BIALSKA TARGOWICA

              Bolączka miasta Południowego Podlasia, jakim jest Biała Podlaska to brak zaplecza kulturalno-rozrywkowego. Konkretnie chodzi o teatr, operę, operetkę, których w prawie sześćdziesięciotysięcznym mieście brak. Nie jest to ułomnością, której nie można zaradzić. Miejski i Osiedlowe Domy Kultury dzielnie wypełniają powstałą niszę serwując nam: spektakle, koncerty oraz wieczory autorskie. Dzielnie wspierane przez Bibliotekę i Muzeum oferują nam, co jakiś czas wysokiej klasy doznania intelektualno-estetyczne. Mniej wymagający „erudyta” może znaleźć dla siebie ofertę w jedynym pozostałym kinie oraz tak licznych w naszym mieście kawiarenkach, które dziś nazywamy „Pubami”.           
            
Myliłby się ktoś myśląc, że to wszystko. Dzisiaj odkryłem, przez przypadek, kolejne miejsce gdzie możemy się świetnie zabawić i to za darmo. Okazuje się, że nawet biletu wstępu nie trzeba kupić. Wyszynk, co prawda skromny, bo tylko woda i soki, ale zabawa przednia. Ponadto w każdej chwili możemy opuścić przedstawienie i nikt nawet tego nie zauważy. Jedyne, do czego można się przyczepić to do treści i jakości repertuaru oraz miernej obsady aktorskiej. Chociaż nie uogólniałbym, bo faktycznie zdarzają się indywidualności. Zresztą „wybranemu koniowi nie zagląda się w zęby”. Przedstawienie trwa zwykle bardzo długo i należy podziwiać zapał i zaangażowanie aktorów, którzy prześcigają się w formie i treści by zachwycić widza. Wymaga też od nas cierpliwości i uwagi. Widz niestety musi też reprezentować odpowiedni poziom intelektualny, by nadążać za akcją przedstawienia, które czasami podąża w ślepy zaułek i można się w tym wszystkim pogubić. Dlatego też nie polecam osobom chcącym się zrelaksować. Śmiechu natomiast jest co nie miara.
           
            
Dłużej nie będę trzymał Państwa w niepewności. Polecam uczestnictwo w obradach naszej władzy ustawodawczej, czyli w posiedzeniu Rady Miasta. Usłyszałem, że radio BiPer transmituje obrady rady i postanowiłem naocznie przyjrzeć się działaniom uchwałodawczym nowo-starych Radnych. Spóźniłem się na dyskusję i głosowanie w sprawie uchwały na temat ul. Zielonej, ale zdążyłem na debatę w sprawie tworzenia nowych Zespołów Szkół w Białej Podlaskiej. Trzy lata będąc przewodniczącym Rady Rodziców Zespołu Szkół Nr 3 z ciekawością przysłuchiwałem się podjętej problematyce. Merytoryczne wystąpienie Pana Prezydenta poparte „chłopskim wyłożeniem sprawy na ławę” dla lepszego zrozumienia tematyki przez Vice Prezydenta utwierdziło mnie w przekonaniu, że Urząd Miasta poważnie podchodzi do problematyki. Jeszcze tylko krótkie wystąpienie przewodniczącego komisji „oświatowej” i byłem pełen zachwytu nad działalnością naszych władz samorządowych.
           
             
Niestety był to tylko prolog do groteski. Dalej to nie wiedziałem śmiać się czy płakać? Sprzeczne emocje osiągnęły szczyt, gdy jedna z radnych zaczęła opowiadać coś o kubłach na śmieci w bialskich szkołach zakładanych na głowy nauczycieli. Jakoś nie potrafiłem odnieść tego do utworzenia nowych Zespołów Szkół. Podobało mi się też powiedzenie „Powiem co innego niż zamierzałem powiedzieć”. Kuriozalne było też zakończenie dyskusji, która miała być zakończona i nie miała być zakończona do tego stopnia, że się w tym wszystkim pogubiłem. Wystąpienie Przewodniczącego Rady Rodziców przypomniało mi „Targowicę” i Rejtana, brakowało mi tylko trzasku rozrywanej koszuli. Przemowa Wiceprzewodniczącego Rady Miasta, odczytującego list młodzieży, wzbudziła niesmak i zażenowanie. Każdy wie, że nie angażuje się dzieci w rozgrywki dorosłych. Przy wszystkich popisach elokwencji najbardziej podobało mi się zakończenie „Farsy” dokonane przez Pana Prezydenta, który w mało dyplomatycznych, ale trafiających w sedno słowach podsumował całą debatę.  
           
             
Konkludując dzisiejszą rozrywkę, przyrzekłem sobie, że dla relaksu częściej będę uczestniczył w posiedzeniach Rady Miasta. Poważniejąc, strzeż mnie Panie przed taką Radą i przed takimi ludźmi, którzy nie merytorycznym przygotowaniem, ale chęcią sprzeciwu i rozgrywki politycznej negują proponowane rozwiązania. Radny, który popisuje się słowotokiem niepopartym konkretem i liczbami jest tylko „dandysem” lub słabej marki aktorem występującym na przedstawieniu zwanym Radą. Myślę, że na następnym posiedzeniu Rady Miasta będzie nas więcej, bo mój śmiech troszeczkę brzmiał głupio przy braku publiczności, a miejsc jest sporo na widowni. Kochani to przecież o Naszych sprawach debatują.
           

MARS I WENUS

            Porównywanie relacji damsko-męskich do relacji „planetarnych” trąci troszkę nutą okultyzmu oraz Fantastyki Naukowej (SF). Nie przeczę, że bywają problemy by „Góra z Górą” się zeszła, ale w przypadku kobiety i mężczyzny to nie problem natury astralnej. Życie pisze nam różne scenariusze, a nie przez przypadek funkcjonuje też powiedzenie, że „Każda  ………. znajdzie swego amatora”. Zdaję sobie sprawę, że słowa trącą męskim szowinizmem ale bez większych komplikacji wszystko sprowadza się do prokreacji.           
            
Mężczyźni traktują to jako przyjemność, Kobiety myślę, że jako zew natury. Oczywiście uogólniam sprawę i zdaję sobie sprawę, że pisanie w dobie emancypacji o wyraźnych podziałach jest raczej stronniczym podejściem do sprawy. Istotny jest inny problem – uczucie. Jak to się mówi – można rozumieć, czuć i podziwiać jednak, jeżeli nie „zaiskrzy” spotkanie skończy się na przyjemnej rozmowie z interesującą osobą. Problem nie w tym by się dogadać, ale w tym by dwoje poczuło „coś” do Siebie. Należę do tego wymierającego gatunku mężczyzn, który by być z kobietą w warunkach intymnych musi „coś” czuć do Niej. Musi „zaiskrzyć”, to znaczy musimy się podobać kobiecie, która widzi w nas partnera, a nie przedmiot rozmowy. To Kobiety dokonują wyboru. My się tylko na to zgadzamy. To Wy roztaczacie czar, który nas pochłania. Wielokrotnie zastanawiałem się, dlaczego dziewczyna podobała mi się, a teraz już nie. Na pewno astrologia z tym nie miała nic wspólnego.
           
           
Proszę mi wierzyć problemem nie jest brak umiejętności dogadania się, a brak zaangażowania jednej ze stron. W myśl przysłowia, że „W tym cały jest ambaras żeby dwoje chciało naraz”. Najczęstszym błędem mężczyzny jest „odmowa”. Panowie chcecie żyć nie róbcie tego więcej. Kobiecie się nie odmawia. Nie ma nic gorszego jak urażone Ego Kobiety. Drogie Panie odmowa wynika z popełnionego przez Was błędu, a nie męskiego „chamstwa”. Mądrość kobiety polega nie na ukończonych uczelniach oraz ilorazie IQ, lecz na tak zwanej „Inteligencji Emocjonalnej”. Przepraszam, że moralizuję, ale wiek pozwala mi na podzielenie się doświadczeniem. 
Wiem z własnych przeżyć, że życiowa kobieca inteligencja potrafi omotać każdego mężczyznę tylko musi chcieć. Oczarowanie, zdobycie tego upragnionego wymarzonego to tylko kwestia czasu, umiejętności i chęci. Wybieracie Wy drogie Panie, a nam się wydaje, że zdobyliśmy upragnioną zdobycz.
           
Do dziś pamiętam reakcję, po pytaniu jakie zadałem żonie trzydzieści lat temu – „Czy wyjdziesz za mnie?”. Ciekawe, co z każda z Pań by odpowiedziała? Domyślam się, że odpowiedzi są różne, – „że Tak” inna, „że Zastanowię Się” albo, „że Nie”. Moja Kochana pozbawiła mnie wszelkich możliwych form manewru mówiąc, że „Z tak poważnej sprawy Ona nie żartuje” no i oczywiście trzeba się było „określić na poważnie”, czego do dnia dzisiejszego nie żałuję. Drogie Panie Wenus i Mars nie ma nic z tym wspólnego, a jedynie Wasze zdolności i umiejętności. Każdy mężczyzna, choćby był i „Marsem”, jest Wasz tylko trzeba troszeczkę nad tym popracować.
           
Podsumowując cieszę się bardzo, że mogłem zabrać głos w debacie na temat relacji damsko-męskich oraz męsko-damskich, który nie wnosi nic prócz tego, że mężczyzna, kobieta bez siebie nie mogą istnieć.            

MANIPULACJA W KONTEKŚCIE ALTERNATYWY WYBORU

              Proszę czytelników o zrezygnowanie z zapoznania się z tym tekstem, gdyż są to rozważania chorego umysłu, który z uwagi na posiadane rezerwy czasowe zaczyna wkraczać na grunt całkowicie mu obcy, jakim jest filozofia. Temat wydaje się bardzo fascynujący i mądry jednak w swej istocie pokręcony i pogmatwany. Myślowa analiza pojęć w nim zawartych przybliży Państwu pokrętność umysłową piszącego te słowa. Rozważmy, zatem co to jest „Manipulacja”? Manipulacja to próba kierowania kimś lub czymś w celach blisko określonych. Można ją też zastąpić słowem „Kombinowanie”, które to pojęcie dla naszych czytelników jest bardziej przystępne. Słowo „Kontekst” można zastąpić zdaniem „Gdybyśmy coś analizowali w odniesieniu lub w porównaniu do czegoś”. „Alternatywa” to możliwe przeciwstawne rozwiązanie. Natomiast słowa „Wybór” myślę, że nie trzeba tłumaczyć. Inaczej tłumacząc tytuł możemy napisać – „Kombinowanie w odniesieniu do przeciwstawnej formy czynności wyboru”.            
               
Pytanie jest proste, – co jest przeciwstawną formą czynności wyboru? Oczywiście, że każdy powie – nie wybieranie. Zgadzam się tylko, że to jest też wybór. Podjęcie decyzji o nie wybieraniu jest formą wyboru, czyli też jest wyborem. Teoria jest pokrętna, ale życie jest mniej skomplikowane. Posłużę się zatem przykładem. Wybierano dyrektora znamienitej bialskiej instytucji. Było trzech kandydatów. Każdy reprezentował wysoki poziom kompetencji i przygotowania do pełnienia tak zaszczytnej funkcji. Dwóch kandydatów znało środowisko, jeden był kandydatem jak to się mówi z „zewnątrz”. W wyniku rozłożenia się głosów komisji wyborczej „po równo” na kandydatów „środowiskowych” nie dokonano wyboru cedując tę czynność, już bez konkursu, na instancję wyższą, która bezproblemowo wybrała kandydaturę  „zewnętrzną” w myśl zasady „gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta”. Reasumując, „nie wybór” był wyborem. 
           
          
Życie stwarza nam kolejne bariery intelektualne. Może sformułowałem to zbyt górnolotnie. My stwarzamy sobie nowe przeszkody intelektualne, wprowadzając do słownictwa coraz nowsze pojęcia i skróty myślowe, podnosząc nam intelektualną poprzeczkę coraz wyżej. Nie wszystkim udaje się ją przeskoczyć. Niektórzy zostają w tyle. Film „Matrix”, który otworzył nam oczy na alternatywne rozwiązania naszego istnienia, jako „bioakumulatorów” nie koniecznie musi być wytworem wyobraźni przy coraz częstszej wirtualności naszego życia. Pojęcie „Incepcji”[1], które jeszcze wczoraj nie funkcjonowało w naszym słowniku dziś pobudza do zastanowienia, co właściwie jest naszą rzeczywistością? Realizowanie się w Świecie, w naszym mniemaniu rzeczywistym, może być tylko wegetatywnym istnieniem, które nie nam służy. Realność istnienia pozwala nam na funkcjonowanie nawet w wirtualnej rzeczywistości jako gatunku "Istoty Myślącej". Samorealizacja oraz wykorzystywane słownictwo nie zakłóca starych prawd, że są osoby z talentem do „kombinowania”. Przykładem niech będzie omawiany tak niedawno film „Miś”. Pewne zdolności naszego gatunku „Homo Sapiens” jak byśmy je nie nazwali, pozostają. Wykorzystywanie pojęcia wyboru w życiu każdego z nas jest, można powiedzieć, podstawą egzystencji. Cały czas dokonujemy wyborów wiedząc, że każdy niesie ze sobą „koszty nieprzewidywalne”. Niestety tak jest ułożony ten Świat, że coś się dzieje kosztem czegoś. Zdecydowanie się na nie wybieranie w przypadku pozytywnego rozwiązania uważane jest za mądrość i ostrożność. W przypadku porażki i klęski za słabość oraz brak samodzielności. Zauważcie Państwo, że sukces ma zawsze wielu ojców, porażka zawsze jednego.
          
Podjęcie decyzji przez komisję nierozstrzygające konkursu, wyżej omawianego przypadku, spowodowało konsekwencje rozstrzygnięcia przez instancję wyższą. Umiejętna manipulacja ambicjami spowodowała, że do konkursu stanęło dwóch wysokiej klasy specjalistów omawianej placówki, którzy współpracując świetnie by nią zarządzali. Jednak było to sprzeczne z intencjami i ktoś przewidział możliwość alternatywnego rozwiązania polegającego na „nie wyborze”. Umiejętność manipulacji oraz przeprowadzenie jej, to najwyższej klasy umiejętności prowadzenia „Rozgrywki Szachowej” tylko, że nie o szachy tu chodzi.
          
Konkludując swoje filozoficzne rozważania chciałbym podkreślić, że omawiany problem nie jest jedynym, z którym możemy się spotkać w życiu codziennym. Często spotykane sformułowanie – „nie myśl tylko działaj” jest idiotyzmem typu – „nie żyj tylko pracuj”. Każdy z nas wie, że myślenie jest cechą egzystencji. „Myślę, więc jestem” i to nie ja wymyśliłem. Jak zatem mamy robić coś nie myśląc, jeżeli już sam fakt, że żyjemy jest myśleniem? Nie myślenie o niczym jest też myśleniem, bo mózg cały czas pracuje, czy nam się to podoba czy nie. Brak pracy mózgu to śmierć. Wtedy możemy nie myśleć. Podobnej treści jest futurystyczne powiedzenie – „Widzieć z szeroko zamkniętymi oczami”. No cóż, taki jest nasz ten Świat. Niczemu nie można się dziwić. „Trzeba z żywymi naprzód iść, ………” bo zostaniemy w tyle, a autsajderzy odpadają.


[1] Skok w głowie „petenta” na kolejny poziom snu. Śnić we śnie. Zatracenie realności świadomości. Na podstawie filmu Christophera Nolana „Inception”

„JEDZIE POCIĄG Z DALEKA ……”

          Znane słowa piosenki, które dzisiaj w odniesieniu do mieszkańców Białej Podlaskiej brzmią ironicznie. Wszak my chcemy dojechać do Warszawy. Miasto leżące na trasie Wschód – Zachód Europy ma problemy z komunikacją kolejową. Problem, który przeżywamy od kilku lat, znalazł różne warianty rozwiązań. Tylko dlaczego temat powraca jak bumerang? Niedawno Platforma Obywatelska RP miasta Biała Podlaska toczyła boje o przywrócenie połączeń kolejowych oraz zmiany rozkłady jazdy pociągów. Teraz Prawo i Sprawiedliwość chwali się w „Kurierze Bialskim”, że zebrała trzy tysiące podpisów obywateli pod petycją o przywrócenie połączeń ze Stolicą. Politycy dbają o nasze dobro i próbują zdobyć nasze zaufanie. Wydaje im się, że tanim kosztem można zdobyć poparcie polityczne.            
          Prawdą jest, że żartobliwe słowa znanej piosenki mówią o niechęci podróżowania do Warszawy.  W przypadku Białej Podlaskiej zostały potraktowane przez przewoźnika dosłownie. Zastanawia jednak fakt, dlaczego tak się dzieje? Dziwne by było, żeby firma, jaką są Polskie Koleje Państwowe nie chciała zarabiać. Chyba, że rachunek ekonomiczny mówi co innego? Biała Podlaska od lat przemysłem stała. Mieliśmy w latach prosperity socjalistycznej prężnie działający przemysł włókienniczy i meblowy. Bialska fabryka włókiennicza „Biawena” produkowała materiały włókiennicze eksportowane na cały Świat. Fabryka mebli miała tradycje przedwojenne. Mimo to dziś to już historia. Niedługo po obiektach fabryk nie będzie śladu. Miejsce gdzie istniały zajmą obiekty handlowe.
Takie są uwarunkowania rynku kapitalistycznego. Interes musi się opłacać. Nasz żal nic nie pomoże. „Business  is Business” nikt nie będzie dopłacał do interesu. Tak jak nasz żal za Bialską Fabryką Samolotów jest tylko marzeniem za dawnymi czasami.
          Możliwe, że rachunek ekonomiczny przewozów osobowych PKP na dzień dzisiejszy na trasie Biała Podlaska – Warszawa jest nieopłacalny. Zebranie trzech tysięcy podpisów od zwolenników przywrócenia dawnych czasów prosperity PKP jest tylko „pobożnym życzeniem”, które każdy poprze. Jednak problem wymaga głębszej analizy. Ciekawe czy wnioskodawcy pokusili się o zbadanie obciążenia przewozów osobowych na omawianej trasie? Większość podróżujących to „Kolejarze” oraz uczniowie szkół zdążający do pracy i uczelni w godzinach rannych do Łukowa, Siedlec oraz ich powroty w godzinach popołudniowych. Korzystają oni z ulg tym samym nieprzysparzając dochodów finansowych Spółkom kolejowym. Nasilenie przewozów występuje na początku i końcu weekendów,  kiedy młodzież akademicka odwiedza rodziny i wraca do szkół. Kolejnym elementem obniżającym rentowność przewozów jest konkurencja. Przewozy minibusowe oraz PKS, dysponujące bazą pojazdów, które częściej i taniej przewożą pasażerów do Warszawy. Jedynie komfort przejazdu, i to nie zawsze, może być konkurencyjny dla transportu autobusowego.
           Czynnik ekonomiczny zawsze będzie tym elementem, który będzie decydował czy coś będzie funkcjonować czy splajtuje? Należy spodziewać się zatem, że zapewnienie odpowiedniego standardu przewozów osobowych na omawianej trasie może wkrótce dotknąć głębiej naszych kieszeni. Nierentowność oraz nieekonomiczność częstszych przewozów może zostać zrekompensowana społecznym naciskiem, który spowoduje finansowanie tych połączeń z budżetów miast i starostw przyczyniając się do usatysfakcjonowania partii politycznych.  W skrytości ducha będę za to tym trzem tysiącom podpisów zobowiązany.

MAŁŻEŃSTWO CZY ŻYCIE W ZWIĄZKU PARTNERSKIM?

           Problem, który na „Południowym Podlasiu” praktycznie nie istnieje. Teoretycznie tak się nam wydaje. Jednakże, gdy posłucha się młodych, którzy „wyrwali się” z zaściankowości grodu nad Krzną, problem czy sprawa wygląda inaczej. Pisałem i twierdzę nadal, że tradycja, wiara oraz kultura jest w społeczeństwie najważniejsza. Tylko przestrzeganie norm etyczno-moralnych oraz kanonów wiary i wyznania pozwala danej społeczności przetrwać „Huragany” i „Zawirowania” historii. Kanony przekazywane z pokolenia na pokolenie utrwalają jedność społeczną i narodową. Wychowanie w wiarze „Prawosławnej”, „Katolickiej” czy jakiejkolwiek innej kształtuje ducha narodu.           
          
Inaczej się przedstawia sprawa, kiedy uwzględnimy postęp cywilizacyjny. Stare prawa i kanony nie sprawdzają się w realiach współczesności. Dawne „Patryjarchalne” prawa przechodzą do historii. Rola i znaczenie mężczyzny we współczesnym Świecie jest marginalna. Równouprawnienie oraz Feminizm ukierunkowują nowe kanony etyczno-moralne. Tolerancja oraz społeczne przyzwolenie na wolność seksualną, to nowe oblicze współczesnego Świata. Chcemy czy nie, „wolność jednostki” kształtuje byt społeczny. Jeszcze do niedawna podanie do publiczne wiadomości, że Sir. Elton John wraz ze swym „Partnerem” „urodzili” dziecko byłaby nie do przyjęcia oraz moralnie naganna. Jednak czasy się zmieniają i Europa robi się coraz bardziej tolerancyjna. 
           
          
Polska na tle Europy to „Zaścianek Klerykalno-Kulturowy”, którego postępujące zmiany dotyczą, ale w większości są społecznie nieakceptowane. Chociaż „Konstytucja Europejska” wymusza zmiany myślenia, pozostają na papierze. Przykładem niech będzie zapłodnienie In vitro, które do dzisiaj budzi społeczne emocje oraz orientacje seksualne, które w niektórych krajach europejskich są prawnie usankcjonowane, w Polsce budzą negatywne opinie. Prawdą jest, że niektóre osoby publiczne otwarcie mówią o swojej „inności” jednak nie dotyczy to osób ze struktur władzy. Przecież pomówienia to nie prawda, a przyznanie się w Polsce do „inności” w strukturach władzy to polityczne samobójstwo. 
           
         
Demokracja to wspaniały dar ludzkości. Budzi jedynie wątpliwości czy człowiek potrafi umiejętnie z niej korzystać? Wolność, równość, braterstwo, swoboda oraz poszanowanie człowieka przez człowieka. Mniej wojen, mniej tragedii społecznych, ale przecież bilans „istnień” musi wyjść na zero. Kiedyś wojny i zarazy trzebiły gatunek ludzki by zachować równowagę. Dziś kataklizmy i rozwój cywilizacyjny nie nadążają za przyrostem naturalnym, chociaż naukowcy „grzmią”, że ludzi jest coraz mniej na Świecie. Ogólnoświatowa euforia wyższości rozumu nad naszymi słabościami tak do końca nie jest prawdziwa. Niestety jeszcze jest zbyt wiele na tym Świecie śmierci, bólu, głodu i krzywdy ludzkiej. Jeszcze „Jeźdźcy Apokalipsy” mają czas, chociaż za trzydzieści lat jak uderzy w nasz „Glob” asteroida, przejadą się po naszych „Głowach”. Chyba, że wcześniej wykorzystując demokrację znajdziemy ogólnoświatowe rozwiązanie problemu.
           
         
Wracając do tematu małżeństwo czy związek partnerski? Trzeba rozważyć trzy aspekty sprawy. Kim są osoby, które zamierzają spędzić wspólnie resztę życia? Która osoba jest dominująca w związku oraz jaka jest rola środowiska społecznego, w którym zamierzają funkcjonować? Jeżeli młodzi wyrwali się ze swych zaściankowych społeczności wszystko jest możliwe. Kiedy przedkładają nowoczesny styl życia nad tradycję pewnie wybiorą partnerstwo? Kobiety emancypowane częściej wybierają wolne związki, chociaż mogę być posądzony o męski szowinizm, ale tak wynika ze statystyk. Istotna jest też rola środowiska społecznego. Myślę, że oglądaliście Państwo film z Tomem Cruisem „Firma”, gdzie prawnie usankcjonowana rodzina była podstawą mafijnej społeczności oraz dobrze działającej instytucji. Szczególnie w Polsce jest to mile widziane, gdzie rola i status wiary jest tak istotny.
           

„HOW ARE YOU?”

             Zwrot „Jak się masz” w kulturze anglojęzycznej wymaga odpowiedzi – „Thanks very well”, co się tłumaczy – „Dziękuję bardzo dobrze”. Bez względu na sytuację odpowiedź jest taka sama. Spalił nam się dom, ale mówimy, że mamy się dobrze. Okradziono nas i też mówimy, że mamy się dobrze. Wyrzucono z pracy i też mamy się dobrze. Jakakolwiek spotkałaby nas tragedia w myśl angielskiego „savoir vivre” musimy odpowiedzieć, że mamy się dobrze.           
             
Jakże inna jest nasza kultura. Lata niewoli i okupacji nauczyły Nas nie cieszenia się z życia. Wygraliśmy milion w „Totka” – „morda w kubeł” by inni się nie dowiedzieli, bo zaraz ustawi się kolejka rodzinno-znajomych pożyczkobiorców. Udało się znaleźć dobrą pracę, ale trzeba narzekać, że chyba po to tylko by nas wyrzucić, bo zaraz ktoś z zazdrości „podłoży nam świnię”. Kupiliśmy dobry samochód, ale chyba „Rzęch”, bo ktoś niechcący porysuje nam lakier. Pobudowaliśmy dom, ale oczywiście tylko z kredytów, bo zaraz Ktoś usłużny doniesie do „Skarbówki”. 
           
              
Ta „socjalistyczna” mentalność prześladuje nas od lat. Polak nie może mieć dobrze, bo to nie uchodzi. W kraju gdzie wszyscy nie mają nic, nie można powiedzieć, że mam się bardzo dobrze. Prawdą jest, że na zachodzie nazywają nas „mrukami”, ale z czego tu się cieszyć. Podatki w górę, benzyna w górę, renty i emerytury w dół. Pracy brak, przemysłu brak, przyszłości brak, bo nawet na OFE (Oszczędnościowe Fundusze Emerytalne) chcą nam zabrać kasę. Służba zdrowia leży. Banki proponują lichwiarskie oprocentowanie. Wszyscy bawią się w hazard, tylko niewielu wygrywa. „Strach się bać nie ma gdzie przed demokracją zwiać”. Myślę, że i Anglik nie odpowiedziałby, w takich warunkach, że ma się dobrze.  
           
               Narzekanie jest nasza cechą narodową. Może, dlatego że nie mamy dnia „Dziękczynienia” oraz indyków do upolowania. Może, dlatego, że nie mamy
„Halloween”, a może, dlatego, że Polak zawsze mądry po szkodzie. Faktem jest, że jesteśmy kopciuszkiem Europy. Praktycznie wszystko już zostało przejęte przez obcojęzycznych biznesmenów oraz, to że podatki uciekają nam w Świat. Faktem jest, że jesteśmy „Tanią siłą roboczą Europy” oraz, że nasz „hydraulik” robi furorę. Wali się nasza ekonomia i gospodarka, a „Dwóch się bije”, gdy reszta korzysta. Dziwi mnie, że społeczność polska jest tak spokojna. Mając takie wzorce historyczne patrzymy jak rozgrabiają nam Nasz kraj. Tysiące istnień poległych w walce o Polskość, i o to by Polska była Polską przewraca się w grobach, bo okazuje się, że mamy Kraje Zjednoczone Europy i ich trud poszedł na marne. Podziwiam mądrość Czechów, którzy się poddali w czasie II Wojny Światowej i do dzisiaj mają piękna historyczną Pragę. Kiedyś okupant wywoził naszych rodaków na przymusowe prace do Niemiec. Dziś czekamy z utęsknieniem, kiedy wreszcie pozwoli nam u siebie pracować?           
             Obchodzimy pompatycznie „Dzień Niepodległości”, gdy inni się radują. Przeżywamy i modlimy się w kościołach o pomyślność oraz zadośćuczynienie sukcesom i tragediom narodowym. Pokazujemy Światu, że polski katolik wiarą i kościołem stoi. Wierzymy, że kiedyś i Polska będzie potęgą gospodarczą. Wiara czyni nas silnymi i budzi nadzieję na lepsze jutro. Wierzę, że nasz Rząd wypowie wojnę Stanom Zjednoczonym Ameryki oraz, że my się poddamy. Wtedy spokojnie powiem – „
Thanks very well”.

AFRYKAŃSKA WIOSNA LUDÓW

           „Wiosna Ludów – seria zrywów rewolucyjnych i narodowych, jakie miały miejsce w Europie w latach 1848 – 1849, przy czym określeniem „lud" nazywano społeczności dążące do uzyskania udziału w rządach, warstwy społeczne dążące do polepszenia warunków bytowych i narodowości walczące o spełnienie swoich aspiracji w różnej postaci: autonomii, niepodległości, lub zjednoczenia w ramach jednego państwa. W latach 1848 – 1849 można więc wyróżnić trzy nurty rewolucyjne: ustrojowy, społeczny i narodowy.
            
Wiosna Ludów objęła niemal całą Europę. Do wystąpień nie doszło w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii oraz w Imperium Rosyjskim, zaś na Półwyspie Iberyjskim doszło jedynie do wystąpień chłopskich.
            
Ruchy rewolucyjne w jednym państwie oddziaływały na inne narody. Informacje o wystąpieniach rozchodziły się stosunkowo szybko, prowadząc do kolejnych powstań. Można w takim wypadku mówić o rewolucji europejskiej. Wielu aktywnych działaczy Wiosny Ludów działało na terenie różnych państw i porozumiewało się ze sobą.”[1]
                        
Tyle można wyczytać w „Wikipedia” o społecznej rewolucji w XIX wieku w Europie. Przeszła jak huragan przez wszystkie państwa za wyjątkiem wymienionych, chociaż później i je dotknęła. Imperium Rosyjskie jest najlepszym tego dowodem. Rewolucja „Październikowa” XX wieku dała przyczynek do „zalania” prawie całej Europy ideą „Komunizmu”. Faktem jest, że nie tylko Lenin był głównym ideologiem ustroju, ale obywatele „Zachodniej Europy” – Marks i Engels. Głównym założeniem Rosji Sowieckiej było stworzenie Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, a w przyszłości „Komuny Europejskiej”, może nawet „Światowej”. Ideologia w swych założeniach wydawała się wspaniała. Mówiła o równości i braterstwie społecznym. Jedynym problemem było to, że nie uwzględniała „słabości ludzkich”. Liczyło się społeczeństwo, nie jednostka. Wszyscy musieli dostać po równo (wypaczona idea przez „aparatczyków”, którzy uważali, że są równi i równiejsi). Każdy musiał mieć pracę, każdy miał emeryturę, każdy miał prawo do darmowego nauczania i miejsca pracy po nauce. Ateizm oraz członkostwo w jedynie słusznej partii PZPR (Polska Zjednoczona Partia Robotnicza) oraz oddanie i wiara w Wielkiego Sekretarza, ale lody „Bambino” były pyszne.
           
Natomiast kapitalizm, najgorszy z ustrojów jaki może spotkać „obywatela”, w odróżnieniu od komunizmu zbudowany jest na naszych słabościach i „dobru jednostki”, a przede wszystkim na „nadziei”. Każdy z nas wierzy, że się mu uda i zostanie milionerem. Rockefeller powiedział – „że najtrudniej jest ukraść pierwszy milion” później pieniądz robi pieniądz. Oczywiście nie zachęcam do realizacji tej teorii, bo prawo jeszcze w Polsce mamy skuteczne, ale pewne wątpliwości gdzieś się tam kołaczą w głowie. Jak te miliony nasi kochani Polacy zdobyli? W życiu kapitalistycznym obowiązują prawa rachunkowości. Bilans musi wyjść na zero. Jedni zarabiają, inni tracą. Dlaczego w kapitalizmie jest bezrobocie? Przecież „Kapitalistom” zależy na produkcji i sprzedaży. Przykładem są Chiny, rozpędzony „parowóz gospodarczy”, który wcale nie musi się liczyć z brakiem pracowników. Nie muszą martwić się bezrobociem, bo „masą obywateli” mogą zalać cały Świat, a chętnych do pracy za grosze są miliony. Bezrobocie w Europie jest „hamulcowym” niepokojów społecznych. Pracownik dziesięć razy się zastanowi czy wyrazić swoje niezadowolenie z niskich zarobków wiedząc, że na jego miejsce czeka w kolejce z dziesięć osób.
            
Kapitalizm to prywatny biznes, prywatne interesy, banki oraz kapitał nietylko finansowy, który nie zna granic. Granic państwowych i granic możliwości. Pieniądz rządzi Światem. Pieniądz to polityka, ustrój, gospodarka, media oraz człowiek. Prawo jest, ale nie dotyczy pieniądza. Prawie, że karany, a zostaje senatorem. Spowodował wypadek pod wpływem alkoholu kilkanaście lat temu i sprawa nadal się toczy. Wystarczy pooglądać program „Uwaga” w TVN, by dojść do przekonania, że w naszej społeczności jest się nikim, jeżeli nie masz „kasy”.
            
Bywa, że stan „upodlenia społecznego” dosięga dna. Mamy wtedy doczynienia ze społecznymi ruchami wolnościowymi, na których ktoś – „szeryf z innej wsi”, jak mówi Wojtek Młynarski, chce „ubić” swój interes. Mamy „Afrykańską Wiosnę Ludów” – Tunezja, Egipt, Algieria. Wcześniej zaczęło się w Europie – Irlandia, Islandia, Grecja podobno Hiszpania oraz Portugalia. Wiemy wszyscy, że to podobno skutki Światowego Kryzysu Gospodarczego. „Głowę dają” za to wszystko, Prezydenci i Rządy. Wiem, że nie jestem ekonomistą, ale mam tylko jedno pytanie. Czym lub przez kogo kryzys ten został spowodowany oraz czy krytyczna sytuacja społeczna wymienionych narodów w tym Polski nie wynika z zadłużenia finansowego? Wiem, bo słyszałem, że jeden prezydent chciał ukarać winnych, ale wszystko jakoś ucichło i „rozeszło się po kościach”, bo przecież pieniądz, nie „Władze”, rządzi Światem.
            
Kiedyś pewien polski polityk nieustannie w Sejmie mówił, że pewna osoba musi odejść. Dzisiaj zastanawiam się, czy nie miał racji. Wierzę też, że „pieniądz” zrozumie, że ludzie to nie pozbawione rozumu stada oszalałych bizonów, które z własnej nieprzymuszonej woli wpadają w przepaść. „Geszeft”, proszę bardzo, ale „dojnej krowy się nie zabija” i proszę o opamiętanie, bo ludzie czasami też Myślą.    


[1]
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wiosna_Lud%C3%B3w
Wikipedia – Wiosna Ludów dnia 09.02.2011 r.

„BYĆ ALBO NIE BYĆ, O TO JEST PYTANIE? ….”

            Szekspirowski dylemat dopadł naszą rodzinkę w dniu wczorajszym podczas oglądania dokumentalnego filmu amerykańskiego pokazującego oddział intensywnej terapii. Oddział z założenia ratujący życie w praktyce jest miejscem umierania. Rozwój techniki i medycyny spowodował, że nieuleczalnie chore osoby dzięki aparaturze, która za nich oddycha, podtrzymuje akcję serca czy zastępuje nerki umożliwia egzystowanie bezterminowe. Jednak odłączenie aparatury powoduje śmierć. Pytaniem jest: Odłączyć? Czy nie odłączyć?           
          
Film pokazuje procedury oraz przesłanki przemawiające za podjęciem decyzji. Decyzję podejmuje rodzina, lekarze tylko argumentują. Osoba cierpiąca, nieuleczalnie chora, farmakologicznie niekontaktowa, budząca potężne emocje w rodzinie oraz lekarze, którzy argumentują, że już nie ma żadnej nadziei. Tym bardziej, że koszta zajmowanego miejsca są ogromne. Rodzi się w nas przekonanie, że trzeba skrócić cierpienia bliskiej nam osobie.
           
           
Jeszcze dwa miesiące temu skłonny byłbym do przychylenia się do tej opinii. Poróżniła zresztą naszą małą rodzinną społeczność do tego stopnia, że przełączyliśmy telewizor na inny program. Moje Panie stwierdziły, że jestem chory i pobyt w szpitalu źle wpłynął na moją psychikę. Jak można pozwolić na przedłużanie cierpienia bliskich nam osób? Przecież lekarze wiedzą, co mówią, i to Oni biorą na siebie moralną odpowiedzialność za decyzję. My tylko ją realizujemy. Pozwoliłem sobie nie zgodzić się z tą opinią, czym naraziłem się. Mam nadzieję, że nie Czytelnikom. 
           
            
Pobyt w szpitalu uzmysłowił mi, co to znaczy „wola życia”. Były momenty, że cierpienie, ból „kołatały” w głowie, by z tym wszystkim skończyć. Raz i koniec. Niebyt, bez względu na to, co będzie dalej, ale przynajmniej nie będzie bolało. Wola życia, istnienia jest silniejsza od bólu, cierpienia. Strach przed śmiercią pozwala nam mieć nadzieję, że to jeszcze nie koniec, że może stanie się cud. Gdyby nie wiara w jakieś cudowne ocalenie tyle milionów Żydów nie spłonęłoby w krematoriach. Człowiek do końca ma nadzieję. 
           
            
Paliatywne ośrodki opieki społecznej, do których mam nadzieję nigdy nie trafię, spełniają jakże potrzebną w naszym społeczeństwie rolę „oczyszczania sumienia”. Pogoń za pracą i środkami utrzymania rodziny wielokrotnie nie pozwalają nam na zaopiekowanie się chorymi obłożnie naszymi bliskimi. Dylemat utrzymanie rodziny czy kochana osoba, rozwiązuje opieka paliatywna. Odwiedzamy raz dwa razy w tygodniu obserwując jak dobrze miewa się nasz bliski. Zakład pracy, jakim jest „ośrodek”, pobiera odpowiednie środki finansowe za każdego pacjenta oferując w zamian opiekę i wyżywienie. Wszyscy są szczęśliwi. Ale czy Pacjent?
           
            
Wiem, bo widziałem, że pacjentów, którzy stwarzają „problemy” uspakaja się farmakologicznie. Nie krzyczą, nie zdzierają pościeli, nie rozrywają pampersów, nie rozbierają się, tylko leżą cichutko z przymglonymi niewidzącymi oczyma zatopieni w swój wewnętrzny świat. Czasami zdarza się, że rozpoznają swojego bliskiego, ale odnosi się wrażenie, że jakby we śnie. Nie jedzą, nie piją, bo przecież mózg nie wysyła takich zapotrzebowań i cicho w spokoju odchodzą na „tamtą stronę”, zwalniając miejsce dla kolejnego pacjenta. Brzmi to makabrycznie, ale w sumie gdybym miał dożyć takiej sytuacji, chciałbym tak odejść. Jak najmniej problemów bliskim. 
           
             "
Być albo nie być, oto jest pytanie?" Cały czas się zastanawiam, czy będąc w sytuacji, gdy lekarze określiliby mój stan za nieuleczalny, leżąc pod respiratorem, słyszałbym prowadzone rozmowy bez możliwości udziału w podejmowaniu decyzji. Czy chciałbym, by mnie odłączono? Wiara i nadzieja „krzyczałaby nie”, ale wierzę, że nie pozwolicie mi cierpieć, bo śmierć jest wybawieniem. Przepraszam za moją przewrotność rozumowania, ale świadczy to właśnie o tym, że jestem człowiekiem i w myśl przysłowia jestem głupi, bo mam „Nadzieję”. Chociaż rozum mówi inaczej. Gdy kiedyś odejdę, a mógłbym już o tym wiedzieć kiedy z Internetu, chciałbym jak wojownik zamienić się w popiół, nie w proch.  

ANATOMIA BEZSILNOŚCI

               Zachłysnąłem się swobodą. Dwa miesiące pozbawienia wolności bez wyroku to za dużo. Bez możliwości wyjścia na „spacerniak”, molestowany bólem i niekiedy znieczulicą. „Recydywa” ma lepiej, bo przynajmniej może się poruszać po „pierdlu”. Mnie tego pozbawiono dając tylko do dyspozycji „wyro”. Wysoki Sądzie ja naprawdę nie złamałem żadnego przepisu prawa. Chciałem tylko pomóc swojemu zakładowi pracy odśnieżyć parking. Przyznaję, że w godzinach pracy i bez polecenia tylko z własnej inicjatywy, ale cel był słuszny. Moja działalność nie przyczyniła się do spowodowania szkody. Koledzy i pracownicy nie ucierpieli. Dziwi mnie zatem tak niesprawiedliwa kara, której skutki odczuwam do dzisiaj.           
              
Rozumiem, że zażalenie mogę wnieść do Sił Najwyższych. Jednak w myśl polskiego prawodawstwa, a w szczególności
w art. 3 ust. 1 ustawy z 30.10.2002 r. o ubezpieczeniu społecznym z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych[1] moje przewinienie mieści się w pojęciu „wypadek przy pracy”. Niestety uniewinnienie może nastąpić dopiero po zakończeniu procesu uzdrawiania, które jest udokumentowane odpowiednim wpisem lekarza prowadzącego leczenie. Sądząc po samoocenie działania to będzie długotrwałe. Wyrażając swoją opinię stwierdzam, że kara była niewspółmierna do przewinienia. Pocieszeniem jest fakt, że nie tylko moja skromna osoba została tak okrutnie potraktowana przez los.           
             
Treścią tej notatki nie jest jednak „Podmiot” przewinienia, lecz scenografia i role drugoplanowe. Wspomniane wyżej „przestępstwo” skutkowało osadzeniem w dniu 02.12.2010 r. na
Oddziale Neurologicznym z Pododdziałem Udarowym Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Białej Podlaskiej. Scenografia nie budzi zastrzeżeń. Czysto, schludnie, jasno i nowocześnie. Scenariusz przewiduje wywiad z pacjentem. Dolegliwości, przebyte choroby, zabiegi operacyjne oraz przeciwwskazania. W myśl zasady, że nikt nie jest nieomylny proponuję zawsze weryfikować stosowane procedury lecznicze oraz podawane medykamenty, tym bardziej, że jest to nasze prawo.
             
Personel medyczny Oddziału Szpitalnego dzieli się na kilka grup hierarchii zawodowej. Szczyt piramidy zajmuje Ordynator, który decyduje o wszystkim, co ma miejsce na Oddziale. Niżej w hierarchii stoją lekarze prowadzący. To Oni w konsultacji z Ordynatorem doprowadzają nas swoimi dyspozycjami dla średniego personelu medycznego do ozdrowienia. Średni personel medyczny to pielęgniarki i salowe. Pielęgniarki realizują dyspozycje lekarzy, a Salowe wspierają pielęgniarki zajmując się „zachowaniem higienicznego” statusu przebywania pacjentów na Sali. Obecnie w szpitalach mamy też do czynienia z tak zwanym „Outsourcingiem”, czyli zlecaniem innym firmom, na drodze przetargu, obsługi szpitala. Firmy te zajmują się „Cateringiem” oraz „konserwacją powierzchni płaskich oraz sanitarnych”. Podkreślić należy fakt, że żadna z grup nie wchodzi w nieswoje kompetencje. Dzieje się to niestety ze szkodą dla pacjentów obłożnie chorych oraz osób „niekontaktowych”.
             
Musimy zweryfikować pojęcie „Szpital”. W moim przypadku szpital pojmowałem jako instytucję humanitarną niosącą pomoc chorym i cierpiącym. Dwa miesiące pobytu w szpitalach zweryfikowało moje nastawienie. Szpital to zakład pracy zatrudniający pracowników takich samych jak my tylko o innej specjalizacji. Każdy z nich przychodzi na kolejną „zmianę”, którą chce jak najbardziej „bezboleśnie” przetrwać. Kiedyś jakaś siostra zakonna „samarytanka”, czyli ta, która za opiekę nad pacjentami nie brała wynagrodzenia, dopuściła się „grzechu” biorąc „dowody wdzięczności”. Czym się to skończyło możemy zaobserwować do dzisiaj? Nie jestem przeciwny, a wręcz popieram. Pacjent też chce mieć ten komfort psychiczny, że nie ma żadnych długów wdzięczności. Boli tylko to, że niektórzy swoje zaangażowanie uzależniają od dowodów wdzięczności.
             
W aspekcie powyższej problematyki podkreślam znaczącą rolę rodziny. Jak zdążyłem zaobserwować w trzech szpitalach chory, który potrafi sam zadbać o siebie „nie zginie”. Gorzej, gdy jesteśmy obłożnie chorzy: kontaktowi i niekontaktowi. Chory kontaktowy może narobić „szumu” by uzyskać zaangażowanie personelu medycznego i uzyskać pomoc. Gorzej, gdy „warzywo” z pełnymi pampersami leży przez cały dzień, wtedy naprawdę boli, że nie ma bliskich by się zaopiekowali.
                 
Nie dziwię się teraz, że starzy ludzie nie chcą iść do szpitala. Nie wierzę w pomoc paliatywną ani w domy późnej starości. Mam nadzieję, że nie będę musiał być uzależniony od opieki obcej mi osoby. Oczywiście zdarzają się wyjątki. Chciałbym podziękować „Siostrze” Joasi, która była chodzącym urokliwym „aniołem”, który psychicznie podbudował moje „JA” i przyczynił się do poprawy kondycji psychicznej i fizycznej.
                 
Wysoki Sądzie tak się przedstawia moja historia „Anatomii Bezsilności”. Wiem, że może się zdarzyć powtórne przewinienie. Wysoki Sądzie tym razem nie będę cierpiał w „skrytości ducha”ale na pewno Wysoki Sąd o mnie usłyszy. Wszak płacę wysokie podatki na opiekę medyczną.


[1] Dziennik Ustaw z 2002 r., Nr 199, poz. 1673 z późni. Zmian.