TOLERANCJA – ZROZUMIEĆ INNYCH

        Pojęcie, które od wieków z większym lub mniejszym sukcesem towarzyszy ludzkości. Tolerancja ma rożne oblicza oraz służy rożnym celom. Tak proszę Państwa „tolerancja” podobnie jak „godność” jest jak kobieta lekkich obyczajów wykorzystywana do społecznych i politycznych celów. Zależy tylko, co chcemy osiągnąć i jakiemu celowi ma służyć. „Zero tolerancji” Premiera Giertycha jest przykładem, że tolerancja może być negatywnym obrazem życia społecznego. Strach przed konsekwencjami braku tolerancji „stłamsił” zawód nauczyciela. Strach przed brakiem tolerancji osłabił skuteczność służb porządkowych i policji. Posądzenie o brak tolerancji w Stanach Ameryki Północnej prawie gloryfikuje obywateli o czarnej karnacji skóry. Posądzenie o brak tolerancji uziemia naszą wolę i chęć działania w sytuacjach, gdzie „godność” człowieka jest zagrożona. Boimy się posądzenia o nadużycie siły bądź prześladowanie np. małoletnich, posądzenia o brak tolerancji. Paranoja i tak źle i tak niedobrze. Chcemy z jednej strony być tolerancyjni z drugiej strony nie można być zawsze tolerancyjnym. Granica tolerancji uzależniona jest nie od nas samych, lecz sugestii środowiska. Ono dyktuje nam kanony postepowania. 
       
Nasza reakcja na znęcanie się nad bezdomnym, przemoc w rodzinie, znęcanie się nad zwierzęciem, jeżeli jest skuteczna sprowadzająca się do ubezwłasnowolnienie winnego, przy założeniu, że nikt nas nie potraktuje ostrym narzędziem jak pamiętnego policjanta z Warszawy, wydaje się godnym postepowaniem. Prawdą jest, że nie przywróci nam to życia, ale jaka dumna będzie rodzinka mając pośmiertnego bohatera. W przypadku, gdy nasz brak tolerancji na przemoc zakończy się sukcesem i obezwładniamy „sadystów” może się okazać przy działaniu dobrego prawnika, że nasz czyn był przestępstwem, który pozbawił godności obywatela pozbawiając go czci i wolności. Nadużycie siły oraz przemoc uziemi nas na kilka lat w odosobnieniu. Czyli mamy tak zwane „przechlapane”. Wielokrotnie czytałem i słyszałem, że tak kończą przeważnie miłośnicy walk wschodnich, którzy nasłuchali się prawd o godności i poszanowaniu człowieka. Dzisiaj „kiblują” w „pierdlu”, bo ujęli się w obronie poszkodowanego, no może troszeczkę za bardzo przejęli się rolą i komuś za bardzo przyłożyli, ale przynajmniej skutecznie odstraszają tych z nadmiarem testosteronu. Sądy, które mają stać na straży demokratyzacji życia, jak prawdziwi ślepcy rozdają razy nie zawsze tam gdzie trzeba. Karząc nie zawsze słusznie, ale chyba bezstronnie. Brak tolerancji na przemoc lub jej nadmiar karze wszystkich bez względu na słuszność postępowania i zachowania. Istotna jest ocena społeczna. Co robić, by było dobrze, by wszystkich zadowolić? Mamy się przyglądać jak na naszych oczach katują człowieka, czy reagować? Większość salwuje się ucieczką lub brakiem zainteresowania odwracając głowę, by ustrzec się niepotrzebnych komplikacji prawno-sądowych. Inni próbują reagować często z ujemnymi skutkami dla swojej osoby. Pozostali myślą, że tolerancja wyjaśni naszą bezsilność na przemoc i chamstwo tłumacząc, że przecież jest policja i straż miejska. Tylko, że jest tak zwane „sumienie”, które gdy człowiek prawy nie daje mu spokoju. Reagowanie w mojej ocenie jest konieczne tylko trzeba się zaopatrzyć w „kamizelkę kuloodporną”, kask bokserski chroniący przed obiciem, no i oczywiście zrobić dużo hałasu, że nas biją oraz zmobilizować przechodniów poprzez popularyzację informacji, że napastnicy „dopuścili się moralno-etycznej zbrodni jak skrzywdzenie dziecka” jeżeli zdążymy? Kochani „lincz” mamy murowany, przy okazji uratujemy jakiegoś niewinnego. Gorzej, gdy będzie ich kilku i co gorsza będą mieli maczety jak Ci w Krakowie. Przepisu na taką sytuację niestety nie posiadam.
       
Poczucie naszej tolerancji jest wielkie. Potrafimy wybaczyć morderstwo, gwałt, ale gdy ktoś skrzywdzi dziecko nasza tolerancja przemienia się w agresję. Dzieci w naszym kraju to świętość. Pedofile mają przerąbane nawet w więzieniu. Oczywiście jak zwykle mamy i w tym przypadku przegięcie. Dziecko może pozbawić nas praw rodzicielskich lub wsadzić do więzienia. Dziecko, krzywdzi dziecko i mimo, że mamy „Brak tolerancji dla przemocy” przemoc kwitnie w szkole i rodzinie. Tolerancja potrafi wytłumaczyć wszystko nawet naszą bezsilność i głupotę. Tolerancja jest wspaniałym tłumaczeniem polityków oraz ich braku skuteczności. Przestępczość, agresja, narkomania, alkoholizm to skutki tolerancyjnego podejścia do życia instytucji odpowiedzialnych za jakość moralną, etyczną, ideologiczną kraju nad Wisłą.
      
W imię tolerancji za normalne społecznie pomału zaczynamy uważać dewiacje. Schyłkowy Rzym czy Grecja uważały współżycie seksualne z małoletnimi za normę społeczną. Pedofilia, homoseksualizm, biseksualizm, zoofilia „(gr. ζωον, zōon – "zwierzę" i φιλία, philia – "przyjaźń" lub "upodobanie") – rodzaj parafilii: stan, w którym jedynym lub preferowanym sposobem osiągania satysfakcji seksualnej jest wykonywanie czynności seksualnych przy udziale zwierząt. Przykładowo można wymienić: avisofilię (w tym przypadku pobudzenie seksualne związane z ptakami), ekwinofilię (pociąg seksualny do koni), kynofilię (związana z psami), ofidyfilię (związane z kontaktem z wężami), czy nawet formikofilię (związaną z owadami)”[1]. Jak widzimy dewiacji w samej dziedzinie zoofilii mamy od groma i wszystko to pomału zaczyna u nas być tolerowane. Nawet kościół za wyjątkiem in vitro oraz używania prezerwatyw milczy. Tym bardziej, że czasami w sprawie pedofilii ma nieczyste sumienie. Tolerancja ogarnia Świat. Związki homoseksualne już w kilku krajach mają osobowość prawną. Znani i popularni homoseksualiści mogą rodzić dzieci, oczywiście nie ze sobą, ale jakoś sobie z tym radzą. Dziecko tylko ma problem, bo ma dwóch tatusiów bez mamy. Kiedy dorośnie walnie sobie „jointa”, bo będzie można, jako lekki narkotyk i nie będzie miało z tym większych problemów. Prawdą jest, że nie będzie mogło skorzystać z „dopalaczy”, bo szkodzą, ale „Red Bulla” lub „Tigera”, które nie są dopalaczami tylko napojami „energetyzującymi” wzmocni jego życiowe zaangażowanie. Tolerancja da mu przekonanie, że „wszystko, co ludzkie nie jest obce”. Tolerancja pozwoli kopnąć leżącego lub dać w mordę o tak dla przyjemności, bo przecież nikt mu nie podskoczy, bo jest poszkodowany, bo nigdy nie miał matki. Matki, która nauczyłaby, co to jest dobroć. Wszyscy uronią łzę nad jego losem i zachwycimy się jacy jesteśmy tolerancyjni. Tolerancja pozwoli mu wybrać światopogląd najbardziej odpowiadający sadystycznym skłonnościom. Myślę, że sataniści, nacjonaliści czy inne ugrupowania będą dumne z posiadania tak wyrobionego członka. Tolerancja pozwoli publicznie wyrażać swoje poglądy oraz publicznie manifestować ich przesłania z eksterminacją włącznie. Wszak jesteśmy tolerancyjni.
        
Tolerancja, która jest największym dobrem demokracji jest też „gwoździem do trumny” jej istnienia. Tolerancja prędzej czy później prowadzi do anarchii. Tolerancja przez wielu postrzegana jest jako słabość. Hitler, Mussolini, Cezar czy Aleksander Wielki nie kierowali się tolerancją podbijając Świat. Eksterminacja narodu żydowskiego nie opierała się na tolerancji wiary i poglądów, lecz na dominacji rasy aryjskiej, która nie tolerowała odmiennych wariantów. Brak tolerancji prawie unicestwił populację. Brak tolerancji unicestwiał kultury i cywilizacje, ale wprowadzał „silniejsze nowe”, które z czasem tolerancja gubiła. Paranoja braku lub nadmiaru tolerancji jest cechą charakterystyczną gatunku homo sapiens, jest podstawą ewolucji. Czy nam to się podoba czy nie „tolerancja” lub jej brak tworzyć będą nasze jutro. Podobnie jak to było z „godnością” punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Jak to się mówi - "zwycięzców się nie osądza". Ich brak tolerancji z czasem uchodzić będzie za tolerancję. 

GODNOŚĆ CZŁOWIEKA

         „Godność – jest pojęciem odnoszącym się do człowieka i oznacza szacunek dla samego siebie oraz poczucie własnej wartości. Godność nie pozwala człowiekowi popełniać niektóre czyny, które są powszechnie uznane za złe, niegodziwe i nie przyzwoite. Godność nie pozwala także człowiekowi na poniżanie się przed innymi osobami. Najczęściej człowiek, który posiada godność jest powszechnie szanowany, jednak czasami właśnie z tego powodu jest on także potępiany – dzieje się tak na przykład, gdy godność nie pozwala w pewnych przypadkach prosić o pomoc.
         
Godność człowieka w filozofii oznacza nic innego jak tylko to, że człowiek istnieje jako cel, a nie centrum wszystkiego, co się dzieje. Godność jest elementem niezbędnym w strukturze bytowej człowieka.
         
W polskiej konstytucji i kodeksach godność oznaczana jest, jako niezaprzeczalna wartość należąca do człowieka, której nikt ani nic nie ma prawa go pozbawiać. Człowiek ma prawo do godnego życia, śmierci, traktowania. Godność ludzka jest nieodłącznym elementem osobowości człowieka. Godność jest także podstawą wolności, sprawiedliwości, a także pokoju panującego na świecie. Godność rozumiana jest także, jako stanowisko w pracy, piastowany wysoki urząd, czy też wielki zaszczyt, jaki spotkał daną osobę.”[1]            
         
Wielokrotnie się zastanawiałem nad pojęciem godności i wielokrotnie w swoich opracowaniach powoływałem się na nią, traktując, jako wartość moralną. Trudno pisać o godności, kiedy właściwie można ją zastąpić pojęciem: poczuciem własnej wartości, ambicją, zarozumialstwem, dumą, pogardą, prawością, obłudą, fałszem, honorem itp., Czym zatem się różnią? Dlaczego godność jest inna? Godność nie jest inna. Godność to my i to jak nas postrzegają. Godność to wszystko, co mamy do dyspozycji w kontaktach międzyludzkich. Godność to własna i innych ocena naszych wartości moralnych, społecznych i etycznych. Staramy się żyć, być i funkcjonować godnie. Tylko pytaniem jest, co to znaczy żyć godnie? Podejrzewam jak nas jest kilkadziesiąt milionów Polaków, każdy mimo zbieżnych opinii miałby swój osobisty przepis. Liczy się jednak opinia środowiska i to ono ma decydujący wpływ na to czy żyjemy godnie. Polska prochrześcijańska popkultura określiła standardy godnego życia, którego ideałem jest życie zgodne z wartościami chrześcijańskimi. Co nie znaczy, że nie ma w Polsce tolerancji na inne wzorce. Nie kradniesz, nie zabijasz, chodzisz do pracy i kościoła, masz żonę i dzieci, które też prowadzasz do kościoła, cieszysz się uznaniem społecznym, czyli można powiedzieć, że godnie żyjesz. Tylko jest jeden problem. Godne życie widziane przez społeczność oraz oceniane przez nas samych w rzeczywistości może być rozbieżne. To, co widzi społeczność nie zawsze pokrywa się z prawdą. Wszak do alkowy nikt nam nie zagląda, a tam okazuje się wychodzi z nas „zwierzę”, bo mamy inne pojęcie godności osobistej. Przewrotność natury ludzkiej jest znana od wieków i od wieków wiemy, że prędzej czy później pokazuje nam swoje prawdziwe oblicze. Fałszywa godność uzależniona jest od życiowych okoliczności. Życie weryfikuje godność pokazując nam prawdziwe jej oblicze, które nie zawsze nas nobilituje. 
           
        
Odrębnym pojęciem jest poczucie „godności osobistej”. W zależności od uznania, honoru oraz oceny własnej wartości, zależy nasza własna godność. Wojsko, jako instytucja jest szkołą kształtowania godności. Wielokrotnie zastanawiałem się, dlaczego tak się dzieje? Myślę, że młody człowiek nieokrzesany, zbuntowany ukształtowany przez rodziców przeciwko wszystkiemu i wszystkim nagle trafia pod walec wojskowej dyscypliny. Pozbawiany do podstaw godności ulega długotrwałej transformacji. Jak feniks z popiołów osobowości kształtuje się z czasem jego poczucie godności. Jedni dają się uformować inni z urazami na psychice wracają do szarej codzienności. Mam kolegę po studiach uniwersyteckich. Marek był wesołym pogodnym studentem pełnym fantazji i pomysłów wieku młodzieńczego. Niestety zgodnie z ówczesnym polskim prawodawstwem po ukończeniu studiów trafił na rok do SOR (Szkoły Oficerów Rezerwy) i to tak niefortunnie, bo do Elbląga. Dla niewtajemniczonych do Podoficerskiej Szkoły Zawodowej im. Rodziny Nalazków (nieistniejąca) cieszącej się niezbyt dobrą opinią urabiania charakterów. Rok urabiania złamał psychikę kolegi. Do dnia dzisiejszego ma problemy. Nie darzy miłością kolegów w mundurach, bo miał już ukształtowaną godność osobistą, a ktoś próbował ją zniszczyć. Inaczej się dzieje z tymi, którzy zdecydowali się z własnej woli poświęcić karierze wojskowej lub przynajmniej im się wydawało, że to jest ich przyszłość. „Selekcja” niczym ta z telewizji wykrusza słabe charaktery, a może silne, które nie potrafiły się jej poddać. My, którzy daliśmy się urobić wraz z rozwojem kariery zawodowej kształtowaliśmy swoje poczucie godności zawodowej. Im więcej na pagonach tym bardziej godność rosła w siłę. Tylko, że zawsze był ktoś, kto miał tych gwiazdek więcej i jego godność była większa niż nasza. Godność zależy od człowieka, ale w wojsku uzależniona jest od stopnia. Zdażają się przypadki, że czasem ma ludzkie oblicze, ale tylko w pewnym zakresie. Kolegę, którego ostatnio spotkałem, a z którym dość blisko współpracowaliśmy nad wojskowym problemem, mając wężyki generalskie na pagonach poprosił mnie bym przypomniał mu skąd się znamy. Inny, który nie odżegnuje się od znajomości z chwilą, kiedy usłyszy słowa „mam prośbę” sztywnieje i odpowiada – „nie ma sprawy”. Poczucie godności nie pozwala im zniżyć się do poziomu petentów. Rozumiem takie postępowanie, bo sam jestem wojskowym i wiem, że w opinii środowiska musimy dbać o swoją pozycję służbową.
Godność w wojsku ma historyczne tradycje i ukształtowała się na bazie doświadczeń pokoleń. Buntowałem się w pewnym okresie swojej kariery wojskowej chcąc nadać godności ludzkie oblicze i niestety słono za to zapłaciłem. Podwładni, koledzy nie docenili mojej otwartości na sugestie i pomoc, odczytano to za słabość. Dziś już wiem, że godność, chociaż działa tylko w „dół” jest koniecznością w wojsku poprawnego funkcjonowania. Godność jest dla podwładnych, w stosunku do przełożonych jest uległością. Jedynie zbuntowani lub Ci, którym nie zależy, mogą nie doceniać znaczenia godności. Jeżeli posiadają wartości ich nobilitujące, arogancja zostaje wybaczona, ale niezapomniana. Prędzej czy później za bunt zostaną ukarani, chyba, że sami zostaną „Godnymi”.
         
Wypracowane przez wieki reguły godności, jak sami zauważamy w dzisiejszych czasach ulegają dewaluacji. Pewne wartości, które charakteryzowały godność jak honor, odwaga, prawdomówność, szczerość i pryncypialność dziś tracą na znaczeniu. Ludzie godni, którzy dziś kształtują oblicze i wizerunek człowieczeństwa kierują się innymi principiami. Kłamstwo, fałsz, obłuda rozumiane, jako polityczne dogmaty znajdują coraz częściej społeczne poparcie. Prosty obywatel nie rozumie pompatycznych pojęć, do niego przemawia prosty nieskomplikowany język, który nie zawsze musi wyrażać prawdę. Dzisiaj człowiek godny to człowiek z kasą i siłą, wspartą poparciem społecznym. Dzisiaj „Judymów” się zamyka w psychiatryku, jako niebezpiecznych wariatów. Godnego mamy senatora na Podlasiu, chociaż jest z inne „wsi”. Godnych mamy tych samych posłów, którzy już uzawodowili swoje powołanie. Godnych mamy samorządowców i urzędników państwowych. Tylko nam jeszcze troszeczkę brakuje do godności, ale wierzę, że i my dostąpimy zaszczytu bycia godnymi.             
       
Kilka dni temu 20 października obchodziliśmy „Dzień Godności”. Przeszedł bez specjalnego echa. Tylko TVN starała się jakoś zwrócić uwagę na obchody. Społeczeństwo, które z natury jest „godne” przemilczało obchody. Nikt nie wyszedł na ulicę, nikt nie przywiązał się do drzewa, nikt nie spuszczał się na linach na scenę. Nikt nie walczył o „godność”. Godność człowieka tak nagłaśniana i wykorzystywana na Świecie nie cieszy się popularnością. Za to używana, jak kobieta lekkich obyczajów do realizacji ekonomiczno – politycznych planów, służy do „umywania rąk”. To przecież za prawo do godnego życia narodów potęgi militarne w ramach rezolucji ONZ – etowskich pacyfikują nieposłuszne reżimy w podtekście mając na myśli ich bogactwa naturalne. Zapominają o niej, gdy wielu umiera na Świecie z głodu. To godność jest motorem wszelkich przemian i rewolucji. Wiosna Ludów czy Wiosna Arabska impulsem ich wybuchu było dążenie rewolucjonistów do zapewnienia obywatelom prawa do godnego życia, godności osobistej oraz demokratycznych przemian.
        
Godność, jako wartość ma pozytywne i negatywne oblicze. Przez jednych oceniana, jako dobro przez drugich, jako zło i fanatyzm. Czyli jak to się mówi – punk widzenia zależy od miejsca siedzenia. Hitlerowcy, którzy dbali o czystość rasy aryjskiej zachowywali się godnie niszcząc inne niegodne populacje i nikt by ich nie osądzał gdyby wygrali. Nikt nie osądzałby Lenina i Stalina gdyby rewolucja proletariacka ogarnęła Świat. Godność znaczyłaby – „Wolność, Równość i Braterstwo”. Całe szczęście fanatycy, którym udało się porwać masy przegrali, ale fakt, że byli daje do myślenia. Nie wszystko, co niektórzy przedstawiają nam za godne i warte naśladowania jest słuszne i prawdziwe. Każdy z nas w swoim wnętrzu musi rozważyć, co to jest godność? Co to znaczy żyć godnie? Czy wszystko, co nam proponują jest godne naszego poparcia i uznania? W mojej ocenie „Godność” to bycie sobą, poszanowanie siebie, swoich bliskich, rodziny, przyjaciół oraz ludzi bez względu na ich słabości, błędy oraz oceny. Godność to czystość sumienia dla klerykałów oraz prawość dla ateistów. Godność to twarde stąpanie po ziemi bez możliwości upodlenia i stłamszenia siebie i bliskich. Chociaż są tacy, którzy będą próbować to zniszczyć. Dlatego też Kochani uważam, że godność oraz życie godne jest celem, który nie zawsze się nam udaje osiągnąć. Prawdą jest, że trzeba przynajmniej próbować, chociaż czasami nie wychodzi. Na koniec, kiedy przyjdzie będziemy mogli powiedzieć, że próbowaliśmy żyć godnie.    

PEACEKEEPER – UTRZYMUJĄCY POKÓJ

        Trzynaście lat temu w kwietniu 1998 r. wysłany zostałem na misję pokojową do Libanu. Fajnie się pisze wysłany. Prawdą jest, że aby dostąpić takiego zaszczytu trzeba było spełnić wiele warunków. Pierwszym i koniecznym była znajomość języka angielskiego na poziomie minimum zaawansowanym, mile była widziana znajomość angielszczyzny na poziomie biegłym. Prawdą jest, że wielu próbowało się prześliznąć legitymując się świadectwem „umiejętności”, ale najlepszym weryfikatorem było życie. Pamiętam jak dziś, że z nami poleciał do UNIFIL-u (UN Interim Forces In Lebanon) pułkownik do Kwatery Głównej (HQ), który posiadał dokumenty tłumacza i który po tygodniu był rotowany zdrowotnie do kraju. Psychika nie wytrzymała stresu braku znajomości języka. Afer ze znajomością „angielszczyzny” w latach dziewięćdziesiątych w wojsku było sporo. Dziś już nikt przez przypadek się nie produkuje poza granicami kraju. Nie stać nas na kompromitacje przed sojusznikami. Kolejnym nieodzownym warunkiem była zgoda przełożonego. Można było śnić i marzyć o podróżach, ale jeżeli dowódca się nie zgodził nie było wyjazdu. Można było być geniuszem językowym oraz posiadać inne przydatne zdolności, ale gdy „stary” nie poparł wniosku o podróżach można było zapomnieć. Ostatnimi warunkami było zdrowie oraz poparcie nieoficjalne Wojskowych Służby Informacyjnych. Kiedy udało się delikwentowi spełnić wszystkie te warunki, pozostawało jeszcze Wojskowe Centrum Szkolenia na potrzeby Sił Pokojowych ONZ w Kielcach obecnie Centrum Szkolenia na Potrzeby Sił Pokojowych gdzie ponownie weryfikowano umiejętności i zdolności. Poddając się miesięcznemu szkoleniu i sprawdzeniu. Każdy z nas wiedział, że to, że na misję jedziemy pewne jest w momencie, kiedy wsiądziemy do samolotu. Bywały też przypadki, że klient wracał nie wysiadając z transportu. Weryfikacja była podstawą, jakości polskich misji. Zazdroszczono nam kasy, wyróżnienia oraz przygody. Często misja dodawała skrzydeł albo uziemiała na długie lata wojskowego niebytu. Wszystko zależało od tak zwanego oficerskiego szczęścia. Jednak dostąpienie tego zaszczytu było przyjemnością, z której nie każdy mógł się cieszyć. Mnie się udało. Spędziłem rok czasu na pograniczu Libańsko – Izraelskim w miejscowości Naqoura w Szpitalu Polowym UNIFIL, jako szef sekcji operacyjnej. Dbałem o bezpieczeństwo szpitala.           
       
Czasy się zmieniły. Dziś by wyjechać na misję wystarczy wyrazić zgodę w kontrakcie na udział w operacjach poza granicami kraju. Zmienił się też charakter misji. Misje z ramienia ONZ coraz częściej realizowane są w formie operacji militarnych. Dziś nie stabilizujemy i utrzymujemy pokój, ale zaprowadzamy. Dziś wyjeżdżając na misję musimy się liczyć z alternatywą, że jedziemy na wojnę. Kiedy ja byłem na misji broni nie dawano, trzymaliśmy ją w magazynach często narażając się na niebezpieczeństwo i bezsilność. Najbardziej uwidoczniło się to w byłej Jugosławii, gdzie UNPROFOR został wręcz skompromitowany. Udział NATO czy sił stabilizacyjnych zawsze, tak przynajmniej było do dzisiaj musiał być poprzedzony rezolucją ONZ. Irak, Afganistan, Libia, w których toczą się walki z udziałem sił koalicyjnych wymagał zgody Organizacji Narodów Zjednoczonych. Udział Polskich Sił Zbrojnych w misjach ONZ datuje się od 1953 r. i szkoda, że zrezygnowaliśmy ze wspierania i utrzymywania pokoju na rzecz misji operacyjnych. Kończy się też nasz udział w misji stabilizacyjnej NATO w Afganistanie. Pytaniem jest, co dalej? Gdzie polski żołnierz nabierał będzie doświadczenia bojowego? Żołnierze giną, żołnierze tracą zdrowie ulegają kontuzjom, ale też żołnierze się szkolą. Przez kilkadziesiąt lat na poligonach polsko-radzieckich i dopiero od niespełna dziesięciu na wojnie. Koszta są ogromne, ale korzyści też duże. Wyszkolona perfekcyjnie uzbrojona armia to przyszłość Polskich Sił Zbrojnych, brak misji to „stwardnienie rozsiane”, które jako choroba postępująca doprowadzi do zapaści organizmu. To, że uczestniczymy w militarnych operacjach międzynarodowych mobilizuje polityków i władze rządowe do sygnowania części budżetu na unowocześnianie armii oraz usytuowanie finansowe żołnierzy. Mimo, że mamy podział armii na misyjną i koszarową to jednak widać jakiś postęp. Brak misji to śmierć polskiego oręża. W perspektywie czasu nikt nie da grosza na niepotrzebne siły zbrojne, kiedy pokój rozkwita. Czyli mamy tak zwane „Być, albo nie być wojska w Polsce”. Myślę, że zdrowy rozsądek jednak weźmie górę i Polska będzie uczestniczyć w utrzymywaniu pokoju na Świecie.
           
      
Bycie weteranem czy kombatantem to nobilitacja. Mój były szef Ś.P. gen. Franciszek Gągor mówił, że każdy może być żołnierzem, ale nie każdy misjonarzem oraz, że zobowiązuje to do szczególnego zachowania. Dziś, kiedy wreszcie mamy ustawę o weteranach, która wchodzi w życie w miesiącu marcu 2012 r. możemy czuć się usatysfakcjonowani. Wreszcie nasz status prawny został usankcjonowany. Niewiele daje profitów, ale daje poczucie, że społeczeństwo docenia nasz trud i poświecenie. Wielu naszych kolegów już nie ma. Wielu, co roku ginie w operacjach pokojowych, ale my pamiętamy i organizujemy się by wesprzeć rodziny oraz tych poszkodowanych, którzy przeżyli. Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ w dniu 15 października br. zorganizowało III Zjazd by kultywować pamięć ich i naszego dzieła umacniania pokoju na Świecie oraz wybrać swoje władze jak też zmienić statut do nowych standardów organizacyjnych. Merytoryczna dyskusja oraz uchwalenie programu działania na lata 2012 – 2015 potwierdziły profesjonalizm kolegów w błękitnych beretach. Cieszy fakt, że nasz trud znajduje wsparcie w organizacjach międzynarodowych jak Międzynarodowe Stowarzyszenie Żołnierzy Pokoju z siedzibą we Francji oraz peacekeeperów z Ukrainy. Cieszy fakt, że możemy czuć się „żołnierzami pokoju” Europy. Cieszy fakt, że jesteśmy doceniani nie tylko w kraju nad Wisłą. Rewolucji we władzach stowarzyszenia nie było. Ponownie obdarzyliśmy swoim zaufaniem Pana gen. bryg. w st. spocz. dr Stanisława Woźniaka, który za moich lat misyjnych był Force Commander UNIFIL in Lebanon. Ponownie wybraliśmy tych samych Vice Prezesów Kol. Jerzego Banacha z Wrocławia oraz Kol. Waldemara Wojtana z Warszawy, dodaliśmy Kol. Tadeusza Sąsiadka z Warszawy. Zmieniliśmy Sekretarza Generalnego wybierając na to stanowisko Kol. Andrzeja Tomę z Warszawy. Natomiast dbać o finanse stowarzyszenia będzie Kol. Irek Chodowiec z Siedlec. Przyjaciel naszego bialskiego koła, który pomagał się nam organizować. Osobistym sukcesem uważam wybór do Zarządu Głównego Stowarzyszenia, jako członek zarządu. Mimo, że nasza działalność na Podlasiu ma „krótkie korzenie” zostaliśmy zauważeniu i docenieni prze władze Stowarzyszenia. Prezes naszego koła Kol. płk w st. spocz. Jan Sroka został uhonorowany Dyplomem Uznania za działalność statutową. Koło Nr 43 Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ w Białej Podlaskiej cieszy się dużą popularnością w środowisku misyjnym. Nasz czynny udział w propagowaniu działalności statutowej w społeczności Południowego Podlasia został zauważony. Szczególne podziękowania na moje ręce złożył Prezes naszego stowarzyszenia gen. Stanisław Woźniak. Pozwolicie Państwo, że szczegóły ze zjazdu przekażę kolegom mojego koła na zebraniu w dniu 04 listopada br., na które zrzeszonych serdecznie zapraszam.
           
        
Wspomniałem, że bycie misjonarzem to zaszczyt, który zobowiązuje. Otrzymanie statusu weterana to procedura, która wymaga poświadczenia o niekaralności oraz opinii Wojskowej Komendy Uzupełnień, która weryfikuje nasz udziału w misji. Status weterana nadaje Minister Obrony Narodowej wystawiając decyzję administracyjną oraz numerowaną legitymację, która w przyszłości ma stanowić podstawę do przyznawania ulg i zniżek. Cztery miesiące, które zostały do wejścia w życie ustawy o weteranach to gorączkowy okres pracy ministerstwa nad rozporządzeniami oraz decyzjami. To czas abyśmy my mogli przygotować się do rozpoczęcia procedur uznania naszego statusu. Życzę kolegom, aby pojęcie „Utrzymujący Pokój” jak najszybciej znalazło społeczne uznanie w postaci dokumentu państwowego ustalającego naszą społeczną pozycję. Koledzy miło być Waszym towarzyszem broni. Weteran, Kombatant to brzmi dumnie.        

POJUTRZE

          Karty zostały rozdane. Społeczeństwo opowiedziało się za stabilizacją. Uwierzyło, że może być lepiej, chociaż nic nie wskazuje, że będzie lepiej. Wielcy wygrani i wielcy przegrani oswoili się z sukcesem i porażką. Emocje opadły i rozpoczęła się codzienność. Pomału nikną posty z ulic i zaczynamy zapominać w natłoku problemów życia codziennego o obietnicach, przysięgach i wyznaniach. Zresztą media doskonale to nam pokazują. Przykładem niech będzie stary nowy rząd. Podobno dla spokoju prezydencji unijnej do końca roku ma nic nie ulec zmianie. Rewolucja po nowym roku. Jednak obietnice były inne. Nie będę się czepiał, co ze zobowiązaniami za to warto się przyjrzeć co nowego? Szokiem społecznym było wejście do Sejmu Ruchu Palikota jako trzeciej siły obywatelskiej oraz przegrana sromotna Sojuszu Lewicy Demokratycznej, a właściwie Napieralskiego. Nie wiem czy zauważyli Państwo, że obecne wybory to był pojedynek nie partii lecz ich liderów. Wyraźne osobowości o ustalonym prestiżu porwały za sobą wyborców, niezbyt wiarygodne zachowania piętnowane przez media pociągnęły wybrańców na dno. Dnem dla lewicy jest 8% uznania społecznego. Tego jeszcze nie było. Muszę przyznać z uznaniem, że Kolega Janusz Palikot jest nie tylko dobrym biznesmenem oraz filozofem, posiada też umiejętności socjologiczno-psychologiczne. Umiejętnie wyszukał niszę społeczną na lewej stronie i umiejętnie ją wykorzystał. Tylko jak powiedział senator Cimoszewicz, czy ta ortodoksyjna lewicowość jest prawdziwa? Mam nadzieję, że tak. Rozpoczęta walka o krzyż w sejmie świadczy, że Przewodniczący Palikot nie zrezygnował ze swoich szokujących zachowań. Jeszcze sejm i rząd nie został zaprzysiężony, a walka lewicy z prawicą rozpoczęła się nie na żarty. Podejrzewam, że tak jak na Krakowskim Przedmieściu pełnione będą dyżury w obronie krzyża w sejmie. Ciekawe czy problem krzyża przesłoni problemy gospodarcze i społeczne? Trzeba przyznać, że Kolega Janusz potrafi skoncentrować uwagę mediów oraz opinii społecznej na swoich poczynaniach. Walka o krzyż mottem Ruchu Poparcia Palikota, fajna zadyma na początek. Taka jest nasza demokracja. Cieszy, że jest otwarta na zmiany. Cieszy, że powiało świeżością. Cieszy, że jesteśmy oryginalni. Który kraj ma tranwenscytę w parlamencie, który ma wsparcie tylu homoseksualistów? Który jest tak otwarty na zmiany? Boję się tylko, że Pan Premier Tusk tego nie zauważy. Byłby to wielki błąd, za który można słono zapłacić. Niedocenienie woli zmian skutkuje niezadowoleniem społecznym. Myślę, że nie muszę tego tłumaczyć.
       
Rozmawiałem dzisiaj z kolegą, który powiedział mi, że wszystko to, co się dzieje w Polsce jest przemyślane i zaplanowane. Spotkali się przyjaciele kilkanaście miesięcy temu i doszli do wniosku, że zmiany w polskiej polityce są nieuniknione. Rola i znaczenie Platformy Obywatelskiej może jeszcze nie teraz, ale w przyszłości ulegnie dewaluacji. Warto zabezpieczyć się na przyszłość. Lewicowa nisza społeczna, która od pewnego czasu była widoczna prosiła się o zagospodarowanie. Prawica reprezentowana przez ortodoksyjny PiS, pośredni PJN oraz liberalną PO stała w opozycji do liberalnego SLD, które reprezentowało stare odwieczne stanowisko, nie pomóc ale też nie zaszkodzić. Błąd, który wykorzystał Janusz Palikot wstrząsnął lewą stroną, wywołując niedowierzanie i szok. Nigdy w ostatnim dwudziestoleciu nie było tak niskich notowań na lewej stronie. Utrwalony podział na lewo i prawo rozsypał się jak domek z kart. Dziwi, że tak znamienici politycy jak Prezydent Kwaśniewski, Premier Miller, Marszałek Kalisz dopuścili do takiej „pięknej katastrofy”. Kolega powiedział, że wygrana Palikota to dalekowzroczność Platformy Obywatelskiej RP. Jeszcze tym razem się udało, ale za cztery lata może się okazać, że Platforma będzie szukać wsparcia z lewej strony, a tu umocniony pozostałą lewicą Janusz jak dwa razy dwa zewrze szeregi prawicy i lewicy na kolejne lata. Zawsze w odwodzie jest też partia, którą jak niektórzy nazywają „czepiająca się okrętu i krzyczącą – płyniemy”, a dającą parlamentarną większość i nie jest ważne czy to „lotniskowiec" czy „krążownik”. W każdym razie przyszłość jest świetlana. Warto załapać się do pociągu by mieć nadzieję na „lepsze” jutro.            
       
Warto też zajrzeć do bialskiego ogródka. Wielka porażka lewicy i tu znalazła swoje odzwierciedlenie. Szkoda, że wspaniały lekarz nie dostał się do senatu. Może opatrzność czuwała nad małymi dziećmi bialskiego szpitala. Kolejna porażka Bogusia, który od kilku już kadencji uparcie próbuje dopchać się do koryta. Niezbyt udana kampania „senatora”, który mimo swoich zasług przegrał ze „spadochroniarzem”. Potwierdziła się teoria o upartyjnieniu wyborów oraz „ślepocie” tłumu, który wierzy liderowi nie patrząc na przepaść, która się przed nim otwiera. Miejmy nadzieję, że gość z Pomorza nie zapomni o Białej i przekopie „kanał” więzi Morza z Podlasiem. Przestaniemy wreszcie być Polską „C”. Cieszy, że opowiedzieliśmy się za starym nowym, które nic nie wniosło w uprzedniej kadencji. Przepraszam Adam A. próbował coś zrobić, ale szef mu nie pozwolił. Pozostali koledzy raczej nie zapisali się chlubnie na kartach sukcesów Podlasia, ale jak to krzyczały chórem blondynki, Kochani – „Dajmy im szansę”. Może wezmą do siebie sygnały społeczne wybierające Ruch Poparcia Palikota. Szukałem struktur Ruchu w Białej Podlaskiej, ale ich nie znalazłem. Może ktoś podpowiem mi gdzie jest siedziba partii RPP w Białej. Chciałbym im osobiście pogratulować zwycięstwa, chyba że jestem przestarzałym prykiem, który nie podąża za nowym i nie potrafi zrozumieć, że liczy się człowiek, a siedziby mogą być wirtualne. Po co wydawać kasę na biura, kiedy wszystko można zrealizować w Internecie. Jak ktoś chce możemy mu stworzyć niczym „Plus Miasto” albo „Simsy” rzeczywistość wirtualną, w której wirtualni pracownicy będą prowadzić z nami rozmowy i angażować się społecznie. Wystarczy mieć siedziby regionalne i centralne. Reszta, jak pokazały wybory, może być wirtualna. Powiało Internetem. Czyż nie jest fajniej i ekonomiczniej zbierać problemy z sieci miast siedzieć w pomieszczeniu przyjmując interesantów i mówić – „Nie ma sprawy, na pewno załatwię”. Łatwiej też rozliczyć posła, archiwizując przedstawiane sprawy oraz rozliczając z ich załatwienia. Panie Januszu, Pańskie dzieło przejdzie do historii i nieważne czy będzie Pan „komunistycznym” ortodoksem, liczy się pomysł. Życie pokazało, że wypalił. Trzeba tylko mieć nadzieję, że nie wpuści Pan zwolenników w maliny. Cieszy bardzo, że katastrofa smoleńska miała taki zbawienny wpływ na Pana poglądy. Cieszy, że Pan tak lewicowo się nawrócił. „Wyklęty powstań, ludu ziemi, Powstańcie, których dręczy głód! Myśl nowa blaski promiennymi Dziś wiedzie nas na bój, na trud. Przeszłości ślad dłoń nasza zmiata, Przed ciosem niechaj tyran drży! Ruszymy z posad bryłę świata, Dziś niczym – jutro wszystkim my!”[1] Specjalnie przypomniałem słowa Międzynarodówki, bo jak rozumiem od dzisiaj to Pana hymn. Słowa, które przez lata mobilizowały brać robotniczą do walki o lepszą przyszłość dziś pobudzą Pana zwolenników do walki o lepsze „Pojutrze”. Pojutrze mam nadzieję, że nie tak jak w znanym amerykańskim filmie The Day After TomorrowFilm katastroficzny/science fiction w reżyserii Rolanda Emmericha zrealizowany w 2004 roku. Opowiada on o bardzo szybkich zmianach klimatu, które są powodowane przez bezmyślność człowieka.”[2] Nie przyczyni się do zapaści polityczno-gospodarczo-społecznej kraju nad Wisłą. Wyzwania przed Panem są wielkie i
mocno wierzę w to,  że ten kraj nie zginie nigdy dzięki Panu, czego Wam i sobie życzę.

NIE MATURA, LECZ CHĘĆ SZCZERA ZROBI Z CIEBIE MILIONERA

       Popularne w czasach socjalizmu powiedzenie – „Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera” z upływem lat straciło swoją wiarygodność. Dziś nikt już na siłę nie produkuje „oficerskiego mięsa armatniego”. Dwie wojskowe akademie kształcą wysokiej klasy specjalistów, a i jedyne dwie szkoły oficerskie nie odstają poziomem. Na tym koniec. Proszę się jednak nie martwić. Wojsko pomyślało o „mięsie armatnim” i wymyśliło roczne kursy oficerskie przekwalifikowania cywila z licencjatem na pełnowartościowego „mięsodarczyńcę”. Proszę się jednak nie niepokoić przy współczesnych założeniach militarnych groźba jakiegokolwiek konfliktu opartego na bezpośrednich działaniach z założenia w Europie jest marginalna. Jednakże założenia jak potwierdza praktyka często są mylne. Przykładem jest Jugosławia (dla niezorientowanych był to kraj europejski czasów socjalizmu, który po przemianach ustrojowych zniknął z mapy Europy), która organizowała wspaniałe XIV Zimowe Igrzyska Olimpijskie – od 8 do 19 lutego 1984 roku w Sarajewie i okolicach na terenie obecnej Bośni i Hercegowiny. Po pięknych humanitarnych doznaniach sportowego współzawodnictwa, po niespełna dziesięciu latach później, w centrum nowoczesnej Europy, zamienia się w plac mordu i  barbarzyństwa. „Tocząca się w latach 1992-1995 wojna domowa w Bośni i Hercegowinie, która była najbardziej krwawym konfliktem w Europie od zakończenia drugiej wojny światowej, pochłonęła setki tysięcy ofiar. Stronami konfliktu byli walczący o autonomię bośniaccy Serbowie oraz władze Bośni i Hercegowiny, na której terenie toczyły się główne walki, wraz ze skonfederowanymi z nimi od pewnego momentu Chorwatami. W wyniku działań wojennych, a przede wszystkim w wyniku czystek etnicznych, zginęło od 97 000 do 110 000 ludzi (niektóre źródła podają nawet do 200 000), a ponad 1,8 miliona zostało uchodźcami. Wszystkie strony konfliktu dopuściły się licznych czystek etnicznych, rabunków i gwałtów na ludności cywilnej. Trwająca cztery lata wojna i czystki etniczne, zostały zakończone wymuszonym przez Sojusz Północnoatlantycki (NATO) układem w Dayton, który działając z mandatu ONZ przeprowadził w tym celu operacje lotnicze "Deny Flight" oraz "Deliberate Force".[1] Świadczy to o tym, że gatunek ludzki jest nieobliczalny mimo epoki cywilizacji i rozumu w dalszym ciągu podatny jest na przemoc i gwałt. Zasadnym jest zatem utrzymanie wysokiej klasy wyszkolonych i uzbrojonych sił zbrojnych, które w minimalnym stopniu zapewnią nam komfort pokojowej egzystencji. Potrzebni zatem są nam dobrze wyszkoleni dowódcy, którzy oprócz długotrwałego kształcenia wojskowego mają doświadczenie bojowe. Jestem przeciwny wycofaniu Polskich Sił Zbrojnych z udziału w działaniach sojuszniczych oraz stabilizacyjnych. Tylko działania militarne umożliwią (fakt kosztem strat osobowych) nabycie tak zwanego obycia bojowego, które świadczy o kondycji sił zbrojnych. Decyzja zwłaszcza w okresie wyborów społecznie niepopularna, niestety konieczna w aspekcie bezpieczeństwa kraju umiejętnie motywowana medialnie, może spotkać się ze zrozumieniem obywateli. Bezpieczna Polska to dobrze wyszkolone i obyte bojowo wojsko oraz wysokiej klasy technicznej uzbrojenie na miarę naszych możliwości i potrzeb. Mocarstwowość to przesłanki przeszłości. Dziś potrzebujemy wysoce mobilnych sił zbrojnych do działań na wszystkich teatrach działań wojennych. Parafrazując powiedzenie z filmu „Miś” – „Potrzebujemy Sił Zbrojnych na skalę naszych możliwości”. Potrzebujemy nie ochotników na oficerów, lecz wyselekcjonowanych specjalistów. Powiedzenie zatem staje się nieaktualne i trzeba je zmienić.           
       
Proponuję powiedzenie – „Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z Ciebie milionera”. Zrozumienie tego powiedzenia wymaga opowiedzenia kawału o teściowej. – „Teściowa przychodzi do pośredniaka (dla niewtajemniczonych Biuro Pośrednictwa Pracy), w którym pracuje jej znajomy w poszukiwaniu miejsca zatrudnienia dla swojego zięcia. Po realizacji grzecznościowych formalności oraz przedstawieniu celu przybycia pracownik biura przedstawia oferty. Oferta opiewająca zarobki na 1500 PLN netto spotyka się z ostrą reakcją petentki. – „Józiu czyś ty oszalał? Jeszcze mu się w głowie przewróci, zacznie pić albo chodzić na dziwki. Nie masz czegoś innego?” Skonsternowany pracownik BPP po dłuższej chwili i uporczywych poszukiwaniach wybuchnął z entuzjazmem. „Pani Krysiu mam, wynagrodzenie wynosi 800 PLN brutto. Tylko jest mały problem zięć musi mieć wyższe wykształcenie”. Proszę się nie śmiać. Takie są realia współczesnej Polski. Wykształcenie to przyczynek do ubóstwa. Liczy się „hydraulik” ewentualnie „mechanik” lub „kierowca”. Magister to kasa, ale do obsługi lub nisko płatna administracja. Wykształciuchy muszą zapomnieć o profitach oraz wysoce płatnych posadach. Dzisiaj szefem jest ten, co ma kasę, a nie wykształcenie. Możemy jedynie podkładać bomby w „Ikei”. Przygłup z kasą potrafi nas zgnoić i sprowadzić do parteru. „Fachowiec”, który nie wie, co to znaczy „konsternacja” poczęstuje nas kawą lub cukierkiem, żebyśmy znali jego dobre serce. Nie wzruszają ich dyplomy i tytuły, liczy się „fach”. Jak umiesz obracać łopatą lub koparką masz zatrudnienie. Wykształconych trutni nie potrzebują. 
           
          
Młodzieży opamiętaj się. Myślcie o przyszłości. Studia nic wam nie dadzą. Liczy się fach. Warto zainwestować 1800 PLN na przykład w kurs operatorów maszyn do robót ziemnych by zarabiać 18 PLN za godzinę, niż wykładać, co semestr potężną kasę na niepewne przyszłe zatrudnienie. Warto ukończyć szkołę gastronomiczną by potem pracować, jako kelner, barman, kucharz lub jako obsługa na „Saksach” (tak się mówiło kiedyś, gdy rodacy wyjeżdżali do pracy na zachód) i zarabiać krocie w funtach. Nie wspomnę o polskich hydraulikach, którzy zrobili międzynarodową karierę. Wiem, że mechanicy i kierowcy jak piękne panny na wydaniu przebierają w ofertach. Poszukiwanie oraz uzyskanie pracy to jedno innym aspektem jest odebranie wynagrodzenia. Dziś liczy się tak zwana umiejętność kombinowania i robienia ludzi w „butelkę”. Przedłużone okresy płatności budują kolejki oczekujących na kasę. Cwaniaczki zarabiają, a naiwni w trosce o pracę czekają wiernie na finanse. Czasami, gdy robi się gorąco i rośnie społeczne niezadowolenie pracodawca kapnie na otarcie łez parę „groszy” oraz ostrzeże, że w kolejce czekają chętni i życie toczy się dalej. Fajnie jest wiedzieć, że wiszą nam sporą kasę niż nie mieć nic. Fajnie mieć pracę, chociaż wynagrodzenie jest niepewne. Fajnie mieć złudzenia.
         
Dziś prawdziwych pracodawców już nie ma. Każdy patrzy za kasą i zyskiem. Liczy się pieniądz. Jedynie strach przed prokuratorem coś zdziała, bo pracownik to tylko ściema. Będzie się bał podskakiwać, bo pracować trzeba. Panie dla chleba. Dziś cwaniaczek nie musi mieć wykształcenia, wystarczy tak zwana boża iskra talentu. Wystarczy chęć, nie wiedza i rozum by stać się milionerem. Wystarczy umieć ukraść lub zedrzeć z ludzi by spać na kasie oczywiście w bankach, bo na tyle wiedzy trzeba. Myślę, że udowodniłem tezę, że nie matura, lecz chęć szczera zrobi z Ciebie milionera.                  


[1]
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_w_Bo%C5%9Bni_i_Hercegowinie
   Wojna w Bośni i Hercegowinie
09.10.2011 r.