CODZIENNE IMPRESJE

      „Impresjonizm (fr. impressionisme < łac. impressio `odbicie`, `wrażenie`) – nurt w sztuce europejskiej, a później także amerykańskiej, który został zapoczątkowany przez grupę paryskich artystów studiujących w Atelier Gleyère oraz w Académie Suisse w drugiej połowie XIX wieku. Najbardziej charakterystyczną cechą malarstwa i rzeźby impresjonistycznej było dążenie do oddania zmysłowych, ulotnych momentów – „złapania uciekających chwil”. Nazwa kierunku została ironicznie nadana przez krytyka sztuki oraz dziennikarza Louisa Leroy i pochodzi od tytułu obrazu Claude’a Moneta „Impresja, wschód słońca”. Tyle Wikipedia, no może jeszcze impresja wizualna, czyli punkt odniesienia w rzeczywistości:

Sunrise by Monet.jpg

         Fakt, trudno opisać fabułę, ale nie o to chodzi. Ważne jest wrażenie, odczucie. Każdy czuje inaczej i to jest piękne. Podejrzewam, że rzeczywisty pejzaż nie byłby tak ciekawy, jak ten który przedstawił Monet. Chodzi o to, by wczuć się w atmosferę przekazu. Kiedyś byłem nad brzegiem morza w czasie mgły. Mgła przesłaniała wszystko i naprawdę miałem takie wrażenie, że za chwilę z tej mgły wynurzy się „latający Holender”. Spacerujący ludzie, jak zjawy senne, które podążają w mgłę, by po chwili rozmyć się w przestrzeni. Wrażenia niesamowite, ale dla tych chwil warto żyć i cieszyć się z faktu, że jestem.

     Ważne jest to, by mieć zdolność tworzenia swojego własnego impresyjnego spojrzenia na otaczającą rzeczywistość. Reagować lub nie na wszystko co nas otacza, pozostawiając sobie tę niesamowitą przemożność, że można uciec ponad szarą przeciętność. Być ponad wszystkim, wszystkimi ciesząc się, że świat jest piękny, a ludzie to dodatek czasem zbędny.

      Podziwiam artystów, którzy widzą więcej, głębiej, ciekawiej, że potrafią przenieść się w swój świat wyobraźni. Przekazując nam prostym zjadaczom chleba świat, który wielokrotnie nie jest nam dostępny. Wydaje się czasami, że ten brak wyobrażeń, odczuć, radości zubaża nasz pogląd na wszystko. Stajemy się ubożsi o wspaniałe przeżycia, doznania, wrażenia, kierując się oschłością i oziębłością pogrążamy się w świat zawziętości i braku zrozumienia. Nie potrafimy sobie wyobrazić, że wspaniałe jest to, że drzewo może być czerwone, a chmury zielenią tryskają.

        Kilka kresek, smug, pociągnięć pędzla i otwiera się przed nami kraina wyobraźni tak do końca nie dla wszystkich dostępna. Lubię czasami gdy tak dopiecze mi ten irracjonalizm dnia codziennego, gdy brak zrozumienia osłabia moją wiarę w człowieka, wziąć w dłonie album impresjonistów i wszystko staje się proste. Bo jeżeli oni potrafili widzieć świat kolorowej, to dlaczego nie ja?

        Impresjonizm dnia codziennego to umiejętność zachowania dystansu do wszystkiego co nas otacza. Widzenie rzeczy pozytywnych, nie doszukiwanie się podłości, fałszu i obłudy, chociaż pewnie one tam goszczą. To budowanie pozytywnych relacji międzyludzkich, bawienie się chwilą i powodowanie, że staje się kolorową, jak w obrazach impresjonistów. To umiejętność budowania pozytywnego nastawienia na dziś i przyszłość. Zachęcam wszystkich do zastanowienia gdy tak czas szybko ucieka. Uczmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i nie ja to wymyśliłem. Kończąc, życzę impresyjnego nastawienia do życia ono naprawdę jest kolorowe, nie oblewajcie GO  czarną farbą.   

 

BLACKOUT

       Mija pięć dni i zaczyna brakować jedzenia. Kolejne pięć dni powoduje zamieszki na terenie całej Europy. Po piętnastu energetyka jądrowa wymyka się z pod kontroli. Natomiast, co się będzie działo po dwudziestu dniach, braku dostaw energii elektrycznej, trudno przewidzieć. Ten czarny scenariusz wynika z planów Zarządzania Kryzysowego. Wystarczyło 17,7 sekundy, by sparaliżowana została Europa Środkowa i Zachodnia. W dniu 4 listopada 2006 roku w ramach zaplanowanej działalności przez specjalistów wyłączono dwie linie wysokiego napięcia nad rzeką Ems. Statek wycieczkowy „Norwegian Pearl” przepływał rzeką do Morza Północnego. Koniecznym było, dla zabezpieczenia manewru kolosa wysokiego na 300 metrów, wyłączenie dwóch linii wysokiego napięcia. Brak koordynacji między operatorami europejskich sieci energetycznych doprowadził do przeciążenia innej linii, która została automatycznie wyłączona przez system bezpieczeństwa. Powstał niespotykany dotychczas efekt domina. Na obszarze od Morza Północnego do Śródziemnego w ułamkach sekund jak po fali uderzeniowej zgasły światła. Blackout. Ciemno na ulicach, windy i metro nie działają, telefony nie funkcjonują. Czerwony kod informuje, że sieć energetyczna nie działa. Wprawdzie tylko na niektórych obszarach, nie wszędzie, ale przeszło 15 milionów gospodarstw domowych było bez prądu. Awaria trwała dwie godziny. Marc Elsberg specjalista w dziedzinie blackoutu ostrzega, że nie możemy lekceważyć zagrożeń wynikających z nagłej awarii zasilania. Prąd jest jak krew w organizmie. Musi krążyć, inaczej dojdzie do zapaści całego układu.

            Nie przez przypadek poruszam temat opisany w ulubionym moim piśmie „Świat Wiedzy”. Komputery dawno już przejęły kontrolę nad Synchroniczną Siecią Europy Kontynentalnej, która z mocą 700 gigawatów oplata nasz kontynent. Program komputerowy w ciągu kilku sekund może wyłączyć całe elektrownie w 24 krajach. Mamy ponad 100 elektrowni atomowych i wystarczy awaria jednej z nich z braku zasilania, by wcieliły się w życie złowieszcze prognozy dotyczące „Chińskiego Syndromu” nie mówiąc o Armagedonie populacji ludzkiej. W 1977 roku w trakcie awarii sieci energetycznej w Nowym Yorku obrabowano 11 tysięcy sklepów. Doszło do zamieszek na ulicach, a policja na wiele godzin utraciła kontrolę nad miastem.

            Może złowieszcze prognozy, ale oparte na faktach. Fajnie jest żyć w nieświadomości interesując się tylko własnym grajdołkiem i własnymi klockami, które wbrew wszystkim wysiłkom nie dają się sensownie poukładać. Tym bardziej, że cały czas ktoś próbuje z zewnątrz w naszych zabawkach mieszać. Czasami wydaje mi się, że funkcjonujemy na zasadzie osławionego Indyka, który myślał o niedzieli, a niestety w sobotę pozbawili go życia. Brak wyobraźni, zaślepienie, fanatyzm władzy, samolubstwo, samozadowolenie to obserwowane, na co dzień formy egzystencjalizmu. Wszelkie próby ingerencji w ten świat „polskiego bagienka” powodują jeszcze większe grzęźnięcie w materii. Nie wiem czy państwo zauważyliście, że media chcąc sprostać naszemu zapotrzebowaniu na sensację wyszukują w świecie, otoczeniu sprawy bulwersujących, ale tak mówiąc szczerze nieistotnych. Wybredny przedstawiciel Homo Sapiens znajdzie coś dla siebie, ale im bardziej w problematykę się wgłębiamy tym częściej stwierdzamy zgodnie ze słowami Sokratesa – „Wiem, że nic nie wiem” i tym samym wpadamy w głęboką studnię braku zrozumienia. Innym wiedza ta jest nie potrzebna zgodnie ze słowami Wyspiańskiego chłopa, że niech na całym świecie wojna byle moja wieś spokojna. Ten konformizm życia zakłóca nasz odziedziczony po praojcach instynkt samozachowawczy. Brak wyobraźni pcha ku przepaści. Sami parząc tylko na swoje „JA” nie widzimy kumulujących się zagrożeń. Działania pozorujące nie pomogą, świadczą tylko o obłudzie tych, którzy chcą ugrać naszym kosztem swój kapitał, a nie stworzyć realne podstawy do przeciwdziałania kataklizmom.

        Zarządzanie Kryzysowe, Bezpieczeństwo Narodowe to pojęcia, które muszą się znaleźć w słowniku każdego obywatela kraju na Wisłą. Stać się pacierzem mieszkańców miast i wsi. Budować bezpieczeństwo nas samych. Z przykrością stwierdzam, że to slogany słowne, znane i posiadające swoją wagę, w rzeczywistości pustosłowia niezrozumiałe przez społeczeństwo, a tym bardziej przez władzę. Jest to zło konieczne, które na mocy prawa trzeba uwzględnić, ale jak je ugryźć z tym jest problem. Mimo doświadczeń pokoleń, cywilizacji, dokonań nauki i techniki w dalszym ciągu nie potrafimy uczyć się na błędach. Jak ten wspomniany indyk myślimy, że jakoś to będzie. Bezpieczeństwo i higiena pracy na papierze. Zarządzanie kryzysowe na papierze. Obrona cywilna na papierze. Bezpieczeństwo Narodowe na papierze. Działalność proobronna na papierze i medialnie nagłośniona. W razie czego jest podkładka, tak zwane RWD (Ratuj Własną D…). Przecież opracowaliśmy system i powinien działać. Śmieszne, ale taka jest rzeczywistość. Szkolimy teoretyków, znawców niby w temacie, a kiedy przychodzi do zagrożeń z przerażeniem stwierdzają, że tego nas nie uczono. Nie uczono radzić sobie z problemem w stresie. Prawodawca świetnie to wymyślił, jak sobie nie daje radę można powołać pełnomocnika. Tylko ten pełnomocnik zanim ogarnie temat czas reagowania minął. Moje skromne doświadczenie i obserwacja podpowiadają, że Panowie tam na górze, trzeba działać. Struktury, które stworzono nie są kompatybilne z rzeczywistością. Teoretyczne założenia nie odpowiadają realiom życia. Profesjonalizm szczególnie w sferze zagrożeń jest istotny, może bardziej niż w służbie cywilnej. Odpowiedni specjaliści, o odpowiedniej wiedzy i psychice, potrafiący zapanować nad sytuacją i jej kompilacjami są jak dopust Boży. Nikt nie rozlicza z realizacji ustaleń prawodawczych dotyczących Bezpieczeństwa Narodowego, cięcia finansowe i oszczędności na hipotetycznych zagrożeniach kryzysowych, budowanie medialnych osobowości, brak zrozumienia problematyki i brak wiedzy. Brak zapobiegania, brak przygotowania i dopiero jak się wszystko wali opłakana realizacja. Odtwarzanie, spójrzmy na realizacje przedsięwzięć po powodziowych. Opłakany stan wiedzy i przygotowania merytorycznego. Wystarczy poczytać w Internecie Plany Zarządzania Kryzysowego gmin, by wyrobić sobie wiedzę o poziomie umiejętności autorów. Ocena ryzyka sprowadza się do stwierdzenia, że ryzyko nie występuje, bo nie ma zagrożenia lub jest małe. Nie wspomnę o zarządzaniu ryzykiem. Ochrona infrastruktury krytycznej na szczeblu województwa planistycznie opracowana na szczeblach niższych niefunkcjonująca, bo to nas nie dotyczy. Plany są na górze i w obiektach zagrożonych. Dziwi mnie tylko beztroska włodarzy, którzy przecież za wszystko odpowiadają.

        Gorzki tekst o naszych realiach, ale może ktoś go przeczyta i zacznie myśleć. Pojęcie współczesnej wojny odbiega od znanych nam standardów. Wojna asymetryczna, hybrydowa to nie konflikt zbrojny, lecz destabilizacja. Wystarczy, jak pisałem na wstępie, wyłączyć nam prąd, a po dwudziestu dniach sami się wykończymy. Wystarczy pozbawić nas paliw, żywności, wody spowodować kataklizm, a ludzkość przestanie istnieć i tak jak Einstein powiedziała – „Nie wiem, jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na maczugi”.

         W aspekcie tych przemyśleń wybaczcie mi Państwo, że mam sprawy naszych władz lokalnych, krajowych, światowych w bardzo głębokim oddaleniu tak gdzieś miedzy jelitem cienkim a grubym, żeby nie powiedzieć nieistotnym. Chciałbym tylko, by znaleźli się ludzie mądrzy i zaczęli naprawdę rozsądnie myśleć o naszym bezpieczeństwie i naszej przyszłości. Podoba mi się postawa Pani Angeli Dorothea Merkel, która przewiduje wyłączenie elektrowni atomowych w Niemczech. W mojej ocenie wizjonerka, a zarazem realistka, która po katastrofie elektrowni jądrowej Fukushima, przeprowadziła audyt swoich zabawek jądrowych i przystąpiła do działania, nie rozważania. Kończąc przemyślenia nad przyszłością zachęcam Was Kochani, bez paniki, do przygotowywań w razie „wojny”, czyli entropii (chaosu). Co trzeba zgromadzić znajdziecie w „Świecie Wiedzy?. Życzę abyśmy dożyli przyszłości bez maczug. Jak mówią chrześcijanie – Miejmy ufność w Bogu, bo tylko to nam pozostaje. 

ZROZUMIEĆ KOBIETĘ

       Nie wiem czy państwu się zdarzają takie odczucia, że czasami trudno pojąć wydawałoby się rzeczy oczywiste. Słońce wschodzi, zachodzi, podąża po nieboskłonie i mimo, że od wieków interpretowano to, jako ruch gwiazdy po firmamencie, a było odwrotnie, nikomu to nie przeszkadzało. Wieki bliskie skomplikowały tę oczywistość dając nam wiedzę, że to nie owa gwiazda pomyka, lecz my zasuwamy dwadzieścia cztery godziny na dobę, stojąc lub chodząc w „pociągu” nazywanym ruchem wirowym ziemi. Nie dość tego, to trzysta sześćdziesiąt pięć dni oglądamy nasze słoneczko z innej strony jakby była to jakaś różnica w przypadku energetycznego olbrzyma. Aksjomat, to jest takie pojęcie, które nam mówi, że tak jest i tak ma być, chociaż zmysły nam mówią, co innego. Naukowcy tak twierdzą, a oni się nie mylą. Oczywiście znamy przykłady i doświadczenia potwierdzające teorie, ale tak jakoś głupio, że wszystko się przewartościowało. Do dnia dzisiejszego wszak mądrzy w piśmie, mimo że teorię ewolucji wymyślili, nie potrafią powiedzieć, co było pierwsze kura, czy jajko? Fascynujące jest to w naszym gatunku Homo Sapiens, że jeżeli czegoś nie wiemy lub nie rozumiemy potrafimy stworzyć teorie, które wszystko wyjaśnią. Od wieków, co niepojęte musiało być zinterpretowane, bo dawało poczucie zrozumienia, przekonania i pewności, że nic nie dzieje się przez przypadek. Lubimy wierzyć, że wszystko ma swoją istotę, zasadność oraz zrozumienie. Nauka oparta o rozum i doświadczenie popycha nas w przyszłość rozwijając intelekt w kierunku teoretycznej ascendencji, dając przekonanie wyższości wiedzy i umysłu nad materią. Niestety, jeszcze nie wszystkich to dotyczy intelekt to domena zaledwie dziesięciu procent populacji ludzkiej. Reszta to średniowiecze lub czasy jeszcze wcześniejsze, może nawet wspólnoty pierwotnej, a może początków ewolucji. Bo,  jak nazwać istotę, która myśli tylko o żarciu, chędożeniu i spaniu, ewentualnie o używkach wymyślonych przez innych. Egzystuje, bo tak żyli jego przodkowie i tak widocznie jemu się wydaje, że tak jest dobrze. Wytłumaczeniem takiej postawy, a której ten twór egzystencjonalny się trzyma – to wiara. Wiara rozumiana, jako interpretacja duchowa niepojętego świata. Wiara pozwala wszystko zrozumieć, chociaż pewnie na poziomie jamochłonów jej nie ma, ale ona wyróżnia nasz gatunek ze świata zwierzęcego. Chociaż zwierzęta też reagują na bodźce zewnętrzne na przykład „Odruch Pawłowa”.

            Rozważając zawiłości świata, jego niepojętność, złożoność, którą rozumiemy, jako dopust sił wyższych lub złożoność ewolucji musimy pamiętać, że wszystko zależy od interpretacji i pojmowania bytu codziennego. Pierwszy wariant nobilituje nas, jako gatunek wyróżniony, stworzony dla jakiegoś celu oraz drugi nurt naukowy, z którego wynika, że jesteśmy częścią składową czegoś pięknego nazwanego życiem Globu Błękitnego zwanego Ziemią. Można powiedzieć, że dla tych „pierwotniaków”, o których wspomniałem, jest obojętne gdzie? co? dlaczego? Ale dla innych świadomość istnienia w społeczności, środowisku jest dobrem nieodzownym i koniecznym. Poczucie więzi, istnienia daje wszechpotężną moc zrozumienia swojej roli w otaczającej rzeczywistości. Wydaje się, że wszystko, co nas otacza ma sens i swoją rolę do spełnienia. Nie da się wszystkiego pojąć zrozumieć, zasadą jest radość z życia. I pewnie można by było tak trwać bez końca gdyby nie ciekawość. Jak mówią ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale bez ciekawości nie byłoby postępu, nie byłoby ewolucji. Ciekawość nas rozwija, a zarazem pogrąża. Niemoc zrozumienia nas przeraża, by się nie bać szukamy wytłumaczenia w nadprzyrodzonych relacjach. Jednym to wystarcza drudzy drążą temat.

         Nie bez kozery dałem tytuł felietonowi „Zrozumieć Kobietę”. To jedna z zagadek, której zinterpretować się nie da nawet wiara tu nie pomoże. Można przyjąć złożoność problemu, jako aksjomat, ale też jest trudność, bo ten aksjomat cały czas się zmienia. Mówią kobieta zmienną jest i basta, tak ją trzeba rozumieć, pojmować i akceptować. Piękne słowa, ale jak przełożyć je na sens życia? Ta zmienność jest udręką szczególnie dla płci przeciwnej. Świat jest tak urządzony, że aby przetrwać musi się połączyć osobnik płci męskiej z żeńską świata zwierzęcego, nie wspominając o roślinach. Inaczej, jeżeli nie wgłębimy się w naukę, nie da się tego rozwiązać. Zwierzęta mają to poukładane. Czas rui to czas prokreacji. Działania hormonów, które buszują w organizmie i wszystko jest bez ograniczeń. Słabszy osobnik przegrywa silny bierze wszystko, bo taki jest dobór naturalny. Rozważając ten sam problem w stosunku do gatunku Homo Sapiens spotykamy się z trudnością interpretacji faktów i złożonością sytuacji. Z prostych spraw zrobiono istotę człowieczeństwa. W przypadku męskim mało skomplikowaną opartą na pociągu i akcie seksualnym, czyli chędożeniu w języku staropolskim obejmującym: zaloty, uwodzenie, obietnice, przysięgi oraz to, co najpiękniejsze obcowanie z tą płci przeciwnej osobą. „Pierwotniak” na pewno inaczej to pojmuje, ale w mojej interpretacji brzmi sensownie. W przypadku kobiet seksualność i popęd to totalne wariactwo oparte na nieprzewidywalnych regułach i zasadach. Dziś wydajesz się odpowiedni i ten jedyny, gdy nagle następuje załamanie pogody i już jest inny, który wygryzł cię z wyścigu do „Szału Uniesień” Podkowińskiego. Bywa też czasami, że następuje zbrojne zajęcie, które totalnie nas ruguje z życia towarzyskiego. Masz prawo kochać, podziwiać, milczeć i być szczęśliwy z dostąpienia zaszczytu bycia tym jedynym. Ale niestety gdy wydaje ci się, że dziś jesteś ten jedyny, kochany, umiłowany, to po latach kilku dowiadujesz się, że większej pomyłki nie było w jej życiu. Zrozumieć kobietę! To rzecz niemożliwa. Jeżeli jakiemuś facetowi to się uda powinien otrzymać Nagrodę Nobla. Próbowałem kiedyś napisać dekalog kobiecości, dziś kiedy to wspominam ogarnia mnie pusty śmiech z faktu, że byłem taki naiwny. Jedyne światełko w tym tunelu to fakt, że próbować trzeba, bo niestety, kochani Panowie, bez Bab żyć się nie da. Tym optymistycznym akcentem zachęcam „Brać Samczą” do przemyśleń nad faktem czy warto w ten problem zagłębiać się głęboko, gdy tych problemów jest od groma na tym błękitnym globie do ogarnięcia.        

PONAD PÓŁWIECZE POLSKOŚCI KOLBERGA

        W dniu dzisiejszym 17 marca 2015 r. rozpoczęto obchody zdobycia Kolberga, czyli Kołobrzegu oraz zaślubin z Bałtykiem. Minęło siedemdziesiąt lat, kiedy to radziecko-polskie wojsko zdobyło twierdzę Kolberg. Przeszło trzysta lat miasto było niemieckim kurortem wypoczynkowym. Zawirowania wojenne i porozumienia Jałtańskie zmieniło geopolitykę dwudziesto wiecznej Europy. Polska utraciła kresy wschodnie, ale dostała: Ziemię Lubuską, Pomorze Zachodnie, Prusy Wschodnie i Śląsk oraz – ponadto – byłe Wolne Miasto Gdańsk. Można powiedzieć, że otrzymaliśmy cywilizację kosztem przestrzeni, krajobrazu i korzeni narodowościowych. Mocarstwowość, wybito nam z głowy dano dostęp do jednego morza, dolin i gór. Zabrano tradycję, kresowość i romantyzm. Otrzymaliśmy trudną lekcję równości społecznej.

            Kolberg zdobywali żołnierze I Armii Wojska Polskiego. Miasta broniło około siedemdziesiąt tysięcy niemieckiego masowego ruszenia i ludności cywilnej, którą starano sie ewkuować do Świnoujścia. Zginęło wielu, wielu też musiało uciekać z ziem praojców. Żołnierze polscy rekrutowani z gułagów i zesłań w imię wolności od faszyzmu poświęcali swoje życie, bo lepiej było zginąć na wojnie niż z głodu na Syberii. Walczyli z wielką nadzieją na polskość, że dane będzie im wrócić do ziem rodzinnych na Wołyniu czy Podolu. Wielcy tego świata zadecydowali inaczej. Ale lepiej było z nadzieją ginąć niż trwać w upodleniu. Wielu zginęło wielu nie wróciło z jednej i drugiej strony. Wojna pochłonęła istnienia nie patrząc na narodowość i przekonania. Dziś wspólnie z żołnierzami niemieckimi obchodziliśmy święto zakończenia bitwy o Kołobrzeg (Kolberg). Zakłamanie historyczne mówiło nam, że wyzwoliliśmy miasto, historia mówi, że zdobyliśmy Kolberg w dniu 18 marca 1945r. Jednocześnie dokonując, na mocy zdobywcy, zaślubin z Bałtykiem.

            Siedemdziesiąt lat po tamtych wydarzeniach w odbudowanej w latach siedemdziesiątych pięknej Bazylice Kościoła Mariackiego wyniesionej 10 czerwca 1986 r. przez Papież Jan Paweł II do godności Bazyliki Mniejszej, odbyła się uroczystość z okazji 70 rocznicy walk o Kołobrzeg i zaślubin Polski z morzem. W uroczystościach wzięli udział: Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Bronisław Komorowski, szef Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych minister Jan Stanisław Ciechanowski, eucharystii przewodniczył bp Edward Dajczak. Wskazywał On na symboliczny wymiar zaślubiny, których 18 marca 1945 r. dokonał w imieniu polskich żołnierzy kapral Franciszek Niewidziajło.

„Jest Bałtyk niezwykłym znakiem w naszej ojczyźnie. Kiedy mówimy o tych kołobrzeskich zaślubinach nie można nie wspominać tych pierwszych zaślubin, w Pucku, kiedy zmartwychwstawaliśmy w 1920 r. Wtedy mając ten mały przesmyk stanęli ludzie nad brzegiem morza. Gdy skończyła się niezwykła walka 18 marca 1945 r. znów ludzie stanęli nad brzegiem morza i powtórzyli ten znak. Słowo zaślubiny na szczęście wciąż znaczy w Polsce wiele” – mówił bp Dajczak.

          Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ uczestniczyło w uroczystościach. Błękitne berety oraz krawaty zachwyciły społeczność lokalną. Znaleźliśmy uznanie w oczach Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Pana Bronisława Komorowskiego. Stowarzyszenie Kombatantów misji pokojowych ONZ wpisuje się w historię walk wolnościowych narodu polskiego. Stajemy się symbolem polskości. 

PROSTO W OCZY

       Śmiem powiedzieć prosto w oczy, że to co się dzieje w bialskim magistracie zakrawa na kpinę ze sprawowanej władzy oraz nieposzanowanie obywateli. Mija prawie sto dni od proklamowania nowych władz samorządowych, a tu za wyjątkiem imprez kulturalno-oświatowych i utrudniania życia maluczkim nic się w tej Białej nie dzieje. Liczyłem na bilans otwarcia czyli ocenę sprawowania poprzedniej władzy i co? I nic, sto dni mija, a ja niczyja, to znaczy ta nowa władza. Był program, miały być rozliczenia, miało być działanie. Działanie jest, ale niestety takie jak w krzywym zwierciadle. Co krok to wpadka lub wygięcie w poprzek. Nie dowiedzieliśmy się z jakiego poziomu nowa władza zaczyna. Bulwersujące, ale jednocześnie chytre, bo przecież mogłoby się okazać, że wcale tak źle nie było, a dorównać będzie trudno.

            Nie jestem zwolennikiem byłego prezydenta chociaż jako człowieka bardzo szanuję. Pamiętam jak zaczynał i pamiętam jak skończył. I musze przyznać, że widzę w nim prawdziwego mężczyznę, bo zakończył z klasą. Fakt, że czasem błądził lub słuchał złych doradców, ale za wyjątkiem kilku wpadek i zadłużenia miasta tak bardzo ludziom nie szkodził. Rzeczą zrozumiałą, że jego działania naprawcze były torpedowane przez opozycję, która teraz robi to samo co były prezydent, ale to przecież nie to samo, to jest ich, twórcze. Szlak mnie trafia, że jak jedna partia robi wszystko nie bojąc się o skutki inne, gdy następuje zmiana, nie chcą wypaść „krzywo” czytaj chamsko. Chyba to taki kompleks człowieka cywilizowanego. Były prezydent podpadał przez pierwsze dwie kadencje swoją bezkompromisowością i swoją zawsze słuszną racją. Kiedy widzieliśmy w nim człowieka przegrał, bo prosty lud nie docenia człowieka tylko zamordystę.

        Wynika to po prostu z naszego wychowania i genów odziedziczonych po przodkach. Nie trzeba być specjalistą wystarczy się zapoznać z polską historią. Kiedy zaczynaliśmy się rozwijać jako państwowość szybko zaczynało to przeszkadzać naszym rodakom w osiąganiu swoich racji stanu i zaczynało się „polskie piekiełko”, które dzięki oprawcom z zewnątrz przywracało nam świadomość społeczną. Chciałoby się napisać – ale to już było i nie wróci więcej, niestety to jest niezgodne z historycznym scenariuszem. Jesteśmy skazani na polską śmieszność. Chce się płakać, ale żyć trzeba i mieć wiarę, że kiedyś się to zmieni na „lepsze”, bo Polak osiągnie taki poziom świadomości, że zmądrzeje.

           Wierzcie mi trudno jest pisać dosadnie i czytelnie, ale się okazuje, że trzeba zrobić ten wysiłek, bo prosty człowiek nie zrozumie. Kochani, wszyscy ci co u władzy robią nas w balona. Liczy się interes tych co rządzą, a nie dobro społeczne. Kolesiostwo, układy mniej czy bardziej widoczne trzeba tylko przyznać, że bardziej inteligentne. Polak uczy się na błędach i to jest widoczne. CBA się prześciga, ale efektów brak, bo kombinuje się ostrożnie. Dziś w modzie są wyjazdy w plener i spacery zdrowotne po uprzednim sprawdzeniu adwersarza czy jest czysty informatycznie. Coraz częściej się też zdarza, że prowadzone rozmowy czy debaty nie wymagają zrozumienia przedmówcy lecz wyłuszczenia swojej racji z góry słusznej. Przykład z ostatniej sesji Rady Miasta Białej Podlaskiej. Inteligentny w mowie i piśmie zadał pytanie – czy zgodnie ze statutem Urzędu Miasta § 57 ust. 4 brak opinii Prezydenta do projektu uchwały nawet jeżeli nie jest jej autorem nie jest łamaniem prawa? Sprowadziło się do komentarza biura prawnego polegającego na stwierdzeniu, że uchwała jest poprawna. Albo ja jestem idiota, albo z mojej osoby robi się durnia, co gorsza zadający pytanie uznał odpowiedzi za wystarczające. Budzi to moje rozterki, że pytanie pewnie miało być zadane lecz nie oczekiwano odpowiedzi. Głupi naród i tak niewiele z tego zrozumie.

           Bezczelność i nie liczenie się z pospólstwem osiągnęło swój punkt kulminacyjny, kiedy nowy włodarz miasta ściągnął intelektualne odwody. Potrzebne bo do sprawowania władzy, niestety brak doświadczenia jest widoczny i siedzenie po nocach nie pomaga w ogarnięciu kuwety. Tym bardziej, że zastępcy równie mało kompetentni i z brakiem doświadczenia, widocznym. Potrzebny był gość z innej wsi, który pomoże opanować sytuację, która zaczyna się wymykać z pod kontroli. Pomoc, jak pomoc i nie byłoby w tym nic szczególnego wszak ma się oparcie we władzy w Warszawie i kasie społecznej z nazwiskiem w tle, gdyby nie fakt, że zadufanie w swoją wszechmocność generuje błędy. Naruszone zostało dobro społeczne, co u poprzedniej władzy przynajmniej nie było widoczne. Rozumiem, że specjalista kosztuje, ale nie kosztem obywateli. „Mieszkaniowy skandal w Białej Podlaskiej”. Odbiło się echem w mediach i sumieniach obywateli. „Prezydent miasta przydzielił komunalne mieszkanie swojemu doradcy – omijając w ten sposób kolejkę trzystu rodzin czekających na przydział takiego lokalu. Mieszkanie jest po generalnym remoncie i ma zostać wyposażone w meble za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Doradca prezydenta dostał je niemal od razu po tym jak rozpoczął pracę w urzędzie miasta. I nawet sami urzędnicy czyli podwładni prezydenta nie kryją, że to granda w biały dzień”. Napisał Piotr Czaban na stronie TTV.pl
http://ttv.pl/aktualnosci,926,n/ciepla-kwatera-dla-doradcy,160221.html

         Pokory, więcej pokory nie zadufania w swoją władzę i w swoją nieomylność. Naród może i głupi, ale prędzej czy później zrozumie swój błąd. Chłop żywemu nie przepuści, a gdy zrozumie naród prosty, że nie o niego chodzi, szybko ten kabaret się skończy. Proponuję prędko nabijać kiesę, bo można nie zdążyć. Do was inteligencjo oraz młode pokolenie apeluję nie bawcie się w podchody i kulturę. Na chamstwo chamstwem reagujcie, bo dobrymi słowy nikt was nie zrozumie. Mówcie prosto w oczy co was boli.

 

POMROCZNOŚĆ JASNA

      Rozgoryczenie, żal i bezsilność która ogarnia inteligentnego przedstawiciela społeczności bialskiej. Głupota, zarozumiałość, bezczelność, kpina tych, którzy demokratycznie przejęli władzę bazując na widzimisię nie kompetencjach. Wybrani czterdziesto procentową wyborczą frekwencją (oddano 20 050 głosów ważnych, a do głosowania uprawnionych było 46 000 osób) głosami kolesi oraz grup „wsparcia” robią rewolucję głupoty w maluczkich umysłach. Wiara w sukces nie wystarczy, wiara w kompetencje nie wystarczy trzeba mieć poparcie najlepiej finansowe oraz ofertę „igrzysk” lub skrajnej prawicowości dla gawiedzi. Wybory pokazały dwa aspekty współczesnej polskiej demokracji: Pierwszy to ten, że inteligentni nie narażają się na śmieszność oraz drugi, że rozum z wyborami nie ma nic wspólnego. Ortodoksyjność zdobywa coraz większą popularność i to ona bryluje w sferach południowo podlaskiej popkultury. Pojmowanie świata z prawej strony Wisły jest całkiem inne niż lewostronne zaangażowanie. Po tej prawej cuda się zdarzają. Po lewej jakoś po Częstochowie ucichło. Dlatego też Południowe Podlasie kładzie nacisk na ufność w Bogu. Powtarzając starą frazę „Niech się dzieje wola nieba z nią się zawsze zgadzać trzeba” i tak tu się w nowej naszej demokracji żyje. Wszyscy wierzą, że będzie lepiej. Powierzają władzę tym, którzy dla władzy skłonni są zmienić zdanie na najbardziej wygodne.

            Jan Kobuszewski śpiewał kiedyś bardzo interesującą piosenkę ze słowami Wojciecha Młynarskiego „A wójta się nie bójta”. Tekstu i samego utworu można posłuchać na Youtubie. W iście mistrzowski sposób Pan Jan ukazuje nam niuanse naszego wschodnio-europejskiego grajdołka. Mądre i z przesłaniem słowa Pana Wojtka, jak dotychczas nie straciły na świeżości i są w dalszym ciągu aktualne. Interesujący jest morał, puenta utworu – „Taki z tej bujdy morał można brać, że nie wiadomo, kogo bardziej trza się bać, czy tego wójta, co na ludzi grzmi, czy tych facetów z całkiem innej wsi…”. Polityka to taka kobieta lekkich obyczajów, która dla władzy i pieniędzy nie żałuje swych wdzięków. Nie wybiera orientacji seksualnych tylko się chędoży z tym kto więcej daje. Bzdurą wielką jest wierzyć w jej uczciwość i sprawiedliwość. Mądrzy tego świata dbają o swoją suwerenność i niezawisłość, głupcy tylną część nadstawiając ze szczęścia mrużą zamglone z rozkoszy oczy. Jedni marzą o spokoju, drudzy życie im układają. Mimo, że mądrość ma rację z głupotą przegrywa. Takie to są oblicza naszej polskiej egzystencjonalności. Mniejszość wygrywa z większością, bo tej drugiej nie chce się walczyć z głupotą. Ręce opadają i brak chęci do pisania, bo mimo, że sukienka jest granatowa inni inaczej ją widzą. Jak żyć, jak funkcjonować, kiedy raz ci mówią, że za drogo, a za jakiś czas ci sami mówią, że za tanio. Nie dość tego wmawiają, że mówią tak samo, ale to ty głupi narodzie prostych spraw nie pojmujesz i źle wszystko interpretujesz. Szkoda tylko, że wykształceni i podobno mądrzy z nimi polemizują. Mądrość musi zmienić swoje nastawienie, postawić się ostro. „Anglik” nie dogada się z „Francuzem” jeżeli będą mówić różnymi językami. Inteligencja ma tę zdolność, że może się przystosować do myślących inaczej adwersarzy, ale nigdy odwrotnie. Myślący inaczej nie zrozumie gładkich słów i konwenansów trzeba walić między oczy, wtedy pojmie. Trzeba zmienić swój stosunek do rzeczywistości, bo inaczej Homo Sapiens przepadnie. Drodzy rodacy, krajanie, mieszkańcy myślcie proszę. Zaangażujcie się w życie społeczne chociażby po to, by stworzyć przyszłość pokoleniom, bo jak będziemy się tylko przyglądać, to wierzcie mi, że ci myślący inaczej tylną część ciała nam skopią. Obserwując posiedzenia Rady Miasta widzę, że to już bardzo blisko. Wraca do łask „Pomroczność Jasna”. Rządzący mają zawsze rację, a jeżeli nawet gdy jej nie mają to patrz na pierwszą część zdania. Całe szczęście jeszcze można pisać tylko na jak długo? Kończąc, tekst wieszcza przytoczę lekko przerobiony, ale dzięki temu może bardziej trafiony – „Mądrości, ty nad poziomy wylatuj, a głupota i tak cię przegoni”. I to by było na tyle, idę spać narodzie, bo tylko to mi pozostaje uśpić umysł, by całkiem nie oszaleć.