TRÓJKĄT „ŁUKASZYŃSKI”

             „Kochani rozpoczynam akcję zbierania podpisów pod petycją do Pana Prezydenta Andrzeja Czapskiego dotyczącą zagospodarowania działki Nr Ewid. 2227/12, uwzględnionej w „Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego”, jako teren zieleni publicznej. Działka widoczna na zdjęciach leży odłogiem przeszło trzydzieści lat. Fajnie by było gdyby w tym miejscu był ładny trawnik lub boisko, a najfajniej plac zabaw dla dzieci, a dookoła bieżnia do biegania, oczywiście oświetlona. Mimo kilku radnych na osiedlu nic nie zrobiono w tym zakresie. Oczekuję poparcia”. Tekst opublikowałem na Facebooku 3 grudnia 2013 roku. Napisałem i przygotowałem formularze poparcia i pewnie bym się udał po „Kolendzie” gdyby nie informacja radnego z osiedla, że dostaniemy kasę na przedsięwzięcie. Czekałem, czekałem, miesiąc mijał za miesiącem, ale ja jestem zawodowo przygotowany do poślizgów czasowych tym bardziej, że żyję w Polsce. Wszak każdy wie, że my nie potrafimy realizować zobowiązań terminowo. Czekałem cierpliwie chociaż był moment, że szlak mnie trafiał na tę bezczynność. Chciałem ruszyć w bój lecz czas wyszedł nie taki, bo zbliżają się wybory do władz samorządowych, a nie chciałbym być postrzegany, jako zbierający poparcie tym bardziej, że właśnie widzę swoją osobę w tym demokratycznym galimatiasie. Brak rozsądku i widocznego zaangażowania radnych w kształtowaniu bialskiej rzeczywistości świadczy o tym, że rada potrzebuje wstrząsu.

            Dość już o polityce zajmijmy się „Bialskim Trójkątem Bermudzkim” czyli działce Nr Ewid. 2227/12, która istnieje już ponad pięćdziesiąt lat, a tak jakby się pod ziemię zapadła. Nikt jej nie widzi. Przepraszam, skłamałbym spółdzielnia „Zgoda” od dawna robi sobie nadzieję, by ją wydrzeć od miasta na kolejny blok na Łukaszyńskiej. Miasto broni się dzielnie i dwa razy do roku skrzętnie kosi ziele w myśli mając przeznaczenie, jako zieleń miejską czyli relaks dla obywateli. Tak się dzieje przez lat trzydzieści przeznaczenie jest, ale brak realizacji. Piękny plac z „Termami” o których pisałem świeci dawnymi przyrządami do ćwiczeń i czterema starymi tablicami do gry w kosza, ale bez koszy. Wieczorami z uwagi na brak oświetlenia miejsce deprawacji nieletnich, w dzień szalet dla czworonożnych oraz wysypisko szklanych śmieci po nocnych libacjach, a wszystko pięćdziesiąt metrów od cmentarza żołnierzy włoskich szczęśliwych, że przynajmniej nocą ktoś ich odwiedzi. Prawie centrum miasta, Osiedle Młodych nazwa adekwatna do sytuacji gdyż jest tu sporo dzieci, a ta jakby ziemia się zapadła nikt jej nie widzi. Tylu radnych z tych czterech bloków się wywodzi, a tak jakby ich nie było, nic nie zrobili dla tej ziemi. Ostro chciałem się wziąć po wyborach, ale nastąpił przełom.

           Radny z bloku Nr 46 na Łukaszyńskiej Marcin Izdebski spotkał się z komisją urzędu Miasta pod przewodnictwem Adama Olesiejuka i oceniał areał jako przyszły przedmiot inwestycji. Miasto przeznaczyło na zagospodarowanie terenu około 20 tys. PLN. Śmiech wielki, ale rozumiem, że jest to gest w stronę radnego, by podkreślić jego zasługi dla Łukaszyńskiej mniejszości. Zarzucono o godzinie dziesiątej rano, że brak dzieci i nic się nie dzieje na wspomnianej zieleni. Wiem, bo wypatrzywszy przez okno komisjantów czym prędzej się ku nim udałem, by uczestniczyć w debacie. Postawione zostaną dwie bramki do gry w piłkę nożną, jeden kosz z utwardzonym boiskiem i jakieś przyrządy do ćwiczeń. Potem się poobserwuje i się zobaczy co z tym fantem zrobić dalej czyli do następnych wyborów. Pewnie odpuściłbym sobie działanie gdyby nie wkurzenie, że ponownie mamy przedwyborczą akcję. Przypomina mi się Laskowik i jego sklep z warzywami i „tjaktor”, gdzie miał koło zepsute ale trzy sprawne. Czasy się zmieniły, ale ten sam optymizmy pozostaje w narodzie wszak i dwadzieścia tysięcy można wyrzucić w błoto gdy chodzi o przekonanie. I tym optymistycznym akcentem pozdrawiam znad „term” w Białej Podlaskiej. 

 

BIALSKA „GRA O TRON”

        Lato dopisało nam tego roku. Rozpoczął się sierpień, a temperatura nie schodzi poniżej trzydziestu stopni i jeszcze to przepiękne słoneczko. Nic tylko leżeć w zaciszu lipy z buteleczką piwa i zażywać rozkoszy wakacyjnego odpoczynku. Gdzieś tam wojny, polityka, niesprawiedliwość i śmieszność, a my tu na dowolnie wybranym boku oddychamy letnią świeżością. Pełny relaks i tylko jak uprzykrzający życie komar wraca do nas codzienność, brutalnie burząc nam spokój letniej sjesty. Odporni przewrócą się na drugi bok, inni dadzą się ponieść emocjom. Walczyłem usilnie z tym medialnym uprzykrzającym przekazem starając się odizolować i nie zwracać uwagi, ale konstrukcja psychiki nie dała rady. Poległem, tym bardziej, że był pierwszy sierpnia rocznica Powstania Warszawskiego, która niestety zmobilizowała do myślenia. Przemoc wielka zmusiła do zajęcia stanowiska wobec wydarzeń bialskiego podwórka. Nie chcę, ale muszę napisać słów kilka o sytuacji, która mogła poczekać, ale się już rozwija. Wielcy grodu nad Krzną rozpoczęli walkę o stanowiska. Wszystko byłoby normalne, gdyby tak poczekali do września. Niestety nie dali odpocząć mieszkańcom rozpoczęli grę, która bardzo mi przypomina twórczość Georga R. R. Martina „Grę o Tron”. Oryginał trwający już czwarty sezon stracił, co prawda na dynamice, ale jeszcze zachwyca. Odniesienie bialskie do oryginału pozwala na sympatyczniejsze spojrzenie na wydarzenia ostatniego miesiąca. Zaczęli „Starkowie” roszczący pretensje do tronu wystawiając po raz kolejny swój atut wolnościowo-społeczny, który wyłonili w rozgrywce z młodym gniewnym, który konsekwentnie pcha się na piedestały, lecz wciąż brakuje mu poparcia, przeciwko „Lannisterom” od lat umocnionym na swoich rubieżach, walczącym o reelekcję z uwagi na fakt, że „Jakem zaczął skończyć muszę”, czyli podłoże kulturowe Południowego Podlasia. Do walki o tron dołączyli „Greyjowie”, którzy od dawna rościli sobie pretensję do władzy, ale niestety nie zwarli szeregów i stworzyli przekomiczną sytuację niedopuszczalną na tym poziomie rządzenia. Falstart, a właściwie wewnętrzne rozgrywki liderów ośmieszyły, a zarazem wzmocniły kandydata, który przestał być kandydatem, bo Podlasie lubi współczuć i wspierać w potrzebie. Nieoczekiwanie ten, który kolejny raz miał być przegranym może zostać zwycięzcą. Takie zawirowania są możliwe w naszej bialskiej grze. Tym bardziej, że ten drugi promowany przez szeryfa z innej wsi może się na tym przejechać i mimo młodego wieku paść na starcie. „Dzicy” też nie próżnują i w walce o tron chcą brać udział wystawiając kandydaturę człowieka „oświeconego”, który poniósł już karę za swą śmiałość, lecz która umocniła go w przekonaniu swojego powołania tym bardziej, że ma „naukowców” poparcie. Czarny koń wyścigu ma duże szanse. Dziwi zatem brak reakcji ze strony „Targaryenów”, którzy zamiast smoków w liść zielony się uzbroiwszy wyczekują jak zwykle na rozwój sytuacji. Wszak doświadczenie i pokoleniowa obecność przy tronie zobowiązuje. Do wyborów jeszcze trochę czasu, nie można popełnić falstartu, to się na opinii odbija doświadczonej i zwartej w bojach partii. Wiadomym jest na pewno, że Targaryenowie nie przegrają. Sukces mają zapisany w swym pochodzeniu z ziem tych naszych. Właściwie można by zakończyć to wprowadzenie do „Gry o Tron” gdyby nie fakt, że może się nam skomplikować scenariusz z uwagi na kolejnych graczy, którzy będą się starali nas przekonać do swoich racji, jak ten tron zajmować i jak na nim siedzieć by był on „widoczny”. Jeżeli chcecie wiedzieć, to Ja wiem. 

WOLNOŚCIOWY ZRYW WARSZAWY

        Minęło siedemdziesiąt lat jak 1 sierpnia 1944 roku o godz. 17.00 społeczność Warszawy chwyciła za broń walcząc o wyzwolenie miasta. Założenia były słuszne, cofający się okupant niemiecki przed nawałą sowiecką wydawał się słaby i bezbronny. Doświadczenie z lat pierwszej wojny światowej szczególnie jej końca wskazywało, że zbrojne przejęcie władzy dawało uprawnienia samostanowienia. Niestety zawiodło rozpoznanie, a może niedocenienie przeciwnika, bo „czerwona pięść” wschodniej sprawiedliwości zamarła w ciosie na Wiśle. Rozpacz i ból polskich żołnierzy II Armii Wojska Polskiego patrzących na pogrom stolicy był wielokrotnie opisywany i przedstawiany w historii Polski z przed okresu przemian. Nikt nie wspominał o żołnierzach Armii Krajowej, którzy podążali na pomoc walczącemu miastu. Perfidią i zbrodnią było zatrzymać natarcie i patrzeć jak ludność cywilna w zrywie wolnościowym ginie. Zbrodnią, działanie wojsk sowieckich blokujących przemieszczanie się oddziałów AK do Warszawy na pomoc ginącemu miastu. Nikt nie pomógł i nikt nie wsparł walczących mieszkańców. Ponad dwa miesiące stolica walczyła, by ostatecznie ulec przeważającej sile wojsk niemieckich, które dostały kart blanche od Rosjan na pacyfikację. Nie pomogły zrzuty uzbrojenia i żywności realizowane przez aliantów, miasto praktycznie przestało istnieć. Powstańcy i ludność cywilna opuścili ruiny wysłani wgłąb Rzeszy, by odpokutować swoją śmiałość. Mimo że przegrali to jednak pokazali światu, jak tych trzystu z pod Termopile, że umiłowanie wolności jest cenniejsze ponad wszystko.

            Minęło siedemdziesiąt lat Warszawa, która miała być rozkazem Hitlera usunięta z map świata rozkwita i pięknieje z każdym dniem. Stolica, centrum życia i kultury kraju nad Wisłą rozwija się i rozbudowuje. Mieszkańcy jednak nie zapominają o czasach waliki, zrywu powstańczego, poległych, godności, honorze, bohaterstwie i wolności. Każdego roku o godzinie siedemnastej pierwszego sierpnia zamiera życie w mieście. Zatrzymują się samochody, autobusy, tramwaje. Zatrzymują się mieszkańcy. Minutą ciszy upamiętniają chwile bohaterstwa i chwały stolicy. Waleczne miasto waleczni obywatele, o których pamięć nie może być zapomniana. Uroczystości w Warszawie to normalność, ważne by Polska zrozumiała, jak walczy się o wolność i polskość, że pamięć o powstańcach warszawskich jest pamięcią nas wszystkich Polaków. Bo Oni nam pokazali, jak walczyć o sprawiedliwość.

            Nie dziwi zatem fakt, że w mieście nad Krzną w Białej Podlaskiej pamiętamy o bohaterach Powstania Warszawskiego. Uroczystości rozpoczęliśmy mszą za Ojczyznę w kościele Parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny o godzinie osiemnastej. Homilię wygłosił ksiądz dziekan Marian Daniluk. Szczere proste słowa o umiłowaniu Ojczyzny. Bohaterstwie, odwadze, wierze i godności oraz ich znaczeniu w tamtych i współczesnych czasach. Potężna dawka lekcji patriotyzmu, której nie sposób zapomnieć. Przemarsz na Plac Wolności i koncert piosenek powstańczych w wykonaniu mieszkańców miasta oraz zespołu „Mikroklimat” i chóru „Schola Cantorum Misericordis Christi”. Apel poległych przeprowadzony przez księdza Mieczysława Lipniackiego poruszył prostotą i doniosłością wyrazu. W zapadającym zmroku wróciły wspomnienia dawnych chwil, gdy żołnierze AK maszerowali na Warszawę. Gdy ich zatrzymano, rozbrojono i wysłano do Majdanka, a potem dalej na Syberię. Uroczystości zakończyło ułożenie kwiatów i zniczy przez harcerzy na miejscu straceń. Śpiewano przy harcerskim ognisku do późnych godzin nocnych. Pamięć o bohaterach Warszawy na trwałe zagościła w sercach mieszkańców grodu nad Krzną.

            Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ Koło Nr 43 w Białej Podlaskiej na zaproszenie Prezydenta Miasta Andrzeja Czapskiego uczestniczyło w uroczystościach. Wartości moralne podkreślane w trakcie uroczystości, tak cenne we współczesnych czasach, nie mogą być nam obce. Swoją obecnością i zaangażowaniem potwierdzamy ich rolę oraz znaczenie w wychowaniu i edukacji społecznej. Bóg, Honor, Ojczyzna to wartości, które straciły na znaczeniu, lecz dzięki patriotycznemu wychowaniu miejmy nadzieję wrócą do świetności. Koło bialskie reprezentowali: ppłk rez. Artur Artecki, sierż. Tomasz Szupiluk, Krystyna Supeł, kpr. rez. Michał Doroszuk, st. szer. Ryszard Artyszuk. Śmiało można powiedzieć, że Powstanie Warszawskie było naszymi polskimi Termopilami.