LWIGRODZKIE DOZNANIA

        Mija tydzień, a właściwie półtora tygodnia, jak Narodowy Fundusz Zdrowia w myśl porozumienia komercyjnego skierował mnie do Ośrodka Konferencyjno-Wypoczynkowego LWIGRÓD SPA&WELLNESS na uzdrowienie w ramach kurowania ogólno ustrojowego, jak koleżanka Ania to określiła. Pisać o zakwaterowaniu już nie będę wspomnę tylko, że w każdych pokojach jest telefon tylko nie w jedynkach, bo one powstały po remoncie pięknych pomieszczeń Lwigrodu przedwojennego. W ogóle jak się ogląda stare zdjęcia, których na korytarzach jest pełno, człowiek może się zachwycić, jak Lwowiacy potrafili odpoczywać. Sala balowa, która obecnie jest jadalnią dla plebsu funduszowego kiedyś była przyozdobiona w piękne obrazy dwóch malarzy lwowskich Kazimierza Sichulskiego oraz Filipa Michała Wygrzywalskiego. Piękne modernistyczne obrazy zdobiły salę balową historią tańca. Był Walc, Kuszenie, Mazur, Krakowiak, Polonez, Menuet, Polka, Blues, Ojra (taniec apaszowski), taniec góralski, Charleston, taniec bez muzyki, taniec klasyczny. Obrazów było czternaście i wisiały między oknami niestety po remoncie przepadły, jak pewnie i klasa obiektu.

      Kolejnym mankamentem jest internet, który można zakupić na dwudziestojednodniowy pobyt za dwadzieścia jeden złociszy. Ale nie jest to „Premium”, które też jest, ale nie dla wszystkich. Inaczej mówiąc, jak chce to działa, jak nie chce to nie musi, przecież jest dla plebsu nie dla hotelowych gości. Zakup oczywiście tylko na jedno urządzenie, czyli, jak chcesz na komórkę koniecznie trzeba taką samą kwotę wyłożyć. Płacenie to już chyba jakieś hobby kurortu uzdrowiskowego. Klimatyczne siedemdziesiąt siedem złotych za pobyt, a kominy walą jak najęte, bo przecież jest okres zimowy. Rozumiem latem, ale zimą za smog płacić to chyba jakieś przegięcie. Druga sprawa to zabiegi, fundusz zakontraktował pięćdziesiąt cztery na osobę tylko z tego dziewięć to spożywanie wody zdrojowej. Oczywiście nie dla wszystkich, ale dla cukrzyków to podobno dopust boży. Pięknie rozpisane w karcie, że panie pielęgniarki co drugi dzień wydają trzy razy dziennie po szklaneczce wody, a tak naprawdę dostałem zgrzewkę półlitrowych butelek „Zubera” i „Jana” w ilości dwunastu sztuk razem, które szybko spożyłem, bo pić się chce. Jak to się ma do zabiegu na przykład masażu klasycznego? Właściwie to na każdym kroku za coś trzeba płacić. W domu zdrojowym za szklaneczkę wody mineralnej złotych sześćdziesiąt. Jak byłem mały byłem w uzdrowisku i pamiętam, że woda leciała i tylko trzeba było za naczynie zapłacić. Sorry przecież tak jest w Rymanowie Zdroju w „Eskulapie”. W Krynicy są koncerty zdrojowe, jest Zima 2017 z koncertami znanych showmanów i są Państwowe Koleje Linowe, które cię zawiozą na Górę Parkową za osiem złotych w jedną stronę przez cztery minuty jazdy. Jest też chyba przedwojenny drewniany tor saneczkowy, tylko czy deski tak długo by wytrzymały? Oczywiście zdewastowany chociaż widać ślady, że chyba był przygotowany na opady śniegu, które nie dopisały.

          Po atrakcjach Parkowej Góry chętnie chciałbyś skorzystać z atrakcji komercji, która w Krynicy kwitnie. Grzane piwo dziesięć złociszy, grzane wino w mniejszej ilości dziesięć. Miód pitny grzany siedem. Herbata podobnie. Można zjeść dziczyznę i na każdym kroku oscypek za trzy do sześciu złociszy w różnej formie. Na sucho, grillowany, z żurawiną i chyba z jakąś wędliną. Można wypić czekoladę na przykład z whiskaczem za szesnaście złotych za filiżankę. Kupić orzeszki kandyzowane różnej maści począwszy od sześciu złotych za dziesięć deko. Jedyne co zachwyca to promocyjny „Żywiec” za dwa osiemdziesiąt za puszkę. Reszta to dla klientów z Warszawy nie biednego wschodu dlatego pełen zazdrości liczę koszty i cichą mam nadzieję, że na bilet powrotny wystarczy. Jeżeli nie to się odezwę, Na razie.     

„LWIGRÓD” NIEKRÓLEWSKI

          Właściwie to od samego początku się nie układało. Złożyłem wniosek do sanatorium, a właściwie mój doktor pierwszego kontaktu stwierdził taką konieczność z uwagi na coraz częstsze przypadki snu niespokojnego i prowadzenia „nocnych” kampanii. Czekałem w polskich realiach prawie półtora roku na skierowanie, które miało mnie ukierunkować na morskie oddychanie do Kołobrzegu, a wysłało do Krynicy Górskiej na zadymianie. Żołnierz nie wybiera i nie dyskutuje widocznie lekarze z NFZ wiedzą lepiej. Zaraz po otrzymaniu skierowania gdzieś na początku grudnia zadzwoniłem do uznanego uzdrowiska w Krynicy Zdrój, które „Lwigród” się nazywa, z prośbą o możliwość rozważenia pojedynczego zakwaterowania z uwagi na opisaną wyżej przypadłość, oczywiście nie za darmo. Miły pan w odpowiedzi na moją prośbę stwierdził, że jest już kolejkość i może mnie na rezerwowość zapisać. No cóż, miałem inny wybór? Rozważałem dylemat podróży pociągiem czy samochodem. Ze względu na pogodę i odległość wybrałem pociąg. Kolejny błąd, podróż do Warszawy była to przyjemność, ale z Warszawy do Krynicy – okropność. Polskie Koleje Państwowe, których już nie ma, ale tak się potocznie przyjęło je nazywać, stwierdziły, że bogatszy klient i tak jeździ w tym kierunku samochodem więc dały, na przejazd dziewięciogodzinny, wagony wymagające sanatoryjnego leczenia. Wyprodukowane we wczesnych latach osiemdziesiątych państwa totalitarnego, jak nic nie chcą wycofać się ze służby. Prawdą jest, że jedynki odpuściły, ale dwójki się trzymają i twardymi ośmiomiejscowymi przedziałami umilają podróż kuracjuszy do Edenu odnowienia. W samolotach przy takiej długości lotu stosuje się różne ćwiczenia, w przedziale mazowiecka młodzież feryjna jakoś sobie dawała radę, natomiast dziadek siedzący od okna prowadził walkę z chłodem i prostatą, która już po godzinie podróży była odczuwalna. Jedynie w średnim wieku dziewczę siedzące naprzeciwko mobilizowało do poświęcenia i wegetowania do celu podróży to na jednym lub drugim pośladku. Jakaż ulga, kiedy pojawiła się tablica „Krynica”. Taksówkarz bez skrupułów za dwa kilometry podwiezienia skasował dwie dyszki, wszak to kurort nie jakaś wiocha. Z gościńcem i uśmiechem na twarzy, wszak jestem z Podlasia, a u nas nie wypada przecież jechać w gości bez gościńca, poprosiłem o pokój. Manager Pan Piotr prosił poczekać. W moim przypadku dwie godziny i to przez przypadek trafiłem na trzy przesympatyczne dziewczęta, które pokoje porządkowały i to pewnie, przez mój urok osobisty, poinformowały, że trzysta trzydzieści jeden jest gotów. Tylko prosiły żebym do sytuacji podchodził z rezerwą. Emocje dla weterana misji pokojowej są obcym przeżyciem z uwagi na wymogi kwalifikacyjne. Niestety dałem się zaskoczyć, pewnie przez wiek, niestety. Najpierw walizka nie chciała wejść do pokoju, bo drzwi się za bardzo nie otwierały. Zresztą trudno się dziwić, jak w pomieszczeniu dwa i pół metra na trzy wszystko rozmieścić. Pojedynczy tapczanik, stolik kawiarniany mały, szafa dwudrzwiowa, stolik przyłóżkowy z telewizorem LED w nogach łóżka, krzesło, elektryczny czajnik, niedziałające radio i nocna lampka na żarówkę energooszczędną. Telewizor stoi i jest fajny, ale czy działa nie wiem, bo trzeba kolejne pieniądze zapłacić. Trudno zrezygnowałem z incognito i poszedłem do Pana Piotra już bardziej oficjalnie. Przedstawiłem się jako weteran, członek SKMP ONZ, ale wrażenia żadnego to nie zrobiło. Masz pan do wyboru jedynkę lub pokój trzy osobowy. Ze względu na prywatność wybrałem klatkę z widokiem na komin instalacji grzewczej. Jeszcze bardziej się wkurzyłem, gdy za te widoki przyszło mi zapłacić pięćset pięćdziesiąt złotych. Krynica ponoć wspaniałe miejsce gospodarczo-kulturalne, ale po dwóch dniach pobytu wydaje się potężną komercją, rutyną i tylko ludziska z obsługi wydają się być normalni i bardzo serdeczni dla pacjentów. Władza zdaje się robić łaskę, że nas przyjęła narzekając, że tylko osiemdziesiąt złociszów od łebka za dzień pozyskuje. Jeżeli ktoś chce zrezygnować proszę bardzo, ale kasa przyjmie odpowiednią kwotę. Cholera, gdyby człowiek nie miał tych kredytów uniósł bym się honorem. Zresztą jaki to dyshonor dla byłego wojskowego, kiedy inni będąc w służbie zapominają co to wojsko. Czasy się zmieniają dziś nawet nie pieniądz rządzi, lecz stanowiska. Każdy myśli, że jak się dorwał do stołka to już pan wielki, a tu minie lat kilka i nikt nawet o nim nie wspomni. Trzeba być człowiekiem i mieć szacunek do człowieka. Liczę, że towarzystwo, zabiegi, a przede wszystkim te miłe panie dbające o moje samopoczucie przyczynią się do poprawienia mojego wisielczego nastroju. Wszak to dopiero dzień drugi leczenia sanatoryjnego oferowanego przez Narodowy Fundusz Zdrowia w Krynica Zdrój w niekrólewskich apartamentach „Lwigrodu” – dziękuję.  

EMPATIA W SZKOLE

     Ostatnie szkolenie, w którym uczestniczyłem dotyczyło zadań rozwojowych w okresie adolescencji, czyli po polsku dojrzewania. Miła pani wykładowczyni próbowała mnie przekonać, że empatyczne podejście do ucznia to droga do sukcesu nauczania i wychowania. „Uczucie jest wewnętrzną reakcją organizmu na działające bodźce. Uczucia mają wpływ na nasze zachowanie ponieważ rządzą naszą energią, są uczucia dodające jej (złość, radość, strach) i są takie, które z niej objadają, pozbawiają (smutek, bezradność, żal). Nie dość tego uczucia chronią nas (strach), regulują nasze zachowania, dążymy do pozytywnego bilansu emocjonalnego. Mają siłę łączenia lub dzielenia ludzi (miłość, nienawiść). Wartość edukacyjną (poczucie winy, duma). Moralną, w oparciu o dobro lub zło” informacja z wykładu. Poinformowano mnie, że emocje nie podlegają ocenie, nie dodano – moralnej. Określenie emocji to przecież ustalenie jakiegoś stanu duchowego, który określamy na podstawie symptomów (zachowanie, reakcja), a czy to nie jest przypadkiem ocena? „Uczucia, emocje podobno są ważną informacją o naszej sytuacji życiowej, dlatego też nie powinniśmy ich dzielić na pozytywne i negatywne, lecz na radosne i bolesne. Wszystkie bowiem są pozytywne jako nośniki informacji o naszym życiu. Co więcej, im bardziej bolesne są przeżywane emocje, tym cenniejszą zawierają one informację. Sygnalizują bowiem jakiś stan egzystencjalny, który koniecznie powinno się zmienić, np. poprzez uwolnienie się z toksycznych więzi czy poprzez modyfikację błędnego postępowania”. Tak twierdzi „Opoka”. Jak sądzicie państwo?

            Przez pięćdziesiąt lat kształcono nas, że najważniejszym instrumentem kształtowania naszego bytu (czyli istnienia, funkcjonowania) jest świadomość. Później się okazało, że to jednak byt kształtuje świadomość. Uczono, że tylko rozum, opanowanie, współpraca, jednomyślność są drogą rozwoju i sukcesu. Zdrowy rozsądek, nie emocje pozwalają ustrzec się błędów i realizować idee. Dlatego czytając powyższe informacje dochodzę do wniosku, że „oczywiste” prawdy są słuszne w zależności od istniejącego porządku. Wracamy do empatyzmu. „Słowiańska dusza”, chyba każdy spotkał się z takim określeniem. Emocjonalność, otwartość to cechy charakterystyczne tego modelu. Uczuciowość w tym przypadku znajduje potwierdzenie swej roli i znaczenia w kształtowaniu osobowości. Jak jednak powyższą teorię zastosujemy w przypadku Anglika, Niemca czy Skandynawa, gdzie od wieków kształtowano odmienne od śródziemnomorskich standardy. Tam właśnie uczono młode pokolenia panowania nad emocjami. Odwaga, dzielność, twardość i bezwzględność były twórcami sukcesu. Wikingowie, Sasi, Hunowie dalecy byli od empatii. Odnosili sukcesy, ale też nie przetrwali.

             Miła Pani z wykładu przekonywała nas do poglądu wykorzystania empatii do kształtowania dzieci w okresie adolescencji. Uczuciowość, wrażliwość to metoda nawiązywania relacji uczeń-nauczyciel. Zapomniała tylko o jednym, że oprócz wiedzy i teoretycznych przygotowań trzeba mieć jeszcze to coś, co się nazywa – autorytet. Co to jest autorytet? „W refleksji edukacyjnej przyjęło się rozumienie autorytetu jako wzoru czy swoistych przymiotów i kompetencji wychowawców, zwiększających ich możliwości oddziaływania na wychowanków, przekazywania im wiedzy, postaw, wartości i formowania określonych umiejętności. Autorytet pedagogiczny staje się koniecznym warunkiem właściwego przebiegu procesu edukacji.” Tyle Wikipedia. Prawdą jest niestety, że bez autorytetu nasze oddziaływanie na szkolonych jest mizerne. Jaki autorytet mają rodzice dla dzieci, których wiedza informatyczna jest na poziomie kalkulatora? Jaki autorytet mają pedagodzy, którzy nie potrafią określić kto to jest hejter, troll lub Elf. Dziś nie wystarczy wiedza i umiejętność dziś dla ucznia przekonywująca jest osobowość i godne traktowanie, jako partnera. Dziś, żeby nauczać nie wystarczy zrozumienie nastolatka, trzeba mu coś zaproponować. Wiedza musi być atrakcyjna i intersująca. Druga opcja to budowanie przekonania, że wiedza jest słuszna i konieczna do dalszego egzystowania. W obu przypadkach wymaga zaangażowania i zainteresowania obu stron.

         Oczywiście empatia jest potrzebna, ale nie jako czynnik przyswajania wiedzy, lecz zrozumienia konieczności jej przyswojenia. Nie wydaje mi się słusznym pozwalanie uczniom na empatyczne zachowania i uczenia w ten sposób empatycznych reagowań. Uczuciowość, wrażliwość to elementy kształtowania bytu codziennego, ale zdobywanie wiedzy to aksjomaty oparte na doświadczeniu i umiejętnościach pokoleń i nie podlegają ocenie gniewu, wściekłości, złości czy niechcenia. Postęp zbudowano na lenistwie i sile umysłu ludzkiego, uczucia nie miały z nim nic wspólnego. Chociaż niektórzy mówią, że małpa jak się wściekła przez przypadek chwyciła gałąź i nią przyłożyła drugiemu osobnikowi, tak powstała broń i narzędzie postępu. Tylko, że to był przypadek i umiejętność wyciągania wniosków. Tych przypadków mamy od groma w historii ludzkości. Spadające jabłko czy teoria względności nigdy, by nie powstały gdyby nie umysł człowieka. Jedynie zgodzę się z tym, że emocje przyczyniły się do krzywd wielkich i do niszczenia humanitaryzmu w wyniku egocentryzmu jednostki.

           Każdy nauczyciel musi być empatyczny po to, by potrafił przekazać wiedzę, a nie nauczał. Czuł potrzebę nauczania, a nie odwalał chałturę za kasę. Empatia ucznia musi się sprowadzać do zrozumienia słuszności kształcenia, a nie dyskutowania i pokazywania emocji związanych z dojrzewaniem i hormonami. W sumie to relacje potrzeby nauczania i potrzeby wiedzy. Błąd potworny nauczycieli to brak umiejętności przekonania nauczanych do zaangażowania się w proces zdobywania wiedzy. Jakież niesamowite efekty przyniosło konspiracyjne nauczanie w czasie wojny. Nauczyciel nauczał, bo wiedział, że przyszłość narodu tkwi w wiedzy szkolonych, a szkolony wiedział, że bez wiedzy zatrzyma się na poziomie egzystencji i ulegnie unicestwieniu, degradacji. Strach był bodźcem nie metodą tych relacji. Uczymy się i nauczamy nie dlatego, że nam się chce lub nie chce, ale dlatego, że widzimy w tym słuszność działania i przyszłych korzyści. Czyli przez zrozumienie, a jest to wiedza, dochodzimy do interpretacji swoich uczuć. Dobry nauczyciel w kontakcie z uczniem zrozumie swoje emocje, zły buduje swoje ego w konflikcie do szkolonych i jak to w życiu bywa działanie jest zwrotne. Tylko, że uczeń się uczy złych zachowań, a nauczyciel trwa w błędzie. Uczuciowość jest potrzebna, bo kształtuje inteligencję emocjonalną, a to też wiedza, która społecznie jest nieodzowna. Jednak bez wiedzy pozostają tylko emocje, które prędzej czy później, pchną nas do samounicestwienia w przypadku posiadania zaczątków inteligencji lub prozaicznej egzystencji na poziomie „jamochłonu” w przypadku „bezmózgowia”. Dochodzimy zatem do wniosku, że uczuciowość jest konieczna w procesie nauczania, jako narzędzie porozumienia nauczyciel-uczeń, ale nie jest procesem zdobywania wiedzy i umiejętności. Uczucia przeszkadzają w jej utrwalaniu. W mojej ocenie prawidłowy proces edukacji powinien polegać na umiejętnym wykorzystaniu tych relacji, a nie na dominacji jednej albo drugiej. Dlatego moja kochana Pani psycholog empatia tak, ale w innym znaczeniu. Znaczeniu motywującym.

HISZPAŃSKIE KLIMATY

         Fajnie jest, kiedy ktoś sprawia ci prezent. Takim świątecznym prezentem były zakupione przez dzieci bilety na przelot tam i z powrotem z Warszawy do Alicante w Hiszpanii. Zostałem tylko poproszony o udział w przedsięwzięciu wynoszący czterysta złotych, a o resztę mam się nie martwić. Pewnie gdyby ktoś obcy wystąpił z takim planem wybuchnąłbym śmiechem, że chce mnie naciągnąć na kasę, bo celu nie znałem, ale kiedy proszą dzieci przez żonę, uległem. Pod choinką znalazłem bilety na przelot do Hiszpanii na tydzień, w okresie ferii zimowych, oczywiście z małżonką. Okazało się, że koleżanka z lat szkolnych przebywa na stałe w Walencji, a dokładnie niedaleko Catral dwadzieścia kilometrów od Alicante i zaprosiła nas na tydzień. Tydzień się nadarzył właśnie w ferie, które w tym roku w województwie lubelskim przypadały na drugą połowę stycznia. Wydawało się, że to żadna różnica gdy lecisz w ciepłe kraje, a Hiszpania szczególnie południowa, do nich się zalicza. Realia, okazało się napisały swój scenariusz.

         Zimowy poranek siedemnastego stycznia br. godziny wczesnoranne i przejazd z centrum Warszawy na lotnisko w Modlinie. Pierwszy raz tu gościłem i muszę przyznać robi wrażenie. Dokładne zadupie z dużym parkingiem, za który trzeba płacić słono. Ja zapłaciłem sto sześćdziesiąt złotych za siedem nocy. Duża  nowoczesna hala z prawej odloty, z lewej przyloty. Waga przy okienkach z boku pokazała, że mam nadwagę w bagażu dwa kilogramy, a za kilogram dziesięć euro. Całe szczęście jest mała torba na bagaż podręczny i mieścimy się w limicie. Przejście przez odprawę to horror. Dziesięć lat minęło jak ostatnio latałem, dlatego byłem w szoku kiedy mi nakazano: zdjąć buty, wyjąć wszystkie rzeczy z kieszeni, pasek, elektronikę, kurtkę, bluzę i myślałem, że jeszcze spodnie, ale bez tego się obyło. Byliśmy odprawieni i oczekiwaliśmy prawie dwie godziny na wylot. Godzinę zgodnie z wytycznymi stawiliśmy się przy „wrotach”, ale coś się stało i zamiast pół godziny przed odlotem siedzieć w samolocie, z przyczyn o których pasażerowie nie powinni wiedzieć, nastąpiło piętnasto minutowe opóźnienie.

            Samolot jak samolot dość przestronny. Wszystkie, no prawie wszystkie miejsca zajęte i wśród pasażerów dostrzegam znajome twarze. Kieruję uwagę żony, która tylko stwierdza, że dawno już zauważyła. Trzy siedzenia z przodu zajęli miejsca „kabareciarze”. Krzysztof i Leszek zajmowali fotele przez nikogo nie rozpoznani. Wątpię, ale taki jest nasz naród od uwielbienia do ignorancji. Wystartowaliśmy i mimo protestów osoby siedzącej obok, jak tylko było można poleciałem z biletem po autograf. Chłopaki miło zaskoczeni złożyli swe podpisy na dokumentach wierzcie mi nie finansowych. Trzy godziny lotu, dość miłe lądowanie z przygłuchem i byliśmy na miejscu. Temperatura przychylna gdzieś około szesnastu stopni, co w porównaniu z minus dwa w Warszawie znacznie poprawiła nastroje. Oczekiwali nas Dolores i Roberto bardzo uradowani z naszego przybycia. Przejazd około trzydziestu minut i wylądowaliśmy na ulicy związanej z Indykiem niedaleko Dolores prowincji chyba Alicante. Cabania z basenem, palmami i grysem zastępującym trawę tworzyły piękny widok hiszpańskiej daczy. Serdeczne przywitanie i rozlokowanie się, by spokojnie rozpoznać się w okolicy i sytuacji. Gospodarze serdeczni i przyjaźni pokazują swoje domostwo. Mnie osobiście zachwycił podgrzewany sedes z podmyciem i wysuszeniem po opróżnieniu, ale to jak z tym góralem, którego nie stać było na samochód, ale takie drzwi to se kupi i pomyślałem o domu. Temperatura, która miała spadać i zapowiadane deszcze nie zachęcały do ablucji w basenie przy temperaturze dziewięciu stopni wody. Z boku domu były schody na taras, który był jednocześnie dachem domostwa i rozejrzałem się wokoło. W kierunku wschodnim zobaczyłem Serra de Crevillent [sɛra de kɾeviʎent]. Sierra de Crevillente to pasmo górskie w Systemie Baetic, w południowej Hiszpanii. Pasmo rozciągające się w okolicach Murcji i prowincji Alicante. Najwyższym szczytem jest Sant Gaietà o wysokości 835 metrów, w pobliżu miasta Crevillent. Patrząc na północ zobaczyłem w oddali Park Narodowy Sierra de Callosa, o powierzchni 1543.44 ha, który znajduje się w gminie Callosa de Segura też w prowincji Alicante. Park znajduje się na południowo-wschodnim zboczu Sierra de Callosa, które wraz ze swoim sąsiadem Sierra de Orihuela, są dwoma imponującymi wapiennymi wzniesieniami, które gwałtownie wyrastają w  środku rozległej równiny Vega Baja del Segura. Sierra de Callosa, z najwyższym szczytem o nazwie La Cruz de En Medio 578 m, ma wyjątkowo bardzo nierówny teren charakteryzujący się stromymi zboczami, bardzo wyostrzonymi w wyniku procesów erozyjnych, bogatymi w obecność dużych skał i głębokich wąwozy i kanionów. Patrząc na południe widziałem rozległą równinę z wyspami osiedli na polach pomarańczowych i karczochów. Gdzieś tam w odległości około pięciu kilometrów rozlewały się płytkie jeziora zalewowe Panda de Ponent, Panda de Llevant oraz Tolla Sud de Llevant, stanowiące kiedyś część Adriatyku stanowią urokliwe uzupełnienie krajobrazu zwłaszcza, że rozdziela je kanał de Regs de Llevant wspaniałe miejsce wycieczek rowerowych.

         Tyle okolica, trzeba było wrócić do rzeczywistości i się rozgościć. Gospodarze pełni cierpliwości i uroku osobistego przez tydzień zabawiali nas swoją obecnością, rozmową i zaangażowaniem, bo niestety pogoda nie dopisała i większość czasu spędziliśmy na rozmowach, degustowaniu przewspaniałych dzieł kulinarnych gospodarza. Jedyne wypady to do Catral do sklepu po produkty. Do Almoradi po trunki i kiedy wreszcie zrobiło się troszeczkę cieplej i słoneczniej pojechaliśmy do Torerevieji zwiedzić galerię handlową. Ciekaw byłem co ewentualnie mógłbym zobaczyć gdyby pogoda była lepsza. Przewodniki sugerowały obejrzenie Muzeum Archeologicznego Alcudia usytuowanego około trzech kilometrów w kierunku południowym od hiszpańskiego miasta Elche i około ośmiu kilometrów od Catral. Podobno nieopodal płynie rzeka Vinalopo. Obecnie Muzeum jest rozbudowane i zajmuje obszar około dziesięciu hektarów, a w ciągu ostatnich stuleci trwały tam liczne prace wykopaliskowe. Muzeum przez długi czas należało do rodziny Ramos, lecz od1996 roku zostało przejęte przez Uniwersytet w Alicante i wówczas nastąpił rozwój Muzeum w kierunku badań naukowych oraz powiększania kulturowego bogactwa. Muzeum pozostaje w ścisłej współpracy z Uniwersytetem Alicante i każdego roku przyjmuje studentów, by pomagali w aktualnych pracach wykopaliskowych. Kolejną atrakcją jest Park Municipal z Bazyliką de Santa Maria w Elche to piękne miejsce, podobno można tam spacerować i zapomnieć o całym świecie. Setki, jeśli nie tysiące palm nadają temu miejscu niepowtarzalny klimat. Wracając z Elche warto troszeczkę zboczyć na południe i w odległości około trzech kilometrów od jezior Ponent i Llevant w miejscowości Pusol zwiedzić muzeum etnograficzne, a zarazem szkołę założone w 1969 roku jako działalność związaną z projektem „Szkoła Edukacji i Ochrony Środowiska”. Kiedy nasycimy już swoją ciekawość warto w dniach następnych odwiedzić na przykład Aquopolis Torrevieja szesnaście kilometrów od Catral, to bardzo dobre miejsce do odpoczynku i zabawy. Szczególnie polecane rodzinom z dziećmi z uwagi na świetne atrakcje dla maluchów. Można pławić się w płytkim basenie, a dzieciaki szaleją w nim cały dzień i są bezpieczne. Drugi dzień jest darmowy po zgłoszeniu się w punkcie informacyjnym. Obsługa wykonuje zdjęcie całej rodziny, daje specjalny paragon na podstawie czego (po weryfikacji) wpuszcza za darmo następnego dnia. Nic dodać nic ująć, a jeżeli chcemy uatrakcyjnić swój pobyt warto odwiedzić Alicante. Castle of Santa Barbara super zamek nad miastem. W samym zamku do wielu miejsc można wejść, a w nich wystawy dotyczące zamku i miasta. Z góry niesamowite widoki… Warta obejrzenia jest też Guadalest Valley z położonym wysoko w górach pięknym zamkiem. Dobre, nie męczące dojście. Piękne widoki. U podnóża klimatyczne, ciekawe miasteczko z wieloma sklepami. Hiszpania jest piękna tylko trzeba mieć pogodę i plan co chcemy zobaczyć, by nasycić swoje wrażenia.

             Powrót do domu jest zawsze przykry. Wszystko co miłe musi się kiedyś skończyć. Pożegnaliśmy Dolores i Roberta ślicznie dziękując i udaliśmy się na halę odlotów. Port lotniczy w Alicante jest znacznie większy niż w Modlinie. Odprawa, niestety nadwaga dwa kilogramy. To melony, w których zagustowałem zwłaszcza z hiszpańską szynką i balsamem. Musiałem kosmetyki przerzucić do podręcznego. Przejście przez odprawę to kolejna porażka nie dość, że ponownie się rozebrać kazano nawet z butów, to straciłem: piankę do golenia, dezodorant i żel pod prysznic. Piękne dziewczę chciało mi zabrać Dolce&Gabbana, ale tak spojrzałem, że zrezygnowała. Do Polski wracali też Krzysztof i Leszek ubrani w dość ciepłe rzeczy, zwłaszcza Leszek, w czapkę z nausznikami. Lot przebiegł bezboleśnie. Dowcipy panów chyba to już ich druga natura. Kolega Leszek kręcąc filmik komórką zapytał co Kolega Krzysztof chce przekazać pokoleniom w razie katastrofy. Słyszałem, bo siedziałem z tyłu za Panami. Ponadto zazdrościłem koledze Leszkowi Ballantinesa, którego ukradkiem spożywał, a którego mi nie dane było spróbować, bo samochód czekał w Modlinie. Opłata parkingowa i droga do dzieci. Tak się nam skończył hiszpański tydzień w prowincji Alicante. Jest co wspominać. Dziękujemy Kochani za przyjęcie. Do zobaczenia.    

 

TEACHER

          „Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi.” Te piękne słowa Jana Pawła II dają wykładnię i obraz człowieka, który rozumie co to jest dobro i miłość do drugiego człowieka. Rozumie co to jest człowieczeństwo. Rozumie co to poświęcenie, oddanie, szczerość, godność i honor. Swoją istotą naucza kim być, jak postępować i jakich błędów unikać. Nie mówi jak żyć, lecz pokazuje czego się trzymać. Przy tak wielkich możliwościach interpretacji prawdy, począwszy od „bieli” do „czerni”, czy od „szczerości” do „gówna” jak ksiądz Tischner powiedział, wskazane jest pokazanie moralnych podstaw, ideałów osobowości, którym można zaufać i przyjąć jako wykładnię. Święty Jan Paweł II wielokrotnie wskazywał, pokazywał drogę, mówił, że tak iść można, a nawet trzeba, jednak nigdy nie powiedział, że innych dróg nie ma. Błądzić jest rzeczą ludzką, tkwić w błędzie rzeczą diabelską, jak powiedział Augustyn z Hippony. Dlaczego zatem tak tej mądrości brakuje dzisiaj? Wszak świat się rozwija i postęp jest widoczny na każdym kroku. Człowiek XXI wieku to nie troglodyta z przełomu tysiąclecia to informatyk, naukowiec, bogaty emocjonalnie człowiek wzbogacony o doświadczenie i przeżycia minionych wieków, to człowiek światły. Dlaczego zatem tak bardzo ubogi duchem i empatią?

            Nauczyciel, osoba, która naucza, przekazuje umiejętności nowym pokoleniom. Jezus Chrystus nauczał, jak być dobrym człowiekiem. Dziesięć przykazań przekazanych przez Boga nauczają nas, co to jest człowieczeństwo. Kościół przytaczając słowo Boże każdej niedzieli wskazuje drogę, by być dobrym człowiekiem, by miłować, wybaczać, pomagać i kochać. Pismo Święte nie jest księgą zakazaną, a wręcz przeciwnie jest ogólnie dostępną. Czemu zatem jest nienawiść, zawiść, fałsz i obłuda? Czemu człowiek z człowiekiem nie potrafi współistnieć i funkcjonować? Czemu nie ma ludzi prawych, tak na co dzień, którym można zaufać? Dlaczego się bawić w podchody, gry i zawiłości nazywane dyplomacją, kiedy można powiedzieć wprost – „Słuchaj stary, ale to mi się nie podoba i czy możesz rozważyć, że mogę mieć rację?”. Marzenia ściętej głowy, bo ja zawsze mam rację, a jeżeli nie, patrz punk pierwszy. Dziś nikt nie jest tak mądry, by uznać, że ktoś inny może mieć słuszność, bo dzisiaj wszystko to polityka, a polityka to jedynie słuszna racja szczególnie naszego środowiska. Brakuje nam nauczycieli.

            Nauczyciel, to zawód jak każdy inny. Nie dostałeś się na medycynę nic się nie martw zawsze jest nadzieja, że z taką średnią każda Państwowa Wyższa Szkoła Pedagogiczna zrobi z ciebie nauczyciela. Potem mamy wyrobników z wiedzą, lecz bez natchnienia, powołania bożego do nauczania drugiego człowieka. Weryfikatorów, korepetytorów, którzy w pogoni za złotówką (dewizami raczej nie, chyba) wszystko zrobią, by zagonić ucznia do kolegi na prywatne nauki, bo to dzisiaj taki standard i sposób przeżycia. Nauczyciele strajkują, walcząc o dobro dziecka. Może, a może walczą o stołki, miejsca pracy i strach ich dościga, bo nowa zmiana daje możliwości zatrudnienia innych do koryta. Nauczyciel to zawód na całe życie, chociaż często bywa, że tracimy pracę i znajdujemy nową, inną nie związaną z zawodem. Ale czy to nas zwalnia z bycia wzorcem zachowań i wiedzy, bycia autorytetem. Nawet sobie nie zdajecie sprawy, jakie to jest trudne. Wielu pod tym względem przegrywa, lecz są i tacy, którzy mimo, że znaleźli pasję gdzie indziej nigdy, przenigdy nie zapomnieli, że byli przykładem dla swej młodzieży.

            Nauczyciel, teacher, magister, lehrer, professeur w każdym języku inaczej, ale to samo oznacza, człowieka, który działa w zakresie kształtowania mentalnego młodego istnienia. Już od dziecka matka, rodzice, rodzina przygotowują nas do funkcjonowania w systemie. Potem przejmuje pałeczkę żłobek, przedszkole, szkoła, uczelnia, praca i emerytura. Kończymy w jednych przekonaniu na cmentarzu, innych, w kwiecie wieku pięknie dokonanego. Ucząc się przez całe życie i przekazując innym to czego nas nauczono. Każdy z nas jest w jakimś zakresie nauczycielem i tylko trzeba to czuć i zrozumieć. Jedni biorą za to pieniądze inni satysfakcję, z faktu, że może ktoś skorzysta z ich doświadczenia.

        Problem jest w tym tylko, która wiedza jest słuszna i czy umiejętności, wzorce zachowań, autorytety to te, których trzeba nauczać? Czy nauczać przetrwania w systemie, czy jak ten system powinien wyglądać? Teoria inteligencji emocjonalnej uczy przetrwania, ale wiara w moc Pana uratowała naród wybrany z mocy egipskiego tyrana. Wiara i działanie, konsekwencja i przekonania to ideały. Życie pokazuje, że wiedza jest nie zawsze słuszna, a wzorce nie zawsze do naśladowania. Nauczyciel to nie człek wszechwiedzący, a system wzorcowy, ale społeczność to nie jednostka lecz grupa i kto nie pasuje odpada. Nie ma ideału, ideał to utopia, ale w każdym z nas jest to coś, co każe nam iść jakąś drogą, chociaż nie zawsze ta wybrana jest drogą słuszną. Rozważyć też musimy koszty nieprzewidywalne i chwała temu, co powie, że to warto, a to jest mniej kosztowne. Fajnie gdy dotyczy materii gorzej, gdy rozważamy problemy ludzkie. Nauczyciel z powołania to rozważy, wyrobnik to pominie liczy się przecież tylko efekt, nie podłoże i głębia naszego edukowania.

       Nauczanie to odpowiedzialność i nie chodzi tu o wiedzę, ale o wychowanie, zasady i wrażliwość społeczną. Obecnie zwraca się uwagę na wiedzę zapominając o wnętrzu ucznia, które dostrzega kościół, a nie państwo (społeczeństwo). Manipulowanie, teoretyzowanie i samoistne działanie oddolne, społeczne zaspakajające potrzebę działania w grupie i budowania więzi ideałowej. Potrzebne są nam wzorce, których nie ma. Nauczycieli prawych, moralnie czystych, wierzących, empatycznych, którzy bezinteresownie będą nauczać jak żyć i jak wybierać drogę. Nie fanatyków lecz rozsądnie myślących, przewidujących, prawych, odważnych, śmiałych i tylko szkoda, że to tylko – IDEAŁY.

          To takie przemyślenia na ostatni dzień w roku 2016. Chciałbym, by się jak najszybciej skończył. Zbyt wiele rozczarowań, bólu i przeżyć negatywnych. Dzisiaj odeszła Ela D. z Radzynia Podlaskiego, wspaniała pani doktor. Śpij spokojnie, Elu będziemy pamiętać.

DZIEŃ PAMIĘCI POŚWIĘCONY POLEGŁYM NA MISJACH?

       „Dzień Pamięci o Poległych i Zmarłych w Misjach i Operacjach Wojskowych”- tak to święto jest nazwane i jest ten dzień dla każdego weterana świętem najbardziej istotnym. Wszyscy uczestnicy działań poza granicami Polski w tym dniu jakże bliskim świętu Bożego Narodzenia, gdzie radość narodzenia tak bardzo wiąże się z kruchością naszego istnienia, zbieramy się by pamiętać o tych, którzy nie doczekali się spotkania z rodziną, bliskimi, nie cieszyli się magią świąt. Śmierć nie wybiera, doświadcza nas na każdym kroku, ale już za chwilę narodzi się On, który zaprzeczy przemijaniu i swoim istnieniem nam wskaże, że śmierć to tylko przystanek. Poświęcenie i oddanie jest nie tylko miłe nam, ale też Bogu, który sprawuje opiekę nad światem i docenia oddanie tych, którzy walczyli, walczą i będą walczyć o pokój.

        „Dzień pamięci na 21 grudnia ustanowił poprzedni szef MON Tomasz Siemoniak, decyzją wydaną w lipcu 2015 r. Argumentował on wtedy, że de facto ten dzień w wojsku już był, ponieważ co roku MON zamawiało msze św. za poległych pięciu polskich żołnierzy, w rocznicę zamachu, który jest najtragiczniejszym zdarzeniem w historii polskiego zaangażowania w misje zagraniczne”.
http://www.tvn24.pl
      Dzień pamięci, ale nie tylko poległych, nie tylko tych, którzy oddali życie w walce, ale też i tych, którzy swoim jestestwem i pokojowym działaniem oddali Polsce to co najcenniejsze, życie własne. Nie można zapomnieć kolegów misji ONZ, rozjemczych, negocjacyjnych czy obserwacyjnych. Pamięci funkcjonariuszy i pracowników, którzy służyli Polsce. Ich życie oddane bez strzału, ale w obronie pokoju samym faktem bycia i działania, musi być głośno podkreślane, a nie tylko w apelu pamięci. Wierzymy, ja wierzę, że Pan ich doceni nie tylko albumem pamięci czy statuetką. Zostaną docenieni za oddanie, szacunek i godność bycia polskim żołnierzem bez względu na polityczność. Dzień Pamięci, jakże bliski Bożemu Narodzeniu, jest nam weteranom misji, operacji, działań wojskowych bardzo bliski, bo nas łączy nie dzieli i daje nadzieję, że i o nas potomni będą pamiętać. Rest In Peace przyjaciele, póki jesteśmy będziemy o Was pamiętać. 

POLSKIE DZIESIĘĆ PRZYKAZAŃ

         Ten wspaniały okres przedświąteczny związany z narodzeniem Syna Bożego, który powinien nas łączyć nie dzielić, stał się sceną politycznych zawirowań. W XXI wieku ogromnego postępu cywilizacyjnego, gdzie świat się stał wielką globalną wioską, gdzie gospodarz z Cicibora koło Białej Podlaskiej przeżywa wybranie na prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej Donalda Trumpa, gdzie sensacyjność przekazów medialnych odwraca uwagę od organizowania nam życia na co dzień, poddawani jesteśmy próbie wiary. Próbie przestrzegania zasad Bożych. Próbie, która ma nam pokazać jaka jest rola chrześcijanina we współczesnym świecie. Próbie, która dotyczy mieszkańców kraju nad Wisłą.

            Proszę nie podejrzewać mnie o jakieś fanatyczne nawrócenie, ale jestem chrześcijaninem i zrozumiałem, że nie mowa człowieka lecz słowo Boże powinno być dla mnie natchnieniem. Nie zagończycy wygrają z siłą, która oparta jest o jedynie słuszną ideologię. Nie słowne ataki i obelgi skutkują opamiętaniem, potrzebne są mądre przemyślane słowa i działanie. Działania w oparciu o tych dziesięć jakże mądrych prawd, które pozwoliły przetrwać narodowi izraelskiemu tysiąclecia. Prawd, które przestrzegane, są idealnym rozwiązaniem na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość naszego narodu.

         Pojmowanie Boga, religii jakże odmienne na całym świecie, przecież dotyczą tej samej osoby i tych samych prawd. Tylko zbyt dużo jest chętnych do ich interpretowania. Sprawdziło się działanie Papieża Jana Pawła II, sprawdzają się prawdy obecnego Papieża Franciszka. Pozwoliły wygrać demokracji głoszonej przez Mahatma Gandhi, który powiedział – „Czy jest jakaś różnica dla pomordowanych, sierot i bezdomnych gdy szalona destrukcja bywa ukrywana pod nazwą totalitaryzmu czy świętym imieniem wolności i demokracji?” jednocześnie dodając – Jest rzeczą szlachetną bronić z mieczem w ręku swojego mienia, honoru i religii. Jeszcze szlachetniej postępuje ten, który broni ich, starając się nie wyrządzać krzywdy złoczyńcy. Ale czymś amoralnym i uwłaczającym ludzkiej godności jest opuszczanie towarzysza oraz wydanie swego majątku, swojej religii i swego honoru na łup złoczyńcy dla ratowania własnej skóry” dlatego przedstawiam myślę, że mądre i słuszne interpretowanie dziesięciu przykazań przedstawione na stronie „Opoki”:   

   „Pierwsze przykazanie zakazuje czcić fałszywych bogów. Dla chrześcijanina oznacza to – wezwanie do niezachwianej wiary w prawdziwie wyzwalającego Boga i oddanie się Jemu. Fałszywymi i zniewalającymi nas bogami naszych czasów są: władza, dążenie do sukcesu i sławy, pieniądz.

        Drugie przykazanie przestrzega, aby nie powoływać się fałszywie na Pana Boga, aby nie nadużywać imienia Bożego. Nadużycie imienia Bożego polega na tym, że ktoś powołuje się na Niego, by w „Jego imieniu” szkodzić życiu i wolności innych.

        Trzecie przykazanie napomina ludzi, aby nie zagubili się w wirze pracy, aby w dążeniu do wypełnienia swych codziennych obowiązków nie zapomnieli o Bogu. Każdego siódmego dnia winni brać udział w „odpoczynku Boga” Stwórcy, mieć czas dla Niego i dla siebie, poddać się Jego odradzającemu działaniu.

      Czwarte przykazanie jest przestrogą: Naród, w którym młode pokolenie nie oddaje rodzicom należnej im czci, nie może trwać w swoim istnieniu.

         Piąte przykazanie chroni przede wszystkim tych, którzy nie mogą się bronić. Zawiera nie tylko zakaz zabijania, ale również wezwanie do obrony praw wszystkich ludzi i do stworzenia bardziej humanitarnych warunków życia.

        Szóste i dziewiąte przykazania zmierzają do tego, aby chronić przed zniszczeniem przez egoizm wspólnotę mężczyzny i kobiety, miłość małżeńską, które winny być odbiciem wierności Boga.

      Siódme i dziesiąte przykazania wskazują, że uporządkowane i pewne stosunki własnościowe są bezwzględnym warunkiem współżycia ludzi. Bóg pragnie, aby ludzie mogli żyć w wolności. Dlatego dał im „Ziemię Obiecaną” – jakąś własność. W przykazaniach tych nie chodzi tylko o ochronę własności. Kto posiada jakąś własność musi nią sumiennie zarządzać. Wolno jej używać, ale nie nadużywać. Jest ona nie tylko dla niego samego, ale powinna służyć wszystkim ludziom.

          Ósme przykazanie każe nam zrozumieć, że wszystko, co opiera się na fałszu i obłudzie, jest tymczasowe – nigdy nie stworzy trwałych wartości. A kłamstwo – potrafi przekreślić wolność i godność człowieka”.

       Dziesięć przykazań nie jest wykładnią działania grup rządzących. Dziesięć przykazań to mądrość ludzi. Mądrość, która mówi o miłości, szacunku budowaniu pokoju i relacji międzyludzkich. Władzy opartej o większość i szacunek człowieka do drugiego człowieka. Władzy, która przekonuje, a nie zarządza. W ten czas zbliżającego święta życzę opamiętania, poszanowania i kochania praw drugiego człowieka. Niech kolęda, jako muzyka łagodząca obyczaje, przemówi do zaciętego sumienia.   

 

TATO

             Jak wyrazić ból, który serce rozdziera, jak przekazać uczucia, które są w nas, ale niedostępne dla innych. Jak okazać opanowanie, kiedy serce krzyczy – Tato, Ciebie już nie ma. Jak zachować standardy męskości, gdy rozum podpowiada  - stary zostałeś sam, On odszedł, już nie ma nikogo kto cię będzie wspierał. Tata, Ojciec, Rodzic, jak by go nie nazwano jest tą osobą, która cię stworzyła, powołała na ten padół łez i wskazała kierunek – działaj. Pracowała na twoje wychowanie, była autorytetem moralnym, która pokazała jak żyć. Była bastionem mej poprawności społecznej, była moim guru.

            Dziś, kiedy kilka godzin temu odszedłeś, siedzę w swoim pokoju i piszę. Piszę, bo wiem, że Ty zawsze czekałeś na te słowa tworzone przez syna i rozpierała Cię duma, że są takie, jak Ty je czujesz. Wiem, że coś mija, coś się zamyka, ale ja Twój syn pozostaję i kontynuuję twe dzieło przetrwania twojego istnienia w pamięci przyszłych pokoleń. Przetrwana wartości, myśli, uczuć, poprawności pojmowania tego świata, którą mi przekazałeś. Pokazałeś, że człowieczeństwo polega na godnym funkcjonowaniu w symbiozie świata, który nie jest środowiskiem przychylnym dla empatów, ale jednak może istnieć. Łzy wzruszenia, podobno niegodne mężczyzny, pozwalały mi wierzyć, że ten świat nie jest bezduszny, że czasem potrafi zrozumieć co to jest ból, krzywda i cierpienie. Pokazałeś, że uczucia są równie ważne, jak godność, szacunek i poświęcenie. Twarde kanony wychowania, przekazywane przez pokolenia, dziś poddawane pod wątpliwość, nauczyły mnie dzięki Tobie zapamiętać co to jest czyjaś własność, co to jest prawdomówność i co to jest zaufanie do rodzica. Wielokrotnie, w wieku młodym budzące bunt i przekonanie niesprawiedliwości, zaowocowały wiarą o słuszności Twego postępowania. Sińce po pasku od spodni najlepiej utrwalały prawdy oczywiste, które wydawały się wątpliwe i nie docierające do świadomości. Jednak pozwoliły mi zostać dobrym człowiekiem.

            Syn kupca, w tych trudnych czasach równości społecznej, nie cieszyłeś się aprobatą środowiska, ale potrafiłeś wraz z mamą przetrwać i wychować swego potomka na prawego oficera wojska polskiego. Swą postawą etyczno-moralną przekonałeś władze ustroju socjalistycznego do umożliwienia edukowania swych dzieci w duchu wartości chrześcijańskich. Byłeś wzorcem dla innych zaradności i bezkompromisowości. Dziś w czasach odradzania się krzywd i rewanżyzmu wielokrotnie podkreślałeś trudne wartości, które co prawda utrudniały życie, ale pozwalały Twoim dzieciom zdobyć wiedzę i wykształcenie. Byłeś Polakiem, byleś człowiekiem bez zazdrości, mściwości i zawziętości. Potrafiłeś docenić te lata pokoju, pomny pamięci wojny przeżytej jako dziecko i szczęścia, że dzieci to ominęło. Wielokrotnie podkreślałeś, że jeżeli jesteś dobrym człowiekiem to nie ważne, że innym się wydaje, że mają mądrość na wszystko – pamiętaj być sobą. Nawet wtedy gdy innym się wydaje, że białe nie zawsze jest białe, a czarne, czarnym. Mimo żebraczej emerytury obojga wraz z małżonką kochałeś ten kraj, swą małą ojczyznę z Krzną płynącą przez miasto. Rozumiałeś przemiany społeczne i postęp techniczny, który dla Ciebie mimo wieku nie był tajemnicą i wierzyłeś w przyszłość piękną oraz spokojną dla dzieci i wnuków.

          Tato, tak wiele chciałbym Ci powiedzieć. Chciałby powiedzieć, że jestem dumny z bycia Twoim synem. Nauczyłeś mnie co to jest prawda i sprawiedliwość. Nauczyłeś mnie odwagi, odpowiedzialności, honoru i godności. Nauczyłeś szacunku do kobiet i rodziców. Dziś kiedy odszedłeś obiecuję kontynuować Twoje dzieło w stosunku do wnuków, bo jeżeli chodzi o żonę i dziecko myślę, że mi się udało. Odpoczywaj w pokoju – Tato, tak bardzo chciałby porozmawiać, ale zawsze nie było czasu, szkoda.

PASZPORT DO OBRONNOŚCI

       W dniu 19 listopada br. w Centrum Konferencyjnym Wojska Polskiego w Warszawie odbyła się Konferencja sprawozdawczo-planistyczna poświęcona współpracy resortu obrony narodowej z organizacjami proobronnymi. Celem konferencji było: przedstawienie regulacji prawnych i najważniejszych zakresów współpracy Biura do Spraw Proobronnych (BdSP) z organizacjami proobronnymi; przedstawienie organizacji, form i metod wsparcia szkolenia organizacji proobronnych przez JW SZ RP w 2017 r.; przedstawienie pożądanego kierunku konsolidacji organizacyjno-szkoleniowej organizacji proobronnych pod auspicjami resortu obrony narodowej; przedstawienie potencjalnych zakresów wsparcia szkolenia organizacji proobronnych przez Ministerstwo Obrony Narodowej (MON).

         Przebieg konferencji w oparciu o przedstawiony wcześniej w korespondencji mailowej plan zrealizowany został w iście wojskowej dyscyplinie czasowej oraz merytorycznej konsekwencji uczestnictwa, wypowiedzi prowadzących i uczestników. Zebranych przywitał i przedstawił plan przebiegu konferencji dyrektor BdSP Waldemar Zubek. Informację na temat działań podjętych przez BdSP w okresie od sierpnia 2015 r. do listopada 2016 r. w zakresie współpracy z organizacjami proobronnymi przedstawił płk Witold Gniecki szef Zespołu Kontaktów z Organizacjami BdSP. W kolejnym wystąpieniu ppłk Mirosław Mika przedstawiciel Zespołu do Spraw Szkolenia BdSP przedstawił doświadczenia z działalności szkoleniowej organizacji proobronnych i klas mundurowych w 2016 r. Punktem kulminacyjnym konferencji było przybycie i wystąpienie Ministra Obrony Narodowej Antoniego Macierewicza poprzedzone krótkim wystąpieniem dyrektora BdSP Waldemara Zubka na temat celu konferencji. Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz wskazał kierunki działań proobronnych na rok 2017 dedykowane do organizacji proobronnych. W kolejnym punkcie planu konferencji, w ponownym wystąpieniu, ppłk Mirosław Mika zaprezentował koncepcję pilotażowego programu ewaluacji komponentów organizacji proobronnych tzw. „Paszport do współpracy z Siłami Zbrojnymi RP”. Natomiast płk Witold Jagielski z Departamentu Infrastruktury MON przedstawił nowe uregulowania prawne i procedury przekazywania mienia ruchomego zbędnego SZ RP dla organizacji pozarządowych i partnerów społecznych. Przygotowaniem do dyskusji było wystąpienie dyrektora Waldemara Zubka na temat konsolidacji środowiska proobronnego. Przeszło dwugodzinna dyskusja zakończyła konferencję. W konferencji z ramienia Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych (SKMP) ONZ uczestniczył wiceprezes Zarządu Głównego SKMP ONZ ppłk rez. Artur Artecki.

            Oficjalny przebieg konferencji, który przedstawiłem powyżej jest suchą relacją wydarzenia, nie przedstawiającą empatycznych odczuć moich jak i uczestników przedsięwzięcia. W moim odczuciu konferencja w takim wydaniu to nowość. Zazwyczaj kiedy spotkają się Polacy to debatują i nic z tego nie wynika. Zaskoczyła mnie merytoryka i konsekwencja. Nawet w dyskusji, grzecznie aczkolwiek stanowczo, wracano do meritum sprawy. W moim odczuciu, i proszę to nie traktować jako serwilizm, dyrektor Zubek jest właściwym człowiekiem na właściwym stanowisku. Konkretny, rzeczowy, uprzejmy, lecz potrafiący być stanowczym. Z wielkim wyczuciem ogarnął problematykę związaną z proobronnością.

             Wracając do konferencji, to właśnie dyrektor Zubek przeszedł do konkretów mówiąc, że minął czas organizowania, następuje czas pracy. W szoku byłem, gdy ppłk Mike przedstawił plan działania niczym z planowania dowództw stricte wojskowych. Plan zasadniczych zamierzeń szkoleniowych Biura do Spraw Proobronnych na 2017 rok to nic innego jak plan działania Jednostek Wojska Polskiego. Myślę, że wielu z uznaniem przyjęło informację, że skończono zabawę w wojsko, a przedstawiono proces kształtowania struktur kompatybilnych ze strukturami militarnymi naszego Państwa.

       Z wielkim uznaniem przyjąłem wystąpienie Ministra Obrony Narodowej Antoniego Macierewicza, który łączył nie dzielił środowisko proobronne. Powiedzenie, że partią polityczną dla środowisk proobronnych jest Polska przejdzie do historii. Wspomnienie o naszych słabościach, które nie mogą być przeszkodą, przy tak wielkiej różnorodności, w budowaniu jedności stanowią wytyczne do dalszego działania. Każdy jest inny, każdy jest piękny na swój sposób, ale przy tej indywidualności musi być jedność w realizowaniu zadań i wyszkoleniu. Tym bardziej, że ministerstwo, minister widzi organizacje proobronne jako swoisty łącznik w konsolidowania struktur wojskowych ze społeczeństwem. Ten optymistyczny etos budowania obronności w oparciu o organizacje proobronne, jak sole trzeźwiące lub przyprawy w potrawie dodające smaku był element wypowiedzi Ministra Obrony Narodowej w kuluarach konferencji na temat weryfikacji organizacji proobronnych przez BdSP w oparciu o płynność struktur i ocenę innych służb związanych z obronnością Polski.          

            Swoistym novum w działalności biura jest przygotowanie organizacji proobronnych do współdziałania z jednostkami wojskowymi (SZ RP) w oparciu o pilotażowy program tzw. „Paszport do współpracy z SZ RP”. Jednocześnie kontynuuje się działania, zmierzające do ujednolicenia poziomu i procesu wyszkolenia organizacji proobronnych. Jak też zapewnienia zgodności wyszkolenia organizacji proobronnych i klas mundurowych ze standardami (programami szkolenia) obowiązującymi w SZ RP. Podstawą prawną dla pilotażowego programu „Paszport do współpracy z SZ RP” będzie „Minimum Programowe dla Organizacji Proobronnych” opracowywane przez BdSP. Planuje się w przyszłym roku zweryfikowanie i zakwalifikowanie przez BdSP pododdziałów organizacji proobronnych (zorganizowane strukturalnie komponenty np. Jednostki Strzeleckie, plutony, drużyny itp. ) do udziału w programie. W edycji pilotażowej programu w 2017 roku planuje się udział 10 – 20 komponentów organizacji proobronnych, ogółem około 500 – 800 osób. W następnych edycjach kolejne OP. W mojej ocenie to konkrety.

            Jak państwo zauważyli w planach BdSP przewijają się klasy mundurowe. Moja próba nawiązania w dyskusji do tej problematyki spotkała się z zainteresowaniem, aczkolwiek też z uwagą, że konferencja dotyczy organizacji proobronnych. Przyznam się szczerze, że w mojej ocenie nie widzę różnicy. Jednak chylę czoło i przyjmuję do wiadomości, że dotyczyła jednostek posiadających osobowość prawną konieczną do współpracy z MON. Jednocześnie rozwijając temat współpracy z MON informuję zainteresowanych, że Biuro do Spraw Proobronnych MON zajmuje się organizacjami proobronnymi oraz szeroko rozumianą proobronnością. Departament Edukacji, Kultury i Dziedzictwa MON, w hierarchii stojący wyżej, konsoliduje problematykę. Istnieje też Biuro do Spraw Obrony Terytorialnej MON oraz nowy rodzaj Sił Zbrojnych RP – Obrona Terytorialna. Jednocześnie zainteresowanym przekazuję, że Decyzją Nr 253/MON Ministra Obrony Narodowej z dnia 29 czerwca 2015 r. w sprawie przeformowania Zespołu do Spraw Profesjonalizacji Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w Biuro do Spraw Proobronnych (niepublikowana – komunikat: Dz. Urz. MON.2015.200) Zespół do Spraw Profesjonalizacji SZ RP przestaje funkcjonować.

            

„OJCZYZNA JEST TAM ……”

       Słowa „Ojczyzna jest tam, gdzie wolność” wyjęte z mowy Pompejusza Wielkiego, skierowane do wojska, na niedługo przed bitwą pod Farsalos w 48 roku p.n.e. Słowa mowy bitewnej budujące morale i zaangażowanie wojsk. Jakże często wodzowie uciekają się do słownego przekazu, by uzasadnić swoje osobiste zaangażowanie w dosyć problematyczne interpretowanie swoich racji i przekonań, które mają być racjami powszechnie akceptowalnymi, prowadzącymi ich do zwycięstwa. Najczęściej w oparciu o siły nadprzyrodzone, lotne i błyskotliwe prawdy typu „słońce wschodzi i zachodzi dając sens życiu” lub „mieczy Ci u nas dostatek, ale i te też się przydadzą”.

           Powiedzenia, które mają kształtować naszą świadomość do prawd narzuconych przez grupę uznaną jako dobrze wiedzącą co jest słuszne i prawe. Powiedzenia motywujące, przechodzące do historii, budujące wykładnię działania przyszłych pokoleń. Szczególnie gustowali w nich mędrcy imperium rzymskiego, przekazując je w łacinie przyszłym pokoleniom. „Per aspera ad astra” lub „Errare humanum est, in errore perseverare stultum”. Jedno zachęca do pracy drugie do myślenia. Jednak wszystkie bazują na prawdach dawno odkrytych ubranych w piękne słowa i powiedzenia. Wszak wszyscy wiemy, że praca wzbogaca, ale inaczej brzmi gdy gwiazdy nam świecą, a inaczej gdy garb nam wyrasta. Trwać w błędzie jest głupotą, ale nie ma człowieka który nie zbłądzi, to rzecz ludzka i cały dowcip tkwi w tym tylko, czy my jesteśmy w błędzie, czy rzeczywistość? Wszak wśród głupców to mądry jest irracjonalną osobą, nie pasującą do lanszaftu zwanego „Wolnością”.

         Słowa, słowa, gesty i pieniądz jedynie to tłumaczy, że coś co wydaje się kiczem urasta do prawdy narzucanej pospólstwu jako prawdę słuszną i jedyną, a mądry patrzy, patrzy, patrzy. Zastanawiam się zatem kto jest gorszy? Czy ten, który błądzi, czy ten, który zna prawdę, ale milczy, by zachować status qou, pokazując swoją niezależność? Dusząc wściekłość, niezadowolenie lecz bojąc się otworzyć, bo to jest głupie, wszak może się okazać, że komuś to przeszkadza. Bojąc się przyznać, że to tchórzostwo, nazywając taką postawę dyplomacją. Tak ten świat się toczy w oparciu o demokrację i wolność. Gdzie demokracja daje narzędzia psycholom, a wolność daje wybór dziwnym poglądom. Realiom irracjonalnym nie dającym się wytłumaczyć przy zdrowych zmysłach. Budzącym wątpliwość czy to ja jestem głupcem, czy ten świat jest myślącym inaczej fetyszystą.

            Na kanwie naszego święta wolnościowego i wyborów imperium amerykańskiego pochylę się nad słowami Pompejusza Wielkiego „Ojczyzna jest tam, gdzie wolność”. Jeżeli jednak ta wolność w pewnym sensie jest dziwna, to czy to w dalszym ciągu jest moja ojczyzna? Wolność większości, czy mniejszości jest uzależniona od reguł jakie zostały narzucone przez demokrację. Wolny wybór, zgoda, ale gdy mądremu nie chce się angażować, bo poniżej jego intelektu jest poza kreślenia czegoś, co w jego mniemaniu i tak nic nie dokona lub po prostu się nie da. W efekcie w stadzie owiec nie baran, ale wilk dowodzi, chociaż z natury jest to obłędu czysta postać. Wszak mamy demokrację, a demokracja wszystko przyjmie nawet zwierzę w parlamencie, jeżeli zwierzę podoła.

            Wolność to piękna sprawa. Wolność się ma lub nie ma i to jest indywidualna osnowa. Wolność, a ojczyzna to już patriotyzmu przyczyna. Wolny człowiek to ten, który ma swój świat i sam nim kieruje oraz rządzi. Wolność Ojczyzny to przedkładanie swojej wolności nad wolność kraju tego. Kraju, w którym dorastał, uczył się, kształtował, w którym zaznał pierwszej miłości, cierpiał, szlochał. Kraju swych ojców i poświęcenia wielkiego. Bohaterskich czynów, waśni, kłótni ale swoich, nie obcych z kraju sąsiedniego. Wolność Ojczyzny to niepodległość. To szacunek człowieka do człowieka. Poszanowanie praw i umiejętność współistnienia.

            Brakuje mi w tym lanszafcie tylko zrozumienia i przekonania, że to ja jestem myślącym inaczej, a nie wszyscy inni z otoczenia globalnego. Brakuje dążenia do ascendencji, wyrównania poglądów, poszanowania innych i wiary w drugiego człowieka. Chociaż ten Najwyższy wierzył w nas do końca samego, co daje nadzieję na przyszłość. Wszak wilk najedzony jest łagodny jak owieczka.