpowiedni poziom opieki zdrowotnej. Przecież cały czas nie chorujemy. Przyjęte rozwiązanie zdaje egzamin w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Obowiązek ubezpieczenia każdego obywatela był jednym z punktów kampanii wyborczej Prezydenta Baracka Obamy, zrealizowany i zatwierdzony przez Parlament. Pomału uczymy się demokracji i pomału wdrażamy sprawdzone wzorce. Jednak jeszcze nie nauczyliśmy się wykorzystywać prawa dla ochrony naszych praw. Jeszcze nie potrafimy upominać się o odszkodowania za pomyłki medyczne. Jeszcze nie ma w szpitalach adwokatów czy prawników, którzy oferują swoje usługi by zrekompensować finansowo nasze cierpienie i ból. Jeszcze jesteśmy zastraszeni i przerażeni monopolem medycznym, który dyktuje nam prawa, obowiązki i powinności. Wierzę, że może wkrótce wszystko się zmieni i nasza „anatomia bezsilności” przejdzie do lamusa.           
         
Kwesty organizowane przez naród są coraz bardziej popularne. Kwestujemy na rzecz ochrony zdrowia. Kwestujemy na rzecz renowacji zabytków. Kwestujemy na rzecz powodzian. Kwestujemy na rzecz poszkodowanych w tragicznych wypadkach. Kwestujemy na rzecz by jutro było lepsze, by pomóc innym krajom biednym, bez wody, głodnym oraz nieszczęśliwym.
           Nie jestem przeciwny pomaganiu, wręcz przeciwnie, całe życie staram się być pomocny. Działalność społeczna, filantropijna, charytatywna, „zakatu” czy „cdak” nie jest obca w moim środowisku społecznym i rodzinnym. Buntuję się przeciwko brakowi stanowczego stanowiska władzy, która nie poczuwa się przynajmniej do minimalnego finansowego wsparcia prowadzonych działań charytatywnych. Czy władze, państwo dołożyły się w jakiś sposób przez dziewiętnaście lat do „Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy”? Czy nasze życie ma polegać na ciągłym nieformalnym dodatkowym opodatkowaniu naszych kieszeni? Na Zachodzie wszyscy przy kasie na prośby o dofinansowanie odpowiadają, że płacą na to podatki. My nie dość, że sami biedni nie potrafimy odmówić pomocy. W kweście na renowację zabytkowych nagrobków cmentarza komunalnego najwięcej pieniążków dawały biedne emerytki, a nie ci przy kasie. Czyż nie jest to paranoja? 
           
          
Cieszę się jednak, że jest „Orkiestra”, bo wiem, że tylko w ten sposób najmłodszym będziemy mogli zapewnić konieczną pomoc. Mam nadzieję, że wreszcie Państwu Polskiemu (władzy) będzie wstyd, że to nie Oni tylko My myślimy o społeczeństwie. Jurku, żebrzmy dalej.

„NEGACJA PRZYPADŁOŚCIOWA”

           Pojęcie jak się okazuje po analizie zasobów Internetu zostało utworzone przez piszącego w celu opisania zachowań społecznych charakterystycznych dla sytuacji i okoliczności często spotykanych w życiu jednostki. Nauki filozoficzno-psychologiczne szczegółowo opisują problematykę, jednak dla laików interpretacja autora może okazać się bardziej przystępna. Jak wspominano w poprzednich notatkach prawdy oczywiste często wymagają słownej interpretacji, by stać się ogólnodostępne oraz zrozumiałe dla ogółu.           
           
Cóż to jest negacja przypadłościowa? Najlepiej wyjaśnić to na przykładzie. Wyobraźmy sobie, że mamy do czynienia z przeciętną jednostką osobową przeciętnego społeczeństwa o ustroju demokratycznym (każdy inny może wypaczyć przyjęte tezy przeprowadzanego wywodu). Jednostka ta została poddana negatywnym bodźcom społecznym typu: utrata pracy, choroba, nieszczęśliwy wypadek itp. Pierwszą reakcją społeczną środowiska jest współczucie oraz ciekawość wiążąca się z niepowstrzymaną chęcią zdobycia informacji od poszkodowanego. Oczywiście przyjęte jest też zaoferowanie pomocy i wsparcia. Wszak słowa nic nie kosztują. Trwa to przeważnie przez okres około tygodnia, dopóki wszyscy zainteresowani nie uzyskają oczekiwanych informacji oraz udzielą duchowego wsparcia. Kolejny etap jest rozważaniem czysto psychologicznym, wynikającym z natury gatunku Homo Sapiens. Istota Myśląca nie potrafi być permanentnie obciążona negatywnymi informacjami, gdyż mają one negatywny wpływ na jej psychikę. W miarę możliwości stara się odizolować od bodźców wprawiających ją w przykry nastrój. Typowym zachowaniem jest ucieczka i negacja przykrych zjawisk, polegająca na odizolowaniu się oraz zerwaniu wszelkich kontaktów z negatywną przypadłością.
           
            Przedstawiona interpretacja „negacji przypadłościowej” wydaje się być zrozumiała i przystępna. Odstępstwo od przedstawionych zachowań stanowią bliskie więzi rodzinne. Mamy tu do czynienia z relacjami osobniczymi o podłożu emocjonalnym. Uczucie więzi rodzinnej, miłości jest silniejsze od zachowań negacji przypadłościowej, która podejrzewam też funkcjonuje, ale tłumiona i niwelowana jest przez bliskość emocjonalną. Istotne jest, szczególnie dla poszkodowanego, by w tych trudnych chwilach mieć wsparcie i zrozumienie oraz bezinteresowną pomoc. Negacja przypadłościowa w takich sytuacjach stanowi kolejny element deprecjacji osobniczej. Sprawdza się w takich sytuacjach powiedzenie, że przyjaciół poznaje się w biedzie.  Sformułowanie to nie jest zaskoczeniem, gdyż interpretując pojęcie przyjaźni musimy stwierdzić, że wiąże się ono z bardzo emocjonalnym powiązaniem osób zainteresowanych. W powiązaniu z permanentnym wsparciem bliskiej rodziny stanowi element budujący pozytywne nastawienie do negatywnej przypadłości, budząc wiarę i nadzieję na pozytywne rozwiązania.    
           
          
Biorąc pod uwagę powyższe wyjaśnienia nie dziwi zatem sytuacja nagłego odizolowania się większości znajomych, których telefony tak niedawno częste i przejęte troską nagle ucichły. Nie dziwi też zachowanie bliskich, którzy oferują pomoc, unikając bezpośredniego kontaktu. Sprawdza się teoria w aspekcie powiązań emocjonalnych i uczuciowych.
          
Dziewczyny cieszę się bardzo, że Was mam. Cieszę się, że Mamuśka i Tatuś też pamiętają o malutkim synku. Przyjaciele też wspierają duchowo. Chociaż wiem, że Wszyscy macie już dość. Jednak Wasze wsparcie buduje moje pozytywne nastawienie do procesu rehabilitacji. Moje Panie i Panowie ,tak trzymać, a szybciej wrócę by uprzykrzać Wam życie.