POŻEGNANIE PROFESORA

       Odszedł Andrzej Piotrowski, człowiek. Żył lat sześćdziesiąt osiem, pochowany w dniu osiemnastego czerwca br. na cmentarzu parafialnym przy ulicy Nowej. Właściwie dla celów statystycznych można by zakończyć wypowiedź. Można, gdyby nie ten – „człowiek”. Czytający powie, że przecież nic w tym dziwnego, każdy z nas jest Homo Sapiens. Jednak systematyka organizmów nie pomoże, chociaż lokuje nas na szczycie ewolucji są istoty rodzaju ludzkiego, które degradują nas do poziomu jamochłona zwykłego. Przecież wiecie i znacie byli, są i będą tacy, którzy mają zamiar egzystować w środowisku naszym. Można do tego przywyknąć. Ból zaczyna się złowieszczy, kiedy ubywa tych, których nazywamy – ludzkimi. Często mówimy – „to dobry człowiek, ludzki” proste słowa charakteryzujące nasz gatunek, a jednak każdy z nas rozumie, że to osobowość nieprzeciętna. Profesor Andrzej Piotrowski bez tytułu naukowego był naszą ostoją, pomocą, wiarą, że jeżeli się coś chce to nie ma sposobu żeby tego nie osiągnąć. Wychowawca, który w swym młodym wieku mając lat dwadzieścia dziewięć otrzymał zadanie prowadzić klasę czwartą, maturalną do egzaminu końcowego. Nauczyciel chemii, pasjonat, kolekcjoner zaszczepił w nas energię do walki o oceny, do walki o sukces, który wydawał się w naszym buntowniczym życiu nie do osiągnięcia. Mobilizował, wspierał, w naszych mieszkaniach bywał. Z serca wielkiego, jak nie nauczyciel, każdym się przejmował, o każdego walczył, bo to była jego klasa, jego szkoła. Patrząc, co się dzieje dzisiaj w szkolnictwie można powiedzieć był mesjaszem nowych wartości intelektualno-empatycznych, których w szkołach obecnie brakuje. Wracają wspomnienia, kiedy widząc, że klasa ma problemy z chemią, którą wykładał jakby był na uczelni wyższej, zlecił nam referaty, którymi mogliśmy się popisać przed jego obliczem. Do dziś pamiętam, że wygłosiłem referat o koloidach. Koleżanka miała problemy z historią i panią profesor, która w tydzień kazała jej opanować materiał roczny. Dziewczę chciało odpuścić, ale Andrzej nachodząc w domu skutecznie zmobilizował. Dostała cztery plus, chociaż klasa krzyczała, że piątka to za mało, ale wtedy były inne czasy, nauczyciel miał rację, a jeżeli nie to patrz punkt pierwszy. Zakończenie klas czwartych to kolejne przeżycie, które utrwaliło się na całe życie. Proszę pokazać mi nauczyciela, który z własnej kasy funduje nagrody żeby wyróżnić tych, których uważał za godnych wyróżnienia. Który się cieszył dwadzieścia lat później, kiedy zapomniał już dawno o swoich pedagogicznych przygodach, z naszych sukcesów. Widziałem go czasami na ulicy pędzącego przed siebie jak struś pędziwiatr. Zawsze miał czas się zatrzymać i poopowiadać o swoich pasjach, których miał bez liku. Wulkan energii, poświęcenia i radości z życia. Niektórzy mówili, że to dziwak, ale tylko ci, co profesora nie znali i nie rozumieli. My podziwialiśmy i czerpaliśmy z jego energii zapał do własnego życia. Mieliśmy szczęście, że spotykaliśmy go na swojej drodze, bo dzięki niemu nauczyliśmy się jak żyć, pracować, jak to życie pojmować. Żegnając profesora przypomnieliśmy nasze pożegnanie z nim przeszło trzydzieści osiem lat temu. Zaśpiewaliśmy mu piosenkę, którą do tej pory przechowywał, jak córka mówi nagraną na magnetofonie szpulowym, „Do wiedzenia, profesorze” Filipinek. Słowa piosenki jakże znamienne w swej treści wyraziły nasz smutek, ból i rozpacz z rozstania za człowiekiem, który nauczył nas życia. Spoczywaj w pokoju, profesorze, wychowankowie klasy „B” nigdy Cię nie zapomną. 

1 Komentarz

  1. Witam,jakoś dziwnie się zdarzyło,że tutaj trafiłam-szukałam słów piosenki Filipinek „Pożegnanie Profesora”-dziś jest 35 rocznica śmierci mojego wychowawcy.Z zapartym tchem przeczytałam artykuł ,miałam Wychowawcę tej właśnie KLASY.W przyszłym roku będziemy mieć 50-lecie matury i trzymamy się razem-dzięki Niemu,Umarł w stanie wojennym,nie wszyscy mogli być na pogrzebie,ale każdy zjazd zaczyna się od pójścia na cmentarz/spotykamy się co roku/.No i właśnie w tym roku rodzina żony Profesora zlikwidowała napis z danymi Profesora na grobowcu rodzinnym,na zasadzie”nie,bo nie” i postawiliśmy Profesorowi nagrobek-najpiękniejszy na świecie-bo od nas,którzy kochaliśmy Go jak Ojca.Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.