LWIGRODZKIE DOZNANIA

        Mija tydzień, a właściwie półtora tygodnia, jak Narodowy Fundusz Zdrowia w myśl porozumienia komercyjnego skierował mnie do Ośrodka Konferencyjno-Wypoczynkowego LWIGRÓD SPA&WELLNESS na uzdrowienie w ramach kurowania ogólno ustrojowego, jak koleżanka Ania to określiła. Pisać o zakwaterowaniu już nie będę wspomnę tylko, że w każdych pokojach jest telefon tylko nie w jedynkach, bo one powstały po remoncie pięknych pomieszczeń Lwigrodu przedwojennego. W ogóle jak się ogląda stare zdjęcia, których na korytarzach jest pełno, człowiek może się zachwycić, jak Lwowiacy potrafili odpoczywać. Sala balowa, która obecnie jest jadalnią dla plebsu funduszowego kiedyś była przyozdobiona w piękne obrazy dwóch malarzy lwowskich Kazimierza Sichulskiego oraz Filipa Michała Wygrzywalskiego. Piękne modernistyczne obrazy zdobiły salę balową historią tańca. Był Walc, Kuszenie, Mazur, Krakowiak, Polonez, Menuet, Polka, Blues, Ojra (taniec apaszowski), taniec góralski, Charleston, taniec bez muzyki, taniec klasyczny. Obrazów było czternaście i wisiały między oknami niestety po remoncie przepadły, jak pewnie i klasa obiektu.

      Kolejnym mankamentem jest internet, który można zakupić na dwudziestojednodniowy pobyt za dwadzieścia jeden złociszy. Ale nie jest to „Premium”, które też jest, ale nie dla wszystkich. Inaczej mówiąc, jak chce to działa, jak nie chce to nie musi, przecież jest dla plebsu nie dla hotelowych gości. Zakup oczywiście tylko na jedno urządzenie, czyli, jak chcesz na komórkę koniecznie trzeba taką samą kwotę wyłożyć. Płacenie to już chyba jakieś hobby kurortu uzdrowiskowego. Klimatyczne siedemdziesiąt siedem złotych za pobyt, a kominy walą jak najęte, bo przecież jest okres zimowy. Rozumiem latem, ale zimą za smog płacić to chyba jakieś przegięcie. Druga sprawa to zabiegi, fundusz zakontraktował pięćdziesiąt cztery na osobę tylko z tego dziewięć to spożywanie wody zdrojowej. Oczywiście nie dla wszystkich, ale dla cukrzyków to podobno dopust boży. Pięknie rozpisane w karcie, że panie pielęgniarki co drugi dzień wydają trzy razy dziennie po szklaneczce wody, a tak naprawdę dostałem zgrzewkę półlitrowych butelek „Zubera” i „Jana” w ilości dwunastu sztuk razem, które szybko spożyłem, bo pić się chce. Jak to się ma do zabiegu na przykład masażu klasycznego? Właściwie to na każdym kroku za coś trzeba płacić. W domu zdrojowym za szklaneczkę wody mineralnej złotych sześćdziesiąt. Jak byłem mały byłem w uzdrowisku i pamiętam, że woda leciała i tylko trzeba było za naczynie zapłacić. Sorry przecież tak jest w Rymanowie Zdroju w „Eskulapie”. W Krynicy są koncerty zdrojowe, jest Zima 2017 z koncertami znanych showmanów i są Państwowe Koleje Linowe, które cię zawiozą na Górę Parkową za osiem złotych w jedną stronę przez cztery minuty jazdy. Jest też chyba przedwojenny drewniany tor saneczkowy, tylko czy deski tak długo by wytrzymały? Oczywiście zdewastowany chociaż widać ślady, że chyba był przygotowany na opady śniegu, które nie dopisały.

          Po atrakcjach Parkowej Góry chętnie chciałbyś skorzystać z atrakcji komercji, która w Krynicy kwitnie. Grzane piwo dziesięć złociszy, grzane wino w mniejszej ilości dziesięć. Miód pitny grzany siedem. Herbata podobnie. Można zjeść dziczyznę i na każdym kroku oscypek za trzy do sześciu złociszy w różnej formie. Na sucho, grillowany, z żurawiną i chyba z jakąś wędliną. Można wypić czekoladę na przykład z whiskaczem za szesnaście złotych za filiżankę. Kupić orzeszki kandyzowane różnej maści począwszy od sześciu złotych za dziesięć deko. Jedyne co zachwyca to promocyjny „Żywiec” za dwa osiemdziesiąt za puszkę. Reszta to dla klientów z Warszawy nie biednego wschodu dlatego pełen zazdrości liczę koszty i cichą mam nadzieję, że na bilet powrotny wystarczy. Jeżeli nie to się odezwę, Na razie.     

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.