NADBUŻAŃSKI MUNDUROWY ZLOT MOTOCYKLOWY PRZYSTAŃ W GNOJNIE

      W dniach 27 – 28 czerwca br. odbył się Pierwszy Mundurowy Nadbużański Zlot Motocyklowy. Organizatorem zlotu byli policjanci, uczestnikami wszyscy, którzy związani w swym życiu byli ze służbami mundurowymi. Organizatorzy w osobach: asp. szt. Andrzej Popis, asp. szt. Zdzisław Kozłowski, sierż. szt. Tomasz Bernaszuk, sierż. szt. Maciej Michaluk przy wsparciu sponsorów w osobach: podk. Roberta Górskiego z-cy komendanta KP Janów Podlaski, asp. Piotra Kozioła oraz mgr Romualda Murawskiego wójta Gminy Konstantynów zgotowali uczestnikom dwa dni niesamowitych wrażeń z motorem. Przystań w Gnojnie to nowoczesne obozowisko na styl amerykański wykorzystujące budynek dawnej szkoły podstawowej oraz nowo wybudowane obiekty noclegowe. Nowoczesne, ale spartańskie warunki zapewniły uczestnikom komfortowy nocleg na pryczach turystycznych, sanitariaty, wikt i opierunek. Nie brakowało też atrakcji. Przybycie uczestników wpisano w książce meldunkowej. Pod kolejnym numerem wpisano stopień imię nazwisko jednostkę służbową, pojazd, numer rejestracyjny oraz telefon kontaktowy. Było nas trzydzieści dziewięć osób. Jak na pierwszy raz należy wynik uznać za sukces. Posiłek obiadowy z gorącymi flaczkami oraz daniem drugim z mięskiem, surówką i kompocikiem zadowoliły najbardziej wybrednych. Hasło „Na koń” tylko, że mechaniczne rozpoczął rajd po ziemi podlaskiej. Pojechaliśmy kolumną motocyklową na przeprawę w Mielniku. Nie obyło się bez przygód. Kunsztem jazdy trójkołowcem popisał się kolega strażak wjeżdżając na prom swym pojazdem dziwiąc wszystkich swymi umiejętnościami. Pecha miał kolega na swej maszynie przewracając się na kładce wjazdowej na prom łamiąc stopkę nie nogę. Dalsza podróż to już tylko przyjemność i radość z poznawania okolic. Celem pierwszym była góra Grabarka mekka wiernych wyznania prawosławnego. Drewniana cerkiew z pięknym ikonostasem oraz las krzyży dookoła robiły wrażenie. Kolejnym etapem wycieczki był Drohiczyn. Zwiedziliśmy muzeum motoryzacji, a właściwie motocykli, czyli raj dla ducha i oczu facetów z motorów. Wycieczka po Drohiczynie z wejściem na wzgórze zamkowe oraz zwiedzenie cerkwi i diecezji drohiczyńskiej zakończyły pobyt w tym tak uroczym mieście, które teraz raczej na wioskę wygląda, a kiedyś wielka metropolia. Powrót do Gnojna i kolejne wrażenia pięcioboju mundurowego. Kolega Zdzisław Kozłowski zafundował chętnym strzelanie z karabinka ASG, testy z wiedzy pierwszej pomocy przed medycznej, wyścig w goglach imitujących upojenie alkoholowe oraz rowerze o odwrotnym kierunku skręcania. Pięciobój wygrał kolega z Brygady Międzynarodowej z Lublina. Zabawę i sport zakończono kolacją wytworną w postaci dzika pieczonego w cieście. Zajęcia w podgrupach trwały do późnych godzin rannych. Wielkim zaskoczeniem dla uczestników zlotu było dnia następnego pomiar nasycenia alkoholowego, który wielu uniemożliwił wyjazd z rejonu obozowiska do późnych godzin popołudniowych. Pierwszy Nadbużański Mundurowy Zlot Motocyklowy należy uznać za udany. Ustalono już termin przyszłorocznego zlotu na 25 – 26 czerwca 2016 roku. Wszystkich mundurowych zapraszamy.      

POPLENEROWA WYSTAWA WARSZTATÓW MALARSKO-FOTOGRAFICZNYCH INOWACYJNA FORMA WSPIERANIA WETERANÓW

       Warsztaty Malarsko-Fotograficzne „Śladami Józefa Chełmońskiego” to pionierski i innowacyjny projekt zrealizowany przez fundację „Nikt nie zostaje” Pani Minister Jadwigi Zakrzewskiej. W dniu 24 czerwca br. w budynku Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej w holu głównym miała miejsce prezentacja efektu prac poplenerowych weteranów, weteranów poszkodowanych oraz członków ich rodzin, pragnących rozwijać swoje umiejętności w zakresie malarstwa i fotografii. Od 28 maja do 6 czerwca 2015 r. gościli w Radziejowicach. W miejscu magicznym i niezwykle ważnym dla ludzi polskiej kultury. Tworzyli i mieszkali w oddaleniu od swojej codzienności, w pałacowych pomieszczeniach, mieszczących największą w Polsce ekspozycję obrazów Józefa Chełmońskiego, Dworku Modrzewiowym znanym z pierwszej ekranizacji Pana Tadeusza z 1929 roku. Wystawę w obecności licznie zaproszonych gości udostępniła oglądającym pani minister Jadwiga Zakrzewska, pięknymi słowy wprowadzając w tematykę i założenia warsztatów,  których przewodnim mottem było uaktywnienie twórcze środowisk weteranów i ich rodzin. Przedstawione prace zasługują na uznanie i śmiało można powiedzieć, że cel został osiągnięty.  Cieszy fakt, że są jeszcze w naszym parlamencie politycy, którym dobro człowieka, weterana jest sprawą najważniejszą. Cieszy, że stwarza się warunki edukacji i samorealizacji tych, którzy poświęcili się dla społeczeństwa. Dziękujemy Pani Minister.

SILKOWE GRANIE

          Piątek dnia 19 czerwca br. Plac Wolności godzina 19.00 to drugi koncert z cyklu „Piątkowe Koncerty na Placu Wolności”. Pogoda niezbyt dopisała i groziło prawdę mówiąc plajtą, ale ulitowała się nad rządną wrażeń muzycznych publicznością i tylko pokropiło. Ciepło też nie było, ale ogródki piwne oferujące dopalacze w postaci grzanego piwa i wina atmosferę ociepliły. Warto też wspomnieć, że muzycy ciśnienie podnieśli grając tak, że aż nogi same się do tańca rwały. Występował Janusz Maleńczuk & Silk. „Jak to muzycy mówią Janusz jest front-manem zespołu coverowego SILK. Muzycy występują m.in. z programem THE BEST OF QUEEN. Jest to jedyny polski zespół rekomendowany przez Oficjalny Międzynarodowy Fan Club Queen w Wielkiej Brytanii. Zespół zagrał w składzie: Krzysztof Chromiński – fortepian, Marek Matwiejczyk – gitara, Andrzej Maleńczuk – gitara, Tomasz Rogalski – saksofon tenorowy, Janusz Maleńczuk – perkusja, wokal”. Tak napisało „Podlasie się dzieje” i można byłoby się z tym zgodzić gdybym nie miał innego zdania. Zespół gra covery, a który nie gra? Wieczór nie był Queenowski. Muzycy pokazali naprawdę dobry kunszt muzyczny, zagrali też swoje utwory. Widać, że mają ambicję, że chcą się rozwijać. Gitara Andrzeja Maleńczuka zachwyca i nie ważne czy klasyczna czy elektryczna. Tomek Rogalski można powiedzieć „człowiek orkiestra” jego saksofon to jak żywy organizm „śpiewa”. Janusz Maleńczuk, aż dziw bierze, że do tej pory ze swoim głosem nie robi kariery międzynarodowej. Krzysztof Chromiński instrumenty klawiszowe, szczególnie w ich własnych utworach, to rewelacja. Gitara basowa Marka Matwiejczuka nadająca głęboki ton utworom wprawiała w kołatanie serce, które chciało jej dorównać. Koncert był super, nawet pogoda nie przeszkodziła. Pewnie byłyby to moje subiektywne odczucia gdybym nie usłyszał zwierzeń dziewczęcia, mieszkanki naszego śródmieścia, która ze łzami w oczach zwierzyła się, że to jej pierwszy rockowy koncert na takim poziomie. Zawsze tu grywały kapele ludowe lub chałturzyły małolaty, ale nigdy muzycy takiej klasy i to za darmo. Potwierdzili to też panowie z „Bialskiej Ławeczki”, którzy świetnie się bawili stanowiąc publikę z pierwszych rzędów widowni. Szkoda tylko, że przez pogodę nie wszyscy przybyli na koncert. W rozmowie z Tomkiem Rogalskim dowiedziałem się, że mój świętej pamięci profesor Andrzej Piotrowski dnia poprzedniego pochowany, a na którego pogrzebie Tomek grał „Summer Time” pobierał nauki gry na saksofonie u Tomka i że profesor ma piękną kolekcję saksofonów. Dziwny jest ten świat, na którym z jednego wydarzenia drugie wynika. Dlatego uważam, że aby się rozwijać trzeba na wydarzeniach bywać, by docenić fakt przemijania, a jednocześnie naszego w nim funkcjonowania. Kochani w następny piątek Małgorzata Markiewicz nas ugości, zapraszam.   

POŻEGNANIE PROFESORA

       Odszedł Andrzej Piotrowski, człowiek. Żył lat sześćdziesiąt osiem, pochowany w dniu osiemnastego czerwca br. na cmentarzu parafialnym przy ulicy Nowej. Właściwie dla celów statystycznych można by zakończyć wypowiedź. Można, gdyby nie ten – „człowiek”. Czytający powie, że przecież nic w tym dziwnego, każdy z nas jest Homo Sapiens. Jednak systematyka organizmów nie pomoże, chociaż lokuje nas na szczycie ewolucji są istoty rodzaju ludzkiego, które degradują nas do poziomu jamochłona zwykłego. Przecież wiecie i znacie byli, są i będą tacy, którzy mają zamiar egzystować w środowisku naszym. Można do tego przywyknąć. Ból zaczyna się złowieszczy, kiedy ubywa tych, których nazywamy – ludzkimi. Często mówimy – „to dobry człowiek, ludzki” proste słowa charakteryzujące nasz gatunek, a jednak każdy z nas rozumie, że to osobowość nieprzeciętna. Profesor Andrzej Piotrowski bez tytułu naukowego był naszą ostoją, pomocą, wiarą, że jeżeli się coś chce to nie ma sposobu żeby tego nie osiągnąć. Wychowawca, który w swym młodym wieku mając lat dwadzieścia dziewięć otrzymał zadanie prowadzić klasę czwartą, maturalną do egzaminu końcowego. Nauczyciel chemii, pasjonat, kolekcjoner zaszczepił w nas energię do walki o oceny, do walki o sukces, który wydawał się w naszym buntowniczym życiu nie do osiągnięcia. Mobilizował, wspierał, w naszych mieszkaniach bywał. Z serca wielkiego, jak nie nauczyciel, każdym się przejmował, o każdego walczył, bo to była jego klasa, jego szkoła. Patrząc, co się dzieje dzisiaj w szkolnictwie można powiedzieć był mesjaszem nowych wartości intelektualno-empatycznych, których w szkołach obecnie brakuje. Wracają wspomnienia, kiedy widząc, że klasa ma problemy z chemią, którą wykładał jakby był na uczelni wyższej, zlecił nam referaty, którymi mogliśmy się popisać przed jego obliczem. Do dziś pamiętam, że wygłosiłem referat o koloidach. Koleżanka miała problemy z historią i panią profesor, która w tydzień kazała jej opanować materiał roczny. Dziewczę chciało odpuścić, ale Andrzej nachodząc w domu skutecznie zmobilizował. Dostała cztery plus, chociaż klasa krzyczała, że piątka to za mało, ale wtedy były inne czasy, nauczyciel miał rację, a jeżeli nie to patrz punkt pierwszy. Zakończenie klas czwartych to kolejne przeżycie, które utrwaliło się na całe życie. Proszę pokazać mi nauczyciela, który z własnej kasy funduje nagrody żeby wyróżnić tych, których uważał za godnych wyróżnienia. Który się cieszył dwadzieścia lat później, kiedy zapomniał już dawno o swoich pedagogicznych przygodach, z naszych sukcesów. Widziałem go czasami na ulicy pędzącego przed siebie jak struś pędziwiatr. Zawsze miał czas się zatrzymać i poopowiadać o swoich pasjach, których miał bez liku. Wulkan energii, poświęcenia i radości z życia. Niektórzy mówili, że to dziwak, ale tylko ci, co profesora nie znali i nie rozumieli. My podziwialiśmy i czerpaliśmy z jego energii zapał do własnego życia. Mieliśmy szczęście, że spotykaliśmy go na swojej drodze, bo dzięki niemu nauczyliśmy się jak żyć, pracować, jak to życie pojmować. Żegnając profesora przypomnieliśmy nasze pożegnanie z nim przeszło trzydzieści osiem lat temu. Zaśpiewaliśmy mu piosenkę, którą do tej pory przechowywał, jak córka mówi nagraną na magnetofonie szpulowym, „Do wiedzenia, profesorze” Filipinek. Słowa piosenki jakże znamienne w swej treści wyraziły nasz smutek, ból i rozpacz z rozstania za człowiekiem, który nauczył nas życia. Spoczywaj w pokoju, profesorze, wychowankowie klasy „B” nigdy Cię nie zapomną. 

FEDERACJA ORGANIZACJI PROOBRONNYCH

        W dniu 15 czerwca br. w Centrum Weterana Działań Poza Granicami Państwa w Warszawie odbyło się spotkanie Non-Government Organizations (NGO) z pełnomocnikiem Ministra Obrony Narodowej ds. Społecznych Inicjatyw Proobronnych gen. dyw. w st. spocz. prof. dr. hab. Bogusławem Packiem. Tematem spotkania było zachęcenie stowarzyszeń, organizacji do udziału w „Federacji Organizacji Proobronnych”. Stowarzyszenie funkcjonuje od trzech miesięcy, a dokładnie od 165 dni. Przewiduje się, że do końca czerwca uzyska osobowość prawną. Spotkanie, które rozpoczęło się o godzinie czternastej w swym programie przewidywało wprowadzenie w tematykę proobronności przez prezesa Federacji, następnie pytania i dyskusję.

         W półgodzinnym wystąpieniu gen. Pacek przedstawił założenia systemowe i organizacyjne federacji. Omówił cele i zadania stojące przed stowarzyszeniem. Podkreślił służebną i patriotyczną rolę i funkcję organizacji proobronnych w aspekcie bezpieczeństwa narodowego. Zwrócił uwagę na istotne w sferze działalności stowarzyszenia założenia dotyczące: edukacji, wychowania, certyfikacji i transparentności. Idea federacji w swym założeniu ma konsolidować środowisko organizacji proobronnych w tematyce bezpieczeństwa narodowego oraz stworzyć merytoryczne i jakościowe podstawy do dialogu ze strukturami polityczno-rządowymi. W swej rozmaitości form działania ma za zadanie ujednolicenie programowe i szkoleniowe, stworzenie podstawy do przyszłych uzgodnień i porozumień. Ma być zaczynem społecznej inicjatywy obronności państwa.

          Dyskusja w większości ograniczyła się do problematyki statutowej. Pytania związane z rejestracją, składkami członkowskimi oraz funkcjonowaniem struktur organizacyjnych w tym władz stowarzyszeniowych zajęły pozostały czas spotkania. Prezes stowarzyszenia gen. Pacek szczegółowo ustosunkował się do założeń statutowych podkreślając fakt, że założenia programowe muszą oprzeć się na strukturach federacji czyli uwzględniać wszystkie interesy uczestniczących w zrzeszeniu organizacji. Pytanie przedstawiciela Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ ppłk rez. Artura Arteckiego dotyczące poparcia polityczno-rządowego idei federacji oraz jej wpływu na działalność społeczną w zakresie obronności zostało szeroko omówione w kontekście, że nie ma osób niezastąpionych, a federacja musi być elastyczna w stosunku do zmieniających się realiów życia społeczno-politycznego. Stworzenie federacji i jej spójności jest początkiem drogi ku uregulowaniom prawnym uwzgledniającym jej udział w strukturach samorządowych i rządowych Polski. Dyskusje zakończył prezes Federacji powtórzeniem propozycji wstąpienia oraz otwartości na ewentualne pytania i uzgodnienia, których nie można było rozpatrzyć w trakcie spotkania. Spotkanie zakończono zachętą do działania.        

NOWA ŚWIECKA BIALSKA TRADYCJA

           Nikt tak dokładnie jeszcze o tym nie wie, bo właściwie za wyjątkiem Jarka Michaluka nikt o imprezie raczej nie wspominał. Możliwe, że gdzieś na fejsie lub innym portalu napisano mimochodem, że jest taka myśl, by każdego piątku w okresie kanikuły robić muzyczny spektakl na Placu Wolności około godziny dwudziestej. Przypadek sprawił, a może wyrzuty sumienia, że nie udzielam się w mym klubie motocyklowym „Grom” zbyt mocno, uczestniczyłem w zebraniu miesięcznym chłopaków z motocyklami. Ożywioną dyskusję na intelektualnym poziomie przerwały dobiegające dźwięki muzyki dość głośnej lecz jakże ciekawej w porównaniu ze słownictwem uczestników zebrania. Kiedy ustalono, że trzeba ustalić, właściwie zebranie zakończono. Trzeba dodać, celem wyjaśnienia, że coraz częściej forma bierze górę nad treścią, bo jest taka potrzeba społecznego zaangażowania, którą trudno pogodzić z realiami współczesnego życia. Chęć społecznych inicjatyw dziś sama nie wystarczy, potrzeba kasy. Niestety w wyścigu po jaki taki standard życia trudno pogodzić chęci z możliwościami na czym cierpi społeczne zaangażowanie. Niezrozumienie faktu tego grozi frustracją, wrzodami oraz nerwicą tych, którzy chcieliby, by było dobrze, bo wszak nami przewodzą.

            Wracając do muzycznego tematu koncert, który odbywał się na rynku bialskim, był ciekawszy niż wrzaski motocyklowej debaty. Chociaż istotne elementy nie zostały uzgodnione wyszedłem wraz z prezesem honorowym na tak zwane krakowskie „pole”. Zaintrygowany muzyką oraz jej poziomem stwierdziłem nie bez satysfakcji, że domysły me były słuszne. Na rynku bialskim koncertowali „Bracia”, ale nie Ci z Lublina tylko nasi. W pełnej krasie i brzmieniu na mini scenie grali Maleńczukowie Janusz i Andrzej. Trwał koncert „Maleńczuk Acoustic Duo”. Fajna była atmosfera spotkania. Muzycy na środku, a publika na ławeczkach w ogródkach piwnych, przechodząca słuchała i oklaskiwała. Zapadający zmierzch nie był wstanie zakłócić muzycznej sjesty. Rozmarzyłem się ogromnie przy akustycznych dźwiękach gitary Andrzeja i naprawdę dobrej wokalistyce Janusza Maleńczuka. Koncert trwał do godziny dwudziestej drugiej i publiki przybywało na kamiennej kostce rynku bialskiego. Rodziła się nowa niechrześcjańska tradycja z korzyścią dla społecznego bialskiego środowiska. Koncerty piątkowe to nowe oblicze miasta i nowa inicjatywa prezydenta Dariusza Stefaniuka pod patronatem którego się zrodziła. Następny koncert 19 czerwca br. na którym wystąpi grupa „Silk”, na który wszystkich serdecznie zapraszam. Wspominając ostatni „VIII Biała Blues Festival” oraz pozytywne wrażenia z koncertu chłopaków  mam wrażenie, że czeka nas muzyczno-duchowa uczta. Do zobaczyska.   

 

POLSKA PROOBRONNOŚĆ

       W dniu 10 czerwca br. w kampusie Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie odbyła się Ogólnopolska Konferencja Naukowa „Miejsce i rola organizacji proobronnych w systemie bezpieczeństwa”. Konferencja skupiając w swym założeniu zainteresowanych ideą konsolidacji środowisk proobronnych w celu zbudowania systemu cywilnego bezpieczeństwa państwa zgromadziła dość liczną grupę uczestników. Wprowadzenie w tematykę spotkania oraz aspekty naukowe przedsięwzięcia przedstawiła Karolina Dłuska prezes Koła Naukowego Bezpieczeństwa „Justycjariusze”. Uroczystego otwarcia dokonał ks. prof. UKSW dr hab. Maciej Bała – prorektor ds. studenckich i kształcenia. Konferencję moderował nadkom. dr Zbigniew Mikołajczyk.

     W sesji plenarnej przewidziano wystąpienie pełnomocnika Ministra Obrony Narodowej ds. Społecznych Inicjatyw Proobronnych gen. dyw. w st. spocz. prof. dr. hab. Bogusława Packa na temat „Stanu zaawansowania konsolidacji środowisk proobronnych”, szefa Biura Inicjatyw Obronnych, byłego wiceministra i p.o. Ministra Obrony Narodowej prof. dr hab. Romualda Szeremietiewa oraz radcy w Ministerstwie Obrony Narodowej byłego Ministra Obrony Narodowej dr Janusza Onyszkiewicza na temat „Znaczenia organizacji proobronnych w systemie obrony narodowej”. Ponadto w dwóch panelach miały miejsca wystąpienia uczestników konferencji. W pierwszym panelu organizacji proobronnych ustosunkowano się do perspektyw współpracy rządowych i pozarządowych organizacji proobronnych oraz próby bilansu trzymiesięcznej współpracy z Federacją Organizacji Proobronnych, jak również przedstawiono motywy i cele działania organizacji proobronnych. Konferencja po panelu pierwszym zakończyła się pokazem dynamicznym 2 Mazowieckiego Pułku Saperów. W panelu drugim pracowników naukowych i studentów zajęto się aspektami naukowymi problematyki budowy struktur proobronnych. Rozpatrywano zasadność uczestnictwa organizacji proobronnych w procesie zarządzania kryzysowego, umacnianiu tożsamości narodowej oraz postaw patriotycznych. Rozważano rolę i znaczenie struktur proobronnych w systemie bezpieczeństwa państwa. Konferencja zakończyła się projektem utworzenia drużyny strzeleckiej na UKSW w Warszawie.

     W konferencji uczestniczyli przedstawiciele Zarządu Głównego Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ w osobach ppłk rez. Artura Arteckiego oraz por. rez. Adama Smolińskiego. W ocenie uczestników spotkania zasadnym jest kontynuowanie społecznego dialogu w problematyce proobronnej. Wydaje się słusznym promowanie i wspieranie inicjatyw kształtujących postawy patriotyczne, ideologiczne oraz moralne. Wymaga jednak ujednolicenia pojmowanie treści pojęcia „wartości patriotyczne”. Wskazane jest uwzględnienie faktów odpolitycznienia, odpartyjnienia oraz transparentnego przedstawienia idei i zasad proobronnych z uwzględnieniem elementów empatii i wrażliwości. Koniecznym jest kształtowanie społecznych wartości w oparciu o moralne wzorce osobowe i etyczne zasady postępowania. Wskazane jest przeprowadzenie certyfikacji i weryfikacji oceniające struktury pod względem wyszkolenia, etyczności, transparentności. Podstawą funkcjonowania federacji jest umocowanie prawne i organizacyjne uwzgledniające wszystkie aspekty relacji pomiędzy administracją państwową i samorządową. Wskazane jest ujednolicenie struktur, regulaminów, zasad, protokołów. Koniecznym jest zaangażowanie struktur rządowych, ministerstw oraz aprobaty społecznej w procesie budowy i kształtowania struktur proobronnych. Wręcz nieodzowne jest prowadzenie akcji promocyjnych i wychowawczych na wszystkich szczeblach działalności społecznej. Idea obronności musi mieć moralne poparcie narodu i cieszyć się zrozumieniem władz. Wartość nadrzędna jaką jest obrona Polski  musi być ważniejsza niż podziały. Kształtowanie takich postaw jest zadaniem najważniejszym Federacji Organizacji Proobronnych. Istotnym jest też to, żeby następne konferencje realizowane były w oparciu o decydentów, którzy będą otwarci na sugestie uczestników obrad.    

             

WIECZÓR INTELEKTUALNY W „STREFIE NR 6”

       W dniu piątego czerwca br. miało miejsce w Miejskiej Bibliotece Publicznej Filia Nr 6 przyjemne dla mnie wydarzenie. Na zaproszenie Pani Krystyny Nowickiej miałem okazję spotkać się z przeuroczymi osobami, które ciekawość skłoniła do odwiedzenia murów biblioteki z nadzieją na przeżycia intelektualne piątkowego wieczoru długiego weekendu świąt „Bożego Ciała”. Mam nadzieję, że radość była bilateralna czyli obustronna. Ma, że osoby przybyłe to elita bialskiego świata kultury, druga strona miała okazję posłuchać pięknych utworów na saksofon w wykonaniu Tomasza Rogalskiego, nie wspominając o osobistych wynurzeniach gospodarza wieczoru. Oczywiście gospodarzem była Pani Krystyna, ja tylko nudziłem a`propos życia. Właściwie tylko dzięki doświadczeniu Pani Krystyny i muzyce Tomka wieczór nie zakończył się klapą autora. Nieprzygotowany na poklask oraz uznanie, tym bardziej na zrozumienie, czułem się zażenowany i zagubiony, nie spodziewałem się, że ktoś może się zainteresować spotkaniem z moją osobą. Co powiedzieć, co przekazać, jak zachęcić i jak nie nudzić? Te pytania prześladowały mnie od tygodnia. Z młodzieżą było łatwiej, tam mogłem się dzielić doświadczeniem i mądrością życiową, ale jak zaimponować dorosłym, Paniom? Liczyłem na ewentualne małe zainteresowanie spotkaniem. Me nadzieje były płonne, przybyła większość płci pięknej nie dawała nadziei na uniknięcie konfrontacji. Trzeba było zaistnieć i myślę dzięki Pani Krysi i Tomkowi zaistniałem jako narrator intelektualnych wrażeń muzycznych. Mówić o pisaniu nie jest prosto tym bardziej, że nie poczuwam się twórcą prozy powszechnej lecz bardziej komentatorem, obserwatorem „prozy życia”, nie wirtualnej lecz tej codziennej. Życiorys pięknie przedstawiła gospodarz spotkania, nie omieszkując pogrążyć mnie totalnie, przedstawiając jako konfidenta czyli donoszącego przez zacytowanie felietonu „Donos na życie”. Dziwi mnie ogromnie, że nie zraziło to uczestników eventu, a wręcz przeciwnie. Postanowiłem opowiedzieć o swych przeżyciach na misji, bo wiedza ta jest skromna i mało znana w naszym społeczeństwie z uwagi na tajemnice wojskowe oraz brak społecznego zrozumienia. Cieszy mnie ogromnie, że mogłem zainteresować słuchaczy ciężką służbą żołnierzy polskich poza granicami kraju, bo oni opowiadać o swoich doświadczeniach nie mogą. Ogromnie byłem zaskoczony wiedzą z zakresu moich tekstów i ich zrozumienia. Przyjemnie było słuchać, że jednak potrafiłem dotrzeć do serc i ducha, że me teksty są zrozumiałe i czytane, a to największa satysfakcja dla autora. Przyznam się państwu, że były to dwie najbardziej przyjemnie spędzone godziny w moim życiu publicznym, wiadomo intymnie mniej się mówi, a więcej przeżywa, ale to już inna historia. Dziękuję Paniom, Panom za przybycie za zrozumienie moich rozterek i dywagacji. Dziękuję za cierpliwość, dobre słowa, które mobilizują do dalszego działania. Dziękuję, że byliście. 

TODD WOLFE BAND W BIAŁEJ PODLASKIEJ

        Ciepły środowy wieczór dnia 3 czerwca 2015 roku w „Veronie” klubo-restauracji na ulicy Janowskiej w Białej Podlaskiej nie zapowiadał muzycznej sensacji w stabilnie, zaściankowym środowisku kulturalno-intelektualnym społeczności bialskiej. Wykwintne dania serwowane przez elegancko na czarno ubrane dziewczęta swym przepychem, ceną i kulinarną doskonałością wprowadzały nastrój śródziemnomorskiej doskonałości. Greko-klasycystyczny wystrój wnętrza z przytłumionym oświetleniem, gwar ucztujących bialczan w wyciszonym półszepcie oraz wyczuwalne napięcie oczekiwania wydarzeń wieczoru. Kolejny raz znany muzyk bialski Jarek Michaluk i Bialskopodlaskie Stowarzyszenie Jazzowe zgotowali nam muzyczną ucztę. Gwiazdą wieczoru był nowojorski gitarzysta Todd Wolfe ze swym zespołem „Todd Wolfe Band”. Wielotysięczne milowe odległości nie zniechęciły członków zespołu, który kolejny raz koncertuje w Polsce, ale pierwszy raz w Białej Podlaskiej, do odwiedzenia grodu nad Krzną. Skromnie ubrana grupa osób siedząca przy stoliku i energicznie wymieniająca poglądy w języku angielskim. Orientalna piękność i facet przypominający z wyglądu Krisa Kristoffersona budzili zainteresowanie uczestników wieczoru. Historia zespołu jest bardzo ciekawa. Todd Wolfe zyskał popularność kilkanaście lat temu jako gitarzysta i autor tekstów rockowej wokalistki Sheryl Crow. Todd zapragnął jednak muzycznej samodzielności i zaczął nagrywać własne albumy. Nawiązywał współpracę z wieloma świetnymi muzykami z całego USA. Pracował w duecie ze słynnym gitarzystą zespołu Mountain – Leslie Westem, grając z nim koncerty i nagrywając partie na jego dwa solowe albumy oraz na płytę Mountain będącą hołdem dla Bob Dylana – „Masters of War”. Tood jest szczególnie dumny ze swojego obecnego zespołu, jak podkreślał przed koncertem, znakomitego Rogera Vossam grającego na perkusji i Justine Gardner grającej na basie. Roger to precyzyjny perkusista o potężnym brzmieniu. Młoda Pani Gardner siejąca dookoła swym intrygującym urokiem gra z niebywałym wyczuciem. Oboje wspomagają Todda wokalnie, dodając elementy soulu. Zespół ostatnio nagrał nowy album „Miles to Go”, jest to ósmy od czasu gdy Todd opuścił zespół Sheryl Crow. Album ten zawiera oryginalne kompozycje, w tym tłuste swamp rockowe klimaty, kawałki pełne czadu, a nawet tęskną balladę „I Stand Alone”, z której tekstu wzięto tytuł płyty. Todd Wolfe Band czytaj Todd Wolfe przywołuje czasy gdy „Mężczyźni byli mężczyznami, a wzmacniacze – wzmacniaczami”, prawdziwymi maszynami wydobywającymi z siebie bluesowo-psychodeliczne dźwięki, przypominające o najlepszych zespołach rock ‚n rollowych z lat 60. Zespół improwizuje i daje czadu, lecz jego muzyka jest nasiąknięta bluesem. Todd Wolfe, Roger Voss oraz Justine Gardner zapracowali na opinię jednego z najlepszych Power trio dzięki ciągłemu koncertowaniu, które pomogło zbudować ich legendę, jak informuje Wikipedia.

      Trudno się z tym nie zgodzić. Wieczór w Veronie należał do bluesowo-psychodelicznych przeżyć, których dane nam było dostąpić w skromnym grajdołku nad rzeką Krzną. Wyraźny postęp w edukacji muzycznej społeczności bialskiej skutkował wspaniałym specyficznym klimatem muzyki lat sześćdziesiątych, greckich nastrojów scenografii i specyficznym temperamentem słuchaczy. Bracia Maleńczuk Andrzej i Janusz dwoili się i troili nad akustyką, by koncert wypadł wspaniale. Bohaterowie wieczoru z uznaniem wyrażali się o klimacie spotkania chwaląc bialską publiczność za jej emocjonalne uczestnictwo w koncercie. Wieczór naprawdę był udany. Warto było.