POWIAŁO WIOSNĄ

            Dzisiaj pierwsza sobota wiosny. Jeszcze kalendarzowa, nieskuteczna ciepłem, ale słoneczna. Czym zachęciła osób wiele do wyjścia z kożuchów, futer, z ciepłego okrycia. Szczególnie młodzi zaszaleli, bo w samych koszulkach po mieście się snuli nie bacząc na to, że temperatury tak około czternastu stopni się kręciły. Mnie starego taki widok cieszy, bo przynajmniej jest na co popatrzeć. Dziewczyny jak pąki kwiatów przy tym słońcu zakwitły. Niestety nie wiedzą o tym, że hormony to nie wszystko, często za odwagę trzeba płacić zdrowiem. Ale cóż się nie robi dla mężczyzny by go do siebie zwabić? Dzień wagarowicza związany z pierwszym dniem wiosny został przez szkoły słusznie zagospodarowany przez topienie „Marzanny” lub szukanie w terenie pierwszych oznak wiosny. Zauważyłem także, że ci starsi się też ruszyli, bo na ulicach Białej było sporo tych, co o kijkach chodzili. Prawdą jest, że te kijki im nie przeszkadzają, ale nie chodzi o to jak, lecz aby zacząć. Cieszy mnie więc zatem, że coraz więcej jest spacerujących zgodnie z europejską modą. Widać, że wiosną powiało. Zimą mniej się chciało chodzić, chociaż temperatur niskich było jak na lekarstwo. Jest to wyraźny znak siły wyższej, która nam przekazała, że trzeba dbać o ten naród patrzący w przyszłość, choć nie ma za co żyć tak, co rano ot i wszystko. Gospodarstwa rodzinne zaoszczędziły na opale, władze miejskie na odśnieżaniu, same plusy. Można się brać za sprzątanie. Powodzi po roztopach też było mało. Tylko tak człowiek myśli czy ten brak zimy nie wróży czegoś niedobrego? Amerykanin, Anglik pewnie powiedziałby, że jest „OK.”, ale znając naturę słowiańską ten brak zimy pachnie mi kolejną awanturą straszną. Dlatego zadaję pytanie synoptykom czy to nie grozi „posuchą” jakąś? No dobrze, to jest za bliska przyszłość by się nią przejmować teraz. Myślmy o pokoleniach nie dajmy się zwariować brakiem zimy, kiedy wiosną mamy lato. Trzeba się cieszyć nie rozpaczać, że natura nas pieści nie doświadcza. Chociaż „Ona” jest łaskawa dla nas i miejmy nadzieję, że oświeci i opromieni słońcem łepetyny „puste” by myślały przejrzyście i jasno. Wiosna daje nadzieję, że wszystko się zmieni i zaowocuje nadzieją na lepsze jutro. Na świetlaną przyszłość, jaką daje wiosna w naszym kraju nad Wisłą.           
        
Zrobiłem dziś otwarcie sezonu motocyklowego. Mój klub „Grom” już od lat kilkudziesięciu związany jest z Polskim Związkiem Motorowym, a od dwóch lat przystał i stał się także członkiem Kongresu Poland MC i ma swoje barwy, które możecie obejrzeć na stronie internetowej http://www.grom.wtorek.net/. Każdy, kto chciałby do nas się zapisać zapraszamy „Pod Strzechę” na ulicę Włoską w każdy piątek na godzinę dziewiętnastą. W towarzystwie miłym i przy piwie bezalkoholowym rozmawiamy w asyście „Amazonek” nie tylko o motorach, ale też o przygodach i planach na sezon. Nasz Czapter w Grójcu, a może też i w Terespolu rozbudowuje naszą działalność i buduje przyszłość naszego koła po zmianach w zarządzie dając nadzieję, że teraz będzie porządek oraz ostre działanie, które ma się sprowadzać do częstego jeżdżenia w plener. Chociaż nie tylko, bo Prezes wychodzi z działalnością do wszystkich i szkoli wszystkich też tych niezrzeszonych jak zachowywać się za kierownicą, ale też jak udzielić pierwszej pomocy.
        
Jak już mówiłem wyjechałem dziś na przejażdżkę do Międzyrzeca Podlaskiego gdzie swym urokiem zachwyciłem kilka kobiet i młodzież w wieku średnim, która zobaczyła, że motorem o pojemności tysiąc pięćset centymetrów (jak samochód) można po ulicach pomykać prawie tak jak rowerem, chociaż to inna szybkość. Jedyny mankament, że im było ciepło. Ja z przykrością muszę stwierdzić, że jeszcze nie jest za ciepło na jazdę maszyną. Jeszcze myślę, że tak gdzieś za miesiąc będzie fajowo gdzieś się na jakiś zlot wybrać. Pisałem już, jaka to pychota jechać motorkiem, ale nie jak „kamikadze”, lecz dostojnie z namaszczeniem oraz słuchać jak wieje wiaterek po uszach, a zapach pól budzących się do życia daje radochę, że wszystko takie świeże i młode. Tak za miesiąc.
         
Ostatnia niedziela osiemnastego marca br. była świętem motocyklistów. Wszyscy się wybrali na Bazar Motocyklowy do Warszawy na Służewcu. Niestety ja byłem samochodem i byłem oszołomiony, że aż tylu szalało na swych maszynach po stolicy Polski. Wielu też w tym dniu zginęło. Sam byłem świadkiem jak w godzinach wieczornych na obwodnicy Siedlec na zakręcie się nie wyrobił i nie było co zbierać. Przecież mogli jeszcze długo jeździć. Ułańska fantazja nie opuszcza wielu, bo są młodzi i brak im adrenaliny, ale myślę też że wyobraźni. Później są wspaniałe parady kolegów, które nie zmienią już niczego. Zostają przy drogach kaski. Następni podążają tym samym śladem, bo co to jest za jazda bez około dwustu na liczniku? Nie potępiam, ale też nie pochwalam. Każdy jest kowalem swego losu. Tylko czy dla adrenaliny warto zapominać o bliskich? Tak Kochani powiało wiosną i wielu z tego powodu najadło się „szaleju”. Jedyna troska ma taka, żeby przez wiosnę nie dać się zwariować. Wszak wkrótce będzie lato.

NOWOCZESNA EUROPA W BIAŁEJ PODLASKIEJ

            Dwudziesty pierwszy wiek wprowadził nas w nową „fantastyczną” przyszłość. Planujemy podbój kosmosu, mamy coraz szybsze komputery, które pomału zaczynają dorównywać naszym własnym umysłom.  Mamy też tragedie i tematy dla mediów. Wszystko co nas otacza kształtuje naszą rzeczywistość, nikt się dziś nie nudzi. Nie musi przekazywać bajek przy ognisku. Wystarczy włączyć radio, telewizor lub przeczytać gazetę by się dowiedzieć, że ktoś zabił, uległ wypadkowi lub też zginął. Żal mi jest belgijskich dzieci, katastrofy kolejowej przyczyn, której nie potrafimy jeszcze wyjaśnić. Madzi, która upadła, a ostatnio katastrofy autobusu gdzie jest szesnaście dzieci rannych z pod Łodzi. Likwidujemy też kominy dosyć ogromne. Czyli można powiedzieć, że coś się dzieje. Wiele się dzieje i nie trzeba wychodzić z domu, wystarczy włączyć telewizor.
         
Właśnie się zastanawiałem czy my jesteśmy normalni czy kształtowani przez oddziaływanie medialne na osoby myślące „inaczej”? Boję się o społeczność, która patrzy nie na problem, lecz jak wypaść korzystnie w „przekazie”. Portale ogólnie dostępne typu Facebooka, Twister lub „Nasz Klasa”, kształtują nie nas starych, lecz młodych myślenie. Ostatnio prowadziłem dialog z Panem Piotrem, który ukrył swoje oblicze za arafatką i „goglem”, ale wypowiadał się śmiało o naszym świecie. Wtedy się zastanowiłem nad problemem. Czy moja otwartość „stanowiska” jest odwagą czy głupotą we współczesnym świecie tabloidów? Czy przypadkiem nie jest słuszne swoje przemyślenia prawdziwe ukrywać pod fałszywym obliczem? Czy przypadkiem nie jest to bardziej bezpieczne dla siebie i swoich bliskich? Pan Piotr powiedział, że jestem medialny i nie musze się ukrywać, ale ja tak myślę, że każdy powinien mieć odwagę osobiście zaistnieć, ale też pamiętać o bliskich. Wiem, ja mam komfort nie musze się martwić o pracodawcę, ale odwaga myślę przychodzi z wiekiem, kiedy się nie ma zbyt wiele do stracenia. Powiem szczerze, że trochę się przeraziłem, że tak dużo informacji jest w Internecie na temat mojej osoby oraz mojej rodziny, kiedy państwo dba o ochronę informacji prywatnych. Całe szczęście nie mam nic do ukrycia.
         
Ciężko coś dziś napisać, kiedy człowiek się boi, że się powtarza lub, że o tym pisał, rozważał a teraz się dubluje w przekazie myśli i doznań. Pisząc wstęp myślałem ogólnie o Europie oraz o problemach merytorycznych związanych z moją osobą, ale siedząc w domu na emeryturze chcąc niechęcąc obserwuję świat i moje własne podwórko. Dlatego wstęp był ogólny i nawiązywał do Facebooka teraz jednak wrócę do naszej bialskiej codzienności. Panie Andrzeju przepraszam, bardzo Pana lubię, ale to nie przeszkadza, że mam swoje zdanie i zdanie to na swoim blogu przekazać muszę, bo inaczej nie będę sobą, a Pan nie będzie mnie szanował jako prywatną osobę. Wspomnę temat bardzo aktualny, bo nawiązuję do tematu, że  „Było Coś Kiedyś”, lecz skończyło się i dzisiaj jest tylko zwalnianie, spuszczanie, rozliczanie i brak konkretów na przyszłość. Szkoda, że zlikwidowano szkołę w Sielczyku może by jednak dałaby wykształcenie uczniom z okolic Białej i wykształciła przyszłych polityków nie tylko bialskiej demokracji. Rozumiem, że to była jednak ekonomiczna konieczność, więc jako prosty mieszkaniec nie mam zielonego pojęcia o „edukacji”. Cieszę się zatem bardzo, że osoba sprawdzona w działaniach likwidacyjnych znalazła uznanie w działaniach implementacyjnych. Oglądałem ostatnio wywiad telewizyjny i muszę stwierdzić, ze Pani Dyrektor sprawdza się, jako medialny przedstawiciel władz miejskich, choć adwersarki Pani Dyrektor nie darzę sympatią muszę jednak przyznać, że trzeba popracować nad wiarygodnością przekazywanych informacji. Niestety firma, którą Pani Dyrektor reprezentuje, którą ja nazywam dzisiaj „Coś Było Kiedyś” musi mnie i nie tylko mnie przekonać, że działania były słuszne, i że przed nami świetlana przyszłość.       

DZIEŃ KOBIET

            Coroczne święto bardzo przyjemne oraz bardzo miłe bez względu na orientacje, poglądy i uczucia wszystkie daje nam mężczyznom okazję się wykazać serdecznością, uwielbieniem czyli uczuciem. Symboliczny goździk w latach PRL-u dziś pomału wraca by wyrazić wraz z nadchodzącą wiosną nasze zafascynowanie waszą urodą oraz kobiecością. Odrzucam dziś wszystkie dewiacje tej czy tamtej strony. Proszę o opamiętanie facetów, którzy dowartościowują się „biciem”, bo dzisiejszy dzień nastraja nas optymistycznie i przypomina, przede wszystkim rzeczy miłe. Symbolicznym wirtualnym kwiatkiem Kochane Panie umilam dziś wam życie. W zeszłym roku przypominałem historię powstania naszego uznania waszej kobiecości. Dzień Kobiet to prawie „Przewrót Majowy”. Panowie zobaczyli, że Kobieta to nie przedmiot czy źródło rozkoszy, bądź maszyna do rodzenia dzieci, lecz człowiek myślący i niestety mądrzejszy niż „noszący spodnie”. Dzień ten kojarzy się z tragedią, lecz jest pełen ciepła i nadziei, że mężczyźni nie tylko w tym jednym dniu Was kochają i lubią przez rok cały.           
           
Pisałem kiedyś, że to święto socjalistyczne, czyli dawnego PRL-u, gdzie każda z Pań dostawała goździka i rajstopy. Kwiatek to rozumiem, natomiast rajstop nie pojmuję i zachodzę w głowę co mają wspólnego z „Dniem Kobiet”? Tak myślę sobie, że to może był produkt deficytowy oraz drogi, więc Panie były zachwycone otrzymując taki podarek. Nawet nie dopuszczam myśli, że to czysty szowinizm mężczyzny, który dając kwiatek o czym innym myślał. Nie będę pisał pracy doktorskiej na ten temat, wiem na pewno od mamy, że prezent w formie kwiatka i rajstop bez zbędnych dochodzeń się podobał. Wraca też do łask goździk, gdyby ktoś nie wiedział to taki kwiat polski, kiedy nie było róż, bo jeszcze było zimno, on rozkwitał i pięknie się prezentował przy damskich obliczach. Nie wiem dlaczego tak bardzo znienawidzony przez dawnych opozycjonistów a dzisiejszych rządzących. Niektórzy mówią, że kojarzył się z komunizmem oraz powiedzeniem „uścisk, klapa, goździk”, ale czyż nie było to miłe. Mam nadzieję, że goździk ponownie wśród polskich kwiatów zagości i dorówna „ambitnym kwiatom”.
           
           Pisząc o tych czasach łza się w oku kręci i wracają wspomnienia jak ten dzień się święci. Libacje zakładowe, w uniesieniu kobiety, wesołe radosne i tak przychylnie nastawione do płci odmiennej. Zabawy trwały do rana oczywiście nie w pracy. Każdy był zadowolony nawiązywały się uczucia zawodowo-osobnicze nie mówiąc o przyjaźni. Nikt się do pracy następnego dnia nie spóźniał, choć głowa była nie ta, ale obowiązywał obyczaj, że zabawa zabawą, ale nie zapominaj o pracy. Panowie szarmanccy wcale się nie oszczędzali, bo to był dzień zbyt ważny by oszukiwać kobiety, że się tylko udaje picie „zdrowia”. Można było Je tym obrazić. Dyrektor czy rewident nikt się nie oszczędzał, Panie były szczęśliwe. Mąż czy żona w tym dniu wyrozumiale podchodzili do zachowań rodzinnych i wcale się nie obrażali, że mąż w tym dniu, jako prezent dla dziecka wracał z „łabądkiem”. W tym dniu wszystko było nam odpuszczone, oczywiście tylko wtedy, gdy zachowaliśmy się jak „człowiek”. Czasami miałem wątpliwości czy to święto Kobiet czy nasze? Tak się świętowało do upadłego.
           
           
Dziś czasy się zmieniły. Święto jakby wyblakło. Media co prawda mówiły, ale że jeszcze ta żałoba się nałożyła związana z katastrofą kolejową, tak więc miłe Panie święto niezbyt udane. Wierzcie mi na słowo, że ja się nie zmienię i tak jak za dawanych czasów, choć w zaciszu domu bez Pań tylko z kotką (nie mylić z laską) prawie do lustra wypiję wasze zdrowie i poświętuję jak za dawnych czasów. Bo mówiąc szczerze obchodów tego święta tak strasznie mi brakuje. Widziałem na Facebooku życzenia takie mdłe i suche, nie dające wyobrażenia jak bardzo nam bez Was życie jest wyblakłe i głupie. Każdy chojrak oraz „strongmen” nie da po sobie poznać, że w gruncie rzeczy to bez Was nie miałby gdzie błyszczeć. Powiem Wam szczerze, że jestem zdegustowany jak pozwalacie się traktować tym „wypierdkom” młodocianym, którzy Was traktują jak przedmiot nie cud natury, który nam Stwórca zesłał, aby nas docenić, żeby się nam nie nudziło i żeby był ktoś, kto będzie nam mówił, co mamy robić. 
           
           
Kochane Panie, dzisiaj wasze święto, chociaż realia życiowo-polityczne działają wręcz przeciwnie. Pan Premier przepraszał, że choć jest za, ale musi być przeciw żebyście za wcześnie nie odchodziły na emeryturę. Musze przyznać że ma rację, bo fakt to sprawdzony, iż ktoś, kto nie ma zajęcia strasznie się nudzi i organizm nie wytrzymuje i zbyt wcześnie na tamten świat odchodzi. Naukowo jest udowodnione, że ten, kto prowadzi długie aktywne życie zawodowe tym dłużej cieszy się zdrowiem oraz zapałem do dalszej egzystencji, no i oczywiście nie musimy się zajmować wnukami, bo jesteśmy zapracowani. Wnuki sobie poradzą, bo po pierwsze rodzice oddadzą swe pociechy do przedszkoli, miejsca chyba będą mieli. Po drugie, w wieku sześciu lat zaczną być geniuszami, bo tak przewiduje prawo. Prawo to Rząd, a Rząd wie, co robi. Cieszę się, że wreszcie jest pierwszy Rząd, który myśli o przyszłości. Drogie Panie, przed wami świetlana przyszłość. 
           
            
Przepraszam, że w dniu Waszego święta tak bardzo popadam w ironizujący schemat, ale jak same widzicie to nasze życie wcale nie jest tak piękne i różowe jak nam obiecywano, mówiono. Wiem jedynie na pewno, że już po trzecim kieliszku bardzo się dobrze czuję i, że Wasze święto szczerze świętuję. Przepraszam, wiem, jest żałoba narodowa, ale tak myślę sobie, że te osoby, które zginęły i o których myślę, a są wśród nich Panie, które „niepotrzebnie” odeszły, pewnie chciałyby też dzisiaj świętować i cieszyć z dzisiejszego święta. Moja przyjaciółka odeszła. Dzisiaj wszyscy Ją odprowadziliśmy właśnie w dniu Dnia Kobiet. Pisałem o Niej, jak to razem jeździliśmy do kliniki onkologicznej i mówiąc o „Bohaterach dnia codziennego” pisałem właśnie o Niej. Bardzo liczyłem, że wygra. Pan zadecydował inaczej. Prosiła, by nie rozpaczać, lecz mile wspominać. Powiedziała też, że wybacza, bo człowiek jest od tego by zapominać krzywdy, niedocenienie, brak głupiego telefonu z zapytaniem o zdrowie. Grażyna mnie prosiła, bym wszystkim przekazał, że bardzo chciała żyć, ale Pan inaczej nakazał. Będzie z nami dopóki pamięć wśród kolegów, koleżanek kwitnie. Dziękuje wszystkim za wsparcie i pomoc w tych dniach trudnych. Przelewam na papier jej życzenia nie ze smutkiem, lecz z radością, że Pan uwolnił Ją od cierpienia.
          
Dzisiejszy Dzień Kobiet jest dla mnie przykry, ale myślę sobie, że jest bardzo rzeczywisty, pokazując nie tylko swoje uroki, ale też to, że życie nie jest takie proste. Jak moja koleżanka powiedziała, to survival czyli walka o przeżycie.                  

BYĆ WETERANEM TO ZASZCZYT

            W dniu 30 marca 2012 r. wchodzi w życie ustawa z dnia 19 sierpnia 2011 r. o weteranach działań poza granicami państwa (Dz. U. z 2011 r. Nr 205, poz. 1203), która po 59 (pięćdziesięciu dziewięciu) latach udziału Polskich Sił Zbrojnych w operacjach pokojowych pod auspicjami Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ), prawnie sankcjonuje status osób, które poświęciły swoje zaangażowanie, zdrowie oraz życie w umacnianiu pokoju na świecie. Wzorem innych państw i nacji zostaliśmy uhonorowani zaszczytem bycia weteranem „normalnym” oraz poszkodowanym.
          
Nasza młoda demokracja, która przechodziła różne zawirowania ustrojowe, polityczne i ekonomiczne potrzebowała trochę więcej czasu niż na przykład Niemcy, Anglia czy Francja, by się uporać z problemem natury psychologicznej jakim było obciążenie psychiczne nieuregulowaną sytuacją moralno-prawną żołnierzy, którzy służyli, jako „Błękitne Hełmy” w obronie pokoju na tym małym globie. Uważano, że sam fakt wyjazdu za granicę był nagrodą i wyróżnieniem. Otrzymywane walory finansowe w obcej walucie wręcz nobilitowały i budziły zazdrość wśród klasy robotniczej stawiając „wyróżnionych” w elicie społecznej. Nikt ze strachu przed społeczną dezaprobatą nawet nie próbował się upominać o docenienie, uznanie oraz pomoc jak kształtować po powrocie często „trudne” życie. Wszak pieniądze szczęścia nie dają oraz nie uzdrowią problemów rodzinnych, zdrowotnych oraz psychologicznych.
         
Problem braku „misjonarzy” nie istniał. Mimo, że wybierano najlepszych dzięki kryteriom selekcji, a im nie każdy mógł sprostać. Podstawowym była znajomość języka angielskiego, który nie cieszył się poparciem ustrojowym oraz społecznym. Kolejnymi to zdrowie, zgoda przełożonych, przejście szczegółowego szkolenia specjalistycznego oraz permanentnej weryfikacji. Można było powiedzieć, że nie każdy mógł dostąpić zaszczytu zakwalifikowania się do wyjazdu. Wyjeżdżali najzdolniejsi. Sprawdzeni przez służby specjalne, wyszkoleni oraz skuteczni. Dziś są to wysocy rangą dowódcy Polskich Sił Zbrojnych. Byli misjonarze, którzy cieszą się uznaniem nie tylko Polski, lecz również międzynarodowym. Sprawdzają się jako profesjonaliści oraz kompetentni przełożeni.
          
Przyszedł jednak czas zmian ustrojowych oraz rozkwitu demokracji i ustalono, że polski żołnierz ma swój honor i nie może być „najemnikiem”, nawet ogólnoświatowej organizacji. My nie będziemy się chować pod „niebieską” flagą. Polak się rodzi by walczyć. Brać pieniędzy nie będziemy tylko za to, że nasi żołnierze gdzieś tam „jadą”. Wojsko jest od tego by walczyć. „Prowadzenie misji pokojowych nie jest zajęciem dla żołnierzy, ale tylko żołnierze potrafią to czynić”[1], ale my musimy walczyć.
          
Polskie Siły Zbrojne z chwilą wstąpienia Polski do NATO stały się ramieniem militarnym państw zachodnich utrzymujących stabilizację „siłową” pomiędzy krajami zrzeszonymi, a pozostałymi państwami w celu zapewnienia pokoju na świecie. Ich użycie wiąże się nie ze stabilizacją, a działaniami operacyjnymi zmierzającymi do wprowadzenia stabilizacji. Jednakowoż ich użycie wiąże się z rezolucją ONZ, czyli wychodzi na to, że nie obraziliśmy nikogo wycofując się z Libanu i Syrii. Myśmy się zaangażowali „inaczej”, bardziej wojennie niż pokojowo, bo bardziej to do nas pasuje. Polak musi wymachiwać szabelką bo inaczej się udusi. Tak więc Polacy walczą pod błękitną flagą oraz dowództwem NATO.  
          
Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ (SKMP ONZ) jest organizacją, która zrzesza ludzi po „przejściach” nie damsko-męskich, lecz żołnierzy, którzy byli, funkcjonowali, działali oraz godnie się zasłużyli w umacnianiu pokoju na świecie i powrócili do kraju z miejsc gdzie nie zawsze było bezpiecznie. Musi być idiotą ten kto twierdzi, że za dawnych czasów „wybrańcy” wyjeżdżali na wczasy za „twarde” dolary, a żołnierz biedny w kraju wiązał koniec z końcem. Nikt nie rozumie, że nie można było inaczej, bo tylko „pogodne” informacje wtedy były dopuszczalne, o tragediach i porażkach nie mówiło się wcale. Dziś pokutuje opinia w społeczeństwie, że wypoczywali, a tu w kraju wszyscy „walczyli” o lepsze demokratyczne jutro. Nikt nie wspomina o tych, którzy wrócili, ale „funkcjonują i żyją inaczej”. Wielu już nie ma albo się izolują lub działają w stowarzyszeniu broniąc resztek pamięci o tym, że Polskę godnie reprezentowali i spotkali się z uznaniem opinii międzynarodowej. Świadomość tego jest podstawą funkcjonowania stowarzyszenia, które pod przewodnictwem prezesa gen. bryg. w st. spocz. dr Stanisława Woźniaka od lat dążyło do usankcjonowania prawnego statusu wszystkich uczestników misji pokojowych, którzy nie bali się poświęcić swoje zdrowie i życie w umacnianie pokoju na świecie bez względu na to czy był to cywil, strażak, policjant, funkcjonariusz Straży Granicznej czy żołnierz.
             Wchodząca w życie ustawa dzięki: Panu Prezydentowi, Panu Premierowi, Panom Ministrom, Sejmowi, Senatowi oraz wszystkim parlamentarzystom pozwoli weteranom bez względu na ułomność fizyczną czy psychiczną poczuć się „dowartościowanym”. Będziemy mogli się pochwalić zagranicznym kolegom, że Polska o nas pamięta i myśli, bez względu na to czy jesteśmy fizycznym czy psychicznym „inwalidą”. Pójdźmy więc wszyscy z wnioskami do sądów o poświadczenie niekaralności, bo przecież wszyscy wróciliśmy normalni oraz zdrowi i na pewno nie stwarzaliśmy zagrożeń prawnych narodowi, by uzyskać poświadczenie o niekaralności, a następnie od macierzystych Wojskowych Komend Uzupełnień poświadczeń o naszej przynależności do grona weteranów bez względu na to czy jesteśmy „normalni” czy poszkodowani? Wcale nam nie chodzi o przywileje, zwłaszcza jeżeli chodzi o poszkodowanych, bo nikt nie chce być postrzegany, jako inwalida. Wszyscy chcemy być weteranami.
           
Obiecujemy, że będziemy godnie reprezentować status weterana w kraju i na całym świecie. Obiecujemy również, że się zaopiekujemy wszystkimi, którzy ze względu na swoje błędy życiowe i konflikt niemoralny z prawem nie dostąpią zaszczytu bycia weteranem. Wiemy, że godnie reprezentowali i narażali swoje życie by promować na misji Polskę. Ocenę moralną ich konfliktu z prawem pozostawimy naszym władzom stowarzyszeniowym oraz kolegom w „służbie”. Wiemy, że życie pisze różne scenariusze, a „poszkodowanego życiowo” trzeba wspomóc, a nie oceniać oraz przyczyniać się do tego, że się społecznie izoluje. Zobowiązujemy się też do tego, że nie tylko weteran, ale też rodzina znajdzie u nas wsparcie, zrozumienie oraz pomoc. By mogli poczuć, że problemem nie jest syn, mąż czy też ojciec, ale misja, która go takim uczyniła. Tylko zrozumienie bliskich, kolegów, przyjaciół pozwala się odnaleźć ponownie w społeczeństwie, ale społeczeństwo też nie może weteranów przekreślać.
            
Pierwszy krok został uczyniony, weterani są prawnie usankcjonowani. Przyjdzie czas, kiedy Polska będzie finansowym potentatem, przypomni sobie o nas i doceni wysiłek oraz wynagrodzi, który wnieśliśmy swoim trudem i zaangażowaniem w umacnianie pokoju na świecie, a tym samym w Polsce. Weteran to brzmi dumnie. Bycie weteranem to zaszczyt.         


[1] Dag Hammerskjöld