PSYCHOLOGIA WOJSKOWA W SŁUŻBIE WOJSKU I WETERANOM

       W dniach 26 – 28 marca br. w Jachrance koło Warszawy odbyła się odprawa koordynacyjna dla psychologów wojskowych oraz przedstawicieli stowarzyszeń. Odprawę przeprowadził Oddział Społecznych Problemów Służby i Profilaktyki Departamentu Wychowania i Promocji Obronności reprezentowany przez Panie ppłk Agnieszkę Gumińską i Małgorzatę Łuniewską. W odprawie uczestniczyli  koordynatorzy psycholodzy Rodzajów Sił Zbrojnych, Służby Zdrowia Ministerstwa Obrony Narodowej. Zaproszonymi gośćmi byli:

- Pani Monika Nosek – Stowarzyszenie Rodzin Poległych Żołnierzy;

- ppłk rez. Tomasz Zdziarski – Stowarzyszenie Rannych i                             Poszkodowanych w Misjach Poza Granicami Państwa;

- ppłk rez. Artur Artecki – Stowarzyszenie Kombatantów Misji                       Pokojowych ONZ.

      Po formalnościach związanych z zapoznaniem przebiegu odprawy oraz przedstawieniu uczestników, gościom udostępniono informacje dotyczące specyfiki i złożoności służby psychologicznej w wojsku. Jej aspektach, problemach w realiach współczesnego wojska. Podkreślono złożoność zadań oraz ich interpretacji w strukturach Sił Zbrojnych RP, które spotkały się z dużym zainteresowaniem przedstawicieli stowarzyszeń. Wielkim zaskoczeniem była informacja, że w Wojsku Polskim liczącym 90 tys. żołnierzy oraz 30 tys. przedstawicieli Narodowych Sił Rezerwowych pracuje 175 psychologów w tym 14 w mundurach. Odprawa pozwoliła wymienić się spostrzeżeniami dotyczącymi problematyki służby. Uczestnicy w emocjonalnych wystąpieniach przekazali swoje uwagi i propozycje. Uznano, że wskazane jest organizowanie kolejnych spotkań celem doinformowania stron o działalności oraz nagłośnieniu i zwróceniu uwagi na problemy służby psychologicznej Sił Zbrojnych RP.

       W trakcie obrad pewnym zaskoczeniem dla gości były informacje dotyczące faktów, że pracodawca jest elementem kształtującym realia służby nie organ prowadzący. Forma rozkazowo nakazowa, tak charakterystyczna w wojsku, jest czynnikiem ograniczającym złożoność działalności psychologicznej związanej z problemami w służbie, a tym samym i w profilaktyce. Istota psychologii w wojsku jest traktowana marginalnie niczym BHP, czy PPOŻ, które to przedsięwzięcia, w sytuacjach kryzysowych znajdują swoje miejsce, w codziennej służbie zasługują jedynie na uwagę. Dowódcy znając realia służby wojskowej zawsze wybiorą wyszkolenie i zgranie wojsk kosztem terapii grupowej. Umiejętnością godną mistrza jest to, niczym w kulturze Chin czy Japonii, aby te dwa aspekty spraw umiejętnie pogodzić. Armia wyszkolona, ale słaba psychicznie nigdy nie wygra bitwy czy wojny.

       Służba psychologa wojskowego wymaga umiejętności kojarzenia spraw wojskowych z aspektami psychologicznego wykształcenia. Żadna szkoła cywilna nie posiada doświadczenia w problematyce psychologii wojska. Wiedzę tę się nabywa w drodze służby, zrozumienia istoty dowodzenia, odpowiedzialności, dyscypliny lub studiowania „Sztuki Wojny” Sun Tzuna. Mamy w służbie nieliczną grupę profesjonalistów, których powinniśmy wykorzystać w budowaniu przyszłości polskiej armii.

       Stowarzyszenia oceniając dokonania służby psychologicznej w Wojsku Polskim stwierdziły konieczność otwarcia jej na potrzeby wojska, a nie odwrotnie. Wielokrotnie klient obawia się kontaktu z psychologiem z uwagi na swą pozycję w społeczności wojskowej. Wydaje się słusznym, by technika goszcząca w naszym życiu codziennym, ułatwiła kontakty psycholog-klient np. przez Skypeja. Psycholog musi być w ścisłym kontakcie z pracodawcą oraz mieć jego zrozumienie i wsparcie. Konieczne jest zapoznanie pracodawców z problematyką psychologii w wojsku. Nieodzowne są szkolenia jak w przypadku BHP. Muszą być niczym SOP-y opracowane procedury postępowania w sytuacjach kryzysowych, które w przypadku braku psychologa, co wydaje się w obecnej sytuacji sprawą nagminną, umożliwią udzielenie pomocy klientowi w sytuacji kryzysowej. Psychologia wojskowa musi swym zakresem obejmować będących w służbie, poza służbą oraz w przygotowaniu do służby. Zwolnienie ze służby żołnierza nie zwalnia od odpowiedzialności za jego przyszłość instytucji, która go zatrudniała. Wymagając pracy w stresie i zagrożeniu życia wymagany jest rewanż. Tak jak parafie wyznaniowe mają swoje spisy wiernych, tak służba psychologii wojskowej powinna posiadać informacje o tych, którzy znajdowali się w sytuacjach kryzysowych, mimo, że nie okazywali objawów po traumatycznych. Wskazana jest kontrola i nadzór w myśl zasady profilaktyki, że lepiej jest przeciwdziałać niż leczyć. Służba psychologii wojskowej jest służbą konieczną i niezbędną we współczesnej armii, tylko musi spotkać się ze zrozumieniem.

RÉSUMÉ AND RESUME

     Jeżeli mówimy o rzeczowniku czyli wyrazie pierwszym w tytule, dziwne, ale czy to Anglik czy Francuz znaczenie słowa jednoznacznie odbierają chociaż wymowa jest troszeczkę inna, ale treść przystępna obu kulturom. Tym bardziej, że każda nacja jest na swoim punkcie językowym uczulona, uważając swój język za priorytetowy. Dlatego też, we Francji nie dogadamy się po angielsku, a w Anglii po francusku. Polak musi niestety, mimo że swój język bardzo kocha, kiedyś francuził dziś łamie głowę angielszczyzną. Miejmy nadzieje, że nastąpi „otrzeźwienie” i wróci do normy nasze zauroczenie, ale chyba nie za naszych czasów, tym bardziej, że angielszczyzna niestety kojarzy się z postępem i z przyszłością. W każdym bądź razie résumé, jak Wikisłownik tłumaczy, jako słowo jest to – „podsumowanie, streszczenie”.

            Jedyny problem, że w angielskim słowo „resume” bez apostrofów przy „e” może określać rzeczownik lub czasownik. Zależy od kontekstu  zdania. Wikisłownik twierdzi, że jeżeli mamy coś zrobić, to jest to „wznawianie lub ponawianie”, a jeżeli mówimy o czymś to jest to „życiorys lub CV”. Mamy wybór. Dość już tych językowych zawiłości. Nie o tym chciałem pisać. Chcę napisać podsumowanie bieżących zaszłości. Nie bawiąc się w debatę podaję fakty, jak to niektórzy twierdzą jest to profesjonalna dziennikarka. Chodzi o ostatni miesiąc pełen wydarzeń, na podstawie których można napisać pracę doktorską rozpatrując: „globalkę”, politykę (krajową, bliższą oraz dalszą), postęp techniczny, środowisko, kraj, region, gminę oraz miasto. Głowa boli, ale od czegoś trzeba zacząć i na czymś się skoncentrować, by było zwięźle i jasno.

            Tym razem jak się Państwo domyślacie chciałbym się zająć Białą Podlaską i jej problemami, zwłaszcza „świńską” sprawą, ale niestety pomór afrykański musi poczekać. Tym bardziej, że poseł Jerzy S. już się sprawą zajął i jakąś konferencję zorganizował. Czyli sprawa jest opanowana. Problemem jest teraz wojna. Wojna na „bratniej” ukraińskiej ziemi. Natura ludzka to jest to coś takiego, że od razu rozpoznasz z kim masz do czynienia lub jaka to nacja. Buta, władza, porządek wiadomo, że chodzi o Niemca. Flegmatyzm, spokój, opanowanie Anglika charakteryzuje. Temperament, wybuchowość, bajer to Włosi, Portugalczycy, Hiszpanie oraz Francuzi, tak w skrócie. Popędliwość, szabelka, emocje niestety to my Słowianie. Szczególnie Polacy, których historia niczego nie nauczyła. Dalej pierwsi do bitki i wypitki chociaż wartoby się zastanowić. Takim kubłem zimnej wody dla mojej osoby był „Krymski węzeł dyplomatyczny” Mariusza Max Kolonko

, który wzbudził moje wątpliwości, ale natura słowiańska podpowiada – „Bij moskala”. Myślę, że tak jak z tą jazdą na rowerze, jak się raz nauczysz nie zapomnisz, tak i z tym naszym uprzedzeniem, ma genetyczne pochodzenie. Wierzcie mi, przeczuciom trzeba ufać, tak jak krowa, koń gdy usłyszą ssssssssssssssssssssssssyczenie od razu przerywają rzucie, skubanie i zwracają uwagę, bo mają takie genetyczne uwarunkowanie na „Gady”. Nie wierzycie? W lecie sprawdźcie sami. Dlatego też, choć z tym wieszaniem za żebro trzeba uważać, to jednak „niedźwiedź” jest gorszy od „gada”. Tym optymistycznym akcentem chciałem zakończyć  „streszczenie, podsumowanie” czyli résumé właśnie.    

WHO IS FUCKING NEMO?

            Perfidnie zatytułowałem felieton w języku angielskim, by pokazać wszystkim, że w naszej obecnej egzystencji coraz mniej miejsca dla tych, którzy ze względu na wiek, wykształcenie poziom intelektualny coraz bardziej mniej znaczą w naszej codziennej bytności. Zostaliśmy w tyle i „młode wilki” patrzą na nas z góry, a nam pozostaje tylko zapytać – „Czy przypadkiem nas nie obrażają”? Postępu się nie powstrzyma, nawet wzorcem przodków rewolucji przemysłowej, komputerów nie zniszczymy. Informatyzacja niczym lawina pochłania nasze istnienia. Trzeba się dostosować lub być odstawionym na bocznicę życia i oczywiście egzystować.

            Felieton pod niezbyt wybrednym tytułem ma uzmysłowić nam wszystkim, że sens i istota życia się zmienia. Ogarnia nas fałszywa anonimowość, która prostym ludziom wydaje się wolnością. Ustawa o ochronie danych osobowych to fikcja. Przynajmniej raz w tygodniu moi rodzice czy moja osoba otrzymuje telefoniczne, pocztowe zaproszenia na eventy (przepraszam, napiszę po polsku – wydarzenia) ogłupiające i obdzierające biednych emerytów, rencistów z ich skromnych funduszy przetrwaniowych. Panie Prokuratorze Generalny, kto im dał nasze adresy i dane osobowe? Ja przynajmniej nie pamiętam, bym komuś je udostępniał. Innym przejawem niby wolności bezosobowej jest Internet. Portale społecznościowe, czaty, dyskusje oraz debaty prowadzone niezbyt wybrednym językiem, wulgaryzmami, chamskim zachowaniem oraz epitetami, które niby pod płaszczykiem anonimowego nicku niestety, proszę poczytać regulaminy, na żądanie sądu ujawniają naszą osobowość prawną i z powództwa cywilnego pociągają nas do odpowiedzialności prawnej za zniesławienia. Osoby wykształcone o tym wiedzą, pospólstwo czując niby swobodę, sobie folguje. Dodatkowo po 11 września 2001 roku Internet jest pod ścisłą kontrolą służb bezpieczeństwa dotyczącą spraw terroryzmu, ale czy tylko? Wiedzą ci, co chcą wiedzieć o nas wszystko. Biorąc kredyt proponuję wcześniej za złotówkę się dowiedzieć w Biurze Informacji Kredytowej (BIK), co banki o nas wiedzą? Włos wam stanie na głowie, mnie nie, bo mam obcięty, ale zaskoczenie było wielkie. Proszę wierzyć już nie dadzą się naciągnąć na kasę. Przy okazji się dowiecie jak są nieprofesjonalne w charakterze likwidowania naszych starych zobowiązań, które psują nam wiarygodność finansową. Strach pomyśleć, że jeżeli banki wiedzą o nas wszystko to, co z innymi instytucjami, firmami, stowarzyszeniami, które informacje mogą o nas kupić? Dziś informacja jest towarem, który jak produkt funkcjonuje, ma swoją wartość, cenę oraz trwałość.

            Tytuł felietonu jest przewrotny, ale jakże oddaje to, co opisałem. „Nemo” w łacinie określa „Nikt”, czyli anonimowość, nieważność, bezosobowość, ukrycie swojej tożsamości. Reszta pytania oddaje, co Internet robi z tą całą waszą anonimowością. Prawdziwe imię i nazwisko zawsze po IP się ustali. Korzystanie z kawiarenek internetowych już też jest nieanonimowe, jak słyszałem trzeba dowód osobisty lub legitymację okazać i zapisuje się godzinę bytności. Wszystko da się sprawdzić. Apel stąd jest prosty – szanujmy się nawzajem, a jeżeli już komuś chcemy przyłożyć miejmy odwagę zrobić to osobiście nie pod „kominiarką”, jak pseudokibice. Życzę „Bitowości”.