ŁĄCZY NAS MIĘDZYRZEC, RAZEM NAM SIĘ UDA

       Niestety spalony na bialskim gruncie, prawie zlinczowany, a wręcz wygnany w Bieszczady nie przestaję być chyba tym, który myśli racjonalnie i z sensem. Lubimy słuchać bajki, tak się nasz gatunek rozwijał, jak nie było radia, telewizji, Internetu, czyli mediów. Byli bardowie i oni opowiadali bajki, jak było, jest i będzie. W tamtych latach wszyscy się zachłystywali opowieściami i wręcz czekali, kiedy bard przybędzie i opowie o wielkim świecie. Bardowi ci byli różni, szczerzy, uczciwi, inteligentni i kuci na cztery nogi, którzy potrafili tak ludem zachachmęcić, że lud głupiał i wierzył we wszystko o czym tylko mówili. W Polsce mieliśmy jednego takiego, który przy królu się kręcił, ale był tak inteligentny, że był nie tylko przez monarchię doceniany ale też lud przeciętny, był nim Stańczyk z Krakowa błazen królewski. Słynny obraz Matejki przedstawiający zasmuconego, myślącego Stańczyka daje do myślenia. Chciałbym, osobiście, żeby ten lud Południowo Podlaski pomyślał.

            Bardów się nam namnożyło. I to tych manipulujących, którzy niczym pierwowzory manipulują ludem prostym, by swój cel osiągnąć. W Białej krucjata nienawiści i obłudy, w Międzyrzecu Podlaskim kłamstw i oszczerstw. Wszyscy przed drugą turą wyborów chcą ośmieszyć tych, którzy do tej pory demokrację budowali. Biała już tyle razy przez moją osobę opisywana, chwalona, ganiona, podziwiana, jako miasto rodzinne. Teraz chcę kilka słów poświęcić niezbyt odległemu miasteczku, przepraszam obraził bym burmistrza urzędującego zakochanego w swej mieścinie, Miastu Międzyrzec Podlaski. Czemu, bo się okazuje, że „bard” z Białej Podlaskiej czyli „szeryf z innej wsi” próbuje Burmistrza ze stanowiska usunąć. Nic by nie było w tym nienormalnego gdyby nie fakt, że ten szeryf z Międzyrzeca Podlaskiego pochodzi i dla kasy uciekł do Białej Podlaskiej, gdzie niestety prawie instytucję szlachetną na skraj bankructwa doprowadził. Podobno, nawet na egzaminie było zejście śmiertelne, ale chyba nie z winy dyrektora? W każdym bądź razie dziwi mnie ogromnie, że nawet tu na Podlasiu mamy ludzi wszechstronnych, którzy potrafią wszystko spieprzyć, jak to śpiewał Wojciech Młynarski. Wkurza mnie ogromnie fakt, że polityka, polityką ale wspólnie spędzone chwile w górach, jak to śpiewał Wysocki – „jeżeli chcesz poznać człowieka weź go w góry tam się okaże jaki z niego przyjaciel”. Myślałem, że to zobowiązuje, myliłem się – nie z każdym. Ma rodzina ma same straty z tej przyjaźni.

            Nuta osobista się wkradła, przepraszam, ale uprasza się społeczność międzyrzecką czyli Międzyrzeca Podlaskiego o myślenie. Nie zachwalam ale stwierdzam fakty: Międzyrzec ma markę w odróżnieniu od Białej – Stok narciarski, jeziorka międzyrzeckie, które już ściągają gawiedź z Polski. Uznanie Krakowa, nowe ulice i infrastrukturę miejską. Jest porządek, ład i czystość. Coraz lepiej się żyje, a burmistrz spotyka się z młodzieżą i myśli o ludziach starszych. Czy to chcemy zamienić na czcze obietnice tym bardziej, że w ulotce promującej się już kłamie. Tak proszę państwa są kłamstwa, jeżeli pozwolicie przytoczę. „Ilość oddanych głosów przeciwko obecnemu burmistrzowi świadczy o tym, że Międzyrzeczanie chcą zmian”. Wierutna bzdura! – głosuje się za, a nie przeciw czyli już widać, że poniosła fantazja wyborcza. Drugim kłamstwem jest przywłaszczenie sobie głosów pana Cezarego J., który wyjechał do Warszawy i pewnie nawet nie wie, że został wmanewrowany. Dziwi też poparcie „szeryfa” przez Pana Marszałka Sławomira S., który przecież do tej pory był z obozu obecnego burmistrza, a przynajmniej stwarzał takie wrażenie. Śmieszność totalną, znając szeryfa budzą we mnie słowa, że „dobiorę do współpracy ludzi posiadających wiedzę, doświadczenie, zaangażowanie i uczciwość”, czyli jak rozumiem ma Pan na myśli Andrzeja M. z Białej Podlaskiej , a tak jak Pan pochodzącego z Międzyrzeca Podlaskiego.

          Dlaczego piszę już wspominałem, bo jestem przeciw bardom, którzy mieszają w głowach biednym ludziskom, dając nadzieję na lepszą przyszłość, a właściwie to chodzi im o władzę i kasę. To wszystko. Międzyrzeczanie, do zobaczenia na wyborach!

SYNDROM BRUTUSA

         Miałem, jak już wspomniałem koledze Krzysztofowi, wyluzować, ale to jego polemika uzmysłowiła mi, że kto jak kto, ale ja powinienem zająć odpowiednią „pozycję” odnośnie demokratycznych poczynań liderów politycznych Białej Podlaskiej. Wszak się szczyciłem prawdomównością i szczerością oraz godnością oficera dla którego Bóg, Honor, Ojczyzna to nie czcze banialuki lecz wyraz godności oficera wojska polskiego. Dyplomacja dyplomacją, ale kiedy nie dostałem się do zacnego towarzystwa osób uprzywilejowanych realizujących proces udemokracyjniania społeczności bialskiej, zwolniony jestem zatem z uprawiania polityki, czyli trzymania swych opinii w dyplomatycznym milczeniu. Nadal jestem tylko emerytem wojskowym, dumnym ze swego statusu społecznego, który z godnością może pisać to co wymyśli głowa, a że głowa chyba jest nie głupia to zobowiązuję ją do przekazania, jako autor felietonów swego stanowiska. Tytuł nieprzypadkowy i przemyśleń godny, żeby zrozumieć me przesłanie pozwolę sobie wzbogacić wiedzę czytelnika o informacje zawarte w Wikipedii, dotyczące postaci Brutusa z czasów demokracji rzymskiej, pasującej jakże do obecnych czasów. „Syn Marka Juniusza Brutusa, trybuna ludowego w 83 p.n.e., zwolennika Mariusza i Serwilii, przyrodniej siostry Katona Młodszego, Pasierb Decimusa Juniusza Silanusa, konsula w 62 p.n.e. Starannie wykształcony retorycznie i filozoficznie, był dobrym mówcą. Po adopcji przez wuja nosi nazwisko Kwintus Serwiliusz Cepion Brutus (Quintus Servilius Caepio Brutus). W 54 lub 55 p.n.e. objął urząd kwestora. Stronnik optymatów, w walce o władzę pomiędzy Cezarem a Pompejuszem popierał Pompejusza, walcząc po jego stronie pod Dyrrachium i Farsalos, gdzie dostał się do niewoli. Ułaskawiony, przeszedł w 48 p.n.e. na stronę Juliusza Cezara. W 46 p.n.e. objął zarząd nad Galią Cisalpińską. W 44 p.n.e. został pretorem (o pretorianach pisałem). W tym samym roku uczestniczył w zamachu na Cezara w „Idy Marcowe”. Według niektórych źródeł to do niego były skierowane ostatnie słowa Cezara „I ty Brutusie, przeciwko mnie” (Et tu Brute, contra me). Po śmierci Cezara sprzymierzył się z Kasjuszem, z którym stanął na czele republikanów i prowadził walkę z triumwirami. Po klęsce w bitwie pod Filippi w 42 p.n.e. z siłami Marka Antoniusza i Oktawiana Augusta, Brutus popełnił samobójstwo. Był przyjacielem Cycerona i został uwieczniony przez niego w dziele o najwybitniejszych retorach pod tytułem „Brutus”. Postać jakże ciekawa i jakże kontrowersyjna. Wydaje się, że niby dla demokracji poświecił przyjaciela – Cezara, którego był pretorianinem. Nasza młoda demokracja buduje swoje oblicze, uczy się na błędach, ale dlaczego te same błędy popełnia, które już nie raz się sprawdziły jako błędne założenia. Demokracja, demokracji oddani, fanatycznie uzależnieni od przesłań prawicowych. Agresywnie nastawieni do innych racji, złośliwi, stosujący chwyty iście z czasów rzymskich, bawiący się pospólstwem, a my wszyscy na to patrzymy i ja milczę. Dość tego, mimo, że jestem katolikiem, jeżeli Państwo nie wiecie, to przecież chrześcijanie zniszczyli bibliotekę aleksandryjską, dorobek wieków i stuleci prakultury europejskiej i my szczycimy się, że jesteśmy miłosierni. Fanatyzm, „mocherostwo”, zacietrzewienie widoczne na każdym kroku i obłuda tych pospólstwem zarządzających. Z przerażeniem czytam i oglądam wpisy osób na fejsie, które wydawały się być mądre i stateczne, a teraz ziejące jadem nienawiści do tych, którzy przecież nie siłą, ale demokratycznie władzę tę zdobyły. Brak merytorycznych rozwiązań z jednej i drugiej strony, ale to tylko propaganda, wszak rządzi się jak fundusz pozwoli. Max słusznie napisał, że prezydent mało się na świat otworzył, ale jak miał się otworzyć skoro tym samym skazałby siebie na unicestwienie bialskiego biznesu, kto podcina gałąź na której się siedzi? Chyba głupiec. Propozycje, które przedstawiłem w programie Adama Chodzińskiego stawiały na rekreację, wypoczynek, turystykę oraz infrastrukturę czyli termy, SPA które można byłoby wpisać w markę Janowa Podlaskiego. Chronimy biznes własny i dajemy się rozwinąć inwestycjom, ale każdy patrzy jak na wariata, a przecież to dużo taniej niż program „Krzna dla miasta”. Zrobienie z Białej złomowiska przez kontrkandydata obecnego prezydenta miasta, to najgorsze co może nas spotkać. Proszę popatrzeć w Internecie jeżeli możecie, bo na przykład mnie już blokuje jakiś złośliwy program. W każdym bądź razie chciałbym uwierzyć obu konkurentom. Jeden okazał się kiedyś niezbyt słowny, drugi prze na władzę chociaż nie ma zielonego pojęcia o co chodzi. Z dwojga złego na przekór „Brutusowi”, który nawet nie zapytał się o stanowisko, bo zachłystnął się głosami wyborców, popieram Andrzeja Czapskiego licząc, że tym razem skorzysta z moich sugestii, czyli „żeby wilk był syty i owce całe”. Mam nadzieję Panie Prezydencie, mam nadzieję, ponoć ona umiera ostatnia.

 

STRUKTURA CZASU

      Zebrałem dzisiaj, jak to młodzi mówią niecenzuralnie, nie będę przytaczał słów, bo i tak już podpadłem wierszem Tuwima, reprymendę od mojej latorośli, która się wyraziła dosyć dla mnie w niemiły sposób, że jako ewentualny kandydat na radnego, mentor, weteran misji zagranicznych powinienem się odpowiednio do wieku i pozycji społecznej zachowywać. Pewnie moi szanowni koledzy równolatki, dystyngowani i mądrzy przychylą się do opinii mojej córki, że w pewnym wieku nie uchodzi zapominać się o ilości lat na liczniku. Powodem mej nagannej postawy był wieczór w dość dobrze znanym lokalu, związanym z ssakiem morskim w Białej Podlaskiej. Pomysł udania się na wieczór podrzuciła koleżanka z PiS-u, która sama w ostatnim momencie zrejterowała tłumacząc się spotkaniem z Senatorem. Oficer, wojskowy, jak już podejmie decyzję to nie ma odwrotu. W godzinach późno wieczornych zjawiłem się na koncercie DJ, zabijcie mnie, ale nie pamiętam, jak go nazywano tym bardziej, że bardzo się cenił i zjawił się czy nie zjawił, niestety nie pamiętam na koncercie. Wytańczyłem się przednio, chociaż byłem najmłodszy wśród towarzystwa. Te dysko polo czy inne rytmiczne hukowiska wcale mi nie przeszkadzały utrzymać rytm, a nawet rozwijały wenę twórczą. Oczywiście ma osoba budziła sensację nie wiem czy z powodu ubioru, czy wyglądu, a może wieku. Trudno to określić. Faktem jest, że było fajnie. Blond włose dziewczę, które zwróciło moją uwagę, ale pomny obrazu „Zuzanna i Starcy” Rembrandta mogłem tylko patrzeć i podziwiać ukradkiem. Bawiłem się w towarzystwie młodych ludzi, którzy obchodzili osiemnastkę kolegi. Okazało się, że Ernest jest synem mego przyjaciela z lat szkolnych. Marek, zawsze mnie zadziwiał swoją przebojowością i kulturą fizyczną. Był tak wysportowany, że z zazdrości poszedłem na Wojskową Akademię Techniczną żeby też z mojej osoby zrobili faceta. Ernest to kultura, takt i wychowanie i szok, że ma tylko osiemnaście lat na stanie. Fakt, zabalowałem, dałem upust emocjom, ale nie mogę się zgodzić z córką, że jestem stary i takie zachowanie nie uchodzi, że powinienem siedzieć w domu, oglądać telewizję i być statecznym panem, a ja mam przecież „osiemnaście lat tylko”. Piszę ten felieton po to, by MŁODZI, MA CÓRKA PAMIĘTALI, że czas to jest struktura, empatia, która płynie, zmienia się i minie. Dlatego kochani młodzi pamiętajcie, że też kiedyś będziecie starzy i nie będziecie wstanie się z tym pogodzić. Jeżeli się pogodzicie to niestety widzimy się na cmentarzu. Z wyrazami uznania Artur.     

TUWIM NIEZNANY

      „Całujcie mnie wszyscy w dupę”, to wiersz prawdziwy pisany bez konwenansów, w którym poeta ściśle określił odbiorców, a nawet ich zdefiniował. Sztuczność, megalomania, życie na pokaz to cechy tych osób, których autor wyróżnił tytułowym „gestem”, a jednocześnie wierszem swym Julian Tuwim daje do myślenia i zastanowienia czy akurat nie kwalifikujemy się do uwzględnienia w treści wiersza. Poeta Tuwim pisząc utwór był u kresu wytrzymałości emocjonalnej w odniesieniu do otaczającej go rzeczywistości społecznej, układów, kolesiostwa, dodajmy moralnie spaczonych aktywistów. Wiersz doskonale ilustruje stopień demoralizacji ówczesnego polskiego społeczeństwa splątanego jak kłak wełny przyziemnymi interesami, ociekającymi obłudą, fanatyzmem, fałszem i dewiacjami teologiczno-intelektualnymi. Pokazuje totalny deficyt tolerancji i miłości, ma klimat balangi w operze.

       Prawdziwy poeta nie unika trudnych i różnorodnych tematów. O pewnych sprawach po prostu nie można pisać „grzecznymi słowami”, ani rozwodzić się intelektualnie nad tematem, bo uniemożliwi to zrozumienie, co akurat autor miał na myśli. Niech za groteskę posłuży fakt niskiego poziomu edukacyjnego polskiego środowiska intelektualnego, gdy w pewnej szkole publicznej na konkursie recytatorskim uczeń przedstawił, czyli zarecytował właśnie ów wiersz o wspomnianej wyżej „działalności fizycznej” i grono pedagogiczne chciało go zawiesić w prawach ucznia. Całe szczęście wstawiennictwo polonistki, która wyjaśniła uczenie, że to wiersz Juliana Tuwima, młodzieniec został jedynie ukarany naganą na szkolnym apelu i „jedynką” czyli pałą z j.polskiego. Tacy myślący inaczej pedagodzy zajmują się w teologicznej Polsce edukacją społeczną. Wiersz ten to swobodna interpretacja stylu Françoisa de Montcorbier (des Loges) czyli po prostu Villona, jak to określił Boy w swoich przekładach. Wiersz z powodów etyczno-cenzuralnych i faktu, że chcę jeszcze mieszkać w tym mieście został troszeczkę zinterpretowany i skrócony. Zachęcam do przeczytania oryginału. Mam nadzieję, że oddaje odczucia mentalne większej części społeczności intelektualnej miasta nad Krzną.

 

„Całujcie mnie wszyscy w dupę”

Julian Tuwim

 

Absztyfikanci Grubej Berty

I katowickie węglokopy,

I borysławskie naftowierty,

I dresiarskie, bycze chłopy.

Warszawskie bubki, żygolaki

Z szajką wytwornych pind na kupę,

Rębajły, franty, zabijaki,

Całujcie mnie wszyscy w dupę.

 

 

Socjały nudne i ponure,

Pedeki, neokatoliki,

Podskakiwacze pod kulturę,

Czciciele radia, internetu,

Uczone małpy, ścisłowiedzy,

Co oglądacie świat przez lupę

I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,

Całujcie mnie wszyscy w dupę.

 

Item ów belfer szkoły miejskiej,

Co dużo chciałby, a nie może,

Item profesor Cy… licealny

(Pan wie już za co, profesorze !)

I ty za młodu nie dorżnięta

Megiero, co masz taki tupet,

Że szczujesz na mnie swe szczenięta;

Całujcie mnie wszyscy w dupę.

 

I ty fortuny skur……..u,

Gówniarzu uperfumowany,

Co splendor oraz spleen Londynu

Nosisz na gębie zakazanej,

I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,

A srać chodziłeś pod chałupę,

Ty, wypasiony na jakimś szwindlu,

Całujcie mnie wszyscy w dupę.

 

I wy, o których zapomniałem,

Lub pominąłem was przez litość,

Albo dlatego, że się bałem,

Albo, że taka was obfitość,

I ty, cenzorze, co za wiersz ten

Zapewne skarzesz mnie na ciupę,

Iżem się stał świntuchów hersztem,

Całujcie mnie wszyscy w dupę!…

 

       Wiersz ten powstał jako odpowiedź Juliana Tuwima na to jak potraktowali go bliscy ludzie, których uważał za swoich przyjaciół. No cóż, w chwili gdy poeta potrzebował wsparcia i pomocy – zostawili go i odwrócili się od niego – pokazując swoje prawdziwe – świńskie – oblicze. Tak to się poznaje przyjaciół w chwili biedy i potrzeby i tak to swoich pseudo przyjaciół poznał Julian Tuwim. I za to im w tym wierszu pięknie dziękuje. Minęło tyle lat, a wiersz jest w dalszym ciągu aktualny.  Z wyrazami szacunku Artur Artecki.

GRUSZKI NA WIERZBIE

      Końcówka kampanii wyborczej. Jak to się mówi – „Szał uniesień” Podkowińskiego. Praktycznie nie da się żyć Panie Premierze. Każda chwila, wypełniona reklamami w radio i Internecie. Każdy zaułek oklejony lub obwieszony banerami. Każda rodzina podzielona, bo jak głosować, jak w tym samym okręgu wyborczym tylu swoich. Jak żyć Panie Premierze? Wstyd się przyznać, ale też uległem fobii i kilka banerów w liczbie sześciu wywiesiłem. Kierując się presją kandydatów, że to pomoże wygrać w „Wyścigu Szczurów” po fotele radnych. Może też zaspokoi nasze sumienie fakt, że jednak coś się zrobiło, żeby przekonać wyborców. Wyścig to niesamowity oparty o media, Internet i bilbordy oraz ulotki. Cieszy fakt, że nareszcie nie ma obwieszonych słupów, bo to już, by były święta bożonarodzeniowe. Tyle choinek na ulicach, jak było cztery lata temu, nie wielu pamięta. Poszliśmy naprzód, mamy wyższą szkołę jazdy. Potężne bilbordy na wszystkich zakrętach ulic bialskich oraz ogromniaste na blokach mają nas przekonać, że na tego faceta trzeba głosować, bo jeżeli ma kasę na „propagandę” to pewnie nie będzie brał forsy z miasta i społecznie pełnił będzie obowiązki włodarza lub radnego dla dobra społeczności miejskiej, jak to robił pewien parlamentarzysta z Lublina. Koń by się uśmiał. Faktem jest, że gdzie kasa tam i kampania bogata wsparta o organizacje wyciągające od nas fundusze w ratach.

            Chętnych na stanowisko radnych jest 300 tak, jak tych, co bronili Termopile. Polegnie, 277 czyli 92% odejdzie z kwitkiem. Rachunek prawdopodobieństwa jest okrutny, a jednak wszyscy prą naprzód i oddają „życie” na niwie demokracji. Bo niestety to wszystko przylega do demokracji. Oskarżenia, pomówienia, zrywanie plakatów, domalowanie uszczypliwości, to wszystko jest podobne do obchodów Dnia Niepodległości, gdzie w godzinach wieczornych pokazaliśmy w Warszawie, jak „patrioci” potrafią bić się o demokrację. Oglądałem i smuciłem się wielce. Zadając sobie pytanie czy nie stać nas na bycie normalnym narodem? Czy trzeba wojny, upokorzeń, prześladowań, by naród nad Wisłą zrozumiał, co to Polska? Oglądałem w dniu naszego święta 11 listopada obchody Dnia Weterana w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Przecież to też młoda demokracja licząca około dwustu czterdziestu lat, a poszanowanie tradycji narodowej przeogromne. Czy u nas musi być zawsze „pospolite ruszenie” gdzie warcholstwo, jak dawniej zabawia się „pierdzeniem” do ognia? Taka ma być Polska? Przepraszam, ale to nie tylko w Warszawie, brudna polityka dociera też i do zaścianka, tu do nas na Podlasie. Czy wszystkie chwyty dozwolone? Zastanówcie się Panowie. Smutno mi Panie.

            Obiecanki cacanki, a głupiemu żal, że ponownie dał się nabrać propagandzie. Kochani krawiec kraje ile mu materii staje. Plany, propozycje, fantazje o swoich też piszę, uzależnione będą od decyzji nie tu w naszym mieście, lecz tam gdzie jest kasa, czyli w Lublinie i Warszawie. Jedyny mądry i słuszny wątek to ten, by w organie doradczym Prezydenta Miasta, podkreślam, organie doradczym Prezydenta Miasta zasiadali ludzie mądrzy nie marionetki opcji politycznych czy myślący inaczej, którzy czepiają się złej numeracji ulic lub, że ścieżki rowerowe są szare, a powinny być czerwone. Prezydent pełen energii i zaangażowania, który nie boi się pukać do drzwi, a jak się nie da wchodzi oknem, to też musi być osobowość i mieć wsparcie społeczne mieszkańców nie tylko pieniędzy. Mieć siłę i wiarę, że nie ma rzeczy niemożliwych. Jest walka o perspektywy i godne życie mieszkańców Białej Podlaskiej. Jak Leonidas oddać „życie” dla dobra naszej „Sparty”. Proszę, zatem nie opowiadać mi bzdur o strefie ekonomicznej, lotnisku recyklingowym jakby Biała miała za mało śmieci. Jakieś elektrownie i termy, które sam lobbuję, ale obiecać i rozliczyć się z obietnic, że za Waszej czteroletniej kadencji zrobicie wszystko, nie szczędząc zdrowia i sił, by w Białej lepiej się żyło. Tak mi dopomóż Bóg. Wybierajmy Białą i tych, którzy są dla niej najlepsi oraz godni.

ZADUSZKI JAZZOWE

         Dzień wszystkich Świętych i Zaduszki mamy za sobą. Uzyskaliśmy rekordową kwotę dwudziestu dziewięciu tysięcy złotych podczas kwesty na renowację zabytkowych nagrobków nekropolii bialskiej przy ulicy Janowskiej. Pogoda dopisała było ciepło i świątecznie. Ludziska nie żałowali kasy, szczególnie ludzie starsi. Grosik do grosika i uzbierała się niezła kwota tym bardziej, że to rok wyborów czyli do kwesty było chętnych od groma szczególnie tych z bilbordów, którzy kwestując sami też wspierali pokaźnie mamoną fundusze zebrane. Nieważne jak, ale po co i dla czego? Jak to mój dziadek mówił często. Liczy się cel, a cel został osiągnięty i to jest najważniejsze.

          W dniu 5 listopada br. w lokalu o włosko brzmiącej nazwie „Verona” na ulicy Janowskiej w podziemiach „Sawka” odbyły się XXVIII Bialskie Zaduszki Jazzowe poświęcone pamięci Stephane Grappelliego. „Muzyk w latach 1924–1928 studiował muzykę w konserwatorium paryskim. W 1933 spotkał gitarzystę jazzowego Django Reinhardta, z którym wspólnie utworzył zespół „Quintette du Hot Club de France” (składający się ze skrzypiec, trzech gitar akustycznych i kontrabasu). W latach 1933-1939 zespół ten dokonał licznych znakomitych nagrań i występów. Działalność ich przerwał wybuch II wojny światowej. W 1946 Grappelli i Reinhardt zetknęli się powtórnie, chociaż nie reaktywowano już na stałe wspólnego zespołu. W latach 50. i 60. Grappelli występował w klubach jazzowych w całej Europie; w Stanach Zjednoczonych stał się znany dopiero w latach 70. Uprawiał różne gatunki muzyki i nagrywał z wieloma muzykami, m.in. z Dukiem Ellingtonem, Earlem Hinesem, Larrym Coryellem, Oscarem Petersonem, Jeanem-Lukiem Pontym i McCoyem Tynerem, Paulem Simonem, grupą Pink Floyd („Wish You Were Here”). Był aktywny jako muzyk przez prawie siedemdziesiąt lat. W tym czasie dwukrotnie odwiedził Polskę – w 1991 i 1994. Został pochowany na cmentarzu Père-Lachaise”.

         Tyle można przeczytać w Wikipedii. Wieczór w Veronie artyście był dedykowany. Nasz bialski maestro jazzowy Jarek Michaluk ponownie nas zaskoczył. Wieczór zaduszkowy klimatycznie był ukierunkowany w nastroje zespołu „Quintette du Hot Club de France”. Mieliśmy skrzypce, gitarę, kontrabas i dzięki muzykom nastrój, który długo będzie pamiętany w bialskich elitach intelektualnych. Wieczór jazzowy był boski. Przepiękne solówki na skrzypcach w wykonaniu Macieja Strzelczyka. Wirtuozeria interpretacji Krzysztofa Wolińskiego na gitarze oraz mistrzostwo jazdy na kontrabasie w wykonaniu Pawła Puszczało. Dwie godziny minęły jak z bicza trzasło. I tylko tak od niechcenia chciałbym dodać przytaczając monolog Janusza Gajosa „Kultura” – „Kultura to jest coś takie coś, że się w pale nie mieści. Pytają mnie też rożni kulturalni ludzie z pijalni piwa, na pośredniaku gdzieś. Co ja tak kombinuję o takim koncercie jazzowym? Różne stworzenia boże są na świecie, i bardzo dobrze. Tylko nie na koncercie, w mordę. Ponieważ, że koncert ma swoje sacrum. Co to się oznacza? To się oznacza, że – morda w kubeł. Artysta ma płacone od tego, żeby nawijał. Taki muzyk nie po to się uczył dwa, trzy, cztery czy tam znów więcej lat, jak nie zdał z klasy do klasy u różnych profesorów robić melodyjki żeby mu potem jeden z drugim byle kto z ulicy na przykład na solówce krzyczał – ty muzyk nie przeszkadzaj bo spożywam”. Poza tym wszystko było „OK”. Świetnie się bawiłem i to było coś pięknego dla udręczonego kampanią wyborczą serca.  

 

BIALSKI SPOT

      Wbrew pozorom nie jest łatwo wypromować miasto, zwłaszcza te położone na kresach wschodnich Polski. Strony nasze zawsze będą się kojarzyć z „Ranczem” „Samymi Swoimi”, „U Pana Boga ………” czy „Raz do roku w Skiroławkach”. Po prostu, jak to specjaliści mówią, mamy markę i marki trzeba się trzymać. W markę wpisuje się film „To nie koniec świata” gdzie wyraźnie uwypuklono naszą zaściankowość i taki obraz jest zgodny z ogólnopolskim pojmowaniem naszych stron. Inny przekaz tu nie pasuje i zamiast z tym walczyć trzeba to umiejętnie wykorzystać. Na bazie komedii, ironii można stworzyć materiał, który będzie pokazywał dynamiczne zmiany południowo podlaskiej rzeczywistości. Nie zgodzę się z interpretacją o wolno płynącym czasie w mieście gdzie mamy Akademię Wychowania Fizycznego i Państwową Szkołę Wyższą. Gdzie jest od groma klubów, pubów oraz nawet browar, gdzie młodzież ucząca się stanowi większość miejską grodu nad Krzną. To chyba nie u nas występuje uśpienie narodowe.

            Wróćmy jednak do spotu reklamowego promującego nasze miasto sponsorowanego przez magistrat. Przyczepić się do warsztatu artystycznego nie można. „Produkcją spotu zajęło się bialskie „Shinobi Pictures”, scenariusz i reżyseria to dzieło Adriana Brzezińskiego oraz Dominika Masalskiego, który skomponował także ścieżkę dźwiękową. O „przekaz” zadbali A. Brzeziński, Łukasz Osypiuk i Sebastian Kostrubała. Stylizacjami zajęła się Marta Pendryk, a w realizacji pomogli Jakub Jańczuk, Michał Łuć, Maciej Szupiluk, Marcin Bochenek, Tomasz Niźnikowski, Waldemar Wiśniowski oraz Renata Szwed. W filmie wykorzystano m.in. ujęcia z drona (kiedyś tylko można było pomarzyć), technikę zdjęć poklatkowych i zdjęcia slow motion. Produkcja kosztowała urząd miasta 35 tys. zł netto”. Informacji dostarczyła Biała24.pl, i dzięki niej informuję państwa, jak to „dzieło” powstało. Żeby ocenić trzeba obejrzeć, a jest co, bo aż dziesięć minut. Sprzeczne jest to z wszelkimi arkanami promocji, bo każdy manager powie, że uwaga „klientów” jest krótka i wymagająca. Proszę popatrzeć na Youtubie. Szybko zmieniamy kanał jak jest coś przydługie i mało dynamiczne. Spot, niestety jest długi i mało dynamiczny nie przyciąga uwagi, czyli jest do …….  –  nieprzetrawienia.

     Wróćmy do fabuły, czyli przygód „Jasia” w Białej Podlaskiej. Przyjechał pociągiem na bialski dworzec, już po rewitalizacji, wpada na graffiti tylko jakoś nie kojarzę gdzie jest ta ściana z tym malunkiem? Potem breakdance przed starą parafią. Wyciąga jakieś płótno na tle ośrodka Caritasu Biała Podlaska. Dawny stary szpital też po rewitalizacji. Okazuje się, że to jest stara mapa z zaznaczoną jakąś trasą jakby poszukiwacza skarbów. Kolejne ujęcie to Muzeum Białej Podlaskiej gdzie młodego Jasia prześladują jacyś rycerze. Jakoś nie kojarzę żeby tacy bywali na Południowym Podlasiu. Idąc za nimi młody wpada do Miejskiej Biblioteki Publicznej gdzie o zgrozo kradnie figurkę rycerza, a może pożycza? Nie wiem, ale to jakoś głupio wygląda. Odwiedza „Barwną” multimedialną bibliotekę dla dzieci i młodzieży. Wyciąga ponownie szmatkę z mapą, którą wyraźnie orientuje w bibliotece. Kierunek pada na regał z książkami. Rozumiem, że znalazł tajemnicze przejście. Rozpycha książki i wyraźnie ma zamiar wejść w dziurę narażając księgozbiór na zniszczenie. Wychodzi na łąki i tu kolejną mam zagwozdkę, bo niestety nie wiem gdzie to dziwne drzewo rośnie? Okolice naszych miejskich łąk znam dobrze. Przeskok do AWF-u oraz dynamizm sportu bialskiego nie budzi zastrzeżeń. Zaskoczenie to studio ruchu oraz nowe techniki medialne. Taniec towarzyszki to zrozumiałe wszak mamy osiągniecia w tej dyscyplinie. I tu bym urwał dwie minuty, bo o AWF-ie już było. Państwowa Szkoła Wyższa, jak wiadomo jest się czym chwalić i to rozumiem. Tylko, co ma wspólnego mikroskop z Białą? Bo, jak interpretuję przekaz, młody ogląda miasto pod mikroskopem i jest przerażony. Ten fragment jest nawet dość ciekawy, bo dynamiczny. Troszeczkę mnie starego szokuje połączenie tańców ludowych zespołu „Biawena” z capoerią. Super są ujęcia pikniku w parku radziwiłłowskim. I za cholerę nie wiem gdzie jest ten drewniany most? Jak się domyślam pewnie gdzieś na Klukówce. Szkoda mi trochę młodego, bo skarbu nie znalazł, a tyle się nachodził.

            Podsumowując spot jest interesujący. Radziłbym jednak producentom trzymania się marki, której się nie pozbędziemy, a umiejętnie ją wykorzystując przybliżyć miasto światu. Czasami warto posłuchać starszych. Gratuluję wydania społecznych pieniążków – z klasą!