MAREK TRELA KSIĄŻKA JAKO PRZYCZYNEK DO ZROZUMIENIA CZŁOWIEKA

            Dzień 23 marca br. Filia Nr 6 Miejskiej Biblioteki Publicznej na ulicy Orzechowej 34 godzina 17.00. czytelnia i wypożyczalnia w jednym miejscu zgromadziła zacne grono publiczności łacnej zdobycia informacji o promocji publikacji Instytutu Wydawniczego „Erica”, a dokładnie książki Ewy Bagłaj pod tytułem „Marek Trela – Moje konie, Moje życie”. Bohater książki „Polski lekarz weterynarii, hodowca koni arabskich, w latach 2000 – 2016 prezes Stadniny Koni Janów Podlaski, wiceprzewodniczący Światowej Federacji Konia Arabskiego (WAHO), w 1978 jako lekarz weterynarii podjął pracę w Stadninie Koni w Janowie Podlaskim. W 1995 został hodowcą. Był współtwórcą sukcesów koni czystej krwi arabskiej ze stadniny janowskiej na konkursach krajowych i międzynarodowych. Uzyskał uprawnienia sędziego międzynarodowego. W lutym 2016 został odwołany ze stanowiska prezesa Stadniny Koni w Janowie Podlaskim”. Tyle Wikipedia głosi i pewnie w przyszłości to wystarczy, gdyby nie fakt, że w sposób skandaliczny dokonano zamachu na hodowlę konia arabskiego w Polsce. Nie trudno się domyśleć, że afera znalazła rozgłos nie tylko krajowy, a dyrektor Trela stał się znaną i popularną osobą świadczy o tym angaż w kraju arabskim, a dokładnie w Arabii Saudyjskiej. Polska zubożała o kolejnego specjalistę, ale przecież to nie problem. Faktem jest, że media bardzo nagłośniły sprawę i Pan Marek, którego przyszłością miało być stadniny zacisze stał się celebrytą. Nie dziwi zatem, że książka biograficzna potrzebowała tylko trzech miesięcy, by się ukazać. Piękna polszczyzna autorki Ewy Bagłaj zachwyca prostotą i przekazem historii człowieka, który całe życie poświęcił koniom. Książka szczególnie przeznaczona dla kobiet, bo bardzo wzrusza.

            Wieczór, który w jednym promował książkę w drugim był spotkaniem autorskim Pani Ewy i również ozdobiony wystawą fotografii Krzysztofa Tarasiuka i Lecha Mazura też o tematyce końskiej. Trzy w jednym, jak to się często spotyka. Był w założeniach przeciętny, a okazał się dynamicznym przedsięwzięciem bogatym w trudne pytania. Wydawnictwo przedstawiło się z dobrej strony, bo zaproponowało dosyć sporą promocję książki o panu Treli. Dosyć ogólne informacje o twórczości autorki, czyli: „Broszce”, „Dublerce”, „Słonecznej Dziewczynie: opowieści o Klementynie Sołonowicz-Olbrychskiej”, „Prymusce” oraz książce o Marku Treli. Dosyć bogata twórczość, jak na młodą autorkę i szkoda tylko, że Pani Ewa jest tak bardzo tajemnicza. Prawie wieczór cały szukałem jakichś informacji z życia osobistego. Niestety jedynie wiem, że pochodzi z Terespola, ukończyła tamże liceum im. Bohaterów Warszawy, potem studia na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego też związanego z Warszawą. Absolwentka podyplomowego studium dziennikarstwa na Uniwersytecie też Warszawskim. Jako dziennikarka publikowała m.in. w tytułach: „Dziennik Wschodni”, „Słowo Podlasia”, „Koń Polski”, „Sukces”, Polskiearaby.com. i nic poza tym. Kocha konie i Podlasie reszta to tajemnica, którą na spotkaniu próbowałem rozwiązać niestety bez efektu. Ochrona danych osobowych posunięta do granic nieopisanych, jakby Pani Ewa nie była celebrytką.

            Przyznać muszę, że choć byłem niepocieszony to Panią Ewę poznałem poprzez jej twórczość. Nie da się ukryć wrażliwości, rozczarowania, mądrości oraz tęsknoty za uczuciem, szczerością i zrozumieniem. Można przemilczeć swoje życie, ale nie można zamknąć swych myśli pisząc. Przeczytałem „Prymuskę” książkę młodzieżową, kobiecą, ale nie treść mnie zafascynowała, tylko osobisty przekaz niby przemyślenia bohaterki. „Prymuska, czy jest Pani Prymuską”? – spytałem. Nie otrzymałem odpowiedzi, ale bazując na swym bogatym doświadczeniu i tych smutnych, aczkolwiek żywych oczach, doszedłem do wniosku, że nie wiem. Pani Ewa jest zagadką i mam tylko nadzieję, że znajdzie się ktoś taki, który tę książkę przeczyta. Dziękuję za spotkanie Pani Ewo.   

PATRIOTYCZNE ZOBOWIĄZANIA

         My Polacy to szczególny naród. Mamy swój charakter i osobowość. Wieki pokazały, że Polak to brzmi dumnie i że Polak potrafi. Nasza szczerość, otwartość i patriotyzm to nasza chluba, duma i zguba. Dla Ojczyzny jesteśmy gotowi poświęcić życie, zdrowie i przekonania. Swą otwartością, szczerością często przegrywamy z obłudą i wyrachowaniem. Polak nie potrafi być dwulicowy, dla niego są tylko dwie prawdy – „prawda i fałsz”. Nie ma dyplomacji i obłudy, i nie ma innych kolorów od bieli i czerni. Bóg, Honor, Ojczyzna to nie pojęcia fikcyjne, lecz prawda, która nas określa. Zawirowania historii próbowały to zmieniać, ale nie da się zmienić człowieka, którego kształtowały wieki, którego kształtowały pokolenia. Ten, który wyssał z mlekiem matki i jej krwi poczęcia geny, które mówiły, że ten typ człowieka nigdy się nie splami innym myśleniem niż umiłowaniem Ojczyzny, swych bliskich, kraju rodzinnego i tego, co było wielkie, lecz zostało zmienione przez ludzi złych, obcych i nieinteresujących się korzeniami ludu tego.

          Wielokrotnie się zastanawiałem, dlaczego Polska, kraj Europejski istniejący od wieków przecież tak jak Francja, Włochy, Hiszpania w swych granicach funkcjonujące, my zostaliśmy tak potraktowani, tak podle przez Europę, zostaliśmy tak zubożeni? Jakim prawem i na jakiej mocy określono nasze Status Quo bez naszej zgody? Przecież to Polska obroniła Europę przed inwazją państwa Osmańskiego. Myśmy walczyli na wszystkich kontynentach świata tego o wolność i niepodległość. Jałta wszystko przekreśliła. Minął już prawie wiek. Ci, co walczyli o Polskę odchodzą. Reszta się pogodziła i zapomniała o Wołyniu, Podolu, zapomniała o narodzie, który był dumny w swej godności i charakterze. Bawimy się grami politycznymi, walką o władzę, a zapominamy o osobowości narodu polskiego. Zapominamy, co to znaczy być Polakiem? Boli też to, że w ferworze walk o swoje ego zapominamy o idei, która winna nam przyświecać, że dokonania poprzedników to świętość.

        Powstania, wojny, walka o niepodległość to nie historia to przesłanie, które nas powinno łączyć nie dzielić. Młodzieży, żołnierze, Ci z Afganistanu, Iraku was przecież, by nie było gdyby nie pokolenia tych, którzy walczyli w powstaniach, wojnach, misjach. Wy kontynuujecie przeszłość. Wara tym, którzy chcieliby zapomnieć o dokonaniach polskiego oręża. Żołnierz jest żołnierzem, nie politykiem i walczy nie o politykę tylko o Polskę. Weterani starzy i młodzi pamiętajcie gdzie są wasze korzenie i z czego one wynikają. Weteran to brzmi dumnie. Weteran to zaszczyt.      

            W dniu 19 lutego br. Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ koło Nr 43 w Białej Podlaskiej w osobach: wiceprezesa stowarzyszenia, członka Zarządu Głównego SKMP ONZ ppłk rez. Artura Arteckiego, sekretarza Komisji Rewizyjnej SKMP ONZ Krystyny Supeł oraz kolegów Ryszarda Artyszuka i Michała Doroszuka umówiło się na spotkanie z prezydentem Białej Podlaskiej Dariuszem Stefaniukiem w celu omówienia patriotycznych zobowiązań, które mają możliwość zaistnieć w obliczy postępujących przeobrażeń wartości etyczno-moralnych w wojsku oraz Polsce. Propozycje i zobowiązania zostały przekazane zastępcy prezydenta Adamowi Chodzińskiemu.

           Koło nr 43 SKMP ONZ w Białej Podlaskiej intensywnie uczestniczy w kształtowaniu postaw patriotycznych uczniów i młodzieży studenckiej. Prezes koła, wiceprezes stowarzyszenia SKMP ONZ, osobiście prowadzi młodzież mundurową Akademickiego Liceum Ogólnokształcącego Państwowej Szkoły Wyższej im. Papieża Jana Pawła II oraz studentów tejże uczelni kierunku Zdrowie Publiczne. Uroczystości państwowe i kościelne z udziałem młodzieży mundurowej to już nie obowiązek, a powinność. Błękitne berety na stałe funkcjonują w życiu społecznym miasta powiatowego nad Krzną. Wierzymy i mamy nadzieję, że nasza wola i chęć wspierania, budowania postaw patriotycznych społeczności Białej Podlaskiej zostaną uwzględnione w działalności samorządowej. Wierzymy, że empatia to nasza przyszłość i powinność, a patriotyzm to prawda niezniszczalna

NOWOCZESNA, A JEDNAK PO STAREMU

         Czwartek, czwartego lutego br. w Międzyrzecu Podlaskim w godzinach wieczornych w Hotelu „Hesperus” odbyło się zebranie założycielskie koła .Nowoczesna – Bialskie. Początki są trudne zwłaszcza, że wszystkie stołki partyjne są już obsadzone i brakuje już tylko wypełnienia, czyli członków. Zebranie prowadzone przez przedstawiciela regionu oraz zaproszonych gości w osobach przedstawiciela komisji rewizyjnej regionu, pochodzącego z Radzynia Podlaskiego, a obecnie z Lublina, zaangażowanego kolegi z Parczewa oraz przedstawicieli mniejszości Północnej Lubelszczyzny czyli koleżanki z Międzyrzeca Podlaskiego oraz sąsiada z mojej ulicy czyli z Białej Podlaskiej.

            Działania .Nowoczesnej cieszyły się moją sympatią z chwilą powzięcia informacji i zainteresowania moją osobą w trakcie wyborów parlamentarnych. Telefoniczne rozmowy, spotkania oraz informacje z Internetu zachęciły moją tożsamość do udziału w tym przedsięwzięciu tym bardziej, że nie bardzo wierzyłem w swoje powodzenie, ale idea i spontaniczność ugrupowania, stowarzyszenia wspierało moje przekonania, że powstaje coś nowego. Zgodnie z moimi przypuszczeniami pozycja w drugiej dziesiątce nie przyniosła sukcesu mimo moich felietonów promujących ugrupowanie. Niestety na ścianie wschodniej trudno przebić się nowemu i te nowe jeżeli nie jest popierane przez tradycyjne wartości chrześcijańskie nie może liczyć na sukces. Tak też się stało. Pierwszy mój niepokój to zawirowania w obsadzie jedynki na liście wyborczej, ale zrozumiałem, że jest to związane z odgórnym planowaniem strategicznym powstającej partii i nie należy wtrącać się tym bardziej, że nie jest się członkiem. Wybory zakończyły się sukcesem w Polsce zachodnio-centralnej i niestety, jak przewidywałem porażką na ścianie wschodniej. Sympatia pozostała i oczekiwanie na ewentualne podziękowania za udział. Niestety, cisza trwała do grudnia. Dopiero mój osobisty telefon, po ewidentnych sukcesach partii i wysokich notowaniach społecznych, skierowany z zapytaniem czy partia jest zainteresowana moim udziałem w jej strukturach, ponieważ startując z jej listy wyraźnie się określiłem, otrzymałem odpowiedź, że i owszem, ale nie było możliwości zaproszenia mnie na zebranie regionu w grudniu. Odezwiemy się w Nowym Roku, na pewno o panu nie zapomnimy. Fakt, dotrzymano obietnicy i na początku lutego otrzymałem telefon i SMS o spotkaniu założycielskim koła na Południowym Podlasiu.

            Przyznam się szczerze, że miałem mieszane uczucia udając się na spotkanie, ale jak to się mówi powiedziałeś „a” trzeba powiedzieć i „b”. Wiedziałem, że spotkam sąsiada, o którym przyznam się szczerze niewiele wiedziałem. Koleżankę z Międzyrzeca Podlaskiego rozpoznałem z listy wyborczej. Pozostali panowie byli dla mnie wielką niewiadomą. Nawet przedstawienie się i wygłoszenie swoich laurek nie przybliżyło ich mojej osobie mentalnie, wręcz pobudziło refleksję, że karty już są rozdane i jest już pozamiatane. Teraz poszukuje się chętnych do wypełnienia struktur, czyli pozyskania członków. Przepraszam, zapomniałem zostało stanowisko przewodniczącego koła „Bialskiego”. Pięć osób dokonywało elekcji tak prestiżowej pozycji w Północnej Lubelszczyźnie. Wybrano kolegę, miałem zostać zastępcą. Z jednej strony się cieszyłem, że to nie ja, bo przecież jestem wiceprezesem SKMP ONZ na całą Polskę i muszę być dyspozycyjny z uwagi na prestiżowe reprezentowanie stowarzyszenia na pogrzebach czy innych istotnych politycznie przedsięwzięciach. Z drugiej myślałem, że mam dziwne przekonanie o naukowym podejściu kolegi do przedsięwzięcia. Czas pokarze.

            Reasumując me przemyślenia muszę stwierdzić, że mimo nowoczesnych zapatrywań nowej partii niestety działania jej nie odbiegają od normy. Budowanie struktur przebiega odgórnie nie oddolnie, jak by się zdawało być powinno. Zjazdy delegatów winny decydować o władzach. Natomiast funkcjonuje dobór członków w myśl zasady „Teraz czas na mnie”. Mimo, że tezy założyciela i guru partii w jakimś zakresie są zgodne z moimi poglądami (za wyjątkiem emerytur mundurowych i zniesienia przywilejów dla służb) to muszę jako oficer wygarnąć prawdę, że takie działania są sprzeczne z moim nastawieniem. Chcę naprawiać Polskę, ale z ludźmi, którzy myślą o jej naprawie, nie walce o władzę. Tym optymistycznym akcentem zapraszam wszystkich do wstępowania w szeregi .Nowoczesnej. Kochani jest szansa, że za dwa trzy lata jak się wykażecie zostaniecie docenieni, a przecież niektórym o to chodzi. Bez sarkazmu, ale natura ma jest taka, że piszę co myślę, a nie co wypada.

W POCZUCIU POLSKOŚCI

         „Posłowie Adam Abramowicz i Marcin Duszek zaprosili mieszkańców Białej Podlaskiej, Międzyrzeca Podlaskiego oraz powiatu bialskiego na Spotkanie Noworoczne. Mieliśmy możliwość wysłuchania, jak i wspólnego odśpiewania kolęd. Spotkanie odbyło się 31 stycznia o godz. 16.00 w sali konferencyjnej przy ul. Brzeskiej 41 w Białej Podlaskiej. Spotkanie uświetnił koncert kolęd w wykonaniu „Polskiego chóru Zgoda” działającego przy Forum Polskich Inicjatyw Lokalnych z Brześcia i Obwodu Brzeskiego. Wystąpiła również drużyna harcerska im. Ryszarda Snarskiego, zespół „Kukułeczka” z Kobrynia oraz Józefa Olejnik z Kobrynia. Po koncercie wspólnie śpiewano kolędy i pieśni patriotyczne”. Tyle krótka informacja z portalu Biala24.pl, jednak podłożem naszej obecności, czyli mojej i małżonki, była dobra znajomość z Adamem Abramowiczem, który zaprosił nas na wieczór.

            Jak śpiewał Maciej Maleńczuk i Wojciech Wąglewski – „Spotkałem się z kolegą, bo kolega jest od tego i wypada czasem spotkać się z nim” i nie wypada odmawiać, chociaż różnimy się sympatiami politycznymi.  Tym bardziej, że spotkanie Noworoczne nie miało charakteru politycznego, lecz patriotyczny. Oczywiście pewnym zaskoczeniem naszym, jak i środowiska Adama Abramowicza posła na Sejm RP z ramienia PiS, była obecność nasza na uroczystości. Spotkałem kilku radykalnych kolegów z byłej pracy na lotnisku, ale generalnie czuliśmy się wspaniale. Przywitanie gości i uhonorowanie oficjeli generalnie nie różniło się od innych opcji, a można powiedzieć bardziej spontaniczne uczucia pobudziło. Naprawdę negatywnego nastawienia trzeba by było użyć, by przyczepić się do uroczystości. Część oficjalna, która dotyczyła podsumowania współpracy Południowego Podlasia z Polesiem reprezentowanym przez polonię Obwodu Brzeskiego wzbudziła moje zastanowienie. Dlaczego inni (inni politycznie) nie myślą o naszych rodakach za granicą. Przecież nikt nie broni. Oczywiście podziękowania i ukłony rzecz normalna, ale wystąpienie przewodniczącej delegacji polonii białoruskiej zachwyciło swą treścią i przekazem. Wiele przemówień słyszałem, ale tak pięknie stylistycznie i empatycznie wygłoszonego nie. Odżyły nuty patriotyczne, odżyła nostalgia, odżyło poczucie krzywdy i cierpienia tych, którzy nie chcieli, ale musieli zmienić swoją przyszłość.  

              Koncert chóru „Zgoda” to łza w oku i wzruszenie, że mimo granic jest więź narodowa, poszanowanie kultury polskiej i słowa. Tęsknota i miłość do kraju nad Wisłą. Kunszt artystyczny i zaangażowanie, by pokazać się z jak najlepszej strony rodakom. Polskie kolędy z naleciałością zmiękczenia tak charakterystycznego dla kresów wschodnich jakże pięknie brzmiały w sali konferencyjnej byłego Urzędu Wojewódzkiego Białej Podlaskiej. Naprawdę dało poczuć się Polskość. Występ zespołu „Kukułeczka” z Kobrynia to wspaniały występ młodych ludzi, dzieci z wierszami opisującym nasze więzi narodowe i tragedię Syberii. To piękny polski przekaz o losach naszych bliskich, którzy nie z własnej woli, lecz zmuszeni do opuszczenia ziem ojczystych tułali się po kresach syberyjskiej przestrzeni. Piękny polski śpiew bez naleciałości etnicznych kilkuletniej dziewczynki urzekł i zachwycił do łez wszystkich. Drużyna harcerska im. Ryszarda Snarskiego w mundurach harcerskich zachęciła do kolęd i wspólnego śpiewania pieśni patriotycznych. Koncert noworoczny zakończyło wspólne odśpiewanie „Roty”. Kończąc, pokuszę się o prywatę i jeżeli pozwolicie Państwo napiszę – „Dziękuję Ci Adam, że dałeś nam możliwość uczestniczenia w tak bardzo polskim wieczorze, tu gdzie kiedyś był środek Polski, dziś kresy naszego kraju, w dalszym ciągu jest duch, wrażliwość i serca bijące dla Ojczyzny”. 

UZDRAWIANIE EMPATYCZNOŚCI

         Pewnie dzisiejsza sobota byłaby jednym z kolejnych dni mijającego miesiąca gdyby nie zaproszenie Doroty Sobolewskiej na otwarcie w nowej lokalizacji gabinetu kosmetyki estetycznej ART SPA „Desoderm”. Oczywiście wiedziałem i znałem historię powstania gabinetu i jego twórczej działalności na niwie damskiej i męskiej urody. Gabinet funkcjonował w dawnym budynku straży pożarnej, a obecnie restauracji „Skala”. Wiedziałem, że prowadzi go Dorota wspierana przez Janusza i grono przyjaciół. Wiedziałem, że artystycznie uduchowia Sylwia. Nie wiedziałem, jak to zaściankowy mężczyzna, że może poprawić mą duszę i wygląd. Trzeba było zaproszenia bym doznał oświecenia zaglądając na stronę internetową
https://desoderm.pl/o-nas/
„Niewiele jest w naszym kraju takich miejsc, gdzie łączy się terapię ciała z terapią duszy. W Białej Podlaskiej takie miejsce istnieje. Naszym celem jest stworzenie przestrzeni, w której sztuka wspiera terapię wierzymy, bowiem, że sztuka ma uzdrawiającą moc, a człowiek, który z nią obcuje czuje się lepiej”.

        Punktualnie o godzinie szesnastej stawiliśmy się z moim wsparciem estetyczno-intelektualnym, czyli małżonką wspólnie w nowym lokalu na ulicy Sapieżyńskiej 2 lokal 11 w Białej Podlaskiej. Podaję dokładnie, a nuż może ktoś chciałby poczuć się inaczej. Boli mnie i mierzi, że my tutaj na Południowym Podlasiu tak bogaci wewnętrznie, intelektualnie nie potrafimy korzystać z osiągnięć cywilizacji, z której świat korzysta i to wcale tak niedaleko, bo tak gdzieś o miedzę, w Warszawie. Z jednej strony aspirujemy do światowych elit z drugiej tłamsimy się w stereotypie zaszłości. Rozumiem, że jesteśmy tradycjonalistami i trzymamy się doświadczeń poprzednich pokoleń, ale nikt nie będzie na nas czekał, musimy nadążyć. Trzeba być na topie. Gabinety fryzjerskie, malowanie paznokci, fryzury niczym z Hollywood, Cannes, San Remo, a słoma wygląda z obuwia, sukien i obycia. Świat się dowartościowuje w gabinetach psychologicznych, masażu, SPA (sanus per aquam – zdrowy przez wodę), chociaż niektórzy też tłumaczą, że o Spa można mówić wtedy, kiedy dochodzi w czasie wolnym do relaksu, rozluźnienia, odnowy pod względem fizycznym i psychicznym, a człowiek ma możliwość dobrej zabawy. Świat się cieszy, a u nas trzeba pokolenia, by mądry człowiek zrozumiał, że to konieczne dla ciała i duszy.

       Nowy Gabinet Doroty zachwyca nie wielkością i przestronnością, ale sprzętem i ciepłem artystycznym, jakie wytwarzają prace Sylwii Kalinowskiej, oczywiście kobiety, jako materiał twórczy prac malarskich, nad czym ubolewam, bo tak troszeczkę czuję się niedowartościowany, jako płeć brzydka. Myślę, a wręcz pewien jestem, że w tym wszystkim królować będzie też muzyka, jako kolejny element oddziaływujący, jak śpiewał Michał Bajor w piosence „Ogrzej mnie” „Memu ciału wystarczy trzydzieści sześć i sześć, mojej duszy potrzeba znacznie więcej …..”, na naszą psychikę i ciało. Tak trudno przezwyciężyć przyzwyczajenia i stereotypy, ale już rzymianie pisali i mówili, że w zdrowym ciele zdrowy duch, a kobieta pięknieje, kiedy czuje, że się ją pielęgnuje, masuje i pieści. Niestety panowie wanna z hydromasażem nie wystarczy, a wasz męski wir jest zbyt samczy. Kobiety potrzebują czuć się piękne i wypoczęte. Cały świat wie o tym tylko nie na Południowym Podlasiu. Nie trzeba jednak jechać do Warszawy czy nad Riwierę Francuską, wystarczy pójść do Doroty. Czego Państwu z całego mego serca życzę.

 

„NIECH ŻYJE BAL ……”

          Czwarta sobota stycznia 2016 roku godzina 18.30, bo już o tej porze pojawili się pierwsi goście, chociaż bal rozpoczynał się o godz. 19.00. Sala konferencyjna byłego urzędu wojewódzkiego w swych gabarytach i akustyce nie za bardzo nadawała się na przestrzeń balową, ale okazuje się, że domniemania są często mylne. Pierwszy atut to parkiet. Trudno dziś znaleźć tak duże pomieszczenie z naturalnym drewnianym parkietem. Chociaż niewoskowany i niewypolerowany świetnie spełnił swoją rolę podłoża tanecznego. Ciężkie ciemne kotary skutecznie oddzieliły dużą powierzchnię okienną od uczestników tańców. Wywyższona scena z oświetleniem oraz sprzętem akustycznym stworzyła wrażenie koncertu-balu, w którym wszyscy chętnie uczestniczyli. Wysoko pod sufitem klimatyzacja mimo potężnej przestrzeni konferencyjnej świetnie sobie dawała radę z przeszło dwustu osobową ekipą skutecznie wydalającą z siebie nadmiary energii, dwutlenku węgla i innych oparów tak charakterystycznych dla imprez zbiorowych. Symetrycznie rozstawione stoły ekip zabawowych, mimo bliskiego sąsiedztwa, nie naruszały przestrzeni intymnej, która w trakcie czasowego rozwoju sytuacji coraz bardziej się zawężała. Nie zauważono objawów agresji, a wręcz przeciwnie stonowanego zainteresowania zarówno w stosunku do płci pięknej, jak i przeciwnej. Suto zastawione stoły przeróżnymi produktami kuchni polskiej serwowanymi przez ekipę Pani Celiny zachęcały do masowego spożycia i zabawy. W kuluarach balowych dominował stół szwedzki (w nazwie niepasujący do balu) wypełniony kuchni domowej produktami przez wszystkich nazywanymi – „swojskimi”. Nie zabrakło też produktów o określonej ilości zawartości alkoholu potocznie określanymi nalewkami, których o dziwo wystarczyło do końca biesiady. Ciast przeróżnych, kawy, herbaty według uznania i satysfakcji dam i płci męskiej dla ogólnego zadowolenia w formie samoobsługowej na stołach się pojawiło świadcząc, że Polak potrafi. Nad wszystkim królował i panował zespół muzyczny „Passat” z Januszem Maleńczukiem. Może niektórzy pokuszą się o porównania z weselem (nie mylić autorstwa Wyspiańskiego), ale klimaty raczej były bardziej współczesne, nowoczesne, no i pary młodej nie było. Jeżeli ktoś inaczej uważa – to już jest nadinterpretacja. Repertuar muzyczny, prowadzenie to taki wręcz majstersztyk połączenia koncertu i balu. Chłopcy się sprawili i każdemu dogodzili. Świadczyły o tym tłumy na parkiecie. Bal uświetniony pokazem tanecznym umiejętnie prowadzonym, budującym napięcie przez Panią Elę. Loterią fantową z atrakcyjnymi nagrodami w tym z nagrodą główną pobytu weekendowego w SPA za tysiąc złotych. Wyborem królowej balu po konkursie kwiatowym (obsypanie wybranki tulipanami za pięć złotych sztuka), która w nagrodę została obdarowana niebieską szarfą „Królowa Balu 2016”, wycinaną z kartonu koroną oraz książeczką „Ogrody” poświęconą twórczości nieżyjącemu od dwudziestu lat Bazylemu Albiczukowi. No, ale nie o nagrody tu chodzi tylko prestiż i fakt, że sam prezydent wyróżniał. Koronację na siłę można skojarzyć z oczepinami, ale to już jak wspomniano nadinterpretacja. Trudno określić treść rozmów i spotkań kuluarowych jednak dało się odczuć wyraźną tendencję do konsolidacji środowisk, a co za tym idzie integracji społecznej, na której tak bardzo zależało organizatorom wydarzenia. Oczywiście „Złotego Rogu” i „Chochołów” nie zauważono i nikt nie namawiał do jakiegoś społecznego zrywu, nie mniej jednak dało się odczuć, że styczniowe reminiscencje narodowe oprócz zwykłej kulturalnej zabawy funkcjonują w narodzie. Przykładem, uczczenie minutą ciszy pamięci po zmarłym honorowym bialczaninie Bogusławie Kaczyńskim. Bialski Bal Karnawałowy przeszedł do historii i wszyscy mają nadzieję, że nie był to ostatni. W każdym razie nikt nie śpiewał „Miałeś ……..”.         

PRZEKONAĆ WYBORCÓW

        Wielkimi krokami zbliżają się wybory do Parlamentu. Kolejny raz będziemy wybierać posłów i senatorów. Tych etatowych i tych nowych, którym się wydaje, że wszystko mogą zmieniać. Etatowi wyjadacze wiedzą jak mamić czterdziesto procentową frekwencję. Wszak nie pierwszy raz walczą o stołek w Sejmie czy Senacie. Nowi marzą, że jak oni wejdą to nareszcie się załapią na te około dwanaście tysięcy brutto miesięcznie. Oczywiście obiecują, że kasę przeznaczą w „jakimś” procencie na działalność społeczną. Nie oszukujmy się, jeżeli nie byłoby diet poselskich nikt by się do parlamentu nie pchał. A tak rączka w górę, kawka w kawiarence, jakieś spotkanie klubowe, pasjansik w sejmowym tablecie, posiedzenie w komisji, bankiecik w hoteliku sejmowym i kasa leci.

            Tyle bubli ustawodawczych, jak ostatnimi czasy jeszcze w naszej demokracji nie było. Starym się nie chce czytać, a młodzi za głupi lub „usadzeni” przez tych pierwszych, milczą. Jeszcze, jak dodamy dyscyplinę partyjną mamy obraz polskiej demokracji. Pisałem już kiedyś jeszcze przed wyborami samorządowymi, że jednostka nie ma szans. Pamiętam entuzjazm Adama Abramowicza, jak pierwszy raz został posłem. Praktycznie nie można było Go z mównicy wygonić, by po jakimś czasie po rozmowie z prezesem w ogóle zniknął. Śmieszy mnie zatem entuzjazm młodych, którzy się promują ile to Oni zdziałają, jak zostaną namaszczeni, ile dla naszego Podlasia wniosą. Jakie mają plany, programy, aspiracje i wszystko tylko po to by nas przekonać do wyboru pozycji w „książeczce” parlamentarnej. Może się mylę, ale przez ostatnie dwadzieścia pięć lat tak to działało. Dorwać się do stołka, a potem jakoś to będzie. Otworzy się biuro poselskie, na uroczystościach się będzie bywać. Przetnie się jakąś wstęgę, a jak wybory ponowne się zaczną zbliżać udamy się w pielgrzymkę po gminach „Autostradą do Nieba”.

           Brakuje mi w tym wszystkim Empatii (Wrażliwości), Patriotyzmu (Patriotyzm (łac. patria,-ae = ojczyzna, gr. patriotes) – postawa szacunku, umiłowania i oddania własnej ojczyźnie oraz chęć ponoszenia za nią ofiar; pełna gotowość do jej obrony, w każdej chwili.), Szacunku do kraju ojczystego. Do tych pól, łąk, dobra wszelkiego, do mieszkańca prostego, który gdzieś ma politykę, ale chce żyć godnie i godnie umierać. Brak w tych działaniach interesu społecznego. Na każdym kroku widzę i słyszę egoizm, snobizm, zarozumialstwo oraz brak pokory. Ja, Ja, Ja zrobię, pomogę, wesprę, poprę – nic od serca, nic od siebie. Brak zrozumienia. Nie wiem, może to chore, ale mam takie skojarzenia, że ten aspekt zaangażowania przed wyborczego trwa przez pokolenia, wieki i cywilizacje. Przed każdym bojem, walką wódz naczelny wygłaszał mowę, która podnosiła morale i wiarę w zwycięstwo. Budował waleczność. Czasy się zmieniły, lecz motyw ten sam się przewija, że „Jeżeli my wygramy wszystko będzie lepsze, godniejsze i słuszne. Wszystkim żyć się będzie lepiej, godniej i radośniej”. Potem się okazuje, że ten brak pokory owocuje ministrami, posłami, senatorami bez kompetencji, wrażliwości i uczciwości. Dochodzimy kolejny raz do wniosku, że daliśmy się nabić w butelkę.

        Brakuje nam osobowości, mędrca typu Mahatma Gandhiego, Martina Luthra Kinga lub Nelsona Mandeli, chociaż mieliśmy też i swoich, jak na przykład Józef Piłsudski, który porwałby naród do zmian i przyszłości. Brakuje nam patrioty, nie polityka, a patrioty. Pewnie szybko by zginął, ale przeszedłby do historii, jako ten, który myślał o Polsce nie o statusie społecznym. Ryszard Petru, którego wybrałem i którego listę swym nazwiskiem zapełniłem nie jest ideałem. Kandydaci z listy wyborczej, jak to w zwyczaju partyjnym bywa z pozycji pierwszych, są dalecy od doskonałości. Przyznam się szczerze, że mam takie Déjà vu z przed lat dziewięciu, że ktoś się już tak zachowywał. Dlatego też pomny tamtych doświadczeń nalegam by „Nowoczesna.pl”, dała się przekonać, że nie chodzi tu o Sejm, Senat, lecz chodzi o Polskę. Nie to, co weźmiemy, ale damy jest najważniejsze. Nie będzie się ust zamykać dyscypliną partyjną i będzie się rozliczać z kasy i dokonań. Nowocześnie, Nowoczesna to w mojej ocenie moralne odtworzenie wrażliwości narodowej i działanie wolontarialne dla narodu polskiego. Przynajmniej ja to tak rozumiem, a Ci, co mnie znają wiedzą, że słów na wiatr nie rzucam. Pewnie kolejny raz polegnę, ale z godnością. To takie moje resume a propos kampanii wyborczej do Parlamentu RP 2015 roku oraz moje moralne uzasadnienie.   

 

„MODERN” PO POLSKU

         W niedzielę trzydziestego pierwszego maja 2015 roku wracaliśmy właśnie z obchodów „Dnia Weterana” w Bydgoszczy. Dla niezorientowanych to święto tych co bronili City Hall w Karbali w Iraku oraz tych, którzy od 1953 roku godnie reprezentowali Polskę w misjach pokojowych i stabilizacyjnych na wszystkich kontynentach świata. Świętowaliśmy wracając do Białej Podlaskiej z rodzinnych wojaży do Bydgoszczy nie zdając sobie sprawy, że w tym samym czasie w Warszawie tworzy się nowa jakość. Informację o nowoczesnej.pl otrzymałem od Mariusza Maksymiuka „Maxa” z Radia BiPer, któregoś lipcowego dnia, który zapraszał mnie mailem na spotkanie „Nowoczesna.pl”. Pomyślałem, że ktoś w Białej bierze sprawy w swoje ręce i zaczyna myśleć o przyszłości. Niestety sezon wakacyjny i wyjazd rodzinny na Węgry kolidował z terminem spotkania. Zadzwoniłem do Karola Michałowskiego przekazując mu swoje spostrzeżenia dotyczące modernistycznej wizji dla Białej Podlaskiej. Wspomniałem o strefie ekonomicznej, Centrum Logistycznym „Kresy” oraz przewartościowaniu miasta zaściankowo-upadłościowego na kurort Termalny z ośrodkami SPA w rekonstruowanym Pałacu Radziwiłłowskim. Miła nie wiążąca rozmowa i koniec.

       Połowa sierpnia, facebook i kolejna znajoma zachęca mnie na spotkanie w sprawie wywiadu i nowoczesnej.pl. Kornelia Wróblewska z Warszawy, ale o korzeniach międzyrzeckich umawia się na spotkanie. Co może chcieć młode dziewczę od mena w średnim wieku w okresie andropauzy? Dociekliwość skłoniła mnie do zapoznania się z problemem. „Ryszard Jerzy Petru (ur. 6 lipca 1972 we Wrocławiu) – polski ekonomista i polityk, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich oraz partii i stowarzyszenia Nowoczesna”. Informacje z Wikipedii. Młody działający kiedyś z Balcerowiczem, a jak słyszę Balcerowicz od razu włącza mi się zdanie Andrzeja Leppera „Balcerowicz musi odejść”. Mimo wszystko zapoznałem się z CV pana Ryszarda i uznałem, że chyba ma głowę do polityki i biznesu. Tym bardziej, że dziewczę choć młode to z doktoratem i chce najważniejsze działać. Zmieniać realia naszego wschodnio-zaściankowego życia. Zacząłem czytać program:

       „Nowe pokolenie musi wyjść z cienia i postawić swoje osoby do dyspozycji społeczeństwa. Polityka uchodzi za brudną i złą. I taka w dużej mierze jest – teraz. Nie zmieni się to, jeśli nie wejdą do niej profesjonaliści, ludzie ze znajomością języków, doświadczeniami zawodowymi i sukcesami”. Może to i prawda, bo fatycznie jak mówił Korwin Mikke „banda czworga tylko się wymienia”. Warto jednak pamiętać o mądrości „Dojrzałości”, która nie z jednej opresji ratowała nie tylko państwa lecz cywilizacje.

       „Polska potrzebuje dziś ludzi, którzy potrafią przewodzić i zarządzać. Najlepszych. Takich, którzy swymi osiągnięciami w różnych dziedzinach udowodnili, że sprawdzają się w budowaniu i łączeniu, a nie w kłótniach i tworzeniu problemów. Którzy potrafią słuchać, podejmować decyzje i wprowadzać zmiany. Którzy nie składają pustych obietnic, ale potrafią proponować rozwiązania i wprowadzać je. Zawodowców, z dokonaniami i z sukcesami, którzy sprofesjonalizują świat polityki i wprowadzą do niego nową jakość”. Prawda, tylko jak Oni wezmą się za politykę to kto będzie pracował? Wierzę, że umiejętność praktyczna da radę z utopią pro polityczną. Mam nadzieję. Piękne słowa Pana Petru może troszeczkę pompatyczne przynajmniej są jakąś lepszą inną alternatywą do głoszonych przez przeszłe dwudziestopięciolecie. Przeczytałem program no i cóż? Wszystko już słyszałem, czytałem, oglądałem, byłem przekonywany, mamiony, ogłupiany byle ktoś się dorwał do władzy. W Polsce, w prasie zagranicznej, bo przecież demokracja jest demokracją, a nie filmem Sciencie Fiction gdzie wszystko jest możliwe. Pan Ryszard ma ciekawe pomysły i propozycje przedstawiane może inaczej, może bardziej przejrzyściej, ciekawiej, ale teleportacji nie wymyślił.

      Dlaczego popieram ruch, stowarzyszenie, partię „Nowoczesna.pl”? Nie jestem jej członkiem chociaż zaproponowano mi udział w wyborach do Parlamentu RP. Nie ze wszystkimi postulatami programowymi się zgadzam. Nie jestem przekonany o słuszności niektórych tez, ale wiem jedno – Polska potrzebuje zmian, młodej krwi, pomysłów na przyszłość, a wydaje się, że Petru to proponuje. Zresztą dwukrotnie się już osobiście przejechałem na swoim zaangażowaniu, ale mam przekonanie, że „Ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten kraj nie zginie nigdy dzięki nim. Nie! Nie! Nie! Nadszedł już czas, najwyższy czas, nienawiść zniszczyć w sobie.” I tego powinniśmy się trzymać. I tego ja się trzymam. A Państwo?

REKONSTRUKCJA BIALSKIEGO PAŁACU

       Rewelacyjne wiadomości zostały podane już w pierwszych dniach września 2015 roku. Nasza wielkość kulturowa została zauważona. Bo jak inaczej nazwać historyczne pochodzenie od rodu Radziwiłła „Panie Kochanku”. Wielu z mieszkańców Południowego Podlasia pewnie posiada geny odziedziczone po znamienitych przodkach. Dumni i szczycący się pochodzeniem zostaliśmy zaskoczeni inicjatywą rekonstrukcji naszego „gniazda, matecznika”. Inwestycja, szacowana na 30-40 milionów złotych. Przeraża i zachwyca. Jeszcze rok temu budziłaby wątpliwości, ale jeżeli Pałac Biskupi w Janowie Podlaskim można zrekonstruować, czemu nie bialski pałac? Pewnie każdy inny obywatel kraju nad Wisłą nie zdziwił się komunikatem. My Bialczanie z krwi i kości jesteśmy przejęci tematem, bo z pewnych wartości nie można żartować. Nie można używać w grze politycznej. Złożone obietnice nawet słowne trzeba realizować, a zwłaszcza te na piśmie. Pałac, który chcielibyśmy już dawno widzieć stojącym i promującym naszą wielkość intelektualną i społeczną miał być od lat kilkudziesięciu odtworzony. Niestety brakowało kasy i woli politycznej. Tak jak społeczeństwo Polski odbudowało swój Zamek Królewski w Warszawie, by świadczył o wielkości naszego kraju, tak my podlasiacy chcieliśmy mieć swoje argumenty na rzecz naszego pochodzenia i znamienitej historii w regionie.

        Nie udało się, ale oto rozbudzono ponownie nasze nadzieje. „W czwartek 3 września br. przedstawiciele urzędu miasta oraz Fundacji Fundusz Rewitalizacji z Gdyni podpisali list intencyjny w sprawie rekonstrukcji pałacu Radziwiłłów. Reprezentantem miasta był prezydent Dariusz Stefaniuk, a fundacji – wiceprezes Julita Jarkowska. Włodarz mówił dziennikarzom o nadziejach na przywrócenie świetności tego miejsca i wymiarze praktycznym. Zaznaczał, że list nie rodzi skutków finansowych dla miasta. Na pytanie o stanowisko konserwatora wobec projektu odesłał do fundacji, bo to ona rozmawia ze służbami ochrony zabytków. Wiceprezes Jarkowska nie chciała jednak odpowiadać na żadne pytania dziennikarzy.

        Powodzenie projektu zależy od finansowania ze środków unijnych. Z ekspertyzy zamówionej przez fundację wynika, że warunki na pozyskanie takiej dotacji są spełnione. Zakończenie projektu jest planowane na 2020 rok. Pracę wewnątrz ma znaleźć, co najmniej 30-40 osób”. Jak nas informuje Biała24.

       Fakt zaistniał. Są konkrety, pięć lat to też nie odległa przyszłość tym bardziej, że jedną z najczęściej obieranych obecnie metod przybliżenia i ożywienia historii we współczesnej Europie, Polsce są rekonstrukcje – odtworzenie zabytku w zbliżonej do pierwotnej formie. Jak pisze Agata Byszewska w swym artykule w Kurierze Konserwatorskim „Podróż w czasie. Rekonstrukcja – destrukcja” powstaje wówczas wizja czasów minionych, która pozwala ludziom współczesnym uczestniczyć w sztucznie stworzonej przeszłości. Rola rekonstrukcji obiektów jest elementem edukacyjnym w trakcie badań archeologicznych, wpływa pozytywnie na poznanie, zrozumienie i docenienie przeszłości. Jednak – aby rola objaśniająca została spełniona, wszelkie rekonstrukcje należy przeprowadzać w sposób rygorystyczny i zgodny z zasadami współczesnej ochrony dziedzictwa archeologicznego, pamiętając, że nie powinniśmy kreować przeszłości, a jedynie odtwarzać te jej elementy, które są nam znane na podstawie przeprowadzonych badań wykopaliskowych. Kolejnym ważnym argumentem przemawiającym na rzecz rekonstrukcji jest fakt, że takie przedsięwzięcie staje się elementem znacznie podnoszącym atrakcyjność danego regionu oraz pobudzającym ruch turystyczny.

        Wzmożony „ruch rekonstrukcyjny” ostatnich lat w Polsce ułatwiony jest dzięki możliwości finansowania tego rodzaju przedsięwzięć, jak to już zostało wspomniane z funduszy unijnych, z której to możliwości władze lokalne chętnie korzystają. Wzniesienie rekonstrukcji w wielu przypadkach, w tym i naszym wydaje się być również jedynym i najłatwiejszym sposobem zagospodarowania kłopotliwego dla wielu zabytku archeologicznego.

        Niestety na przeszkodzie stoją przepisy. Prawodawstwo światowe, europejskie, polskie w sprawie dóbr archeologicznych jest nieubłagane. I tak w „Karcie Krakowskiej” z 2000 roku chroniącej dziedzictwo archeologiczne mamy w pkt. 4: „Rekonstrukcji całych części budynku „w stylu historycznym” winno się unikać. Rekonstrukcja bardzo małych fragmentów o znaczeniu architektonicznym może być stosowana wyjątkowo pod warunkiem, że oparta jest na precyzyjnej i niekwestionowanej dokumentacji”. Ponadto w Karcie Krakowskiej znalazły się niezwykle ważne stwierdzenia dotyczące konieczności minimalizacji działań destrukcyjnych nawet w przypadku prowadzenia badań wykopaliskowych „Każda interwencja w dziedzictwo archeologiczne – ze względu na jego delikatność – powinna uwzględniać jego związki z otoczeniem, terytorium i krajobrazem.

        Czy w związku z tym powinniśmy zrezygnować z tej, jakby nie było, atrakcyjnej formy prezentowania przeszłości, naszego dziedzictwa i świetności? Nie wydaje się, aby była to słuszna decyzja. Należałoby jednak, jako główny priorytet przyjąć, jakość proponowanych rozwiązań, wykorzystanie bogatych sposobów prezentacji oraz czerpać z doświadczeń i pomysłów już istniejących. Nie trzeba daleko szukać, aby w najbliższym sąsiedztwie znaleźć doskonałe przykłady pełnej harmonii pomiędzy ochroną stanowiska archeologicznego, a ciekawym rozwiązaniem, pozwalającym zapoznać się z jego historią. Zresztą, jeżeli w Janowie to potrafili pogodzić, dlaczego nie w Białej. Jesteśmy za, a nawet więcej niż przeciw.

       Jeżeli natomiast jest to polityczna podpucha to w naszej ocenie jest to śmierć polityczna organizatorów eventu na Południowym Podlasiu. Podlasiak, bialczanin pamięta i takich spraw dotyczących naszego jestestwa nie wybacza. To nasze korzenie, dziedzictwo a to dobro bezcenne i nie do zabawy politycznej wzięte. Jeżeli ktoś chce zbić kapitał polityczny niech pieniądze rozdaje, ale wara od naszego pochodzenia, naszego historycznego miasta.

WOJEWÓDZKIE ŚWIĘTO POLICJI

        Gorące słoneczne piątkowe popołudnie dnia 17 lipca 2015 roku na Placu Wolności w Białej Podlaskiej. Dochodzi godzina trzynasta trzydzieści, gdy na centralny plac miasta przy dźwiękach policyjnej orkiestry wchodzą zwarte pododdziały kompanii honorowych: policji, wojska, straży granicznej, straży pożarnej. Biała Podlaska dostąpiła zaszczytu obchodów wojewódzkich Święta Policji. „Policja Państwowa (w skrócie PP) – Organizacja została utworzona w Polsce na mocy ustawy z dnia 24 lipca 1919 roku o policji państwowej (Dz. Pr. P. P. 1919 nr 61 poz. 363), która dokonała unifikacji wcześniej istniejących formacji policyjnych Milicji Ludowej, powołanej dekretem Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego w dniu 5 grudnia 1918 r. i Policji Komunalnej, powołanej dekretem Naczelnika Państwa w dniu 9 stycznia 1919 roku. Umundurowana i uzbrojona organizacja pełniąca funkcje porządkowe oraz antykryminalne na terenie Polski w latach 1918–1939. System ochrony bezpieczeństwa w II Rzeczypospolitej kształtował się w latach 1918 – 1923, zaś ukoronowaniem tego procesu było wydanie Rozporządzenia Prezydenta RP o Policji Państwowej z 1928 roku, kiedy organizacja instytucji została ustalona ostatecznie i w takiej formie dotrwała do września 1939 roku”. Dane historyczne przedstawione przez Wikipedię przedstawiają 96 letnią „panią” w aspekcie faktów historycznych. Tak jak nie jedna pani po przejściach dzisiejsza jubilatka to sprawny i funkcjonalny organ praworządności Rzeczypospolitej Polskiej. Funkcjonariuszki i funkcjonariusze województwa lubelskiego obchodzili swoje święto. Obchody zaszczycili swoją obecnością przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, kościelnych i służb mundurowych. Uroczystości rozpoczęły się od złożenia meldunku zastępcy komendanta głównego Policji nadinsp. Wojciechowi Olbryś. Były przemówienia, odznaczenia, awanse. Było wręczenie drugiej, co do wielkości jednostce w lubelskim garnizonie sztandaru. Komenda w Białej Podlaskiej, jako jedyna w województwie lubelskim nie posiadała tego wyróżnienia. Chorągiew sfinansowały władze miasta, gmin oraz powiatu. Biała Podlaska jest jak ojciec i matka dla policji gdyż posiada tego samego patrona. Michał Archanioł jest zarówno patronem policji, jak i Białej. Herb miasta jest symbolem policji i pojawia się na mundurach policjantów świadcząc o więzi grodu nad Krzną z obrońcami prawa. Oprócz aktu nadania sztandaru, sześćdziesięciu policjantów odebrało odznaczenia i awanse. Oprawę obchodów uświetniła orkiestra reprezentacyjna policji. Uroczyste obchody święta zakończyła defilada kompanii honorowych.