MIĘDZY ŚWIĘTAMI, A NOWYM ROKIEM

          Święta, święta i po świętach. Pełne obżarstwo i radość wigilijnego stołu. Prezenty duże i małe, ale dające radość pamięci, że o nas Święty Mikołaj nie zapomniał. Keviny, które jak co roku zagościły w naszych domach i dały radość bezsensownego ogłupienia bohaterów filmu i nic nie szkodzi, że dorosły już dziś główny bohater ma problemy z samym sobą, bo chodzi o to żeby dać się porwać akcji i w tej beztrosce odpocząć. Nasza nowa świąteczna tradycja? Możliwe, że tak, ale to już nie zaskakuje, bo tyle zmian wokół się dzieje, że zwariowane perypetie dzieciaka w Ameryce to mały pikuś w porównaniu z wrażeniami życia codziennego w Polsce.

          Okres międzyświąteczny to dla niektórych odpoczynek i wytchnienie od problemów świata, dla innych czas budowania sił do starcia następnego, a dla niektórych radość z nadejścia życia poczętego. W każdym razie jest to stan przejściowy budujący naszą tożsamość, podsumowujący to co było i dający nadzieję na przyszłość. Nowy Rok to już tylko szczęśliwa formalność dająca chwile radości i zapomnienia. Jaki będzie ten 2018 rok? Jeszcze niezapisane kartki z kalendarza, jeszcze nieprzeżyte doznania i zapatrywania. Jeszcze ta ogromna niepewność co ten 2018 r. przyniesie. Pewne jest tylko to, że będzie stulecie Państwa Polskiego i wielkie związane z tym uroczystości wszelkie oraz sześćdziesięciolecie słowa te piszącego.

          To będzie, ale teraz czas wspomnieć i podsumować nadchodzącą przeszłość. Okres czasu w roku zamknięty, który pokazuje nam to co było i już wkrótce nie będzie. Działo się wiele i wiele było w nas samych i losach kraju tego. Pamięć, w jednej kwestii wspaniałą, bo nie przemijają chwile, których nigdy przenigdy nie chcielibyśmy stracić z drugiej strony bolesną, bo nie daje zapomnieć przykrości, bólu, żalu, które nas zraniły i trwają. To pamięć, człowieczeństwo i dywagacje wszelkie z tym związane podobno mówią nam co to homo sapiens. Mówią nam kim jesteśmy, jacy byliśmy i jacy powinniśmy być. Nie mówią czy to dobrze, czy źle, czy to słuszność, prawdziwość. Co nami kieruje, dlaczego tacy jesteśmy? Czy pamięć tych co odeszli ma przesłaniać radość wszechobecną? Czy poszanowanie człowieka przez człowieka to, to samo co pozbawić go godności, szacunku dobra wszelkiego tylko dlatego, że inaczej myśli, czuje. Czy radość z zadawania bólu drugiej osobie, kłamstwo jest obrazem naszej normalności i obrazem ludzkości na co dzień? Może to właśnie normalność i człowieczeństwo. Może tak właśnie jest dobrze, może tak właśnie trzeba, bo przecież emocje są podstawą naszego istnienia. To dzięki nim jest postęp, rozwój i cywilizacja. Wszechobecna dobroć choć utopia byłaby początkiem końca, jak demokracja była końcem upadku cywilizacji. Demokracji, która jest początkiem wszelkiego odrodzenia. To dzięki niej fanatycy dochodzą do władzy i dzięki niej upadają. To dzięki demokracji następują zmiany. Może tak właśnie trzeba, może tak właśnie być powinno.

          Przyglądajmy się, jak za nas myślą. Trwajmy w swym zobojętnieniu na wszystko. Patrzmy jak inni się dowartościowują naszym kosztem i nami kierują. Słuchajmy jak świat się zmienia i miejmy ufność w Bogu, że On wie co dla nas jest dobre, co złe. Doświadcza nas i uczy pokory uczy, że człowieczeństwo jest zajęciem w szyku odpowiedniej pozycji, by się nie pchać przed szereg, by nie zajmować miejsca tym, którzy z racji swojego stanowiska są ważniejsi chociaż to nie ich święto, ale to Oni, nie my są wybrańcami demokracji i to Oni nie my będą ważniejsi i żaden „wózek inwalidzki” tego nie zmieni. Historia, która powinna być martwą nauką tętni życiem i się zmienia w zależności od punktu widzenia. Jedynie daty, chociaż i one potrafią być różne, tak jak zakończenie II Wojny Światowej powinny mówić o faktach, a nie je interpretować.

           Rok 2017 się kończy pełen wrażeń i człowieczeństwa, tak jak wyżej wspomniałem. Człowieczeństwa, które dała nam demokracja, w której czterdzieści procent populacji kraju tego decyduje, jak ma żyć większość. Bo większości się nie chce decydować za siebie. Demokracji, w której interpretuje się prawo „słusznie” i gdzie pamięta się winy niezawinione, a nie pamięta dokonań. Gdzie kłamstwo buduje prawo, a bezprawie swobody obywatelskie dla tych, którzy je popierają. Rok dla jednych demokratycznych dla innych niekonstytucyjnych przemian. Rok emocji, drażliwości słusznych racji i braku wyrozumiałości. Rok braku odwagi, dyplomacji udawanego zaangażowania i jeszcze bardziej udawanej prawości. Rok ludzkości z jej słabościami. Rok uczuć dobrych i złych, rok bycia sobą. Jedynie tylko jak mantra pozostaje pytanie – Czy tak właśnie ma wyglądać bycie Polakiem?

VIII Ogólnopolskie Forum Szkół w 25 Brygadzie Kawalerii Powietrznej

         „W 2019 roku będzie w każdym powiecie szkoła średnia prowadząca pion certyfikowanych wojskowych klas mundurowych! Wizyta w 25 Brygada Kawalerii Powietrznej oraz kolejne spotkanie z dyrektorami i nauczycielami szkół średnich aplikujących do programu certyfikowanych pionów wojskowych klas mundurowych. Ciekawa dyskusja i zaangażowani i oddani sprawie nauczyciele. Serdecznie dziękuję za spotkanie i wszystko co robicie! Jeden powiat = szkoła z klasami mundurowymi, strzelnica i kompania Wojsk Obrony Terytorialnej! :)” wypowiedź wiceministra Obrony Narodowej Michała Dworczyka opublikowana na Facebooku może posłużyć za podsumowanie całego eventu.

         Moje pierwsze Forum, w związku z tym trudno mi się odnieść do poprzednich. Trzydniowe posiedzenie sugerowało dogłębną analizę problematyki, która w tym roku dotyczyła „Edukacji Obronnej Młodzieży”. Dotarcie do Tomaszowa Mazowieckiego z kresów wschodnich zajęło cztery godziny wzbogacone podjęciem na pokład koleżanki w Warszawie, reprezentującej polski biegun zimna. Koleżanka nie była zimna, ale bardzo zasadnicza, czym mnie ponownie ujęła, jako wzór odpowiedzialnego opanowanego proobronną pasją nauczyciela. Dotarliśmy na miejsce około czternastej czyli przed terminem narzuconym przez organizatora, którym była godzina piętnasta. Zakwaterowanie w hotelu blisko mola z pięknym widokiem na wodę z kolegą od remontów śmigłowców, wróć nauczycielem szkoły uczącej przyszłych mechaników do ich usprawniania, jednocześnie pasjonatem proobronności zajęło czas oczekiwania na zbiórkę. Przejazd do Nowego Glinnika i rozpoczęcie forum, zapoznanie z brygadą i jej dowództwem, informacje o Wojskach Obrony Terytorialnej, Legii Akademickiej oraz programach wychowawczych klas mundurowych wyczerpały tematykę pierwszego dnia obrad. Wieczorny grill w miejscu zakwaterowania pozwolił zapoznać się uczestnikom z gościnnością organizatorów przedsięwzięcia, która zachwyciła bogatą kuchnią i częścią melodyczną.

        Drugi dzień to po porannych ucztach stołu szwedzkiego z jadłospisem kontynentalnym, przejazd ponowny do Nowego Glinnika na dalsze obrady. Zaszczycił nas swoją obecnością wiceminister Obrony Narodowej Michał Dworczyk. Pan minister przedstawił założenia programu „Edukacja Wojskowa”, których treść przedstawiłem we wstępie felietonu. Szczegóły przedstawił wicedyrektor Departamentu Edukacji, Kultury i Dziedzictwa Ministerstwa Obrony Narodowej. Pan dyrektor przybliżył sprawy wychowania patriotycznego młodzieży klas mundurowych. Dotychczasowe doświadczenia z prowadzenia pilotażowego programu wspierania szkół ponadgimnazjalnych prowadzących piony certyfikowanych klas mundurowych przedstawił szef zespołu Biura do Spraw Proobronnych MON. Z przyczyn niezależnych od Ministerstwa Obrony Narodowej podsekretarza stanu Ministerstwa Edukacji Narodowej lub kogokolwiek innego nie było. Nie wpadając w defetyzm trzeba stwierdzić, że byli przedstawiciele kuratoriów oświaty z całej Polski, dyrektorzy szkół oraz nauczyciele klas mundurowych, którzy godnie reprezentowali ministerstwo. Przedstawicielom MON fakt takiej reprezentacji MEN wydaje się był zadawalający.

           Jeszcze przed obiadem byliśmy uczestnikami zajęć pokazowych w wykonaniu uczniów szkoły biorącej udział w programie pilotażowym z Tomaszowa Mazowieckiego we współpracy z 25 BKPow. Pokazano nam szkolenie z taktyki i musztry niestety jak zauważyłem z metodyką były problemy (chyba był to tylko pokaz). Obiad i przejazd do szkoły pilotażowej w Tomaszowie na prezentację szkoły to kolejny element forum. Malutka, ale jakże sympatyczna szkoła dała się polubić. Współpraca z brygadą owocuje wyszkoleniem uczniów w kunszcie wojskowym. Chociaż z przerażeniem obserwowałem kadetów, którzy kierowali w moją stronę lufy atrap pistoletów i karabinków. Nawyki zawodowe nie pozwalają zapomnieć o zasadach BLOS nawet w takich pokazach.

          Ciekawy był panel dyskusyjny realizowany w podgrupach w klasach szkoły. Dyskutowaliśmy na temat mechanizmów certyfikowania szkół, przedmiotu „edukacja wojskowa” i ewentualnego wprowadzenia przedmiotu „przysposobienie proobronne”, wprowadzenia wakacyjnych obozów, kursów specjalistycznych oraz programu wychowawczego, kwalifikacji nauczycieli jak również o kontroli i nadzorze MON, no i oczywiście finansowaniu projektów. Kolacja i powrót na koncert Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego w godzinach wieczornych zakończyły pracowity drugi dzień forum.

         Dzień trzeci to przedstawienie założeń dotyczących dalszego kształcenia i przygotowania nauczycieli prowadzących zajęcia w klasach mundurowych. Zasady rekrutacji i powoływania do służby wojskowej. Wystąpienia przedstawicieli szkół w liczbie dwóch. Zasady użycia munduru przez uczniów klas mundurowych oraz propozycja regulaminu mundurowego (propozycja: mundur pol. wz. 2010 pantera, pagon z belkami określającymi rok nauki, granatowy beret, orzełek ze „słoneczkiem” oraz rąbik dla wykładowcy). Możliwości udzielania dotacji na rzecz szkół  prowadzących klasy mundurowe. Przedstawienie przez przedstawiciela Centrum Edukacji Obywatelskiej programu „Informatyczne Zielone Garnizony” oraz oferty dla szkół „Zawsze na Przedzie”. Dzień ostatni zakończyło omówienie i posumowanie prac panelowych nad „Założeniami Koncepcji funkcjonowania klas mundurowych w systemie przygotowań obronnych państwa”.

         Podsumowanie. Fajnie się było spotkać z koleżankami, kolegami przejętymi problematyką proobronności oraz wymienienie poglądów. Istotne było otrzymanie informacji, że działalność szkół w zakresie klas mundurowych nie jest modą lecz sposobem na uzyskanie rezerw osobowych Wojska Polskiego. Ważne z punktu widzenia szkół o profilu mundurowym przedstawienie „Mapy Drogowej” dalszego budowania relacji, chociaż trudnych, pomiędzy MON, a MEN. Wskazania dróg współpracy oraz stanowiska MON w zakresie dalszego szkolnictwa proobronnego. Cieszy fakt, że Ministerstwo Obrony Narodowej widzi konieczność dalszego kontynuowania prac w zakresie „Edukacji Wojskowej”, „Edukacji Proobronnej”, budowania infrastruktury szkoleniowej czyli strzelnic w powiecie oraz ściślejszej współpracy z Wojskami Obrony Terytorialnej”. VIII Ogólnopolskie Forum Szkół, chociaż w okrojonym składzie, zyskało sygnatariuszy programu „Edukacja Obronna Młodzieży” w całej edukacyjnej Polsce, przynajmniej w osobach nauczycieli będących na forum.

ATENY, KONFRONTACJA

        Będąc młodym człowiekiem w kwiecie lat piętnastu zgłębiałem wiedzę w II Liceum Ogólnokształcącym im. Emilii Plater w Białej Podlaskiej, rozważając dylemat dotyczący wyższości nauk ścisłych na humanistycznymi, a może odwrotnie? Dziś trudno to ocenić, bo było to tak dawno. Interesowała mnie historia sztuki, bo fascynowało mnie piękno, które stworzył człowiek, a może odwrotnie? Same dylematy, chociaż też tak na sto procent nie wiem, czy to były moje czy mojej mamy? Podobało mi się oglądać obrazy, historię architektury, kunszt budowlany przodków, cywilizacje i bardzo lubiłem Panią profesor od „rysunku”. Przedmioty ścisłe też dzięki ciężkiej pracy Pani Stasi, Pani profesor Charytoniuk oraz profesorki Politowskiej jakoś doprowadziły do sukcesu czyli zdania matury. 

            Udział w olimpiadzie na szczeblu wojewódzkim z historii sztuki pobudził emocje współzawodnictwa i przy okazji zawziętość w przyswajaniu wiedzy. Utkwiło mi do dzisiaj w pamięci, że pytaniem konkursowym było porównanie świątyni greckiej ze świątynią egipską. Wyobraźnia tak fajnie zadziałała, że wręcz tak jakbym chodził po obiektach i opisywał ich piękno. Spodobało to się jurorom i przeszedłem do etapu ustnego. Etap ustny zawaliłem, bo slajd obrazu Eugène’a Delacroix „Wolność wiodąca lud na barykady” włożono do rzutnika odwrotnie i nie spodobało się to, że tego nie zauważyłem. Oczywiście, że zauważyłem, ale jak zwrócić uwagę sędziom, że idą na prawo, zamiast na lewo. Pasja jednak pozostała i bardzo chciałem swoje wyobrażenia zweryfikować naocznie. Padło po czterdziestu dwóch latach na Ateny, Akropol i  Partenon. 

            Czterdziesta czwarta rocznica stłumienia krwawego strajku studentów przez juntę czarnych pułkowników w Grecji, która jak w Polsce Dzień Niepodległości jest okazją przez różne frakcje polityczne do okazania swego niezadowolenia, postawiła w zagrożeniu dochody biur turystycznych i przewoźników. Zachętą było obniżenie kosztów transportu do minimum oraz zakwaterowania do poziomu przystępnego. W efekcie za niecałe dwieście sześćdziesiąt euro za dwie osoby na tydzień ujrzeliśmy kolebkę demokracji. Przylot w godzinach późno wieczornych i transport do hotelu z wykorzystaniem firmy, która doszła do porozumienia z taksówkarzami, zajął nam około trzydziestu minut i koszt trzydziestu euro. Siedzieliśmy na balkonie do późnych godzin nocnych podziwiając urok nocnych świateł Aten. Przy naszych pięciu stopniach osiemnaście nocą było upałem. Pierwsza noc, choć krótka skasowała wszystkie negatywne doświadczenia ostatniego tygodnia.

            Myślę, że opisywanie każdego dnia, jako kroniki byłoby fajne i pouczające, ale odbiegłbym od tematu felietonu, który jak pamiętacie brzmi – „Ateny, konfrontacja”. Konfrontacja mojej wiedzy, wyobrażeń z sytuacją zza murów hotelu, w którym tylko nocowałem i wentylowałem się dymem papierosowym wszech obecnym w każdym miejscu publicznym Aten. Jedynie na lotnisku są pokoje dla palaczy tak wszędzie „niepalaczy” zamyka się w oddzielnych pomieszczeniach. Drugim kontrastem, który mnie zdziwił to było znalezienie prawdziwego Greka w tym tyglu wielu narodowości i kultur. W hotelu sprzątały Słowianki ze wskazaniem na Polskę. W restauracjach Bułgarki, Słowenki, a niektóre dzielnice w centrum to typowo miasta orientalne jak Bejrut czy Damaszek. Nawet biuro turystyczne zajmujące się zwiedzaniem miasta z pokładu autobusu zatrudnia śniadych orientalnych Greków, którzy mnie wzięli za naturalnego Greka, budząc moją próżność. Trzeba jeszcze dodać, że uliczna sygnalizacja świetlna jest dla turystów i Europejczyków, natomiast miejscowi ją jedynie tolerują, tym bardziej że policja nie zwraca uwagi, sam to sprawdziłem. Wszędzie pełno jest motorowych jednośladów różnego typu. Grecy w nich się lubują. Kontrastem są też finanse, które jak z rozmów z orientalnym kierowcami i przewodnikami są w kiepskim stanie, bo podobno bezrobocie jest około trzydziestu procent, to jednak wszystko funkcjonuje. Banki jednak nie dostosowały się do potrzeb społecznych i w „ścianach płaczu” (bankomaty) najmniejszą kwotę oferują w wysokości osiemdziesiąt euro, aż dziw, że nie plajtują chyba, że tylko turyści z nich korzystają. Tak, na pewno.

            Wielkim rozczarowaniem moich wyobrażeń był Akropol z Partenonem, o którym tak wiele wiedziałem. Chluba Aten okazała się niewielkim wzgórkiem w centrum miasta gdzieś tak około stu metrów nad poziom morza z wierzchołkiem o powierzchni boiska piłkarskiego. Fakt, ruiny budowli kultury greckiej budzą respekt historią nie wielkością. Partenon w mej wyobraźni wydawał się wielki. Tu wysoki gdzieś na piętnaście metrów i do tego odgrodzony i w remoncie. Jedynie nie rozczarowałem się Kariatydami. Swą pięknością urzekają i tylko dziw, że nikt ich nie konserwuje, a widać, że się sypią bo rysów twarzy już nie ma, a i z całości już nie wiele zostało. Te dziesięć euro od turysty nie powstrzyma entropii, która wszechobecnie buszuje. Ateny jakże inne od miast polskich w swej urodzie podobne do Rzymu, Madrytu czy Barcelony dają się polubić swym orientalnym klimatem i chyba podobnymi cenami chociaż w euro. Cieszę się bardzo, że mogłem przez tydzień poczuć się ateńczykiem, bo wszak niczym się nie wyróżniałem.

MUNDUROWO, CZYLI JAK DALEJ?

        Wróciłem z kursu nauczycieli klas mundurowych w Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej w Ustce zorganizowanego przez Departament Edukacji, Kultury i Dziedzictwa Ministerstwa Obrony Narodowej (MON). By się tam znaleźć wiele przygotowań, starań, a przede wszystkim zgodę kierownictwa szkoły uzyskać musiałem. Klasy mundurowe, jak wiele jest ich już w Polsce. Wchodząc na stronę wojsko-polskie.pl widzimy wykaz wszystkich placówek, które nawiązały współpracę z MON. Wiele jest też takich, które współpracują z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji. Mundurowość stała się modna, jak mi powiedziano nie tak dawno. Jednocześnie przypominając, że moda ma to do siebie, że się zmienia. Tym samym zrozumiałem, że moja pozycja jako nauczyciela jest, jak kreacja, która się podoba, ale z czasem staje się przestarzała. Oczywiście podcina to skrzydła zapaleńcom, którzy podjęli trudną decyzję ukierunkowania swojej działalności dydaktycznej w kierunku proobronności, ale też hartuje charakter w kierunku przezwyciężania problemów i niedogodności. Tylko dzięki tej przemożnej sile działania, przekonania, że nasza praca jest konieczna i potrzebna jest w nas pewność, że tak trzeba. Szkolimy, uczymy i wychowujemy młode pokolenie w duchu proobronności, patriotyzmu w umiłowaniu ojczyzny. Uczymy etyki, empatii pokazujemy, jak żyć trzeba. Przygotowujemy do sytuacji walki, przetrwania i pomocy tym, którzy pomocy tej potrzebują. Uczymy człowieczeństwa, wspierając kolegów w edukacji umysłu, zdolności i kultury słowa. Wzbogacamy ofertę edukacyjną szkół ponadgimnazjalnych o aspekty potrzebne do przetrwania w trudnych czasach niżu demograficznego i braku zainteresowania wiedzą.  

            Odnosimy wrażenie, że tylko tym motywom znajdujemy swoje status quo w szkole. Traktowani przez władze oświatowe jako zło konieczne, ale potrzebne do budowania oferty edukacyjnej, która przyciągnie uczniów. Postrzegani przez kolegów i dyrekcje, jako pewien stan przejściowy w procesie edukacji ogólnej, przekazujemy wiedzę, którą młodzież chłonie, natomiast często stopowaną przez kolegów, jako nieistotną. Placówki edukacyjne prześcigają się w tworzeniu kierunków, które zainteresują uczniów. Klasy policyjne, klasy straży granicznej, klasy strażackie, ratownictwa medycznego oraz klasy wojskowe powstają praktycznie w każdej społeczności lokalnej. Skąd taki fenomen. Dlaczego młodzież garnie się do dyscypliny, porządku, munduru oraz S.A.R.E. (Survival, Evasion, Resistance, Escape)?

            Myślę, że wynika to z naszej polskiej tradycji powojennej. Każdy młody Polak odbywał służbę zasadniczą. Przynajmniej powinien był odbywać. Było to zło konieczne narzucone przez państwo, a miało służyć budowaniu obronności Polski jako Państwa totalitarnego. Dwa lata w wojsku przez wielu było traktowane jako wyłączenie z życiorysu. Czas stracony, którego nie da się już wrócić. Wielu próbował uniknąć przymusu stosując unik zdrowotny lub uciekając w naukę. Wielu dał wykształcenie i przygotowanie do życia. Zmiany ustrojowe doprowadziły do zawieszenia obowiązku i uzawodowienia armii. Do wojska idą tylko wyselekcjonowani. Nie ma przymusu. Tu zaczyna się fenomen społeczny, bo to co kiedyś było udręką stało się owocem dla wielu nieosiągalnym. Powinna być radość i na początku była, ale z czasem nacisk moralny starszego pokolenia pobudził niedosyt spełnienia przez młodych. Nie mogli powiedzieć – „Jak ja byłem w wojsku …” tym bardziej, że harcerstwo i inne działania społeczne uległy zapaści i tak szybko się nie pozbierały, by dać nową ofertę organizacyjną. Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać grupy o profilach, które dawały namiastkę wojskowości.

            Nie mniej istotną rolę odegrały przemiany polityczne oraz zagrożenia zewnętrzne. W świecie, który wydawało się staje się coraz bardziej bezpieczny i cywilizowany, okazało się człowiek jest największym zagrożeniem. Wydarzenia na Ukrainie w tym aneksja Krymu, zagrożenia hybrydowe, masowe migracje narodów, wojny, terroryzm oraz wysoki poziom technologii masowego zniszczenia pokazał nam, że ten świat wcale nie jest taki do przodu. Można biernie się przyglądać i czekać na koniec lub starać się przetrwać. Tak jak ISOPS może być indywidualny lub zbiorowy, tak my sami powinniśmy być indywidualnie i zbiorowo proobronni.

            Wszystkie te czynniki pokazują, że nasze przekonania i nasz wysiłek nauczycieli, opiekunów klas mundurowych jest potrzeby. Nie powinniśmy zwracać uwagi na ignorantów tylko realizować swoje. Cieszy ogromnie, że Rząd, Ministerstwo Obrony Narodowej to czuje. Wspiera naszą działalność szkoląc nas, udzielając pomocy w edukowaniu, pracując nad lepszym zorganizowaniem procesu szkolenia w szkołach. Podnosząc rolę i znaczenie proobronności społecznej nie umniejszając roli i znaczenia Sił Zbrojnych RP. Kurs w Ustce, który nam pokazał, przypomniał i nauczył elementów działania pojedynczo i w zespole, w sytuacjach zagrożenia życia był kolejnym elementem przygotowania nas do pracy z młodzieżą. Wielu z nas to tylko pasjonaci, którzy nie wiele mieli wspólnego z wojskiem, ale takie szkolenie drobnym kroczkami przybliża nas do realiów armii i jej procesów szkoleniowych. Często żart, luz czy nawet bunt jest obroną przed nieznanym. Jednak najważniejsze jest to, by nie zmarnować szansy nauczenia się od pasjonatów wojskowego rzemiosła spraw istotnych i potrzebnych do nauki w szkole. Cieszy ogromnie, że MON o nas nie zapomina. Wielkie podziękowania dyrektorowi Departamentu Edukacji, Kultury i Dziedzictwa Ministerstwa Obrony Narodowej, dziękujemy Oli, Komendantowi CSMW, Komandorowi Tomkowi i pozostałym instruktorom za pasję, zaangażowanie oraz wiedzę, która jakże potrzebna będzie nam w nauczaniu. Dziękuję koleżeństwu, że nie zlinczowało emeryta wojskowego za przejęcie się rolą. Dziękuję za wspaniale spędzone chwile w szkoleniu i czasie wolnym.

MAŁOSTKOWOŚĆ LOKALNA

         Problematyka raczej sięgająca swoim rozmachem poza przyjęte zwyczajowo pojęcie lokalności. Wielce rozczarowany i przerażony zasięgiem szerzącej się małostkowości czyli przywiązywaniu wagi do rzeczy błahych, a nie postrzeganiu tego, co jest naprawdę ważne, staram się zrozumieć podłoże występowania. Przeżywszy ponad „pięćdziesiąt plus” lat wysnuwam teorię braku osobistego dowartościowania. Brak możliwości zaistnienia w szerszym wymiarze kieruje nasze myśli ku przysłowiu – „Lepszy wróbel w garści niż gołąbek na dachu”. Lepiej być kimś, i zajmować się problematyką herbu miasta na pokrywach studzienek kanalizacyjnych lub nazewnictwem kładek na rzece Krznie, w lokalnym środowisku z jego ułomnymi wartościami, niż starać się budować byt ogólnospołeczny swoją wewnętrzną wartością i osobowością.

            Podejrzewam też brak chęci zaangażowania, lenistwo i tak zwane działanie na skróty. W myśl zasady, że liczy się efekt nie wysiłek, jaki został włożony w jego uzyskanie. Przykładów mamy od groma nie tylko w środowiskach lokalnych. Praktycznie można powiedzieć, że to model globalny. Jak to mówił mój świętej pamięci chorąży, podwładny, że nie liczy się wysiłek jaki włożyłeś w daną sprawę, idee lecz, jak została ona sprzedana. Niedopracowane, błędne, problematyczne w wielu sytuacjach niewłaściwe tematy otrzymują społeczne zaufanie tylko dlatego, że kot w worku został umiejętnie wyreklamowany i społeczeństwu sprzedany. Społeczność zaś pomna historycznych tematów naszych i minionych cywilizacji w swej prostocie istnienia żąda tylko – „Igrzysk i Chleba”.

            Społeczność lokalna, która dzięki postępowi technicznemu poczuła globalność, w swej istocie tę globalność traktuje jak igrzyska, zaś miejscowe zawirowania jako namiastkę poprawy bytu socjalnego. Nie dziwi zatem, że „chleb” zamieniono programami „500+” oraz postawiono na egzystencjalizm, nie intelektualność. Jakaż wielka umiejętność dostosowania do realiów skomplikowanej administracji państwowej, która sprawia problemy biznesmenom, u osób które praktycznie bazują na poziomie zaspokajania potrzeb nasycenia alkoholowego, doprowadzona została do perfekcji. Postawiliśmy na ilość nie jakość i może to właściwa droga, bo niech chociaż te trzydzieści procent nowo narodzonych będzie w przyszłości pracować na nasze emerytury, to już będzie sukces.

            Wiadomo też, że nie każdy zaistnieje w województwie, kraju czy na świecie tak jak Bogusław Kaczyński czy Roman Kłosowski, ale trzeba próbować. Młodzież, a przecież i my musimy mieć świadomość, że życie nie kończy się na Białej i jej wewnętrznych sensacjach. Każdy może się przebić, tylko trzeba chcieć i realizować swoje marzenia. Okrasa, który łamie przepisy kulinarne przecież wszyscy wiemy, że pochodzi, przepraszam za sformułowanie, z zadupia. Potrafił pokazać swoją kreatywność. Przykładów mamy wiele. Jedni błyszczą inni robią karierę i co najważniejsze potrafili spojrzeć szerzej, dalej w przyszłość. Nie ograniczyli się do spraw mniej istotnych, błahych, które uziemiłyby ich w lokalnej małostkowości.

            Wróciłem w me rodzinne strony kierowany miłością do rodziców i tych stron, skazując swą małżonkę na dożywotnie zesłanie w małostkowość. Wierzcie mi, że trudno przyzwyczaić się do zasad funkcjonowania prowincjonalnego miasteczka, kiedy widziało się Bejrut, Tel Awiw, Paryż, Berlin, Barcelonę, Wenecję, Warszawę i wiele innych wspaniałości, kiedy czuło się małość świata i nagle przytłaczają gierki lokalnych ……… Wierzę, że można to zmienić, chociaż żona się uśmiecha, ale wiara to jest to, co pozwala nam istnieć. Pozwala wszystko przeobrazić, tworzyć i dawać nadzieję na przyszłość.   

POMPA ŚMIECHU DLA WETERANA. NIE WSZYSCY MOGĄ LICZYĆ NA PAŃSTWOWE WSPARCIE

          Pewnie ma emocjonalność mnie zgubi, ale nie sposób oprzeć się konieczności reakcji na społeczną debatę na temat artykułu Miry Suchodolskiej „Pompa śmiechu dla weterana. Nie wszyscy mogą liczyć na państwowe wsparcie” na portalu Forsal.pl. Wydawałoby się, że artykuł w treści mówiący o weteranach, przedstawiający jakiś punkt widzenia nie powinien budzić emocji jednak stał się tą przysłowiową pięścią uderzającą w stół, po której nożyce się odezwały. Szeroki oddźwięk oburzenia, dezaprobaty, niezrozumienia oraz krytyki, który nie pozostawił suchej nitki na autorce, wręcz z pogranicza hejtu i chamstwa przekonuje, że coś jednak jest nie tak z tą naszą kulturą słowa i wychowania.

            Przyznam się szczerze, że pewnie bym nie zauważył tekstu, gdyby nie reakcja osób zainteresowanych. Bardziej byłem w szoku, że moi znajomi, których opinię znałem i ceniłem też dali się ponieść serwilizmowi, zapominając o czym na facebooku ma małżonka przypomniała – poczuciu szacunku i godności do swojej osoby. Miałem zamiar przemilczeć sytuację, ale jak Państwo wiecie, lubię jasne i klarowne dywagacje, a tym bardziej mą szczerość i pogląd na codzienność nie tylko polityczną. Pani Mira może niezbyt zorientowana w realiach wojskowości jednak problem weteranów przedstawiła w sposób dosyć klarowny i czytelny. Oczywiście czytelnik ma prawo do własnej opinii. Zawsze nas uczono, że brudy pierze się we własnym domu, a nie oddaje do pralni, ale przecież mamy postęp. Pralki automatyczne i pralnie chemiczne, które każdy „brud” usuną, nawet ten moralny, pokazują nam, że prawda ma różne oblicza i granica między prawdą, a fałszem to fikcja. Dlatego człowiek mądry zanim opowie się za którąś prawdą zawsze szuka.

           My weterani mamy tę godność i honor wojownika, by przemilczeć nasze bolączki, urazy, krzywdy i zapomnienia. Czytamy, widzimy, słuchamy i milczymy, bo honor nie pozwala, by się poniżyć i zniżyć do poziomu tych, którzy zapomnieli o naszych dokonaniach. Słowa Pani redaktor, które mam nadzieję nie były związane z szukaniem sensacji, pokazują, że my też nie jesteśmy ze skały i niektórzy pękają. Pisałem wielokrotnie, że wśród weteranów nie ma nieposzkodowanych. Każdy z nas wrócił z jakimś balastem, ale rozumiemy tych, którzy wrócili z potężnym uszczerbkiem na zdrowiu i to nie tylko powyżej 30%, którzy powinni otoczeni być opieką i troską. Musimy pamiętać, też o tych, którzy doznali urazów psychicznych i fizycznych, które odezwały się po czasie, a które są niewygodne dla współczesnych realiów. Nie możemy zapominać chłopców z problemami socjalno-społecznymi, którzy mają problem z dostosowaniem się do życia. My nie możemy się skarżyć, ale dobrze, że jest Pani redaktor, która nie boi się pisać. Fakt, że pomówienia bolą, budzą negatywne reakcje, ale dają też do myślenia. Jedni się zastanawiają nad prawdą, w drugich powinny budzić mobilizację do otwartego działania, by faktami zamknąć buzię „kłamcom”. Tylko winni się tłumaczą.

            Pompa śmiechu dla weterana, jakież to przewrotne i krzywdzące. Nam wcale nie jest do śmiechu, a tym bardziej pompy. My chcemy być pozostawieni sobie i chcemy się wspierać, pomagać i działać na rzecz tych, którzy tej pomocy potrzebują. Zawsze tak było, nawet na zachodzie, że jednostka przegrywa. Tylko grupa może zdziałać i wzajemnie się wspierać w bólu, problemach i trosce. Nawet spotkanie i wspominanie dają tę pociechę, że są ludzie, osoby tak samo myślący, że nie jesteśmy samotni na świecie. Zatem powtórzę jeszcze raz – „Być weteranem to zaszczyt. Weteran to brzmi dumnie” i nikt mnie nie przekona do innej racji.

SOCJOLOGICZNE ROZWAŻANIA !!!!

         Mam dość polityki, knowań i robienia mnie w durnia. Mam dość słuchania reportaży, wywiadów, transmisji i poszukiwania sensacji, które mają przykryć lub odkryć niekonstytucyjne działania. Mam dość polityków lewej, prawej i środkowej strony, którzy myślą o politycznych sukcesach nie naprawie Rzeczy Pospolitej. Mam dość karierowiczów, kibiców i malkontentów, którzy narzekają i nic nie robią, a jak robią to z myślą o swojej karierze. Mam dość takich wakacji, które nie dały nam psychicznie odpocząć.

            Widocznie tak mamy, że najważniejsze sprawy rozwiązujemy w czasie okresu letniego odpoczynku. By nie poddać się nudzie politycy od czasu do czasu próbują przepchnąć swoje nonsensy w okresie kanikuł licząc, że okres ogórkowy uśpi naszą czujność. Bunt społeczny od lat te założenia rujnuje, ale nikt nie bierze pod uwagę faktu, że człowiek myślący uczy się na błędach. Nie wierzę, że działania polityków dobrej zmiany tego prostego faktu nie uwzględniają. Tak jak propaganda w iście goebbelsowski sposób drąży naszą świadomość, tak działania, jestem przekonany, uwzględniają różne scenariusze.

            Czas operacji też nie jest przypadkowy i uwzględnia narodowe słabości. Letnie rozleniwienie, urlopy, odpoczynek oraz ogólna niechęć do aktywności nie tylko społecznej. Naprawdę trzeba wkurzyć społeczność aby zaczęła działać. Trzeba też przewidzieć i taki scenariusz, że o to chodziło, by odciągnąć uwagę od czegoś istotnego. Nie trzeba być wielkim uczonym, by przewidzieć, jak przeciętny Polak o nieustalonej orientacji politycznej się zachowa. Do wyboru trzy reakcje: obojętność, zaangażowanie lub negacja. Obojętność nie jest przedmiotem zainteresowania. Zaangażowaniem i negacją można manipulować. Wiedzieli o tym już wielcy tego świata: Aleksander Macedoński, Cezar, Napoleon, Hitler oraz Stalin. Popełnili jeden znaczący błąd, bo uwierzyli w swoją „boskość”. Osiągnięcia wiedzy społecznej, psychologii oraz socjologii wyciągnęły wnioski z ich klęski. Dziś manipulowanie społecznością to wielka nauka i umiejętność.

            Telewizja, radio, prasa, Internet czyli media manipulują naszą świadomością. Już Goebbels powiedział, że powtarzane kłamstwo staje się prawdą. Odpowiednia propaganda potrafi w krótkim czasie z człowieka nijakiego zrobić wieszcza narodu, a z osoby znamienitej, wroga. Zaangażowanie bliskie fanatyzmu jest bardziej przyswajalne niż budowanie mądrości opartej na faktach. Dziś nie ten, który ma argumenty wygrywa lecz ten, który z obłędem w oku głosi swoje prawdy. Dlaczego? Bo człowiek prosty wierzy w empatię, bo jest bardziej prawdziwa niż prawda. Nie ma i nie będzie argumentów na wygraną, jeżeli my społeczeństwo nie będziemy fanatycznie wierzyć, że może się okazać, że demokrację będziemy uważać za wartość schyłkową. Prawdy, też wielkiej nie ja odkryłem, że prawda musi być poparta siłą lub świadomością, że może być użyta w obronie tej prawdy. Oczywiście, informacje te nie są ogólnie dostępne, ale dla chcącego nic trudnego. Warto czytać i obserwować.

            Wakacje się kończą, ale nie koniec zabawy, chociaż na zabawę to nie wygląda. Podejrzewam, że jesteśmy na drodze do Polexitu, chociaż wszyscy zaprzeczają. Chociaż większość społeczeństwa jest, jak na razie przeciwna, ale przecież specjaliści wiedzą, jak grać na nutę narodową. Tym bardziej, że media i propaganda, a zwłaszcza siła będą pod kontrolą. Pesymistyczny scenariusz, ale chyba prawdziwy. Chciałbym się mylić.

MĄDROŚĆ NARODU

          Pojęcie raczej trudne do określenia, opisania i wyjaśnienia. Mądrość człowieka to zbiór jego doświadczeń, wiedzy, empatii i wychowania. Jak pogodzić te dwie wartość, jak osiągnąć konsensus, by jedno stanowiło drugie. Pamiętam i przytaczałem to wielokrotnie słowa Tewiego mleczarza ze „Skrzypka na Dachu”, że mądrością narodu jest jego tradycja. Pewnie są to słuszne racje, bo tylko dzięki tym wartościom naród wybrany przetrwał. Jednak mam pewne wątpliwości. Polacy pełni doświadczeń i tradycji mają problem z interpretacją tego pojęcia. W mojej ocenie mądrość jest jak prawda i tu odwołuję się do księdza Józefa Tischnera. Mądrość zależy od punktu siedzenia i miejsca odniesienia. Trudno się z mądrością poruszać, jeżeli nie wiesz, a właściwie wiesz, że twoja jest prawdziwa, ale inni twierdzą, że jesteś jełop. Gorzej, jedna trzecia narodu tworzy mądrość „dobrej zmiany”, a reszta się przygląda. Piękny wiersz Wojciecha Młynarskiego „Nie wycofuj się” wydawałoby się jest iskrą zapłonową pracy silnika zwanego mądrością narodową jednak, jakby nie do końca poprawnie działającego. Wszyscy się zachwycają i robią swoje – patrzą. Dlatego mam wątpliwość odnośnie prawdy, mądrości.

           Gdybym oglądał i słuchał telewizji publicznej i radia, jak to zaobserwowałem po swojej mamie, zostałbym urobiony do mądrości narodowej związanej z dobrą zmianą. Próby zdobywania informacji z mediów niepublicznych stwarzają tę trudność, że często są w sprzeczności z informacją publiczną. Podobno mądrość ma mi pomóc ocenić, która jest słuszna i prawdziwa. Kiedyś, gdzieś czytałem, że wśród wariatów mądry jest głupcem. Zawsze ci pierwsi byli w mniejszości, ale dziś już nie wiem. Wydarzenia sierpniowe związane ze sprawiedliwością, korci mnie powiedzieć, że też powiązanej z księdzem Tischnerem, wydawało się pokazały, że naród nie jest marionetką. Tak przynajmniej się wydawało, patrząc na ulicę i spacery społeczne w większości miast kraju nad Wisłą.

            Byłem dumny mądrością narodu, dopóki nie ………. Pamiętam, jak byłem swego czasu dowódcą i chciałem zdobyć odpowiednią kasę na zakupy dla pododdziału. Zawyżałem trzykrotnie potrzeby, aby wyjść na swoje, bo wiedziałem, że dwie trzecie obetną. Reszty chyba nie muszę tłumaczyć. Wilk był syty i owca w całości tylko kto w tym układzie był idiotą? Wierzcie mi, że nie czułem się dobrze w tym układzie, ale taka była konieczność. Brakowało, a może byli fachowcy, którzy wiedzieli o co chodzi, ale oni też mieli za zadanie obcinać koszty. Czyli ja otrzymałem swoje, a oni wywiązali się z zadania. Gorzej, gdy chodzi o państwo, naród. Stosowanie tych metod jest antyspołeczne, antypatriotyczne, tym bardziej że jest związane z krzywdą tych, którzy myśleli, że osiągnęli sukces. Przypomina się skecz Laskowika o ciągniku. Cieszmy się, że w trójkołowcu dwa koła są sprawne, a zepsute tylko jedno. Chciałoby się krzyczeć narodzie, gdzie twoja mądrość, ale jest to wołanie na puszczy, której pomału już nie ma. Puszczy, która może się też okazać zawyżaniem kosztów, by odwrócić uwagę od czegoś innego. Naród pała oburzeniem, Europa też jest w szoku, media wręcz szaleją, a po cichu świstak swoje zawija. Mądrzy to wiedzą, ale bilans zysku i strat jest zbyt wysoki dla przeciętnego inteligenta. Lepiej siedzieć cicho i się nie wychylać, chociaż rozum podpowiada, że cena może być wysoka. Niestety, inteligencja nie idzie w parze z odwagą. Czas mija i słowa Młynarskiego miło będzie wspominać, a status społeczny związany z rozumem, inteligencją ulegnie, jak to już było, ideologii, która nie będzie miała oporu zniszczyć tę pierwszą. Dlatego cały czas mam dylemat, czy możemy mówić o mądrości narodu, jeżeli ten naród oddaje się ideologii, a z rozumu nie korzysta. 

PRZYGODA Z HARLEYEM DAVIDSONEM

         W mojej ocenie brzmi interesująco. Nie ma chyba Polaka, który nie wiedziałby, co to za firma. Amerykański motor, nie mylić z chopperem, bo choć nazwa kojarzy się z Ameryką, to cel jest inny. Chopper to motor okrojony ze wszystkiego Harley Davidson to pełny wypas. Chopper narodził się pod koniec lat 50 w Stanach Zjednoczonych, gdy motocykliści jeżdżący na ciężkich Harleyach wpadli na pomysł „odchudzenia” swoich jednośladów, celem zwiększenia ich osiągów (nazwa „Chopper” pochodzi od czasownika „to chop” – siekać, odcinać). W tym czasie nie było części do tuningu, a maszyny wyścigowe nie miały homologacji. Motocykliści zdejmowali ze swoich motocykli wszystkie zbędne elementy (np. błotnik przedni, szerokie opony przednie, klakson, oświetlenie) lub wymieniali je na lżejsze odpowiedniki. W przerobionych motocyklach wymieniano seryjne siedzenie na małe siedziska, zakładano cieńsze koła przednie, a seryjny, duży bak zastępowano nowym (wtedy robionym często w garażu), małym zbiornikiem. Z początku wszystkie przeróbki podporządkowane były zwiększeniu osiągów, dopiero później zaczęto większą dbałość przykładać do wizualnej strony. Wszystko, aby zainteresować nabywcę niezbyt wysoką ceną. Tak twierdzi Wikipedia.

          Myślę, że Chopper to produkt kultowy. Mam sam Kawasaki VN 1500 Chopper z 1991 roku i jestem nim zachwycony. Prawdą jest, że działam okazjonalnie, bo niestety zdrowie nie pozwala. Jeżdżę na zloty, ale nie fanatycznie. Lubię ten nastrój spotkania fanów jednośladów i koncerty wspaniałych kapel. Jestem „Easy Rider” i tak przemierzam tę polską ziemię. Bywam dwa trzy razy w roku na imprezach i bardzo żałuję, że nie więcej, ale niestety tylko wakacje i kasa ograniczają możliwości samorealizacji. Faktem jest, że od 2008 roku troszeczkę się tego nazbierało. Członkiem klubu „Grom” PZM w Białej Podlaskiej jestem, ale Koledzy nie bardzo mają ze mnie pożytek. Dużo do pasa poprzyczepiałem i trudno wszystko pogodzić. Kumple są w porządku dali mi zawiesić działalność i kocham ich za to.

        Wracamy do Harleya Davidsona. Zostałem zaproszony przez Harleya na Facebooku na jazdę próbną niestety w Warszawie. Byłem wielce zainteresowany więc zrezygnowałem z otwarcia sezonu w Białej „Św. Krzyś” i pojechałem do stolicy. Stawiłem się o wyznaczonej porze i otrzymałem umowę od krajana na użycie białego „Road Kinga”. Stary pewnie wiesz, jak się jeździ Harleyem? Podstawowe pytanie. Oczywiście przez trzydzieści lat nic innego nie robiłem. Nieważne, dostałem jakąś kartę pamięci i podszedłem do maszyny. Zatankowana full. Starter jak w Kawasaki. Chciałem postawić nogę na podeście i tyłem buta dałem w dźwignię i szarpnęło i zgasł. Krajan mówi, że ten typ tak ma. W szczegóły nie wchodziłem, żeby nie wyjść na totalnego dyletanta. Odpaliłem i wyjechałem delikatnie na ulicę, ale nie na Puławską, o nie, najpierw po osiedlu się pokręciłem. Kierunkowskazy oddzielnie na jednej i drugiej stronie. Włączasz, ale musisz pamiętać, że trzeba ponownie nacisnąć, żeby wyłączyć. Przepraszam, ale nie pamiętam, ile tam było biegów, ale moim zdaniem chyba sześć. Praca silnika cichutka, przyśpieszenie niesamowite, kanapa jak w Wersalu. Poszpanowałem troszeczkę na obwodnicy i po godzinie podjechałem do stacji benzynowej obok salonu, by uzupełnić braki w paliwie. Po godzinie jazdy zatankowałem za sześć złotych. Generalnie super maszyna. Cicha, wygodna z klasą się reprezentuje i tylko dwa pytania. Pierwsze, ile kosztuje? Akurat ta która jeździłem była do oddania za jedynie sto dwanaście tysięcy złotych, a te nówki od stu trzydziestu już można nabyć oczywiście ceny idą w górę. Drugie pytanie jak taką maszyną jechać na zlot? Fakt bez chipa chyba nie ruszą, ale na naczepę wezmą. Myślę, że trzeba chyba spać z motorem. Widziałem ostatnio namioty takie w stanach, ale bardzo drogie.

       Podsumowując moją przygodę z Harleyem powiem krótko, że niestety nie stać mnie na taki motor i nie stać na wstąpienie do elitarnej Grupy Harleyowców, którzy swoje zloty zaczynają od organizacji ochrony, przynajmniej tak mi się wydaje. Podobał mi się sprzęt i jak będę zarabiał krocie sobie taki sprawię, bo przecież trzeba mieć marzenia.     

WAKACYJNE REMINISCENCJE

      Jeszcze czerwiec, ale już lipiec blisko. Rok szkolny mamy już jako element historii i wszyscy zaczynamy wakacje. Odpoczywamy, jeszcze tylko czasami dyrekcja przypomni o sobie, ale generalnie to laba. Dzień 28 czerwca br. zbliża się ku końcowi. Wieczór pomału zapada, a ja siedzę na leżaku na działeczce i staram się podsumować te ostanie dwa miesiące. Maj bez wpisu na blogu, ale czułem się jakiś wyjałowiony. Wiele się działo, ale nie było ochoty, by siąść i coś napisać. Lenistwo, a może jakaś taka dezaprobata tego wszystkiego. Po co pisać, kiedy i tak to nic nie zmieni, a jedynie może ktoś przeczyta. W każdym razie była totalna niechęć siadania do komputera i pisania. Dopiero ten czerwcowy jeszcze wieczór natchnął jakąś mistyczną siłą, by kilka słów przelać na stronice Worda.

            Maj jak powiedziałem był bogaty w wydarzenia. Wiadomo na początku miesiąca rocznice państwowe. Rocznica Konstytucji Trzeciego Maja obchodzona, jak co roku z udziałem młodzieży mundurowej ALO PSW w Białej Podlaskiej. Niedziela siódmego maja to święto 34 pułku piechoty, w którym oczywiście też braliśmy udział z uwagi na to, że to ogólne bialskie święto służb mundurowych. Natomiast w poniedziałek 8 maja obchodziliśmy pierwszy raz Bialski Dzień Przyjaźni Polsko-Włoskiej oraz uczciliśmy pamięć pomordowanych w niemieckim oflagu żołnierzy włoskich. Maj zakończył wyjazd do Ostródy na Piknik Klas Mundurowych oraz Targi Proobronne „Pro Defense” Ostróda 2017. Wróciliśmy trzeciego czerwca br. W sumie cztery dni szkolenia i zwiedzania dla młodzieży zapewnione przez FIA i Biuro do Spraw Proobronnych MON. Powrót do Białej i w połowie następnego tygodnia tj. 8 czerwca br. wyjazd z klasami mundurowymi na czterodniowy wycieczko-obóz połączony z survivalem w Ogonkach koło Węgorzewa. Było fajnie i młodzież fajnie się bawiła. Było bagno i było zwiedzanie siedziby Hitlera. Zakończyliśmy pobyt na Mazurach w Giżycku na plaży. Potem to już tylko wystawianie ocen i uzupełnianie dokumentacji. Zakończenie roku szkolnego, rozdanie świadectw i widzimy się we wrześniu.

            Teraz jestem tu i wspominam, oceniam i wyciągam wnioski, których nie notuję i z pewnością zapomnę, ale od czego jest blog. Generalnie dobrym pomysłem jest udział w Targach Proobronnych i Pikniku Klas Mundurowych w Ostródzie. Wart kontynuacji i wsparcia. Młodzież się spotyka i wymienia doświadczenia. Obserwuje, ocenia i przenosi swoje spostrzeżenia na ziemię bialską. Survival, jak najbardziej tylko trzeba urozmaicić ofertę. Może warto zmieniać miejsca albo przejść do formy tygodniowego obozu kondycyjnego realizującego „Minimum Programowe” Ministerstwa Obrony Narodowej. Powtarzanie co rok tego samego może się znudzić. Można Survival w Ogonkach zaoferować tylko pierwszym klasom mundurowym. Drugie klasy wysłać w Bieszczady lub nad morze. Warte rozważenia i złożenia oferty dyrekcji.

         Nawet nie zauważyłem, jak nastało lato. Noc świętojańska była, ale ja przespałem. Fajne imprezy i wydarzenia, a mnie zabrakło. Cieszę się tym swoim pobytem na działeczce. Strasznie rano dzisiaj lało, ale potem lato wygrało i upałem doładowało. Komary są, kleszcze też, ale ten las, sosny, brzozy, ptactwo i zapadający zmierzch wart jest tego ryzyka, by być sam na sam z ciszą czerwcowego wieczoru. Wszystko jest nieistotne i nieważne. Gdzieś tam bawią się polityką, hackerstwem, jakąś aferą w tytule – złotą. Przeżywają opóźnienia pociągów i brak prądu nie zastanawiając się, że to szczegół. Patrząc na niknące w mroku drzewa nasuwa mi się polskie przysłowie – „Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las”. Tym optymistycznym akcentem mówię Wam  dobranoc.