DZIEŃ PEACEKEEPERA

            Dzisiaj mamy 29 maja 2011 r. Dzień ważny dla wszystkich, którzy uczestniczyli w misja pokojowych pod patronatem Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ). Realizując zadana Rada Bezpieczeństwa ONZ w dniu 29 maja 1948 roku podjęła pierwszą decyzję o rozmieszczeniu wojskowych obserwatorów ONZ (UNTSO) w celu utrzymania rozejmu w wojnie arabsko-izraelskiej. Był to początek i podstawa do późniejszych działań w innych rejonach zapalnych. Dla upamiętnienia pierwszej misji ONZ ustanowiła 29 maja Międzynarodowym Dniem Uczestników Misji Pokojowych. Polska swoją historię w służbie „niebieskiego beretu” rozpoczęła w 1953 roku w Korei w ramach Komisji Nadzorczej Państw Neutralnych realizujących rozejm między „Północą”, a „Południem”. Prawie osiemdziesiąt tysięcy Polaków uczestniczyło przez pięćdziesiąt osiem lat w działaniach na całym Świecie na rzecz utrzymania pokoju. Prawie pięćdziesięciu oddało za to życie.            
           
Dziś w nasze święto, nie sposób nie wspomnieć  ich poświęcenie i hart ducha. Jak mówił mój dowódca na misji – „nie każdy może być żołnierzem i nie każdy może być peacekeeperem”. Wiedzą to Ci, co przeżyli, że miał rację. Myśmy wrócili ranni, „pokiereszowani” psychicznie, ale wróciliśmy. Możemy z dumą nosić niebieskie berety, bo zdaliśmy egzamin na odwagę, honor i poświęcenie. Im się nie udało, ale to nie znaczy, że o nich zapomnieliśmy. Dzisiejsze święto jest przede wszystkim Ich świętem, bo na nie zasłużyli. Zapłacili najwyższą cenę, cenę życia. Boli, gdy dziś niektórzy mówią, że pojechaliśmy na misję dla kasy lub na wczasy. Wiem, że to z zawiści, ale nie przedstawia to nas w dobrym świetle. Zapominają Ci niby koledzy, że nie każdy mógł dostąpić zaszczytu bycia „misjonarzem”. Znajomość języka obcego, nienaganne zdrowie oraz zgoda przełożonego to bariery dla niektórych nie do przebycia. Miesięczne szkolenie w Centralnym Ośrodku Szkoleniowym na potrzeby Misji Pokojowych w Kielcach nierzadko kończyło sny o 
przygodzie i podróżach. Niezdanie jednego z egzaminów zaprzepaszczało marzenia o wyjeździe. Nie ma ludzi niezastąpionych, a kolejka jest długa. Chętnych na wyjazd zawsze było dużo. Nie każdy dostąpił zaszczytu bycia peacekeeperem. Mówiło się, że dopóki nie wejdziesz na pokład samolotu to nie możesz powiedzieć, że jedziesz na misję. Bywały też przypadki, że delikwent wracał nie opuściwszy pokładu samolotu. Satysfakcja, że jednak przeszedłeś sito selekcji i dostąpiłeś zaszczytu reprezentowania Polskich Sił Zbrojnych poza granicami kraju tuszowała niepokój nieznanego, ciekawego, ale niebezpiecznego jutra.
           
Nikt dzisiaj nie mówi i nie pisze, że nie wszystkim udało się przetrwać do końca. Nikt nie wspomina tych, którzy nie wytrzymali psychicznie i zostali „rotowani” do kraju. Nikt nie wspomina tych, którym wydawało się, że znają język angielski, bo mieli „papiery”, ale kontakt z ludźmi, pracą zweryfikował ich umiejętności, którym nie zdołali podołać. Wielu nie potrafiło wytrzymać rozłąki z najbliższymi. Tęsknota za krajem, bliskimi była silniejsza od woli działania i byciem misjonarzem. Wracali do kraju na tarczy. Wytrzymaliśmy, podołaliśmy zadaniu. Kosztem nieprzespanych nocy, niepewności, strachu. Kosztem chorób, na które nie byliśmy przygotowani. Kosztem zdrowia, które po latach dopomina się o swoje. Proszę, zatem nie mówić mi, że pojechaliśmy na wczasy czy po pieniądze. Naszym przesłaniem było godnie reprezentować kraj, Polskę i myślę, że nie zawiedliśmy. Dziś w dniu naszego święta możemy dumnie nosić podniesioną głowę.
 
          Misje się zmieniły. Zmienił się też ich charakter. Dziś nie wiedza i umiejętności jednostki są najważniejsze, a wiedza i umiejętności pododdziału. Zgranie, dowodzenie i przygotowanie do realizacji zadań bojowych to nowy duch współczesnych misji. Walczymy nie o utrzymanie pokoju, walczymy o jego zaprowadzenie. Wróg też jest inny. Dawniej zwaśnione strony, dziś to terroryzm, który nie zna granic, nie zna zasad, nie zna litości. Terroryzm, który nie walczy siłą przeciw sile, ale siłą przeciw ludzkości. Dziś nie język obcy, chociaż współczesna armia musi być wyszkolona, jest najważniejszy. Ważne jest zgranie i wyszkolenie bojowe. Dziś częściej są ranni i dziś częściej giną peacekeeperzy, ale przesłanie jest takie samo – najważniejszy jest pokój na Świecie. Współcześni kombatanci, może już wkrótce weterani, świadczą sobą, że są godni miana „wojowników o pokój”. Wiek, lata w naszych życiorysach nie grają roli, gdy Ojczyzna poprosi o pomoc – my nie zawiedziemy.

NIEPRZYJEMNY TEKST O AMBICJI

            Rozważać dziś będę sprawę poczucia ambicji. W mojej ocenie siły napędowej wszelkiego zła, które się dzieje na Świecie. Wojny, konflikty, oprócz podłoża religijnego często w ich tle w roli głównej występuje ambicja. Wiem, że jest to w jakimś stopniu sprzeczność, ale „Oskary” za role drugoplanowe też się rozdaje. Nasze ułomności, wady, problemy, kompleksy „wymiękają” przy ambicji. Pamiętacie państwo film „Powrót do Przyszłości” reżyserii Roberta Zemeckisa, gdzie w roli głównej występuje Michael J. Fox. W części trzeciej główny bohater z przyszłości ulega swojej słabości polegającej na ambicjonalnym podchodzeniu do życia, no i oczywiście wynikły z tego problemy. Ta słabość prześladuje nas wszystkich. Ambicja zżera każdego z nas. Jednych w sposób widoczny innych w ukryty, ale każdy jej ulega. Jakby powiedział ksiądz – brak nam pokory.           
           
Pytaniem jest: czy powinniśmy walczyć z naszą ułomnością? Uważam, że nie. Jednak ambicja jest też motorem postępu. Wielokrotnie sytuacje skłaniałyby nas do rezygnacji z jakiegoś przedsięwzięcia, jakiegoś działania. Jednak ten nasz „wróg”, ambicja, mobilizuje nas do upartego, konsekwentnego realizowania się. Inni potrafią, inni są lepsi, inni mogą, inni mają, inni otrzymują, a ja nie? Ambicja nie pozwala nam odpuścić, chociaż rozsądek podpowiada – „daj sobie spokój”. Dobrze wykorzystana i ukierunkowana przynosi wymierne rezultaty, zła i mściwa pogrąża w otchłani konfliktu. Kiedyś mało brakowało, a doprowadziłaby do końca Świata, kiedy to Stany Zjednoczone konkurowały ze Związkiem Radzieckim o dominację na naszej planecie. Dzięki Bogu rozsądek zwyciężył.
           
           
Dziś zagrażają nam ambicje prowincjonalnych „Kacyków” oraz nieodpowiedzialnych polityków, pracodawców, pracowników i to zarówno w skali ogólnoświatowej jak i mikroregionalnej jakim jest np. zakład pracy. Ambicja jest bliskim krewnym zazdrości. Jest jak mąż i żona wewnątrz czasami skonfliktowani na zewnątrz zwarci i gotowi. Wystarczy chwila słabości, braku rozsądku, mądrości, a dajemy się im ponieść ku przepaści. Jest to udowodnione przykładami: Aleksandra Wielkiego, Kserksesa, Bonapartego, Mussoliniego, Hitlera czy Stalina. Wszyscy Oni mieli ambicję panowania nad Światem, a skończyli tragicznie. Ludzie, jako społeczność, dają się ponieść ambicjonalnym dążeniom jednostki, ale też, jako społeczność potrafią walczyć z jej przerostem. Gorzej, gdy problem dotyczy relacji mikroregionalnych. Niemożność zaistnienia w relacjach ponad środowiskowych, buduje system wewnętrznego dowartościowania często kosztem mikrośrodowiska. Często mąż lub żona z przerostem ambicji dowartościowuje się kosztem współmałżonka lub dzieci. Często pracodawca, nie mogąc zaistnieć w świecie biznesu, dowartościowuje się kosztem pracowników. Często pracownik o wygórowanych ambicjach stara się zaistnieć kosztem kolegi. Wredne i wyrachowane jednostki, często o naruszonych kręgosłupach moralnych, starają się dowartościować naszym kosztem. Mądry pomyśli, że kiedyś ta fantasmagoria przerostu władzy minie i da się żyć, nawet kosztem poniżenia i chamstwa. Gorzej, gdy trafi na równie ambitnego, który nie potrafi przyjąć postawy „skopanego psa”, chociaż podobno znęcanie się nad zwierzętami jest karalne.
           
Prawdą jest, że pokorne ciele dwie matki ssie, ale wydaje mi się, że tak jak już wielokrotnie wspominałem, jedni są stworzeni do robienia tła dla tych ambitnych, na czym przeważnie wygrywają i żyją długo i szczęśliwie. Oraz tych, których ambicja albo zniszczy, albo wyniesie na piedestał chwały. To drugie wymaga naprawdę wielkiej mądrości oraz umiejętności, a przede wszystkim tak zwanej „Inteligencji emocjonalnej”. Ambicja nie może przesłaniać celu, ambicja nie może krzywdzić ludzi, ambicja nie może być realizowana czyimś kosztem. Jest to zła ambicja i bywa naszym gwoździem do trumny. Powie ktoś, że to nie ambicja, ale dobro rodziny, krewnych, których przyszłość jest naszym celem, czym zaskarbimy sobie uznanie i podziw bliskich, ale jeżeli jest realizowana kosztem osób trzecich to już nie dobro, a wyrachowanie.  

MARNOŚĆ NAD MARNOŚCIAMI

              „Memento Mori” (łac. Pamiętaj o Śmierci) maksyma ta przypomina nam, że niestety nasz koniec jest nieunikniony. Kwestia tylko czasu dzisiaj, jutro a może za kilka dni, lat będzie finto, out, game over. Gonimy za władzą, pieniądzem, szczęściem, a zapominamy o człowieku. Nie chcę popadać w mentorski nastrój, ale muszę, bo „rozrywa” mnie od wewnątrz. Ksiądz Jan Twardowski mówił – „Uczmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą” tylko skąd w tych ludziach tyle nienawiści, zapamiętania, wrogości i złości. Rozumiem, mamy ciężkie czasy. Trudno o pracę, brak pieniądza oraz zadłużenie w bankach czyni nas mniej przychylnymi dla siebie, mniej miłymi. Najbardziej niezrozumiałe jest to, że bezinteresowną zawiścią pałają Ci, którym dóbr materialnych nie brakuje. Najprawdopodobniej naiwnie sądzą, że można cokolwiek zabrać ze sobą do grobu. Myślę, że swoją podłością wobec bliźnich chcą uciszyć ego, które woła o pomoc. Prawdopodobnie też boją się naszej mądrości, szczerości, a może odczuwają strach przed wyższością intelektu, albo zazdroszczą umiejętności. Myślę, że wynika to też z czystej ludzkiej ułomności polegającej na „przysraniu” bliźniemu. Tak dla zasady, dlaczego ma mu być lepiej? Niech zna swoje miejsce w szyku. Niech się nie wychyla.            
           
Tata zawsze mi mówił, że najlepiej być przeciętniakiem. Ani za dobrym, ani za złym, o tak pośrodku. Takiemu nikt niczego nie zazdrości, taki nie rzuca się w oczy. Zwyczajnie funkcjonuje, czasami nawet ktoś go doceni za sumienność i mrówczą pracę. Taki nie stanowi „zagrożenia” dla nikogo. Jest, bo jak pisałem w notatce o Ali, wypełnieniem tła dla innych. Tych ambitnych, lepszych, „mądrzejszych”. Tych, którzy są na stanowiskach, by mogli poczuć się dowartościowani, by mogli zaistnieć, jako władza. Władza twarda, ale sprawiedliwa, bo inna przecież być nie może, by „przeciętniak” mógł się poczuć, że ktoś nim kieruje, prowadzi. Ktoś podejmuje za niego decyzje oraz naraża autorytet, który nieopatrznie przeciętniak mógłby narazić.
            
Gorzej jest, kiedy „przeciętniakowi” znudzi się być „tłem”, lub kiedy ten ambitny zostaje „przeciętniakiem” i nie potrafi pogodzić się z faktem, że stał się tłem. Komplikacje, nieporozumienia oraz entropia murowane. Demokracja daje nam równe prawa. Chroni je konstytucja oraz przepisy prawa, a jednak nasze emocje biorą nad nimi górę. Mądrość to nie fakt posiadania dokumentów potwierdzających wykształcenie, ale świadomość oraz fakt jak to powiedział Sokrates „Wiem, że nic nie wiem”. Mądrość, to umiejętność pojmowania problemów zarówno tych z „tła” jak i tych z „ambicji”. Jeżeli brakuje nam minimum samokrytycyzmu, a przerost ambicji i dążenia do władzy jest większy niż rozsądek możemy się spodziewać konfliktu, który niestety nie przynosi rozwiązań, a wręcz odwrotnie eskalację, która w efekcie doprowadza do pogrążenia obu zainteresowanych stron.
            
Wielokrotnie wspominałem o zaniechaniu, przypadku czy konieczności, które zbyt często są motorem naszych sukcesów i klęsk. Uczenie, pojmowanie przychodzi  z wiekiem jest łatwiejsze, a od wieków mądrość narodów opierała się nie na młodzieńczym temperamencie, ale na doświadczeniu i mądrości seniorów. Władza, pieniądz to „miraż”, który wydaje się być uchwytny i do osiągnięcia, ale wystarczy tylko lekki podmuch wiatru i rozmywa się w prozie życia. Mądry stara się przeżyć swoje dni w zgodzie z własnym sumieniem oraz rozsądkiem, przeważnie mu się to udaje, osiągając uznanie społeczne oraz własnej rodziny. Czerpiący satysfakcję z osiągania swoich celów kosztem przyjaciół, kolegów, pracowników, wykorzystując władzę, jak pokazuje życie kończy w niesławie i zapomnieniu. Wydaje się nam, że jesteśmy wieczni, a niestety wieczne są tylko nasze czyny i to, kim byliśmy. Wszystko reszta to marność nad marnościami.   

UMARŁ TERRORYSTA, NIECH ŻYJE TERRORYSTA

             Osama Bin Laden nie żyje. Informacja jak najbardziej prawdziwa tym bardziej, że podał ją Prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej Barack Obama. Prawie dziesięć lat trwała obława na najgroźniejszego terrorystę na Świecie. Prawie dziesięć lat tysiące agentów i kilkadziesiąt milionów dolarów nagrody oczekiwało na szczęśliwe zakończenie poszukiwań. Pamiętna data 1 Maja 2011 roku przejdzie do historii, jako dzień jego śmierci. Nie wierzę jednak w przypadek, że potrzeba było aż dziesięciu lat, aby zatriumfowała sprawiedliwość. Nie przy współczesnych osiągnięciach techniki i przy tak olbrzymiej nagrodzie pieniężnej. Nasze słabości zawsze biorą górę nad ideologią. Prawdę tę już dawno potwierdzono.           
            
Nic nie dzieje się przez przypadek. Nie w sytuacji, gdy chodzi o najgroźniejszego terrorystę naszych czasów. Uważam, że wszystko ma swoje miejsce i czas. Nikt by dzisiaj nie wspominał Janosika, gdyby nie powieszono go za „ziobro”. Nikt nie wspominałby Che Gewary gdyby go nie zabito. Nikt nie znałby Lee Harveya Oswalda gdyby nie zamordował JFK. Joanna D`ark nigdy by nie przeszła do historii gdyby nie spłonęła na stosie. Akcja budzi reakcję. Osoby, które nie zasłużyły swoją postawą czy zachowaniem do wpisania ich do Panteonu Sławy przechodzą do historii, a Ci, którzy powinni być wywyższeni „zacierają się” w pyle zapomnienia. Dlaczego tak się dzieje? Winna wszystkiemu jest „sensacja”. Jest motorem zainteresowania, ciekawości oraz emocji. Czy upublicznienie egzekucji w wiekach średnich miało za cel przestrogę i strach przed konsekwencjami czynu przestępczego? Pewnie tak, ale też służyło za rozrywkę dla pospólstwa. Dlatego też uważam, że moment zabicia, nie ujęcia Bin Ladena nie był przypadkowy. Po prostu sytuacja dojrzała do jej realizacji.
           
             
Boję się tylko jednego, żeby nie było tak jak podałem w tytule tekstu „Umarł terrorysta, niech żyje terrorysta”, ale myślę, że koledzy zza oceanu przewidzieli taki scenariusz. Oczywiście należy liczyć się z tym, że komuś może to przeszkadzać, ale nauczeni przykrym doświadczeniem z dnia 11 września 2001 roku w jakiś sposób się zabezpieczyliśmy. Żyjemy w ciekawych, ale i szalonych czasach, gdzie poczucie wolności i sprawiedliwości uzależnione jest od punktu „siedzenia”, religii i kultury. Stosowane normy moralne Świata zachodniego mogą być w sprzeczności z zasadami wschodu. To, co my uznajemy za zbrodnie przeciwko ludzkości, ktoś inny uważa za „Dżihad” – Świętą Wojnę. To, co my nazywamy fanatyzmem religijnym może oznaczać umiłowanie Boga.
             
Wszędzie, w każdej kulturze i w każdej religii jednak wszyscy uważają, że życie jest dobrem najważniejszym. Czemu zatem ludzie się zabijają? Czemu człowiek człowiekowi jest wrogiem? Jak zwykle winne są złe emocje oraz popełnienie błędu przez jedną ze stron. Akcja budzi reakcję. Wiele lat po wojnie bałkańskiej w dalszym ciągu stacjonują tam NATO-wskie siły rozjemcze. Do dzisiaj sąsiad sąsiadowi jest wrogiem i nie może zapomnieć śmierci bliskich. Do dzisiaj mimo, że minęło sześćdziesiąt sześć lat od zakończenia II Wojny Światowej pamiętamy o zbrodniach hitlerowskich i NKWD-owskich. Pamięć to nasze dobro i zarówno przekleństwo pchające Świat do nieuniknionego Armagedonu. Mądrość i wyrozumiałość niestety przegrywa z fanatyzmem i zapamiętaniem. Jedyna nadzieja w strachu, który może powstrzyma przed popełnieniem ostatecznego błędu.

ALA

           Właściwie imię potoczne i często spotykane w regionie Południowego Podlasia. Sam znam kilkanaście Alicji, bliżej lub dalej spokrewnionych. Alicji z którymi łączyło mnie coś więcej niż przyjaźń. Alicji z którymi uczyłem się w szkole podstawowej i w liceum. Każda na swój własny sposób oryginalna i niepowtarzalna wypełniała przestrzeń społeczną mojej i myślę, że i waszej egzystencji. Pamiętam, że nawet pierwszy elementarz to Ala i As. Ala to także przedszkole i pierwsza nauka pisania i czytania.           
            
Czemu zatem poruszam temat prostego, banalnego imienia? Odeszła moja koleżanka z pracy Alicja Skubij. Wieloletni pracownik Wojskowej Komendy Uzupełnień w Białej Podlaskiej. Codziennie odchodzą nasi bliscy. Codziennie tracimy kogoś bliskiego. Codziennie cierpienie i ból gdzieś, kogoś pogrąża w rozpaczy i żalu. Nasz żal i cierpienie jest sprawą indywidualną. Inaczej jest gdy żegnamy kogoś znamienitego. Przeważnie kościoły wtedy „pękają w szwach” może bardziej z ciekawości niż zaangażowania i wszyscy przeżywają, że odchodzi znamienita i zasłużona postać Świata władzy i kultury. Media rozpisują się nad osiągnięciami, zasługami dla Polski i narodu polskiego. Żałoba co miesiąc upubliczniana i symbolizowana ma nas upewniać, że odszedł ktoś ważny i znamienity.
             
Nikt nigdy i nigdzie nie wspomni o Ali. Jedynie rodzina i najbliżsi będą pamiętać żonę i matkę. Czasem koleżanki i koledzy patrząc na puste miejsce przy biurku wspomną, że była wśród nas. Bo tych, którzy wypełniają przestrzeń dnia codziennego się nie gloryfikuje. Byli kiedy rozpoczynaliśmy pracę, są gdy pniemy się po szczeblach kariery zawodowej i przemijają gdy Pan ich powoła do siebie. Ala jeszcze rok temu cieszyła się, że już wkrótce nabierze uprawnień emerytalnych i cieszyć się będzie życiem. Po latach „grzebania” się w papierach i kurzu archiwalnych dokumentów odetchnie świeżym powietrzem. Z marzeń i planów zostało miejsce na radzyńskim cmentarzu. Nawet ksiądz spóźnił się na mszę, a kazanie sprowadził do radości, że Ala już nie musi się martwić problemami życia doczesnego, kiedy my wszyscy wiemy, że było odwrotnie. Ala naprawdę chciała żyć, zresztą kto nie chce?
             
Straszne jest to, że nie mamy żadnych perspektyw na to, że odejście na emeryturę to pasmo sukcesów i przyjemności. Amerykanie, Niemcy czy Francuzi zwiedzają Świat, cieszą się życiem i spokojem wieku emerytalnego, a u nas dobry emeryt to martwy emeryt. Telewizja, radio oraz inne media każdego dnia pokazują nam nonsensy polskiej demokracji oraz bezduszność administracji. Medycyna cieszy się z udanego przeszczepu ręki, a Państwo odbiera dodatek inwalidzki mimo tego, że człowiek do końca życia musi brać leki antyseptyczne. Paranoja dnia codziennego prześladuje nas i nasze dzieci i co gorsze nikt nie może znaleźć na nią lekarstwa. Jednych czcimy i gloryfikujemy, drugich pozostawiamy pamięci bliskich i znajomych. Jednym stawiamy pomniki i umieszczamy w panteonie sławy inni przemijają w pyle zapomnienia.
               
Dlaczego piszę o Ali? Bo nie jestem wstanie wymienić tych wszystkich bezimiennych, którzy odchodzą każdego dnia żegnani tylko przez bliskich. Przecież uczyli się, pracowali, byli i nikt o nich nie pamięta. Tych, którzy nie mają swoich tablic pamiątkowych w kościołach. Tych których rodziny nie otrzymały żadnych odszkodowań, a „pochówkowe” wystarczy tylko na trumnę. Tych, których rodzina nie jest wstanie godnie pożegnać. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej zapewnia nam wolność, równość oraz poszanowanie. Czemu zatem jedni są traktowani z honorami, a innym brakuje formy i zaangażowania chociażby ze strony przedstawicieli kościoła by pozwolić nam godnie odejść.
             
Z czystej ciekawości chciałbym wiedzieć ile kosztował pogrzeb Pana Prezydenta? Ciekawe czy Pan premier w przyszłości będzie „chowany” tak jak my? Czy naszą przyszłością jest tych kilka lat życia za nędzne grosze pozwalające tylko na egzystencję. Przecież emerytowi już nic nie potrzeba. Alu, przykro mi, że nie dane było Ci cieszyć się życiem. Twoja śmierć daje mi wiele do myślenia. Czy warto angażować się w proces twórczy jakim jest praca? Czy warto poświęcać się i rezygnować z urlopu czy dni wolnych by wykazać się w pracy? Czy warto „żyć” pracą gdy czas tak szybko ucieka?

KONSTYTUCJA 3 MAJA

            „Konstytucja (od łac. constituo,-ere – urządzać, ustanawiać, regulować) – jest to akt prawny, który zazwyczaj ma najwyższą moc prawną w systemie źródeł prawa danego  państwa. Często nazywany jest ustawą zasadniczą.W skład treści konstytucji mogą wchodzić różne zagadnienia. Konstytucja może określać: podstawy ustroju społeczno-gospodarczego państwa, organizację państwa, kompetencje i sposób powoływania najważniejszych organów państwowych oraz podstawowe prawa, wolności i obowiązki obywatela.”[1]
                
„Konstytucja 3 maja z 1791 roku została ustanowiona ustawą rządową przez sejm. Powstała w celu zlikwidowania obecnych od dawna wad systemu politycznego Rzeczypospolitej Obojga Narodów (Polski i Litwy) i jej złotej wolności. Konstytucja wprowadzała polityczne zrównanie mieszczan i szlachty oraz nadawała prawa chłopom, ograniczając zobowiązania pańszczyźniane. Konstytucja zniosła liberum veto, które przed jej przyjęciem pozostawiało sejm na łasce każdego posła, który, jeśli zechciał – z własnej inicjatywy, lub w wyniku przekupstwa przez zagraniczne siły, albo magnatów – mógł unieważnić każdą podjęta przez sejm uchwałę. Konstytucja 3 Maja miała wyprzeć anarchię, popieraną przez część krajowych magnatów, na rzecz monarchii konstytucyjnej.
           
Przyjęcie Konstytucji 3 Maja sprowokowało wrogość sąsiadów Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Podczas wewnętrznej wojny w obronie konstytucji, Polska zdradzona przez swojego pruskiego sprzymierzeńca Fryderyka Wilhelma II została pokonana przez Imperium Rosyjskie Katarzyny Wielkiej, sprzymierzonej z konfederacją targowicką – spiskiem polskich magnatów przeciwnych reformom osłabiającym ich wpływy. Po utracie niepodległości w 1795 roku, przez 123 lata rozbiorów, przypominała o walce o niepodległość. Zdaniem dwóch współautorów, Ignacego Potockiego i Hugona Kołłątaja była "ostatnią wolą i testamentem gasnącej Ojczyzny".[2]
            Dziś, dwieście dwadzieścia lat później, gdybyśmy zapytali młodzież, przechodniów, co to jest konstytucja 3 Maja? obawiam się, że niewielu potrafiłoby prawidłowo przedstawić jej znaczenie dla współczesnej Polski i współczesnych Polaków. Sam dzisiaj z pewnym zażenowaniem podczas homilii księdza kapelana ppłk Mirosława Kwiatkowskiego dowiedziałem się,  że oryginał Konstytucji 3 Maja znajduje się w Łazienkach warszawskich w Pałacu na wodzie. Każdy Amerykanin wie, gdzie jest jego konstytucja. Zresztą oglądaliście Państwo film „Skarb Narodów” w reżyserii Jona Turteltauba w roli głównej Nicolas Cage, gdzie oryginał konstytucji był jedną ze wskazówek do odnalezienia hipotetycznego skarbu narodów.
           
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, – kto ją czytał? Kto ją zna? Pozwoliłem sobie z zawstydzeniem zajrzeć do tekstu i przytoczyć niektóre artykuły naszej ustawy zasadniczej. Skupiłem się szczególnie na wolności i prawach:  
Art. 30.
Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.
           
Czemu zatem bezdomni są traktowani jak osoby z marginesu? Czemu człowiek pod wpływem alkoholu jest traktowany przedmiotowo? Dlaczego pochodzenie jest miernikiem wartości i moralności? Dlaczego ten, kto ma kasę jest traktowany ponad prawem, a biedak trafia do więzienia?
Art. 31.1.   
1.Wolność człowieka podlega ochronie prawnej.
2.    Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje.
3.    Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
             
Niezaprzeczalne prawo konstytucji do wolności i prawa osobistego łamane jest przez instytucje nakazujące nam uczestniczenie w przedsięwzięciach, które sprzeczne są z naszymi poglądami, wyznaniem i religią. Narzucanie wartości i praw sprzecznych z kulturą i zachowaniem. Gdzie poszanowanie mniejszości?
Art. 32.
1.    Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.
2.    Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.
        
Chciałoby się pozostawić bez komentarza, ale przecież wszyscy wiemy, że jest to nagminnie łamane. Rom, mimo, że jest Polakiem będzie gorszy od rodowitego, mławczanina.
Art. 33.
1.    Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym.
2.    Kobieta i mężczyzna mają w szczególności równe prawo do kształcenia, zatrudnienia i awansów, do jednakowego wynagradzania za pracę jednakowej wartości, do zabezpieczenia społecznego oraz do zajmowania stanowisk, pełnienia funkcji oraz uzyskiwania godności publicznych i odznaczeń.
            
Kpina z prawa i Konstytucji. Mimo, że jestem męskim szowinistą, ale jako były wojskowy szanuję prawo i nikt mi nie powie, że w Polsce jest przestrzegane równouprawnienie damsko-męskie. To jest mniej więcej tak jak w Konstytucji Europejskiej poszanowanie orientacji seksualnej. W Polsce na papierze jest, ale nie w życiu?
Art. 35.
1.    Rzeczpospolita Polska zapewnia obywatelom polskim należącym do mniejszości narodowych i etnicznych wolność zachowania i rozwoju własnego języka, zachowania obyczajów i tradycji oraz rozwoju własnej kultury.
2.    Mniejszości narodowe i etniczne mają prawo do tworzenia własnych instytucji edukacyjnych, kulturalnych i instytucji służących ochronie tożsamości religijnej oraz do uczestnictwa w rozstrzyganiu spraw dotyczących ich tożsamości kulturowej.
            
Nie podejmuję tematu, ale warto się zastanowić, czy tam gdzie są mniejszości narodowe realizowane są ich wartości, poglądy i kultura? Dwujęzyczne drogowskazy czy krzyż prawosławny w urzędach mi nie przeszkadzają.
Art. 37.
1.    Kto znajduje się pod władzą Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności i praw zapewnionych w Konstytucji?
2.    Wyjątki od tej zasady, odnoszące się do cudzoziemców, określa ustawa.
              
Szczególnie odczuwają to Polacy, których problemy z pobytem zagranicą stanowią tzw. „pryszcz na tylnej części naszego ciała” dla Ambasad RP, które tylko pod naciskiem mediów, odczuwają niezaprzeczalna więź z rodakami na obczyźnie.             
               
Tych kilka artykułów naszej ustawy zasadniczej pokazuje, że do obchodów święta Konstytucji 3 Maja musimy podchodzić, ze zrozumieniem. Nie jest to pusta uroczystość państwowa z okazji kolejnej rocznicy uchwalenia drugiej lub trzeciej Konstytucji na Świecie, ale okazja poznania wolności, praw i obowiązków nam przysługujących. Powinniśmy w tym dniu jak w dniu „Flagi” otrzymywać egzemplarze konstytucji by świadomość naszych praw i obowiązków była powszechnie znana i przestrzegana.
             
Niech się Święci 3 Maja. Niech mądrość narodu rozkwita. Myślę, że wtedy obchody będą miały głębszy wartościowszy sens, sens Święta Narodowego.   



[1]
http://pl.wikipedia.org/wiki/Konstytucja
   Konstytucja 03.05.2011 r.
[2]
http://pl.wikipedia.org/wiki/Konstytucja_3_maja
    Konstytucja 3 Maja 03.05.2011 r.