EKSKREMENT PRAWDA

       Jak kulturalnie wyrazić swoje niezadowolenie lub odczucie nabijania w butelkę? Najprościej wyrzucić z siebie w formie dosadnych słów, które wyraźnie przekażą słuchającym, czy czytającym nasze niezadowolenie. Można też fizycznie wyłożyć, że sytuacja wymaga zastanowienia i rewizji poglądów. Przeważnie to skutkuje. Gorzej, gdy nie mamy wpływu, a jedynie szlak nas trafia, że ktoś próbuje zrobić z nas myślącego inaczej ksenofoba. Można próbować wykrzyczeć swój sprzeciw i swoje racje, ale we własnym domu czy bloku zaraz uznają cię za stwarzającego problemy. Zresztą emocje są złym doradcą i często trudności tworzą nie rozwiązanie. Pozostaje użycie masy szarej wypełniającej mózgoczaszkę i odpowiednio, przemyślaną dać pisaną ripostę, na nieprzemyślane zachowanie, które niestety zubogaża naszą inteligencję.

            Ksiądz Józef Tischner powiedział, że „Są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda”. Nie chcę wulgaryzować, więc w tytule dałem miast gówna, ekskrement, który mniej więcej oddaje to, co ksiądz Tischner chciał przekazać. Inaczej mówiąc, że akurat z tą prawdą się nie zgadzam. Idąc śladem księdza Józefa głośno krzyczę – „ekskrement prawda”. Ja się nie zgadzam i nie dam z siebie robić idiotę. Nie pozwolę, żeby ktoś mi wciskał, że białe jest czarne, czy odwrotnie. Prawda jest prawdą i chociaż ma różne oblicza prędzej czy później jest prawdą ewidentną. Pewnie mi powiecie, że każdy ma prawdę własną odpowiednio wybraną i pielęgnowaną. Niestety jest to prawda subiektywna nie mylić z naszą. Prawda obiektywna przemawia faktem, podstawą prawną, uznaniem przez większość społeczną. Co wcale nie oznacza, że jest prawdą. Dość już tych dywagacji o prawdzie, bo nigdy nie skończę o fakcie jej złego interpretowania.

            Słyszeliśmy wszyscy w mediach, że prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie niezłomnego człowieka, który WSI się nie kłaniał, lecz siedem lat temu pięknie je zlikwidował. Mało by to mnie obchodziło gdyby nie fakt, że nasze prawo osądziło, że całe to zlikwidowanie naruszyło prywatność osób, przez dzielnego orędownika weryfikacji napiętnowanych i niesłusznie pomówionych. MON musiał ponad milion złotych odszkodowań wypłacić z naszej społecznej kasy.  Dowiadujemy się, że całe to działanie było zgodnie z prawem. Pytanie jest, dlaczego sądy pomówionym zasądziły odszkodowania? Moim zdaniem wszyscy ci, co dostali kasę powinni teraz ją zwrócić, jako niesłusznie otrzymaną, bo prokuratura uznała, że niema znamion przestępstwa w ich oczernianiu. Czekałem z utęsknieniem na objawy radości wieszcza, ale widocznie znalazły się sposoby, by prawda zaistniała bez rozgłosu. Ten jakby się wydawało prawdowy paradoks wydaje mi się, da się prosto wyjaśnić. Mleko wylano i to dość głośno i z rozmachem, szeroko. Ni jak się go nie da do kupy zlać do butelki. Faktem jest, że poniesiono niewspółmierne koszty do założonego celu. Wydaje się, że wojskowe służby informacyjne oczyszczono od „komunistycznych” naleciałości, kosztem pomówień, wydanej na odszkodowania kasy. Podobno są teraz bardziej nasze, ukierunkowane na zachodnią współpracę. Szkoda mi tylko tych chłopców, których przez pomyłkę zwolniono. Jak mówią gdzie drwa rąbią tam wióry lecą. Dlatego Kochami mamy ekskrement prawdę i czy wam się chce, czy nie chce musicie się z nią pogodzić i żyć dalej. Mnie Ulżyło.

INTERNETOWE ZAWIROWANIA CZYLI SŁÓW KILKA O PISANIU

            Tak można powiedzieć, że święta czas zawirowań mamy za sobą. Oczywiście piję tu do tytułu mojej książki, która kiedyś tam powstała z potrzeby pisania. Pewnie to takie prawa dzisiejszego świata, że przy multum nawiedzonych raz na milion perełka się zdarza w postaci Joanne Kathleen Rowling, która swoimi książkami Potterowymi ludzkość zawojowała zarabiając, jak myślę sporo kasy. Kasa to pewnie tak przy okazji i to nie najważniejsza sprawa. Jak sądzę ważna była pasja tworzenia. Nie wiem czy zauważyliście, że obecnie prawie każdy Polak pisze i chce swe książki wydawać? Taka moda nastała, a i firm świadczących usługi publikacyjne coraz więcej. Widzę tu zagrożenie, że coraz bardziej nam się literatura twórcza robi przystępna. Bardziej nasza, nie wytwór znamienitego twórcy, lecz zwykłego mieszczucha czy wsiocha. Przepraszam, że się tak wyrażam, ale chciałem, by było dosadniej i emocjonalnie.

     Współczesny obraz tworzenia przypomina mi czasy Nerona, gdzie władza, popularność oraz kasa może z nas zrobić poetę, wieszcza. Sam przechodząc takie katusze łudziłem się złudnie, że Ci,  co zdecydowali się wydać me wersy składne nie kierowali się forsą, lecz jakością. Obserwując rynek chylę pokornie głowę i przyjmuję postawę obronną.

      Najtrudniej przyjąć porażkę, gdyż dotyczy mnie jednego, gdyby był sukces od współtwórców bym się nie opędził. Niefart boli, ale też cieszy, bo dzięki niemu uczymy się prawdy. Zawsze znajdą się pochlebcy, życiowi doradcy, którzy znają prawdę jak żyć, i jak życie tworzyć, by było przystępne? Jak się uda oczekują profitów i chwały, gdy źle, no cóż twierdzą, że jesteśmy niereformowalni. Takie jest życie i jego zasady. Przynajmniej tak mi się wydaje z perspektywy czasu. Pisanie daje możliwość weryfikacji prawd i poglądów. Kiedyś debaty wśród przyjaciół, sąsiadów i wiernych. Ewentualnie zjazdy, sejmy dawały możliwość społecznej weryfikacji swych myśli, poglądów. Byleś miał pieniądze, by przekonać do swych racji, miałeś satysfakcję. Dziś Facebook, zarabiając krocie, jest mównicą jak w Hyde Park w Londynie gdzie możesz wszystko powiedzieć, co masz na ślinie lub język podpowie, nie mylić z rozumem. Pisanie jawnie czy też pod kryptonimem zwanym Nickiem daje nam przemożną władzę zaistnienia w świecie wyrazu i samookreślenia. Jedni to robią otwarcie i godnie, drudzy z ukrycia. Jedni z kulturą drudzy z fantazją wulgaryzmów nie do opisania. Bez stresu i obaw ośmieszenia czy niedowartościowania. Nie bacząc na ortografię i stylistykę każdy sobie dogadza, bo ma tę tak bardzo oczekiwaną możność wypowiedzenia się publicznie, bez zobowiązania. Cieszą się bardzo, że mogą coś napisać i mogą siebie wyrazić w słowie pisanym, wyświetlanym przez społeczność na ekranach komputera, która jak za czarodziejską różdżką po ruchu myszką znika. Wydaje się odchodzi w niebyt, bo nie widać.

       Mylny osąd, z tego, co mi wiadomo, wszystkie treści są utrwalane przez agencje do tego przygotowane. Czyli nic w necie nie ginie tylko zmienia właściciela. Warto się, zatem zastanowić nad tym, co się przekazuje i wypisuje na portalach społecznościowych? Kiedyś nasza twórczość lepsza lub gorsza czytana będzie przez następne pokolenia. Pamiętajmy też, że pisząc wyrażamy siebie w taki lub gorszy sposób. Lepiej więc, prawdę pisząc, zastanowić się czy nie robimy krzywdy bliskiej nam osobie, i uzbroić się w gustowne przenośnie i parafrazy słowne. Do tego jest potrzebna wiedza, bez której pisać się nie da. Chyba, że emocje wyrażać chcemy niekoniecznie personalnie i na poziomie.

     Reasumując, przerwa świąteczno-sylwestrowa dała mi okazję zastanowić się nad całym tym galimatiasem związanym z pisaniem. Stwierdzam jednoznacznie, że pisanie w Internecie jest dobrem. Danym nam przez Net i tylko trzeba umiejętnie i z sensem z niego korzystać. Używając rozumu nie języka. Czego Państwu po świętach z całego serca życzę – Tekstokleta. 

ŚWIĄTECZNE PORZĄDKI

            Jeszcze kilka dni i będą już święta. Czas dosyć gorączkowy, pracowity i pełen napięcia. Trzeba ze wszystkim zdążyć. Posprzątać, zrobić zakupy, ubrać choinkę, nakłonić Mikołaja, by przyniósł prezenty no i oczywiście przygotować żarcie, bo jakie to święta bez dwunastu potraw. Sami widzicie, że to czas pracowity warto, więc go usystematyzować. Nie można się na wszystko rzucać, lecz planowo podzielić czas, by ze wszystkim zdążyć. Wiadomo, że najwięcej czasu zabierają nam porządki. Posprzątajmy, więc zatem.

            Przez rok trochę się narozrabiało. Facebook można powiedzieć śmiało stał się podstawą pożycia koleżeńsko-intelektualnego. Mniej więcej każdy około godziny dziennie, mówiąc skromnie, siedzi na fejsie i obserwuje lub tworzy „śmieci” z własnego podwórka. Fajnie, że na koniec roku zatrudnieni moderatorzy, robią nam podsumowanie naszych dokonań. Wtedy widać, co z tego naszego funkcjonowania zostało. Mądry ten, który o tych skłonnościach fejsa pamięta, stara się, więc przez rok cały, by jednak coś ważnego się zdarzyło, bo przecież głupio tak zobaczyć, że nie ma nic godnego do odnotowania. Inni się starają, jak na jakiś zawodach, jak największą ilość osób pozyskać do swojego grona towarzyskiego, chociaż nie mają nawet pojęcia, jak te osoby wyglądają i co sobą reprezentują. Ilość się kochani liczy, ilość, nie jakość jak to kiedyś dawniej bywało. Oczywiście mówię o czasach przedwojennych i tak zwanej arystokracji, która dzisiaj się jedynie prezentuje na stronach MyHeritage, szukając swoich korzeni „szlachecki”. Wszak tytuły nobilitują, mamy demokrację nie komunę, gdzie wszyscy byli sobie równi. Warto poszperać, a nóż był w naszej krwi jakiś mezalians i może, choć trochę „zbłękitniała”. W ostateczności będąc przy kasie można sobie jakiś rodowód kupić.

            „Nasza Klasa” jakoś ucichła, albo spowszedniała i znajomi raczej przestali z niej korzystać. Wszyscy walą na „Fejsa” chociaż, jak niektórzy twierdzą, że to też komercja. Tylko bardziej ukryta. No cóż w dobie kapitalizmu darmowy jest z założenia tylko wolontariat i pomoc humanitarna. Za resztę trzeba płacić, nawet swoimi danymi osobowymi. Fajne jest to jednak, że świat się zrobił taki mały, że wszyscy jesteśmy dużą globalną „wioską”. Każdy o każdym wie, albo może się dowiedzieć, chyba, że tego sobie nie życzy. Wtedy musi zamieszkać w pustelni bez żadnego kontaktu z cywilizacją i cywilizacyjnych udogodnień, które użyczone już dają informację, przez kogo są odbierane.

           Niestety nie da się zniknąć w dobie informatyzacji, chyba, że sam system zrezygnuje i spisze nas na straty. Wtedy mimo, że żyjesz dla innych jesteś umarły i przykro nam, ni jak tego nie wytłumaczysz. Po prostu papier to nie wszystko, liczą się bity informacji. Informacji nie ma, nie ma człowieka. Można powiedzieć posprzątano. Film nawet nakręcono z Sandrą Bullock „System” z 1995 roku, o takim przypadku. Nie chcę straszyć, ale Kochani życzę Wam wszystkim, żeby w tym okresie świątecznych porządków, nikt was nie wykasował. Żebyście w systemie funkcjonowali i przez przypadek, jakiś śledzący program antyterrorystyczny Was nie docenił i tak dla przykładu, uziemił. Wyciął Wasze nazwisko z sytemu. Straszne jakbyśmy bez was funkcjonowali na Facebooku mając Was jeszcze wśród znajomych? Tymczasem system, by twierdził – „Nie ma Takiego Numeru”. Wesołych Świat życzę i udanych porządków. 

ROZWAŻANIA PRZED ŚWIĘTAMI

Piątek trzynastego przeważnie kojarzy się z niezbyt przyjemnymi wydarzeniami. Piątek trzynastego to kolejna rocznica „Stanu Wojennego”, to tak jakby skumulować emocje w jednym czasie i w jednym momencie. Czekać tylko czy coś gdzieś nie pęknie? W Polsce raczej nie powinno, ale może na Ukrainie? Miejmy jednak nadzieję, że rozsadek zwycięży. Nie poddawajmy się przesądom. Od samego rana demonstracje przed domem Generała. Słychać rozważne głosy polityków, których wcześniej nikt nie podejrzewał o rozsądek. Pan Kurski i młody Wałęsa naprawdę przekazywali nawet dostępny i mądry przekaz. Można się czuć było zaskoczonym. Obserwując manifestujących dało się zauważyć, że były sportowo-polityczne nastawienia oraz stwierdzić, że „rany” jednak się tak szybko nie goją, jakby się nam wydawało. Nie  było tych w odpowiednim wieku adekwatnym do wydarzeń, lecz dużo ludzi młodych, którzy mogą stan wojenny znać tylko z przekazu, ale czuć było, że emocjonalnie i historycznie są bardzo zaangażowani.

Trudno jest oceniać tamte chwile, trudno wyciągać wnioski, młodym jest prościej dla nich był to czas bezprawia i okupacji. Prawdą jest, że z demokracją to nie miało nic wspólnego i działa się krzywda. Wielu ten okres źle wspomina, mając uraz, nienawiść i złość do autorów widowiska. Minęło ponad trzydzieści lat od momentu zaszłości, a tych, co pamiętają przybywa. Stan wojenny z 1981 roku w pisuje się w naszą historię tak, jak inne historyczne wydarzenia z przeszłości Polski, szkoda tylko, że zgoła innymi zgłoskami niż jeszcze wielu pamięta. Dziś słowa nienawiści, wrogości, braku przebaczenia są utrwalane wśród młodych ludzi, chociaż dwadzieścia kilka lat demokracji zmieniło oblicze Polski. Nie można zapomnieć złych chwil, bo to przecież historia, ale nie można uczyć na jej podstawie nienawiści i zacietrzewienia. Wymierzaniem sprawiedliwości zajmują się sądy i do nich należy ocena zbrodni i przewinienia. Dziwi, zatem, że w dalszym ciągu są tacy, którzy szukają sprawiedliwości w zgoła niedemokratycznych relacjach. Dziwi tym bardziej, że wspierając ruchy demokratyczne Ukrainy wespół z siłami nacjonalistycznymi, o dziwnie niekorzystnej dla współpracy z Polską przeszłości, nie potrafimy wybaczyć, i dać możliwość sądom oceny winnych zbrodni Stanu Wojennego.

Trzynasty grudnia i do tego piątek, to nic dobrego. Trudno się za siebie nie obejrzeć, i jak to wcześniej bywało splunąć, by nie zauroczyć. Chociaż mówią, że trzynastka też szczęście przynosi i tego się raczej będziemy trzymać, chociaż był stan wojenny. „Komuchy” mówią, że przez to połowa narodu z drugą połową się nie wyrżnęła. Faktem jest, że nienawiść widoczna była i mała iskra lawinę by obudziła.  Osobiście byłem internowany w COSUiE w Olsztynie i wiem, że tylko miałem się uczyć i nie zajmować polityką. Wkurzony byłem, jako młody żonkoś, gdyż zostałem przez stan wojenny rozłączony z połowicą, ale myślę, że moje problemy to nie miejsce i poziom, by o nich wspominać. Jakby nie oceniać te chwile, które i tak będą oceniane i to nie tylko przez nasz pokolenia, trzeba stwierdzić, że to też była Polska, może nie demokratyczna, ale żyli w niej ludzie, rodziły się dzieci, był bunt i budowała się demokracja. Wtedy też były Święta, jakże inne, ale Święta i o tym chyba każdy pamięta. Piątek trzynastego grudnia to już prawie czas świąteczny. Został praktycznie tydzień, by się określić gdzie i jak będziemy je spędzać. Wiadomo, że w rodzinie tylko jest pytanie czy w wąskim kręgu czy raczej szerzej? Na pewno wspaniale i uroczyście.

NIEDOWARTOŚCIOWANIE SPOŁECZNE

Facebooku to dzisiaj wszechobecne i wszechpotężne źródło informacji obywatelskiej. Amok, który opanował globalną wioskę w podtekście bazujący na naszych słabościach i ułomnościach mentalnych, czerpiący wymierne korzyści, o których nikt nic nie wie. Któż z nas nie chce się pochwalić swoim sukcesem, przeżyciem, zamiłowaniem, zdjęciem lub wrażeniem z bliskimi nam i niekoniecznie osobami. Potrzeba ta wynika z naszej psychicznej konstrukcji, że lubimy być dowartościowani. Portale wykorzystują bezwzględnie nasze ułomności snobistyczne. Dlatego decydując się na udział w przedstawieniu warto zapoznać się z regulaminem, który ma pewnie ze sto czterdzieści stron zapisanych maczkiem, który już na wstępie odrzuca ewentualnych „poznawczych”. Wystarczy poczytać o „pobieraczku”, a chęć z korzystania z usług ginie nam w oddali. Coraz częściej reklamujące się firmy i strony pozbawiają nas praw autorskich, albo samostanowienia dotyczącego medialnego przekazu. Wszak wszyscy krzyczymy na fajsie, że w nic nie gramy, a to przecież nie nasi znajomi lecz upoważnieni przez nich nieświadomie, internetowi grabieżcy. Jednak dla uciechy z faktu umieszczenia swojego materiału w Internecie czy telewizji, gotowi jesteśmy zrezygnować z praw autorskich i własnościowych. Powtórzę się, ale muszę to ponownie powiedzieć, że jest to genialne posunięcie wynikające z perfekcyjnej znajomości psychiki obywateli. Mam tylko wątpliwości czy tak do końca jest to zgodne z prawodawstwem polskim? Wszak każda myśl, słowo czy wartość intelektualna ma swoją wartość i cenę oraz w przypadku wykorzystania przez drugą osobę, wymaga odprowadzenia podatku. Zastanawiam się czy ZAIKS nie ma tu nic do powiedzenia?

            Piszę o tym ponownie, bo na rynku bialskim pojawiły się nowe portale informacyjne, które bazują na naszej naiwności. Ich  realizowana polityka medialna w mojej ocenie jest aspołeczna. Fakt, członkostwo jest dobrowolne, ale forma nie „fair play”. Dziwi zatem, że celebryci bialscy dali się skusić, możliwe, że w ich przypadku za felietony zapłacono. Jednak ludzi trzeba szanować i za wysiłek twórczy doceniać. Ich snobistyczna chęć bycia popularnym, nie jest wytłumaczeniem bezkompromisowego wykorzystania twórczości, gdy instynkt samozachowawczy oraz poczucie swojej wartości, godności osobistej jest zablokowany, a we wszystkim chodzi o Franczyzę. Prawda jakie to mądre, a po polsku chodzi o sprzedaż reklamy w Internecie.

Reasumując, wydaje się słusznym poinformowanie państwa, że bezpłatne wykorzystanie materiałów oraz publikowanie w portalu musi być za zgodą autorów, którzy zgodzą się zrzec praw własnościowych. Fakt udostępnienia felietonów przy założeniu, że dostępny jest dla wszystkich internautów jest pokusą, która cieszy i satysfakcjonuje. Wykorzystanie na rzecz korzyści finansowych portalu budzi jednak dezaprobatę oraz szeroko pojmowany „niesmak etyczny”. Zgadzam się na nieumieszczanie mojej wypowiedzi w opiniach jako „Artur Artecki” jeżeli portal BIAŁA OPINIE24.betaINFO boi się słów rzeczowej krytyki. Acha jeszcze jedno, moderator jednak powinien kontrolować wpisy, które niestety promują co prawda nie w sposób bezpośredni, ale np. firmę turystyczną. Podobnie też i inne. Wolność wypowiedzi nie usprawiedliwia braku kontroli nad treścią merytoryczną. Przyznam się szczerze, że nie wiem w pewnych przypadkach, co autor chciał napisać. Proponuję poczytać co to znaczy felieton. Proszę też nie pisać, że portal jest bezstronny jeżeli chodzi o kasę. Przepraszam, że przekroczyłem 3000 znaków ze spacją.

COŚ DO POWIEDZENIA

Myślę, że każdy z nas ma coś do powiedzenia. Odkąd posiedliśmy umiejętność wypowiadania się, a było to chyba w gdzieś rok po naszym urodzeniu, zaczynamy zachwycać rodziców naszym pojmowaniem świata wyrażonym słowem – Mama lub Tata. Podobno dziewczynki umiejętność mówienia nabywają już w ósmym miesiącu istnienia, czym już na starcie, wyprzedzają nasz rodzaj męski pozbawiając złudzeń na dominację w wyrażaniu swego myślenia. „Większość dzieci zaczyna mówić mniej więcej w okresie, gdy kończy roczek. Ale przygotowania do tego wydarzenia rozpoczynają się jeszcze przed narodzinami, kiedy to rozwijają się narządy mowy (struny głosowe, krtań, język) i mózg. Maluch słyszy od trzeciego miesiąca życia płodowego, więc już w brzuchu mamy osłuchuje się z ojczystym językiem – jego melodią, rytmem, akcentem”[1]. Naukowo udowodnione, ale zdarzają się przypadki, że nasz pęd do wyrażenia siebie słowem (chodzi o nasz ród samczy) odwleka się w czasie tak gdzieś do trzeciego roku funkcjonowania. Aż się chce przytoczyć słowa Bogusława Lindy – „Nie chce mi się z tobą gadać” z filmu „Psy”, obrazujące nasz stosunek męsko-dziecięcy do otaczającego nas świata. Potem następuje przełom i próbujemy idąc przez życie kobietom dorównać w formie słownej, pisanej, obrazowej, medialnej w pojmowaniu otaczającej nas rzeczywistości.    Pewnie przegralibyśmy ten wyścig słowny w możliwości wyrażenia siebie i swych poglądów, gdyby nie odmienna mentalna konstrukcja oraz pofałdowanie masy szarej czaszko-mózgowia, no i oczywiście warunki fizyczne i wychowanie. Przez wieki „siła” dawała nam przewagę argumentacji słownej. Kobiety kierowały się inteligencją i urokiem w przypadku braku zrozumienia słusznych racji, doprowadzając do perfekcji zawód dyplomacji. Sformułowanie „Gdzie diabeł nie może tam babę pośle” jest sentencją wyrazu możliwości kobiet w osiąganiu sukcesów dyplomatyczno-słownych. Dziś w czasach demokracji i równouprawnienia pozwoliliśmy sobie odebrać nasz podstawowy argument interpretacji i zrozumienia – siłę. Trudno się, zatem dziwić, że coraz częściej my faceci mamy coraz mniej do powiedzenia. Próby siłowej perswazji, jak to bywało od wieków w świecie, w Polsce na Lubelszczyźnie czy nawet w Białej już nie skutkują, kobiety śmiało krzyczą „Mordują”, chociaż był to lekki uchwyt za nadgarstek, ot tak dla uspokojenia strony przeciwnej. Wcale nie mamy pretensji za słoną zupę, bo przecież można zjeść w restauracji. Na dzieci też raczej się nie podnosi głosu bardziej tłumacząc niż każąc za przewinienia. Stajemy się panowie naprawdę osobnikami bez wyrazu. Meblem lub instrumentem prokreacji, zabawy, maszynką do robienia pieniędzy. Jeszcze tylko wieś i patologia hołduje atawistycznym poglądom, że mężczyzna to pan domu i wszyscy go rozumią. Kiedyś nie trzeba było słów wystarczyła obecność męska i wszystko funkcjonowało, chodziło jak w zegarku, a dziś portal Biala.opinie24.info pyta się mnie czy mam coś do powiedzenia? Mam i właśnie piszę, co mi leży na duszy i sercu. Drogie Panie nie dajcie się zwieść emancypacji i równouprawnieniu. Nie pozbywajcie się tego, co najfajniejsze w waszym życiu – obcowania z prawdziwym mężczyzną