DONOS NA ŻYCIE

            Uprzejmie donoszę, że wnikliwie obserwuję życie. Cierpliwie i starannie wnikam co ono robi tak na co dzień i czy się nami bawi, czy chce nas oszukać, czy przypadkiem nas nie zwodzi? Przerażony jestem, że mimo mych sygnałów jakoś nikt się nie zaniepokoił, że tuż obok ono robi co chce i tak szybko przemija, a my jak idioci myślimy, że trwać będzie wiecznie i niezmiennie. Wcale mu nie przeszkadza, że systematycznie „donoszę”, że bawi się naszym kosztem. Ja nie będę jak Edyta Geppert śpiewał „Uparcie i skrycie Och życie kocham cię, kocham cię, Kocham cię nad życie” słowa Wojciech Młynarski[1] bo wiem, że ono ma to dokładnie tam gdzie Król piechotą chodzi i moje donosy nic je nie obchodzą. Powiem więcej, że nic sobie z tego nie robi. Śmieje się tylko, że my idioci mamy jakąś nadzieję, że ono się zmieni. Poprawi swój charakter i będzie lepsze, bardziej przychylne, dostępne. Przez lat pięćdziesiąt tłumaczyłem, wyjaśniałem, straszyłem pokazywałem jak ma żyć życie lecz ono tylko się śmiało i na nosie grało bawiąc się mną, gorzej społecznością całą nie bacząc na to, że robi nam krzywdę. Raz dając marchewkę drugi raz po tyłku kijem, a my szczęśliwi, że ktoś się o nas troszczy. W rzeczywistości wykorzystując skrycie by siebie docenić i wzbogacić kosztem naszym w zamian dając rozterki i niestrawność.            
           
Pan Premier próbował dzisiaj walczyć z życiem twierdząc, że za lat trzydzieści dzięki niemu się zmieni. Będzie „dłuższe” i bardziej upierdliwe bo niestety trwać będzie dzięki postępowi „ciągle” oraz pracowiciej. Chciałbym w tym miejscu wnieść zastrzeżenie, że znając życie nie da się ono przekonać, że właśnie tak jak Pan Premier sobie życzy ma żyć należycie. Śmiem wątpić, że da się nakłonić, że takie ma właśnie być to życie. Będzie grało jak dawniej w ciuciubabkę i wcale nieskrycie pokaże, że plany to ono ma, ale nie nasze i swój scenariusz samo sobie pisze i nie potrzebuje niezbyt udanych pisarzy. Dziwi mnie zatem, że znając jego przypadłość, ktoś próbuje pokazać mu jakie ma być za lat trzydzieści to nasze życie. Już sobie wyobrażam, że ten przewidywany cały „czarny scenariusz” niżu demograficznego pieprznie z hukiem bo dajmy na to elektronika nam padnie i miast przy komputerze czy telewizorze będziemy szukać rozrywki w alkowie. Zamiast niżu będziemy mieli wyż i zamiast ocieplenia światowego, epokę lodowcową. Trzeba będzie szukać na innym globie dla gatunku ludzkiego szans na przeżycie jeżeli ma ono jeszcze być to życie. Wszystkiemu będzie winne życie bo cokolwiek zaplanujemy ono to „skopie”. Proszę zatem by wszyscy zebrali się w kupę i tym moim donosem przejęli się trochę. Jeżeli nie, proszę mi wierzyć, że życie wam dokopie.
           
           
Ponadto nie wiem dlaczego tak wszyscy jednogłośnie są za nim wiedząc i znając, że jest okropnie. Nie dość tego uparcie szukają go wśród gwiazd jakby go było za mało na naszym globie? Kopią w głąb ziemi, lodu szukając, że go znajdą i dowiedzą się jakie było tak kilkanaście milionów lat temu. Jakby to było ważne? Wszak życie, to życie, jest przecież normalne. Może nie miało jeszcze tak wrednego charakteru, ale istniało i dało początek temu co jest teraz. Strach pomyśleć co będzie dalej. Wiele ma zagadek i coś przed nami ukrywa, ale niestety nie jestem tak mądry by je do końca zrozumieć. Donoszę też uprzejmie, że są tacy, którzy twierdzą, że gdzieś tam we wszechświecie ono istnieje. Podobno też w innej „formie” odwiedza naszą planetę. Moim jednak zdaniem powinniśmy włożyć to między bajki bo wszak UFO nie istnieje. Wystarczy, że jest nasze i tak daje nam popalić. Po co nam obce?
           
            
Uparcie jednak wracam do tematu, że jest zbyt wielu, którzy chcą wpływać na jego istnienie, przebieg oraz formę. Martwi mnie bardzo, że niektórzy są tak zawzięci, że próbują je na nowo stworzyć wbrew temu jak się zaplanowało oraz istnieje. Obawiam się, że może wprowadzić to chaos oraz to, że życie może się obrazić, a to oznacza, że może dać nam nieźle popalić. Wnoszę zatem by życia jednak nie drażnić. Dinozaury próbowały i skończyły okropnie. Dziś funkcjonują jako skamieniałości choć mogły panować dalej. Proszę więc zatem, że choć do życia mam wiele pretensji to jednak wolę jak jest takie, a nie jak ktoś próbuje jeszcze bardziej je udoskonalić. Wrogość moją budzi szczególnie fakt, że oprócz mądrych w wiedzy próbują je udoskonalić Ci co mają władzę lub polityczne względy. Przypominam im zatem, że ci co próbowali je zmienić skończyli marnie. Marzenia o rasie panów, władzy nad światem niestety padły bo życie stwierdziło, że przeholowali. Warto zatem pamiętać, że my dla życia to jesteśmy jak puch marny, który przez chwilę jest, przemija i tylko jak się uda wpaść w szczelinę lodowca lub być czymś „konkretnym” zalany, czyli po prostu zakonserwowany. Po latach odkopany przypomni życiu, że kiedyś coś takiego istniało. Brak pokory ma złowieszcze działanie na życie jestem o tym w stu procentach przekonany odbije się na nim kto je nie szanuje. Choć donoszę, jednak z pokorą muszę twierdzić, że niestety z nim przynajmniej ja nie wygram, a inni niech wojują chociaż wiem, że bezskutecznie.
           
             
Szkoda tylko, że te próby choć konkretnych mają autorów najczęściej powodują, że jak to przysłowie mówi, że w lesie gdzie drzewa rąbią tam wióry lecą i życie trzepnie nie tylko tego jednego lecz wielu dookoła, którzy dali się zwieść temu jednemu, że on wie najlepiej jak kształtować życie i czego od życia można żądać. Życie nie lubi gdy ktoś próbuje nim zarządzać. Proszę zatem w swym donosie by w moim przypadku ja nie pozwalam, by ktoś kształtował moje życie. Wystarczająco sobie je skomplikowałem. W trosce o bliskich, przyjaciół oraz znajomych wielu, którzy podzielają mój pogląd na życie uprzejmie proszę by zająć się życiem, ale bez udziału naszego. My jakoś sobie damy radę z życiem, choć jak już pisałem jest okropne i wredne ale daje nadzieję na lepsze życie. Organizowanie nam rozwiązań – „Jak żyć Panie Premierze?” oraz naszym dzieciom i wnukom wcale nas nie zachwyca z uwagi na to, że może być lepiej lub gorzej bo niestety właśnie takie jest życie. Wolę jednak żyć w świadomości i nadziei, że będzie lepiej niż już dziś wiedzieć, że będzie gorzej i wszystko robić w naszym kraju by już dziś oszczędzać i pracować bo życie nie będzie różowe. Wiem jednak, że życie i tak określi swoją postać bez względu kto będzie nim „zarządzać”. Życzę sukcesu Panie Premierze, może życie posłucha i uwierzy pańskiemu medialnemu przekazowi. Ja zostanę przy swoim i życie traktuję „inaczej” to znaczy po staremu..

OBYWATEL „N”

              Nie lubię mieć racji, bo się ciśnie na usta – „a nie mówiłem”. Pisałem przecież i to dwukrotnie, że ACTA to zamach na naszą wolność w Internecie. I co? Pan Premier przyznał mi rację. Odwołał wszystko i nie poprze ACTA. Wspaniały sukces, ale czy na pewno? Może to gra polityczna, która ma uśpić naszą czujność? Może to działania by uciszyć emocje? Każdy z nas musi to sam w sobie uzgodnić, przemyśleć no i oczywiście dalej działać w tym zakresie by nasze prawa wolnościowe nie przemknęły w Necie przez głupią „nieostrożność”. Uważam sprawę za niedokończoną, a wręcz rozwojową i mam nadzieję, że wbrew pozorom nie odpuścicie. Dziwi mnie też, że jest tak cicho, kiedy koło waszej przyszłości robią jakiś „szwindel”. Mówiąc szczerze ja już tego nie dożyję i nie dożyje rząd cały, kiedy wasze dzieci będą pomścić na rodziców swoich, że nic nie zrobili, kiedy manipulowano przy ich przyszłości. Za głupie decyzje, które dziś nic nie kosztują, ale w przyszłości przyczynią się, że pojęcie „emerytura” przejdzie do historii. Będą nam bardzo wdzięczni. Będą mogli w książce wyczytać, że kiedyś przed śmiercią miał człowiek kilka lat by powspominać jak to fajnie było, kiedy się pracowało.            
           
Tematem moich dzisiejszych rozważań jest sprawa bardzo mi bliska i wielokrotnie poruszana. Chłopców, którzy wyjeżdżają na misje. Oczywiście nie te kościelne i zakonne, lecz na misje wojskowe. Nadszedł czas, że nie cieszą się one popularnością w społeczeństwie. Jednak interes polityczny Polski, Europy i Świata zmusza nas do działania na krańcach świata by żyło się nam bezpiecznie. Wielokrotnie już tłumaczyłem, co to są zagrożenia asymetryczne. Tłumaczyłem też, że to jest konieczność wiązać siły wroga gdzieś tam daleko, a nie tutaj na naszym kontynencie. Terroryzm to nie bajka lecz fanatyzm i przybiera różną postać. Lalki, dziecka, kobiety czy starca, którzy w fanatycznym zrywie dla Boga oddają swoje życie by ukarać niewiernego. Każda wojna, konflikt w podtekście mają pieniądze oraz wiarę. Wojny religijne nawet mieliśmy u nas w Europie i to w dwudziestym wieku oczywiście w byłej Jugosławii. Młodzież pewnie nie wie, że było takie państwo, które po rozpadzie poróżniło się religijnie i doszło do zbrodni ludobójstwa sądzonej do dzisiaj. 
           
             
Misje są konieczne póki będą tacy, którzy będą wierzyć, że tylko rozwiązania siłowe są skuteczne. Póki istniał będzie fanatyzm, który nie szanował będzie życia. Trzeba jednak czasu tak jak Baskowie doszli do wniosku, że działalność zbrojna nie zbliża ich do wolności, lecz jeszcze bardziej ich pogrąża w opinii światowej i zaprzestali zbrojnej walki. Mówi się, że do pokoju trzeba kulturowo dorosnąć. Wiemy jednak, że użycie siły jest najprostszą formą wprowadzenia zmian oraz likwidowania cywilizacji. Sumerowie, Persowie, Egipt, Hellada wszystkie te cywilizacje przepadły, bo zostały podbite przez silniejszych i zostały tylko „relikty przeszłości” ich świetności. Czasy się jednak zmieniły, świat się zrobił mały i każdy chce na nim istnieć. Nikt nie pozwoli by ktoś próbował siłą ich unicestwić lub wziąć do niewoli. Dzięki mediom odbije się echem na błękitnym globie, że ktoś próbuje nas pognębić. Przykładem niech będzie Syria gdzie ludzie giną w walce o wolność i obalenie dyktatury. Wszyscy wiemy, że są kraje, które są za obecnym status quo oraz istniejącym rządem, bo mają tam wpływy. Dobrze też wiemy, że pod naciskiem „silnych” tego świata oraz opinii światowej ulegną. Muszą tam nastąpić zmiany wprowadzone nawet siłą, w obronie demokracji i wolności społecznej. Już się rozważa użycie sił pokojowych ONZ by uchronić ludność przed zagładą. ONZ przestało liczyć, ale podobno już zginęło prawie osiem tysięcy obywateli. Narodowa społeczność użyje „misjonarzy”, którzy pojadą bronić wolności prześladowanych, często oddając swoje życie.
            
Żołnierz ma zapisane w kontrakcie i życiorysie, że jego obowiązek to wykonywać rozkazy oraz być przygotowanym do narażania własnego życia by bronić słabszych. Żołnierz nie bawi się w politykę i dywagacje na temat słuszności realizacji zadania, akcji. Żołnierz chroni życie swoje i kolegów, postronnych osób we wszelki sposób nie patrząc na to, że mu coś grozi. Jakby ktoś nie wiedział jest to bohaterstwo. Jak to było w kawale o złotej rybce. Kiedy żołnierz chciał dostać medal za odwagę wysłała go na front przeciw czołgom. Żołnierz odpowiedział – „Wot swołocz postsmiertnyj dała”. Tak było w kawale, ale rzeczywistość jest inna i żaden żołnierz nie wie czy to właśnie ten dzień dzisiaj, kiedy będzie bohaterem, albo w „konserwie” odleci. Żeby było ciekawiej tak jest każdego dnia aż do końca misji. Dopóki się nie wyląduje w kraju. Badania lekarskie, urlop i powrót do pracy. Różowo i pięknie gdyby nie jeden mankament. Lekarze stwierdzą, że jest coś nie tak i trzeba się leczyć. Najpierw w „Domu Weterana” w Lądku Zdroju, później farmakologicznie, aż nagle uczeni w medycynie stwierdzą, że niestety dla wojska i dla Polski jesteśmy już nie niezbędni. Spuszczają nas albo na emeryturę, albo nie podpisują kolejnego kontraktu, albo kierują nas na rentę. Po prostu jesteśmy już niepotrzebni.
           
Marzec 2012 roku jest miesiącem przełomowym. Wchodzi nam w życie ustawa o weteranach. Weteranach normalnych i poszkodowanych. Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ z jej prezesem gen. bryg. w st. spocz. dr Stanisławem Woźniakiem walczyło przez szereg lat by wreszcie w społeczeństwie uznano, że byliśmy jesteśmy i będziemy. Sugerowaliśmy, że weteranów nie można dzielić na lepszych lub gorszych. Tłumaczyliśmy, że weteran to nie ten, co stracił rękę, nogę albo oko. My nie chcemy by nas postrzegano, jako inwalidów. Weteranem jest każdy ten, co wrócił i cieszy się z tego, że żyje. Przykro nam, że codzienność tak szybko zweryfikowała nasze poglądy i racje. Ponownie mogę powiedzieć – „a nie mówiłem”. Koledzy odnalezieni jeden w Tatrach drugi w Skandynawii nie byli weteranami poszkodowanymi. Nic im nie urwało. Całe szczęście, że dzięki interwencji Ministra Obrony Narodowej znaleźli się w Klinice Stresu Bojowego na Szaserów w Warszawie. Będą się mogli darmowo leczyć w przychodni psychologicznej i psychiatrycznej z pewnością bez kolejki. Jak umrą wyślą im na pogrzeb asystę honorową w ilości drużyny i oddadzą salwę honorową lub coś w tym guście, bo ceremoniału nie ma jeszcze dopracowanego. Powiedzą, że Ojczyzna im ich poświęcenia nie zapomni. Ze wzruszenia łzę uroniłem.
           
Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że nikt nie wie jak naprawdę jest po tych misjach i na misjach i co się dzieje z naszą psychiką. Nasza psychologia, czyli polska jest w tej dziedzinie w powijakach. Literatura jest, ale tylko w języku angielskim lub tłumaczona na polski. Osobiście znam „Stres Bojowy – Teorie, badania, profilaktyka i terapia” oryginalny tytuł „Combat Stress Injury: Theory, Research and Management”, a ona mówi, że najczęściej jak z badań wynika cierpi rodzina. Nie dziwi mnie więc wcale, że nic innego nam nie pozostaje jak uciec od tego wszystkiego i się zaszyć by wreszcie dali nam spokój. By czuć zagrożenie, strach i liczyć tylko na siebie, bo wszyscy mają nas w d……. i jesteśmy niepotrzebni. Jałmużny nie potrzebujemy. Za ustawę dziękujemy, przynajmniej macie czyste sumienie. Nam bracie wystarczy satysfakcja, że czasem wbrew nam samym przypomni ktoś sobie, że zachowuję się inaczej i może poczęstuje chlebem lub kawałkiem zupy. Weteran to brzmi dumnie i damy sobie radę.

RODZINA

„Rodzina, rodzina, rodzina, ach rodzina.
 
Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest,
 Lecz kiedy jej nima Samotnyś jak pies.”[1]
                     
Szkoda, że umarła (trzymając się nastroju poprzednich wpisów) wspaniała piosenkarka Whitney Houston. Gwiazda miała 48 lat i odeszła 11 lutego 2012 roku około 15.00. Znaleziono ją w hotelu w Beverly Hills. Pięknie śpiewała i pięknie wyglądała, wspaniały obraz współczesnej kobiety. Była młodsza o pięć lat, jednak odeszła. Alkohol, narkotyki, używki to wszystko się przyczyniło, że kolejny artysta nas pożegnał. Czy to jest standard sławy i życia na luzie? Chyba nie? Myślę, że trudno się przyznać, że jest się uzależnionym. Naprawdę trzeba mieć silny charakter, by zrozumieć że mam problem i muszę coś z tym zrobić. Musi być naprawdę wielka presja rodziny, znajomych by nas przekonać, że trzeba działać. Sami się do tego nie przyznamy bo wiemy, że to tylko „lekka przypadłość”, słabość, z którą jak chcemy to sobie poradzimy. Nie potrzebujemy żadnej pomocy, a wręcz przeciwnie, nas obrażają, że jesteśmy uzależnieni. Jeżeli tak to spróbujmy tak na początek przetrzymać tydzień bez alkoholu lub używki. Sprawdzimy swoją silną wolę oraz może zauważymy, że nie jest tak „pogodnie” jak nam się wydawało i nie potrafimy się obejść bez tego co uważaliśmy za lekką przypadłość. Uzależnienie to choroba, która ma to do siebie, że nie wynika z uszkodzenia lub niesprawności organów lecz uszkodzenia psychiki. Leczenie bardzo trudne nie daje gwarancji, że do nałogu się nie powróci. Trzeba mieć naprawdę silny charakter by do słabości nie powrócić.
        
Trudno moralizować i rozpaczać nad utartą kolejnej wspaniałej osoby, która  nas zachwycała swoja osobą, pięknym głosem oraz walką ze swoja słabością, którą niestety przegrała. Najgorsze jest z tego wszystkiego to, że są osoby, które pierwsze nam pokazują, że można się zabawić „inaczej”. Myślę, że ich trzeba piętnować i karać oraz nie dopuścić do tego, by narkotyki nawet „miękkie” były dostępne dla zwykłych zjadaczy chleba. Jestem przeciw, by Pan Janusz wprowadził dostępność narkotyków, które podobno nie uzależniają, ale nie wszyscy są silni by w pewnym momencie powiedzieć dość i żyć jak dawniej. Papierosy, wódka, piwo to też przecież jest problem, który na co dzień nas rajcuje, ale na dłuższą metę rujnuje. Sami przecież wiecie, że alkoholizm jest problemem wielu rodzin. Najgorsze, że obłudnie kryty przed ogółem kiedy wychodzi na zewnątrz przeważnie jest za późno na reakcję. Obłudność zachowań kobiet, które w towarzystwie udają, że nie piją, a w zaciszu domowym często do lustra „Chleją” do momentu kiedy wylądują na detoksykacji.             
        
Tematem mojego tekstu jest rodzina i pozwólcie, że do niej wrócę. Znacie wszyscy powiedzenie, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, nie w życiu. Wszyscy narzekają szczególnie wtedy gdy chodzi o kasę. Może być wszystko wspaniale, ale gdy pojawi się problem podziału majątku wtedy czar pryska i ci co się kochali bardzo szybko nienawidzą. Chociaż musze powiedzieć, że są też wyjątki. Myślę, że wszystko zależy od czynnika ludzkiego oraz więzów krwi oraz od tego kto w domu rządzi. Rodzeństwo sobie nigdy nie zrobi krzywdy chyba, że partner życiowy potrafi urobić w nas przekonanie, że właściwie to jesteśmy głupi dając się tak wykorzystywać i pozbawiać profitów. To jest właśnie najlepszy krok do nieszczęścia. Poddając się „mobingowi” szybko możemy najbliższych znienawidzić i mimo, że to ta sama krew strasznie się poróżnić.            
        
Rodzina pomimo zagrożeń to jednak wszystko gdzie możemy uzyskać wsparcie i pomoc. Rodzina nie odmawia i zawsze pomaga w trudnych sytuacjach kiedy świat się wali, kiedy nam się wydaje, że to już koniec. Na rodzinę można liczyć, bo choć marudzi  oraz moralizuje, nudzi to jednak zawsze nie odmówi pomocy. Rodzina nigdy nie zawodzi. Warto o tym pamiętać i cenić swoich bliskich, swoje korzenie i się nimi zachwycać. Wszak mogło być gorzej. Jak słowa piosenki „Starszych Panów”, które mówią – „Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest, Lecz kiedy jej nima Samotnyś jak pies”. Myślę, że się z tym zgodzicie. Ja jestem zachwycony, że mam rodzinę, która mi pomogła kiedy myślałem, że świat mi się na głowę wali. Próbowałem szukać pomocy wśród przyjaciół, niestety zawiedli. Próbowałem szczęścia uzyskać pomoc od znajomych. Okazuje się, że każdy ma problemy i że oczywiście jest skory do pomocy, ale może troszeczkę później. Byłem już skłonny zaśpiewać, bo lubię śpiewać wierszyk – „że wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”. Została ostateczność, w myśl zasady, że z rodziną najlepiej wychodzi się tylko na zdjęciu więc w geście rozpaczy zwróciłem się o pomoc do rodziny. Bez zbędnych pytań i tłumaczeń rodzina odpowiedziała – „Ależ oczywiście”. Byłem zamurowany. Z dniem dzisiejszym piszę szczerze i otwarcie, że w życiu można liczyć tylko na rodzinę jeżeli ją macie. Jak jej brak nie dość, że jesteś samotny jak pies to nikt ci nie pomoże. Za to wszyscy będą wspominać, że byłeś równy chłop i można było na ciebie liczyć. Kocham rodzinę bez względu czy najbliższą czy daleką bo wiem, że nie jestem sam bo oni są ze mną.
           
         
Myślę, że warto idąc przez życie czasem się zastanowić, popatrzeć, policzyć co jest dla nas ważne na kogo można liczyć? Czy pościg za pieniądzem, sławą jest ważniejszy od bycia człowiekiem. Przewartościować swoje relacje z życiem i pomyśleć o rodzinie. Żonie, dziecku, rodzicach, siostrze, bratu, tych wszystkich, którzy są nam bliscy oraz że można na nich liczyć. Nawet kiedy mieszkają za granicą niczego to nie zmienia, bo jeżeli się dowiedzą przyjeżdżają bez wahania by pomóc oraz wesprzeć. Służyć radą, kasą i nie chcą żadnych weksli czy poręczeń. Przecież to rodzina. Na rodzinę można liczyć nawet podczas uzależnienia. Jedyny problem, że tylko trzeba chcieć tę pomoc uzyskać.
          
Nie tak dawno przeglądałem dawne archiwalne dokumenty notarialne z lat przedwojennych dotyczące obywateli semickiego pochodzenia. Rada rodzinna postanowiła dokonać zakupu gruntu w Warszawie dla niepełnoletniego członka rodziny by zwiększyć jego posiadłość i by już w tym wieku nie stracił na kasie. Czyż to nie jest piękny przykład jak dba o nas rodzina? Przykładów w życiu znamy wiele i myślę, że każdy z nas może powiedzieć, że oprócz opatrzności Boskiej dba o nas rodzina. Kiedy toniemy lub dzieje się nam krzywda rodzina się mobilizuje i za „uszy” chwyta i wyciąga nas z opresji. Biedna Whitney Houston odeszła i tylko człowiek się zastanawia czy zawiodła rodzina? Czy przyjaciele? Odeszła, szkoda, tak pięknie śpiewała, a jednak nikt jej nie pomógł, nie czuwał nad nią, nie pomógł, nie ratował. Wiem, że sława ma to do siebie, że odpycha lub przyciąga fanów i fanatyków. Myślę sobie, że jednak ktoś powinien być blisko by nas wspierać w trudnych sytuacjach i przeżyciach. Tę rolę w tych i podobnych sytuacjach spełnia rodzina. Kochani dziękuję Wam, że jesteście i że mogę na Was liczyć. Dziś jeszcze nie wiem jak się odwdzięczę, ale zawsze możecie na mnie liczyć bo ja też jestem RODZINA.  

NOBLISTKA

NAGROBEK
„Tu leży staroświecka jak przecinek
autorka paru wierszy. Wieczny
odpoczynek raczyła dać jej ziemia, pomimo że trup
nie należał do żadnej z literackich grup.
Ale też nic lepszego nie ma na mogile
oprócz tej rymowanki, łopianu i sowy,
Przechodniu, wyjmij z teczki mózg elektronowy
i nad losem Szymborskiej podumaj przez chwilę.

KOT W PUSTYM MIESZKANIU
„Umrzeć – tego się nie robi kotu. 
Bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu. 
Wdrapywać się na ściany. 
Ocierać między meblami. 
Nic niby tu niezmienione, 
a jednak pozamieniane. 
Niby nieprzesunięte, 
a jednak porozsuwane. 
I wieczorami lampa już nie świeci. 

Słychać kroki na schodach, 
ale to nie te. 
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk, 
także nie ta, co kładła.
 
Coś sie tu nie zaczyna w swojej zwykłej porze. 
Coś się tu nie odbywa jak powinno. 
Ktoś tutaj był i był, 
a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma.  

Do wszystkich szaf sie zajrzało. 
Przez półki przebiegło. 
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło. 
Nawet złamało zakaz i rozrzuciło papiery. 
Co więcej jest do zrobienia. 
Spać i czekać.  

Niech no on tylko wróci, 
niech no się pokaże. 
Już on się dowie, 
że tak z kotem nie można. 
Będzie się szło w jego stronę jakby się wcale nie chciało, 
pomalutku, 
na bardzo obrażonych łapach. 
O żadnych skoków pisków na początek.” [1]  
          
            
Cholera znowu smutno mi na duszy. Czy ten świat teraz to tylko pożegnania, rozstania, umierania? Czy tylko to jest najważniejsze, że ktoś odchodzi lub jest w „drodze”? Czy tak było zawsze, czy dopiero teraz wokół nas się wszystko zmienia na gorsze? Odchodzą ludzie, których najbardziej lubiłem. Najstraszniejsze jest to,  że „błoto” miesza się ze „złotem”. Brudy dnia powszedniego, matactwa, przekręty istnieją i funkcjonują na tym samym poziomie, co intelektualne świata uduchowienie. Proza życia ktoś powie i pewnie ma rację. Bo jak tu oddzielić sprawę matki, która podobno nieumyślnie zabiła i śmierć osoby, która Polskę rozsławiła, a która strasznie nie lubiła pompatyczności i szumu wokół swojej osoby.
           
Wisława Szymborska właściwie znana tylko przez elity intelektualne za sprawą nagrody Nobla na firmamencie sławy światowej zabłysła. Przeciętny Polak nic na jej temat nie powie, bo niestety jej limeryki czy wiersze trzeba czytać ze zrozumieniem, a to niestety nie jest umiejętność dostępna powszechnie. Nie dlatego, że zabroniona, lecz dla formalności prostej, że nikt nie chce się w nie zagłębiać, bo i po co. Mało to problemów na świecie? Nie wierzycie? Weźcie tomik z wierszami i przeczytajcie w zaciszu domu domownikom i zapytajcie, co w nich jest fajnego, że świat się nimi zachwyca? Zostaniecie bez odpowiedzi, bo nikomu się nie chce podumać nad strofami, gdy „jak żyć nikt nie wie”?
            
Poszedłem dalej i umieściłem na początku tekstu dwa wiersze noblistki czytane przepięknie przez Daniela Olbrychskiego i Zbigniewa Zamachowskiego na stronach TOKFM.pl. Interesuje mnie jak je odbieracie? Czy budzą emocje oraz tak zwane ludzkie przemyślenia? Nie będę pisał, co czuję, gdy sam je czytam, bo to jest moje przeżywanie, ale może zachęcę niektórych by się zastanowili nad przemijaniem. Najfajniejsze jest w Wisławie to, że przejawia brak szacunku do życia. Drwina oraz interpretowanie bez zachwytu nad wszystkim, co innym się wydaje za sens bytu. Najdziwniejsze jest z tego to wszystko, że nie Polacy Ją odkryli, lecz światowa społeczność. Bardzo mi się podoba Pani Wisławy przypadłość, że uwielbiała zupki błyskawiczne z torebek i że nigdy nas nie opuściła bez względu na polityczną zaszłość. Podziwiam jej też poczucie humoru. Kiedy to ktoś powiedział, że Pan Michnik przeczytał całą lekturę
PRL-u. Ona strasznie mu współczuła i stwierdzała, że jest biedny.
             
Odeszła, ale dlaczego jest to dla nas na Podlasiu tak ważne? Dlaczego tak bardzo się Nią zachwycam? Powiem wam szczerze gdzieś tam odnajduję siebie. Przypominam sobie moją profesorkę języka ojczystego Panią Profesor Jędrych. Pamiętam czas kiedy interpretowaliśmy poezję, a Ona często mówiła Artecki nie filozofuj, a potem, gdy nikt nie słyszał, krótkie – „tak trzymaj”. Niestety kochani takie są reguły tego świata, że społeczność ma myśleć jak mu każe władza. Wisława pokazała, że można wszystko interpretować inaczej. Życie można traktować normalnie.
             
Dziś, kiedy żegnamy naszą noblistkę w sposób niekonwencjonalny każe nam Ona też myśleć i czuć nieprofesjonalnie. Strasznie mi się podobało dzisiejsze spotkanie intelektualistów w Krakowie, kiedy to w sumie najbliżsi mówili o Niej. Wspominano, cytowano, ale nie gloryfikowano. Naprawdę było normalnie. Zachwyciło mnie też to, że ludzie wreszcie zrozumieli proste przesłanie, że trzeba cieszyć się życiem. Moim skromnym zdaniem droga Pani Wisławo biorąc pod uwagę, że z grodu królewskiego pochodziłaś chciałbym nazwać Cię „Stańczykiem XXI wieku”, bo tak jak On z dawnych wieków bawił i mądrością zachwycał tak my dzisiaj mamy oparcie w Twej twórczości i Twojej prawdzie.
             
Nieważne, że dzisiaj odwołano pana Klicha czy innych generałów lub, że mąż prosi o widzenie z żoną i zwolnienie z aresztu. Bo to świetnie pasuje do twoich wierszy, kiedy kabaret miesza się z przeżyciem uczuć tak bardzo subtelnych i własnych. Powiesz zza grobu – „Właśnie takie jest życie”. Szkoda tylko, że nic już więcej nie napiszesz i niczym więcej nas nie oświecisz. Ale powiem Ci szczerze, że nie będę szedł w Twoją stronę jakby się wcale nie chciało, pomalutku, na bardzo obrażonych łapach. Oraz nie będzie żadnych skoków pisków na początek. Będę się za to cieszył, że kiedyś w zaświatach spotkam Panią i pokłonię nisko i powiem – „Pani Wisławo dziękuję, że Pani mi dała nadzieję, że można myśleć inaczej.”  


[1] Wisława Szymborska