BO TO JEST POLSKA WŁAŚNIE

          Kolejna rocznica odzyskania niepodległości przez naród polski. Po latach zaborów, powstań Polska ponownie zaistniała na mapie Europy. Walczyli o nią nasi przodkowie. Ginęli, przelewali krew, byli deportowani na daleki wschód, Syberię. Nie poddawali się, bo wierzyli, że walczą o słuszną sprawę. Nie dali się zrusyfikować nie zginęli w pruskich więzieniach, bo wierzyli, że Polska będzie Polską. Matki uczyły pacierza w języku polskim, pisarze i poeci pisali o Polsce. Mickiewicz tęsknił, Drzymała walczył o polskość. Nawet jak był niby komunizm w skrytości ducha walczyliśmy o demokrację i prawdziwą kapitalistyczną POLSKĘ. Księża nauczali. Nasz kochany Papież tłumaczył i wreszcie się stało Polska jest Polską.
         
Dzisiejsze obchody rocznicowe odzyskania niepodległości przez naród mieszkający nad Wisłą od rana budziły moje emocje. Małżonka czynnie w nich uczestniczyła. Ja mogłem tylko zazdrościć i podziwiać przygotowania. Kotyliony o barwach narodowych wpięte w klapę płaszcza i rozwieszone flagi przypominały, że dzisiaj jest dzień świąteczny. Jeszcze młodzież nie tak spontanicznie jak my kilkadziesiąt lat temu, ale pomału zaczyna być widoczna na uroczystościach. Pomału młodzi zaczynają rozumieć przesłania pokoleń. Wiedza nie przychodzi sama wiedzę trzeba ukształtować. Wiedza musi być nabyta ze zrozumieniem. Nie można tolerancyjnie pozwolić młodym ludziom, którzy nie mają zielonego pojęcia o trudzie i poświęceniu pokoleń w walce o polskość, pozostawiać możliwość wyboru. Uczymy się chodzić nie dlatego, że nam się chce tylko dlatego, że tak trzeba. Wiedza o kulturze, tradycji, poświęceniu nie jest wiedzą dobrowolną. Wielokrotnie w swoich notatkach pisałem o tradycji, która odgrywa ważną rolę w przetrwaniu narodu. Za przykład podawałem naród żydowski. Dziś, gdy obchodzimy „radosne” Święto Niepodległości warto uzmysłowić sobie, że nasza obecność w obchodach jest szacunkiem dla naszych bliskich, a dla młodzieży obowiązkiem, nawet bez zrozumienia, bo oświecenie przyjdzie później.
          Żałuję, że nie osobiście uczestniczyłem w obchodach. Relacja małżonki z obchodów święta w Międzyrzecu Podlaskim uradowała moje serce. Godne i pełne powagi odczytanie słów Pisma Świętego przez Burmistrza miasta uzmysłowiły wszystkim, że w dalszym ciągu nie są nam obce słowa – „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Masowy udział społeczeństwa oraz młodzieży szkół zachwycił nie tylko władze kościelne, ale też obywateli, którzy z uznaniem i poszanowaniem powagi dnia z uśmiechem pozdrawiali młodych, którzy w pochodzie z zapalonymi lampionami podążali na cmentarz miejski pod pomnik ofiar roku 1918. Upamiętnia on ofiary pogromu przeprowadzonego przez wojska niemieckie podlegające Ober-Ost (Totenkopfhusaren[1]), jaki miał miejsce 16 listopada 1918 roku w Międzyrzecu Podlaskim. Podczas pacyfikacji, będącej reakcją na rozbrojenie niemieckiego garnizonu zginęły, co najmniej 44 osoby – 22 żołnierzy POW nocujących w pałacu Potockich oraz co najmniej 22 osoby należące do ludności cywilnej.[2] Tragiczne wydarzenia tamtych lat przypominają, że wolność Polski okupiona została krwią jej mieszkańców. Nieistotne jest czy to była Warszawa czy jakiś lasek, w którym już nie ma bezimiennych mogił, bo czas zatarł ślady. Najważniejsze żeby pamięć nie uległa zatarciu. Każdy Polak młody czy stary musi pamiętać, że 11 listopada to dzień, taki jak 4 lipca w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej lub 14 lipca we Francji. Dzień, w którym musimy zdać sobie sprawę, kim jesteśmy i gdzie żyjemy, i jakim kosztem pokoleń naszą wolność osiągnęliśmy. Cały Świat obchodzi dzień 4 lipca. Cała Europa świętuje pod Łukiem Triumfalnym w Paryżu święto narodu francuskiego. Cała Polska 11 listopada składa wieńce pod pomnikami upamiętniającym wydarzenia związane ze zdobyciem „Polskości” oraz modli się o przyszłość narodu. Radość dnia jeszcze nie w pełni uzewnętrzniona, ale sam fakt przypinania biało-czerwonych kotylionów wprowadza koloryt, który zaczyna radować. Święto „Marcina” w Wielkopolsce z zabawami na ulicach miast, czy patriotyczno-kulturalne wydarzenia pomału budzą naród do radowania się z poczucia bycia Polakiem.
        
Niestety Polak potrafi wszystko spieprzyć. To, co się działo w dniu wczorajszym w Warszawie zasługuje, nie wiem jak mam to określić, grzecznie mówiąc – żenujące w skali ogólnoświatowej. Dochodzę pomału do wniosku, że my jesteśmy „Jonaszami” Świata. Mieliśmy misję do spełnienia, uznaną przez świat, jako niebywałą i godną naśladowania. Bezkrwawe uzyskanie demokracji oraz promowanie jej globalnie. My jednak chyba obciążeni dziedzicznie syndromem „walki o polskość” nie potrafimy się przystosować do współczesnego Świata. Brak możliwości walki, brak moralnie interpretowanego wroga obraca nas przeciwko sobie. W dniu naszego Święta Niepodległości wzorcem naszych praojców ruszyliśmy na „Bój” nie o wolność tylko o tak dla przyjemności, przeciw sobie. Żeby tradycji stało się zadość ściągnęliśmy trochę „Niemców” oraz innych nacji „najemników”. Fakt jest faktem tradycji stało się zadość. Naród wystąpił z orężem. Tylko jest jedno małe pytanie – „O CO?” Pani profesor, której nazwisko z uwagi na szacunek do tytułu naukowego nie podam powiedziała, że – „zmiana prawa lub jego zaostrzenie jest działaniem podobnym do działania „brukowszczyków”. Siłą oddziaływać na siłę to podobno eskalacja przemocy”. Zapomniała tylko Pani Profesor o I prawie Newtona, które mówi, że akcja musi powodować reakcję. Praw fizyki Pani nie zmieni. 
         
Propozycja legalizacji „ustawek” to już w ustach wykształconego człowieka obraza jego etyki i moralności. Czyżby upadłe cywilizacje Rzymu, Persji, Sumerów miały rację, że dla gawiedzi najistotniejsze było dać możliwość fizycznego mordobicia lub krwawej jatki. Jeżeli tak to wzorem minionych epok, może warto rozważyć propozycję Pani Profesor i przynajmniej raz w miesiącu udostępnić Stadion Narodowy (odpowiednio oczywiście zabezpieczony: usunięte krzesełka, zdjęta murawa, zasieki z drutu kolczastego, przezroczyste kuloodporne osłony by kamery mogły nagrywać dla gawiedzi nie prokuratora) do „testosteronowego wyżycia”. Naród miałby igrzyska, kasa z zakładów spora, a że kilku lub kilkunastu „polegnie”, trudno Polska to doceni. Wszak walczyli o godność i poszanowanie „nazwiska”. Po co wychodzić na ulice? Po co szukać zadymy na meczach? Jak można kulturalnie i to może jeszcze za kasę dostać w mordę przed Polską na specjalnych boiskach?
         
Nie oszukujmy się, wczorajsze wydarzenia nie miały nic wspólnego z Polską i polskością. Chodziło o zadymę, adrenalinę oraz „rozpierduchę”, bo energia nas rozpiera, a „woja” już nie ma. Nie ma gdzie pokazać siłę nie indywidualną, lecz nas w grupie. Bo w zespole jest siła i nikt nam nie podskoczy, bo jak trzeba damy popalić. Jak atawistyczne samce w okresie godowym zbieramy się w stada, by pochwalić się swoją siłą, duchem walki oraz zaimponować wolą zwycięstwa. W pojedynkę jesteśmy mali i cisi, bo przed nikim nie trzeba się popisywać. Skruszeni i bez woli walki stajemy przed sądem by powiedzieć – „to nie ja, ja tylko chciałem tak jak inni”.
        
Wierzę jednak, że tak jak Jonasz ten naród nawróci się do swych ideałów i będzie przykładem „współczesnej” demokracji, gdzie godność, tolerancja będą miały wymierne znaczenie. Gdzie manifestowanie swoich przekonań i ideałów, ale nie w dniu święta wszystkich Polaków, będzie miało formę pokojowej demonstracji. Uszanujmy ten dzień jak szanujemy Święto Bożego Ciała, które jak wiemy jest świętem nie wszystkich Polaków, a jednak obchodzimy je godnie i z namaszczeniem. Chciałbym móc powiedzieć, pomimo wczorajszych wydarzeń, że Polak to brzmi dumnie.   


[1] Marian Marek Drozdowski: Metropolia Warszawska a narodziny II Rzeczypospolitej. Warszawa: Oficyna Wydawniczo-Poligraficzna "Adam", 1998, s. 330-332. ISBN 83-7232-00505.
[2]
http://pl.wikipedia.org/wiki/Krwawe_Dni_Mi%C4%99dzyrzeca
Krwawe dni Międzyrzeca Podlaskiego 12.11.2011 r.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.