PIĄTA SIŁA

W czasie Euro 2012 telewizja polska zafundowała nam oprócz doznań piłkarski wesołość komediową w serialu „Piąty Stadion”. Musze przyznać, że nawet się bawiłem. Uzmysłowiło mi to jednak, że media to potęga, która potrafi kształtować naszą rzeczywistość. Fajnie jest, że jesteśmy na bieżąco informowani, co się dzieje w kraju i na świecie, ale mam pewne wątpliwości, czy przypadkiem nie jesteśmy manipulowani. Nie mówię tu o reklamach, do których się już przyzwyczaiłem. Nie piszę o wykorzystywaniu naszych wartości intelektualnych pod płaszczykiem reporterskich przynależności bez honorarium, gdy kto inny na tym zarabia, bo rośnie oglądalność. Nie przeżywam, bo przecież każdy z nas ma swój rozum i jeżeli mu wystarczy popularność czy wspomnienie jego nazwiska, jako autora materiału to trudno. Zresztą się powtarzam, bo o tym już pisałem, ale czasami warto przypomnieć, że tak się dzieje, a my jesteśmy ofiarami naszych własnych słabości. Nurtuje mnie inny problem bardziej poważny. Mianowicie czy przypadkiem nie jesteśmy manipulowani? W sprawach poważnych politycznych, gospodarczych czy nawet moralnych. Wydaje mi się, że to jest bardzo groźne, bo stary wie swoje, ale młody przecież się kształci i chłonie, co mu „piąta siła”, czyli media podpowie.

Liczy się sensacja i za sensację, jeżeli jest bardzo dobra, każde media, jeżeli są pierwsze chętnie dużą kasę zapłacą. Skąd się wzięli paparazzi? Właśnie z powodu sensacji. Zdjęcie, które jest uchwyceniem chwili, w której coś się wydarzyło, a przy okazji dotyczy znanej osobistości warte jest miliony. Pościg za sensacją jest bez zasad i bez wyrzutów moralnych. Nie muszę tego tłumaczyć. Przykładem niech będzie Diana Księżna Walii. Mówi się, że paparazzi doprowadzili do wypadku samochodowego i jej śmierci jeszcze na zdjęciach z katastrofy majątku się dorobili. Wy kochani robicie fajne filmiki jak na przykład z gradobicia wielkiego lub powodzi i co macie? Sławę, bo was przedstawili przed telewidzami całej Polski i przez dwa dni materiał wasz służył za sensację dnia. Warto było, chociaż tyle, ale paparazzi na pewno by zarobili. Wam satysfakcja z tego, że wasz materiał w telewizji pokazali. Dziwi mnie trochę, że nikt się o to nie pokusi przecież są prawa autorskie i jest „Zaiks”. Wiem jednak, że wszystko jest uregulowane prawnie. Media nie są głupie i za popularność oddajemy naszą pracę za darmo zgodnie z prawem.

Innym istotnym elementem medialnej propagandy jest moralność. Wpajane przez pokolenia rodziców zasady etyczne dziś dewaluowane są przez etykę publiczną. Rodzice nie mają takiego wpływu na swoje pociechy jak telewizja i internet. Przestajemy być autorytetem dla naszych milusińskich, a właściwie już to się stało. Z jednej strony to dobrze, z drugiej strach pomyśleć, jaka będzie ich przyszłość, kiedy już dzisiaj się uczą, że liczy się tylko pieniądz, władza oraz przemoc. Ktoś powie, że przesadzam. Nie kochani, właśnie o te wartości opiera się sensacja. Działalność mediów jak już z pewnością zauważyliście wykorzystuje sensację. Bez sensacji media bankrutują. Taka nasza natura, że tylko jeżeli coś się dzieje budzi nasze zainteresowanie. Kultura, nauka, wiedza są potrzebne, ale nie dla wszystkich i jest to konieczność, której media służą, ale nie jest biznes tak wielki, że można z niego się utrzymać. Sensacja wymaga: stresu, strachu, krwi, brutalności, władzy, kłamstwa, oszustwa, czyli wszystkiego, co najgorsze w naszej ludzkiej mentalności. Każdy z nas lubi to oglądać, czytać, bo się dowartościowujemy tym, że to ktoś inny cierpi, życie stracił, był wredny, kradł oszukiwał, zabijał i możemy powiedzieć, że my jesteśmy godni i inni niż ten „śmieć”, który tych czynów się dopuścił, w których się zatracił. My jesteśmy w porównaniu z nim „święci”. Tylko nikt nie pomyślał, że prawda może ma dwa oblicza jedno, które właśnie kształtują media, drugie – rzeczywistość?

Zastanawiałem się czy przypadkiem w pogoni za sensacją media nie tworzą sytuacji, które sprzyjają jej tworzeniu? Taka w głowie zaświtała mi historia. Facet się spotyka z kimś z telewizji lub radia i przedstawia propozycję. Panowie moja trudna sytuacja ekonomiczna skłania mnie do popełnienia czynu samobójczego. Wiem, że jest to sensacja, przedstawiam więc Państwu propozycję taką.. W dniu tym o godzinie tej, w miejscu tym z budynku tego po próbach negocjacji przez policję, ewentualnie psychologa, skoczę. Powiem, że tylko z wami chcę rozmawiać. Poinformuję o przyczynach mego postępowania. Panowie zato przed wydarzeniem, o którym mówię na konto moje przeleją właściwą gotówkę. Transakcję uznam za zaakceptowaną, jeżeli znajdą się pieniądze na moim koncie. Gwarantem transakcji może być hipoteka, którą podpiszemy u notariusza wskazując właściciela. Przyjmiemy, że jest to pożyczka hipoteczna. Okrutne, ale czy nie może to być prawdziwe? Sensacja jest sensacją bez moralności żadnej. Ludzie tylko sensację kupią.

Media kształtują też nasze myślenie, nasze postępowanie i nasze działanie. Począwszy od polityki po codzienność. Afery, których jesteśmy świadkami życia politycznego budzą naszą reakcję negatywną w stosunku do środowisk, których dotyczą. Tylko jest pytanie? Dlaczego nie ukazują się w chwili, kiedy mają miejsce? Tylko czekają na odpowiednią chwilę. Czy to przypadkiem też nie jest matactwo? Osądzić musimy to sami. Ja mam pewne wątpliwości, że nie jest to przypadkowe. Ma to czemuś służyć. Gra, której nie rozumiem prowadzona w oparciu o opinię społeczną ma kogoś lub jakąś grupę pogrążyć lub skłonić do ustępstw, ale jestem za głupi by to zrozumieć. Media potrafią kogoś wywyższyć, ale też pogrążyć. Przykładem niech będzie minister, który w trakcie Euro promował swoja osobę w mediach. Gdy Euro się skończyło ten sam minister miejsce stracił w rządzie. Komuś nie pasowało, że się wywyższał i miał „haka”, którego sprzedał mediom za grubą kasę. Przy okazji dał po nosie ministrowi, by wiedział gdzie jego miejsce i by się na przyszłość nie wychylał. Jakie to polskie, jakie to nasze. „Przed gospodarza nie wychodź” – jak mówił wachmistrz Kalita.

Szkoda tylko, że działalność mediów uderza też w prostego obywatela. Sensacja dotycząca mini działalności gospodarczej na wybrzeżu Morza Bałtyckiego pokazująca społeczeństwu naszemu jak detaliści oszukują wczasowiczów w małej gastronomii, wzbudziła społeczne oburzenie. Fakt, materiał spowodował bardzo negatywne reakcje nawet w mojej osobie, bo nie wiem czy się odważę gdzieś jeszcze Kebab kupić. Jednakże dziwi mnie, że ukazał się właśnie w wakacje, kiedy większość Polaków nad Bałtykiem odpoczywa. Myślę, że może było to na zamówienie wielkich korporacji, które chcą pozbyć się konkurencji. Przecież wiemy, że jedna jaskółka nie czyni wiosny, tak nie wszyscy są złodziejami i oszustami. Dziecko niestety zostało wylane z kąpielą i Pani redaktor, która ten materiał zrealizowała powinna pomyśleć jak się może przysłużyć biednym ludziom, którzy marzą, że chociaż w sezonie coś zarobią. Materiał pozbawił ich złudzeń nie dość tego przysporzył dodatkowych przyjemności w postaci kontroli sanitarnych, które muszą się wykazać, bo przecież ich też ośmieszono, że nie potrafią działać.

Wspomnę jeszcze o mediach, które propagują działania w rozumieniu nas starych, jako nieetyczne. Zbulwersowany byłem, kiedy usłyszałem reklamę banku, która dotyczyła kredytu hipotecznego dla osób starszych. Przyjęte było w społeczeństwie naszym, że dorobek naszego życia przekazywaliśmy swoim potomkom. Dzisiaj jak sępy banki mamią nas swoją ofertą nie pojmując, że skutkuje to załamaniem podstawowej komórki społecznej w naszym kraju, jaką jest rodzina. Państwo nie reaguje i coraz bardziej mnie przekonuje, że nie jest prospołeczne, lecz wręcz odwrotnie ważny jest budżet, stanowiska i układy. Jedni chcieli działać radykalnie i szybko się sparzyli. Drudzy działają systematycznie, medialnie, powoli, lecz z każdym posunięciem coraz gorzej dla nas, społeczeństwa jakby nie patrzeć. Przykłady: system emerytalny, opieka zdrowotna, waloryzacje rent i emerytur, system sprawiedliwości. Ustawy uchwalane pośpiesznie jakby komuś zależało, żeby jak najszybciej. Potem niech się Trybunał martwi, ale do tego czasu będzie po naszej myśli. Jakże to polskie i głupie. Dziwię się tylko, że mądrzy ludzie dali się tak ujarzmić. Pewnie jest to tak zwana psychoza tłumu. Lepiej się nie wychylać i cieszyć się z tego co jest. Przecież mnie personalnie to nie dotyczy. Myśmy ich wybierali. Szkoda, bo kolejny raz zostaliśmy oszukani. Oczywiście jest to moja ocena. Mamy wolność słowa, więc o tym piszę. Wiadomość z ostatniej chwili na premierze filmu „Batman” kilka osób zastrzelono w Ameryce w dniu dzisiejszym. Tak podają media. Jedna z polskich partii od dzisiaj kocha Amerykę. Straszne, jaki ten amerykański kraj jest barbarzyński nie to, co u nas. Prawda Rodacy?

Import ‹ aartecki — WordPress.

LUDZIE Z TĘCZY

Tęcza, jaka jest każdy z nas wie. Tęcza jest kolorowa. Już trudniej jest powiedzieć, co to jest tęcza? Starożytni Grecy twierdzili, że tęcza utożsamiana jest z drogą, jaką posłanka Irys przebywała pomiędzy Ziemią i Niebem. Natomiast dla Chińczyków tęcza była szczeliną w niebie zamkniętą za pomocą kamieni i pięciu (lub siedmiu) kolorów przez boginię Njuwa. Hindusi tęczę nazywali Indrahanusi, co się tłumaczyło na łuk Indry, boga błyskawic i grzmotów. Skandynawowie twierdzą, że jest to Bifrost, czyli most łączący światy Asquard (bogów) i Midgar (ludzi). Irlandzki Leprehaunt (Gnom) chował garnek złota na końcu tęczy, – czyli w miejscu niedostępnym dla żadnego człowieka. Bajki zaś opowiadają o pięknej krainie na drugim końcu tęczy tylko trzeba ją przejść, lecz to się niewielu udaje. Inaczej, tęcza jest pięknem odmiennym od szarzyzny dnia codziennego. Naukowcy powiedzą, że to widmo światła białego rozszczepionego w kroplach deszczu. Pewnie mają rację, ale w tęczy jest mistycyzm i coś niesamowitego oraz nieosiągalnego. Odmienność piękna budziło pożądanie w innych i w jakiś sposób skalali to piękno. Bo tęcza jest odmienna, ale nie jest dostępna. Ci co kusili się na to piękno są inni, ale są przewidywalni. Zawsze chodzi im o jedno – „inność”, bo poza tym są normalni. Tęcza jest celem, ideą fixe, która budzi emocje, a nie je sankcjonuje. Jestem przeciwny tej profanacji. Bardziej za swe „barwy” winny przyjąć je osoby, których droga życia jest „Tęczą”. Nie wiemy czy świat nasz postrzegają, jako „Barwny” czy „Szary”, bo niestety nie mamy z nimi kontaktu, lub Oni nie chcą się z nami kontaktować. Świat ich jest tak kolorowy i fajny, nie chcą z niego rezygnować. Mówię o osobach autystycznych. Kolorowych intelektualnie. Żyją tylko dzięki nam, bo się nimi opiekujemy. Szkoda tylko, że tak mało z nas rozumie osoby autystyczne. Przyjęto objawy za chorobę utrudniającą łączność werbalną i fizyczną. A my po prostu boimy się odmiennego. Współczujemy, pomagamy, ale się nie utożsamiamy. Nasza ocena jest jednoznaczna – „Dzięki Bogu, że to nie mnie dotyczy”.

Dzieci autystyczne, ludzie autystyczni są wokół nas i albo z tym się pogodzimy, albo zrobimy im krzywdę. W twórczości literackiej i filmowej temat autyzmu już od wieków gości. Każdy z nas oglądał film „Rain Man” z Dustinem Hoffmanem oraz Tomem Cruisem czy nawet Szekspirowskie wizje, które przecież też ocierały się o autyzm. Dziwiłem się skąd tytułu filmu „Deszczowy Mężczyzna”? Dziś wiem, że kojarzy mi się z tęczą. Pięknem nieuchwytnym z pogranicza geniuszu oraz przeciwnego bieguna intelektualnej doskonałości. Są jak tęcza niepojęci, kolorowi z drugiej strony przewidywalni. Piękni i czyści niespaczeni brudem cywilizacyjnym. Są nieosiągalni, a przez to tak bardzo oryginalni. Uczą nas, co to jest szczerość, radość, miłość, zachwyt. Szokują swym buntem i złością, ale uczą też wyrozumiałości, cierpliwości oraz spokoju. Bycie z nimi jest trudne, ale jeżeli zrozumiesz ich, jestestwo ich pojmiesz, stwierdzisz, że jest mniej skomplikowane niż nasze. Przy tym jak tęcza barwne. Obserwując z boku jesteśmy przepełnieni współczuciem i rozpaczą, rozgoryczeniem. Nie pojmując, że bycie w ich towarzystwie wzbogaca nasze ego i pozwala innym wzrokiem na nasz świat popatrzeć. Dzieci autystyczne mają swój świat wewnętrzny. Ich umysł się rozwija, tylko inaczej. Oni naszego świata nie chcą. Ich „tęcza” jest ciekawsza, ale przecież kiedyś muszą się sami odnaleźć w relacjach ogólnospołecznych. Podziwiam osoby, rodziców, ojców, matki, którzy mają tę przemożną siłę i wolę by walczyć o przyszłość swych dzieci w tym „świecie cieni” okrutnych i niewrażliwych stworzeń, jakimi jesteśmy. Zastanawiałem się nieraz jak i czy bym potrafił działać, wspierać, pomagać, a jednocześnie uczyć i wyrabiać nawyki, bo akurat w takiej czy innej sytuacji tak trzeba się zachować, postępować. Do dzisiaj pamiętam słowa z filmu, w którym bohater autysta używał – „świetny wybór, będziesz zadowolony”. Jakaż to znajomość ludzkiej psychiki, charakterologii wszak każdy z nas lubi być chwalonym. Proste słowa, a pozwalają nam funkcjonować społecznie.

Pytałem się córki, która się zajmuje dziećmi autystycznymi jak potrafi sobie tak radzić? Jak potrafi rozumieć, czuć, słuchać, prowadzić? Jak potrafi się w tym wszystkim odnaleźć? Przecież to jest takie trudne. Skąd w niej tyle cierpliwości? Rodzice, bliscy rozumiem, ale człowiek obcy? Przecież dziecko Ciebie to nie dotyczy – mówiłem. Po co komplikujesz sobie życie? Nie rozumiałem tak jak większość z nas, że Oni są „Ludźmi z Tęczy”. Bycie przy nich to zaszczyt i nobilitacja, bo nie każdy to potrafi. Powiedziała mi jeszcze, że aby być z nimi trzeba umieć się bawić. Życie traktować jak zabawę. Powagę można zachować dla tych z poza tęczy. Zabawa jest tym, co bawi, uczy, wychowuje i kształci. Zabawą się zdobywa życie. Wygrywa, nie traci. Szkoła, w której jest na stażu się rozwija. Coraz więcej dzieci z niej korzysta. Opiera swoją działalność na otwartości, szczerości i zaangażowaniu osób, które się zdecydowały działać dla dzieci. Z tej szkoły się nie rezygnuje, mam namyśli personel, dlatego jest tak dobierany starannie. Nie można traktować proces bycia z dziećmi jak przygodę, którą później się mile wspomina lub gorzej. Praca ta wiąże niemal na całe życie. Dzieci autystyczne muszą mieć oparcie w czymś stałym i trwałym. Nie lubią zmian lubią porządek. Łatwo je zranić, a one nie potrafią udawać i cierpią ogromnie. „Ludzie z tęczy” swe uczucia wyrażają spontanicznie i szczerze. Nie znoszą fałszu i obłudy. Te pojęcia są im obce oraz niepojęte. „Ludzie z tęczy” kochają na całe życie.

Człowiek uczy się całe życie. Ten aksjomat nie ja odkryłem. Cieszy mnie to, że dzięki dziecku zacząłem się uczyć ludzi. Zacząłem uczyć się ich pojmować, chociaż uważałem się za nawet dobrego „domorosłego” psychologa. Jednak jak widzicie z tekstu zrozumiałem, że nie tylko ja jestem na tym świecie i że ludzi trzeba umieć kochać. Bez względu na kolor skóry, poglądy, orientacje czy też ich pojmowanie naszej rzeczywistości. „Ludzie z tęczy”, których moja córka rozumie dla mnie jeszcze są zagadką. Jeszcze nie wszystko wiem, ale wiem też, że warto szukać i zrozumieć tęczę, bo warto. Nie każdy to potrafi. Jeżeli moje dziecko „tęczę” odkryło to myślę, że i dla mnie przestanie być zagadką. Wszak jestem jej tatą. Ojciec, jako określenie mi nie pasuje i nie lubię go za bardzo. Jest takie chłodne i zimne i nie oddaje uczuć, lecz je formalizuje. Jestem daleki od tego. Tak dziecko nauczyłem i tak zostałem nauczony. W rodzinie bazuje się na uczuciach nie na słowach martwych, które nie wyrażają emocji. Matka, Ojciec proszę bardzo niech państwo, urząd, ale nie rodzina. Chyba mam rację Mamo, Tato? Jeżeli to zrozumiemy jesteśmy już bliscy przekroczenia tej cienkiej linii wiedzy, która nas dzieli od zrozumienia świata „Ludzi z Tęczy”. Czego sobie i Państwu życzę. Odmienność nie może być przeszkodą lecz zachęceniem do zrozumienia. Autor

SZCZĘŚLIWE WYPADKI

             Szanowni Państwo nie wiedziałem, że nasz „Dopust Boży” czyli życie opiera się na wypadkach nieszczęśliwych i na wypadkach dobrych. Wszystkie stowarzyszenia ubezpieczeniowe opierają swoją działalność na wypadkach nieszczęśliwych, żadne na dobrych. Wyobraźcie sobie, że mieliście wypadek i nic wam się nie stało – nic nie dostaniecie, bo nie był to wypadek nieszczęśliwy. Wam się udało ujść z życiem, a to, że się przestraszyliście to nie jest sprawą umowy. Tylko jest jeden problem. Pojęcie nieszczęścia jest pojęciem względnym. Pewnie nigdy bym się nad tym problemem nie zastanawiał gdyby mnie nie dotyczył. Nieszczęśliwy wypadek każdy z nas wie z czym to się kojarzy, ale gdy na przykład w tym nieszczęściu szczęście się nam przydarzy, że nie stracimy życia lub nasze uszkodzenia nie są aż tak tragiczne – nie ma ubezpieczenia. Nie ma wypadku, ale każdy wie, że przecież ten wypadek się wydarzył. Nikt nie wspomina o traumie i innych przeżyciach chociaż skutkują na przyszłość. Proszę spytać każdego psychologa. Pojęcie wypadku szczególnie w pracy jest prawnie zdefiniowane. Nagłe zdarzenie spowodowane czynnikiem zewnętrznym powodujące uraz lub śmierć w miejscu pracy. Wydawałoby się, że nie ma tu nic niejasnego. Jednakże wypadek prawnie zdefiniowany różni się od wypadku nieszczęśliwego. Nieszczęśliwy wypadek to niezależne od woli i stanu zdrowia osoby, której życie lub zdrowie jest przedmiotem ubezpieczenia, gwałtowne zdarzenie wywołane przyczyną zewnętrzną, będące wyłączną oraz bezpośrednią przyczyną zdarzenia objętego odpowiedzialnością ubezpieczyciela. Czy państwo to zdanie „rozumieją”? Ja rozumiem, że gwałtowne zdarzenie jest przyczyną zdarzenia objętego odpowiedzialnością. Teraz jest tylko problem co rozumiemy pod pojęciem „gwałtowne zdarzenie”? Gwałt kojarzy mi się z wieloma sprawami. Zamachem na nasze swobody obywatelskie, odmiennością płci, sadyzmem oraz różnymi dewiacjami. Wcale nie przypomina to nagłości, bo właściwie tym tylko te dwie definicje się różnią.
          
Całe szczęście są prawnicy, którzy w tym gąszczu zawiłości prawnych biegle się poruszają. Jednak my prości obywatele przeważnie zostajemy „nabici w butelkę”. Jeżeli jesteś poszkodowany to mądrze skonstruowane pismo prędko i szybko pozbawia cię złudzeń. Nic ci się nie należy bo wypadek, któremu uległeś nie był nieszczęśliwym wypadkiem tylko wypadkiem w pracy i to twój problem oraz pracodawcy. Ciekawe co na to prawnicy? Kiedyś była socjalistyczna demokracja, która mówiła, że instytucje państwowe zawsze mają rację i nie było siły by z tym walczyć. Dziś mamy kapitalistyczną demokrację, która mówi, że możesz się do sądu odwołać, ale żeby wygrać musisz mieć dobrego prawnika, który kosztuje dobrą kasę. Czyli jak masz kasę to może wygrasz z „komunistycznym” ubezpieczycielem inaczej bez kasy się nie porywaj. Wkurza mnie to, że o wszystko trzeba walczyć. Żadna instytucja nie jest prospołeczna, każdy garnie do siebie nic od siebie tak dla obywatela. Ubezpieczenia społeczne płacimy całe nasze życie. Licząc, że kiedyś się przyda. Zresztą państwo za nas decyduje. Wszak chodzi o potężną kasę. Tylko kiedy przyjdzie czas by prosty obywatel miał okazję z tego korzystać niestety stoi w kolejce i to długie miesiące często bywa, że „Jaś nie doczekał”. Państwo za to skorzystało. Podobnie jest z emeryturą. Płacisz, płacisz, płacisz by na koniec jeżeli ci się uda odejść na zasłużoną emeryturę długo z niej nie skorzystasz bo cię powołają na tamtą stronę. Piękny biznes tylko nie dla każdego. Uczciwy człowiek musi za wszystko płacić. Nieuczciwy zarabia. Powinien mieć jednak tę świadomość, jak Pan Prezydent Lech Wałęsa powiedział, że zostanie za to rozliczny po tamtej stronie. Podziwiam Pana Prezydenta, że ma taką nadzieję. Mnie gnębi jednak przekonanie, że nie będzie to już dotyczyło mojej osoby. Czyli co mi z tego? Strasznie mnie to denerwuje kiedy widzę, że grupa cwaniaków finansowo usytuowanych, robi coraz większą kasę naszym kosztem. Przykładem niech będą firmy turystyczne. Co mi z tego, że ogłosiły upadłość oraz oszukały prostego obywatela, który na wakacje swoich marzeń kilka lat kasę zbierał. Nikt nam nie zwróci pieniędzy, czasu przyjemnego oraz przyjemności. Dostajemy tylko koszmary. Państwo jest bezradne. Okazuje się, że uczciwość się nie opłaci. Jednak jak już kraść to z grubej rury by mieć tę świadomość, że warto było. Umiejętnie ulokować pieniądze i nawet jak nas złapią mieć kasę na adwokata. Potem nawet po kilkunastu latach, ale żyć z odsetek spokojnie o nic więcej się nie martwiąc.
        
Dzisiaj coraz częściej trzeba pilnie uważać co się podpisuje. Rozumiem, że kiedy grunt się pod nogami pali i potrzebne są  na „gwałt” pieniądze (nie mylić z gwałtem o którym wcześniej pisałem) jesteśmy w stanie podpisać wszystko byle tylko dali kasę. Niestety takie działanie prowadzi do tego, że grunt zmienia swoją konsystencję z „palącego” na „bagno”, które nas powoli pochlania, aż przychodzi moment, że najpierw pochłonie by potem wyrzucić, ale już z pustymi torbami. Warto się zatem zastanowić i umowy przeanalizować w domu na spokojnie zanim się je podpisze. Jak to mówią pośpiech jest złym doradcą, a śpieszyć się należy tylko przy łapaniu pcheł. Pogryzienia są swędzące. Identycznie jest z ubezpieczycielami. Kasę systematycznie biorą, ale jeżeli coś się przydarzy wypłacają z oporami. Od dzisiaj jeżeli gdzieś się ubezpieczę najpierw zapytam prawnika czy mi się to opłaci? Żałuję ogromnie, że przez tyle lat płaciłem i obracano moimi pieniędzmi, a gdy się znalazłem w kłopocie wypadek uznali za „szczęśliwy” chociaż uraz przyczynił się do utraty części zdrowia bezpowrotnie. To co się wydawało solidne bo ma „komunistyczne” korzenie okazało się, że myślenie też pozostało z tamtej epoki. Nikomu nie polecam. Warto troszeczkę czasu poświęcić i oferty pooglądać i poszukać tych, które mówią o wypadku każdym, że jest nieszczęśliwy bez żadnych dodatkowych okoliczności. Zresztą w swoim długim życiu nigdy się nie spotkałem ze „szczęśliwym” wypadkiem. Każdy był nieszczęśliwy. Jednak muszę zmienić zdanie. Chociaż wydawało się, że czarne jest czarne, a białe białym to jednak ze skruchą mówię, że się grubo mylicie. Wszystko zależy od miejsca siedzenia oraz interesu. Jeżeli jest nie wasz, bywa różnie.