PUNKT WIDZENIA

„Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia” tak mówi polskie przysłowie i chyba jest to prawda, bo wielokrotnie się przekonałem, że to, co wydawało się prawdą po dokładnej analizie okazywało się fałszem. Każdy z nas miał okazję się przekonać, że prawda ma dwa oblicza – naszą i drugiej strony, czyli adwersarza. Przekonałem się wielokrotnie, że z przyznaniem racji trzeba uważać. Nie muszę chyba tłumaczyć, że każdy ma swoją rację i jeżeli się ktoś z tym nie zgadza zawsze można wziąć granaty jak to było w „Samych Swoich” by prawda była nasza. Trzeba być ostrożnym i naprawdę uważać. Prawda jest zwodnicza i często lubi kłamać. Przepraszam, ludzie chcą by była po ich stronie, a niestety często bywa, że przeciw nim się obraca. Szczególnie widoczne jest to u nas na Podlasiu. Lubimy, gdy jest po naszej stronie, a nie przeciwko nam. Wiele rozpraw sądowych wykazało, że lubimy się sądzić i udowadniać, że prawo jest po naszej stronie, chociaż czasami bywa inaczej. Jednak zaciętość nasza skutkuje tym, że mimo wyroku, niby bezstronnego, w dalszy ciągu walczymy, by prawda się zmieniła i była nasza. Sam się o tym przekonałem, gdy prawo mnie skrzywdziło, bo choć niby bezstronne przyjęło silniejszego stronę. Sąd Okręgowy rozstrzygnął, że prawda była po mojej stronie. Wniosek jest z tej przypowieści wynika, że jeżeli jesteś pewny swych racji nie możesz się poddawać tylko walczyć do końca aż osiągniesz to, że prawda będzie nasza.

 

Nie można się też poddawać osądom innych czy też pozorom gdyż jak życie pokazuje można się na tym strasznie oszukać. Ostatnimi dniami głośna jest sprawa Pani z Internetu, która była prowokacją medialną służącą do pobudzenia naszych najgorszych instynktów. Okazało się, że się sprawdziła. Prowokatorzy musieli się szybko wycofać, bo sprawa groziła „linczem” medialnym, a może i rzeczywistym gdyż społeczność internetowa „pospolite ruszenie” ogłosiła przeciwko tejże Pani. Przykład ten służy potwierdzeniu mojej teorii, że prawda ma dwa oblicza i wyciąganie pochopnych wniosków może się dla nas skończyć nie tylko kompromitacją, ale też czymś gorszym, obciążającym nasze sumienie. Przeżytych tych lat kilkadziesiąt pozwala mi twierdzić, że „Osąd” jest czymś najgorszym, co nas dotyka w życiorysie naszych wspomnień i przeżyć. Sam cierpię, że dałem się kiedyś, w coś wplątać, co później okazało się nieprawdą lub fabułą stworzoną przez ludzi mało życzliwych, a mających na celu skompromitować osobę całkowicie niewinną. Prawda, która się nam wydaje prawdą niewątpliwą wcale nie musi być tylko tą jedyną. Mądry człowiek nim osądzi kilkakrotnie się zastanowi i poszuka prawdę alternatywną. Gdy próbujemy rozwiązać jakiś problem szukamy w naszym rozumowaniu kilku wariantów by wybrać ten najlepszy. Jeśli chodzi o prawdę często kreujemy się emocjami, a to błąd największy. Przecież wiem, że poszkodowany zawsze będzie szukał usprawiedliwienia swoich błędów, bo natura nasza taka, że winni są inni nie ja, chociaż prawda bywa brutalna. Dajemy się ponieść emocjom i często wspieramy winnego przeciwko niewinnemu, chociaż powinniśmy sprawę przemyśleć i nie dać się ponieść złudzeniom. Przykładem niech będzie głośna sprawa śmierci motocyklisty, który jechał w mieście za prędko i wpakował się na samochód włączający się do ruchu. Motocyklista zginął, a dzięki nieuzasadnionym pretensjom rodziców poszkodowanego kierowcę samochodu chciano zlinczować. Nikt się nie zastanowił, że wina mogła być po drugiej stronie, czyli motocyklisty, który po prostu jechał za szybko. Wygodniej jest nam poddawać się emocjom tłumu, bo w tłumie nam nic nie grozi gdyż odpowiedzialność za czyny jest zbiorowa. Zauważmy, że nikt osobiście się nie wychylił wszyscy sądzili, ale zbiorowo.

 

Głośne sprawy zabójstwa matek swoich dzieci oburzyły opinię społeczną. Media jeszcze bardziej ten gniew podsyciły „podpuszczając” biednych ludzi przeciwko podając, że jedną zamknięto, a drugą wypuszczono. Nikt się nie zastanawiał nad przyczyną. Wyrok jeszcze bez sądu brzmiał głośno – „śmierć dzieciobójczyniom”. Wiem, że to czyn okropny i straszny zabić urodzone przez siebie dziecko i każda matka wie, że jak trzeba nisko upaść by targnąć się na własne potomstwo. Pytanie jest tylko jedno, co skłoniło te kobiety do czynu tak okrutnego i do tego tak trudnego, bo sprzecznego z instynktami, którym nawet zwierzę nie sprosta, bo walczy o swoje potomstwo? Nikt się nad tym nie zastanawia. Poddajemy się emocjom, są winne i trzeba je ukarać. Może prawda jest inna? Może opieka naszego społeczeństwa doprowadziła ich psychikę do ostateczności, do rozpaczy wielkiej, że nie są w stanie sprostać wymaganiom rodzicielskim i skłoniło do czynu ostatecznego? Popatrzmy wokół siebie i oceńmy krytycznie, czy mamy warunki ku temu by żyło się polskim matkom bezpiecznie? Czy mają ten komfort, że kiedy zostają same bez wsparcia męskiego są otoczone ochroną i pomocą społeczną? Czy tylko mogą liczyć na siebie i na to, co zakombinują? Współczesna pomoc społeczna sprowadza się do podejrzeń matactw i prowadzenia dochodzeń oraz działań na rzecz patologii. Nie uwzględnia normalnych ludzi, którzy wręcz się wstydzą zwracać o pomoc do państwa. Popadając tym samym w krąg bezradności bez żadnego wsparcia. Sądzić jest łatwo i prosto. Pomagać i wyciągać wnioski to już inna sprawa. Trzeba chcieć się jak to mówił kolega Michał – pochylić nad problemem, a to już czasu wymaga. Pytam się, zatem gdzie są partie, gdzie państwo, gdzie jest kościół ze swą siłą przekonywania i pomocy humanitarnej? Nie ma. Żyje się nam w czasach kryzysu coraz gorzej. Podatki rosną, ograniczenia prospołeczne coraz większe. Przyszłość nie wygląda różowo, a wszyscy się dziwią, że patologia rośnie w siłę? Jak ma nie rosnąć jak nie wszystko jest patologią, lecz odpowiedzią na pogarszający się poziom życia? Ludzie instynktem samozachowawczym kombinują jak się ustawić, by przetrwać nie zginąć. Jedni kradną. Inni wyjeżdżają na obczyznę, by znaleźć rozwiązanie na przyszłość. Inni popadają w samo zachwyt jak panują nad gospodarką i wprowadzają oszczędności dla innych nie dla siebie. Ich zarobki rosną.

 

Wiem, że moja ocena jest subiektywna, ale patrząc na to wszystko właśnie takie myśli mnie nachodzą. Podobno jesteśmy „zieloną” wyspą na tle kryzysu ogólnoświatowego. Pytanie jest tylko, jakim kosztem? Czy wszyscy są ślepi i nie widzą, co dzieje się w naszym społeczeństwie? Kradzieże, kombinatorstwo, zabójstwa, patologie to nie bierze się z niczego coś jest powodem? Władza, rząd, kościół jest od tego by uzdrawiać nie niszczyć osiągnięcia dorobku kulturowego kraju nad Wisłą. Jak tak dalej pójdzie w Polsce będzie obcy biznes, a Polacy będą tylko mieć swoje rodziny z dorastającymi dziećmi, bo pracy szukać będą na obczyźnie. W Polsce zostaną lichwiarskie banki, firmy ubezpieczeniowe i cwaniacy, którzy wykorzystywać potrafią naszą miłość do pracy. Przepraszam, jeszcze ci, którzy potrafią wzbudzić nasz odruch „samarytański”, czyli Owsiak i fundacje. Jednak to nie buduje naszej gospodarki, ale daje przekonanie, że człowiek to brzmi dumnie. Ale ubaw – powiedzą niektórzy, co mają wbród kasy się ciesząc, że jesteśmy tak naiwni. Trudno tacy jesteśmy i pewnie się nie zmienimy, chociaż z „głodu” giniemy to kościół naucza, żeby podzielić się z innymi.

 

Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia prawda to oczywista i choć każdy wie o tym nic się w naszej mentalności nie zmienia. W dalszym ciągu cieszymy się z sukcesu swojego, ale nie potrafimy docenić faktu, że ktoś inny nie miał fartu takiego jak my. Komuś się nie powiodło i się mądrzymy, jacy jesteśmy zdolni, a przecież jeszcze przed chwilą byliśmy podobni. Sukces, czyli wejście na „górę” zmienia nasz punkt widzenia. Szkoda, że zaciera się nasze spojrzenie na rzeczy świata tego. Zapominamy, kim byliśmy dajemy się omamić „Mamonie”. Zapominamy o bliźnich. Sukces nas oczarował. Zapominamy o człowieczeństwie stajemy się bezdusznymi maszynami, chociaż kościół odświętnie inaczej nas naucza. Chciałoby się, żeby kościół wyszedł do ludzi jak pierwsi chrześcijanie, pomagał i nauczał. Jak ksiądz Mateusz, chociaż postać fikcyjna służył pomocą, poradą oraz nadzieją. Zamknięci w ogromnych murach wydają się nasi klerycy tak odlegli od życia codziennego, że wydają się być niczym święci nie ze świata tego. Chodzenie po Kolendzie, czyli wizyta duszpasterska winna być praktyką dnia codziennego. Wiara, a problemy dnia normalnego to nie rozbieżność, a nauka, której Ktoś już kiedyś nauczał. Każdy człowiek potrzebuje wsparcia jak nie duchowego to psychologicznego zostało to już dawno udowodnione bez zajmowania miejsca specjalnego. Warto się czasem zastanowić, pomyśleć i uzmysłowić sobie, że choć białe jest zawsze białym, a czarne czarny to w życiu różnie bywa. Prawda ma dwa oblicza i nie może być inaczej. Dbajmy o siebie, bliskich, znajomych, przyjaciół pamiętajmy, że to my tworzymy prawdę.

 

Wpisy ‹ aartecki — WordPress.