CHCIAŁBYM WAM POWIEDZIEĆ, ŻE JA …..

         Nie będę przytaczał słów znanej polskiej piosenki, ale chcę się z wami podzielić wrażeniami z pogranicza konspiracji, szpiegostwa oraz wywiadu bez względu na jego rodzaj (państwowy, gospodarczy). Żyjemy w świecie, w którym informacja ma wartość wymierną, przeliczoną w polskim przypadku na złotówki. Jeszcze nie tak dawno, bo zaledwie dwadzieścia lat temu tajne lub ściśle tajne dane dotyczyły wojskowości oraz obronności kraju. Dziś praktycznie każda wiedza jest obwarowana ograniczeniami publikacyjnymi. Chciałbym Wam powiedzieć, że przypominają mi się czasy głębokiego socjalizmu. Informuję młodzież, że w Polsce nie było komunizmu. Proszę poczytać encyklopedię lub inne mądre wydanie historyczne opisujące ustroje. Komunizm to był cel socjalizmu i daleko mu jeszcze było do realizacji utopijnych założeń. Wracając do tematu, za czasów socjalizmu oraz zimnej wojny, media w liczbie trzy: radio, telewizja oraz prasa bombardowały nas ostrzeżeniami, że „Wróg Czuwa”, nakłaniając do ostrożności, uczulając na dziwnie zachowujące się osoby. Zabraniając fotografowania: zakładów pracy, jednostek wojskowych, lotnisk oraz stacji kolejowych strasząc „Tiurmą”. Presja ustrojowa ograniczała możliwości edukacyjne oraz rozwojowe osobom niepoprawnym politycznie lub pochodzeniowo, co jak się okazało nie przeszkodziło przeciwnikom „reżimu” zdobyć wykształcenie oraz wiedzę. Młodzieży, nie musiałaś zgłębiać wiedzy zawartej w „Czerwonej Cegle”[1], ale obawiam się, że jak minie jeszcze z pięćdziesiąt lat znajdzie się jakiś nawiedzony, który oczaruje się prawdami w niej zawartymi i będziemy mieli powtórkę z rozrywki. Cegła nie przeszkodziła jednak zmianom ustrojowym, a bym powiedział wręcz pomogła. Dziś ci, którzy się na niej wychowali brylują w prawicowych przekazach, a przecież musieli znać na pamięć jej przesłania by ukończyć studia. Może pomogła im odróżnić utopię od realizmu. No cóż, co się nie robi dla historii.           
           
Ochrona tajemnicy posunięta była do granic absurdu. System inwigilacji oraz kontroli doprowadzał do zastraszenia oraz nieufności. Do dzisiaj jeszcze funkcjonują kawały, w których gość siedzi w więzieniu za lenistwo. Nie chciało mu się iść na milicję przekazać informacji o koledze, który jednak to zrobił. Dopiero lata osiemdziesiąte uzdrowiły atmosferę, ośmielając opozycjonistów oraz osłabiając już zdegenerowany system represji. Dalsze zmiany ustrojowe odwróciły sytuację, zmieniając relacje polowania. „Zwierzyna” zaczęła polować na „myśliwego”. Oczywiście polowanie się nie udało, co może nas uchroniło od przelewu krwi. Jednak zawziętych „zwierzaków” u nas ci nie brakuje, ale ich poczynania stwarzają więcej szkód niż pożytku. Odtworzenie struktur wywiadowczych zajmie wiele lat, i to wcale nie jest pewne, że się uda z obawy o kolejnych nawiedzonych. Dajmy kolegom w spokoju pracować nie angażując w to media. Straszne jest to, że media nie czują, co wypada, a co nie wypada. Pogoń za sensacją często wylewa dziecko z kąpielą. Gdzie jest poczucie narodowej więzi oraz polskiego interesu politycznego? Błądzić jest rzeczą ludzką, ale nagłaśnianie błędów strategicznych jest przestępstwem. Zagraża bezpieczeństwu nas wszystkich jak i tych, co piszą oraz publikują. Rozumiem wolność prasy oraz dostępność informacji, ale wydaje mi się, że musi być ona wyważona. Można piętnować błędy, ale nie rozmawiać o szczegółach. Fajnie, że dziennikarze czuwają nad naszym bezpieczeństwem oraz przypadkami społecznej niesprawiedliwości piętnując i pokazując, czym przyczyniają się do administracyjnej reakcji urzędów państwowych. Gorzej, kiedy zwracają uwagę na błędy popełniane w polskim systemie bezpieczeństwa. Chociaż, przepraszam zwracam honor. Jeżeli dziennikarze potrafią wyszukać możliwości przecieku informacji to pewnie instytucje zainteresowane potrafią to lepiej. Uczulenie oraz pokazanie błędów pozwoli ustrzec się ich na przyszłość. Chociaż dla wojskowego boli, że istotne dla obronności dane są publikowane. Trzeba być idiotą publikując dane lokalizacji koszarowej sił specjalnych w ramach przetargu o remont. Chyba, że chodzi o wprowadzenie w błąd przeciwnika. Jednak w dalszym ciągu uważam, że o pewnych „sprawach” powinno być jak najmniej informacji w przekazie.
           
        
Dzisiejsza ochrona tajemnicy przerasta swym zasięgiem i zakresem jej niedojrzale dziecko z czasów socjalizmu. Dzisiejsza walka o ochronę informacji zakrawa na paranoję. Śmieszne wydają mi się dziś hasła, że wróg czuwa. Praktycznie czuję, że moje przeciętne życie obwarowane jest niepisanym przekazem „Uważaj, co mówisz, piszesz, słuchasz, czujesz oraz przekazujesz”, bo może być to na granicy prawa i ktoś „pociągnie” cię do odpowiedzialności. Kiedyś szukając miejsca zamieszkania kumpla w inny mieście wystarczyło dotrzeć do książki telefonicznej lub poszukać nazwiska w spisie mieszkańców na klatce schodowej. Dziś wkurza, że ktoś dzwoni personalnie do Ciebie i proponuje spotkanie reklamowe prezentujące zdrowotną pościel. Przecież dane personalne są zastrzeżone. Wniosek: ktoś musiał je sprzedać bez naszej wiedzy. Ostatnio chciałem zaprezentować zdjęcia, które wydawało mi się świetnie odzwierciedlały wakacyjny nastrój wspólnego odpoczynku. Zapomniałem tylko, że nie ja jestem ich autorem. Autor akurat nie miał przyjemności w ich opublikowaniu. Uzmysłowiło to mi, że informacje zawarte nie tylko w Internecie są obwarowane prawami autorskimi oraz ich wykorzystanie musi kosztować i posiadać zgodę właściciela. Paranoja ochrony praw osobistych sięga zenitu, kiedy uzmysłowimy sobie, że w dzisiejszych czasach jesteśmy permanentnie inwigilowani. Niech się chowa SB-ecja ze swymi przestarzałymi formami podsłuchu i inwigilacji. Dziś jesteśmy słuchani, podsłuchiwani oraz śledzeni non stop przez systemy telekomunikacyjne. Przecież wszyscy o tym wiemy. Bilingi naszych rozmów są dla sądów dostępne. Tym bardziej, gdy bezpieczeństwo w dobie zagrożeń asymetrycznych jest ważniejsze niż nasze poczucie intymności. Warto jednak pamiętać, że nie o wszystkim wypada opowiadać przez telefon. Pamiętajmy, że ktoś czuwa by nam żyło się bezpieczniej. Warto też przemyśleć nasze członkostwo w społecznościowych portalach. Przyjemność kontaktowania się ze znajomymi proszę mi wierzyć kosztuje. Proszę przeczytać bardzo uważnie regulaminy, a dowiemy się, że nasze dane osobowe wykorzystane zostaną w działalności reklamowej, za którą firmy nieźle zapłacą. Żyjemy w czasach, że nic za darmo. Ułomne przeświadczenie zaistnienia w mediach, które niby nas nobilituje, przysparza profitów nie nam, ale tym co nas publikują. Przerażające jest to, że młodzi nie czują zagrożeń. Wychowani już w czasach demokracji nie posiadają tak znanego nam, ukształtowanego przez rodziców, instynktu samozachowawczego. Łatwowierność, szczerość oraz oddanie prezentowane na stronach portali społecznościowych przeraża oraz budzi strach, że nie widzą "złego". 
           
         
Czas zafascynowania Internetem minął. Zbudził się rozsądek, który zmobilizował do przemyśleń. Informacja, z jednej strony ogólnodostępna z drugiej strony jest towarem, który ma swoją wartość oraz cenę. Dostępność chroni nas przed błędami oraz porażkami, cena oraz wartość uczy nas szacunku i pokory. Firma, z którą chcę nawiązać współpracę, jeżeli nie jest w KRS nie zdobędzie naszego zaufania. Propozycje, których nie zweryfikujemy w Internecie, nie budują podstaw do dobrej współpracy. Jednakże coraz częściej zdobycie tych informacji kosztuje. Biorąc pod uwagę powyższe doszedłem do wniosku, że snobistyczne zadowolenie „istnienia” w Internecie jest niewspółmierne do kosztów ponoszonych przez moją osobę. Upublicznieniem siebie oraz mojej rodziny nie przysparza profitów lecz odwrotnie stwarza zagrożenia. Spokój osobisty oraz najbliższych jest niewspółmierny do wyróżnienia. Chciałbym Wam powiedzieć, że podejmując trudną dla siebie decyzję (lubię być na świeczniku) wycofania się z Internetu miałem na względzie zachowanie „dóbr osobistych” oraz wszystkiego co jest z tym związane poprzez nie upublicznianie siebie oraz moich bliskich. Pozostawiam sobie tylko furtkę w formie blogu, który zaspokaja moje ego oraz przyjemność pisania oraz tworzenia (prawa autorskie zastrzeżone).  

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.