POMACHAĆ SZABELKĄ LUB WRÓCIĆ DO PAMPERSÓW

              Chciałem rozładować atmosferę pisząc o jesieni. Pokazać, że jej urok potrafi wszelkie emocje uspokoić. Ciepło słoneczka, szum liści, „babie lato” oraz to, że można odetchnąć po letniej zawierusze i wyborczej gorączce. Pobudzić radosne nastroje. Przecież to nie wrzesień, gdzie deszcze i słota, lecz mroźne wstawanie, szyb samochodów skrobanie, ale też radość wielka, że już wkrótce święta. Po czasie pompatyczności związanego z pamięcią o zmarłych oraz uroczystościach narodowych nareszcie można pomyśleć o „Andrzejkach” i trochę poswawolić. Tak zebrać się w sobie żeby jeszcze przed postem udowodnić, że jeszcze jest w nas energia na „Chuć” i na swawole. Wszak jesień to nie koniec, lecz wszystkiego początek.           
            
Tak chciałem, tak myśli me dążyły, lecz wydarzenia w kraju wszystko to zburzyły. Paranoja wielka otaczać nas zaczyna i zastanawiam się czy to specjalnie, by odciągnąć nas od problemów dnia codziennego? Czy może faktycznie wszystko dąży do teko by „pieprznęło” tak wielce, że trudno by się „wietrzyło”? Afera za aferą aferę pogania, my mamy coś ciekawego do pooglądania i nie ma czasu człek prosty zastanowić się, choć trochę, o co tu w tym wszystkim chodzi? Wielki szum z tworzeniem rządu. Zapytania o kompetencje ministrów. W międzyczasie „bohaterskie” lądowanie na lotnisku. Problemy z Białorusią oraz z Ukrainą. Wypowiedź ministra spraw zagranicznych na forum w Berlinie. Przywrócenie kary śmierci. Próbowanie bimbru na antenie, a na do tego sprawa krzyża oraz zdrady Sikorskiego. Wszystko się jakoś kręci, człek prosty przeżywa, łatwiej zrozumieć krach na giełdzie oraz fakt, że życie nie jest bajką, choć żyć trzeba.
           
          
Tezy postawione, warto się zatem zastanowić nad „założeniami” przez chwilę, bo przecież musi to mieć jakiś sens, bo w chaos nie wierzę. Zakładając z góry, że ktoś musi mieć w tym interes by urabiać naród „głupi” w przekonaniu, że to, że jest źle jeszcze nie znaczy, że być może gorzej. Wynika z tego, druga teza, że lata zaniedbania poprzedników oraz brak wyżu demograficznego pewnie zaskutkują dołowaniem ekonomii gospodarki lub prościej mówiąc wzrostem cen, brakiem pracy. Perspektyw na przyszłość lub inaczej określając może nie my, ale nasze dzieci mają „przerąbane”. Przepraszam za ostry język, lecz strasznie mnie nosi, z faktu tego, że przedstawione założenia bardzo bliskie są prawdy. Trzecie założenie ma „podłoże” takie, że ktoś chce na naszym nieszczęściu zrobić wielką kasę. Realizacja dzieła tego musi być przeprowadzona misternie, by nie zbudzić buntu publicznego, bo może się skończyć niezbyt pięknie. 
           
           
Warto, zatem przejść do dowodów tez i założeń, chociaż nie sprawi to nikomu przyjemności żadnej. Sprawy, który wyjaśniać mam zamiar dalej przypuszczam zajmie trochę czasu oraz ich zrozumienia i tolerancji do mojej osoby. Każdy przecież wie, że prawd mamy wiele, jeżeli nie wiecie odsyłam do księdza J. Tischnera. Zajmijmy się,  zatem analizą obecnych wydarzeń. Pierwsze, to osiągnięcie polskiego lotnictwa, aż się prosi przypomnieć słowa Prezydenta o tych drzwiach od stodoły. Mamy bohatera narodowego, który wylądował na „Okęciu” bez podwozia i uratował osób dwieście trzydzieści. Tylko się zachwycać. Mam jednak jedno pytanie – „A gdyby nie wyszło”? Co wtedy? Czy powtórka ze Smoleńska? Tam pewnie też o to chodziło by się wykazać męstwem i odwagą, tylko niestety się nie udało. W Warszawie była powtórka z rozrywki, bo jak inaczej nazwać fakt, że informacja o awarii była tuż po starcie, a jednak podjęto ryzyko i pchano się przez ocean do Polski. Nie jestem specjalistą, ale procedury chyba Boeing ma jakieś w przypadku awarii. Prawda jest taka, że naród potrzebował bohatera i myślę sobie, że jeżeli ktoś by próbował ukarać pilota nie chciałbym być w jego skórze.
           
            
Wokół Rządu też szum wielki. Wszak miał się nie zmieniać do końca kadencji w prezydencji unijnej. Ostatecznie Premier doszedł do wniosku, że trzeba gawiedzi dać temat do dyskusji aby zajął się lud prosty tym czy minister Nowak wybuduje autostrady lub Pani minister sportu Mucha „doleci” do „Euro 2012”?  Przecież afera w PZPN – nie może się okazać sprawą rozwojową i będziemy obserwować z boku jak znani piłkarze rozgrywają mecz „korupcyjny” z wynikiem korzystnym dla UEFA czasem. Poświęcono sekretarza, lecz to jeszcze nieprzegrana do Euro, przecież zostało troszkę czasu i nasz „napastnik” Lato doprowadzi do remisu, a może do wygranej, za co otrzyma profity nieznane, lecz media donoszą, że to nie grosze będą, ale złote.
           
             
Kolejny temat to wystąpienie ministra spraw zagranicznych, który wygłosił pro europejsko kredo w Berlinie, lecz pogrążył nasz narodowy „nacjonalizm”, który hołubiliśmy wielce przez lat 93, kiedy niepodległość uzyskaliśmy. Pan minister swym wystąpieniem w ocenie PiS złożył „lenno” nacji niemieckiej. Lud się burzy wszak walczyliśmy o  niepodległość a dziś się sami pchamy pod panowanie Unii. Dziadkowie i starsi ludzie tak jak ja, już z wiekiem winniśmy głośno krzyczeć „Larum” Polskę sprzedają za bezcen. Lecz, że człowiek kumaty powiem, krótko „Dziś Świat jest taki”. Siła jest w jedności. Tylko skumulowane gospodarki są wstanie w „Globalizowanym” Świecie funkcjonować jeszcze. Chociaż nie jestem ekonomistą wypowiem dziś swe zdanie, że nie kraj się liczy, lecz Unia lub Stowarzyszenie krajów, które łącząc swoje ekonomie mają wpływ na to, co się dzieje w Świecie. Przykro jest wspominać miliony istnień, które swe życie oddały dla suwerenności, ale Świat idzie naprzód i trzeba nie patrzeć na to  co było. Generalnie pojmowanie Świata się zmieniło. 
           
            
Kolejny temat to kara śmierci. Wręcz nas ośmiesza, bo we współczesnej Europie jest prawem niedopuszczalnym. Przepraszam kłamię, bo na przykład Białoruś stosuje śmierć przez rozstrzelanie, a przecież to Europa właśnie. Nasze stosunki ze wschodem, które budziły nadzieję szczęzły na niczym. Litwa nas ma w „d….” i prawa naszych ziomków wcale nie toleruje. Białoruś jak wspomniałem zdelegalizowała polskie instytucje oraz prawa człowieka, chociaż nie ma poparcia całkowitego rosyjskiego społeczeństwa. Ukraina, chociaż się zobowiązuje do budowy cmentarzy polskich, lecz to oficjalnie, co innego życie pokazuje. Patrząc na to wszystko można przyjąć jako wniosek, że wszystko „płynie” tylko nas jakoś wszystko nic finansowo nie wspiera, a wręcz przeciwnie. Kontynuując temat akapitu nie chcę dyskutować o tym, czy przywrócenie kary śmierci jest słuszne? Wiem, że jeżeli ktoś mi rodzinę skrzywdzi i nie daj „Boh” ktoś zginie, nie będę czekał na sprawiedliwość społeczną. Me sumienie nakaże „krew za krew” a potem niech sczeznę. Jest to sprzeczne z pojmowaniem cywilizacji oraz prawem, które nas obowiązuje, ale proszę mi wybaczyć ja tak czuję.
           
          
Jak widzicie Państwo tematy są emocjonujące i tworzone po to, abyśmy się skupili nie na problemach, które do istnienia są nam konieczne, lecz by nasze potrzeby zagłusić emocjami, które media nam, co dzień poddają. Łatwiej jest nami sterować. Lud mniej się burzy, gdy ma „igrzyska”. Można zapomnieć o „głodzie” w przenośni oczywiście, ale zawsze odwrócić uwagę od faktu, że jest źle. Najnowszy wynalazek obecnego parlamentu to „Pampersy”, które zostały „namoczone” odpowiednio, by kształtować wizerunek partii, frakcji czy klubu, bo ich potknięcie nic nie kosztuje. Zawsze wszak można powiedzieć, że młody gniewny i jeszcze się uczy oraz, że musi mieć trochę czasu zanim się nauczy. Media to kupiły, a starzy wyjadacze są w zapleczu i czuwają by w odpowiedniej chwili wystąpić z komentarzem.
           
              
Myślę, kończąc, że w oparciu o przedstawione fakty mogę śmiało powiedzieć, że „Co było do udowodnienia”. Mam tylko pewne wątpliwości, dla kogo jest to interes? Niestety, jestem za głupi i może też i dobrze. Po co wiedzieć za wiele lepiej żyć spokojnie.   

NIESMUTNE ROZWAŻANIA O JESIENI

            Jesień kojarzy się wszystkim ze złotymi liśćmi, przekwitaniem i obumieraniem. Jesień to też piękno, koloryt, słoneczne uniesienia z bieszczadzkich połonin, czerwieni buków oraz wspomnień minionego lata. Każdy ma swoje własne wspomnienia jesieni. Jesień jest piękna i potrzebna. Pozwala zastanowić się nad przemijaniem. Pozwala ocenić czas, obserwując jak liście opadają i szeleszczą pod stopami. Mój Tata zastanawiał się skąd jest w drzewach taka mądrość, wiedza, kiedy iść „spać” i kiedy się trzeba „przebudzić”. W pierwszej chwili uznałem to za dobry żart, przecież wszyscy wiedzą, że to cykl biologiczny. Ale skąd drzewo wie, że nie jest za wcześnie lub za późno. Skąd rośliny wiedzą, by z ziaren wypuścić kiełek by wzrosnąć. Prawdy oczywiste, których się nie sprawdza, bo tak jak aksjomat było jest i będzie. Tak jak aksjomat przychodzimy na świat, jesteśmy i odchodzimy. Tak jak aksjomat życie było, jest i będzie. Jesień jest w każdym z nas i wszędzie, ale po jesieni jest zima, a po zimie wiosna. Tak jak my, codziennie kładziemy się spać, by obudzić się rano do nowego dnia. Do życia i prawidłowego funkcjonowania potrzebny jest nam sen i mimo, że wszyscy wiemy, lecz nikt nie wie, dlaczego? Jesień jest piękna oraz radosna czy jako pora roku czy też schyłek naszego życia. Oczywiście bywają i dni deszczowe, pochmurne i smutne, ale po nich radośniej spogląda się w przyszłość.           
          
Ludzie mądrzy w słowie i piśmie ustalili astrologicznie, kiedy zaczyna się jesień. Kiedy zaczyna się jesień naszego życia jakoś trudno określić. Uniwersytety trzeciego wieku, szukanie pracy po pięćdziesiątce jakby wskazywały, że to obraz jesieni. Jednak w mojej ocenie to my sami określamy, kiedy przekraczamy jej próg. Znam i widziałem osoby, które są wiecznie młode np. Helena Vondrackowa, której młodość zadziwia, lecz kalendarz jak zegar tyka, choć wizualnie się zatrzymał. Biegamy maratony, bijemy rekordy, wpisujemy się w księgę Ginesa. Oszukujemy czas i chwile, by się nie przyznać, że to jesień naszego życia. Jedni walczą z „jesienią”, inni przyjmują ją z godnością i radością wieku. Umieć się starzeć to jest sztuka. Jesień trzeba pokochać, wtulić się w jej ciepło i uniesienie. Jesień trzeba zrozumieć, nie walczyć, lecz pogodzić z jej istnieniem. 
           
           
Panie takie piękne i mądre najtrudniej godzą się z jej nadejściem. Huśtawki nastrojów, depresje oraz biologiczne zmiany sprawiają, że to, co piękne staje się cierpieniem. Trudno pogodzić się z przemijaniem, ale nie walką, która przerodzi się w farsę i niezrozumienie, lecz radosnym podejściem do życia, że nareszcie wszystko jeszcze przed nami. Nie dajmy się oszukać, kremy, liftingi czy kąpiele błotne nie przywrócą młodości, przemijanie jest bezpowrotne. Fakt, że przyjemniej jest patrzeć na twarzyczkę śliczną, ale gdy nie pasuje do reszty wydaje się dziwną. Bywa też odwrotnie jak to się za mych młodych lat mówiło – „z tyłu liceum z przodu muzeum”, co wcale nie znaczyło, że jest to okropne. Warto wyglądać ładnie, lecz właściwie do wieku, bo nie ma kobiet brzydkich są tylko zaniedbane. Wiek nie jest usprawiedliwieniem i wytłumaczeniem, że nie ma już, dla kogo i czego. Kobieta jest jak kwiat róży, który stoi w wazonie tak długo jak to się jej podoba, a nie jakieś inne roślinne „Chechło” z chwilą braku wody więdnie i opadnie. Kobiety bez względu na wiek zachwycają nie tylko urodą, lecz pięknem wewnętrznym, ich urok osobisty rozpala nasze namiętności bez względu czy dwadzieścia, czy pięćdziesiąt na twarzy zagości. Widziałem zakochanych i wpatrzonych w siebie, których młodością nie wiek był, lecz uczucie do siebie. 
           
          
Gorzej jest z mężczyznami, ich wieczek nie rusza. Dopóki jeszcze „mogą” hulaj dusza. Czasem się tylko dziwią już tak po pięćdziesiątce, że czasami się nie chce, choć we krwi są rządze. Przypomni sobie jeden z drugim, że kiedyś w takiej sytuacji by nie odpuścił. Ale z czasem dojrzałość mu nakazuje, że nie wszystko i nie teraz oraz, że przyjdzie pora w odpowiednim momencie, w alkowie nie na schodach. Żadnemu nie przyjdzie nawet na myśl prawda, że to nie mądrość, lecz wieku słabość oraz brak testosteronu, która nie pozwala być jak trzeba przy „młódce” choćby np. „na stoku”. My się jednak nie poddajemy i „niebieską” pigułkę kupujemy, która nas uskrzydla dając takie „napięcie”, że aż nosem tryska. Jeden jest tylko problem to uzależnienie, kiedy nam zabraknie „koniec filma”, zostaje żona i osamotnienie. Warto się zatem zastanowić nad tym czy być „Casanovą”, czy statecznym „Żonatym”? Wybór zależy od temperamentu, testosteronu oraz poczucia wieku, godności i fachu. Chociaż wiem, że panowie, nawet ci żonaci, mimo upływu wieku są bezbronni na działanie uroku pań i podatni jak młodziaki.
           
         
Co ja tutaj chrzanię? Szukam tematów zastępczych, które są może fajne i tanie, ale nie dają obrazu tego, co najważniejsze. Wczoraj napisałem notatkę, która w treści była delikatnie mówiąc surrealistyczna lub pisana na „Haju”. Chociaż zamysł był taki, jako próba wyrazu pojmowania sytuacji tego, co się dzieje wokół nas i w kraju. Notatkę umieściłem na blogu, by po czterech godzinach usunąć. Dlaczego? Wieczorem poszedłem na spacer z kijkami, czyli tak zwany Nordic Walking. Fajnie się chodziło, chłodno, ciemno, szelest liści, przepływ myśli no i oczywiście olśnienie nastąpiło. Zrozumiałem moi mili, że mój bunt czy wyraz myśli, choć tak bardzo oczywisty nikomu nie jest potrzebny, a wręcz przewrotnie zostanę zrozumiany, jako facet, któremu odbiło. Kogo dziś interesuje przyszłość i jeszcze pisana niby na prochach. Chociaż w zamyśle autorowi chodziło o to, że tylko tak się ją da pojąć, bo nigdy na trzeźwo. Kogo interesują programy, zmiany, przewidywania lub ocenianie, które nic nie dają i niczego nie zmieniają? Jak chłop w „Weselu” naród dzisiaj powie, że co tam Panie wojna byle nasze miasta i wieś była spokojna. Jakieś kryzysy i banki jak człowiek nie wie jak ma funkcjonować, kiedy wszędzie drożyzna, a pieniądz wirtualny? Jak się przejmować „Wiejską”, gdy ona w Warszawie, a u nas kolejny dzień na „cwaniaczku” i kawie? Dzieci trzeba ubrać, bo to jesień i zima. Święta się zbliżają, a na prezenty „nima”. Dzięki Bogu śniegu „tez nima” da się na opale zaoszczędzić. Pomyśleć „trza” o inwentarzu, bo zwierzę też „trza” utrzymać. „Niech Se tam i ządzą byle dali nam i rodzinie wytrzymać”.
           
           
Biorąc pod uwagę te wszystkie przemyślenia doszedłem do wniosku, że notatka, choć ciekawa zrobi zbyt wiele zamieszania. Zresztą nie chciałbym zostać źle zrozumiany i do grona czubków zapisany. Pozostawiłem ją sobie na późniejsze czasy, by wspominać jak było i jak mi w związku z sytuacją odwaliło. Jesień ma też to do siebie, że skłania do przemyśleń, które mogą od głupich pomysłów uchronić. Warto się cieszyć z uroków jesieni, bo dzięki nim doceniamy to,  co przeminęło, ale też to, co przed nami. Jesień radością przepełnia me lice, dzięki niej uchroniłem swój wizerunek na blogu. Na co w skrytości ducha liczę. Problemy, których nie rozwiążę dzisiaj, jesień w swej mądrości daje nadzieję, że jeszcze wszystko wydarzyć się może i to, co nierealne prawdą stać się może. Może jednak się uda zbudować optymizm lepszego jutra. Może jednak ktoś zmądrzeje i znajdzie sposób na lepsze istnienie. Czas świąteczny i troska pokaże dobre oblicze „Tego”, którego interesował tylko przychód i forsa. Może spojrzy łagodnie na nasze problemy i spuści z tonu, choćby np. procentowego kredytu lub opłat. Mądrość polega na tym, że nie zabija się kury znoszącej „złote” jaja lub krowy dającej mleko. Warto, zatem przemyśleć co jest sensowniejsze, czy jeszcze bardziej iść w przepaść, czy wyciągnąć dłoń aby pomóc by  nikt nie wpadł na dno? 
           
         
Jesień pełna kolorytu i nadziei jest piękną porą. Trzeba tylko się w niej rozkochać i dać ponieść jej ciepłu. Jesienią się wspomina, przeżywa i myśli o tym co było, jest i będzie dlatego polecam – „kijki w dłonie i hulaj dusza”, niech was przepełni jesienna zaduma. Sport to zdrowie, każdy WF – men wam powie, ale nie do wysiłku was namawiam lecz to chodzenia i przeżywania tych chwil obcowania ze spalinami, hałasem i ruchem, który w mieście nas ogarnia. Lecz są momenty i wspaniałe chwile, że kiedy idąc przez park i szeleszcząc liśćmi odczuwamy radość bycia i świeżość oddechu, a dla tych chwil warto ruszyć się z fotela. Jesień piękna jest przyjacielu.  

BO TO JEST POLSKA WŁAŚNIE

          Kolejna rocznica odzyskania niepodległości przez naród polski. Po latach zaborów, powstań Polska ponownie zaistniała na mapie Europy. Walczyli o nią nasi przodkowie. Ginęli, przelewali krew, byli deportowani na daleki wschód, Syberię. Nie poddawali się, bo wierzyli, że walczą o słuszną sprawę. Nie dali się zrusyfikować nie zginęli w pruskich więzieniach, bo wierzyli, że Polska będzie Polską. Matki uczyły pacierza w języku polskim, pisarze i poeci pisali o Polsce. Mickiewicz tęsknił, Drzymała walczył o polskość. Nawet jak był niby komunizm w skrytości ducha walczyliśmy o demokrację i prawdziwą kapitalistyczną POLSKĘ. Księża nauczali. Nasz kochany Papież tłumaczył i wreszcie się stało Polska jest Polską.
         
Dzisiejsze obchody rocznicowe odzyskania niepodległości przez naród mieszkający nad Wisłą od rana budziły moje emocje. Małżonka czynnie w nich uczestniczyła. Ja mogłem tylko zazdrościć i podziwiać przygotowania. Kotyliony o barwach narodowych wpięte w klapę płaszcza i rozwieszone flagi przypominały, że dzisiaj jest dzień świąteczny. Jeszcze młodzież nie tak spontanicznie jak my kilkadziesiąt lat temu, ale pomału zaczyna być widoczna na uroczystościach. Pomału młodzi zaczynają rozumieć przesłania pokoleń. Wiedza nie przychodzi sama wiedzę trzeba ukształtować. Wiedza musi być nabyta ze zrozumieniem. Nie można tolerancyjnie pozwolić młodym ludziom, którzy nie mają zielonego pojęcia o trudzie i poświęceniu pokoleń w walce o polskość, pozostawiać możliwość wyboru. Uczymy się chodzić nie dlatego, że nam się chce tylko dlatego, że tak trzeba. Wiedza o kulturze, tradycji, poświęceniu nie jest wiedzą dobrowolną. Wielokrotnie w swoich notatkach pisałem o tradycji, która odgrywa ważną rolę w przetrwaniu narodu. Za przykład podawałem naród żydowski. Dziś, gdy obchodzimy „radosne” Święto Niepodległości warto uzmysłowić sobie, że nasza obecność w obchodach jest szacunkiem dla naszych bliskich, a dla młodzieży obowiązkiem, nawet bez zrozumienia, bo oświecenie przyjdzie później.
          Żałuję, że nie osobiście uczestniczyłem w obchodach. Relacja małżonki z obchodów święta w Międzyrzecu Podlaskim uradowała moje serce. Godne i pełne powagi odczytanie słów Pisma Świętego przez Burmistrza miasta uzmysłowiły wszystkim, że w dalszym ciągu nie są nam obce słowa – „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Masowy udział społeczeństwa oraz młodzieży szkół zachwycił nie tylko władze kościelne, ale też obywateli, którzy z uznaniem i poszanowaniem powagi dnia z uśmiechem pozdrawiali młodych, którzy w pochodzie z zapalonymi lampionami podążali na cmentarz miejski pod pomnik ofiar roku 1918. Upamiętnia on ofiary pogromu przeprowadzonego przez wojska niemieckie podlegające Ober-Ost (Totenkopfhusaren[1]), jaki miał miejsce 16 listopada 1918 roku w Międzyrzecu Podlaskim. Podczas pacyfikacji, będącej reakcją na rozbrojenie niemieckiego garnizonu zginęły, co najmniej 44 osoby – 22 żołnierzy POW nocujących w pałacu Potockich oraz co najmniej 22 osoby należące do ludności cywilnej.[2] Tragiczne wydarzenia tamtych lat przypominają, że wolność Polski okupiona została krwią jej mieszkańców. Nieistotne jest czy to była Warszawa czy jakiś lasek, w którym już nie ma bezimiennych mogił, bo czas zatarł ślady. Najważniejsze żeby pamięć nie uległa zatarciu. Każdy Polak młody czy stary musi pamiętać, że 11 listopada to dzień, taki jak 4 lipca w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej lub 14 lipca we Francji. Dzień, w którym musimy zdać sobie sprawę, kim jesteśmy i gdzie żyjemy, i jakim kosztem pokoleń naszą wolność osiągnęliśmy. Cały Świat obchodzi dzień 4 lipca. Cała Europa świętuje pod Łukiem Triumfalnym w Paryżu święto narodu francuskiego. Cała Polska 11 listopada składa wieńce pod pomnikami upamiętniającym wydarzenia związane ze zdobyciem „Polskości” oraz modli się o przyszłość narodu. Radość dnia jeszcze nie w pełni uzewnętrzniona, ale sam fakt przypinania biało-czerwonych kotylionów wprowadza koloryt, który zaczyna radować. Święto „Marcina” w Wielkopolsce z zabawami na ulicach miast, czy patriotyczno-kulturalne wydarzenia pomału budzą naród do radowania się z poczucia bycia Polakiem.
        
Niestety Polak potrafi wszystko spieprzyć. To, co się działo w dniu wczorajszym w Warszawie zasługuje, nie wiem jak mam to określić, grzecznie mówiąc – żenujące w skali ogólnoświatowej. Dochodzę pomału do wniosku, że my jesteśmy „Jonaszami” Świata. Mieliśmy misję do spełnienia, uznaną przez świat, jako niebywałą i godną naśladowania. Bezkrwawe uzyskanie demokracji oraz promowanie jej globalnie. My jednak chyba obciążeni dziedzicznie syndromem „walki o polskość” nie potrafimy się przystosować do współczesnego Świata. Brak możliwości walki, brak moralnie interpretowanego wroga obraca nas przeciwko sobie. W dniu naszego Święta Niepodległości wzorcem naszych praojców ruszyliśmy na „Bój” nie o wolność tylko o tak dla przyjemności, przeciw sobie. Żeby tradycji stało się zadość ściągnęliśmy trochę „Niemców” oraz innych nacji „najemników”. Fakt jest faktem tradycji stało się zadość. Naród wystąpił z orężem. Tylko jest jedno małe pytanie – „O CO?” Pani profesor, której nazwisko z uwagi na szacunek do tytułu naukowego nie podam powiedziała, że – „zmiana prawa lub jego zaostrzenie jest działaniem podobnym do działania „brukowszczyków”. Siłą oddziaływać na siłę to podobno eskalacja przemocy”. Zapomniała tylko Pani Profesor o I prawie Newtona, które mówi, że akcja musi powodować reakcję. Praw fizyki Pani nie zmieni. 
         
Propozycja legalizacji „ustawek” to już w ustach wykształconego człowieka obraza jego etyki i moralności. Czyżby upadłe cywilizacje Rzymu, Persji, Sumerów miały rację, że dla gawiedzi najistotniejsze było dać możliwość fizycznego mordobicia lub krwawej jatki. Jeżeli tak to wzorem minionych epok, może warto rozważyć propozycję Pani Profesor i przynajmniej raz w miesiącu udostępnić Stadion Narodowy (odpowiednio oczywiście zabezpieczony: usunięte krzesełka, zdjęta murawa, zasieki z drutu kolczastego, przezroczyste kuloodporne osłony by kamery mogły nagrywać dla gawiedzi nie prokuratora) do „testosteronowego wyżycia”. Naród miałby igrzyska, kasa z zakładów spora, a że kilku lub kilkunastu „polegnie”, trudno Polska to doceni. Wszak walczyli o godność i poszanowanie „nazwiska”. Po co wychodzić na ulice? Po co szukać zadymy na meczach? Jak można kulturalnie i to może jeszcze za kasę dostać w mordę przed Polską na specjalnych boiskach?
         
Nie oszukujmy się, wczorajsze wydarzenia nie miały nic wspólnego z Polską i polskością. Chodziło o zadymę, adrenalinę oraz „rozpierduchę”, bo energia nas rozpiera, a „woja” już nie ma. Nie ma gdzie pokazać siłę nie indywidualną, lecz nas w grupie. Bo w zespole jest siła i nikt nam nie podskoczy, bo jak trzeba damy popalić. Jak atawistyczne samce w okresie godowym zbieramy się w stada, by pochwalić się swoją siłą, duchem walki oraz zaimponować wolą zwycięstwa. W pojedynkę jesteśmy mali i cisi, bo przed nikim nie trzeba się popisywać. Skruszeni i bez woli walki stajemy przed sądem by powiedzieć – „to nie ja, ja tylko chciałem tak jak inni”.
        
Wierzę jednak, że tak jak Jonasz ten naród nawróci się do swych ideałów i będzie przykładem „współczesnej” demokracji, gdzie godność, tolerancja będą miały wymierne znaczenie. Gdzie manifestowanie swoich przekonań i ideałów, ale nie w dniu święta wszystkich Polaków, będzie miało formę pokojowej demonstracji. Uszanujmy ten dzień jak szanujemy Święto Bożego Ciała, które jak wiemy jest świętem nie wszystkich Polaków, a jednak obchodzimy je godnie i z namaszczeniem. Chciałbym móc powiedzieć, pomimo wczorajszych wydarzeń, że Polak to brzmi dumnie.   


[1] Marian Marek Drozdowski: Metropolia Warszawska a narodziny II Rzeczypospolitej. Warszawa: Oficyna Wydawniczo-Poligraficzna "Adam", 1998, s. 330-332. ISBN 83-7232-00505.
[2]
http://pl.wikipedia.org/wiki/Krwawe_Dni_Mi%C4%99dzyrzeca
Krwawe dni Międzyrzeca Podlaskiego 12.11.2011 r.

CZARNY PODLASKI LĄD

             Nie wiem czy oglądaliście Państwo ostatnie odcinki „Rancza”? Wspaniale nas tam określili „Czarny Podlaski Ląd”, jeżeli ktoś nie rozumie powiem po prostu „Ciemnogród”. Myślę, że dotarło. Pisałem, że powinniśmy się cieszyć z faktu, że ogół społeczeństwa czerpie z Podlasia mądrości życiowe. Wierzyłem, że tak jest. Panowie Robert Brutter oraz Jerzy Niemczuk (Lubelak) scenarzyści serialu „Ranczo” rozwieli moje złudzenia. Ranczo to obraz naszej mentalności i zaściankowości. Pojmuję teraz, że Pan Jurek chociaż mieszka na Mazurach jednak urodził się w Lublinie, znakomicie rozumie i zna nasze podlaskie klimaty. Gdyby ktoś z Białej nie zgadzał się z moim rozumowaniem przypomnę wątek „zakupu ziemi” przez „ławeczkę” pod „bazę amerykańską”, która podobno miała powstać w Wilkowyjach. Jak ulał pasuje mi to do naszych perturbacji z Panem Vahap Toya. Dzisiaj jakiekolwiek próby wdrożenia w minimalnym zakresie planów Pana VT, czy innych pomysłodawców już w zarodku spotykają się z oporem społecznym tych, którzy „umoczyli kasę” w tereny przylotniskowe. Innym fenomenem podlaskiej „roztropności” jest wykupienie terenów pod autostradę A-2. Od lat trwały emocjonalne dyskusje na temat jej przebiegu. Były trzy wersje, wygrała ta najstarsza, przez Cicibór, gdzie w ziemię zainwestowało najwięcej bialskich prominentów. Zresztą każda inna też oparta była o kasę. Wygrała opcja najsilniejsza. Podlasiak „kombinuje” chociaż nie zawsze z sukcesem. Nie wypaliło z lotniskiem (nie w takim zakresie jak nam pokazywał VT), problemy są ze „strefą” oraz okolicą ulicy Północnej, autostradę też nieprędko zbudują, a żyć trzeba. Trzeba się cieszyć z każdego sukcesu, chociażby z mini osiedla prywatnego „Zacisze”. Jak to się mówi: „na bezrybiu i rak ryba”.
         Dzisiaj wielki dzień, ukonstytuowanie się Sejmu VII Kadencji. Cała Polska obserwuje wydarzenia z Wiejskiej. Tymczasem zajrzyjmy i zobaczmy czym interesuje się przeciętny mieszkaniec Południowego Podlasia. Posłużę się miejscowymi tabloidami: „Koroszczyn: papierosy w kołach ciężarówek”, „
Na Facebooku wicestarosty link do zdjęć kobiecych pup. – Ktoś wkleił mi te zdjęcia Na profilu wicestarosty radzyńskiego na Facebooku pojawiły się zdjęcia skąpo odzianych kobiet oraz link: 50 najbardziej żenujące zdjęcia przed lustrem. Znajomi z pracy nie szczędzili wicestaroście uwag. Także złośliwych”. „59 tysięcy litrów spirytusu z płynu do spryskiwaczy”. „Ogrzewalnia tylko dla trzeźwych panów. Nie dla kobiet. Od początku listopada bezdomni z Białej Podlaskiej w trakcie dnia mogą korzystać z ogrzewanej świetlicy. Do pomieszczenia nie są wpuszczani pijani i… kobiety”. Nie ograniczając się do jednego „brukowca” podam tytuły artykułów z pierwszych stron innych: „SKANDAL! Rosjanie dyskryminują bialskie solistki – Grupa młodzieży z Polski, w tym dwie bialczanki wyjechały reprezentować nasz kraj podczas I Ogólnoświatowego Festiwalu Języka Rosyjskiego w Petersburgu. Na scenie jednak nie wystąpili, bowiem okazało się, że dla Polek zabrakło czasu.”, „Najpierw rozbił samochód, potem spalił dom”, „Nadleśniczy z promilami” lub „Podpalił swój dom – co skłoniło ojca czworga dzieci do podłożenia ognia pod własny dom?”, „Powrót rekieterów – w pobliżu przejścia granicznego napadli na Białorusina, teraz grozi im kara do 12 lat pozbawienia wolności”, „Proboszcz omija niektóre domy – Lampkę przed Najświętszym Sakramentem wyłącza zaraz po mszy, a przed rozpoczęciem roku nie odprawia dzieciom mszy świętej”. Natomiast na ostatniej stronie: „Wielki sukces wspólnej inicjatywy Koła Bialczan, posłów i dwóch gmin – Rok 2012 ogłoszono Rokiem Kraszewskiego”.
            Właściwie nie ma się do czego przyczepić. Gawiedź zawsze interesuje sensacja, a nie jakieś tam wydarzenia społeczno-polityczne. Sejm jak Sejm ale jak któryś „przeleciał” własne córki kilka razy to przynajmniej coś się dzieje. Prawa rynku są nieubłagane. Publicystyka kulturalno-oświatowa na Podlasiu nie cieszy się popularnością. Poczytne podlaskie tabloidy muszą bazować na sensacji aby się sprzedawać. Kasę się robi na skandalach, a nie kulturze. Gdyby jeszcze się udało tak dowiedzieć kto z kim? Ile razy? Gdzie? I dlaczego oraz po co? Naród z „Podlaskiego Czarnego Lądu” byłby szczęśliwy. Powiecie, że przesadzam. Nie, my lubimy plotkować, obmawiać, oczerniać, szkalować oraz mścić się. Nie wybaczamy jak śpiewał Grześkowiak bo nasza natura jest taka. Nasz Podlaski Czarny Ląd jest nasz i wara innym od niego. Najdziwniejsze jest to, że mentalność „podlaska” nie ewaluuje. Cywilizacja wciska się w nasze progi drzwiami i oknami, a my twardo stoimy przy swoim. Zabawa wiejska bez mordobicia to nie zabawa. Wesele bez standardowych: zdjęć, oczepin, nagranego filmu oraz dobrze wybranego domu weselnego gdzie wszyscy mogą się „uzależniać” na Podlasiu nie przejdzie. Życie na „kocią łapę” bez ślubu kościelnego lub kochanie inaczej u nas na dłuższą metę nie przejdzie. Seks szopy czasami są, ale tak ukryte, że strach się do nich zbliżać. Wartością istotną jest też to, że ksiądz proboszcz ma zawsze rację, a jak nie ma, to patrz punkt pierwszy. Chyba, że się narazi, a to wtedy „społeczność” czuwa. Nawet ksiądz Biskup nie pomoże. Władze samorządowe, państwowe oraz partyjne na Podlasiu, choć niezależne twardo stąpają po ziemi i byle czego oraz byle kogo nie popierają. Nie ważne jest to czy otwiera się nową drogę, przebudowaną szkołę, czy nowe mini osiedle, ważne jest to, że się odsłania. Czyli coś się dzieje i nikt nam nie zarzuci, że ten „Miś” nie jest na skalę naszych możliwości. Czarny Podlaski Ląd to przyjmie, bo w narodzie jest wiara i siła. Tylko na Podlasiu mogliśmy wymyślić taki „myk”, że na senatora wybraliśmy kogoś z okolic morskich, by nikt nam nie zarzucił, że Podlasiak jest szowinista i nie toleruje innych stron Polski. Nie braliśmy przykładu z rzeszowskiego, gdzie nasz senator miał startować i nie odrzuciliśmy jego kandydatury. Dzisiaj mamy pewność, że nikogo nie będzie wywyższał, bo właściwie nikogo tu nie zna od dziecka. Bo my wybieramy ludzi niezależnych, a nie tych, którzy mogą coś nam załatwić.
       
Czarny Podlaski Ląd nie lubi gdy ktoś się wybija. Wielu, którzy przybyli do nas z „kagankiem oświaty” dziś się dziwi, po latach, jak mogli być tak naiwni by nieść zmiany gdy się nikt o nie, nie pyta. Najdziwniejsze, że to oni się dostosowali, a nie Ci, których mieli nauczać. Ważne jest też to na „Podlasiu”, że żeby było po równo to znaczy, mnie więcej a komuś ……….. mniej. Tak jak Bóg przykazał. Wiedza jest dla tych, którzy chcą stąd wyjechać. Nam mądrości nie trzeba. Wpojona z krwią praojców pozwala nam funkcjonować po „podlaskiemu” tak jak trzeba. Ci, którzy chcieliby nam mieszać szybko odczują co i jak, gdy trzeba. My, Czarny Podlaski Ląd dbamy o swój interes, chociaż się nie kręci, ale jak trzeba to i na „saksy” się pojedzie bo tam lojalnych, robotnych, fizycznych, myślących inaczej – jak na lekarstwo potrzeba. Przywiezie się trochę kasy, „rzęchów” jeszcze „chodzących” lub „fizycznych umiejętności”. Założy się interes i wykształciuchów do robotki zagoni się tak jak trzeba. Bo Podlasiak choć na „Czarnym Lądzie” potęgą jest i basta. Proszę się tu do nas z Polską „A” nie pchać. My se damy radę, gdy trzeba.
          
Podziwiam te pola i łąki. Leniwie snujące się rzeki. Prostych ludzi, którzy od wieków ciężko pracowali na tej, tak bardzo ukochanej przez nich ziemi. Szanuję ich trud dnia codziennego. Umiejętność wiązania końca z końcem. Ten wspaniały miękki dialekt, który wyraża emocje. Szczerość, otwartość, gniew i zacietrzewienie, ale nie fałsz i obłudę. Wróg to wróg. Przyjaciel to przyjaciel. Smuci, że ci którzy z tych ziem wyrośli zapominają o swoich korzeniach. Fakt, że jest się z czego śmiać. Śmiać się z naszych słabości, ale kto ich nie ma. Śmiać się z błędów oraz specyficznej mądrości. Mądrości życiowych, których od wieków uczyli się by przetrwać. Komedie, które pokazują nasz sposób istnienia przeminą, ale nasza mądrość przetrwa. "Nie miejcie nas za głupszych, nie miejcie nas za mądrzejszych, ale za równych sobie" – powiedziala moja żona, która nie jest z Podlasia.