PRZEDWYBORCZY KOGIEL-MOGIEL

         „Kogiel-mogiel lub kogel-mogel – prosty deser z surowych żółtek jaj utartych z cukrem. Deser pojawił się w XVII wieku w Polsce, jego receptura jest prawdopodobnie pochodzenia żydowskiego. Stał się popularny w okresie międzywojennym i w latach PRL-u, gdy słodycze nie były łatwo dostępne. W Niemczech nazywa się Zuckerei, a regionalnie także Goggelmoggel, w Rosji – gogol-mogol (гоголь-моголь), a w Jidysz – גוגל מוגל, czyli także kogel mogel. Klasyczny kogel-mogel robi się z dwóch żółtek kurzych jaj i trzech łyżeczek cukru, dokładnie razem utartych. Alternatywne dodatki to między innymi miód, rum, bita śmietana, kakao, rodzynki lub sok z cytryny. W innej wersji deseru białko oddzielone od żółtka jest ubite i dodane do masy z żółtka i cukru”.

        Czytając hasło Wikipedii, nie wiem jak Wam, ale mi ślinka leci na te delicje. Całkowicie zgadzam się z przedstawioną teorią i serdecznie polecam młodym i artystom, którzy nie kosztowali tego specyfiku. Kogel-mogiel leczy struny głosowe. Palce lizać. Fajny jest kogiel-mogiel szczególnie w upały kiedy włoży się go na kilka godzin do lodówki. Mamy własnej produkcji lody. Broń boże zostawić na słońcu, bo „salcia” umili nam życie. Kogiel-mogiel to młodość naszych czasów. Kogiel-mogiel to też taki galimatias życiowy czyli pojęcie stosowane w stosunkach społecznych informujące nas, że trudno we wszystkich aspektach życia się połapać i trudno ustalić co komu, o co chodzi.

       Pomny własnych doświadczeń życiowych chcę wysnuć teorię, że właśnie nam się rozpoczął kogiel-mogiel przedwyborczy. Niestety me wywody są obciążone faktem, często w fazie przedwyborczej stosowanej stronniczości, której usiłuję się wyzbyć, ale i tak nikt w to nie uwierzy. Warto jednak w natłoku szumu medialnego jakieś stanowisko przedstawić, by dać możliwość rozwoju społecznej debaty. Kogiel-mogiel, by był dobry trzeba go dobrze utrzeć. Najlepiej od czasu próbować i smakiem ocenić. Powiem szczerze, że osobiście lubię taki lejący nie za bardzo skręcony i z dodatkiem soku cytryny. Niestety to co w tej chwili media i magistrat, kandydaci na stanowiska władz społecznych nam prezentują trudno ocenić. Jedni sypią za dużo „cukru” drudzy jajko z białkiem wlewają. Inni zawzięcie kręcą robiąc sporo hałasu, a wszyscy nas angażują do oceny głosząc wszędy, że my pracujemy i się wykazujemy, a ci drudzy to tylko chcą na urzędy. Całe szczęście lud mamy odporny na propagandę i ożywienie „gospodarcze”. Faktem jest, że trudno przekonać te sześćdziesiąt procent, że udział w wyborach to społeczny obowiązek. Demokracja dodaje nam skrzydeł i po latach przymusu możemy siedząc w domu powiedzieć rodzinnie, że nam zwisa, że kolejni rwą się do koryta i że ja do tego ręki nie przyłożę. Nie będę głosować i dawać satysfakcję, że dzięki moim głosom ktoś osiągnął sukces i dostał się na posadkę samorządową.

        Założenia są słuszne i prawdziwe. Sami możemy stwierdzić, że po dwudziestu pięciu latach demokracji dopracowaliśmy się tego, że tylko dzięki partyjnemu zamordyzmowi demokracja funkcjonuje. Powie ktoś nie prawda przecież w naszym mieście samorządność funkcjonuje. Tak, ale czy na pewno ogólnospołecznie i czy tak do końca komunalnie? Wątpię. W myśl przysłowia, że jeszcze nikt taki się nie urodził, żeby wszystkim dogodził należy optować, że jedna osoba rządzi. Dlatego trzeba próbować, trzeba tę naszą demokrację szlifować nie godzić się na przeciętność, a starać się delikatnie zmieniać, jak po schodach wchodzić coraz wyżej, by żyło się w Białej nowocześnie, po europejsku przynajmniej tak jak w Polsce Zachodniej. I krzyczeć, głośno krzyczeć, że my też są w Europie tu na ścianie wschodniej, a może Europa usłyszy i wstrząśnie tymi co rządzą. Po to, by żadna kasa nie „wsiąkła” jak drzewiej bywało chociaż mieliśmy już bardzo dawno temu meliorację.

        Drodzy bialczanie, zwracam się do tych sześćdziesięciu procent, bardzo Was proszę idźcie do urn wyborczych, złamcie swoje zasady i dajcie miastu szansę. Istniejący beton się nie da ruszyć bez waszego zaangażowania, waszej demonstracji społecznego zaangażowania. Nie ważne na kogo zagłosujecie, ważne żeby było inaczej, by w Białej zachodziły zmiany nie tylko rewitalizacyjne, ale też społeczne. Wszyscy mają programy podobne, jedni z sukcesem inni z dobrymi chęciami. Nikt tak naprawdę nie ma pomysłu na inne, nowocześniejsze, skuteczne. Daje się odczuć brak wyraźny wyobraźni, nie fantazji jak kajakarstwo górskie, lecz choćby tak jak w Międzyrzecu Podlaskim stok narciarski. Mam kilka pomysłów, ale wybaczcie powiem o nich po wyborach. Teraz tylko zachęcam do zmian na „Lepsze” współmieszkańcy.       

LEPSZA BIAŁA

        Właściwie można by już na tym zakończyć. Temat, cel, wszystko po to, by żyło się lepiej w naszym mieście. Założenia słuszne, dowód też można by przeprowadzić wszak jeszcze wiele brakuje nam do ideału. Lepsza Biała Podlaska – Czy to idea fixe? Czy konieczność, która jest konsekwencją rozwoju cywilizacyjnego? Myślę, że w moim przypadku to jedno i drugie. Tu się urodziłem, wychowałem tu zdobyłem wykształcenie. Tu powróciłem i małżonkę uziemiłem chociaż ma swoje miasto pełne wspomnień, blasku, bliskich, przyjaciół oraz mogił na działdowskim cmentarzu. Zostawiła wszystko, by stworzyć rodzinę daleko od normalności, tu na Południowym Podlasiu. Kochanie, dziękuję i wiem ile to kosztuje. Kiedyś tego nie rozumiałem dopóki sam nie wyjechałem. Ktoś powie czego tu żałować? Bieda z nędzą i brak perspektyw na przyszłość, zaścianek. Ale jak już pisałem zaścianek to nie tylko zacofanie, ale tradycja, uczciwość, szczerość i gościnność staropolska, której w innych stronach braknie. Jeszcze ta myśl uporczywa, że przecież tu też jest Europa. Świat tu też się zmienia i miejmy nadzieję na lepsze. Biała, musimy docenić panujących włodarzy, to jest inne miasto niż to przed wstąpieniem do UE. Pamiętajmy jednak, że bez kasy europejskiej nie dałoby się tego dokonać. Wspomnijmy jeszcze o zadłużeniach, które weszły do programów strukturalnych przekształcenia bialskiej rzeczywistości. Około sto milionów długu to kropla w morzu przy inwestycjach miejmy nadzieję miliardowych. Wszak polskie prawo nie przewiduje upadłości struktur miejskich, a jak nawet to tego co zbudowano tak szybko się nie rozbierze tym bardziej, że to też kosztuje. Rozumując tak dalej możemy wrócić do czasów Gierka, którego prawie zlinczowano za 9,8% PKB długu, a obecnego premiera za 40% PKB do władz europejskich wysłano. Zrozum tu Pan politykę? Zrozumieć się tego nie da. Zrozumieć można ludzi oraz ich przemyślenia, które są odpowiedzią na zapotrzebowanie społeczne. Kolejny raz będziemy decydować – jak żyć w naszym mieście?

            „Moja Biała, Biała Podlaska nie ma nigdzie takiego miasta. W mej pamięci zawsze gości Park Radziwiłła i Plac Wolności” piękne słowa refrenu piosenki „Moja Biała” kapeli „Klawa Ferajna”, umieszczonej na stronach radia BiPer, są sentymentalnym symbolem uczuciowej więzi tych, których korzenie wywodzą się z tej ziemi, ale nic nie mówią o przyszłości. Rewitalizacja Białej Podlaskiej bez rewitalizacji życia ich mieszkańców to tylko piękno, które z czasem bez pieniędzy powróci do entropii. Wielkie aglomeracje miejskie pochłoną mieszkańców i zostaną tylko tacy troglodyci jak ja. Jedyna szansa na przyszłość jest właśnie teraz, kiedy Europa widząc dysonans daje kasę na „harmonię”. Trzeba koniecznie tę szansę wykorzystać. Czas na odważne posunięcia, dotychczasowe działania zachowawcze zmarnują tę szansę. Pisałem, tłumaczyłem z przerażeniem czytałem, że brak wiary szczególnie wśród młodych niedobrze rokuje na przyszłość. Zbliżające się wybory to ponownie walka o władzę nie o gospodarskie myślenie. Płacenie za miejsca na liście i ożywienie działalności by dorwać się do społecznych stanowisk. Próba sił i partyjnej lojalności. Dobro społeczne? Później, teraz jest walka o stołki. Polski wachlarz możliwości. Trudno się nie dziwić, że tylko około czterdziestu procent udaje, że wierzy w zmiany na lepsze dla pozostałych ważniejszy jest własny ogródek.

            Właściwie powinienem zakończyć te wywody i zająć się swoim obejściem, ale drzemie we mnie iskierka nadziei, że jednak będzie dobrze w naszym mieście. Przecież jest tylu mądrych ludzi, dwie uczelnie, prawnicy, artyści, specjaliści, biznesmeni oraz biznesmenki, którzy się jakoś odnaleźli w tym środowisku, którzy potrafią osiągnąć sukces, są wielcy. Budują swój świat, w którym mam nadzieję będzie też dla nas miejsce. Nie można tylko się przyglądać i patrzeć, trzeba wykorzystać tę szansę jaką daje nam Unia. Trzeba nam młodego, wywarzonego spojrzenia. Dlatego Kochani zdecydowałem się poprzeć komitet wyborczy Adama Chodzińskiego „Lepsza Biała Podlaska – Adama Chodzińskiego” za odwagę i brak anonimowości. Jedyny, który odważył się swoim nazwiskiem podjąć wyzwanie zmian bialskiej rzeczywistości. Jedyny, który zechciał mnie wysłuchać. Podoba mi się Twoje gospodarskie myślenie Adamie.  

ŚCIERNISKO

          Wakacje, wakacje i po wakacjach. Lato, lato i po lecie. Strasznie szybko ten czas się plecie. Jeszcze nie tak dawno rok szkolny się zamykał, a tu rach-ciach nowy się zaczyna. Jestem pełen oburzenia, że ani chwili wytchnienia. Pracuj, pracuj, ucz się ucz, a garb ci sam wyrośnie tak mówiliśmy, jak byliśmy młodzi. Dziś młode pokolenie inaczej zaczyna. W każdym razie mamy finał letnich kanikuł i czas nowego się imać. Do roboty, do roboty w myśl komunistycznej piosenki budować nasz kraj uroczy. Niech się mury pną do góry, a intelekt rozkwita. Budujemy przyszłe jutro, po wakacyjnym czasie odnowy. Trudno się nie zachwycać. Tworzymy nową przyszłość. Prezydent Unii Europejskiej nowy, rząd polski nowy, nowa Partia Odnowy wszystko nowe, nowe też wybory tylko tak jakoś trudno przekonać się do tej nowej entropii. Trudno w tym szumie medialnym prostemu człowiekowi zaistnieć, przebić się ze swym przekazem, by zostać zauważonym. Szczególnie tym, którzy marzą o karierze politycznej. Osobiście chciałem pomóc swym przekazem i nawet zdobyłem uznanie tej treści: – „Panie Arturze dam radę, podobnie jak Pan daje kandydatom: niech pan sam kandyduje z tymże cudownym programem, wygra Pan w cuglach i zostanie… Księciem Radziwiłłowszczyzny Arturem I Cudotwórcą” czyż nie jest to przekonywujące i ambitne i w dodatku jak pięknie brzmi. Można popaść w zachwyt i dać się ponieść emocjom. Niestety racjonalizm zwyciężył uznałem jednak, że zbyt późno się określiłem i na dzień dzisiejszy jest to nie wykonalne, ale kto wie może za cztery lata? W każdym razie ja się jednak przebiłem i zostałem zauważony, a to już jest sukces. Porozmawiajmy o innych rządnych władzy, a co za tym idzie kasy.

            Jak już pisałem udzieliłem kilku osobistych wskazówek, jak być dobrym gospodarzem nie politykiem, pokazałem wolne nisze, ale nic nie napisałem, jak zdobyć społeczne poparcie. Przejechałem się na graczach o tron, ale nic nie mówiłem co robić, by ten tron wygrać. Sprawa nie jest wcale błaha, a wręcz można powiedzieć nagląca. Wybory tuż, tuż a poparcia nie ma. Nerwowe poczynania kandydatów ocierają się o śmieszność. Próbuje się różnych metod nawet tych z pogranicza etyczno-moralnych byle tylko być widocznym i zdobyć uznanie osób ważnych. W myśl zasady BMW (Bierny, Mierny ale Wierny) chce się nas przekonać, że się jest lojalnym oceniając bogu ducha winną dziennikarkę i to na posiedzeniu Rady Miasta. Cel chyba osiągnięto, bo media w tym moje radio dość szeroko na ten temat się wypowiadało. Inny, co prawda już dawno, chciał nadawać nazwy naszym „kładkom” na Krznie. Kolejny się przyczepił do klap na kanalizacji miejskiej twierdząc, że się profanuje osobę świętą czym uzyskał krajowe uznanie, zaistniał co prawda, ale nie intelektualnie. Podobno niedawno, może tydzień temu odkryto, że mamy ulice w Białej Podlaskiej źle ponumerowane, a rowerzyści jeżdżą po szarym, a nie na czerwonym jak w całej Polsce. Jeszcze chwila i koncerty w amfiteatrze się pojawią sponsorowane przez instytucje pożyczkowe, nie mieszające się w politykę tylko promujące swoją działalność. Porywa się naród do akcji społecznej otwierającej nam przejazd na Europę, zbiera zeznania społeczne o stanie naszego zakompleksienia no i już na koniec przykład z własnego podwórka, rewitalizuje się plac zabaw w „bialskim trójkącie” za niecałe 20 tysięcy polskie.

            Darowanemu koniowi nie powinno się zaglądać w zęby, ale przecież to nasze pieniądze wywalone w błoto na potrzeby kampanii wyborczej. Reportaż fotograficzny wspomnianej inwestycji poniżej. Strach się bać jak dzieci z „Osiedla Młodych” będą mecze rozgrywać w kosza, piłkę nożną, siatkówkę trzepakową lub ćwiczyć na drabinkach. Wszystko to efekt działania podobny do wyżej opisanych pomysłów zdobycia społecznego poparcia. Warto jeszcze wspomnieć, o tych którzy potrafią się sprzedać i to na poziomie, ale wymaga to kasy i osiągnięć, które uzyskano za nasze społeczne finanse i umiejętne wykorzystanie unijnej kasy. Przeciętny obywatel nie zastanawia się jak, ale że jest i że może z tego korzystać. Wróżę zatem, że jeżeli się nie znajdzie ktoś z pomysłem możemy liczyć na status quo społeczno-ekonomicznej egzystencji.

            Kończąc te moje rozważania krótkie proponuję nie wstydzić się społeczeństwa i wyjść na Plac Wolności na „piramidę” i zacząć wprowadzać nowe, bo tylko przekonanie nas prostych ludzi do swych racji i wyobrażeń, a nawet podpisanie zobowiązania może przekonać, że w danego człowieka można zainwestować. Wracając do własnego podwórka wierzę mocno w to, że może się uda zrobić z tego szwindlu inwestycyjnego, w którym dominującym elementem jest ściernisko, dziecięce i mieszkańców relaksacyjno-odpoczynkowe San Francisco. Tym optymistycznym akcentem kończę felieton o przedwyborczych zawirowaniach, które nie pozwalają zapomnieć o polskich realiach. Fajnie, że można już działać, a nie leniuchować na plażach. Fajnie, że skończyły się wakacje i sezon ogórkowy odszedł, można tworzyć dokonania na miarę naszych społecznych potrzeb.