MIĘDZY ŚWIĘTAMI A NOWYM ROKIEM

           Obżarstwo skończone, prezenty rozdane wszystko co miłe zakończone, a teraz czekamy na zakończenie wspaniałego radosnego 2011 roku. Jaki był? Co nam przyniósł? Czym nas ucieszył, rozbawił? Każdy z nas ma inne odczucia. Dla jednych był początkiem wspólnej drogi przez życie dla innych zakończeniem. Jedni się cieszyli, a inni płakali. Po prostu był i to jest najważniejsze. Być, to znaczy istnieć lepiej lub gorzej, tragicznie czy śmieszniej, ale się jest. Docenić to może tylko ten co go przeżył choć nie wierzył, że może być lepiej gdy jest tak gorzej. Cieszę się z innymi, że Pan Bóg pozwolił przeżyć go godnie i się nie „zeszmacić”, by potrafić jak mój kolega Krzysio powiedział – „móc w lustro popatrzeć”. Pokusy są wszędzie i na każdym kroku. Z drugiej strony to „zeszmacenie” czy to jest indywidualne odczucie czy podlega ludzkiej ocenie? Przypuśćmy, że w zaciszu domowym robię to co chcę, jak chcę bez zgody nikogo wiedząc, że nikt nie widzi, a wszyscy domownicy się boją ze strachu nie przede mną lecz opinią ludzką, że się wyda jaka to jest „nasza rodzina”. To czy to jest zeszmacenie? Wszak pójdę do kościoła i się wyspowiadam i znów będę mógł robić co mi „zła” dusza podpowie. Czy zeszmacenie to utrata godności poszanowania siebie, problem moralności, który w nas toczy walkę ze sobą, o to czy być sobą? Czy grać z innymi nie patrząc na to, że gra nie jest uczciwa bo jest coś za coś? Każdy z nas ma wybór, ale tylko wtedy gdy ma komfort, że nie zależy od innych i charakter twardy oraz pewność, że się nie złamie, że nie ulegnie naciskowi tych, którzy nie mają moralnych dylematów. W innym przypadku w czasach kapitalizmu i poszanowania prawa dla bogatych posiadających argument kasy, lepiej położyć uszy po sobie i udawać, że deszcz pada lub przygiąć garb i do pracy. W dzisiejszych czasach praca najważniejsza. Bez względu czy cię poniżą, mobbingują, na twoje miejsce w kolejce czekają dalsi, a wstydu Ci nie ubędzie. Zresztą to się nie wymydli, a pieniążek leci zresztą bez grzechu bo to dla „chleba” i dzieci.
          
Chociaż „Opowieść Wigilijna” uczy najmłodszych, że trzeba być „ludzkim” czyli wrażliwym, ciepłym. Być otwartym na krzywdy i cierpienie i przede wszystkim wykazać się zrozumieniem nieszczęścia innych. Niestety jest to tylko opowiadanie, które choć ma moralne przesłanie coraz częściej jest tylko czytane. Przepraszam za mój sarkazm i rozczarowanie, które praktycznie we wszystkich notatkach zyskuje me uznanie, ale mam nadzieję skromną, że pisząc i pokazując jak zwykli ludzie oraz Ci z „wierchuszki” samolubnie nas traktują, ktoś jednak uzyska opamiętanie i się „nawróci” na człowieczeństwo nie mówię o wyznaniu, bo problem dotyczy wszystkich: chrześcijan, islamistów czy ateistów, a dotyczy bycia „wrażliwym człowiekiem”. Chociaż wojskowe przysłowie mówi, że jak „Masz miękkie serce musisz mieć twardą d……pę”. Życie pokazuje, że tak właśnie jest no i oczywiście ja się tak czuję. Łatwo powiedzieć trudniej wykonać, jeżeli ktoś przez całe życie uczony był dyscypliny, pokory i posłuszeństwa trudno jest się zbuntować. Jednak popełniono błąd bo oprócz tych wpajanych zalet wpojono też poczucie Honoru, Godności, Prawdomówności, Poszanowanie oraz Odpowiedzialności za słowa i czyny nasze. Zastanawiam się coraz częściej czy to się sprawdza? To pierwsze to na pewno, to drugie to tak jak już wspominałem zależy od człowieka. W życiu swym spotykamy wielu. Kobiet i mężczyzn, którzy nas mijali w drodze ku przyszłości czasem pomagając lub gdy myśmy pomagali. Pewne było jest i będzie, że nie byli tacy sami. Wydawało, się że „palant” stanął nam na drodze by przy bliższym poznaniu okazywał się serdecznym przychylnym człowiekiem, który nas wspiera, pomaga, poświęca się by nam działo się lepiej. Inny z radością otwierał ramiona by po cichu wbić Ci nóż w tył pleców z uśmiechem na twarzy jeszcze twierdząc, że to dla naszego dobra. Każdy z nas to przeszedł i myślę, że nie odkrywam ameryki pisząc o tym ale warto powiedzieć tak na koniec roku, że trzeba się zastanowić nad tym jak dobierać przyjaciół.           
             
Wiem, że ten rok nie był najłatwiejszy ale wierzcie mi też, że wielu wzbogacił i nie tylko chodzi o kasę, lecz ludzkie doświadczenie. Ja poznałem prawdę co to jest przyjaźń i koleżeństwo. Zrozumiałem co jest w życiu najważniejsze i na kogo oraz na co można liczyć w sytuacji kryzysowej. Mądry był to człowiek, który rzekł – „Przyjaciół poznasz w biedzie, i odkryjesz wrogów”. Problemy moi mili kształtują charakter pozwalają zjednoczyć najbliższych lub przejrzeć na oczy i wycofać się szybko nim karta się odwróci bo wraz z poprawą sytuacji wracają starzy i niby sprawdzeni „rodacy”. Miałem to szczęście, że się przekonałem, że mundur nie zobowiązuje do bycia wspaniałym człowiekiem. Mam jednak usprawiedliwienie, bo to byli chyba „przebierańcy”. Mundurowi mi się kojarzą z tymi co są dla nas zagranicą by żyło się nam bezpiecznie. Kto nie zasmakował życia w „polu” i to nie tylko czasem, tylko tak jak teraz weteranów określają, czyli sześćdziesiąt dni poza krajem nigdy nie zrozumie co to znaczy być żołnierzem, jest tylko urzędnikiem „przebierańcem”, który nie rozumie problemów wojska. Piszę o wojsku bo trzydzieści lat przepracowałem, przepraszam przesłużyłem bo to była służba dla Polski, która odcisnęła piętno na mym zdrowiu, ale nie żałuję bo nauczyła mnie bycia człowiekiem. Życzyłbym wszystkim by mogli powiedzieć o swej byłej firmie, że była na miarę naszych czasów i doceniała tych, którzy się dla niej poświęcali. O współczesnym wojsku wolę się nie wypowiedzieć. 
           
         
Trudno dziś jest się nie zeszmacić lub udawać, że się nic nie dzieje kiedy ktoś próbuje pokazać, że ma władzę a ty jesteś śmieciem. Jeszcze trudniej jest się z tym pogodzić, że człowiek kłamie i to tym bardziej, że przecież ślubował mówić prawdę. Czas zaciera wartości moralne liczy się interes nie społeczny lecz firmy lub osobisty. Trzeba udowodnić śmieciowi kto ma tutaj władzę i rację. Często wspieramy, pomagamy, troszczymy się, poświęcamy. Nie potrafimy być asertywni, jednak gdy się nam raz przydarzy pomyśleć i powiedzieć inaczej jesteśmy przegrani. Warto się zatem zastanowić czasem czy nasza uległość nie jest bodźcem do traktowania złego. Zresztą już o tym pisałem.
         
Rok ten podsumowując można śmiało powiedzieć, że był bogaty w wydarzenia światowe oraz kraju naszego. Wszyscy jeszcze pamiętamy „Wiosnę Arabską” z zabójstwem Kadafiego, tragedię w Norwegii, śmierć Osamy bin Ladena, kryzys światowy, a w Polsce prezydencja w Unii Europejskiej oraz wybory do dwóch izb parlamentu polskiego. Nie wspomnę o mniejszych, których uwagę przykuwały media odwracając naszą uwagę od dnia codziennego czyli jak zarobić na kawałek chleba i odpowiedzieć sobie na pytanie, które zadał potentat „paprykowy” – „Jak żyć Panie Premierze, jak żyć?” Chociaż się z Prezesem siedzi przy „plazmie”. Pytanie jest słuszne lecz nie przez taką osobę winno być zadane lecz przez tych, których emerytura w wysokości tysiąca złotych, a czasem mniej nie pozwala żyć godnie. Prezent też szykują, że emeryt jest fajny tylko wtedy kiedy krótko żyje. Czyli pomiędzy 67 – 70 rokiem życia i wystarczy. Marnie też nam wygląda chorowanie bo jak widać z zapowiedzi rząd szykuje nam jak w znanym programie paramilitarnym „selekcję”. Kto będzie miał kasę na leki to przeżyje, reszta odpadnie. Trzeba dbać o czystość rasy wszystkie dewiacje muszą być usunięte. Cukrzycy, niepełnosprawni fizycznie i umysłowo winni zdać sobie sprawę, że nadchodzą trudne czasy bo państwa nie stać na to by innym zabierać, a nam przedłużać męczarnie niewiadomo poco.
           
Rok się kończy i z radością będziemy balować przy telewizorze bo nie stać nas na roskosz szaleństwa „Balu Sylwestrowego” bo to przecież wydatek nie kilkuset złotych, a tysiąca z okładem. Dzieci niech szaleją bo to ich nadzieja, że jeszcze coś się zmieni na lepsze więc bawić się trzeba. Życzmy sobie wszyscy chociaż to jeszcze nie Sylwester by ten rok, który mija i ten, który będzie jak bracia serdeczni rozeszli się w szczęściu i pokoju nie w biedzie, nędzy oraz z nadzieją, jak to moja mama (teściowa) mówiła – „Że jeszcze i na naszym podwórku będzie święto”.

„ŻMIJA” – ANDRZEJ SAPKOWSKI – PRAWDA O AFGANISTANIE

          „Lewart oderwał wzrok od paskudnie obłażącego z tynku sufitu, spojrzał na Sawieliew. Nie na jego twarz, lecz na dłoń i stukający o blat stołu ołówek. Major jakby to zauważył, bo ołówek zamarł. – Interesującym – podjął – byłoby dowiedzieć się, jakżeż ty, przedstawiciel niższego szczebla dowodzenia, zapatrujesz się na tę kwestię. Co? Lewart! Otwórzże wreszcie gębę! Zadałem pytanie! – Ja tam, towarzyszu majorze – Lewart odchrząknął – jedno wiem. Ojczyzna kazała.”[1]
          
Myślę, że każdy młody czy stary zna twórczość Sapkowskiego. Kto dziś nie gra w „Wiedźmina” na podstawie jego utworu? „Żmiję” czytałem w 2009 roku, kiedy przebywałem w sanatorium w Kołobrzegu. Lubię jego fantazy, bo są „fascynujące”. Natomiast „Żmija” była szokiem, przynajmniej dla wojskowego. Przeczytałem jednym tchem, bo nie dało się inaczej. Gdy ktoś pisze o wojnie jakby był jej graczem?. Nigdy nie byłem na wojnie i działaniach wojennych, ale byłem na misji i mimo, że ludzie nie ginęli znam to uczucie, kiedy człowiek się zastanawia, po co wlazł w to wszystko, kiedy inni się bawią i cieszą z faktu, że są stąd daleko?
         
 „Żmija” to nie tylko fantazy to opowieść psychologiczna. Pewna Pani pisząc recenzję twierdziła, że za wyjątkiem fabuły stricte fantastycznej mało ciekawej, bo opartej o ogranych wątkach „matryjarchalnych” nic nowego nie wnosi, za wyjątkiem dobrego przygotowania warsztatowego, bo opartego nawet o słownik afgański. Ja, jako wojskowy twierdzę, że pani strasznie się myli i jestem zaskoczony skąd u pana Andrzeja jest znajomość życia wojskowego? Książkę, której dziś nie mam, bo dałem w prezencie, często wspominam zwłaszcza, kiedy dzieje się nieszczęście. Książka kończy się tym, że nowo uzbrojeni żołnierze pojawiają się na ziemi afgańskiej. Jak się łatwo domyślić to polscy żołnierze. Nie będę wam opowiadał całej treści, lecz Ci, co czują wojnę w ich repertuarze lektur powinna się znaleźć.
           
Proszę nie oceniajcie fantastycznych szczegółów oceńcie realia i odczucia bohaterów. Znajdziecie tu jak ulał to, co w wojsku się dzieje, bez wglądu czy to Macedońskie, Angielskie, Rosyjskie czy Polskie zachowania, postawy nie są nam obce. Dziwi skąd pan Sapkowski tak wszystko o tym wiedział? Chyba ktoś „kabluje” albo sam przeżył to wszystko, o czym cywil nie ma zielonego pojęcia. Książkę warto przeczytać i wyciągnąć wnioski. Nie mówię o bajkach, lecz o realiach wojny. Padło tam pewne zdanie, które do dziś pamiętam, że naród Afgański ma wojnę we krwi i nikt jeszcze z nim nie wygrał.
          
Pewnie bym się z tym zgodził gdyby nie Talibów światopogląd i polityka. Gdyby się ograniczyli tylko do świata swego, powiedziałbym odpuśćmy nie nasza sprawa, bo dlaczego? Lecz ich zamiarem jest ich jedyna słuszna wiara i religia na całym świecie oraz źródło utrzymania nie tylko ich, ale kraju całego. Roślina, która sieje spustoszenie globalne nam, a nie dla kraju tego. „Konopia Indyjska” źródło pożądania tych wszystkich, którzy chylą się ku upadkowi i za jej liść gotowi są oddać majątek, który w okrojonej części daje życie Afgańczykom. Na nic się zatem zdadzą militarne działania, gdy każdy chce przeżyć, a Oni nie mają z czego. Bzdurne są działania narodów, gdy się daje jałmużnę, kiedy można mieć „pałac”. Dopóki nie zrozumie opinia światowa, że tam gdzie jest bieda jałmużna nie wystarczy, lecz globalna pomoc. Afgańczycy będą walczyć, bo jest o co. Wojna i przemyt jest źródłem utrzymania. Jeżeli ktoś nie pojmuje tego, niech się liczy z tym, że próby ingerencji w życie afgańskie będzie drogo kosztować. Sapkowski wspaniale o tym napisał.
            
Ponosimy ofiary, o czym też mówiłem i będzie tak dalej póki Świat nie zrozumie, że nie problem jest w Talibach, lecz uzdrowieniu afgańskiej gospodarki. Zaoferować rozwiązania rolne czy przemysłowe, które dadzą nadzieję nie w wojnie, lecz pokojowej egzystencji kraju tego. Bez tych rozwiązań rezygnacja z działań siłowych doprowadzi do tego, że po pierwsze, jak chce pan Janusz P., „Konopia” będzie ogólnie dostępna. Po drugie, co gorsze, fanatycy religijni stwierdzą, że wiarę Allacha warto w Polsce zaprowadzić nie pokojowo, lecz pozbawiając życia niewiernego. Wniosek prosty z tego, że zamiast mieć front wojenny daleko sprowadzimy go do domu swego. Dopóki politycy nie uzgodnią zdania wojska, muszą być w Afganistanie, by wiązać wroga w działaniach. Wojskowi o tym wiedzą, lecz obywatel prosty widzi, że giną jego bliscy od domu daleko w czymś, co ich nie dotyczy i są zbulwersowani, że kraj pozwala na to.
            
Myślę, że wszyscy tak czujemy, ale gdzie są media by kształtować umysł prosty, że to dla naszego dobra giną nasi chłopcy. Im dalej od kraju tym dla nas bezpieczniej, jeżeli ktoś nie rozumie tej zasady prostej dam przykład. Kiedyś będąc młodym oficerem na poligonie las się zapalił (pisałem to już nie raz, ale warto przypomnieć). Pododdział alarmowy, którym dowodziłem pojechał go gasić. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy „główny” oficer polecił mi jechać nie do pożaru, lecz w przeciwnym kierunku i kopać przecinkę. Zdarzyło się tak, że przejąłem dowodzenie i ten właśnie oficer wprowadził merytorycznie w zagrożenie. Pokazując skąd wieje wiatr i jak ogień niesie uzmysłowił, że słusznym było moje przedsięwzięcie. Pojąłem wtedy, że liczy się szerokie spojrzenie, a nie odczucia, które mogą sprowadzić nieszczęście. Dziś, jeżeli ktoś mi stawia zadanie staram się zrozumieć nie jego treść, lecz intencję działającego. Przyznam się szczerze, że dzięki temu ustrzegłem się wielu wpadek, których miałem być celem.
        
Afganistan, musimy to zrozumieć, to nie jest nasza prywatna sprawa, lecz cel sojuszniczy. Mogliśmy mieć wątpliwości, co do Iraku. W przepadku Afganistanu to jest gaszenie „pożaru”. Wojna jest wojną i jeżeli trzeba jesteśmy gotowi stawić się do szeregu. Na wojnie giną żołnierze, by inni mogli żyć spokojnie. Ważne jest tylko by Państwo doceniło to, że żołnierze giną, bo „Ojczyzna kazała”, i Ojczyzna to doceniła, chociaż ryzyko każdy wie, że jest ogromne. Tyle lat po wojnie dziś już nikt nie rozumie, że wojsko jest potrzebne, by inni czuli się swobodnie. Nikt sobie nie zdaje sprawy, że wojna to nie grabież i zbrodnie, lecz fajnie wyglądająca lalka, czy paczka na peronie. Nagle spadający pocisk, który nie daje czasu na zastanowienie, bo po nim nic już nie ma i jest już po wojnie.
        
Marzę by wreszcie wojsko było wojskiem na miarę możliwości naszych sił oraz uzbrojenia. By wreszcie zrozumiano, że nie w administracji siła i się pozbyto tych, którzy przylgnęli do "koryta". Żołnierz to ten, co zna poligon, co zna co to teren, co zna co to ostrzał i zagrożenie. Żołnierz to ten, co czuje, że wojna to nie zabawa na komputerze tylko odpowiedzialna decyzja. Trzeba wreszcie skończyć z profanacją munduru i „kwalifikację” przekazać w ręce cywilne. Wojsko skromniejsze, ale mobilne bardziej nam będzie potrzebne niż pseudo „grupy mundurowe”. Wiem, że wszystko rozbija się o kasę, ale tak jak ratownictwo medyczne walczy o czas reakcji tak siły zbrojne powinny wałczyć o profesjonalizację i to nie tylko w oparciu o stare struktury, lecz natowskie standardy.
         
Wiem, że dziś jest nam smutno, bo kolejni chłopcy odeszli na wieczną służbę. Chcieli dobrze. Mam nadzieję, że Państwo to uwzględni, ale do cholery jasnej, czy wszyscy są ciemni? Przecież mieliśmy prezydencję, władzę europejską i nikt nie potrafił postawić problemu tego na forum europejskim, nie mówię światowym? Irak dał nam popalić, Afganistan też. Kryzys nas rujnuje, bo może to też jakaś forma walki, a wszyscy się cieszą, że przyłożyli Anglii. Nie jestem politykiem i nie rozumiem spraw wielu, umiem jednak patrzeć i czuć, a wszyscy tylko współczują, a rozwiązań żadnych. Nie liczę na ONZ, bo to anachronizm. Wierzę, że czterech ludzi ten Świat uzdrowi. Nie będą to jeźdźcy apokalipsy, bo jest ich czterech nie trzech i jest wśród nich kobieta. Wierzę, że Mr Obama, Pani Merkel, Pan Sarkozi oraz Mr Cameron jednak sobie poradzą z problemem. Dziwi mnie, że nic nie uczynili do teraz? W przededniu najpiękniejszego święta Globu Ziemskiego – Narodzin Pana – oczekujmy z nadzieją decyzji mędrców tego świata, decydujących o przyszłości ludzkości decyzji szanujących godność każdego człowieka bez względu na wyznanie i poglądy. 


[1]
http://www.newsweek.pl/exclusive/poznaj-zmije-sapkowskiego,35403,2,1.html
  Poznaj „Żmiję” Sapkowskiego 21.12.2011 r.

MR BLOOM – BRUTALNA PRAWDA

           Pewnie nigdy bym się nie dowiedział prawdy o gospodarce światowej gdyby nie link do filmu na Youtube umieszczonego na stronie www.radiobiper.info. Nikt się jakoś nie chwalił wystąpieniem europosła Mr Blooma, tak jakby się po sprawie prześliźnięto. Nie zgadzam się z panem Bloomem w sprawie ocieplenia światowego, ale jeżeli chodzi o gospodarkę w zupełności popieram. Myślałem, że tylko pan Niesiołowski potrafi ekspresyjnie przemawiać w parlamencie polskim, aż tu nagle dzięki filmikowi poznałem pana Blooma bardzo przekonującego na europejskiej scenie. Świetnie zjechał obecnie rządzących bez względu na narodowość oraz poglądy. Generalnie rzecz biorąc to „Banda Przygłupów”, która dorwała się do władzy i nic nie potrafi tylko drukować pieniążki, bo brakuje kasy. Jak to pan Bloom powiedział, że jak my na drukarce kilkaset euro drukniemy, nie dolary, bo mniej są warte, pójdziemy do ciupy. Jak państwo „se” dodrukuje to jest wszystko w porządku, choć bilans szwankuje. Choć przychody wcale nie pokrywają wydatków, ale zawsze można dodrukować pieniążków. Oczywiście pan Bloom uogólnia, ale jest bliski prawdy.           
         
Problem jest w tym, że nikt nie napisał programu z wieloma zmiennymi, który by pozwalał opracować symulację rynku. Mamy przecież tęgie umysły światowe oraz możliwości obliczeniowe, a jednak nikt się nie pokusił by sprawdzić, co trzeba zrobić by uzdrowić gospodarkę. Teorii i tez mamy wiele, szczególnie minister Rostowski chce swoją postawą nas przekonać, że wie co robi. Lecz ja nie jestem panem Napieralskim i na zwykłą butę nie damy prawdy. Liczę na skutek nie człowieka jednego, lecz „Burzę Mózgów” Świata całego, która pokaże, co trzeba robić by działo się dobrze. Strach pomyśleć, że może być to interes grupy kilku, którzy kosztem nas wszystkich chcą zrobić niezłą kasę. Strach pomyśleć, że mamy globalizację biznesu i nie interes jednego państwa, lecz kontynentów całych właśnie się rozgrywa na oczach naszych. W szachy, które gramy nie my rozgrywamy. Pionkiem to nie człowiek czy grupa społeczna, lecz państwa, którymi grają „Wielcy” może nie z tego świata? Opcja Science
Fiction jest ciekawa, ale nie ja ją rozwiążę. Ważne, że dzieje się źle, a to jest gorsze niż terroryzm, bo działa po cichu. Gracze to ci, co mają kasę i to nie małą, lecz globalną „masę”. Islandii przecież nie, kto inny niż Rosja chciała pomóc, wprost lecz historia była zbyt prosta. Warto się zatem zastanowić trochę, na czym polega problem? Pan Bloom powiedział, że to rządów wina. Ja bym się zapytał, kto im pożyczał? Próbuję stworzyć teorię spiskową, ale kto mi powie czy nie należy się zastanowić nad tym? Lubię fantazjować i może niezły byłby scenariusz z tego gdyby problem tylko w teorii istniał. Europa ma problem oraz Jankesi, o Japonii też nie słychać, a przecież była motorem rozwoju gospodarki? Brylują Chiny i Rosja, świat arabski też ma się dobrze, ale czy to ma znaczyć, że toczy się „wojna” nie militarna tylko gospodarcza? Jeżeli tak to sprawy mają już inny wymiar. Mimo, że żyjemy nad Wisłą warto zwrócić uwagę, że to też Europa i to,  że dzieje się źle nie u nas, to jednak wkrótce poczujemy wspólne „ciepło”. Mam prośbę do Rządu i pana Rostowskiego by jednak pomyślał, mimo wieku swego, o wnukach.           
            
Dziwię się bardzo, że pan Jarosław mimo wykształcenia swego ma tak bardzo zawężony obraz pojmowania globalnego. Brat przecież widział, że w Europie siła. Fakt, wtedy było inaczej jeszcze nas nie „atakowano”, jednak dziś kiedy widać, że w jedności siła dziwi, że tego nie czuje choć to „Prawo” i „Sprawiedliwość”. Prawdą jest jednak, że sprawiedliwość jest ślepa. Trzeba coś z tym zrobić. Proszę prawą stronę by przemyślała wszystko bez względu na „opcję”. Jak to mówią uczeni, że gdzie się dwóch bije tam trzeci korzysta. Zgadzam się, że nacjonalistyczne rozwiązania tracą na znaczeniu i na wartości, kiedy przez lat trzysta wpajaliśmy w narodzie wierność ojczyźnie. Dziś zaś łączyć się z innymi w biedzie, bo podobno tak trzeba. Kochani „Ojczyzna” jest na papierze, rządzie, parlamencie, ale nie w gospodarce. Fajnie się oglądało, kiedy wręczali nagrody w programie „Prawdziwy Bohater”. Fascynował mnie „Polak” z wykształcenia poliglota, który wręczał główną nagrodę po polsku lecz z dziwnym akcentem. Ale czy to jest istotne, przecież liczy się kasa czyli pieniądze? Biorąc pod uwagę wszystko proszę panie Jarosławie dziś nie popychać nas w przepaść, bo jeszcze nas sprzedadzą, a to już będzie koniec. Co prawda jest rozwiązanie i tak sobie myślę, że pan ku niemu dąży. Rozwiązaniem jest „siła”, czyli opcja zbrojna. Przecież mamy doświadczenie w konfliktach militarnych tylko jest mały problem gdzie, kiedy i przeciwko komu? Najlepiej przeciwko całemu Światu. 
           
           
Rozpisałem się głupio o problemach globalnych zapominając o tym, że Polacy o świętach już marzą. Ważny dzisiaj problem to nie kryzys światowy, lecz co kupić na stół świąteczny i jakie przyniesie Święty Mikołaj prezenty? Święta coraz bliżej już prawie za tydzień. Szkoda się przejmować, że prezydencję trzeba oddać i prezydenturę Europarlamentu Niemcowi przekazać. Wszyscy mówią, że udaną. Ja odniosłem wrażenie, że tylko reprezentacyjną. Chociaż choinkę w Brukseli mają naszą. Pan Bloom pewnie podsumuje to, co „Nasi” zrobili i czy się udało wprowadzić trochę coś nowego? Chociaż patrząc na wszystko mam dziwne przekonanie, że większość skorzysta z okazji i „zastosuje” znaną fontannę z chłopczykiem. Nas Polaków dziś interesuje Wigilia, by ją godnie spędzić. Będziemy się martwić po świętach. Czas świąt to nie czas kłótni i gniewania, lecz czas bycia z rodziną oraz świętowania faktu narodzin Najwyższego. Myślę sobie, zatem, że pan Bloom, chociaż ma temperament w okresie świąt tak jak i my wybierze świętowanie.
           
          
Pójdźmy, zatem wszyscy bez gniewu i waśni przywitać dziecię nowo narodzone, które miało nam pomóc być prawymi. Odpuśćmy sobie grzechy i winy, pamiętając o tym by stać się lepszymi. Nieważne jest czy ktoś z „prawa” czy „lewa”, czy ma władzę, czy jest przeciw? Ważne by w czasie świąt każdy był radosny i wesół. Podzielmy się opłatkiem i pamiętajmy o tym, że to On się poświecił by w nas człowieczeństwo wygrało, nie sprzeciw pojmowania bycia człowiekiem. Nieważne jest, że będzie ciężko lub już jest źle. Ważne by się cieszyć, że jest nadzieja na lepsze jutro, chociaż pisałem, że to głupota, lecz On oddał za nas życie, bo w Nas wierzył. Cieszmy się zatem, że przyszedł na ten świat ubogi w stajence lub w grocie w Palestynie tam gdzie dziś wojna. Cieszmy się, że jest u nas pokój, że możemy wspólnie zasiąść przy Wigilijnym stole, chociaż nie każdy tej radości może dostąpić. Cieszmy się, bo wkrótce święta, a pan Bloom niech po świętach mówi prawdę tak jak trzeba otwarcie i z „jajem”. Boję się tylko, żeby to komuś nie przeszkadzało, ale znając ludzi  zwracają uwagę tylko na sensację i takie bzdety nie zasługują na uwagę. Śmiało dalej będzie Mr Bloom przemawiał gdyż nie treść lecz forma do ludzi z przedstawionego filmu dociera. Dobrze by było, żeby jeszcze coś się działo przy omawianych problemach. Brakuje nam pana Janusza, który „ciekawił” i to nieraz formą i treścią swojego wyrazu. Może kiedyś do Europarlamentu zawita. Dziś zdobył zaufanie społeczne lewicy, chociaż korzenie w prawicy zapuszczał. Widać z tego teraz nieważne skąd pochodzisz, ważne jaki jesteś teraz. Ważne, że można w polityce zmieniać poglądy. Słuszne jest zatem rozumowanie Blooma, że nie mądrość rządzi lecz medialność, elokwencja oraz popularność wypowiedzi. Ludzie szaleją gdy się im pokazuje „pejzaż”, a nie landszafcik z kobyłą. Trzeba doceniać poczucie piękna, chociaż „kobyła” jest ekonomiczniejsza.

REKWIEM DLA RADOŚCI

        Napadła mnie tak bez ostrzeżenia nostalgia. Pochwyciła za duszę i trzyma. Ale jak mądrzy ludzie mówią, że nic nie dzieje się bez przyczyny, pewnie i mnie coś trafiło. Szczepionka przeciw grypie się sprawdza i śmiało mogę odpukać w niemalowane drzewo, choróbsko jest daleko. Problem jest nie w ciała chorobie lecz myśleniu, czuciu i rozumieniu świata tego. Przeraża mnie to co się dzieje. Jak ludzie się traktują. Jak żyją, jak zdobywają władzę, jak ją tracą, jak egzystują? Co myślą i co czują? Okres świąteczny się zbliża w sklepach od początku grudnia już świętują. Hałas, rwetes oraz zawierucha ludzkiego tłumu po marketach buszuje i tylko nie wiem czy kupuje? Czy ta cała gawiedź zwiedza bogato wystrojone wnętrza, czy robi zakupy prezentów już na święta. Byłem w ostatnią niedzielę w Warszawie u dziecka. Czekając na czas odjazdu pociągu powrotnego do Białej z „Centralnego” (po przejściach renowacyjno-modernizacyjnych) poszedłem zwiedzić warszawskie „Ogrody Semiramidy” czyli „Złote Tarasy”. Ceny samym wyglądem odstraszają klienta. Przeważnie dwóch sprzedawców już wzrokiem odstrasza jakby mówiąc – „Stary się tu nie pchaj bo cię na to nie stać”. Chodziłem więc i zwiedzałem przepiękne wnętrza. Jedynie toaleta, za darmo swym wnętrzem zachęca dlatego też może był tam największy ruch bo się było trudno dostać. Jedni chodzą, drudzy w kawiarenkach i restauracyjnych ogródkach przy laptopach lub smartphonach interesy dokręcają. „Galerianek” nie widziałem, a może się na tym nie znam. Chciałem spożyć posiłek kulturalnie i z gestem, niestety stwierdziłem, że za ubogi jestem. Pozostał fast food, który za złoty czternaście zaoferował bułeczkę, trochę roślin i jakąś „chabaninę”, która urozmaiciła mi podróż na trasie. Kiedyś przyjemnie było kupić piwko od gościa, który leciał korytarzem krzycząc „piwo jasne” teraz gdy go zobaczyłem strach ogarnia człeka, czy czasem od „brudasa” nie złapie choróbska jakiegoś. Podróż też nie zachwyciła, bo czym tu się cieszyć gdy brak kultury w narodzie. Dawniej się wchodziło do przedziału z uśmiechem mówiąc „Dzień Dobry”, by usłyszeć chóralne i radosne powitanie. Teraz jak głupek jakiś wyszedłem na idiotę bo wszyscy słuchawki w uszach i patrzą jak na powietrze. Zero kontaktu i rozmowy bo jak już wspomniałem wszyscy w swoim świecie. Wychodzący z przedziału podobnie jak w tramwaju, ani pocałuj mnie w „d…..”, ani słów pożegnania tak jakbyśmy byli w obcojęzycznym kraju. Kultura i tradycja ginie może przez te Panie „mechanizacje”. Podróż dziś do Warszawy to nie wyprawa, a dojazd do pracy. Każdy gdzieś się śpieszy i nie ma czasu na konwenanse. Tylko naprzód do roboty.
        
Tęskno mi Panie do tych chwil uroczych, kiedy dojeżdżając na studia w przepełnionym wagonie, wchodząc do przedziału przez okno, ale zawsze ustępując miejsca dla starszych. Cieszyć się tłokiem i towarzystwem koleżanek i kolegów, którzy potrafili nawet z tłoku zrobić dobrą zabawę. Tęskno mi do tych rozmów i „podrywów” w podróży, których niestety dziś już nie ma bo każdy słuch „zagłuszył”. Myślę, że coś tracimy bezpowrotnie dając się ponieść tym nowinkom technicznym, które i mnie rajcują, ale tak mi się wydaje, że społeczność psują. Chociażby w tej chwili zamiast rozmawiać z żoną i cieszyć się niedzielą ja wypisuję bzdury i nie wiem dla kogo, po co i dlaczego? Siedzimy codziennie przed „otumaniaczami” do ksiąg zaglądamy, ale też czasami. Trwonimy wolny czas nie z korzyścią dla siebie tylko nabijamy czyjąś grubą kiesę.
         
Zastanawia mnie tylko jedno. Jak nasi przodkowie potrafili wytrzymać bez telewizora, radia oraz telefonu? Jak mijały im minuty, godziny, dni? Czy im to nie przeszkadzało, że byli tylko sam na sam ze sobą? Co robili? Czy przyrost naturalny był większy, czy na takim samym poziomie? Czy życie towarzyskie kwitło? Czy kawiarnie i restauracje tętniły zabawą i tańcem? Tych kilka pytań dzisiaj się mi nasuwa. Gdy żona obok w pokoju pilotem po programach przerzuca. Nostalgia mnie ogarnia, że życie nam umyka. Całe szczęście „konieczność” mnie odurza i codziennie Nordyk Wallking narzuca, który wypędza mnie na dwór by odetchnąć świeżym powietrzem przez chwilę. Wtedy się jakoś jaśniej myśli oraz czuje. Krew w żyłach pulsuje, oddech świeży bo u nas nie ma jeszcze takich spalin. Człowiek wie, że żyje. Szkoda tylko, że jeszcze mało takich jak ja po ulicach się snuje. Chociaż jak niektórzy mówią już niewiele im brakuje by wyrwać się na powietrze.
           
Rekwiem dla radości to nie pieśń czy msza żałobna bo radości nie da się unicestwić. Ona jest w nas w tych najgorszych chwilach, bo jest w nas radość życia. Rekwiem dla pamięci to już bliższa prawda, bo każdy z nas chciałby pewne wydarzenia wytrzeć z pamiętania, lecz niestety się nie da. Chciałbym pod koniec roku przeprowadzić remanent, bilans zysków i strat jako utwór smutny poświęcony pamięci bo bez niej przeprowadzić się go nie uda. Smutny bo w moim przypadku tych złych było więcej niż dobrych, ale tych dobrych też los nie poskąpił. Żałość mnie ogarnia, że nie mam już „Kasperka”, psa memu sercu bliskiego. Zabiła go nowoczesność albo lenistwo hodowców, gdyż musiałem go uśpić ze względu na nowotwór. Wirtualność mojej pracy też uległa przedawnieniu, gdyż jak to w każdej grze bywa następuje „Game Over” jako proza życia. Rzeczywistość końca coraz częściej mnie otacza i daje do zrozumienia, że wszystko przemija. W połowie grudnia w mym mieście narodzin jako oficera, w Lesznie kończy się kolejny etap Polskiego Wojska. W dniu 15 grudnia 2011 r. przestaje istnieć 69 pułk artylerii przeciwlotniczej. Kuźnia wspaniałych oficerów, ludzi oraz „postaw”. Chciałem uczestniczyć w tym smutnym „pogrzebie”, ale zrozumiałem, że prócz przyjaciół już nikt tam mnie nie chce. Nikt już nie pamięta młodego kapitana, który jako pierwszy w Lesznie wprowadził wojsko do kościoła. Nikt nie pamięta, nikt nie chce. Ci co zamykają drzwi do „kościoła” nie wiedzą co to Aszałuk, Charabali, kto to pułkownik Wojtysiak. Ich interesuje przyszłość nie przeszłość, a ta się w grudniu tego roku skończyła. Proszę was zatem moi przyjaciele łzę uronić też za mnie bo przecież z Wami tam służyłem.
         
Rekwiem dla radości to jest złe przesłanie. Trzeba się cieszyć Nowy Rok nastanie. Wcześniej święta i prezenty. Radość dzieci i rodzinny nastrój szybko rozwieją smutek i nostalgii nastrój. Życie ma to do siebie, że się nie zatrzymuje i nie cofa. Ono pędzi naprzód. Zostaje tylko pamięć, która ma to do siebie, że pamięta dobre rzeczy, a złe przypomina tylko w potrzebie. Nie będę dalej pieśń żałobną głosił chociaż serce me boli, troska o bliskich ból goi. Piękne były czasy, chwile i przeżycia. Pięknie się współpracowało choć nie ze wszystkimi i nie do dzisiaj. Lecz ja jestem człek dobry i „złych” nie pamiętam. Liczy się to co będzie, a nie to co było lub jest dzisiaj. Rekwiem dla radości chcę zamienić na odę, bo w tym jest sens istnienia. Cieszmy się bo już święta blisko, a to najpiękniejsze chwile szczęścia.

CZARODZIEJ

Chciałbym być czarodziejem i zrozumieć wszystko
To co minęło i to co się nie zdarzyło
Chciałbym potrafić być innym niż byłem
By to co było inaczej mnie określiło. 

Czarodziej potrafi określić swój zamysł i „Jaźwin”
Potrafi wyczuć co jest słuszne i złe
Wykorzystać swą wiedzę by działo się dobrze lub źle
Czarodziej też rozumie co stracił.

Chciałbym być czarodziejem by przywrócić wszystko
To co kochałem, co straciłem i co przegrałem
Chciałbym potrafić zrozumieć kim byłem, jestem
Chciałbym umieć czuć co jeszcze przed nami.
 
Czarodziej potrafi wszystko, ale czy potrafi być człowiekiem?
Czy czarodziej potrafi zrozumieć, że nie w magii lecz w życiu jest siła?
Czy czarodziej potrafi się angażować i rozumieć tak jak człowiek?
Nie chcę być czarodziejem, bo w człowieczeństwie jest siła.

„SKOCZEK WZWYŻ” – WŁODZIMIERZ WYSOCKI – WARIACJE

 „Rozbieg i skok i ech przeklęty losie          Przez życie idziesz i potykasz się
Choć sukces był znów blisko, był tuż, tuż    Choć sukces był znów blisko, był tuż, tuż
Zawzięło się to 2.28                                      Przeżytych lat masz już 28
Nie mogę go przeskoczyć ani rusz              I nic nie możesz zrobić ani rusz 

Czy masz styl przerzutowy czy flop           Czy pchasz się w życiu w przód lub w bok
Czyś mi bracie przyjaciel czy wróg             Czyś mi bracie przyjaciel czy wróg
Musisz w chwili wybicia być chłop               Musisz idąc przez życie patrzeć w przód
Zdecydować się na jedną z nóg                  Zdecydować się na jakiś krok 

Neologizmy kwitną u nas w klubie gdyż      Neologizmy kwitną w życiu gdyż
Tę nogę zwą wybitną co wybija wzwyż       Ten „kopniak” zwą wybitnym 
 I niech tam kto wybitną sobie lewą ma       co wybija wzwyż
Ja mam wybitną prawą, z prawej                I niech tam innych kopią jak kto chce
skaczę ja                                                      Ja przez życie swe idę sam, 
                                                                      choć mówią, że to źle
 

I bieg i skok i znów na plecach leżę             I zryw i szał i znów na plecach leżę
Poprzeczka leży obok mnie a żal                 Przeżyte życie leży obok mnie a żal
A trener na mnie krzyczy ej Frajerze!          A wszyscy na mnie krzyczą ej Frajerze!
Zdecyduj się czy skaczesz wzwyż               Zdecyduj się czy w życiu chcesz być
czy w dal                                                         kimś czy sam

Ech wyrzucę cię z klubu na twarz                 Ech wyrzucą cię z życia na twarz

I wypiszę opinię że hej!                                 I wypiszą opinię że hej!
Rozbieg durniu na lewą brać masz             Żcie durniu jak wszyscy brać masz
I jak wszyscy wybijać się z niej                     I jak wszyscy popadać dziś w biedę 

A ja za ogon chwycę sławę ręczę wam      A ja za ogon chwycę sławę ręczę wam
Jak się wybiję z prawej, taki fason mam   Ja się wybiję słowem, taki fason mam
Nieprawidłowa prawa wyżej                        Brak kopniaka wyżej wzniesie mnie
wzniesie mnie                                               Niż wasze trele i morele
Niż prawidłowa lewa
tak jak trener chce         

Trybun, ryk, śmiech i grają mi na nosie     Tłumu ryk, śmiech i grają mi na nosie
I ścięgno Achillesa strasznie rwie              I życie boli, serce rwie
I bieg i skok i 2.28                                       I mimo, że już lat dwadzieścia osiem
Z zapasem takim wziętym ani drgnie       Z zapasem takim wziętym ani drgnie 

Choć przepadły wyjazdy i dys -                 Choć przepadły wyjazdy i zysk
Kwalifikacja pewna to cóż                         Bieda także dziś pewna to cóż
Byłem w górze i to jest mój zysk               Kiedyś będę w górze to będzie mój zysk
Tego nikt nie odbierze mi już                    I nikt mi tego nie odbierze i już

Dorwałem sławę, byłem górą,                  Dorwę sławę, będę górą,
nie ma co                                                    nie ma co
Wyrwałem jej z ogona pióro takie o!!      Wyrwę jej z ogona pióro takie o!!
Na przekór masie co posłuszną               Na przekór wszystkim
lewą ma                                                       co posłuszni są         
Ja mam wybitną prawą,                            Ja patrzę w życie wciąż 
z prawej skaczę ja.”[1]                               przed siebie

         Przetłumaczony tekst piosenki Włodzimierza Wysockiego przez Wojciecha Młynarskiego polecam wszystkim. W moje ocenie pozwala wspaniale odbudować osobiste ego. Życie jest naszą poprzeczką i od nas zależy na jakiej wysokości ją sobie umieścimy. Te dwa dwadzieścia osiem przedstawione w tekście pasuje akurat do rymu, ale to nie jest jeszcze rekord świata wynoszący dwa czterdzieści pięć Javier Sotomayor Sanabria z Kuby z 1993 roku.[2] Zresztą nie wysokość się liczy tylko jej „pokonanie”.
         Plagiat jaki poczyniłem interpretując słowa Młynarskiego zatytułowałem „Optymistyczny Frajer” i niestety obrazuje mnie samego. Chciałbym być pewny tego, że w mym życiu coś się zmieni na bardziej korzystne. Wierzę optymistycznie, że warto iść do przodu, choć znajduję wielu, którym pomogłem i za to mnie nie lubią. Bo wdzięczność jest twórcą nie przyjaciół lecz wroga zaciętego. Czasami się zastanawiam teraz, czy warto być sobą, czy może udawać by wszyscy mieli przekonanie, że Oni są najważniejsi, a ja prochem marnym, który spotkali na swej drodze. Polskie przysłowie mówi, że „Pokorne cielę dwie matki ssie” lub naszych przyjaciół ze wschodu – „Tisze jedziesz dalsze budziesz” podobno sprawdzone. Trudno się jednak w wieku średnim przestawić na kogoś innego. Fakt, przez lat trzydzieści byłem pokorny i grzeczny, ale teraz czas przyszedł na zmiany. Szanuję rozum i prawość ludzi życzliwych i miłych. Tych co wyciągają rękę kiedy ktoś o nią prosi i nie oczekują wdzięczności bo robią to z serca czystego. Ilu jest takich „gości”? Chyba są bo nikt tego nie liczy, ale warto próbować bo w domu mam takich, to moja mama oraz żona.           
         
Mam charakter wredny, który przeszkadza mi czasem zrozumieć dzisiejszą społeczną sytuację oraz współistnieć wśród innych. Bolączką moją jest przekonanie, że mam swoją wartość, godność i poszanowanie, które we mnie tkwi i nie pozwala nie doceniać siebie. Nie zależy mi na ocenie innych lecz nie pozwolę nigdy by ktoś próbował mnie zgnoić. W myśl kodeksu honorowego „szanujmy się nawzajem”. Ci zaś, którzy myślą, że władza daje im prawo by pokazać, że są wywyższeni ja powiem im prawdę taką, bo już mogę „Ci co się wywyższają będą poniżeni, a ci co nie doceniają siebie uwierzą w siebie”. Warto więc zastanowić się trochę czy jest słuszne pokazać jakim się jest chamem, o czym wszyscy wiedzą tylko udają bo strach im odbiera głos, czy wyrazić swą mądrość szanując każdego? Władza ma to do siebie, że wypacza osobowość robiąc z człeka przyzwoitego i miłego potwora strasznego, który zabija charakter. Pisząc o tym wszystkim mam prawo, bo sam tego doświadczyłem, bo chciałem być kolegą. Zapomniałem o tym, że trzeba pamiętać, że szacunek należy się władzy, a nie koleżeństwu.
           
          
Optymistyczny frajer tak ja to pojmuję to facet, który ma cel i się nie przejmuje, że czasem mu nie wyjdzie. Los go wszak nie pieści lecz on uparcie wierzy, że będzie inaczej, nie lepiej lecz inaczej i bardziej ciekawiej. Chociaż wszyscy dokoła twierdzą, że trzeba się przystosować i żyć normalnie on uparcie ma cel i dąży do swego. Wszak wszyscy o tym wiemy, że gdyby Kolumb nie był optymistycznym frajerem Ameryki by nie odkryto. Myślę, że warto czasem starać się być sobą chociaż to budzi sprzeciw tych, którzy nami rządzą. Wierzę też w to szczerze, że wśród chyba przyjaciół się tak nie zdarzy, że psy zająca zjadły.
 


[2]
http://pl.wikipedia.org/wiki/Skok_wzwy%C5%BC
   rekord świata w skoku wzwyż 03.12.2011 r.