OTWARCIE CENTRUM WETERANA

          „Są w ojczyźnie rachunki krzywd, obca dłoń ich też nie przekreśli ………….” wiersz Władysław Broniewskiego podobno komunisty zaciętego, który z patrioty okazał się  niezbyt wygodnym dla świata współczesnego. Fakt, realia się zmieniły, dziś ten, który był wieszczem i pisarzem dla dzieci okazało się, że krzywdy przez niego wyrządzone są większe niż talent i dorobek pisarski. Ten demokratyczny przewrót, który nastąpił w kraju nad Wisłą popsuł wszystko. Zamiast rewolucji, krwi i rozliczeń, które pozwoliłyby postawić wyraźną kreskę pomiędzy złymi i dobrymi, mamy nijakość. Nieudolne próby lustracji, rozliczeń, interpretacji i mamy dwojakość. Gorsze, że rządzący z tym problemem nie potrafią sobie poradzić czekają, aż czas sprawę „załatwi”.

          Nie chodzi o kombatantów wojen światowych lecz tych, którzy przez czterdzieści pięć lat rządzili niby Polską i Polsce tej służyli. Zwą ich „Komuniści” chociaż komunizmu nigdy w Polsce nie było. Tworzyli polską rzeczywistość przez te wszystkie lata, gnębiąc, mordując, prześladując prawicowego Polaka. Odsuwali na margines społeczny nie dopuszczając do szkół oraz wiedzy. Płaszcząc się przed obliczem „Wielkiego Brata” chcieli ten naród uciemiężyć, ucząc na siłę języka obcego, który obecnie jest atutem intelektualnym nie jednego Polaka. Przez czterdzieści pięć lat gnębieni, na przekór wszystkiemu osiągnęliśmy poziom intelektualny, który analfabetyzm wyplenił. Co robić dziś z nimi?

            Winni są  zaniechania, pokory wobec „Wielkiego Brata”, braku poczucia polskości. Ideologicznie nie do naprawienia. Gdyby była rewolucja wszystko, by rozwiązała. „Element” by się usunęło, a tak trzeba czekać. Nastaną nowe pokolenia, których wiedza nie będzie zawierała historii z okresu „upodlenia”. Nikt nie będzie musiał o tych chwilach pamiętać. Najgorzej być tym młodym, który staje na rozdrożu życia. Wie jak było, bo dorastał i wie jak jest teraz. Najgorsze, że wszystko pamięta te złe i te dobre chwile i nie potrafi się odciąć od tego co było, bo to przecież jego człowieczeństwo. Jego historia życia. Młodzi tworzący historię współczesną patrzą z pewnym zainteresowaniem na „kameleona” oraz odrazą, że potrafi się dostosować. Jednak żyć trzeba i czekać, aż się umrze, wtedy problemu nie ma. Rysunek układanki jest wtedy zgodny z klockami.

            Centrum Weterana Działań poza Granicami Państwa pragnie być ponad podziałami politycznymi, ponad wszystkim co dzieli, a jednoczy środowiska. Tylko jak wspierać tych, którzy w tamtych dziwnych czasach, służyli Polsce innego „środowiska”. Jak docenić tych, którzy, co prawda o pokój walczyli, ale nie obecny, tylko klasy robotniczej. Żołnierz, wojownik, ma za zadanie cel nadrzędny wykonywać rozkazy, w politykę się nie bawić, lecz bronić, chronić, pomagać nie szczędząc zdrowia i życia. Tak było jest i będzie bez względu na kraj i obyczaje. Służyć, jak przysięga nakazuje. Mimo, że później się wszyscy wyprą i pozostawią samych sobie. Ameryka gorzko za to zapłaciła i płaci dalej. Ale jest dziś wielka różnica jeżeli chodzi o weteranów z Wietnamu. Kiedyś plama na demokracji, dziś zrozumiano oddanie. Żołnierz, weteran, kombatant to nie konsternacja i zażenowanie lecz duma, że są osoby, które potrafią nie patrząc na uwarunkowania polityczne, służyć życiem i oddaniem ojczyźnie bez względu jaka by nie była.

            Szkoda, że nie było rewolucji, dziś władza nie musiałaby się starać, by wyjść z twarzą wobec wszystkich tych, którzy służyli z oddaniem w tamtych i obecnych czasach. Boli, że media nas nie widzą, wspomina o nas tylko prasa i czasem jakiś artykuł lub gablota w Centrum Weterana, a przecież przez sześćdziesiąt lat służyliśmy z oddaniem. Żołnierz, policjant, strażak, pracownik cywilny. Czy fakt istnienia przeszło stu tysięcznej armii, ale nie w tej co trzeba epoce ma przejść do zapomnienia? Służyłem ONZ-etowi w nowej Polsce, ale wychowała mnie „Komunistyczna”. Broniłem pokoju nie orężem, lecz błękitną flagą, hełmem i beretem, czy przez to jestem gorszy od szturmana, który walczył w Iraku i Afganistanie? Nie sadzę. Proszę nie zapominać o chłopakach przykutych do masztów w Jugosławii, działaniach w UNPROF-orze, Gruzji, Libanie. Myśmy walczyli nie bronią, a „błękitem” i tego nam nikt nie odbierze.

            Dziwny jest ten czas, kiedy otwieramy nasz przybytek pamięci, spokoju, zrozumienia, a jednocześnie daje się odczuć, że Ci, którzy powinni nas rozumieć przejawiają skłonności do lekceważenia, odizolowania. Powiedziałbym dosadnie, że jesteśmy, jak „coś na tylnej części ciała”, ale nie wypada. Moją inicjatywą do Pani Premier się zbliżyliśmy na spotkaniu opłatkowym, bo za nami jest przeszło półwieczna historia. Młodzi jeszcze mają czas na dowartościowanie. Chcieliśmy być blisko, chcieliśmy być zrozumiani. Wydaje się, że Pani Premier to zrozumiała, ale czy wszyscy i czy do końca?

            Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ to historia, którą chcieliśmy przeforsować bez względu na politykę i uznanie. Osobiście przy otwarciu zrozumiałem, że trzeba nam godnie odejść. Dlatego zwracam się z uprzejma prośbą do Pani Premier, by Pani pozwoliła nam znaleźć się tam gdzie nasze miejsce, czyli wśród kombatantów czasu przeszłego. Naszym miejscem jest Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, oczywiście jeżeli nas przyjmie. Zróbmy kolegom miejsce, Combattre – tak trzeba.           

2 Komentarze

  1. Wie Pan jak Tuwim pisał o Broniewskim ? … ” Piliśmy równo, Władek i ja/Władek to twardy komunista/gdy w czubie ma/. Z tym komunizowaniem Broniewskiego to nie całkiem oddanie się ideologii, to raczej modny w tym okresie przejaw, jak to się nazywało; internacjonalizmu.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.