CYGAN PRAWDĘ CI POWIE

          Załóżmy, że jestem cyganem i mam tak zwaną zdolność przepowiadania przyszłości. Oczywiście, że jest to nierealne, bo cygan nigdy by się nie zniżył do poziomu wróżb, gdyż jest to poniżej jego godności. Cygan to arystokracja, cygan pracuje głową nie fizycznie. Cygana i jego rodzinę utrzymuje handel oraz praca żony i dzieci. Bywa, że nie zawsze legalnie, ale ludzie lubią znać przyszłość, lubią mistycyzm i niewiadomą. Przeważnie drogo to kosztuje, ale która słabość nie kosztuje?           
           Gorzej, gdy „nabijaniem w butelkę” zajmują się firmy, które swoją działalność ukrywają pod płaszczykiem legalności i zgodności z prawem. Każdy z nas wie, że reklamy przesadzają. Każdy z nas wie, że tak zwane okazje to tylko sprzedanie zalegających półki towarów, albo mało atrakcyjnego produktu. Tak zwane wyjazdy „Last minute” to tylko ratowanie się firmy przed stratą. Tak zwana sprzedaż po kosztach. Nie zarobić, ale też nie stracić. Wiemy wszyscy, że szczególnie w turystyce jest to bardzo widoczne. Okres letni i okres zimowy to czas prosperity i hossy. Wiosna i jesień to czas bessy. Szczególnie renomowane firmy typu SPA odczuwają to dolegliwie. Ratując się przed krachem oferują zniżki. Pojawiło się też dużo firm pośredniczących w oferowaniu tych niby „okazji”.
           
        
Chciałbym wszystkich ostrzec przed firmą „Gruopon”, która oferuje bardzo atrakcyjne wyjazdy po bardzo atrakcyjnych cenach. Będąc osobą po przejściach, ale nie damsko-męskich, realizując moje rekonwalescencyjne potrzeby, rodzinka zafundowała mi, a konkretnie córuś trzydniowy odpoczynek w ośrodku SPA „Karina” w miejscowości Berezka w Bieszczadzie. Atrakcyjna cena 299 złotych za dwa noclegi i śniadania pobudziła mój apetyt. Tym bardziej, że proponowano: „
Groupon jest ważny od 15.04.2011 do 19.06.2011, z wyłączeniem terminów: 22-25.04, 30.04-03.05, Oferta obejmuje 3-dniowy pobyt (2 noclegi) dla 2 osób ze śniadaniami, bezpłatne korzystanie z basenu i jacuzzi, a także kompleksu saun i strefy schładzania wg obowiązującego regulaminu (godziny do ustalenia), 15% zniżki na ofertę restauracji w pensjonacie, 15% na zabiegi spa & wellness, 15% zniżki na jazdę konną, Konieczna rezerwacja tel. (13)469 21 38 z podaniem kodu grouponu i kodu zabezpieczającego. W przypadku nieodwołania rezerwacji z min. 24-godzinnym wyprzedzeniem groupon przepada”.
       
Zasady wydawały się jasne, a propozycja atrakcyjna. Przypadek, główny sprawca wszelkich komplikacji spowodował, że musiałem odwołać rezerwację. Telefonicznie powiadomiłem tydzień wcześniej ośrodek „Karina”, że z przyczyn niezależnych muszę odwołać swój przyjazd w podanym w grouponie terminie. Bardzo miła Pani z przykrością, ale mile poinformowała mnie, że rezerwację anuluje. Niestety w tym momencie rozpoczynają się schody postawione przed moją skromną osobą przez „Groupon”, który zgodnie z regulaminem
   
Pouczenie dotyczące odstąpienia od umowy.
Użytkownicy serwisu będący konsumentami mogą odstąpić od umowy sprzedaży kuponu bez podawania przyczyn w terminie 10 dni od dnia zawarcia umowy sprzedaży poprzez przesłanie na adres Groupon stosownego oświadczenia w formie pisemnej (np. list lub e-mail ) lub przez odesłanie kuponu. Termin odstąpienia rozpoczyna się po otrzymaniu przez użytkownika serwisu pouczenia w formie pisemnej oraz wypełnieniu przez Groupon obowiązków informacyjnych określonych w ustawie o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny z dnia 2 marca 2000 r., jednak nie wcześniej niż w dniu otrzymania kuponu przez użytkownika serwisu. W celu dotrzymania terminu odstąpienia wystarczy wysłanie stosownego oświadczenia przed jego upływem.
Po zrealizowaniu kuponu u jednego z naszych Partnerów, odstąpienie od umowy nie jest możliwe. Oświadczenia można kierować na adres: Groupon Sp. z o.o. Ul. Jasna 1 Warszawa 00-003, Polska.
Skutki odstąpienia od umowy.
W przypadku odstąpienia od umowy każda ze stron ma obowiązek zwrócić drugiej wszystko, co otrzymała na mocy umowy. Zwrot świadczeń musi nastąpić w terminie 30 dni od dnia odstąpienia od umowy.               
            Fakt nie minęło jeszcze 30 dni od dnia odstąpienia od umowy, ale forma korespondencji z Gruponem jest nie do przyjęcia. Pani Barbara S. zażądała potwierdzenia pisemnego z ośrodka „Karina” o niewykorzystaniu „kuponu” gdyż „Oni” posiadają informację, że kupon został zrealizowany (tydzień przed terminem). Nie pomogły tłumaczenia, że jeszcze jestem przed realizacją, więc nie może być mowy o wykorzystaniu kuponu. Pani Basia wiedziała swoje.
          
Czekam cierpliwie na zwrot zamrożonych pieniędzy, którymi obraca Groupon i mam nadzieję, że jeżeli trafię na cygankę, która będzie próbowała naciągnąć mnie na kasę, to wesprę ją tak od serca, bo robi to przynajmniej uczciwie. Oczywiście drugi raz nie dam się nabrać na atrakcyjne wyjazdy oferowane, przez Groupon. Jak zwykle okazała się prawdą nasza mądrość narodowa, że Polak mądry po szkodzie. Kochani nie wierzcie w okazje, zawsze trzeba za nie słono płacić. W celach rekreacyjnych polecam prywatny wyjazd w Bieszczad na cztery dni do „Niemczukówki” w m. Smerek. Nocleg 40 złotych od osoby, śniadanie 15 złotych oraz obiadokolacja 25 złotych. Wszystko to, jeżeli się nie ma swojego prowiantu. Małgosia i Wiesiek czekają na Was z otwartymi rękoma, a warunki mają naprawdę dobre. Wiem, bo byłem i wódkę z Nimi piłem. Wierzcie mi to nie jest kryptoreklama. Przecież możecie sprawdzić. Mają stronę w Internecie www.niemczukowka.pl. Koledzy mnie zabiją, że nam starym "kombatantom" w Niemczukówce może kiedyś miejsca zabraknąć. Ale co tam, niech stracę przecież najważniejszy jest klimat i lojalność wobec przyjaciół. Oferty "znamienitego" Grouponu nie są ani atrakcyjne, ani tanie, a już na pewno nie oczekują  z otwartymi ramionami na starych przyjaciół!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
To tylko biznes!!!!!!!!!!!!!!!!! 

ŚMIGUS-DYNGUS

             Niepokój i radość ze zbliżającego się Święta „Wody” przepełnia moją skromną osobę. „Lany Poniedziałek” bądź jak wszyscy nazywają „Śmigus-Dyngus” to jeden z kanonów naszej tradycji Świąt Wielkanocnych, jak podają niżej wymienione informacje, istniejący już w średniowieczu. Pani Szymanderska twierdzi, że „śmigus” to symboliczne bicie witkami wierzby lub wielkanocnymi palmami po nogach przy równoczesnym oblewaniu się wodą, a dyngus to zbieranie pisanek, jako „okupu” od ewentualnego „śmigusowania”. Jakby nie było tradycja stara jak świat w średniowieczu nieciesząca się popularnością władz.
             
„Pierwsze udokumentowane wzmianki o zwyczajach śmigusowo-dyngusowych w Polsce pochodzą z XV wieku, z ustaw synodu diecezji poznańskiej z 1420 roku pt. Dingus prohibetur, przestrzegających przed praktykami, mającymi niechybnie grzeszny podtekst: Zabraniajcie, aby w drugie i trzecie święto wielkanocne mężczyźni kobiet, a kobiety mężczyzn nie ważyli się napastować o jaja i inne podarunki, co pospolicie się nazywa dyngować (…), ani do wody ciągnąć, bo swawole i dręczenia takie nie odbywają się bez grzechu śmiertelnego i obrazy imienia Boskiego”[1].           
             
Pierwszy mój prawdziwy „Lany Poniedziałek” to lata siedemdziesiąte poprzedniego wieku. Miejscowość koło Łodzi gdzie wujek był dyrektorem PGR-u. Mieszkał w sąsiedztwie gorzelni oraz dużych stawów rybnych gdzie polował na dzikie kaczki. Tam pierwszy raz zetknąłem się z łowiectwem, zatrudniony do obdzierania zaparzonego dzikiego ptactwa z piór. Pamiętam, że wujek nazywał je „Łyski”. Praca niewdzięczna i ciężka, ale potem wyżerka przednia. Przyjechaliśmy na Święta Wielkanocne całą rodziną, nawet był mój brat stryjeczny z Poznania, Darek. Lany Poniedziałek rozpoczęła Ciocia Halina. Potem wszystko wyrwało się spod kontroli. Dom pływał w wodzie po kostki. Wszyscy jednak pamiętamy Święta do dzisiaj, chociaż minęło już tyle lat. Wtedy, jako małolat zrozumiałem, że tradycja „Śmigusa Dyngusa” jest istotnym elementem Świąt Wielkanocnych. Moje Lane Poniedziałki pamiętają wszyscy. Rozpocząć jest trudno, bo nikt nie chce być oblany zimną wodą, ale potem adrenalina rozgrzewa do działania, a zemsta jest słodka.
           
              
Istotnym elementem lanych poniedziałków jest przestrzeganie zasad:
- lanie tylko zimną czystą wodą;
- nie używanie żadnych zamienników typy: perfumy, woda toaletowa czy kolońska;
- nie oblewanie osób udających się do kościoła;
- nie oblewanie osób podróżujących środkami komunikacji;
- nie oblewanie osób w wieku podeszłym;
- oblewanie Pań po czterdziestce tylko w małych ilościach (dowolna interpretacja);
- oblewanie Pań przed czterdziestką naczyniami z zimną wodą o pojemności nie mniejszej niż trzy litry wody tak, aby woda dotarła do majtek.
         
Przestrzeganie zasad nie zwalnia nas od konsekwencji oraz reakcji osób poszkodowanych. Kiedyś, gdy były dwa dni dyngusowania, czyli wtorek, Panie mogły się rewanżować. Niestety, dziś zostaje im tylko poniedziałek, a osobom nierozumiejącym tradycji, policja i straż miejska. Musimy liczyć się z konsekwencjami prawnymi. Nie rozumiem, dlaczego coś, co daje nam przewspaniałą możność rozładowania swoich nagromadzonych zimowych emocji, możliwość okazania swojego zainteresowania płcią przeciwną oraz kontynuowania tradycji naszych praojców miałoby być złe i niedopuszczalne. Nie rozumiem, dlaczego inni potrafią jeszcze zarabiać na swojej tradycji np. „pomidorowe wojny”, „bitwy na pomarańcze”, ucieczki przed rozszalałymi bykami, ściągają turystów z całego Świata, a my ścigamy młodzież, że chce bawić się wodą. Nie kijami bejsbolowymi, maczetami, nożami i siekierami a zwyczajną czystą mokrą, zimną wodą, która moczy, ale też oczyszcza ze złych emocji. Ubrania wyschną, pościele się wysuszą, mokre podłogi się wytrze i zbierze wodę, ale tradycja przetrwa. Wierzcie mi, moja rodzina zapamięta tegoroczny „Lany Poniedziałek”.
           Swoją drogą włodarze miasta mogliby, tak dla „jaj”, wysłać strażacki wóz bojowy by tych najbardziej zagorzałych tradycjonalistów ostudzić strażacką sikawką. Zabawa byłaby przednia.


[1] Hanna Szymanderska, Polska Wielkanoc, Wyd. GLOBAL, Warszawa 1991, str. 47
http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Amigus-dyngus
21.04.2011 r.

SĄD PIŁATA

            „A Piłat, ujrzawszy, że to nic nie pomaga, przeciwnie, że zgiełk się wzmaga, wziął wodę, umył ręce przed ludem i rzekł: Nie jestem winien krwi tego sprawiedliwego, wasza to rzecz” MAT. 27,24. Z bojaźnią i w poczuciu swej winy Piłat spojrzał na Zbawiciela. W morzu podnieconych twarzy jedynie Jego oblicze było spokojne. Zdawało się, że głowę Jego opromieniało łagodne światło, dlatego też Piłat rzekł w swym sercu: On jest Bogiem. A zwracając się do tłumu, oświadczył: „Nie jestem winien Jego krwi”. Weźcie Go i ukrzyżujcie. Lecz zanotujcie to sobie, kapłani i przywódcy: ja Go ogłaszam niewinnym. Niech Ten, którego On uważa za swego Ojca, osądzi was, a nie mnie za ten czyn. Następnie zwracając się do Jezusa powiedział: Daruj mi, że nie jestem w stanie Cię uratować. I po ponownym ubiczowaniu Jezusa, wydał Go na ukrzyżowanie.”[1]           
            
Jak wiadomo przestępstwo zaniechania i tak dosięgło Piłata. Wkrótce po ukrzyżowaniu został pozbawiony urzędu i władzy. Dylemat podjęcia decyzji oraz asertywności prześladuje nas od początku istnienia człowieka. Miliony istnień, narody „zmieciono” z historii ludzkości tylko przez fakt, że ktoś podjął „wygodną” dla siebie decyzję. Oglądałem ostatnio film w TV pt. „300”. Fabularyzowaną opowieść bitwy Sparty z przeważającymi siłami perskimi w wąwozie Termopile. Trzystu spartan pod wodzą króla Leonidasa dzielnie opierało się milionowej armii Kserksesa. Nie o bitwie chcę tu pisać oraz o waleczności spartan, ale właśnie o przestępstwie zaniechania, jaką wykazał się przekupiony Senat Sparty, który nie poparł Leonidasa, i zostawił na z góry przegranej pozycji. Kto wie jak by się skończyła wojna z Persją gdyby cała Grecja przeciwstawiła się najeźdźcy? 
           
            
Bliższym naszych czasów przestępstwem zaniechania, „umycia rąk” był brak reakcji mocarstw europejskich na rozbiór Czech oraz zdecydowanej reakcji Anglii na atak Niemiec hitlerowskich na Polskę w 1939 r. Holokaust, Katyń a tym samym i obecny „Smoleńsk” nie miałyby miejsca, gdyby ktoś stanowczo zadziałał. Brak zdecydowania, brak stanowczości, brak słusznych decyzji mszczą się tragediami kosztem niewinnych ludzi. Brak nam przywódców typu Leonidas, Piłsudski czy Putin, którzy potrafiliby podejmować decyzje bez strachu przed ich konsekwencjami. Cokolwiek złego byśmy powiedzieli o Putinie dla mnie był „wielki”, kiedy podczas ostatnich mrozów podmoskiewskich zabrakło prądu, kazał osobie odpowiedzialnej za awarię jechać do marznących ludzi i marznąć razem z nimi. Który z naszych polityków potrafi przyznać się do błędu, który potrafi podjąć właściwe i odważne decyzje? Który potrafi wybrać pomiędzy dobrem społecznym, a nie interesem partyjnym? Był jeden, ale niestety musiał założyć swoje oddzielne ugrupowanie i bawi się teraz w „donkiszoterię”. Walczy z kościołem jak Don Kichot z wiatrakami, miast poświęcić swoje umiejętności dla spraw, które znajdują zrozumienie i poparcie społeczne. Panie Januszu, nie tędy droga. Polska Pana potrzebuje, ale nie, jako zacietrzewionego antyklerykała, ale męża opatrznościowego polskiej demokracji.
           
              
Przestępstwo zaniechania dotknęło też nasz mały parlament. Dzisiejsze posiedzenie Rady Miasta Biała Podlaska miało dwa oblicza. Opozycyjne w stosunku do Prezydenta, mające na celu pozbawienie Go uprawnień w gospodarowaniu pieniędzmi na pomoc społeczną oraz oblicze „zaniechania” dobra jednostki. Dzisiaj 18 kwietnia 2011 r. nasi radni wybrali, w ich mniemaniu mniejsze zło. Wybrali dobro społeczne nad dobro jednostki. Wybrali mniejsze koszty społeczne od kosztów jednostki. Uchwalając Plan Zagospodarowania Przestrzennego pod nazwą „Rzeźniana” ustrzegli miasto przed dodatkowymi kosztami związanymi z jego reorganizacją, a tym samym podważeniem autorytetu „Urzędu”. Podobały mi się słowa Pana Prezydenta, że przestrzegano prawa, ale nie jest to jednoznaczne z tym, że nie ustrzeżono się przyszłych pomyłek. Boli tylko, że nikt z radnych nie pokusił się o wprowadzenie poprawki do uchwały dotyczącej planu, która w jakiś sposób, jak to powiedział Pan Przewodniczący Rady Miasta, zabezpieczyłaby interes pokrzywdzonych. Rada Miasta „umyła ręce”. 
           
               
Ostatni tydzień przed świętami nawiązuje swoimi emocjami do opisanego fragmentu sądu Piłata. Tłum domaga się „ukrzyżowania” winnych. Nie przekonują argumenty, nie przekonuje postępowanie władz oraz instytucji państwowych, że toczy się śledztwo i postępowanie sądowe w sprawie katastrofy. Wyraźnie słychać z ust parlamentarzystów – „ukrzyżować ich”. Wielki tydzień a „Faryzeusze” domagają się „sprawiedliwości”. Całe szczęście jest Wielki Tydzień, wszyscy pójdą do spowiedzi i oczyszczą swoje sumienia. Radośni, bezproblemowi cieszyć się będziemy ze zmartwychwstania. W lany poniedziałek zmyjemy „brud zaniechania” by od wtorku ze zdwojoną energią skoczyć sobie do gardeł. A tym czasem Piłat umyje ręce.


[1]
http://nadzieja.pl/tematy/zycie/na_sadzie_u_pilata.html
 
NA SĄDZIE U PIŁATA ELLEN G. WHITE  (Mat. 27,2.11-31; Mar. 15,1-20; Łuk. 23,1-25; Jan 18,28-40; 19,1-16) 

POWIAŁO ŚWIĘTAMI

              Dziś w piątek 15 kwietnia 2011 r. powiało świętami wielkanocnymi. Jak podała „Super Stacja TV” w Sejmie Chór, nie podano jaki, witał posłów pieśniami wielkanocnymi i częstował jakąś pastą czy sałatką? Nawet marszałek Schetyna uległ nastrojowi przedświątecznemu. Myślę, że warto brać przykład z góry. Fajnie by było gdyby Chór bialski „CAMERATA” pod batutą Waldemara M. witał Prezydenta miasta i pracowników magistratu pieśniami wielkanocnymi. Może by to pomogło? Może nastrój świąt złagodziłby oblicze administracji. Natchnął i przekonał do istniejących wartości i zaniechania zmian.           
             
Dzisiaj też o godzinie piątej pięćdziesiąt pięć Janusz P. (Ruch Poparcia Palikota) miał konferencję prasową w Warszawie. Wczesne godziny ranne miały mówić, że słowami Zbigniewa Herberta „zostaliśmy zdradzeni o świcie” przez rząd. Przedstawił swoje krytyczne sformułowania dotyczące obecnej polityki kraju. Stwierdził, że oprócz straty Prezydenta RP odnotowaliśmy wzrost administracji. Zaproponował uproszczenie działania czynności administracyjnych wzorcem amerykańskim. To znaczy urząd zbiera informacje o działalności gospodarczej. Petent zgłasza tylko do urzędu prowadzenie działalności. Proponuje też „status quo” sześćdziesięciu dni, po którym to okresie czasu, jeżeli administracja nie odpowie na wniosek petenta ten wniosek się uprawomocnia. Założenia są fajne, nawet „zdrada” nie brzmi tak strasznie jak w innym wydaniu. Kolega Janusz ma dobre pomysły, gdyby tylko nie był tak ortodoksyjny w stosunku do kościoła miałby szanse na zdobycie ogólnospołecznego poparcia. 
           
              
Przerażony jestem fanatyzmem jedynie słusznej partii społeczeństwa kraju nad Wisłą. Obchody rocznicy tragedii smoleńskiej miast godzić społeczeństwo eskalowało konflikt, który jak sygnalizowałem w poprzedniej notatce, zmierza ku niebezpiecznemu finałowi. W programie „Kropa nad i” Monika Olejnik praktycznie nie została dopuszczona do głosu przez rozfanatyzowaną posłankę PiS Beatę K. Słusznie zauważył Prezydent Lech Wałęsa, że pomału sprawy wymykają się spod kontroli. Prokuratura wykazuje się bezwładem administracyjnym. Czynności zaniechania są też przestępstwem. Nie można pozwolić by łamanie prawa nie spotykało się z karą. Nie można dzielić narodu na tych, którzy mogą być bezkarni i tych, którzy za prowadzenie, nie jechanie rowerem pod wpływem alkoholu otrzymują karę dwóch lat pozbawienia wolności. Chociaż alkoholizmu nie usprawiedliwiam. Prowokacje, wyzwiska oraz działania propagandowe przeciwko władzy państwowej. Obrażanie i ośmieszanie Prezydenta oraz Premiera RP. Brak reakcji instytucji przewidzianych do przestrzegania Konstytucji RP to obraz dzisiejszej Polski. Zbliżamy się ku anarchii. Panie i Panowie muszą być granice wolności wypowiedzi. 
           
          
Całe szczęście zbliżają się święta oraz „Śmigus Dyngus”, który miejmy nadzieję ostudzi rozpalone głowy. Odwróci uwagę od poglądów politycznych, wprowadzi opamiętanie oraz zaprowadzi nastrój świąt. Siądziemy do pięknie przystrojonych stołów. Podzielimy się jajeczkiem i będziemy cieszyć się budzącym się życiem. Chociaż przez krótką chwilę będziemy jednym narodem. Może jednak warto żeby chór „CAMERATA” trochę pośpiewał tych wielkanocnych pieśni. Normalniej będzie się żyło tych kilka dni przed świętami.

ZDRADA O PORANKU

            Chciałem napisać tekst w kontekście „sennych fantazji nawiedzonego Prezesa”, ale doszedłem do wniosku, że byłoby to irracjonalne. Jednak temat po wystąpieniu w Sali Kongresowej strasznie poruszył moim ego, a zarazem przeraził swoją wymową oraz konsekwencją. Dzień wcześniej oglądałem film Andrzeja Wajdy „Pan Tadeusz”. Przypomniała mi się postać Gerwazego, który mobilizuje szlachtę do „Zajazdu” na Sędziego. Narodowościowe uczucia walki o niepodległość Polski zostały wykorzystane do realizacji planu personalnej zemsty. Czyżby fikcja literacka miała znaleźć odzwierciedlenie w rzeczywistości?
              
Czymże zatem są słowa „Prezesa” jak nie mobilizowaniem społeczeństwa do rozwiązań siłowych? Były oskarżenia, były pomówienia, były pytania i wątpliwości, ale teraz to wyraźne zachęcanie do siłowej konfrontacji. Wszak to polskie jest powiedzenie, że zdrada krwi wymaga. Boję się, że fanatyzm i brak rozsądku weźmie górę nad opamiętaniem, dyskusją oraz rozwagą. Wielokrotnie wcześniej wspominałem, że filozofia tłumu kieruje się irracjonalnymi zasadami. Wystarczy iskierka, jedno zapamiętanie, podatny grunt społeczno-psychologiczny, a poleje się krew. Tak było za Hitlera oraz innych fanatyków, którzy popchnęli narody do bratobójczych wojen. Czy historia musi się powtarzać? Czy nie można im przeciwdziałać w zarodku? Przecież mamy dwudziesty pierwszy wiek. Wiek pokoju, umysłu, demokracji oraz nadziei. Różnimy się kulturą, wiarą, poglądami, ale to nie powód żeby dążyć do konfrontacji.
            
Zdrada to poważne oskarżenie, tym bardziej że mówimy o polskim społeczeństwie, gdzie „Bóg, Honor i Ojczyzna” to nie są banalne słowa. Pokolenia zapłaciły za nie daninę krwi, którą każdy Polak pamięta. Zdrada to nie puste słowa i pomówienia. Zdrada to oskarżenie, które wymaga dowodów i kary. Oskarżenie o zdradę musi znaleźć wyjaśnienie w sądzie. To nie pomówienie o alkoholizm czy inne choroby społeczne, czy też wulgaryzm słowny. Zdrada to plama na honorze. Zdrada to plucie ludziom honoru w twarz. Mam nadzieję, że jednak rząd, władza zrozumie, że nie można przejść do porządku dziennego nie reagując na takie pomówienia. Przynajmniej ja mam taką nadzieję.
             
Wiem, że jest część społeczeństwa fanatycznie nastawiona do ideologii oraz programu IV Rzeczypospolitej. Wrogo, wręcz napastliwie, do obecnych władz oraz partii rządzącej. Dążąca wszelkimi środkami do przejęcia władzy i zaprowadzenia swojego porządku. Wiem też, że nie o wyjaśnienie prawdy czy faktów, ale o narzucenie ideologii myślenia chodzi. Wiem też, że Gerwazy w „Panu Tadeuszu” się o tym przekonał. Całe szczęście był wspólny wróg, który pogodził zwaśnione strony. Czy my w obecnych czasach mamy takiego wspólnego wroga? Czy zapomnimy się we własnej nienawiści? Czy rozsądek zwycięży? Czas pokaże.
             
W lipcu przejmujemy przewodnictwo w Unii Europejskiej. Zastanawiam się, czy przy takich wewnątrznarodowych emocjach podołamy wyzwaniu? Czy Polska potrafi zapanować nad wewnętrznymi konfliktami? Czy skłócone strony wręcz nie będą podkładały sobie „Świni” by skompromitować się w oczach Europy? Pytań jest wiele i niestety odpowiedzi brak. Mam nadzieję, że też polskie powiedzenie, że „Polak potrafi” znajdzie swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Swoje wewnętrzne nieporozumienia załatwiać będziemy we własnym gronie. Wszak to my też wymyśliliśmy powiedzenie, że „Ptak nie robi we własne gniazdo”. Może jednak lepiej było napisać o sennych fantazjach.  

„RADZIWIŁŁOWSZCZYZNA”

             Trzeba odwrócić uwagę przeciętnego Polaka od problemów egzystencji dnia codziennego. Długi, koszty, brak gotówki, brak pracy, wszystko drożeje, trudno związać koniec z końcem, a żyć trzeba. Trzeba utrzymać dom, utrzymać rodzinę, kochankę, a też i o bankach nie można zapomnieć, bo „nie daj Boh”, komornik przypomni. Oto radości życia. Naprawdę chce się żyć. Radości, co nie miara. Wszyscy się cieszą. Rocznica tragedii smoleńskiej pozwoli nam chociaż na chwilę poczuć jedność narodową. W maju beatyfikacja Św. Jana Pawła II jeszcze bardziej ją umocni, a potem kolejna rocznica Konstytucji 3 Maja, utrzyma nas w przekonaniu, że dobrze być Polakiem. Biedni, zadłużeni, bezrobotni, ale Polacy.
              Czemu zatem coraz częściej słyszy się o ruchach nacjonalistyczno-regionalistycznych w naszym pięknym kraju? Jakie są tego powody? Przecież mamy wspaniałą demokrację, jaką jest Unia Europejska. Mamy wspaniałą współwłasność ekonomiczną, jaką jest monopol światowy (czy ktoś kiedyś przewidział, że kredyty będziemy otrzymywali we frankach?). Mamy anglometamorfozę języka polskiego. Mamy wolność słowa, wiary, wyznania oraz działania. Czemu więc zamiast czuć się Polakami wolimy być: Ślązakami, Góralami, Kaszubami, Wielkopolanami, Podlasiakami, Małopolaninami, Łękami itd.? Czy bycie Polakiem to za mało, trzeba jeszcze podkreślić swoją etniczność? Myślę, że nie chodzi tu o pochodzenie, bardziej widzę tu działania mające na celu odwrócenie uwagi od problemów dnia codziennego, oraz to, że jak nie wiesz, o co chodzi to chodzi o kasę. Ślązak zawsze będzie Ślązakiem. Kaszub, mimo, że zamieszkuje w Polsce będzie czuć się Kaszubem i tak wszystkie nacje, które tworzą naród powszechnie nazywany „Polacy”.
 
         
Jak dotychczas nikomu to nie przeszkadzało? Rozumiem jednak Śląsk, który kombinuje, że mając „czarne złoto” może nieźle na nim zarobić. Przy indolencji władz centralnych, która nie potrafi racjonalnie dzielić ogólnonarodowym dobrem to, czemu nie przejąć inicjatywy. Kaszuby mają ryby, Wielkopolska rolnictwo, Podlasie lasy itd. Przy ogólnoświatowym wolnym rynku jakoś by się to opłaciło. Przecież nic nas już nie łączy jesteśmy wolnymi obywatelami Europy. Przejeżdżając przez opolskie bardzo mi się podobały dwujęzyczne nazwy miejscowości. Traktowałem to, jako ciekawostkę regionalną. Wiem jednak, że wkrótce wjeżdżając do Warszawy pod spodem będzie drugi napis „Warsow” i tak we wszystkich miastach, bo przecież jesteśmy w Europie.
          
Ludzie, wbrew pozorom, myślą racjonalnie. Jeżeli nie da się żyć w kupie to może spróbować oddzielnie. Jeżeli nikt o nas się nie troszczy tylko wymyśla jak tu nam jeszcze „przyp…….” to może faktycznie należy sprawy wziąć w swoje ręce. Panie Prezydencie Andrzeju Cz. oraz Starosto Tadeuszu Ł. proponuję z Białej Podlaskiej oraz powiatu bialskiego utworzenie „Radziwiłłowszczyzny” na prawach księstwa. Odbudujemy zamek, poprawimy fosy, okopiemy się. Przygotujemy się do wojny z Polską, a następnie poprosimy o pomoc stany Zjednoczone Ameryki Północnej, Białoruś, Rosję i inne demokratyczne kraje o wsparcie naszych dążeń wolnościowych. Jak Śląsk może to, czemu nie my? Przecież Bialczanin to także brzmi dumnie. Myślałem, że jestem Polakiem, ale jeżeli inni walczą o swoją kulturową odrębność, dlaczego nie My?

KWIECIEŃ CZY LISTOPAD?

           Zbliża się rocznica tragedii smoleńskiej. Mija rok, a my w żałobie. Czy po tym roku powinniśmy wrócić do normalności? Odsłonimy kolejne pamiątkowe tablice i będziemy pamiętać tylko raz, no może dwa razy w roku, chyba już nie co miesiąc? Wiem, takich tragedii polski naród miał wiele w swej historii. Warto wspomnieć tylko Holocaust narodu żydowskiego, mord niemiecki na kwiecie polskiej inteligencji, czystki NKWD oraz najważniejsze – Katyń. Współcześnie – katastrofa wojskowej „Casy” oraz tysiące śmierci na polskich drogach. Powodów do umartwiania się mamy wiele. Tych bezpośrednio nas dotyczących i tych dalekich, ale tak blisko nas. Śmierć zagościła w naszym życiu i zdominowała nasze istnienie. Media bazują na tragediach i nieszczęściu, strasząc nas jak za czasów średniowiecza łacińskim powiedzeniem „Memento Mori”[1].
          
Zastanawia mnie czy to wszyscy tak odbierają, czy tylko facet po pięćdziesiątce, którego bliscy i koledzy odchodzą, a Śmierć uśmiecha się z boku jakby mówiąc – „Stary przyzwyczajaj się, bo kto wie?”. Tak mało, tak niewiele jest radości i wesołości, a przecież wiosna się budzi. Cieplej i przyjemniej, czas grillowania się zbliża. Ludzie nie lubią się długo umartwiać ,„negacja przypadłościowa”[2] działa budząc reakcje obronne. Telewizja przeprowadziła sondaż jak będziemy obchodzić rocznicę tragedii? Większość chce cieszyć się życiem. Szczególnie młodzież. Większość z pytanych była za spędzeniem czasu na łonie natury.
        
Wiem, że tak dużo znamienitych osób odeszło 10 kwietnia 2010 r. Cały rok przypominano nam o ich braku, przynajmniej o jednym, a przecież było ich aż dziewięćdziesiąt sześć osób. Dodając ofiary wojskowej Casy myślę, że kwiecień nie bez powodu pozostanie  miesiącem pamięci narodowej, a zaraz po nim sierpień, wrzesień czy listopad. Smutnych miesięcy nam przybywa, ale brak dni radosnych takich jak kiedyś maj, lipiec no i dodałbym jeszcze grudzień. Tradycja tradycją, obowiązek obowiązkiem, ale zróbmy coś by nadzieja, radość oraz wesołość zagościły w naszej codzienności. Pozwólmy Polakom cieszyć się wiosną, cieszyć się radością dni kwietniowych. Uczcijmy pamięć tych, co odeszli, ale pamiętajmy też o tych, którzy odchodzą każdego dnia. Cieszmy się, że tak wiele Pań chodzi z dumnie „wypiętym” brzuchem. Cieszmy się, że wkrótce będą święta.
          
Koniec procesu beatyfikacji Jana Pawła II w miesiącu maju, który trwał sześć lat, uczy pokory i mądrości kościoła. Pamiętamy wszyscy jak w dniu śmierci tłum skandował –„ Święty, Święty, Święty”, a mimo to trzeba było aż sześciu lat by oczywista prawda została zaakceptowana przez władze kościelne. Trwa jeszcze śledztwo w sprawie katastrofy Tupolewa. Jeszcze nie wszystko zostało wyjaśnione, a my daliśmy ponieść się emocjom. Ciekawe jakby się okazało, że nie wszystko jest „białe” albo „czarne”? Jak to będziemy tłumaczyć? Czy będziemy potrafili przyznać się do błędów? Przepraszam, że zastosuję tu historyczne porównanie, ale pamiętam jak mama mi opowiadała, co się działo w Polsce kiedy zmarł Stalin. Ołtarzykom i płaczom nie było końca, a potem pluto na jego zdjęcia. Słowiańska dusza nie zna stanów pośrednich, albo rozpacz, albo gniew, smutek lub radości śpiew. Rozsądek oraz wyważenie to fikcja, no może z czasem się tego nauczymy? Chociaż nie wierzę.  


[1] Pamiętaj o śmierci
[2] Wspominałem i wyjaśniałem w poprzednich notatkach

POsprzątać

              Nie byłbym sobą gdybym nie ustosunkował się do sensacji dotyczących bialskiego środowiska politycznego, którym było rozwiązanie struktur politycznych Platformy Obywatelskiej RP miasta i powiatu Biała Podlaska. Boli, że to dotyczy właśnie Platformy Obywatelskiej, a nie na przykład PiS, PSL lub SLD. Myślałem, że mimo mojego odejścia z partii silna grupa intelektualna potrafi pokonać fobie interpersonalnych oddziaływań oraz „kultu jednostki” oraz osiągnie konsensus niezbędny do społecznego działania.           
              
Orzeczenie sądu koleżeńskiego dotyczące kolegów Adama Ch. oraz Kolegi Michała L. nie zaskakuje, lecz obrazuje w dalszym ciągu istniejącą walkę polityczną wewnątrz partii. Wyrok sądu w mojej ocenie jest jak najbardziej słuszny. Cokolwiek by oskarżeni mówili wiem, że ich interes skupiał się na przejęciu władzy za wszelką cenę bez względu na koszta. Proszę zatem Michała, by zachował chociaż w minimalnym zakresie poczucie uczciwości społecznej i nie zabierał głosu publicznie w mediach odnośnie swej działalności prospołecznej. Kochany kolego, więcej działania mniej pochylania się nad czymś. Widzę i słyszę, że kolega bardzo lubi to sformułowanie.
           
            
Kolego Adamie uważam, że strasznie skrzywdzono Kolegę proponując udział w wyborach na Prezydenta. Powinien kolega sam „pendo” (łac. ocenić), że jest to niewykonalne. Próby działania bez zgody regionu, już taki przygłup jak ja wie, że pachnie samobójstwem. Szkoda Kolegi tym bardziej, że wiem gdzie tkwił błąd. Niestety, takie jest nasze „zbójeckie prawo”, że dla szefa trzeba poświęcić wszystko. Chcę jednak kolegę pocieszyć – tylko do czerwca. Wybory pomału się zbliżają i nie bardzo jestem przekonany, że władze polityczne regionu Platformy Obywatelskiej RP ponownie wytypują jedyną słuszną kandydaturę do władz ustawodawczych.
            
           
Pięć lat działalności politycznej musi zostawić jakiś ślad w psychice. Tym bardziej, że człowiek angażował się całym sercem i duszą. Próbowałem budować struktury, które nie czczym gadaniem, a działaniem zaczną wnosić nowe wartości społeczne. Program Platformy Obywatelskiej RP miasta Białej Podlaskiej, którego pięć lat temu w większości byłem twórcą, zakładał działania, które miały przynieść efekty rozkwitu oraz rozbudowy naszego miasta. Koledzy przy obecnych wyborach, nawet nie pokusili się by cokolwiek zmienić w treści oraz dodać nowe wartości. Władza ich zaślepiła.
             
Nie dziwi mnie decyzja Przewodniczącego Rady Powiatu o  rezygnacji ze stanowiska oraz decyzja Regionu o rozwiązaniu struktur. Kolegom w Białej pomyliły się czasy. Im nie chodzi o Program Platformy Obywatelskiej RP, im chodzi o władzę. Pierwszo kwietniowy żart, że Pan Prezydent Andrzej Cz. Podjął się odtworzenia struktur PO RP w Białej Podlaskiej w mojej ocenie byłby działaniem opatrznościowym. Tylko osoba zdecydowana, silna oraz szczera moralnie i społecznie może przywrócić zaufanie do struktur, w których CWUK-i (Czekający w Ukryciu Kolesie) w dalszym ciągu odgrywają wiodącą rolę.           
               
Posprzątać trzeba. Trzeba też przywrócić zaufanie do Platformy Obywatelskiej RP miasta Biała Podlaska. Osobiście uważam, jako były członek PO RP, jeśli chodzi o Białą Podlaską raczej jest to niemożliwe. Jest zbyt wielu chętnych do władzy i jest brak wiodącego autorytetu. Tym bardziej, że Ci, których wybraliśmy do samorządu potrafią tylko pięknie się wysławiać oraz organizować działania „pozoracyjne”. Całe szczęście jesteśmy my, którzy będziemy mieli na wszystko oko.