MAREK TRELA KSIĄŻKA JAKO PRZYCZYNEK DO ZROZUMIENIA CZŁOWIEKA

            Dzień 23 marca br. Filia Nr 6 Miejskiej Biblioteki Publicznej na ulicy Orzechowej 34 godzina 17.00. czytelnia i wypożyczalnia w jednym miejscu zgromadziła zacne grono publiczności łacnej zdobycia informacji o promocji publikacji Instytutu Wydawniczego „Erica”, a dokładnie książki Ewy Bagłaj pod tytułem „Marek Trela – Moje konie, Moje życie”. Bohater książki „Polski lekarz weterynarii, hodowca koni arabskich, w latach 2000 – 2016 prezes Stadniny Koni Janów Podlaski, wiceprzewodniczący Światowej Federacji Konia Arabskiego (WAHO), w 1978 jako lekarz weterynarii podjął pracę w Stadninie Koni w Janowie Podlaskim. W 1995 został hodowcą. Był współtwórcą sukcesów koni czystej krwi arabskiej ze stadniny janowskiej na konkursach krajowych i międzynarodowych. Uzyskał uprawnienia sędziego międzynarodowego. W lutym 2016 został odwołany ze stanowiska prezesa Stadniny Koni w Janowie Podlaskim”. Tyle Wikipedia głosi i pewnie w przyszłości to wystarczy, gdyby nie fakt, że w sposób skandaliczny dokonano zamachu na hodowlę konia arabskiego w Polsce. Nie trudno się domyśleć, że afera znalazła rozgłos nie tylko krajowy, a dyrektor Trela stał się znaną i popularną osobą świadczy o tym angaż w kraju arabskim, a dokładnie w Arabii Saudyjskiej. Polska zubożała o kolejnego specjalistę, ale przecież to nie problem. Faktem jest, że media bardzo nagłośniły sprawę i Pan Marek, którego przyszłością miało być stadniny zacisze stał się celebrytą. Nie dziwi zatem, że książka biograficzna potrzebowała tylko trzech miesięcy, by się ukazać. Piękna polszczyzna autorki Ewy Bagłaj zachwyca prostotą i przekazem historii człowieka, który całe życie poświęcił koniom. Książka szczególnie przeznaczona dla kobiet, bo bardzo wzrusza.

            Wieczór, który w jednym promował książkę w drugim był spotkaniem autorskim Pani Ewy i również ozdobiony wystawą fotografii Krzysztofa Tarasiuka i Lecha Mazura też o tematyce końskiej. Trzy w jednym, jak to się często spotyka. Był w założeniach przeciętny, a okazał się dynamicznym przedsięwzięciem bogatym w trudne pytania. Wydawnictwo przedstawiło się z dobrej strony, bo zaproponowało dosyć sporą promocję książki o panu Treli. Dosyć ogólne informacje o twórczości autorki, czyli: „Broszce”, „Dublerce”, „Słonecznej Dziewczynie: opowieści o Klementynie Sołonowicz-Olbrychskiej”, „Prymusce” oraz książce o Marku Treli. Dosyć bogata twórczość, jak na młodą autorkę i szkoda tylko, że Pani Ewa jest tak bardzo tajemnicza. Prawie wieczór cały szukałem jakichś informacji z życia osobistego. Niestety jedynie wiem, że pochodzi z Terespola, ukończyła tamże liceum im. Bohaterów Warszawy, potem studia na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego też związanego z Warszawą. Absolwentka podyplomowego studium dziennikarstwa na Uniwersytecie też Warszawskim. Jako dziennikarka publikowała m.in. w tytułach: „Dziennik Wschodni”, „Słowo Podlasia”, „Koń Polski”, „Sukces”, Polskiearaby.com. i nic poza tym. Kocha konie i Podlasie reszta to tajemnica, którą na spotkaniu próbowałem rozwiązać niestety bez efektu. Ochrona danych osobowych posunięta do granic nieopisanych, jakby Pani Ewa nie była celebrytką.

            Przyznać muszę, że choć byłem niepocieszony to Panią Ewę poznałem poprzez jej twórczość. Nie da się ukryć wrażliwości, rozczarowania, mądrości oraz tęsknoty za uczuciem, szczerością i zrozumieniem. Można przemilczeć swoje życie, ale nie można zamknąć swych myśli pisząc. Przeczytałem „Prymuskę” książkę młodzieżową, kobiecą, ale nie treść mnie zafascynowała, tylko osobisty przekaz niby przemyślenia bohaterki. „Prymuska, czy jest Pani Prymuską”? – spytałem. Nie otrzymałem odpowiedzi, ale bazując na swym bogatym doświadczeniu i tych smutnych, aczkolwiek żywych oczach, doszedłem do wniosku, że nie wiem. Pani Ewa jest zagadką i mam tylko nadzieję, że znajdzie się ktoś taki, który tę książkę przeczyta. Dziękuję za spotkanie Pani Ewo.   

WIECZÓR INTELEKTUALNY W „STREFIE NR 6”

       W dniu piątego czerwca br. miało miejsce w Miejskiej Bibliotece Publicznej Filia Nr 6 przyjemne dla mnie wydarzenie. Na zaproszenie Pani Krystyny Nowickiej miałem okazję spotkać się z przeuroczymi osobami, które ciekawość skłoniła do odwiedzenia murów biblioteki z nadzieją na przeżycia intelektualne piątkowego wieczoru długiego weekendu świąt „Bożego Ciała”. Mam nadzieję, że radość była bilateralna czyli obustronna. Ma, że osoby przybyłe to elita bialskiego świata kultury, druga strona miała okazję posłuchać pięknych utworów na saksofon w wykonaniu Tomasza Rogalskiego, nie wspominając o osobistych wynurzeniach gospodarza wieczoru. Oczywiście gospodarzem była Pani Krystyna, ja tylko nudziłem a`propos życia. Właściwie tylko dzięki doświadczeniu Pani Krystyny i muzyce Tomka wieczór nie zakończył się klapą autora. Nieprzygotowany na poklask oraz uznanie, tym bardziej na zrozumienie, czułem się zażenowany i zagubiony, nie spodziewałem się, że ktoś może się zainteresować spotkaniem z moją osobą. Co powiedzieć, co przekazać, jak zachęcić i jak nie nudzić? Te pytania prześladowały mnie od tygodnia. Z młodzieżą było łatwiej, tam mogłem się dzielić doświadczeniem i mądrością życiową, ale jak zaimponować dorosłym, Paniom? Liczyłem na ewentualne małe zainteresowanie spotkaniem. Me nadzieje były płonne, przybyła większość płci pięknej nie dawała nadziei na uniknięcie konfrontacji. Trzeba było zaistnieć i myślę dzięki Pani Krysi i Tomkowi zaistniałem jako narrator intelektualnych wrażeń muzycznych. Mówić o pisaniu nie jest prosto tym bardziej, że nie poczuwam się twórcą prozy powszechnej lecz bardziej komentatorem, obserwatorem „prozy życia”, nie wirtualnej lecz tej codziennej. Życiorys pięknie przedstawiła gospodarz spotkania, nie omieszkując pogrążyć mnie totalnie, przedstawiając jako konfidenta czyli donoszącego przez zacytowanie felietonu „Donos na życie”. Dziwi mnie ogromnie, że nie zraziło to uczestników eventu, a wręcz przeciwnie. Postanowiłem opowiedzieć o swych przeżyciach na misji, bo wiedza ta jest skromna i mało znana w naszym społeczeństwie z uwagi na tajemnice wojskowe oraz brak społecznego zrozumienia. Cieszy mnie ogromnie, że mogłem zainteresować słuchaczy ciężką służbą żołnierzy polskich poza granicami kraju, bo oni opowiadać o swoich doświadczeniach nie mogą. Ogromnie byłem zaskoczony wiedzą z zakresu moich tekstów i ich zrozumienia. Przyjemnie było słuchać, że jednak potrafiłem dotrzeć do serc i ducha, że me teksty są zrozumiałe i czytane, a to największa satysfakcja dla autora. Przyznam się państwu, że były to dwie najbardziej przyjemnie spędzone godziny w moim życiu publicznym, wiadomo intymnie mniej się mówi, a więcej przeżywa, ale to już inna historia. Dziękuję Paniom, Panom za przybycie za zrozumienie moich rozterek i dywagacji. Dziękuję za cierpliwość, dobre słowa, które mobilizują do dalszego działania. Dziękuję, że byliście. 

ARTECKI REAKTYWACJA

          Wcale nie chcę pisać o „odtworzeniu” mojej persony czy jak to miało miejsce w filmie „Matrix reaktywacja” gdzie chodziło o zrestartowanie sytemu. Chcę pisać o spotkaniu z młodzieżą w dniu dzisiejszym, czyli 20 maja br. w środę w godzinach popołudniowych. Spotkania w Bibliotece Miejskiej Filia nr 6 przy Klubie „Eureka” na ulicy Orzechowej zorganizowanego przez kierowniczkę biblioteki Krystynę Nowicką.

          Zdarzyło mi się dwa lata temu w 2013 r. za sprawą kolegi wydać książkę pt. „Proza Życia w Realu” z udziałem wydawnictwa Psychoskok. Kolejna, druga pozycja w moim skromnym dorobku literackim. Dwa lata wcześniej w 2011 r. napisałem „Zawirowania Wieku Średniego, czyli obraz pięćdziesięciolatka malowany słowem pisanym” z udziałem wydawnictwa Radwan. Napisałem, wydałem, promowałem i zapomniałem. Liczył się fakt i satysfakcja ze zrealizowanego zamiaru. Czasami jest w człowieku taki mus, nakaz, że trzeba wyrazić swoje wnętrze, przemyślenia, by pokazać, że coś się czuje, przeżywa, interpretuje, że się jest. Czasami się zdarza. Nie u wszystkich, ale bywa, że człowiek musi, bo inaczej się udusi. Zaczęło się od wpisów na „Sympatii”, by skończyć na blogu. Raz na tydzień starałem się użyć medialnego przekazu, by „krzyczeć”, co czuję. Bardzo mi w tym pomagało Radio BiPer. Felietony krótkie postanowiłem zebrać w książki i jako autor odnieść się do nich z perspektywy czasu. Nie wiem czy mi się udało, ale stanowią specyficzny zapis przeszłego czasu, który dziś jest już historią. Czy myślenie me jest adekwatne do epoki? Myślę, że tak, bo jakoś nie słychać negatywnych komentarzy, a raczej znużenie. Jest ono wprost proporcjonalne do przemyśleń statystycznego Polaka. Nic nowego, porywającego lecz normalnego. Odnotować można, że me myślenie zaistniało.

       Chyba przez przypadek zauważono moją twórczość i pewnego słonecznego wiosennego dnia 2015 r. otrzymałem od Pani Krystyny propozycję spotkania z młodzieżą i opowiedzenia o swoich literackich dokonaniach. Zaskoczony, że ktoś w ogóle o nich pamięta. Zszokowany faktem, że mam się spotkać z młodzieżą szkół średnich, a utwory przecież trącą dorosłych nudą. Niesamowite wyzwanie przekazania swoich doznań i przeżyć z przed dwóch lat. Reaktywacja, bo chyba to się tak nazywa odtworzenie, przypomnienie przeszłych doznań. Ma reaktywacja intelektualna nastąpiła w jedenastym roku obecnego stulecie, kiedy zdałem sobie sprawę, że życie polega nie na egzystencji tylko na tworzeniu siebie i rzeczywistości otaczającej nasz świat realny i wewnętrzny. Staram się wyzwaniom sprostać. Przekaz, który zaprezentowałem młodym tego właśnie dotyczył. Podzielić się doświadczeniem i przemyśleniami z upływającego istnienia. Pamiętałem, że mi takich rad nikt nie przekazywał za lat młodzieńczych. Do oczywistych prawd dochodziło się na zasadzie prób i błędów. Mam nadzieję, że młodzież z mych słów skorzysta. Godzinne ględzenie o życiu w mojej ocenie pouczające (ocena subiektywna) chyba spotkało się ze zrozumieniem, chociaż ręki sobie dać uciąć nie dam. Mam wewnętrzne przekonanie, że młodzież z III Liceum Ogólnokształcące ZSO 2 im. Adama Mickiewicza w Białej Podlaskiej oraz Akademickiego Liceum Ogólnokształcącego Państwowej Szkoły Wyższej im. Papieża Jana Pawła II me wysiłki i przekaz doceniła.