DZIWNE JEST TO, ŻE OD TYLU LAT CZŁOWIEKIEM GARDZI CZŁOWIEK

           Lecz ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim.[1] Optymistyczne słowa Czesława Niemena nie wiem czemu, ale nie budzą mojego optymizmu. Możliwe, że były tylko pobożnym życzeniem mistrza, który sam w nie, nie wierzył. Zmienić gatunek ludzki jest bardzo trudno. Naszymi słabościami jesteśmy my sami. Próbujemy być mądrzy, miłosierni, życzliwi, ugodowi, ale niestety nasze drugie ja bierze górę nad rozsądkiem i mądrością. Nasza atawistyczna dominanta czasami bierze górę nad osiągnięciami cywilizacyjnymi. Tak zwana „walka o ogień” przesłania nasze moralne cywilizacyjne naleciałości. Nawet z profesora nauk może uczynić prostaka i chama. Ego, prześladuje nas na każdym kroku i nie wierzę, że są tacy, którzy go nie posiadają. Próbujemy z nim walczyć pobudzając w sobie poczucie moralnej winy, która często pcha nas w „przepaść” lub ratuje spowiedzią przy konfesjonale lub wizytą u psychologa. Kręcimy się tak w kółko w egzystencjonalnym kołowrotku lub huśtając się na huśtawce nastrojów. Efekt jest jednak ten sam, mocno wierzymy, że jednak warto, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nam.           
          
Trudno pisać optymistycznie o obecnej postawie moralno-etycznej współczesnego mieszkańca kraju nad Wisłą, kiedy wszystko skłania nas do negatywnych ocen sytuacji społecznej, na której obecne status quo ma wpływ tyle negatywnych bodźców. Chciałoby się powiedzieć – Panie natchnij mnie rozumem, bo głupotę mam, na co dzień. Media już od godzin rannych faszerują nas swoimi przemyśleniami oraz mądrościami, co prawda dając możliwość wyboru, ale przeważnie sugerują rozwiązanie. Wskazując te, które przynoszą kasę. Wiedza oraz mądrość okazuje się, że w dzisiejszych czasach opiera się na pieniądzu. Wiem, że się powtarzam, ale mam taką nadzieję, że dzięki temu myślących będzie więcej. Strach pomyśleć, może to już fobia, ale praktycznie wszędzie widzę: interesowność, fałsz i obłudę. Ludzie przestali być dla siebie mili, a jeżeli są to należy się doszukiwać, że w jakimś celu. W sklepie, biurze czy innej instytucji lub pomieszczeniu każdy pilnie obserwuje oraz pilnuje rozwoju sytuacji by przypadkiem nie zostać w tyle lub być pozbawionym argumentów do utrzymania się na pokładzie „Latającego Holendra”. Niepewność jutra skłania nas do antymoralnych oraz antyetycznych zachowań oraz postępowań. Życzliwość to pojęcie, które niestety przechodzi do lamusa. Przebojowość, bezkompromisowość to wzorce społeczne, które znajdują uznanie już nie tylko wśród kobiet i mężczyzn, ale jest to standard społeczny. Jeszcze tylko kościół nawołuje do opamiętania, przecząc sobie czasami, mieszając się do polityki. Skuteczność oddziaływania przy nawale informacji jest jednak mizerna. Myślę, że tylko zakony nie uległy medialnej obróbce, hołdując ustalonym wzorcom. Brak nam moralnego wsparcia w osobie ojca Św. Jana Pawła II, który przynajmniej swoją bytnością w kraju przypominał nam moralne wzorce. 
           
         
Czesław Niemen w swojej piosence „Dziwny jest ten świat” zachęca nas do zniszczenia nienawiści. Wydawałoby się nic prostszego, ale jak to zrobić w świecie, gdzie konkurencja jest czynnikiem doboru. Jak nie nienawidzić kogoś, kto zajął nasze miejsce, a my zostaliśmy wyrzuceni na bruk? Jak nie nienawidzić kogoś, kto wzbogacił się naszym kosztem, a z nas się śmieje, że jesteśmy głupi? Jak nie nienawidzić osób, które wykorzystują naszą wiedzę, umiejętności, zdolności traktując, jako swoją własność? Świat się podzielił na tych, którzy mają i tych, którzy chcieliby mieć, ale nie stać ich na to. Ten swoisty podział na dobrych i złych nie wróży „dobru” przyszłości. Pęd za pieniądzem powoduje snobistyczne dążenie do władzy. Tylko w ustroju komunistycznym władza teoretycznie nie powinna kojarzyć się z pieniądzem, ale tylko teoretycznie. Śmiało można powiedzieć, że pieniądz rządzi Światem. Czasami, gdy nie wiesz, co z nim zrobić bawisz się jak Rockefeller w humanitaryzm. Tylko, że nie każdy może być tak bogaty. Niestety mieć lub nie mieć wiąże się z czyjąś stratą. Posiadanie kasy jest związane ze stratą kasy przez kogoś innego. Reguł biznesu się nie da zmienić. Próbowano w socjalizmie i szybko to się zemściło. Nawet kościoły, stowarzyszenia, partie czy sekty bez pieniądza nie mogą funkcjonować. Czy nie wydaje się Państwu, że takie uzależnienie od pieniądza przypomina biblijne przypowieści o „Złotym Cielcu”? Moim zdaniem nic dobrego to nie przyniesie. 
           
          
Strach przed utratą pieniądza zabija instynkt samozachowawczy. Pieniądz jest miernikiem moralności. Pisałem kiedyś o uciekającym króliczku, którego gonimy, ale frajda jest nie w tym by go złapać, ale gonić go. Możliwe, że przyjemnie jest zarabiać i liczyć kasę, gorzej gdy mamy frajdę w zdobywaniu jej w niezbyt legalny sposób. Podobno najtrudniej ukraść pierwszy Milion jak twierdził Rockefeller, ale przecież nie każdy ma tak silny charakter, by sprostać kłamstwu oraz fiskusowi. Młodzi jeszcze mają odwagę, ale nam po pięćdziesiątce nie bardzo chcieć się chce. Zresztą, nam starej daty obywatelom nie wypada. Przecież mamy dawać przykład młodym, którzy nie oszukujmy się, w naszych czasach mają to gdzieś. Autorytet to nie człowiek z odpowiednim zapleczem doświadczeń oraz umiejętności, lecz Internet. Internet jest wyrocznią dla młodych i starych stając się źródłem moralności, etyczności oraz wiedzy. Internet uczy miłości, sadyzmu, masochizmu, zbrodni jak i życzliwości, współczucia, zrozumienia. Nie uczy jedynie wyboru dając dostęp do wszystkiego, co ludzkie. Skąd dziecko ma wiedzieć, co jest dobre, a co złe, gdy informacja jest tylko informacją. Dla jednych według oceny dobra dla innych w przesłaniu zła. Rola rodziców z braku autorytetu jest w takiej sytuacji marginalna. Mogą się tylko przyglądać jak mądre intelektualnie pociechy bez mrugnięcia oka stosują przemoc oraz zło. Przecież w dobie wirtualnych gier przemoc to wspaniałe źródło adrenaliny. Śmierć to tylko brak umiejętności oraz zręczności środowiskowej. Siła, inteligencja oraz zręczność to priorytety moralne współczesnej młodzieży.
           
        
Niemen, kiedy pisał słowa swojej piosenki nie miał zielonego pojęcia, że świat opanuje „Informacja”, ale przewidział, że konieczność miłości człowieka do człowieka będzie koniecznością społeczną. Koniecznością, którą w negatywnym brzmieniu chciałem usunąć, w przypadku dalszego istnienia gatunku Homo Sapiens na świecie chciałbym nobilitować. Nie wiem i nie mam pojęcia jak wpływać na wartości etyczno-moralne przekazywane przez Internet, ale na pewno wiem, że szkoła jako jeszcze jedyny moralny autorytet odziedziczony w popkulturze musi ogarnąć ten problem. Umiejętne ukierunkowania, analizy oraz przyjęte standardy muszą znaleźć drogę do młodego umysłu. Brak działania potwierdzi słowa Czesława, że dziwne jest to, że od tylu lat człowiekiem gardzi człowiek. 

BOGACZ KOŁO EŁKU

          Miałem fart. Udało się zorganizować wyjazd do ośrodka rehabilitacyjnego koło Ełku. Jak sama nazwa mówi chyba dla bogaczy? Wiem, że po przejściach raczej nie dysponuję kasą, ale kochanie zafundowało mi „perłowy” wyjazd. Sierpień to miesiąc, kiedy upłynęło trzydzieści lat pożycia małżeńskiego. Przeminęło z wiatrem, ale w spokoju oraz radości i poszanowaniu małżeńskim. Wyjazd do Bogacza to prezent mojego kochania, mnie było tylko stać na przekazanie symbolu oficerskiego w Jej dłonie. Przyjdzie – mam nadzieję – czas, że będę mógł zafundować „Porsche” na dzisiaj jednak musi wystarczyć tych kilkadziesiąt gram złota z biało czerwoną flagą oraz piastowskim orłem.            
         
Udało się zorganizować wyjazd na sześć par. Okazało się,  że w większości wszyscy byli zainteresowani kuracją wodną okolic lędźwiowych kręgosłupa. Leczenie Aqua – terapeutyczne dotyczyło zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych części organizmów. Wszyscy byliśmy zainteresowani oddziaływaniem wód ośrodka „Bogacz” na nasze organy. Wody termalne miały oddziaływać na nasz układy kostny, a mineralne na obniżenie ciśnienia tętniczego oraz obraz wątroby i nerek. Panowie w większości po przejściach wątrobowych ochoczo rzucili się na lecznicze działanie wód. Panie raczej z umiarem i respektem jednak dzielnie towarzyszyły naszym poczynaniom. Jak łatwo się domyślić na efekty nie trzeba było długo czekać. Już po trzech dniach dolegliwości ustąpiły. Tym bardziej ze zdwojoną energią przystąpiliśmy do kontynuacji kuracji. 
           
           
Zrozumienie działania leczniczego wód wymaga jednak indywidualnego podejścia do problemu. Praktycznie każdy z nas otrzymał indywidualną rozpiskę dotyczącą naszego leczenia. Przeprowadzone rozmowy wstępne przez specjalistów pozwoliły na indywidualną terapię. Istotne okazało się, że ważne jest zgranie towarzyskie. Czyli nie w każdej grupie i nie z każdym można na taką terapię się udać. Zastanawiałem się, co też szczególnego ma każdy z nas, że jednak dopuszczono nas do leczenia. Obserwator z zewnątrz łatwo zauważy, że jest zróżnicowanie osobowościowe każdego uczestnika „wodnej terapeutyki”. Jedynie, co nas może łączyć to wiek i ewentualnie zamiłowanie do psychologii bądź do pochodnych tego nurtu. Każdy jednak ma tak zwaną mądrość życiową oraz to, że potrafi z niej korzystać. Oczywiście ważne jest też ogólne poczucie tolerancji, które nie zawsze wynika z wiedzy, lecz normalnego życiowego wyrachowania. 
           
          
Pozwolicie, zatem Państwo, że pokuszę się w celach poznawczych oraz dobra przyszłych kuracjuszy wspominanego wyżej ośrodka o osobistą analizę personalną moich współkuracjuszy, by ustrzec przed popełnieniem błędu doboru towarzystwa, z którymi przyjdzie nam spędzać turnus leczniczy:
           
         
Majka i Staszek. Nazwiska nawet z litery nie będę wymieniał, bo jest to nieistotne. Ważne, że są to wspaniali ludzie z Poznania, z którymi przyjaźnimy się już przeszło trzydzieści lat. Staszek doktor psychologii bryluje w świecie naukowym, ale to realnie jego partnerka, Majka ma tak zwaną mądrość życiową. Staszek, jako przyjaciel nigdy mnie nie zawiódł. Bywały chwile, że nie zawsze byłem zadowolony z rzeczywistości jednak jego spokój i wyrozumiałość napawały mnie optymizmem i radością życia. Majka zawsze miała dla nas czas oraz zrozumienie. Obserwator pilny szybko się zorientuje, że wręcz można powiedzieć, że nadają na wspólnej fali z moją małżonką. Radośni i życzliwi wspierają nas od lat w drodze przez życie.
           
         
Ania i Krzysztof. Przyjaciele oraz koleżeństwo, które wspiera mnie i moją małżonkę w rozwiązywaniu problemów obywatelskich. Krzyś to przyjaciel jeszcze z czasów studenckich. Zawsze mogłem liczyć na wsparcie finansowe, kiedy już dawno wydałem swój żołd. Nasze dysputy i dywagacje na temat twórczości filmowej czy teatralnej wprawiały we wściekłość naszych kolegów i przyjaciół. Przecież nie zawsze musimy się zgadzać. Dajcie sobie po razie zamiast nieustannie się kłócić. Słyszało się komentarze. Ania oparcie duchowe i moralne mojego kumpla bryluje w świecie psychologii i medycyny. Niekonfliktowa oraz można powiedzieć „wielce kontaktowa” wspiera towarzystwo radami i poczuciem humoru. W każdym bądź razie nikt w Ich towarzystwie się nie nudzi. Jeżeli nie pogadasz z Anią to Krzysztof zabierze Cię na rower. Frajda jest murowana. 
           
          
Teresa oraz Marian. Przyjaciele Krzysia i Ani tym samym i Nasi, tym bardziej, że już kolejny raz wspólnie spędzamy wolny czas. Wybrali nasze towarzystwo, decydując się na ustępstwo wobec niepokornych zachowań, niekonsekwencji czy nieterminowości. Sympatyczni mili i radośni zaadoptowali nas oraz przystosowali się do naszych niewyszukanych zachowań tolerując głośność, żart oraz wesołość, która nie zawsze, jak to Polacy mówią, idzie w parze z kulturą. Wspaniali ogrodnicy oraz wyszukani koneserzy środków odurzających opartych na alkoholu. Smakosze oraz szczególnie Tereska mistrzyni kulinarnych doznań. Wspierając intelektualnie towarzystwo przyczyniają się do faktu, że każde spotkanie nie jest banalną chwilą. 
           
          
Ela i Krzysztof wspierają nas kolejny raz w trudach towarzyskiej egzystencji. Weseli, serdeczni oraz mili cieszą się z faktu, że wspólnie spędzamy miło chwile. Krzysio specjalista od stomatologii mimo, że wprawia Panie w kompleksy bryluje żartem i humorem. Elżbieta zachwyca Panów figurą oraz opalenizną budząc zazdrość wśród męskich fanów niedostępnością „materiału”. Kolejny raz wybrali bycie z nami nad przyjemne zagraniczne wojaże. Fajnie mieć takich przyjaciół, na których można liczyć w każdej sytuacji. Jak to się mówi przyjaciół poznaje się w biedzie. Zazdroszczę tylko trochę, że Krzysztofy dobrały się w przedmiocie wspólnej pasji, jaką jest jazda na rowerze. Codziennie pochłaniają kilometry. Pozostaje mi tylko czasami wspierać ich w biedzie mentalnie.
           
           
Urszula i Kazimierz, będąc świekrami Majki i Staszka dołączyli do naszego towarzystwa pierwszy raz. Reprezentują kulturę wielkopolską, czym podbili nasze serca, bo kiedyś przyszło nam przeżyć kilka lat na pięknej poznańskiej ziemi. Ula wesoła i szczera dziewczyna humorem i żartem zawładnęła me serce. Kazimierz nie miał nic przeciwko. „Kontraktowiec” szybko nawiązał kontakt z „Misjonarzem” w mojej osobie. Wystarczył jeden wspólnie przegadany wieczór, by nadawać na wspólnej częstotliwości. Ula, jak moje kochanie, trzyma krótko relacje domowe wspierając duchowo i życiowo swojego partnera, bacząc by przypadkiem nie stała się mu krzywda, czym budziła zazdrość męskiego towarzystwa, które spragnione było kobiecej troski.
   
       Towarzystwo poplątane, ale radosne i co najważniejsze potrafiące cieszyć się swoją obecnością. Spędza wspólnie czas pijąc i zażywając zdrowotnych kąpieli z przerażeniem mierząc czas, że już tak niedługo koniec turnusu Nas rozdzieli. Pomni jednak doświadczeń i przyjemności zdrowotnych niecierpliwie odmierzać będziemy chwile, by znów się spotkać w „maczance” w ośrodku „Bogacz” koło Ełku. Bo nic tak nie łączy jak kieliszek mineralnego zdroju oraz termalne wody moczące po szyję.               

PIERŚCIEŃ OFICERSKI URATOWANY SYMBOL ORĘŻA POLSKIEGO

             „Dokumentami normującymi działalność instytucji przedstawicielskich kadry i żołnierzy zasadniczej służby wojskowej były decyzje Ministra Obrony Narodowej: decyzja nr 81/MON z dnia 22 sierpnia 1994 roku w sprawie zebrań oficerów oraz decyzja nr 82/MON z dnia 22 sierpnia 1994 roku w sprawie mężów zaufania i dziekanów korpusu oficerów. W decyzjach tych zawarto sformułowania, iż reprezentacją zebrań oficerów na szczeblu okręgu wojskowego, rodzaju sił zbrojnych, Sztabu Generalnego WP i Ministerstwa Obrony Narodowej są odpowiednie zgromadzenia mężów zaufania, a na szczeblu centralnym – Konwent Dziekanów Korpusu Oficerów Wojska Polskiego. Zgromadzenia i dziekani korpusu oficerów spełniają funkcje opiniodawczo-doradcze i inicjatywne w sprawach oficerów wobec właściwych dowódców (szefów). Natomiast Konwent Dziekanów jest organem opiniodawczo-doradczym Szefa SG WP w sprawach korpusu oficerów, a poprzez niego również ministra ON.Do jego zadań w szczególności należało:
- reprezentowanie korpusu oficerów wobec kierownictwa Sztabu Generalnego WP i Ministra Obrony Narodowej,
- innych organów państwowych oraz organizacji politycznych i społecznych;
- występowanie z inicjatywami i wnioskami dotyczącymi korpusu oficerów;
- rekomendowanie swoich przedstawicieli do organów kolegialnych działających w wojsku;
- tworzenie "Kapituły Pierścienia Oficerskiego".
Konwent Dziekanów wybierał ze swojego składu przewodniczącego i jego zastępcę, którzy organizowali działalność Konwentu.
W 1998 roku ukazały się następne decyzje Ministra Obrony Narodowej w tej sprawie: decyzja nr 120/MON z dnia 27 lipca 1998 roku zmieniająca decyzję w sprawie zebrań oficerów dotycząca skreślenia zapisu o nadawaniu "Pierścienia Oficerskiego" oraz włączenia zgromadzenia mężów zaufania korpusu oficerów Sztabu Generalnego WP do zgromadzenia Urzędu Ministra Obrony Narodowej; decyzja nr 121/MON z dnia 27 lipca 1998r. zmieniająca decyzję w sprawie mężów zaufania i dziekanów w zakresie m.in. zgromadzenia mężów zaufania Sztabu Generalnego WP oraz zapisu, że Konwent Dziekanów jest organem opiniodawczo-doradczym nie Szefa SG WP lecz Ministra ON, jak również zobowiązania dowódców jednostek i szefów instytucji do zasięgania w uzasadnionych przypadkach opinii mężów zaufania w sprawach wniosków o odznaczenia i mianowania na kolejne stopnie wojskowe, rozdziału nagród i zapomóg, udziału ich w postępowaniach dyscyplinarnych żołnierzy. Decyzja ta zobowiązywała zebrania oficerów, zgromadzenia mężów zaufania i Konwent Dziekanów do opracowania statutów określających zasady ich działania. Wprowadzono także istotny zapis, że Konwent Dziekanów może nawiązywać i utrzymywać kontakty z organizacjami żołnierzy zawodowych innych krajów, międzynarodowymi organizacjami tych żołnierzy oraz, że właściwe organy wojskowe są zobowiązane do zasięgania opinii zgromadzeń mężów zaufania i Konwentu Dziekanów do projektów ustaw, dotyczących interesów środowiska żołnierzy zawodowych. Dokumentem w pewnym sensie podsumowującym pewien etap działalności organów przedstawicielskich w Siłach Zbrojnych RP oraz dokonań w zakresie orzecznictwa i egzekwowania praw kadry zawodowej jest obecnie obowiązująca decyzja nr 213/MON Ministra Obrony Narodowej z dnia 29 października 1999 roku w sprawie organów przedstawicielskich kadry zawodowej (dokument znajdujący się w – Dz. Rozk. MON, pod poz. 107).”[1]
            
Zapowiadało się pięknie, jak z „Konstytucją 3 Maja”, pełny zakres uznania i przywilejów, ale też silne oparcie o tradycję. Pamiętam, że takim elementem nawiązującym do dawnych dziejów oręża polskiego był „Pierścień Oficerski”. Było to wyróżnienie nobilitujące, budzące dumę oraz szacunek środowiska,  którego jak mi się wydaje zaniechano z przyczyn ekonomicznych. Koszt jednego egzemplarza wacha się w dzisiejszych czasach około 2000 PLN. Pierścień Oficerski, każdy z nas chciał go mieć. Tylko nieliczni dowódcy pokusili się o wyróżnianie nim swoich przodujących podwładnych. Minister Obrony Narodowej szybko wycofał się z projektu. Tylko cztery lata trwał zachwyt nad tradycją. Dziś nieliczni mogą się poszczycić   posiadaniem tego cennego wyróżnienia.
             
Konwent Dziekanów działa w uzasadnionych przypadkach, opiniując wyróżnienia kadry zawodowej. Wspaniała działalność pełna sukcesów i osiągnięć. Godne reprezentowanie oficerów, podoficerów oraz żołnierzy Wojska Polskiego. Fikcja demokracji w wydaniu wojskowym. Gdzie Panowie byli podczas procesu żołnierzy z Nangar Khel, zwolnień generałów WP, rozwiązywania 36 specjalnego pułku lotnictwa transportowego, kiedy docierały sygnały żołnierzy o niedozbrojeniu oraz brakach w wyposażeniu i wyszkoleniu? Fikcja, która nic nie przynosi masie żołnierskiej tylko alibi dla ministerstwa oraz dowództw realizujących oszczędnościowe cięcia. Kosztem wyszkolenia oraz statusu społecznego żołnierzy, realizuje się programy oszczędnościowe państwa. Wojsko, które ma realizować programy obronne oraz sojusznicze nie znajduje zrozumienia środowiska politycznego Polski. Tylko tragiczne wypadki czy posunięcia zdesperowanych dowódców zwracają uwagę opinii publicznej na sytuację w wojsku. Poświęca się kilku wojowników i wszystko wraca do normy. Społeczeństwo w czasach pokoju nie potrzebuje wojska. Nie potrzebuje sił, które przypominają mu czasy przemocy. Tylko zdrowy rozsądek oraz myślenie perspektywiczne rządzących daje szansę właściwego funkcjonowania obronności kraju.
              
Dzień Wojska Polskiego obchodzony w rocznicę „Cudu nad Wisłą” zobowiązuje do przemyśleń oraz godnego uczczenia sukcesów oręża polskiego. Tysiące żołnierzy, wojowników poświęciło swoje istnienie, żeby Polska była Polską. Żołnierski trud i zaangażowanie w odbudowę polskości przynajmniej raz w roku musi znaleźć uznanie społeczne. To, że dzisiaj jesteśmy w Unii Europejskiej, a wcześniej w NATO jest wynikiem, fakt polityki państwa, ale też tym, że polska armia cieszy się uznaniem międzynarodowym. Na wszystkich frontach Świata polski żołnierz nie splamił się tchórzostwem czy brakiem odwagi. Karty historii są pełne zapisów o waleczności i sile polskiego oręża. Polski hymn narodowy nie mówi o osiągnięciach politycznych tylko o naszej woli walki o polskość. Warto śpiewając słowa hymnu zastanowić się nad jego treścią. Dziś społeczeństwo, szczególnie młodzi, w dobie „europeizacji” inaczej odbierają przesłania zawarte w jego treści. Poczucie odrębności narodowej się zaciera i to, o co przez wieki walczyli nasi przodkowie w sposób humanitarny i bezkonfliktowy ulega zatarciu. Symbolem odrębności narodowej pozostaje armia oparta o tradycje i chlubne zapisy oręża. Świat się zmienia i miejmy nadzieję, że na „Błękitnym Globie” będzie coraz mniej konfliktów, ale zawsze będą potrzebne siły, które będą stanowiły wentyl bezpieczeństwa, uniemożliwiający przejście demokracji w anarchię. Każda szanująca się demokracja wie i przewiduje takie sytuacje. Armia to kręgosłup oraz mocne fundamenty każdej demokracji jak to powiedział Pan Prezydent w dzisiejszym wystąpieniu podczas generalskich nominacji. Szanujmy ludzi w mundurach oraz ich trud nie tylko podczas uroczystości z okazji święta, ale doceńmy ich wysiłek oraz odwagę w realizacji zadań bojowych. Dbajmy o ich bezpieczeństwo i wyszkolenie, bo to oni będą nadstawiać głowy, gdy tymczasem my będziemy się tylko modlić.
            
Dzisiejsza armia jest armią nowoczesną, wyposażoną w najnowsze osiągnięcia techniki. Postęp techniczny oraz naukowy w większości przypadków oparty jest o przemysł zbrojeniowy. Miliony dolarów Stany Zjednoczone Ameryki Północnej wydają na armię oraz jej techniczne wyposażenie. Tysiące amerykańskich żołnierzy uczestniczy w operacjach militarnych na Świecie, by strzec swoją demokrację przed terrorystycznym zagrożeniem. Miliony wydają na system wsparcia weteranów i kombatantów byłych konfliktów zbrojnych, nie zapominając o poległych i zaginionych. Naród amerykański szanuje i dba o swoich wojowników wspierając ich moralnie i finansowo. Bycie żołnierzem amerykańskim to godność i szacunek. Tak też było u nas, ale przed II Wojną Światową oraz za czasów PRL-u. Bycie żołnierzem polskim to był zaszczyt i szacunek społeczny. Do dziś znane są słowa piosenki, że za mundurem panny sznurem. Świadczyło to, że tylko wojskowy stanowił najlepszy materiał na męża. Dziś średnia budżetówka pozwala jako tako wiązać koniec z końcem, nie mówiąc o wyglądzie. Nie pomogą „rekonwersje” i „kwalifikacje” jeżeli status sił zbrojnych nie ulegnie poprawie. Jeżeli politycy oraz naród nie będzie widział konieczności utrzymania wysokiej jakości sił zbrojnych oraz zapewnienia właściwego statusu społecznego tych, którzy narażają swoje życie oraz zdrowie dla dobra nas wszystkich, wojsko polskie będzie tylko śmieszną kopią tradycji oręża polskiego. Pora zrozumieć rolę i znaczenie wojska polskiego w społeczeństwie, Europie i świecie.
            
Wracając do tematu tradycji oręża polskiego przydałoby się zastanowić nad poprawą jakości moralnej tych, którzy reprezentują mundur żołnierza polskiego. Regulaminy oraz Ceremoniał Wojskowy nie rozwiązuje problemu. Brak jest uregulowań, które tak bardzo charakteryzowały wojsko oraz nadawały mu specyficzny rycerski wymiar. Rycerze króla Artura mieli swój rycerski kodeks honorowy. Każda armia opiera się nie tylko na regulaminach, ale też na rozwiązaniach honorowych, które jasno i wyraźnie regulowały co to znaczy być żołnierzem. Gdyby nasza armia posiadała Kodeks Honorowy nie byłaby armią zatrudniającą wyrobników i bez osobowości moralnej oficerów, podoficerów oraz żołnierzy. Tylko poczucie honoru i godności jest wymierną wartością żołnierza. Wartość ta w procesie administratyzacji wojska ulega zatarciu. Dziś prawdziwych żołnierzy już nie ma. Moralny kręgosłup dzięki działaniom łamiącym charakter i ducha wojowników osłabia skuteczność sił zbrojnych. Wykształceni, teoretycznie przygotowani ale bez moralnego kręgosłupa stanowimy wizualnie dobrze prezentujące się wojsko, ale bez jaj. Korupcja, kradzieże, kumoterstwo były nie do pomyślenia w wojsku, dziś to codzienny proceder. Poświadczanie nieprawdy czy wewnętrzne personalne rozgrywki to proceder dzisiejszych dowódców i przełożonych. Wydaje się, że dzisiaj bycie żołnierzem to nie honor i zaszczyt tylko zawód. Lepiej czy gorzej, trzeba go wykonywać by się jakoś utrzymać.
          
Cywilne zwierzchnictwo nad armią, jak to dzisiaj Pan Prezydent powiedział musi ulec przewartościowaniu. Zgadzam się, tylko wreszcie niech ktoś nauczy się co to jest wojsko, na czym ono polega, jakie są jego potrzeby i wymagania i potem niech to wszystko wdraża w życie. Po tylu latach praktyki politycznej nie powinno być to trudne, a widzę, że w dalszym ciągu są tylko słowa. Brak zaparcia by wreszcie wszystko to ogarnąć. Mam nadzieję, że Pan Prezydent i nowo wybrany rząd wreszcie to zrozumieją. Przecież kuweta nie jest tak wielka. Zmiany, które muszą nastąpić nie mogą dotyczyć tych, którzy realizują prawidłowo zadania, ale sytemu oraz głowy. Funkcjonuje, jeszcze mam nadzieję do dzisiaj, to że każdy żołnierz chce być dobrze dowodzony. Jak dotychczas uczyły nas wojskowe szkoły, przez okres czterech, trzech lat jak być dowódcą. Dziś roczny kurs ma z cywila zrobić oficera. Kpina i żenada oparta o niezrozumienie kunsztu żołnierskiego. Trzyletnie kontrakty bez perspektywy rozwoju, mające na celu wyselekcjonowanie najlepszych. Ekonomiczne dla rządu, nie budują więzi z mundurem i wojskiem. Niespotykany w innych armiach brak zaangażowania nadzoru cywilnego wynikający z braku zrozumienia specyfiki wojska, które nie da się porównać do żadnej gałęzi gospodarki, doprowadzi w perspektywie czasu do degradacji już i tak niskiego morale armii. Jak walczyć i być zaangażowanym, gdy w perspektywie: bruk, ubóstwo, choroby, brak świadczeń emerytalnych. Wojsko powinno być monolitem zgranym i skonsolidowanym do bólu. Jak trzej muszkieterowie jeden za wszystkich wszyscy za jednego. Czy takie jest obecnie? Wątpię. Dzisiejsze obchody oraz uroczystości przy grobie Nieznanego Żołnierza prezentowały wysokie wyszkolenie kompanii honorowych oraz mniejsze z musztry Szefa Sztabu Generalnego WP, a przecież wojsko wzoruje się na przełożonych. Czyżby stosunek Pana Generała do wojska był taki jak jego zaangażowanie reprezentacyjne? Boję się co będzie dalej. 
            
Mówiłem o tradycji oraz o „Pierścieniu Oficerskim”. Dumny jestem z jego posiadania. Biorąc w dniu dzisiejszym rozwód z wojskiem w trzydziestą rocznicę służby oraz pożycia małżeńskiego przekazałem go w godne kobiece dłonie. W dalszym ciągu godność i honor oficera jest dla mnie najważniejszy. Toleruję, bo nie mam innego wyjścia, pseudooficerów. Mimo, że jestem oficerem nie jestem Donkichotem, z wiatrakami się nie będę potykał. Jeżeli społeczeństwo i wojsko toleruje takie standardy nie moją rolą jest je weryfikować. Cieszy mnie fakt, że ktoś mądry zrezygnował z ceremoniału nadawania „Pierścienia Oficerskiego”. Tym samy honor oficera został uratowany. Jeszcze nie czas.
P.S.
Towarzyszom broni z dawnych wojskowych lat z okazji naszego Święta życzę wytrwałości oraz wierności ideałom Polskiego Oręża.  

WIECZORNE POLAKÓW ROZMOWY

            Ostatnia sobota będąca jednocześnie pierwszą sobotą sierpnia 2011 roku była czasem spotkania towarzyskiego osób związanych przyjacielsko i koleżeńsko z Anią i Krzysztofem zamieszkującymi Radzyń Podlaski. W oparciu o ustawę o ochronie danych osobowych nie będę uszczegółowiał ich danych personalnych gdyż mogłoby się okazać, że sobie tego nie życzą. Powodem spotkania było kontynuowanie obchodów imieninowych gospodarzy. Praktycznie w niezmienionym składzie w godzinach popołudniowych spotkaliśmy się w domu gospodarzy by biesiadować i ucztować przy suto nakrytym stole. Tereska oraz Marian dotarli na imprezę wykwintnie odziani w oparciu o własny środek lokomocji potocznie znany, jako per pedes. Ela oraz Krzysztof dojechali z Międzyrzeca samochodem dodatkowo wyposażonym w dwa bicykle z uwagi na planowane w dniu następnym wojaże rowerowe. Basia i Artur, czyli ja i moja towarzyszka życia bez zbędnych obciążeń wyposażeni w dobry humor i pogodę ducha dotarliśmy na godzinę siedemnastą. Ostatnimi, którzy zaszczycili nas swoją obecnością byli Dzidka ze Szczepanem.
          
Gospodarze zaprosili do stołu. Kochani nie będę opisywał, jakie smakowitości zostały podane, ale sam fakt, że gospodyni wzięła urlop by przygotować ucztę świadczy o tym, że nie była to tuzinkowa biesiada. Krzysztof zaserwował nam ucztę duchową prezentując zdjęcia z pobytu w ukraińskim, bieszczadzie czym rozbudził apetyt niektórych biesiadników na przyszłe podróże. Biesiadowanie oparte o serwowane smakołyki mijało w miłej atmosferze. Aktualności polityczne i społeczne dostarczały tematu do prowadzonych rozmów i rozważań. Ożywienie i burzliwą debatę spowodowała tragiczna śmierć Andrzeja Leppera oraz dymisje w wojsku. Zdania były podzielone włącznie z tym, że piszącemu te słowa zarzucono niekonsekwencję w reprezentowaniu stanowiska i poglądów, z czym się stanowczo nie zgodziłem. Gorącą atmosferę debaty ostudziły kolejne smakołyki podane przez Anię. Fajnie też było pogdybać, co będzie z nachodzącymi wyborami. Zdania były podzielone, generalnie wszyscy się zgodzili, że raczej PiS nie powinien zagrażać naszej suwerenności. Nie było też zachwytów nad działaniami obecnie nam panujących. Rozważano możliwość ewentualnego wzrostu poparcia dla lewicy.
          
Powagę oraz doniosłość dysputy zepsuł piszący te słowa rzucając pod ocenę publiczną problem „siódemki”, który próbował rozwiązać już wcześniej, ale z uwagi na niekompetencję oraz niewiedzę musiał szukać pomocy w towarzystwie. Wspomniana siódemka zaistniała w komediowym serialu amerykańskim, a dotyczyła depilacji damskiej. Oczywiście dorastające dziecko płci żeńskiej starało się oświecić zgreda, ale przyznam się szczerze, że nie kojarzyłem, o co chodzi. Muszę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że towarzystwo też miało problemy. Depilacja wszystkim kojarzyła się z nogami. Świadczy to o tym, że Świat idzie do przodu my niestety zostajemy w tyle. Panowie przyznali mi rację, że moje skojarzenia są słuszne, czym potwierdzili, że sfery intymności nie są im obce. Panie raczej były oszczędne w ocenach, ale też nie potwierdziły naszych hipotez, czym wzbudziły mój niepokój i zastanowienie.
           
Nasze wieczorne rozmowy polaków trwały do późnych godzin nocnych. Jednak tematem powracającym była „siódemka”, która jak bumerang wracała, jako dowcip. Pożegnaliśmy Dzidkę i Szczepana, którzy na stałe opuszczali nasze towarzystwo przenosząc się do Rzeszowa. Wspomnienia minionych chwil pozostaną na zawsze z nami. Obiecaliśmy sobie, że będziemy się spotykać oraz odwiedzać w trakcie przejazdu w Bieszczad lub na Węgry. Wiem jednak, że pewien etap w naszym koleżeńskim bycie został zamknięty. Myślę, że szczególnie Ania i Krzysztof zostali dotknięci ich decyzją, śmiało mogą powiedzieć, że zostali sami. Tym bardziej, że wspólna życiowa rewolucja zawirowała ich życiem ogólnie i w szczególe. Kochani życzymy Wam wszystkiego najlepszego w nowych realiach oraz nowym bycie.
         
Terasa i Marian opuścili nas by udać się na zasłużony odpoczynek przed wyprawą samochodową do rodziny. Dzielnie asystowaliśmy sobie do godziny dwudziestej pierwszej w trudach biesiadowania by pożegnać się czule i czekać niecierpliwie na koniec miesiąca by ponownie spędzić wspólnie mile czas. Plac boju okupowany przez sześć osób dzielnie broniony przez gospodarzy padł wysiłkiem znużenia około godziny pierwszej. Wytłumaczeniem była jutrzejsza podróż piszącego do domu oraz wojaże rowerowe gospodarzy oraz gości z Międzyrzeca. Wieczorne rozmowy Polaków uznano za zamknięte.

MOJA WINA, MOJA WINA, MOJA BARDZO WIELKA WINA

           Kabaret medialny, który trwa od dwóch dni obrazuje zakłamanie polityczne obecnych władz, mediów oraz brak poczucia odpowiedzialności, sprawiedliwości oraz samokrytycyzmu. Zachowanie charakterystyczne dla małych dzieci, które gdy przeskrobią zrzucają winę na innych jest niehonorowe oraz niepoprawne politycznie. Dziwi tym bardziej, że jest to czas przedwyborczy i wydawałoby się, że można oczekiwać od obecnych władz realizacji działań, które potwierdziłyby ich wiarygodność. Społeczeństwo nie da się omamić tendencyjnymi działaniami pro rządowych mediów. Mimo, że nie darzę sympatią Pana Prezesa muszę mu przyznać rację, że działania obecnego rządu są niehonorowe. Uważam, że nie można było doprowadzić do sytuacji, że zaistniał konflikt między Prezydentem i Premierem. Uważam, że nawet jeżeli była propozycja ze strony Premiera Rosji wspólnej wizyty w Katyniu powinna ona być odłożona ze względu na wcześniej planowaną wizytę Prezydenta. Moglibyśmy się spierać, co by się stało gdyby katastrofa dotyczyła Premiera, ale stało się inaczej i dziś trzeba uderzyć się w piersi i powiedzieć: „Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”.           
         
Raport ministra Jerzego Millera traktowany dziś za wyrocznię w sprawie katastrofy Smoleńskiej spowodował trzęsienie ziemi w Siłach Powietrznych oraz w Wojsku. Pisany przez komisję, która możliwe, że była bezstronna jednakże firmowana przez osobę, która nie może powiedzieć, że nie jest stroną w sprawie, budzi wątpliwości co do dobrych intencji przewodniczącego. Wykorzystany przez rząd do odwrócenia uwagi od problemu oraz ukarania bogu ducha winnych. Mam nadzieję, że nie wywoła negatywnych konsekwencji w Siłach Zbrojnych RP. Rozwiązanie 36 specjalnego pułku lotnictwa transportowego zakrawa na kpinę z wojska i Sił Powietrznych. Takie postępowanie potwierdza jedynie brak kompetencji i zrozumienia, co to jest wojsko i czemu ma ono służyć. Wywijanie szabelką i pokazywanie, kto tu rządzi, tylko podkopuje autorytet i poszanowanie dla rządzących wśród żołnierzy. Pewny jestem, że teraz każdy dowódca sił, dla własnego RWD wyda rozkaz o zameldowaniu przez podległe jednostki stanu wyszkolenia oraz gotowości. Każdy zamelduje ministrowi o problemach, które były znane już dużo wcześniej i myślę, że wszystkich zdymisjonować się nie da. Warto przypomnieć w tym miejscu problemy z wyposażeniem misji w Iraku oraz Afganistanie, zakupem samolotów F-16, MiG-29 oraz Herkules. Problemów z wyposażeniem armii w KTO oraz Leopardy, by zrozumieć, że nic nie dzieje się za darmo. Tylko heroizm i zaangażowanie osób w mundurach, akurat tych zdymisjonowanych generałów, sprawiało że jakoś wszystko się kręciło. Teraz, kiedy tragedia szuka winnych, ich trud i zaangażowanie złożono w ofierze. Najśmieszniejsze jest to, że nowo opracowana przez Generała Czabana instrukcja szkolenia lotniczego została przyjęta na dziesięć dni przed katastrofą. Dziś przez obecnego Premiera, przez dymisję, została wyrzucona do kosza. Jak szkolić pilotów, jeżeli osoba, która opracowała zasady szkolenia w ocenie Rządu jest niekompetentna? Dowódca Sił Powietrznych ma problem. Reasumując, słusznym byłoby przypomnieć sobie wszystkie sygnały oraz meldunki, które musiały docierać do ministra, niekoniecznie do premiera, przykładem niech będzie Generał Skrzypczak, by uderzyć się w pierś i powiedzieć: „Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”.
           
         
Umywanie rąk stylem Piłata nie buduje uznania społecznego. Dzisiejsze wydarzenia czwartkowe podważają autorytet żołnierzy Wojska Polskiego. Najwyżsi rangą oficerowie zostali oskarżeni o brak kompetencji oraz umiejętności. Były Szef Sztabu Generalnego WP, Asystent Szefa Sztabu Generalnego WP, Szef Szkolenia Sił Powietrznych WP, Zastępca Dowódcy Operacyjnego zostali zdymisjonowani. Budzi się, zatem pytanie, czy przypadkiem inni nie powinni być podobnie potraktowani? Cywilne zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnym powinno być oparte na zrozumieniu wojska, jego struktur, organizacji, zależności, znajomości priorytetów oraz potrzeb. Tylko minister Sikorski zdawał się to rozumieć. Wydaje się zatem słuszna idea, że każdy polityk, który zamierza robić karierę polityczną powinien przynajmniej w podstawowym zakresie przejść przeszkolenie wojskowe by czuć potrzeby oraz zagrożenia suwerenności naszego kraju. Siły zbrojne niepopularne w czasach pokoju dają moralne wsparcie oraz bezpieczeństwo aktualnie sprawującym władzę. Niezrozumienie tej prostej zależności jest błędem politycznym i dyskwalifikuje rząd w oczach społeczeństwa. Zawirowania dotyczące Sił Zbrojnych, proszę mi wierzyć, już wkrótce odbiją się głośnym echem w strukturach NATO oraz innych naszych sojuszniczych rządów w tym USA. Wielką nieodpowiedzialnością jest doprowadzenie do sytuacji „Sądu Czarownic”, miast zastanowić się nad szukaniem rozwiązań systemowych. Nasza wiarygodność została dzisiejszymi decyzjami jednoznacznie zachwiana. Szanowni Panowie trzeba uderzyć się w pierś i w tym krótkim okresie przedwyborczym zaproponować wiarygodne rozwiązania systemowe. Decydując się na ostateczne rozwiązania w pierwszej kolejności powinno się konsultować z sojuszniczymi strukturami oraz innymi udziałowcami, by przypadkiem jak to było w przypadku WSI nie wylać dziecka z kąpielą. Kolejny raz polska natura działania bez myślenia wzięła górę nad rozsądkiem. Myślę, że stawia to nas w złym świetle opinii międzynarodowej. Wszystko jeszcze przed nami, ale patrząc z perspektywy czasu kochani muszę się przyznać, że to moja wina. Przez trzydzieści lat siedziałem cicho.          

NA DRZWIACH OD STODOŁY

            Pamiętne słowa Pana Prezydenta świetnie obrazują obecne nastawienie polskiego establishmentu do Polskich Sił Zbrojnych. Nie ma już zrozumienia problemów oraz trudności, jest wyraźne odcięcie się polityków, a wręcz nawet kopanie leżącego. Wielki szacunek oraz uznanie kunsztu lotniczego zobrazowane słowami Prezydenta, że polski pilot i na drzwiach od stodoły poleci, jeżeli będzie trzeba przeszły do historii. Dziś głośno wszyscy krzyczą, że w wojsku jest źle, a szczególnie w lotnictwie, i konieczne jest strącenie głów za obecny stan, by sytuacja uległa poprawie. Paranoja i obłuda sięgnęła bruku. Polityczna amnezja szokuje i budzi przerażenie. Czyżby dziś już nikt nie pamiętał sygnałów o złym stanie lotnictwa, wojska oraz problemach, które od przeszło dwudziestu lat gościły w salonach politycznych? Które nie spotkały się ze zrozumieniem, gdyż wiązały się z olbrzymimi kosztami, na które nie było stać młodej demokracji. Odpychane na bok jako niewygodne i społecznie drażliwe w dobie demilitaryzacji. Łatanie dziur oraz stwarzanie medialnej propagandy sukcesu opartej na F-16 i Herkulesach idealnie potwierdzają dowcip Laskowika o ciągniku, który ma trzy sprawne koła i tylko jedno zepsute. Obłudą i brakiem zrozumienia są próby porównywania oraz nakłaniania Sił Powietrznych do brania przykładu z lotnictwa cywilnego, które pod względem ekonomicznym oraz funkcjonalnym jest nieporównywalne. Głupotą oraz nonszalancją jest poszukiwanie i osądzanie winnych, kiedy zawiódł system, nie ludzie. 
             Winna jest demokracja oraz ekonomia. Zabrakło odwagi rządzącym do przeprowadzenia bolesnych, ale koniecznych przemian restrukturyzacyjnych armii. Od dwudziestu lat wiemy, że brak jest pieniędzy na szkolenia oraz logistykę. W dalszym ciągu pokutuje teoria prężnych sił zbrojnych nieadekwatna do możliwości. Mini mocarstwowość oraz ambicjonalność dowódców oparta na czasie przeszłym pokutuje tym, że się „kraje, choć materiału nie staje”. Zaspokojenie naszych narodowych potrzeb do „wywijania szabelką” oraz demonstrowania, że Polska wojskiem stoi nie pociąga za sobą kontrybucji finansowej na rozwój oraz poprawę kondycji Polskich Sił Zbrojnych. Przeszło dwadzieścia lat wiemy o konieczności zakupu nowych samolotów VIP-owskich. Wielokrotnie problem dyskutowano, omawiano i wyjaśniano, jednak ze względów ekonomicznych do dnia dzisiejszego brak decyzji. Przeszło dwadzieścia lat wiemy, że polscy piloci nie mają się na czym szkolić i w dalszym ciągu mówi się tylko o zakupie samolotu szkoleniowego. Armią i lotnictwem chcemy się chwalić, brak jest jednak decyzji politycznych, oczywiście niepopularnych społecznie w dobie pokoju, o dofinansowaniu armii. Z jednej strony chciałoby się pochwalić „szabelką”, z drugiej strony zapomina się, że nie ma nic za darmo. Heroizm polskich żołnierzy, którzy przez lata przedkładają „konieczność” nad zdrowy rozsądek, bo tego wymagają od nich pseudodowódcy zmuszeni przez polityków, skutkował katastrofą w Smoleńsku. Proszę mi wierzyć, że nie ludzie tu zawinili, ale system oparty na jednym wojskowym zdaniu – „Gówno mnie to obchodzi jak, ma być, i wszystko”. 
           Rozważanie dzisiaj, kto, jak zawinił służy tylko wprowadzaniu działań pozoracyjno-maskujących, które mają na celu ukrycie podstawowego problemu, którym jest niekompetencja polskiego rządu, zakłamanie polityków wszystkich opcji, którzy kierują się nie dobrem ogólnospołecznym, lecz realizacją swoich interesów, a nie uzdrowieniem oraz uwiarygodnieniem kondycji militarnej polskiej armii. Dotychczasowy proceder zamykania ust wojownikom, w oparciu o propozycje drogi przyśpieszonego awansu bądź kierowaniu na stanowiska niebytu wojskowego, musi ustąpić miejsca radykalnym zmianom struktur armii w nawiązaniu do ekonomicznych możliwości państwa. Dość mrzonek o potędze armii, skupmy się na jej możliwościach i wyszkoleniu. Trzeba tragedii, by mogło się zrealizować polskie przysłowie, że Polak mądry po szkodzie.
           Winni poniosą konsekwencje, bo chcieli dobrze, chcieli utrzymać mit, że Polak potrafi. Wszyscy wiemy, że koszty są niewspółmierne do tezy. Zginęło tylu wspaniałych ludzi, a my w dalszym ciągu nie potrafimy wyciągnąć wniosków. Nasz strach o własną dupę, paraliżuje Prezydenta, Premiera, Rząd oraz polityków. Wszyscy myślą jak się oczyścić z zarzutów. Kombinują, realizując pseudo działania oparte na dymisjach lub pisaniu raportów. Nikt nie mówi o kompleksowych rozwiązaniach lub ich braku. Czesi potrafili nawet w czasie swojej europejskiej prezydentury zmienić rząd, by ustrzec się przed posądzeniem o brak obiektywizmu. Czy my Polacy potrafimy posunąć się do takich poświęceń? Myślę, że nie. Nie przed wyborami. Oczywiście polecą głowy, by uciszyć media i gawiedź, ale właściwie nic się nie zmieni. W dalszym ciągu będziemy kombinowali jak to zrobić, żeby wszystko było dobrze, chociaż nie będzie, bo niby za co. W dalszym ciągu w cenie będzie popularne w wojsku powiedzenie RWD (Ratuj Własną Dupę), kiedy prokurator wisiał będzie nad głową, ale przecież takie są realia wojska już przeszło trzydzieści lat. W dalszym ciągu będziemy marzyć o wielkości polskiego oręża prowadząc „Rekonwersję” w oparciu o ludzi minionej epoki oraz mamić społeczeństwo umiejętnościami oraz wyszkoleniem, którego z braków funduszy nie ma. 
           Całe szczęście mamy jeszcze ludzi, którzy kochają swój zawód. Ludzi, którzy widzą swą przyszłość w wojsku. Ludzi, którzy mimo przeszkód oraz problemów realizują szkolenia. Doskonalą swój fach i kunszt kosztem czasu prywatnego. Którzy za własne pieniądze kupują dostępne wyposażenie. Fascynatów, którzy kochają wojsko i gotowi są dla dobra Ojczyzny do poświęceń. W czasach, gdzie służba wojskowa nie jest już przymusem, zdobycie ich zaufania oraz zaangażowania powinno być głównym zadaniem realizatorów przemian polskiego oręża. Prężna, zwarta armia, wielkością dopasowana do możliwości nie aspiracji, oparta na wysokiej klasy uzbrojeniu oraz wyszkolonych żołnierzach to cel, który powinien przyświecać polskim politykom. Nikt nie będzie wtedy mówić, że polski pilot na drzwiach od stodoły polecieć potrafi bo nie będzie „musiał”, lecz będzie wtedy realizował zgodnie z prawem i wyszkoleniem postawione zadanie.