MAŁOSTKOWOŚĆ LOKALNA

         Problematyka raczej sięgająca swoim rozmachem poza przyjęte zwyczajowo pojęcie lokalności. Wielce rozczarowany i przerażony zasięgiem szerzącej się małostkowości czyli przywiązywaniu wagi do rzeczy błahych, a nie postrzeganiu tego, co jest naprawdę ważne, staram się zrozumieć podłoże występowania. Przeżywszy ponad „pięćdziesiąt plus” lat wysnuwam teorię braku osobistego dowartościowania. Brak możliwości zaistnienia w szerszym wymiarze kieruje nasze myśli ku przysłowiu – „Lepszy wróbel w garści niż gołąbek na dachu”. Lepiej być kimś, i zajmować się problematyką herbu miasta na pokrywach studzienek kanalizacyjnych lub nazewnictwem kładek na rzece Krznie, w lokalnym środowisku z jego ułomnymi wartościami, niż starać się budować byt ogólnospołeczny swoją wewnętrzną wartością i osobowością.

            Podejrzewam też brak chęci zaangażowania, lenistwo i tak zwane działanie na skróty. W myśl zasady, że liczy się efekt nie wysiłek, jaki został włożony w jego uzyskanie. Przykładów mamy od groma nie tylko w środowiskach lokalnych. Praktycznie można powiedzieć, że to model globalny. Jak to mówił mój świętej pamięci chorąży, podwładny, że nie liczy się wysiłek jaki włożyłeś w daną sprawę, idee lecz, jak została ona sprzedana. Niedopracowane, błędne, problematyczne w wielu sytuacjach niewłaściwe tematy otrzymują społeczne zaufanie tylko dlatego, że kot w worku został umiejętnie wyreklamowany i społeczeństwu sprzedany. Społeczność zaś pomna historycznych tematów naszych i minionych cywilizacji w swej prostocie istnienia żąda tylko – „Igrzysk i Chleba”.

            Społeczność lokalna, która dzięki postępowi technicznemu poczuła globalność, w swej istocie tę globalność traktuje jak igrzyska, zaś miejscowe zawirowania jako namiastkę poprawy bytu socjalnego. Nie dziwi zatem, że „chleb” zamieniono programami „500+” oraz postawiono na egzystencjalizm, nie intelektualność. Jakaż wielka umiejętność dostosowania do realiów skomplikowanej administracji państwowej, która sprawia problemy biznesmenom, u osób które praktycznie bazują na poziomie zaspokajania potrzeb nasycenia alkoholowego, doprowadzona została do perfekcji. Postawiliśmy na ilość nie jakość i może to właściwa droga, bo niech chociaż te trzydzieści procent nowo narodzonych będzie w przyszłości pracować na nasze emerytury, to już będzie sukces.

            Wiadomo też, że nie każdy zaistnieje w województwie, kraju czy na świecie tak jak Bogusław Kaczyński czy Roman Kłosowski, ale trzeba próbować. Młodzież, a przecież i my musimy mieć świadomość, że życie nie kończy się na Białej i jej wewnętrznych sensacjach. Każdy może się przebić, tylko trzeba chcieć i realizować swoje marzenia. Okrasa, który łamie przepisy kulinarne przecież wszyscy wiemy, że pochodzi, przepraszam za sformułowanie, z zadupia. Potrafił pokazać swoją kreatywność. Przykładów mamy wiele. Jedni błyszczą inni robią karierę i co najważniejsze potrafili spojrzeć szerzej, dalej w przyszłość. Nie ograniczyli się do spraw mniej istotnych, błahych, które uziemiłyby ich w lokalnej małostkowości.

            Wróciłem w me rodzinne strony kierowany miłością do rodziców i tych stron, skazując swą małżonkę na dożywotnie zesłanie w małostkowość. Wierzcie mi, że trudno przyzwyczaić się do zasad funkcjonowania prowincjonalnego miasteczka, kiedy widziało się Bejrut, Tel Awiw, Paryż, Berlin, Barcelonę, Wenecję, Warszawę i wiele innych wspaniałości, kiedy czuło się małość świata i nagle przytłaczają gierki lokalnych ……… Wierzę, że można to zmienić, chociaż żona się uśmiecha, ale wiara to jest to, co pozwala nam istnieć. Pozwala wszystko przeobrazić, tworzyć i dawać nadzieję na przyszłość.