WOLNOŚĆ SŁOWA

            Nie będę przytaczał Wikipedii czy innych słowników interpretujących pojęcie „wolności słowa”. Stwierdzono, że wyręczam młodzież w szukaniu wiedzy w Internecie. Ponadto w przypadku Wikipedii nie zawsze prawdziwej.  Słuszne czy niesłuszne „specjaliści” ocenią. Piszę jak to kiedyś powiedziałem bo lubię, kocham i muszę nie zważając na to czy komuś się to podoba czy nie? Właśnie to jest wolność słowa. Przynajmniej ja to tak interpretuję oraz to, że jestem otwarty na polemikę. Nie trwam jak „osioł” przy swoim, kiedy ktoś ma rację. Właśnie tak pojmuję demokrację. Przecież nie wszyscy muszą pojmować rzeczywistość tak jak ja i też mogą się wypowiedzieć. Mogą nawet mnie skrytykować, co zresztą mam też na swoim blogu. Szanuję tych, co potrafią powiedzieć wprost co myślą, ale jestem daleki od tych, którzy za jakimś Nickiem wulgarnym słowem zademonstrują swoją „wolność słowa”. Tych uważam trzeba piętnować z uwagi nie na słowa, lecz na brak charakteru, który im nie pozwala wypowiedzieć się otwarcie oraz odważnie.             
            
Szanuję wolność słowa, która opiera się o merytoryczną polemikę, nie trawię „komunistycznych zachowań”. Młodzieży młoda chciałem wam powiedzieć, że kiedyś w Polsce była jedyna słuszna partia polityczna (oczywiście nie wspominam o stronnictwach, bo właściwie to nie miały żadnego znaczenia), która nazywała się PZPR (Polska Zjednoczona Partia Robotnicza). Partia ta rządziła bez kozery około lat pięćdziesiąt (przepraszam nie jestem historykiem temat ten pozostawiam specjalistom). Należała do niej większość społeczeństwa. Była jedyną słuszną władzą nieomylną oraz sprawiedliwą. Można się było nie zgadzać, że jest omylna, ale zawsze był punkt pierwszy, że jest prawdą sprawiedliwą. Miała wypracowane od lat zasady postępowania z niepokornymi oraz niepokorną opozycją. Demokratycznie przed społeczeństwem jednomyślnie myślącym napiętnować. Usunąć poza nawias społeczny, odsunąć w niebyt intelektualny. Młodzieży tak było. Nie wierzycie? Spytajcie tatę, mamę, dziadka myślę, że potwierdzą moją relację. 
           
          
Piszę o tym i wspominam, bo myślałem, że to minęło. Jakież było moje zaskoczenie, że po latach dwudziestu, kiedy mamy wolną polską demokrację, nagle znalazłem się na „kooperatywce”. Zostałem napiętnowany publicznie i to z oklaskami tak jak za tamtych dobrych czasów. Najgorsze z tego wszystkiego było to, że styl i działanie były takie charakterystyczne i do tamtych czasów podobne. Jakby się nic nie zmieniło. Nie wiem czy pamiętacie państwo film „Miś”? Sytuację, kiedy w studiu filmowym realizującym socjalistyczną produkcję ktoś ukradł parówki (wiadomo kto, producent). Aktyw młodzieżowy i polityczny napiętnował surowo złodzieja oraz podjął uchwałę o większym zwarciu szeregów i zmobilizowaniu wysiłków do lepszego realizowania filmu. Zachowanie napiętnować publicznie oraz podjąć straż obywatelską by uchronić następną porcję przed kradzieżą. Działanie wydaje się zasadne i zrozumiałe, jeżeli mówimy o dobru publicznym. Dziś w demokracji mamy od tego „ochronę” oraz ludzi, którzy są permanentnie „monitorowani”. Zresztą nikt się dzisiaj nie pokusi o kradzież parówek, kiedy można dostać szynkę. Chyba, że się jest bezdomnym, ale to jest wtedy zrozumiałe i wybaczalne, bo przecież trzeba człowiekowi pomóc w biedzie. 
           
           
Mnie postawiono przed zgromadzeniem i napiętnowano, bo napisałem prawdę. Fakt moją prawdę, którą podkreśliłem, że jest moją. Nikogo nie obraziłem publicznie. Nikogo nie ośmieszałem czy krzywdziłem. Napisałem, że pewne sprawy mi się nie podobają i poddaję je publicznej ocenie. Nikt się nie pokusił by zabrać głos publicznie w mojej polemice na blogu czy też na stronach „Radio BiPer”. Czekano jak za dobrych czasów komunistycznych aby zebrać grono społeczne i zrobić z mojej osoby „wroga ludu”. Tylko, że jednak czasy się zmieniły i to co miało być pogrążeniem w ocenie inicjatorów niestety okazało się moim sukcesem. W pewnym sensie sam inicjator to podkreślił, że nie ważne jak, dobrze czy źle ważne, że jednak się mówi. Cieszy mnie bardzo, że w tak szacownym gronie mój talent zauważono oraz to, że został on publicznie przedstawiony, chociaż w niepełnym zakresie. Myślę kochani, że mnie zrozumiecie tym razem, że nie chodzi mi o napiętnowanie intencji, lecz formy i treści jej realizacji, która mogłaby zostać wyjaśniona w kulturalnej polemice. Jeżeli się swych nazwisk wstydzicie proszę bardzo jestem otwarty na publiczną krytykę nawet anonimowo. Proszę tylko nie wracajcie do socjalistycznych standardów, bo to świadczy nie o mnie tylko o waszym umiejscowieniu w przeszłej historii. Dlatego ciągle i otwarcie będę mówił, że trzeba otwierać się na młodych. „Wy nie cofniecie życia wstecz. Nic skargi nie pomogą. Bezsilne gniewy próżny żal Świat pójdzie swoją drogą. Trzeba z żywymi naprzód iść po życie sięgać nowe, a nie w uwiędłych laurów liść z uporem stroić głowę”. 
           
            
Słowa te piszę nie z żalu wielkiego, lecz ze strachu. Boję się strasznie, że mentalność dni tamtych w dalszym ciągu tkwi w narodzie. Myślałem, że nikt się nie odważy wrócić do metod tamtych. Niestety myliłem się ogromnie. Mam cichą nadzieję, że był to wybryk jednostkowy i nikt więcej nie pójdzie tym śladem. Jednocześnie się zastanawiam, jaki był cel tego? Czyżby zareklamowanie mej twórczości i bloga mego oraz mojej strony na Radio BiPerze? Nie podjęto żadnej uchwały ani nie wykluczono mnie ze społeczności. Myślę, że ktoś się zapomniał i miast porozmawiać z moją osobą szczerze chciał się posłużyć tłumem by mnie „napiętnowano” publicznie. Niestety to się nie udało. Mając w świadomości, że wolność słowa istnieje, piszę ten felieton by podzielić się z wami swoimi spostrzeżeniami, a zarazem zapytać czy jest słuszne wyrażanie swoich opinii publicznie, jeżeli dotyczą spraw życia społecznego? Nie mówię o życiu prywatnym, bo to należy rozgraniczyć oczywiście. Czy dusić w sobie skrycie pretensję oraz realizować zabawę w „podchody” lub „kopanie dołków” pod kimś, bo nie stać nas na otwartą polemikę.
           Chciałem przemilczeć incydent, ale z punktu społecznego wydał mi się ciekawy tym bardziej, że jest to wspaniały materiał dydaktyczny dla młodzieży oraz osób, które wkraczają w dorosłe życie. Zarówno stanowi wspaniałą lekcję historii mówiącą jak kiedyś postępowano oraz edukacyjne ostrzeżenie, że nie jest to zgodne ze współczesną demokracją. Mam cichą nadzieję, że nie zostanie wykorzystany przez następne pokolenia, jako materiał poglądowy do zdobywania władzy. Jednak byłoby to z mojej strony zarozumialstwo, a to też jest naganne historycznie. Wydaje mi się, że z tych wszystkich rozważań jest najważniejsze, że mamy wolność słowa i mam nadzieję, że nikt nam jej nie odbierze.

EURO 2012

           Dzisiaj jest dzień prawdy. Mecz Polska – Rosja, który ma pokazać nam polskim kibicom jak to jest z naszą polską drużyną. Wszechogarniający optymizm musi się spotkać z realną krytyką. Mecz otwarcia pokazał, że jeszcze wiele pracy przed naszymi chłopakami. Niestety nie możemy się cieszyć jak ukraińscy kibice po pięknym meczu wygranym ze Szwedami. Mecz z Grecją uzmysłowił, że brakuje nam psychicznego wsparcia, że brak wiary, że trzeba walczyć do końca i się nie poddawać, lecz jak ukraiński „walec” pchać do przodu przecież jesteśmy gospodarzami. Śmiem wątpić, że dzisiaj będzie różowo. Boję się, że dostaniemy manto aby się obudzić, że trzeba brać się do roboty. 
            Plusem rywalizacji piłkarskiej na poziomie Europy jest polityczny i ekonomiczny spokój. Czasami się tylko człowiek dowie, że banki hiszpańskie dostały troszeczkę kasy, ale raczej nie mogą liczyć na więcej od „Europejskiej Finansjery”. Oczywiście wiemy też, że może być gorzej, ale najważniejszy jest „Piłkarski Poker”, który rozgrywa się dnia każdego już od godziny osiemnastej. Troszeczkę brakuje politycznych utarczek z prawej i jeszcze bardziej z prawej strony. Lewica za wyjątkiem „Czerwonego Kmicica”, który będąc na prawicy nagle się nawrócił i wrócił do robotniczych korzeni i na facebooku rządzi prąc nie do Częstochowy lecz do Łodzi. Gdzie jak na razie jeszcze kto inny rządzi. Prostemu obywatelowi te zagrywki ładne na razie nie w głowie bo mamy „Euro 2012”. Oczywiście próbowano dzisiejsze spotkanie upolitycznić nazywając „Bitwą Warszawską”. Tytuł jakoś nie chwycił i tylko nie bardzo rozumiem po co ten marsz „Pokoju” kibiców rosyjskich przez Most Poniatowskiego jakby nie wystarczyło zalać stadion masą. Widocznie nie dość, że chcą z nami wygrać (oczywiście w piłkę) to jeszcze chcą w Europie zaistnieć. Ciekawy jestem jak to będzie?
           
          
To pierwsze wrażenia jeszcze przedmeczowe, zobaczymy co po meczu napiszę? Gdybym lubił hazard pewnie bym się przejmował tak to tylko liczę, że nasi nie tak łatwo sprzedadzą swoją skórę. Wierzę jednak, że będą walczyć do ostatniego „okopu” (co ja piszę?) do ostatniego gwizdka oczywiście. Jak mówią mądrzy w piśmie póki piłka jest w grze wszystko jest możliwe. Ciekawe czy moje dywagacje i obawy się sprawdzą? Czy padnę na kolana i powiem przepraszam za brak wiary. Jesteście wielcy. Wybaczcie mój pesymizm, ale tak długo Polacy nie wygrywali, że zdążyłem się przyzwyczaić. Wasze nazwiska (wielkie) w pamięci swej wyryję i zajmiecie miejsca: Dejny, Lubańskiego, Laty, Szarmacha, Tomaszewskiego. Dziś niestety jak na razie choć nie palę wśród zagranicznych przyjaciół Tytoniem się chwalę. Wspominam też Lewandowskiego, ale reszty jeszcze nie poznałem. Myślę, że po dniu dzisiejszym ocenię czy warto? Wszyscy o tym wiemy, że sukces ma wielu, porażka jednego ojca i mam nadzieję, że nie będzie to wina trenera lecz systemu całego, który nasz Premier chce uzdrowić budując „Orliki” dla młodzieży. Myślę, że to się sprawdzi za lat kilka, ale nie za dni naszych (wspominam o sobie). Lecz kolejnych pokoleń w footballu lub jak mówią Polacy w piłce nożnej zakochanych. Dziś jednak czekamy na wynik meczu. Organizacyjnie myślę, że już wygraliśmy to „Euro”. Jak w piłkę, poczekać muszę. Przerywam pisanie do wieczora. 
           
           
Właśnie się zaczyna kibicowanie. Czułem niesmak kiedy słyszałem szum i hałas, a nawet gwizdy przy graniu hymnu Związku Radzieckiego obecnie Rosji.  Może to atawizm do czasu przeszłego. Nie lubiliśmy i pewnie nie lubimy bo kojarzy się z dniami gdy na ziemi polskiej wojska radzieckie bywały. Wcześniej był mecz Grecja – Czechy. Wygrany przez Czechów dwa do jednego. Pierwsza połowa to czeska super maszyna w drugiej podobnie jak w grze z Polską, Grecja się obudziła, ale było już za późno. Gdyby nie „czeski błąd” Czesi by wygrali do zera, a tak bramkarz się z zawodnikiem nie dogadał a Grek nie robił „greka” tylko czekał i piłkę do bramki dobił. Przerywam bo mecz się zaczyna.
           
          
Pierwsza połowa za nami a my nie z tarczą tylko na tarczy. Przegrywamy z Rosją jeden zero. Były fajne dwie akcje Lewandowskiego bez skutku wielkiego, a oni tylko raz dośrodkowali i Tytoń musiał piłkę z bramki wyjąć. Brak wiary to najgorszy wróg sukcesu jeżeli nie wierzysz, że ci się uda to nawet nie próbuj bo porażka w twym domu zagości. Widać, że brak naszym przekonania, że wyjdzie, się uda. Czyżby tylko był jeden Polak, który zatrzymał nawałnicę radziecką? Przepraszam ale to się chyba nazywa nacjonalizm, a jestem daleki od tego. Jednak człowieka w…… przepraszam denerwuje, że naszym tak nie wychodzi. Czyżby ten czas zaborów wyrobił w nas gen niższości? Nie potrafimy ataku rosyjskiego zatrzymać. Brak „powera” by przejść jak Ukraińcy do ataku i pokazać kto tu w Polsce wygrywa. Zobaczymy, druga połowa się zaczyna.
           
          
Cudu nad Wisłą nie było, ale nie przegraliśmy. Błaszczykowski nasz honor ocalił i strzelił bramkę wyrównującą. Ważne, że zaczęliśmy grać w piłkę nożną. Po przerwie na boisko wyszła inna drużyna. Nareszcie była wola walki, a nie tylko gra w Football. Wydawało się nawet, że nasi wygrają. Okazji było kilka. Najważniejsze, że nam sił nie brakowało. Włodzimierz Lubańskich nasz zespół za to pochwalił. Jak to szybko się zmienia jeszcze rano rozpoczynając ten tekst pisałem „Oni”, a kończę „Nasi”. Jak to niewiele do zmiany zdania potrzeba. Wystarczy tylko dobrze grać, walczyć i już są chłopcy „Nasi” nie przegrani lecz z tarczą. Chociaż dziennikarz wkurzył naszego trenera Franka Smudę próbą jakiejś krytyki po „wielkim sukcesie” zremisowania z Rosją. To przecież oni nie czują jak jest to ważne żeby mieć nastawienie optymistyczne i cieszyć się nawet z takiego sukcesu bo przecież nie jest się Brazylią. I nieważne, że w mistrzostwach Europy Brazylijczycy nie grają. Ważne, że się zremisowało. Muszę też powiedzieć, że na kolana nie padnę nie będę przepraszał za słowa, które na początku pisałem bo remis to nie wygrana, ale też nie porażka czyli można powiedzieć że w meczu moim jest remis. Zmienię zdanie gdy z Czechami wygramy i to pokaźnie, a po tym co dziś Czesi pokazali to nie będzie łatwo. Jeżeli zagrają nasi jak w drugiej połowie z Rosją szanse są ogromne. Zależy też, jak trener powiedział, czy będzie nam wychodzić. Przekonamy się w sobotę dnia 16 czerwca roku bieżącego. W godzinach wieczornych.

DZIEŃ WETERANA DZIAŁAŃ POZA GRANICAMI PAŃSTWA

          Nikomu zainteresowanemu nie trzeba przypominać, że w dniu 29 maja br. obchodziliśmy święto. Święto obywateli polskich, którzy mieli tę przyjemność i zaszczyt reprezentować naród polski, ale nie na olimpiadzie, mistrzostwach czy innych igrzyskach, lecz w cichym tle medialnym walki o pokój. Obywateli, których ideą jest i było kontynuacja tradycji oręża polskiego w myśl powiedzenia „Bóg, Honor, Ojczyzna” nie szczędząc krwi, trudu swojego działać w obronie demokracji na świecie. Warto też podkreślić, że to nie tylko żołnierz, policjant, funkcjonariusz czy zwykły obywatel w tym dniu się raduje i cieszy. Byli tacy, którzy nie wrócili, którzy zginęli, którzy się poświęcili pozostawiając rodziny w smutku i rozpaczy. Rodziny musiały się ze stratą pogodzić i co boli bez żadnego wsparcia. Dziś prawo pomaga, ale czy działa wstecz? Wszyscy wiemy, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Ustawa pokazuje, że powiedzenie sprawdza się w życiu. Uzyskanie statusu weterana poszkodowanego, jak to w reklamie bywa, wymaga pokonania schodów często nie do przeskoczenia. Chyba, że jest to tak udokumentowane, jak niektórzy mówią, nie do obalenia.
        
Prawie sześćdziesiąt lat trudu bojowego uznano w naszym kraju świętem państwowym organizowanym przez Władze Państwowe, Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej. Starano się by ten dzień był nadzwyczajny. Niestety w myśl przysłowia „gdzie kucharek sześć tam nie ma, co jeść” zaangażowanie każdego przyczyniło się nie do konsolidacji środowiska, lecz wzorem „Targowicy” do rozmycia przesłania ustawowego. „Każdy sobie rzepkę skrobie” lub angażuje się tam gdzie mu się opłaci. Nieodparcie odnoszę wrażenie, że „wojsko” nas pojmuje przez pryzmat ran, kalectwa oraz uszczerbków fizycznych, nie tym, że wróciliśmy i żyjemy. Uznajemy oraz rozumiemy kolegów „wyróżnionych w boju”, ale nie możemy zapominać, że nam się jednak udało wrócić do kraju. Rozumiem „pracodawcę”, że wygodniej jest się troszczyć o kilkuset niż o dziesiątki tysięcy, ale trzeba pamiętać, że dzięki tym tysiącom jesteśmy na świecie postrzegani, jako „prawdziwi wojownicy” i to już od wieków. Wiem, że „krawiec kraje jak mu materiału staje”, ale jeżeli za granicą świat nas honoruje nie możemy zapominać tu u nas w kraju, że byliśmy, jesteśmy i będziemy, choć z każdym dniem nas ubywa. Niestosownym i niemoralnym uznaję dzielenie weteranów na „normalnego” i „poszkodowanego”. To tak jakbyśmy przywrócili podział na „plebs” i „arystokrację”. Przecież mamy demokrację bez podziału na lepszych i gorszych. Uznaję rany i cierpienie i jestem za tym by to docenić, ale nie ubliżać mianem „poszkodowanego”. Chyba, że my się uznamy za poszkodowanych przez państwo? Święto weterana to święto wszystkich, którzy byli na misjach poza granicami państwa, a jednak pod grobem Nieznanego Żołnierza zabrakło policjantów, strażaków oraz innych, których to święto dotyczy.
           
Z wielkim żalem i rozczarowaniem przyjąłem znikome medialne zainteresowanie. Myślę, że gdyby był Pan Prezydent, Pan Premier, Korpus Dyplomatyczny odbiłoby się nasze święto światowym echem mniej więcej na takim samym poziomie jak było w Genewie. Może warto przemyśleć i już dziś zacząć działać by skonsolidować wysiłki przed obchodami rocznicowymi w przyszłym roku by nadać dniu światowy wydźwięk. Weterani, jest nas blisko sto tysięcy i choć do wyborów jeszcze daleko proszę o mobilizację i zaangażowanie w proces przekonania mediów, że „mówienie” o weteranach jest słuszne i istotne w demokratyzację życia w Polsce. Weteran to brzmi dumnie. Bycie weteranem to zaszczyt.