ŚWIECZNIK

Świecznik od wieków był głównym elementem wystroju pomieszczeń każdego mieszkania, dworu, salonów oraz korytarzy i holów. Fakt, kaganek był dla ubogich, ale możniejsi mogli sobie pozwolić na świecznik, by dostarczał im światła podczas długich wieczorów, kiedy nie było radia, telewizji i nie w każdym domu kominków, przy których można było snuć opowieści i wspomnienia minionych chwil lub planów na przyszłość. Świecznik był źródłem światła, które rozjaśniało ciemności wieczoru i nocy. Świecznik, wcześniej pochodnie, później lampy po odkryciu ropy naftowej były nieodzownym wyposażeniem każdego mieszkania. Bez świecznika ludzie chodzili spać z kurami i wstawali o brzasku. Świecznik był też ważnym elementem prokreacji. Każdy z nas pamięta kawał jak Hrabia mówił do sługi – „Patrz chamie jak się świecznik trzyma”. Czyli właściwe oświetlenie odgrywało istotną rolę w rozwoju naszego gatunku. Chociaż inni twierdzą i są na to dowody, że brak światła na przykład w Nowym Yorku przyczynił się do wzrostu urodzin. Prawdą też jest to, że jak nie mieliśmy energii elektrycznej rodziny jednak były bardziej liczne. Faktem też jest, że emancypacja strasznie zaszkodziła przyrostowi naturalnemu. Kiedyś kobiety nie miały nic do powiedzenia tylko przygotowywać posiłki, być uległą mężowi i rodzić. Dzisiaj wszystko się zmieniło i chcą światem rządzić. Niestety światło nie ma z tym nic wspólnego. Trzeba stwierdzić, że „oświecenie” bardziej tu zaszkodziło. Wolność słowa i demokracja jest zasługą pokoleń, lecz brak jest w tym wszystkim odniesienia do wartości moralnych, etycznych czy duchowych. Kobieta pełna praw publicznych ogarnięta problemami dnia codziennego broni się przed obowiązkami, do jakich została stworzona. Na rodzenie nie ma czasu i po prostu nie chce. Dlaczego ma sobie szkodzić, kiedy facet ma tak lekko. Zarabiać na utrzymanie też potrafią, a miast polować pójdą do sklepu po mięso, lub nas wyślą przecież to niedaleko. Gatunek męski staje się zbyteczny, nie dość tego kręcimy sobie sami bicz na swoje nieszczęście oddając nasienie do banków spermy. Wystarczy na kilka pokoleń, kiedy my będziemy już niepotrzebni i potraktowani jak „trutnie” i odsunięci na margines społeczny. Świecznik wówczas będzie nam potrzebny, by wspominać czasy, że kiedyś to my tworzyliśmy rzeczywistość brutalną, ale dynamiczną. Przynajmniej nikt się nie nudził. Oczywiści czasami, któraś przyjdzie do agencji, by się zrelaksować po ciężkiej pracy, ale my będziemy już wtedy wysterylizowani. Takie to będą męskie czasy.

Wróćmy jednak do świecznika, który tak ważną rolę odegrał w historii ludzkości. Bez świecznika lub innego źródła światła nie byłoby tak ważnych odkryć, które pchnęły społeczeństwo na ścieżkę postępu. Świecznik dawał światło i wydłużał czas rozrywek, pracy oraz tworzenia. Dłużej człowiek mógł się bawić i podziwiać tajemnice ukryte przed światłem dnia codziennego. Świecznik wprowadzał nastrój ciekawości i tajemniczości. Rozwijał fantazję, wyobraźnię, uczył nas pokory przed nieznanym ukrytym w półmroku, ukrytym poza blaskiem ogni. Świecznik był przedmiotem mistycznym budzącym respekt i zaufanie, w jego świetle człowiek czuł się bezpiecznie. Świecznik chronił przed ciemnością i niewiadomym. Świecznik cieszył się wielkim uznaniem póki lampy go nie wyparły jako wyraz postępu. Jednak jeszcze dzisiaj bywa w domach. Kiedy chcemy stworzyć romantyczny nastrój zapalamy świeczki na świeczniku, by ułatwić zbliżenie, którego nigdy nie osiągniemy przy telewizji. Obcowanie bezpośrednie z ogniem ma podłoże atawistyczne i przekazane genetycznie, informuje nas, że tylko przy ogniu czujemy się bezpiecznie. Bezpieczeństwo zaś to bliskość przy męskiej silnej osobie. Półmrok i ciemność poza blaskiem ognia stwarzały zagrożenie i choć dzisiaj nikt się tego nie boi, ale w podświadomości jest zakodowane, że tego właśnie człowiek się strzec musi. Tak to mamy w genach dziedzicznie. Panowie tylko przy świecach i przy lampce wina kobieta ulegnie waszej perswazji i wdziękowi. Warto to sobie zapamiętać.

Popularność świecznika w wieku elektryczności nie ma już tak istotnego znaczenia jak kiedyś. Dziś świecznik dostarcza przyjemności i radości, mniej światła. Świecznik ma jednak wydźwięk symboliczny. Każdy z nas dziś wie, co to znaczy „Być na świeczniku”. Świecznik nobilituje, jest formą wyrazu celebrytów, którzy wręcz marzą, by na nim zabłysnąć. Mówi się, że ktoś jest na świeczniku popularności, jest ważny i każdy powinien mu zazdrościć, bo jest w centrum uwagi. Być na świeczniku znaczy też być u władzy. Każdy z taką osobą musi się liczyć, bo nie tylko on, ale jego koneksje są dla nas groźne. Być na świeczniku znaczy „jasno świecić” i kto nie zachowa ostrożności może się poparzyć. Tych, co na świeczniku, jak życie pokazuje, często ten problem dotyka, że ich świecznik przeważnie tak jak w rzeczywistości szybko wypala się i gaśnie. Chętnych jest wielu by jasno zabłysnąć, lecz nie wszystkim się udaje. Dziwna sprawa, ale ta metafora jest odzwierciedleniem prawdy. Świecznik daje światło, ale nie w szerokim spektrum oświetlania, tak też bycie na świeczniku jest krótkie i bez możliwości szerokiego oddziaływania i błyszczenia. Świeci się, ale nasz blask nie pobudza innych do działania. Budzi uznanie krótkotrwałe i zachwyt, ale jeżeli tylko chcemy bardziej rozbłysnąć zawsze się ktoś znajdzie, by nas zdmuchnąć. Proszę zauważyć, że każde demokratyczne wybory decyzją narodu umieszczają na świeczniku coraz to inne osoby z wiarą, że rozświetlą nam przyszłość. Niestety tak jak prawdziwy świecznik szybko się wypalają lub tracą nasze zaufanie. Więc kolejnych wybieramy z nadzieją, że się jednak coś zmieni. Niestety natury świecznika nie zmienisz. Ma swoją chwilę palenia potem świece trzeba zmieniać, gdyż nie palą się wiecznie. Efekt jest taki, że światło się świeci, lecz jeżeli w porę świec się nie wymieni zapanuje ciemność, chociaż jak stwierdzono, ważne jest, z jakiego łoju je zrobiono. Dlatego też w naszej demokracji okres palenia jest określony czterema latami pracy. My decydujemy, jaki „Łój” przez następne lata będzie się palić. Chociaż z góry wiadomo, że niczego to nie zmieni, bo prawdziwe światło tylko daje słońce i elektryczność. Świecznik, chociaż nie wiem jakby się starał wszystkiego nie oświetli. Były osoby na świeczniku, które chciały swym światłem wszystko zmienić posuwając się do ostateczności, czyli wyrugowania przeszkód i okoliczności budując prawdy od podstaw, czyli z niczego eliminując opornych i niewygodnych. Tworząc ustroje, rządy oparte o eksterminację kultury i rasy tworząc swoje świecenie od podstaw. Zapomnieli jednak, że świecznik prędzej czy później musi zgasnąć. Spłonęli jak te świece na świeczniku, zostali w pamięci jako przestroga, że nie każdy tłuszcz na świecę jest godny i na przyszłość trzeba uważać, kogo na świecznik się wsadza. Chociaż niektórym się udało, ale to były czasy, kiedy świecznik nie był jeszcze modny.

Szkoda tylko, że ta teoria „świecznika” ma puentę przykrą opartą na tym, że cokolwiek byśmy chcieli zmienić nic z tego nie wyniknie. Ci, co świecą i wierzą, że ich blask wszystko zmieni, życie pokazuje w praktyce, że ich blask nielicznych oświeci i przekona, że można wszystko zmienić i pobudzić do ogólnonarodowego działania. Kapitalizm i natura jest nasza taka, że czekamy na cud lub pracę innych lub większe zaangażowanie tych, co są na świeczniku. Oni zaś po rozpoznaniu sprawy dochodzą do wniosku, że jeżeli dało się zabłysnąć trzeba zrobić wszystko by przez jak najdłuższy czas świecić i nie wychylać się, żeby wiatr niezadowolenia społecznego ich nie zdmuchnął. Palenie się jest jak balans, na krawędzi można zgasnąć lub przetrwać jednak trzeba się pogodzić z tym, że przyjdzie nam odejść od żłoba, by mogli zapalić się do władzy inni, którzy wierzą, że ich światło rozbłyśnie ze zdwojoną siłą i wszystkich olśni. Nie wiedzą, a może wiedzą, że to trud daremny, bo my nie damy się przekonać. Wieki złożyły się na to, że Polak ma swoje zdanie i nikt jego zdania nie zmieni, poznaliśmy to na Targowicy. Prawda jest też taka, że lubimy świeczniki i gratulujem tym, którym udało się na nie załapać.

JAK ŻYĆ PANIE …………?

Opanowała mnie nostalgia, że się zbliża koniec lata i jesień coraz bliżej. Mniej słońca i dni są krótsze. Kołowrót dnia codziennego coraz mniej zachwyca ciepłem, wręcz przeciwnie porannym chłodem krzepi i rozbudza do wysiłku fizycznego i umysłowego w pogoni za chlebem. Deszcze niespokojne jeszcze przed nami, ale czuć, że się coś skończyło, że lato przeminęło. Liście coraz bardziej złote, a po polach wiatr hula wiejąc kurzem. Jeszcze tylko w sadach widać, że owoce są już prawie gotowe do zebrania i zaczyna się pomału krzątanie przy drzewach. Ciągniki wyszły w pole i czas podorywek się zaczął. Pokłosie coraz częściej zajmuje ciemnoszara gleba. Ptaki już odleciały i tylko wrony i kruki chodzą za maszynami na darmowej uczcie. Wszystko szykuje się ku zimie. Taki jest cykl od wieków i nikt się jemu nie dziwi. Szkoda tylko, że się wszystko wycisza chociaż chciałoby się jeszcze poszaleć w lasach, rzekach, jeziorach czyli na wczasach od trudu i problemów dnia codziennego. Musimy działać tak jak robiliśmy to od zawsze bo przecież jak to powiedział Solejuk – „Kiedy nie masz pracy to nie masz za co wypoczywać, a jak masz pracę to nie możesz bo musisz pracy pilnować. Jak żyć w takim układzie. Jak żyć?” Jest to prawda i myślę, że każdy z nas odczuł to na swojej skórze. Jeżeli ci się uda zebrać trochę grosza na wymarzony odpoczynek znajdzie się jeden z drugim, którzy miast wypoczynku uszykują horror letniego powrotu z tropików. Widzę też po sąsiadach, że letnie kanikuły to zacisze domu lub działki lub ogródka, przy grillu. Ma to plusy bo mniej kosztuje, a własne powietrze na działeczce jest trochę lepsze od hałasu i zgiełku miejskiego. Zawsze można zamknąć oczy i wyobrazić, że leżymy na plaży Adriatyku. Marzenia całe szczęście nic nie kosztują. Da się zaoszczędzić.

Nie wiem czy państwo to czują, ale osobiście mam wrażenie, że coraz częściej związać koniec z końcem jest trudniej. Powie ktoś, że emeryt wojskowy nie może narzekać wszak ma wysoką emeryturę. Prawda, ale każdy wie, że wszystko kosztuje i za wszystko trzeba płacić zwłaszcza, że zdrowie szwankuje. Przerażony jestem faktem, że jest wielu, którzy żyją na skraju przepaści bez dochodów, zarobków, zadłużonych w banku. Państwo ich nie pieści pozostawiając umiejętności radzenia sobie w kryzysie. Kryzys jest wytłumaczeniem na życie. Kryzysem wszystkie problemy się tłumaczy. Państwo kryzysem stoi i nie patrzy, że my chylimy się ku przepaści. Obserwując moje miasto gdzie nie ma przemysłu i większego zakładu pracy dziwię się, że dyskonty tak pięknie prosperują. Ludzie kupują wózkami. Skąd mają pieniądze? Jedyne rozwiązanie to zarobek emigracyjny czyli dochód w innym europejskim kraju. Obywatel kombinuje, bo niestety państwo ma kryzys i kryzysem się zajmuje. Ty możesz umrzeć, bo jednostka się nie liczy. Chyba że media sprawę nagłośnią i na górze się obudzą. Proszę jednak nie przeszkadzać, bo państwo z kryzysem walczy i nie ma czasu dla poszkodowanego. Troszeczkę winy ponosimy my też sami. Jesteśmy wybredni i mimo, że nam oferują nisko płatne zajęcie my wybrzydzamy. Chcielibyśmy zarabiać krocie i niestety tu występuje sprzeczność interesów. Pracodawca chciałby nas zatrudnić za darmo i to w pełnym wymiarze czasu czyli przez dwadzieścia cztery godziny. Często na umowę o dzieło, bo nie trzeba płacić podatku i ubezpieczenia zdrowotnego. Czyli na tak zwaną umowę „śmieciową”. Są tacy, którzy się godzą bo przynajmniej jest wynagrodzenie lub nadzieja na otrzymanie wypłaty niekoniecznie na koniec miesiąca. Lepiej nie podskakiwać bo w kolejce do pracy są następni. Może okazać się, że pieniądze były wirtualne. Tyle jeżeli chodzi o pracę. Można też zarobić w oparciu o handel przygraniczny. Dostępny dla nielicznych, którzy mają to szczęście, że mieszkają na pograniczu naszego kraju. Wielu się oburza, że państwo na tym traci, ale nikt jakoś nie rozumie, że żyć trzeba, a bez pracy żyć się nie da. Współczuję i podziwiam chęć tego strasznego wysiłku by codziennie podążać zagranicę by jak mrówka przynieść tanie produkty przemysłu tytoniowego i spirytusowego. Sprzedać je za relatywnie niską cenę. Jak ktoś tego nie rozumie niech spróbuje zarobić w ten sposób. Poczuje jak ten chleb smakuje. Inni tracąc swoją godność, żebrzą. Pewna prostytutka powiedziała chyba w telewizji, że najtrudniej jest zacząć. Później jakoś się kręci trzeba tylko uważać na zdrowie i „Skinheadów” albo „Narodowościowców” dbających o czystość rasy. Oceniać jest prosto i doszukiwać nonsensów. Prawdą jest życie, a ono coraz częściej pokazuje nasze ułomności niż zalety. Wszystko związane jest jak mówi państwo z kryzysem i on jest winien upodleniu narodu. Matka, ojciec zabijają swoje dzieci. Ktoś okrada naród z pieniędzy w majestacie prawa i państwa. Ktoś inny oszukuje wysyłając nas na wczasy, a potem ogłasza upadłość. Nikt nic nie wie i winnych też nie ma. Prokuratura w tych i innych sprawach jest bezradna, a procesy trwają latami. Obywatelu zapomnij o ciężko zarobionych pieniądzach nikt Ci ich nie zwróci. Jeżeli spróbujesz je odzyskać nielegalnie handlując lub żebrząc trafisz do paki. Inni sprawiedliwi tego dopilnują. Wszak mamy obywateli, którzy żyjąc na skraju ubóstwa dopilnują żeby innym nie było lepiej. Wszak jesteśmy Polakami.

Inną kwestią jest opieka zdrowotna. W naszym kraju oficjalnie jest bezpłatna i każdemu przysługuje tylko na jej realizację trzeba cierpliwości oraz zdrowia, bo kolejki są długie. Często jest za późno na leczenie, ale wszyscy są w porządku, bo działali zgodnie z prawem. Narodowy Fundusz Zdrowia się tłumaczy, że winne są kontrakty, które lekarze i szpitale podpisują. Każdy grabi do siebie, a pieniędzy jest niewiele. Chcesz być zdrowy musisz dodatkowo za leczenie prywatne, jak to mówił Kobuszewski „Private”, trzeba płacić. Wtedy jest nadzieja, że zdążysz się wyleczyć. Paranoję, która funkcjonuje i prosperuje w naszym kraju państwo akceptuje mimo, że dwukrotnie nas opodatkowuje zgodnie z prawem. Spróbuj bez układów coś zakombinować pewne jest jak w banku, że będziesz miał z fiskusem nieporozumienie. Słono zapłacisz. Na każdym kroku naszego życia w odróżnieniu od lat minionych zachwycamy się kapitalizmem i jego skłonnością do obdzierania nas ze złudzeń. Kiedyś wierzyłem w człowieka i jego humanitaryzm. Dziś widzę, że cały czas chodzi o forsę. Nawet świadcząc kulturę w domyśle jest interes ile się da na tym zarobić? Banki zachęcają do brania pożyczek lub oddawania ojcowizny pod hipotekę. Operatorzy komórkowi się prześcigają w darmowej ofercie, w domyśle ile klient na tym straci kasy. Media bombardują reklamami, które mają nas przekonać, że wszystko jest robione dla naszego dobra tylko trzeba zapłacić. Paliwo coraz droższe jest bliskie sześciu złotych i mądry wie, że to generuje kolejne wyższe ceny. Dlaczego wszyscy chcą nas ogłupić obiecując rarytasy, a jak przyjdzie do konkretów okazuje się, że w umowie było co innego? Przepraszają, ale nie mogą oddać kasy bo okoliczności tego nie przewidują. Trzeba czytać to co się podpisuje chociaż napisane było wszystko maczkiem, ale trzeba nosić ze sobą lupę. Ustrój nam się zmienił oraz realia biznesowe również tylko obywatel cierpi bo nie rozumie, że trzeba żyć inaczej po kapitalistycznemu. Bez skrupułów, zasad moralnych, współczucia oraz instynktów humanitarnych. Trzeba być rekinem lub mieć twardą d……., bo życie nie będzie nas pieścić, inni nie pozwolą.

Masz pracę to się ciesz i nie podskakuj inni na twoje miejsce czekają. Nie masz pracy kombinuj, bo życie to jest walka o byt, słabi przegrywają. Jedynie zostaje Ci dziś ta prawda, że jest kryzys i państwo się z nim boryka, a ty jesteś jeden i nie licz na pomoc, bo w takiej sytuacji jak ty jest cała Europa. Jak głodujesz pomyśl o Grecji, Włoszech czy Hiszpanii tam ludzie mają jeszcze gorzej więc nie płacz tylko działaj, bierz się do pracy. Państwo w ciebie wierzy, więc nie zawiedź państwa. I nie zadawaj głupich pytań – Jak żyć? Pytaj się jak przetrwać?

NARODOWE CZYTANIE

Dzień ósmego września, sobota dwutysięcznego dwunastego roku przejdzie do historii naszego państwa. Gdyby ktoś nie wiedział chodzi mi o Polskę. Taki kraj nad Wisłą. Podobno, jak to Pan Bielecki powiedział, budujący demokrację już lat dwadzieścia, ale w dalszym ciągu w powijakach jak się okazuje i według słów Pana Premiera. Demokracja, w której robią nas w balona na każdym kroku. Finansowo, moralnie, a bywa też, że społecznie i medialnie. Żeby nie być gołosłownym przytoczę. Finansowo zrobił nas „Amber Gold” oraz biura turystyczne. Moralnie rząd, który miał wątpliwości co do praworządności oraz możliwości wystąpienia zagrożeń, nie zrobił nic żeby obywateli chronić i pomóc w trudnej sprawie. Społecznie każdy mi to przyzna, że życie społeczne nie wydaje się, że rozkwita, a wręcz przeciwnie człowiek człowiekowi staje się wilkiem. Medialnie robią nas co kroku dowartościowując możliwością wygrania dużych sum za SMS – y lub wykorzystując wartości intelektualne za tak zwane „dziękuję” (dziw, że to skutkuje w kraju gdzie za grosze można stracić zdrowie lub życie) chociaż na całym świecie informacja kosztuje. My choć niby intelektualnie mądrzy dajemy się jak bydło doić i to bez skrupułów przez ludzi bez skrupułów i przez rządy. Inna sprawa, że to nie obywatel o kasę się powinien upominać lecz odgórnie powinno prawnie to być uregulowane i finansowo. Jednakże w tym natłoku fobii jest iskierka nadziei, że jednak Polska nie zginie. Jest w tym narodzie nadzieja, że będzie lepiej, że żyć będziemy godnie. Kulturowo się rozwijać i pamiętać o korzeniach, które w latach zaborów dostarczały wartości narodowościowo-moralnych. Dziś po dwustu latach w „Narodowym czytaniu Pana Tadeusza” to odżywa. Szkoda tylko, że tak trudno dzisiaj czytać Mickiewicza ze zrozumieniem, chociaż tak wiele z niego można zrozumieć.

Narodowe czytanie jako pomysł Pana Prezydenta było strzałem w dziesiątkę. Domyślam się jaki był zamysł, ale czy wyszedł nie wiem? Najważniejsze, że w miastach kilkunastu czy dziesięciu znalazł poparcie i chociaż zbytnio niereklamowany został zrealizowany przez samorządy. Dziwi tylko, że tak znamienita idea nie znalazła uznania w mediach. Praktycznie nikt o niej nie pisał, głosił i nie reklamował w radiu i telewizjach. Jedynie zasygnalizowano lecz nie porwano narodu ku tak zbożnej idei „Obudzenia Narodu”. Jak w „Weselu” Wyspiańskiego róg nie obudził świadomości. Wróciliśmy do codzienności. No może niezupełnie. Ci co czytali ze zrozumieniem pewne wartości pozyskali. „Pan Tadeusz” nie jest tylko eposem narodowym, jest biblią kształtującą naszą tożsamość narodową. Sam się o tym przekonałem, że mimo iż minęło lat dwieście wciąż są aktualne nasze słabości. Obywatel polski nic się nie zmienił jest tak jak dawnie krnąbrny, złośliwy, mściwy i zazdrosny. Nasze słabości pięknie Pan Mickiewicz przedstawił. Przedstawił tez ślicznie, że jesteśmy odważni, honorowi, serdeczni i do wielkich uczuć stworzeni, zwłaszcza do miłości. Jestem pod wrażeniem też wierszy, które potrafiły rozbudzić moją wyobraźnię, fantazję oraz pokazać jaki jest ten świat piękny zwłaszcza na Litwie. Psycholog z niego był wielki, bo potrafił słowem nam uzmysłowić takie nasze walory jak gniew, snobizm, pychę nie nazywając tych słabości po imieniu lecz wynikały one z tekstu. Zrozumiałem to wreszcie kiedy słuchałem w trakcie czytania utworu publicznie. Byłem w szoku, że czytający byli zapatrzeni w siebie nie w tekst, który pochłaniali. Było to przerażające, że było niewielu, którzy czuli co czytają i rozumieli, o co w tekście chodzi. Snobizm, trema czy strach przed kompromitacją blokował inteligencję emocjonalną. Płakać się chciało gdy słowa serdeczne i miłe budzące naszą duszę narodową trzaskane są jak serie automatu maszynowego często przy interpunkcji błędnej. Chwała nam za to, że jednak było, koty za płoty rzucono teraz już tylko może być lepiej. Takie czytanie narodowe to dobry pomysł tylko trzeba go celebrować, a nie traktować jako wydarzenie społeczne, tylko nie sensacyjne czyli niegodne uwagi. Przydałoby się w naszej Białej może zorganizować czytanie twórczości piewcy ziem podlaskich Józefa Ignacego Kraszewskiego tym bardziej, że mamy rok jego imienia. Dziś poczucie więzi narodowej przy narastającej emigracji jest potrzebne i konieczne by młodzież rozumiała co to znaczy być Polakiem. Narodowe czytanie pokazało, że niestety bardziej nam zależy na pokazaniu się publicznym niż na przekazaniu właściwym ukrytych w utworach polskich wierszy treści o wielkim narodowym znaczeniu. Zaczyn Pana Prezydenta mam nadzieję trąci tym, że może bardziej będziemy przeżywać dawno zapisane wartości. Przy narastający tempie życia takie akcje chociażby z podtekstem snobistycznym jednak pozwalają zobaczyć, że język polski jest piękny, a mądrość pokoleń jest do wykorzystania i jest potrzebna.

Narodowe czytanie jest potrzebne naszym notablom, administracji oraz kreatorom rzeczywistości by mieli to na względzie, że już przed nimi dawno temu było wiadomo co znaczy być dobrym Polakiem i obywatelem. Dobrze też by było, żeby rząd nasz demokratycznie wybrany przed snem sobie tak poczytał „Pana Tadeusza” lub inny epos narodowy, które w treści swej zawierają nasze demokratyczne błędy by w przyszłości się ich ustrzec. Myślę, że jeżeli nie czytanie to na przykład „Ranczo” serial telewizyjny obejrzeć warto gdzie przecudnie pokazuje się nasze „piękne” polskie życie. Śladem Mickiewicza obejrzeć można nasze polskie słabości. Nie przez przypadek porównuję. Ten serial też powinien jak „Szkło Kontaktowe” czy inne obudzić nasze myślenie i zrozumienie właściwych wartości. Głupota, egoizm oraz pogarda dla słabszych i uboższych nie może dominować na wyżynach władzy rządowej i samorządowej. Chciałbym żeby każdy zrozumiał przesłanie Mickiewicza. Minęło lat dwieście jednak wartości moralne się nie zmieniły, wręcz odwrotnie nabrały większej wartości. W czasach gdzie pęd za pieniądzem i władzą przesłania nam co jest ważne w naszej codzienności powrót do słów wieszcza budzi w nas człowieka i odświeża świat uczuć, który coraz częściej staje się nam obcy. Nie wiem czy państwo zauważyli o uczuciach dziś piszą tylko kobiety. Męskie pojmowanie świata jest obdarte z uczuć i emocji. Może warto pokusić się o kształtowanie wśród młodych takich umiejętności i zdolności. Inteligencja emocjonalna jest miernikiem przystosowania do społeczeństwa, a wydaje się, że nikt na to nie zwraca uwagi chociaż jest udowodnione, że nie iloraz świadczy o tym jak sobie radzimy w życiu i czy jesteśmy do życia przystosowani. Ważne jest by umieć się przystosować i być akceptowalny, a tego bez pogody duch i uczuć osiągnąć się nie da. Młode Wilki szybko pną się w górę po „trupach” swoich, ale też szybko spadają. Trzeba umieć się zaadoptować, a bez uczuć jest to niewykonalne. Dziękuję Panu Prezydentowi, że zwrócił nam na to uwagę.

MNIE JEST SZKODA LATA !!!

Jest mi szkoda lata, które przeminęło jakby wiatr rozegnał chmurę. Jeszcze wczoraj było, a dziś już jesiennie, chłodno i pochmurnie. „Lato polskie”, bo to polskie było, raz było gorące raz chłodem ziębiło. Raz słoneczkiem pięknie opalało, drugi raz deszczami bóle reumatyczne wspierało. Lato jak Polacy tym się charakteryzowało, że od skrajności w skrajność popadało. Wydawało się już, że skwary wykończą nas temperaturą, gdy przychodziły chłody i popadaliśmy w skrajność drugą. Szczególnie nieprzyjemne było to dla ludzi starszych, dla których skoki temperatury były jak Dopust Boży. Karetki i szpitale miały dużo pracy. Takie to było lato przewrotne i fałszywe niczym niepodobne do „lat” poprzednich, które polskim zwyczajem w maju temperaturą pieściły, a deszczem w czerwcu umilały kanikuły. Tegoroczne lato było inne chociażby tym, że sezon ogórkowy całkowicie odmieniły. Nikt nie odpoczywał i się nie nudził nawet politycy wolni od obrad sejmowych nie próżnowali. Spontanicznie się oburzali.

Lato 2012 roku, chociaż kalendarzowo jeszcze trwa, ale odczuciowo się już skończyło. Wróciliśmy z urlopów i wakacji do szkół i do pracy. Jeszcze tylko studenci w myśl swojej natury o miesiąc cały przedłużyli swe leniuchowanie od naukowych katuszy. Odpoczynek swój także od problemów gminnych, powiatowych, państwowych, społecznych i rodzinnych miał także piszący te słowa. Kiedyś jednak trzeba powrócić do pisania bloga. Tym bardziej, że jest ku temu odpowiednia pora. Bogacze mają swoją pogodę, mają ją też i biedni i wcale jak się okazuje nie charakteryzuje się deszczem i chłodem. Wręcz przeciwnie w samym środku lata przy pięknej pogodzie biedni, nie bogaci popłynęli jak kra czy lód. Słoneczko świeciło i było gorąco, ale nie dla biednych ich „Bursztynowe Złoto” pognębiło. Dodajmy do tego upadki firm turystycznych i mamy komplecik polskiej biedy. Polskie Lato Polaków doświadczyło. Byłem w tym gorącym okresie nad morzem. Mi się pofarciło trafiłem w pogodę. Dwa tygodnie spędziłem w Krynicy Morskiej. Rodzina prowadzi skromny gastronomiczny interes, zaprosiła po kosztach, więc nie namyślając się długo pojechaliśmy na wczasy starym mercedesem. Niestabilność pogody, nagonki medialne wręcz w tym roku położyły na glebę nadmorski interes kulinarny. Widziałem, z jakimi problemami boryka się rodzina, by chociaż przez te trzy miesiące wyjść na swoje. Czasami jest to niewykonalne.

Ja byłem na wczasach. Słyszałem tylko z telewizji i z radia, że jedne po drugim upadają firmy turystyczne pobierając pieniądze od ludzi, lecz nie świadcząc w zamian usługi. Pomyślałem sobie kolejny raz – „Jak żeś głupi to cierp, bo nikt Ci nie pomoże. Chociaż Państwo zapewniło Ci tę przygodę”. Moja była roztropność jedyna, że nie dałem się wciągnąć w odpoczynek zbiorowy pomny doświadczeń z lat poprzednich. Bardziej jestem skłonny zaufać Niemcom w ofercie wakacyjnej niż w Polsce jakiejkolwiek firmie. Prędko to się nie zmieni patrząc po osiągnięciach turystycznych tego lata. Dlatego też wybrałem zaproszenie rodziny do odpoczynku nadmorskiego w zimnym Bałtyku. Wybór był słuszny ze względów zdrowotnych. Krioterapia, jakiej doświadczyłem w zimnych falach wód przybrzeżnych znacznie poprawiała mój stan zdrowia szczególnie w przypadku odczuwania zmian zwyrodnieniowych. Cierpiącym na bóle krzyża polecam.

Opalając się każdego dnia na brudnym, zaśmieconym piasku zastanawiałem się jak też sobie Polak radzi z problemem potrzeb fizjologicznych tu na plaży? Kiedy na obszarze od „Piasków” do Gdańska żadnego kibelka nie uświadczysz? Myśl straszna mnie dopadła, że może wszyscy walą do „mokradła”. Pocieszyłem się tym jedynie, że Bałtyk, jako kuweta jest nieogarniony no i tym, że wszystko płynie, czyli ma stan nieustalony. W szoku byłbym gdyby mi się coś do ręki przykleiło i krzyczało – „płynę”. Prędzej czy później tego się doczekam chyba, że coś na plaży się zmieni. Perspektywa pływania w g………. wcale mnie nie cieszy i nie zachwyca, ale patrząc po masach zalegających plaże jest pewna. Kiedyś za czasów późnego PRL-u wczesnym rankiem po plażach ciągniki jeździły z bronami. Grupy ludzkie szły tyralierą po plaży i zbierały to, co mądry człowiek po sobie w piasku zostawił. Wiem, bo w młodości często nad morzem bywałem i bieganie ranne dziś joggingiem nazywane uprawiałem. Myślałem, że przez te lat trzydzieści człowiek swym rozumem problem ten rozwiąże i specjalny kombajn do czyszczenia plaży posiądzie. Możliwe, że tak się dzieje na świecie, niestety u nas w Polsce to jeszcze długie dzieje.

Relaks wakacji byłby nudny gdyby ograniczył się tylko do potrzeb fizycznych. Postanowiliśmy odwiedzić rodzinę w Gdańsku tym bardziej, że odległość od Krynicy Morskiej jest nieduża. Zamieszkaliśmy w centrum na ulicy Długiej. Trzecie piętro kamienicy starówki zachwycało miejscem swego ulokowania. Przez okno można było zobaczyć Neptuna i Bramę Złotą. Było przecudnie tym bardziej, że trwał Jarmark Dominikański. Pierwszego dnia wybraliśmy się na spacer, by podziwiać gdańską zabudowę. Poszliśmy w kierunku Neptuna stojącego na Długim Targu. Tylu turystów dawno nie widziałem. Byli jacyś dziwni, wcale nie mówili po Polsku tylko jakoś tak szwargotali. Od razu poczułem się jakbym był zagranicą. Polacy byli tylko po drugiej stronie sceny, czyli usługi świadczyli. Dużo było „Słupów” nie mylić z polityką. Stali i udawali postacie filmowe w strojach, które czasami zakrawały na kpinę z bohaterów filmów i baśni. Stali nie dla przyjemności, lecz dla kasy robiąc za pieniądze przeróżne wygibasy. Inni break dance na bruku uprawiali lub duet perkusyjny, który hałasem tak po uszach walił, że wszyscy, choć z podziwem z daleka omijali miejsce, w którym grali. Przeświadczeni o swej wirtuozerii wręcz nachalnie o pieniądze się dopominali. Wielki bazar, jakim była w tych dniach starówka gdańska przekonał mnie do tego, że handlować można wszystkim, co jest do sprzedania: towar, pokaz, występ i muzyka. Wystarczy tylko wyjść, stanąć i udawać, że się coś potrafi, a pieniądze same wpadają do kasy, przepraszam do kieszeni. Przykładem były dzieciaki cygańskie, które na zabawkach akordeonów wygrywały oktawy nic więcej i zawsze znalazł się ktoś, kto „dulka” w puszce zostawił.

Zwiedzając starówkę, słuchając kakofonii muzyki doszliśmy do nabrzeża z żurawiem. Widziany w telewizji swego uroku w rzeczywistości nie oddaje. Żuraw jest majestatyczny i wielki jest piękny. Nabrzeże pełne tłumów ludzkich, rwetesu i handlu, zacumowanych galeonów oraz statków turystycznych żyło ofertą turystyczną. Niemcy, bo większość turystów to Niemcy. Zachwycali się swym miastem oraz jego przepychem. Trochę rozdrażniony, że jest ich aż tylu, oglądałem przepiękne stare kamienice, ślicznie odrestaurowane. Szczególnie spodobała mi się ta z napisem „Amber Gold”. Pomyślałem sobie, że fundusze europejskiej pozwoliły się rozwinąć polskiej przedsiębiorczości i że jubilerstwo nasze na wyżyny sztuki i finansowej doskonałości wynosi. Zastanawiałem się, co ma bursztyn ze złotem wspólnego, ale doszedłem do wniosku, że to pewnie położenie i pochodzenie kruszca dało wenę twórczą do nazwania salonu jubilerskiego. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że nazwa ta się w całej Polsce odbije echem. Nie wiedziałem, że pod piękną nazwą kryje się takie szkaradztwo.

Lata tego większość mieszkańców Pomorza Gdańskiego może powiedzieć, że była pogoda, choć ładna, ale dla biednych nie dla bogaczy. Kolejny raz ktoś w majestacie prawa zrobił z nas błazna. Ciężko zarobione pieniądze ciułacze przywłaszczył. Słusznie Pan Giertych powiedział, że to wina państwa i że to państwo winno płacić odszkodowania, bo to państwo do takiej sytuacji dopuściło. Uciszony perspektywą reprezentowania syna Premiera jednak podsunął Polakom rozwiązania. Kolejny raz oszukani i wykorzystani stoimy przed alternatywą dochodzenia swego lub ucieczki za chlebem z kraju tego. Demokracja jest nasza. Charakteryzuje ją wolność decydowania oraz ponoszenia ryzyka. Państwo natomiast swymi instrumentami administracyjnymi winno nam zapewnić bezpieczeństwo inwestowania naszych pieniędzy dla dobra osobistego i społecznego bez zagrożeń złodziejskich, które w postaci „”Amber Gold” nam się objawiły. Tegoroczne lato pokazało, że państwo tego nie czyni. Sezon „ogórkowy” biorąc pod uwagę powyższe był nieudany. Lato za to było fajne i dlatego jest mi szkoda lata. Czy ktoś z Państwa to rozumie? Jeżeli tak proszę o komentarz.