EMPATIA W SZKOLE

     Ostatnie szkolenie, w którym uczestniczyłem dotyczyło zadań rozwojowych w okresie adolescencji, czyli po polsku dojrzewania. Miła pani wykładowczyni próbowała mnie przekonać, że empatyczne podejście do ucznia to droga do sukcesu nauczania i wychowania. „Uczucie jest wewnętrzną reakcją organizmu na działające bodźce. Uczucia mają wpływ na nasze zachowanie ponieważ rządzą naszą energią, są uczucia dodające jej (złość, radość, strach) i są takie, które z niej objadają, pozbawiają (smutek, bezradność, żal). Nie dość tego uczucia chronią nas (strach), regulują nasze zachowania, dążymy do pozytywnego bilansu emocjonalnego. Mają siłę łączenia lub dzielenia ludzi (miłość, nienawiść). Wartość edukacyjną (poczucie winy, duma). Moralną, w oparciu o dobro lub zło” informacja z wykładu. Poinformowano mnie, że emocje nie podlegają ocenie, nie dodano – moralnej. Określenie emocji to przecież ustalenie jakiegoś stanu duchowego, który określamy na podstawie symptomów (zachowanie, reakcja), a czy to nie jest przypadkiem ocena? „Uczucia, emocje podobno są ważną informacją o naszej sytuacji życiowej, dlatego też nie powinniśmy ich dzielić na pozytywne i negatywne, lecz na radosne i bolesne. Wszystkie bowiem są pozytywne jako nośniki informacji o naszym życiu. Co więcej, im bardziej bolesne są przeżywane emocje, tym cenniejszą zawierają one informację. Sygnalizują bowiem jakiś stan egzystencjalny, który koniecznie powinno się zmienić, np. poprzez uwolnienie się z toksycznych więzi czy poprzez modyfikację błędnego postępowania”. Tak twierdzi „Opoka”. Jak sądzicie państwo?

            Przez pięćdziesiąt lat kształcono nas, że najważniejszym instrumentem kształtowania naszego bytu (czyli istnienia, funkcjonowania) jest świadomość. Później się okazało, że to jednak byt kształtuje świadomość. Uczono, że tylko rozum, opanowanie, współpraca, jednomyślność są drogą rozwoju i sukcesu. Zdrowy rozsądek, nie emocje pozwalają ustrzec się błędów i realizować idee. Dlatego czytając powyższe informacje dochodzę do wniosku, że „oczywiste” prawdy są słuszne w zależności od istniejącego porządku. Wracamy do empatyzmu. „Słowiańska dusza”, chyba każdy spotkał się z takim określeniem. Emocjonalność, otwartość to cechy charakterystyczne tego modelu. Uczuciowość w tym przypadku znajduje potwierdzenie swej roli i znaczenia w kształtowaniu osobowości. Jak jednak powyższą teorię zastosujemy w przypadku Anglika, Niemca czy Skandynawa, gdzie od wieków kształtowano odmienne od śródziemnomorskich standardy. Tam właśnie uczono młode pokolenia panowania nad emocjami. Odwaga, dzielność, twardość i bezwzględność były twórcami sukcesu. Wikingowie, Sasi, Hunowie dalecy byli od empatii. Odnosili sukcesy, ale też nie przetrwali.

             Miła Pani z wykładu przekonywała nas do poglądu wykorzystania empatii do kształtowania dzieci w okresie adolescencji. Uczuciowość, wrażliwość to metoda nawiązywania relacji uczeń-nauczyciel. Zapomniała tylko o jednym, że oprócz wiedzy i teoretycznych przygotowań trzeba mieć jeszcze to coś, co się nazywa – autorytet. Co to jest autorytet? „W refleksji edukacyjnej przyjęło się rozumienie autorytetu jako wzoru czy swoistych przymiotów i kompetencji wychowawców, zwiększających ich możliwości oddziaływania na wychowanków, przekazywania im wiedzy, postaw, wartości i formowania określonych umiejętności. Autorytet pedagogiczny staje się koniecznym warunkiem właściwego przebiegu procesu edukacji.” Tyle Wikipedia. Prawdą jest niestety, że bez autorytetu nasze oddziaływanie na szkolonych jest mizerne. Jaki autorytet mają rodzice dla dzieci, których wiedza informatyczna jest na poziomie kalkulatora? Jaki autorytet mają pedagodzy, którzy nie potrafią określić kto to jest hejter, troll lub Elf. Dziś nie wystarczy wiedza i umiejętność dziś dla ucznia przekonywująca jest osobowość i godne traktowanie, jako partnera. Dziś, żeby nauczać nie wystarczy zrozumienie nastolatka, trzeba mu coś zaproponować. Wiedza musi być atrakcyjna i intersująca. Druga opcja to budowanie przekonania, że wiedza jest słuszna i konieczna do dalszego egzystowania. W obu przypadkach wymaga zaangażowania i zainteresowania obu stron.

         Oczywiście empatia jest potrzebna, ale nie jako czynnik przyswajania wiedzy, lecz zrozumienia konieczności jej przyswojenia. Nie wydaje mi się słusznym pozwalanie uczniom na empatyczne zachowania i uczenia w ten sposób empatycznych reagowań. Uczuciowość, wrażliwość to elementy kształtowania bytu codziennego, ale zdobywanie wiedzy to aksjomaty oparte na doświadczeniu i umiejętnościach pokoleń i nie podlegają ocenie gniewu, wściekłości, złości czy niechcenia. Postęp zbudowano na lenistwie i sile umysłu ludzkiego, uczucia nie miały z nim nic wspólnego. Chociaż niektórzy mówią, że małpa jak się wściekła przez przypadek chwyciła gałąź i nią przyłożyła drugiemu osobnikowi, tak powstała broń i narzędzie postępu. Tylko, że to był przypadek i umiejętność wyciągania wniosków. Tych przypadków mamy od groma w historii ludzkości. Spadające jabłko czy teoria względności nigdy, by nie powstały gdyby nie umysł człowieka. Jedynie zgodzę się z tym, że emocje przyczyniły się do krzywd wielkich i do niszczenia humanitaryzmu w wyniku egocentryzmu jednostki.

           Każdy nauczyciel musi być empatyczny po to, by potrafił przekazać wiedzę, a nie nauczał. Czuł potrzebę nauczania, a nie odwalał chałturę za kasę. Empatia ucznia musi się sprowadzać do zrozumienia słuszności kształcenia, a nie dyskutowania i pokazywania emocji związanych z dojrzewaniem i hormonami. W sumie to relacje potrzeby nauczania i potrzeby wiedzy. Błąd potworny nauczycieli to brak umiejętności przekonania nauczanych do zaangażowania się w proces zdobywania wiedzy. Jakież niesamowite efekty przyniosło konspiracyjne nauczanie w czasie wojny. Nauczyciel nauczał, bo wiedział, że przyszłość narodu tkwi w wiedzy szkolonych, a szkolony wiedział, że bez wiedzy zatrzyma się na poziomie egzystencji i ulegnie unicestwieniu, degradacji. Strach był bodźcem nie metodą tych relacji. Uczymy się i nauczamy nie dlatego, że nam się chce lub nie chce, ale dlatego, że widzimy w tym słuszność działania i przyszłych korzyści. Czyli przez zrozumienie, a jest to wiedza, dochodzimy do interpretacji swoich uczuć. Dobry nauczyciel w kontakcie z uczniem zrozumie swoje emocje, zły buduje swoje ego w konflikcie do szkolonych i jak to w życiu bywa działanie jest zwrotne. Tylko, że uczeń się uczy złych zachowań, a nauczyciel trwa w błędzie. Uczuciowość jest potrzebna, bo kształtuje inteligencję emocjonalną, a to też wiedza, która społecznie jest nieodzowna. Jednak bez wiedzy pozostają tylko emocje, które prędzej czy później, pchną nas do samounicestwienia w przypadku posiadania zaczątków inteligencji lub prozaicznej egzystencji na poziomie „jamochłonu” w przypadku „bezmózgowia”. Dochodzimy zatem do wniosku, że uczuciowość jest konieczna w procesie nauczania, jako narzędzie porozumienia nauczyciel-uczeń, ale nie jest procesem zdobywania wiedzy i umiejętności. Uczucia przeszkadzają w jej utrwalaniu. W mojej ocenie prawidłowy proces edukacji powinien polegać na umiejętnym wykorzystaniu tych relacji, a nie na dominacji jednej albo drugiej. Dlatego moja kochana Pani psycholog empatia tak, ale w innym znaczeniu. Znaczeniu motywującym.

NADSTAW DRUGI POLICZEK

       „W słynnym kazaniu na Górze Jezus Chrystus powiedział: `Nie stawiajcie oporu niegodziwemu; ale temu, kto cię uderzy w prawy policzek, nadstaw i drugi` (Mateusza 5:39). Jezus chciał więc powiedzieć, że jeśli napastnik usiłuje wywołać konflikt, wymierzając policzek lub używając obraźliwych słów lub sytuacji, to atakowany nie powinien dać się sprowokować. Powinien natomiast starać się zapobiec nakręcaniu spirali zemsty (Rzymian 12:17)”. Zaprawdę mądre to słowa. Mądre i sprawiedliwe. Niestety, nasze czasy to cały czas prowokacja, drażnienie, zakłamanie i otumanienie. Poddawani jesteśmy próbie, a może tylko ja, cierpliwości, pokory i pobłażliwości oraz wyrozumiałości. Cały czas odczuwam, że mimo swojego oddania, zaangażowania i bycia szczerym wystawia się na próbę moją cierpliwość i pokorę. Próbuje się mną manipulować. Brak zainteresowania sprawami polityki nie spotyka się z uznaniem, a raczej z podejrzliwością, że jest drugie dno, nieprawda i obłuda. Przekonania, szczerość, słowność i otwartość tak drażnią, że praktycznie uznawane są za rodzaj fałszu i zakłamania. Jak się w obecnych czasach zachować? Jak być sobą? Jak przekonać, że chodzi mi o akceptację, zrozumienie, sprawiedliwość i czystą ludzką życzliwość? Jak?

         Zaangażowani emocjonalnie w działalność społeczną jesteśmy jak Don Kichot z La Manchy, ganiający za wiatrakami. Z jednej strony przekonani o słuszności swoich racji, wartości oraz ideologii, z drugiej strony zaskakiwani fałszem, interesownością, stronniczością oraz zakłamaniem. Nauczeni etyki, moralności i empatii cały czas mamy dylemat czy nadstawianie „drugiego policzka” to dobre rozwiązanie. Wydawałoby się, że ludzie na poziomie powinni się rozumieć i przynajmniej szanować. Niestety, spotykamy się z chamstwem, nietolerancją, lekceważeniem, a i często z obrazą. Czy to próby mające na celu ustalenie progu tolerancji i wytrzymałości? Czy zwykła ludzka głupota i zarozumiałość, która nie dopuszcza do świadomości, że ta druga istota to też osoba myśląca? W czasach, gdzie etykieta to już chyba przeżytek wydaje się Im, że „faux pas” to tylko lekkie zakłopotanie, jak pierdnięcie w autobusie, jak publiczne odlanie. Sorry, zapomniałem, sorry nie chciałem. Zapominamy szanować drugiego człowieka. Zapominamy przestrzegać zasad etyki. Pal licho etyki, zapominamy przestrzegać dziesięciu przykazań i to nie tylko cywile, ale też i Ci na służbie u Boga.

         Jak się zachować? Jak takie zachowanie traktować? Podchodząc do sprawy intelektualnie, rozważać, że to próba, że sprawdzanie naszego opanowania i wychowania. Udać, że deszcz pada i dalej przyjmować jako indoktrynacje mające nas uodpornić i wychować. Z drugiej jednak strony uznanie strony jako partnera na poziomie, może się jednak okazać niegodne naszego docenienia. Może, jak to prawo mówi, być przeciwko nam wykorzystane. W czasach, gdzie rozum nie jest w cenie, lecz cwaniactwo i samouwielbienie trudno być człowiekiem i jeszcze trudniej spotkać się ze zrozumieniem. Szacunek człowieka do człowieka, myśli dla myśli, dokonań i uznania jest traktowany jako produkt marketingowy, który nie zawsze jest w cenie, który nie zawsze można kupić i sprzedać. Wychowanie, kultura, etykieta to produkty, których się nie da kupić, to są nasze zakodowane jestestwa, nabyte w krwi i genach. Można się ich nauczyć, ale w sytuacjach stresowych, spontanicznych, strasznych niestety, zapomina. W godzinie próby zawsze wychodzi na wierzch to kim jesteśmy naprawdę, bohater czy mizeria.

         Pan Wołodyjowski przechadzając się w klasztorze, jako postać filmowa, powtarzał „Memento Mori”, pamiętaj o śmierci chociaż sam jako wojownik wielokrotnie dał przykład, jako postać fikcyjna, co to jest odwaga i bohaterstwo. Sienkiewicz nas w tym przekonaniu ukierunkowywał. Dziś wydaje się wszystkim, że są nieśmiertelni, niezastąpieni i że po nich to już tylko koniec. Odchodząc w chwale lub nie, świat o nich prędzej czy później zapomina. Zostaje rodzina, która ma dylemat czy bliski to był dobry człowiek czy świnia? Kończąc te filozoficzne rozważania chciałbym zasugerować żeby, jak to kiedyś bardzo dawno temu byłem podchorążym, mój szef kompanii powiedział – „Podchorążowie szanujmy się na wzajem i vice versa”. Co i  nam wszystkim z całego serca polecam. Szanujmy się, szanujmy, a żyć się będzie lepiej i dobro będzie pamiętać.

P.S.

Musiałem odreagować.

ZŁOŻONOŚĆ SUBSTYTUTU EMPATYCZNOŚCI

         Może temat wydaje się złożony w sferze przeciętnej interpretacji, jednak to typowe zastępcze rozważania w okresie wakacyjnym, typowo ludzkich zachowań w typowych sytuacjach. Generalnie chodzi o etymologię słownictwa, dotyczącą naszych zachowań w różnych empatycznych przypadkach. Wydawałoby się, że poziom edukacji czy intelektualnego pojmowania rzeczywistości ma istotny wpływ na zakres naszego reagowania na bodźce społeczne. Założenie wydawało się słuszne w dobie rozwijającego się socjalizmu i braku lub wręcz ograniczaniu empatii w społeczeństwie. Wszechobecna świadomość, dojrzałość oraz odpowiedzialność zabijały wszelkie odruchy związane z duchowością i uczuciowością. Oczywiście nie można twierdzić, że były zabraniane i niszczone, ale były to sprawy osobiste nie związane z życiem społecznym. Łzy, wzruszenie, przejawy zbyt agresywnej radości czy uczuciowości nie pasowały do wizji nowoczesnego społeczeństwa. Można powiedzieć, że kształtowaliśmy się w kierunku techno społecznym. Status braku wrażliwości wydawał się być związany ściśle z wykształceniem i stanowiskiem. Im wyższy status społeczny tym mniejsza wrażliwość. Wypaczenia te spowodowały podział społeczeństwa na elity i wrażliwy gmin.

            Zmiany demokratyczno-ustrojowe przez ostatnie dwadzieścia pięć lat balansowały na pograniczu techniczno-socjalnym i duchowo-empatycznym. Goniąc kraje europejskie w wyścigu rozwijającego się kapitalizmu w sposób demokratyczny chcieliśmy podobnie, jak ustrojowo, budować nasz kraj na równi z Unią Europejską. Nie wiem czy to się udało, ale w dalszym ciągu żyje się u nas biedniej niż we Francji czy w Niemczech. Natomiast pewne jest to, że zmieniło się w ostatnim roku w sferze społecznej. Stanowisko stonowanego europejskiego współistnienia kulturowego zastąpiono agresywną nutą patriotyczno-duchową. Szczególnie trudne jest to do przełknięcia po przeszło półwieczu urawniłowki społecznej i edukacji politycznej ukierunkowanej przez braci ze wschodu. Musi minąć pokolenie, by nowy nurt tworzony przez polską rzeczywistość trwale zagościł w kraju nad Wisłą. Polski hymn śpiewany w całości, sentyment do kresów, wrażliwość i duchowość tak charakterystyczne dla II Rzeczy Pospolitej.

            Piękne, prawda piękne, ale musimy też pamiętać, że empatia to nie tylko wrażliwość, ale też i chamstwo, obłuda, fałsz i złośliwość. Fajnie cieszyć się z życzliwości ludzkiej, gorzej gdy próg nasz przekroczy fałszywiec z obłudą w sercu i na twarzy mówiąc – przyjaciel i z uśmiechem na obliczu ograbi z marzeń. Dlatego trudno nam się pogodzić ludziom starszego pokolenia z faktem, że to co kiedyś było etycznie niepoprawne staje się w dobie substytutu empatii nagminne. Wiara, poczucie więzi, miłość to takie piękne i szczere, ale co zrobić gdy ktoś zgodnie z poczuciem swojego ego ma inną interpretację wrażeń? Dobrze by było dokonać przewartościowania społecznego i przypomnieć, że są zasady etyczne od wieków napisane, których trzeba przestrzegać na co dzień, nie od święta.      

KOMBATANT A WETERAN

        „Tak z ciekawości zapytam i żadnej w tym złośliwości, kim są kombatanci misji pokojowych? Bo znalazłem, według polskiej ustawy o kombatantach, kombatantami są osoby, które brały udział w wojnach, działaniach zbrojnych i powstaniach narodowych, wchodząc w skład formacji wojskowych lub organizacji walczących o suwerenność i niepodległość Rzeczypospolitej Polskiej”. Pyta się Tomek TakiSe na Facebooku. „Kombatant − dosłownie towarzysz broni. Słowo pochodzi z języka francuskiego i oznacza członka regularnych formacji wojskowych, ew. ruchu oporu. W znaczeniu potocznym jest to były żołnierz, partyzant lub uczestnik ruchu oporu”. Według Wikipedii. Znalazłem też opracowanie Macieja Malinowskiego
http://obcyjezykpolski.pl/kombatant-%E2%80%92-to-znaczy-kto/
, który w dosyć ciekawy sposób tłumaczy etymologię tego słowa. „Informator dotyczący praw i obowiązków żołnierzy uczestniczących w działaniach wojennych” wydany przez Departament Wychowania i Promocji Obronności MON w 2006 r. W rozdziale „Podstawowe definicje”, wśród wielu haseł (m.in. cel wojskowy, jeniec wojenny, obiekty cywilne, obrona cywilna), znajdujemy definicję słowa kombatant: ‘każdy członek sił zbrojnych z wyjątkiem personelu medycznego i duchownego oraz korespondentów wojennych’. Dowiadujemy się ponadto, że kombatanci tym się różnią od innych członków sił zbrojnych, czyli niekombatantów, iż są umundurowani i jawnie noszą broń, i że tylko kombatantom przysługuje status jeńca wojennego. Inne jeszcze ciekawe informacje znajdziecie państwo w tekście. Jeżeli chodzi o dalszą część pytania muszę się nie zgodzić z kolegą Tomkiem, bo USTAWA z dnia 19 sierpnia 2011 r. o weteranach działań poza granicami państwa Art. 15. Dzień 29 maja ustanawia się Dniem Weterana Działań poza Granicami Państwa, a nie 25 maja, jak kolega wspomniał.

         Szanowni państwo wielokrotnie zajmowałem stanowisko w tej sprawie i myślę, że tym tekstem zakończę dysputę. Przypomina mi się dylemat odwieczny ludzkości – co było pierwsze jajko, czy kura? Zostawiam was z tym dylematem. Wracając do tematu kombatant, a weteran odniosę się do sprawy w banalny, a jakże istotny sposób. IV Krajowy Zjazd Delegatów Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych (SKMP) ONZ przepełniony emocjami podzielił środowisko misjonarskie na kombatantów i weteranów. Powstało Zrzeszenie Weteranów Działań poza Granicami Państwa w proteście na brak zgody zmiany statutu SKMP ONZ i wprowadzenia nazwy weteran, jak to jest ujęte w ustawie.

           Zabierając głos powiedziałem, że w swym założeniu idea zmiany nazwy jest racjonalna jednak nie uwzględnia aspektów etyczno-moralnych. W latach, gdy powstawało stowarzyszenie, w realiach ówczesnej Polski, nie funkcjonowało pojęcie „weteran”. Wszyscy, którzy uczestniczyli w działaniach zbrojnych byli kombatantami. Wejście w życie ustawy o weteranach generowało, zatem presję społeczną, by dostosowywać się do zmian, gdyby nie etyka, empatia, tradycja, godność i honor polskiego żołnierza w służbie, emeryturze i tak nielubiane przez moją osobę słowo, w spoczynku. Kombatant, weteran proszę bardzo mamy demokrację i proszę stosować według uznania. W mojej ocenie oznacza to samo. Jest tylko jedna różnica. „Waga”, waga słowa kombatant jest w naszym społeczeństwie inna. Czy istniejące obecnie formacje strzeleckie mają coś wspólnego ze strzelcami Piłsudskiego? Czy jest to jednolita przepełniona empatią organizacja zbrojna uwielbiająca swego „Wodza”? Znamy odpowiedź, ale cieszymy się, że jest kontynuacja tradycji i budowanie pamięci o historii dokonań naszego narodu. Mamy więź z przeszłością.

           My, misjonarze oenzetowscy nie możemy i nie zaprzepaścimy dokonań, tradycji, wysiłku pokoleń członków stowarzyszeń kombatanckich, którzy w zastraszającym tempie odchodzą na wieczną wartę. Zwracamy się, zatem z prośbą do środowisk kombatanckich o możliwość kontynuacji ich działalności, jako kombatanci. By pojęcie kombatant, tak szanowane w dziejach Polski nigdy nie zniknęło ze słowników i historii. Kultywując tradycję, historię i pamięć o przeszłości tworzymy korzenie moralne narodu bez względu czy jesteśmy kombatantami, czy weteranami. Kombatant, weteran to brzmi dumnie. Być kombatantem, weteranem to zaszczyt. Mamy demokrację, zatem życzymy kolego ze Zrzeszenia Weteranów Działań poza Granicami Państwa samych sukcesów. Jednocześnie prosimy, by nie budowali swojego statusu społecznego w oparciu o dokonania i członków SKMP ONZ. Jeżeli chodzi o Pana Tomka to myślę, że zrozumiał mój przekaz.   

EMPATIA WETERANA/ KOMBATANTA

       Szanowni Państwo temat wbrew pozorom nie jest prosty i łatwy. Mówi się przecież, że mężczyźni nie płaczą tylko się smucą. Typ męski to twardziel bez skrupułów, istny macho. Tymczasem obserwując fejsbooka zauważymy zdjęcia wojowników, którzy okazują emocje. Kaligula też płakał zachwycając się pięknem płonącego Rzymu. Hitler kochał zwierzęta. Stalin zachwycał się twórczością Michała Bułhakowa. Napoleon kochał kobiety, a mimo to zasłynęli jako tyrani Europy. Miliony straciło życie, a przecież wrażliwi byli to ludzie.

            Myślę, że psycholog, psychiatra potrafi to wyjaśnić motywując postępowanie chorobą umysłu czy kompleksami. Natomiast, jak to jest z normalnymi wojownikami? Czy empatia to właściwe słowo charakteryzujące człowieka militarnego czynu? Sprawa jest złożona i wynika z wychowania, kształtowania, wyszkolenia oraz tak zwanej inteligencji emocjonalnej. Emocje to czynnik wysokiej kontroli na polu walki, ale emocje to też człowieczeństwo. Umiejętność kontrolowania emocji oraz właściwej ich interpretacji to wyższa szkoła jazdy, którą nie każdemu udaje się opanować. Inteligencja, umiejętna ocena sytuacji, właściwe wnioski to wzorzec współczesnego żołnierza pola walki. Oglądali pewnie państwo film „Snajper” Clinta Eastwooda i scenę kiedy ubezpieczając kolegów zaobserwował kobietę z młodocianym chłopcem, który po chwili przymierzał się do strzału z granatnika. Dylemat, koledzy czy dziecko? Hitlerowcy tłumaczyli się, że wykonywali rozkazy. „Okropności wojny” wyrażone w twórczości Francisca Goi dają wizualny obraz tragizmu działań wojennych, a masowe mogiły prześladują cywilizacje już od wieków. Bezprawie, mord jako elementy spotykane w nadmiarze powodują blokadę emocjonalną lub chorobę psychiczną u mniej odpornych osobników. Tak, jak u osób obcujących z ludźmi chorymi czy pokrzywdzonymi ich wrażliwość w perspektywie czasu ulega osłabieniu. Czy jest to złe, naganne? Myślę, że nie, bo nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nasza psychika, organizm włączył elementy obronne, by nie doprowadzić do samounicestwienia. Tak żołnierz na polu walki spotykając śmierć na każdym kroku obojętnieje na jej urok. Prawdą jest, że nie każdy podoła wyzwaniu.

            Empatia weterana, kombatanta to zespół doświadczeń, przeżyć i doznań. Tych starszych z nieustalonym PTSD (Post Traumatic Stress Disorder) i tych po Iraku i Afganistanie. Empatia to element osobowości każdego człowieka. Ci, którzy mają ją zaburzoną to psychiczni albo niebezpieczni sadyści czyli na jedno wychodzi. Polscy Weterani misji poza granicami kraju to osoby, które zdały egzamin z empatii. Godnie reprezentowali swoje człowieczeństwo poza granicami państwa. Realizując misje pokojowe i stabilizacyjne dali się poznać jako wysokiej klasy specjaliści. Kulturą, wrażliwością na krzywdę społeczną zdobyli uznanie ludności cywilnej rejonów zapalnych. Polski żołnierz, obecnie emeryt, rencista to wrażliwy uczciwy człowiek żyjący na pograniczu klasy średniej mający za zapłatę dokument świadczący prawnie, że jest weteranem. Duma, honor i zadowolenie z faktu bycia weteranem to obecny obraz empatii polskiego weterana. Empatia weterana/ kombatanta to otwarcie społeczne, solidarność środowiska. Otwarcie na krzywdę i niesprawiedliwość.      

PATRIOTYZM, NOWA WARTOŚĆ

       To miało być wystąpienie na rozpoczęcie roku szkolnego w Akademickim Liceum Ogólnokształcącym Państwowej Szkoły Wyższej im. Papieża Jana Pawła II w Białej Podlaskiej. Ze względu na czas i jeszcze wakacyjne rozkojarzenie byłoby to zwyczajne pospolite nudzenie. Dlatego wrzucam tekst dla czytelnika wyrobionego jako osobiste przemyślenia procesu złożonego związanego w edukowaniem ucznia przeciętnego w aspekcie poczucia więzi narodowej i odbudowy tożsamości państwowej jako patrioty nie tylko lokalnego. Chciałem zwrócić uwagę na dobro, które nam darowano i które budzi różne emocje. Często, jak to w naszym kraju bywa skrajne. Dobrem tym jest edukacja. Po raz pierwszy w Polsce obowiązek szkolny wprowadziła Izba Edukacji Publicznej w Księstwie Warszawskim w 1808 roku. To wtedy przyjęto, że z końcem miesięcy letnich warto rozpocząć kształcenie wypoczętych, radosnych młodych obywateli w kunszcie zdobywania wiedzy intelektualnej i umiejętności. Dzień pierwszy września bliski dniom jesiennym jednak często piękny i słoneczny stał się wykładnią rozpoczęcia roku szkolnego. Tenże sam dzień stał się dniem korzystnym do skrytej napaści na Polskę w 1939 roku, kiedy dzieci udawały się do szkół, zalała nas niemiecka nawała. To dzieci, młodzież też w czasach okupacji walczyła o wolną Polskę pomna walecznych postaw swych rówieśników oraz dokonań ich w czasie powstań narodowo-wyzwoleńczych. To traumatyczne doznania narodu polskiego, Polski kształtowały w nich, w nas patriotyczne postawy.

           Czym jest patriotyzm? Chciałem zapytać zdając sobie sprawę, że to z pozoru proste pytanie we współczesnej Polsce staje się wykładnią konfliktów społecznych w dniu 11 listopada i wyrazem braku tolerancji. Patriotyzm to pojęcie często w historii nadużywane i w wyniku nadużywania, zdewaluowane. Patriotyzm to pojęcie, które w dobie Unii Europejskiej wręcz można powiedzieć niewygodne. Jednak w ujęciu historycznym w ujęciu naszych przodków patriotyzm pojmowano, jako miłość do ojczyzny, własnego narodu połączoną z gotowością do oddania życia za nią. Czym jest patriotyzm dzisiaj? W okresie pokoju, w wieku lat kilkunastu od urodzenia młodego pokolenia patriotyzm to przede wszystkim uczciwość, wytrwałość, pracowitość i zdolność do działania na rzecz wspólnego dobra. Patriotyzm to też postawa obywatelska polegająca na wypełnianiu podstawowych obowiązków Konstytucyjnych. Czyli wierności swojemu krajowi, trosce o wspólne dobro, dbałości o stan środowiska naturalnego, przestrzeganiu prawa, gotowości do ponoszenia ofiar na rzecz ojczyzny.

         Nie przez przypadek wspominam najwybitniejszego naszego Polaka – Papieża Jana Pawła II, który powiedział, że patriotyzm to umiłowanie tego, co ojczyste. Umiłowanie historii, tradycji, języka, czy samego krajobrazu ojczystego. Patriotyzm to również dzieła rodaków i owoce ich geniuszu. Jan Paweł II w sposób niezwykle trafny wyraził się o patriotyzmie na przestrzeni dziejów. Twierdząc, że Polacy byli zawsze zdolni do wielkich ofiar dla zachowania, czy odzyskania ojczyzny, o czym świadczą liczne mogiły żołnierzy, którzy walczyli o Polskę na różnych frontach świata. Były też takie okresy, w których prywata i polski snobizm stanowiły przeszkody i pchały nas ku przepaści. Cudem można powiedzieć ratowaliśmy się przed unicestwieniem i zaprzepaszczeniem tożsamości narodowej. Pomni przykrych doświadczeń i rozumni wiedzą pokoleń wiemy w dobie mocarstwowych zagrożeń, że koniecznym wręcz jest budowanie patriotycznych postaw i zachowań w nas samych w narodzie polskim. Szczególnie w młodym pokoleniu, które będzie dbać o polską przyszłość.

          Wydaje się, że podstawowym celem edukacji patriotycznej jest odkrywanie przeszłości, budowanie związku emocjonalnego z regionem, kształtowanie odpowiedzialności za przyszłość swoją i innych, prowadzenie działań na rzecz społeczności lokalnej i regionalnej, kreowanie postaw obywatelskich. Z przykrością muszę stwierdzić, że proces kształtowania postaw patriotycznych wśród młodzieży przebiega w różnych instytucjach, środowiskach, grupach społecznych w sposób bardziej lub mniej świadomy i kontrolowany. Bądź wręcz negatywny prowadzący do nacjonalizmu i faszyzmu. Pokutuje w naszym społeczeństwie brak tak kiedyś nas określającej, jako naród, empatii. Zagonieni w procesie pozyskiwania dóbr materialnych zapomnieliśmy o tak istotnym elemencie naszego życia, jak uczucia. A szczególnie o uczuciach związanych z tożsamością narodową. Dlatego też rozwój postaw patriotycznych, kształtowania uczuć powinien odbywać się na podłożu konkretnych zaszłości, stąd jest konieczność tworzenia warunków do wystąpienia tych wydarzeń. Przykładem mogą być filmy, które rozwijają świadomość historyczną, czy praca kół zainteresowań, np. historycznego, polonistycznego, geograficznego, działaniu organizacji i stowarzyszeń, których przesłaniem jest dobro i umiłowanie ojczyzny oraz jej bezpieczeństwo. Postawy patriotyczne rozwija również praca społeczna na rzecz szkoły, czy środowiska lokalnego.

        Praca i nauka w szkołach o profilach mundurowych czy to w gimnazjum czy liceum może dostarczyć uczniom cennych doświadczeń, przeżyć i doznań, które w zasadniczy sposób zmieniają świadomość więzi społecznych i pojmowania idei patriotyzmu. Klasy o tych profilach są szkołą demokracji, a nauka w nich dostarcza uczniom wiele satysfakcji. Podczas wspólnych działań, które przynoszą pozytywne efekty, zacieśniają się więzi koleżeńskie i przyjaźnie. Ponadto uczniowie uczą się rozwiązywać problemy i konflikty. Nauka oparta o dyscyplinę, regulaminy i moralne wartości jak miłość do ojczyzny, honor, uczciwość, prawdomówność, umiłowanie wartości religijnych i tożsamości narodowej przekazywane przez właściwą kadrę dydaktyczną pozwalają nabywać doświadczenia w zakresie systemu demokratycznego oraz zdobyć umiejętności, które będą przydatne w życiu dorosłym.

       W procesie kształtowania postaw patriotycznych ważne jest też dostarczenie określonej wiedzy na temat historii, regionu, przyswojenie jej oraz oddziaływanie na  świadomość i uczucia za pomocą słowa i obrazów. W tym zakresie ważną rolę odgrywają wykłady, pogadanki, dyskusje, spotkania z ciekawymi i zasłużonymi ludźmi, kombatantami, weteranami. Spotkania z historią i tradycją. Świadomość i uczucia kształtują też książki poświęcone tematyce historycznej ukazujące naszą przeszłość narodową, filmy, audycje radiowe i telewizyjne, programy multimedialne promujące ideę edukacji patriotycznej. W kształtowaniu postaw patriotycznych ważną rolę odgrywa metoda przykładów i wzorów godnych naśladowania. Wzorem myślę, że nie tylko moim jest Jan Paweł II, który stał się wzorem do naśladowania dla katolików i niekatolików, wierzących niewierzących. Wzorem, społeczeństw całego świata zarówno dla chrześcijan, jak i wyznawców innych religii.

        Wydaje się też, że szansą do kształtowania prawidłowych postaw patriotycznych jest umiejętne regulowanie i właściwe funkcjonowanie stosunków międzyludzkich i kształtowanie postaw społecznych. Istotnym i ważnym elementem jest poszanowanie godności ucznia, realizacja jego potrzeb psychicznych, fizycznych, intelektualnych. Zapewnienie mu dobrych warunków życia, warunków do osiągania sukcesów. Takie działania powodują,  że uczeń jest chętny zajmować się innymi, jest zdolny do poświęceń dla innych i ojczyzny. Uczeń musi kochać swoją rodzinę, mieć znajomych, przyjaciół, musi mieć stabilne i bezpieczne życie. Musi czuć się bezpieczny i potrzebny. Konstruktywna postawa patriotyczna to obraz zrównoważonego, zdywersyfikowanego ujęcia wymiany uczuć i świadczeń między uczniem, a ojczyzną. Prawdą jest, że państwo, szkoły, uczelnie poprzez odpowiedni system kształcenia wyposażają młodzież w wiedzę, umiejętności, system wartości i umożliwiają korzystanie z dóbr kultury. Faktem jest też, że czasami w sposób przedmiotowy nie licząc się z jednostką, ale to jednostka musi potrafić się nauczyć korzystać z niego. Nasuwa się pytanie kończące temat. Czy młodzież w przyszłości będziecie umieć potrafić ten fakt docenić i będzie rozwijać prawidłowe formy więzi z ojczyzną? Myślę, że jak w rozkładzie średniej i wariancji z próby wyniki będą różne, ale reprezentatywne i dzięki zaangażowaniu, pracy wszystkich jest to możliwe. 

DOŚWIADCZENIE

        Zaintrygował mnie tekst koleżanki z Facebooka. Sylwia zaskoczyła mnie swoimi przemyśleniami. Wydawałoby się, że artystka, malarka potrafi wyrazić siebie swoimi pracami, obrazami. Wprawiła mnie w zadumę tekstem. Tekstem tak przepełnionym emocjami, że nie sposób przejść nad nim obojętnie.

    „Czasami dotykają nas doświadczenia, z których nigdy się nie wydostaniemy. Będą pląsać w głowie jak mantry. My na zawsze mamy to, co przeżyliśmy wewnątrz nas samych… Nie da się uciec. Można się pogodzić….   zdawać sprawę. Można spijać konsekwencje… wyprzeć z pamięci…. można uczynić tak wiele… Ale zawsze to co robiliśmy z naszym doświadczeniem jest miernikiem nas samych. W tym miejscu zaczyna się nasz świat”.

      Prawie trzydzieści osób to polubiło. Dwa komentarze, że piękne, wrażliwe, że ładne. Przeleciałbym pewnie nad wpisem dając laika, ale zastanowiło mnie coś więcej. Zdjęcia przedstawiające wnętrze z obrazami, obrazy pięknych kobiet i pustka. Pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież w domu, jeżeli robię zdjęcie swojego mieszkania raczej jest tak, że nie ma nikogo. Gdyby nie komentarz – „Nic się nie dzieje……”. Oba fakty łącząc poczułem bliskość z tą osobą. Zrozumiałem, że czuje, krzyczy, lecz nikt tego krzyku nie słucha. Bo jest taki piękny. Zachwycamy się treścią, pięknem rozumiemy wenę twórczą, nie staramy się zrozumieć drugiego człowieka. Zachwyca nas sztuka. Forma wyrazu, przekaz, zastanawiamy się, co autor chciał powiedzieć. Zastanawiamy się, dlaczego to jest takie ładne. Nie zastanawiamy się, że z obrazów bije uczucie. Intrygowały mnie oczy ich głębia i piękno. Budziły niepokój, intrygowały nie potrafiłem zrozumieć. Nastąpiło olśnienie, ale potrzebowałem tekstu Sylwii, by je wreszcie zrozumieć. Z oczu tych bije samotność, smutek i piękno duszy w nich zaklętych. Są dla mnie jeszcze bardziej bliskie. Bije z nich doświadczenie.

        Prawdą jest, że życie nas nie pieści, że cały czas nas doświadcza. Idziemy naprzód potykając się o ludzi, często padając, zbieramy siły, by powstać. Idziemy w przyszłość. Zostają rany, które się goją i blizny, których nic nie usunie z naszego jestestwa. Te bolesne, ale jednocześnie tak ważne, że nie chcemy się z nimi rozstać. Drugie straszne, ale dające nam oparcie w fakcie, że potrafiliśmy im sprostać. Wciąż naprzód. Jedni po trupach, drudzy padają, by schować się w nicości i egzystować. Inni piękni w swym bólu, bliznach i ułomnościach szlachetniejemy, jak diament, który zmienia się w brylant, krzycząc jestem i chcę zostać. Wrażliwość, tak obca, a jednocześnie tak potrzebna. Empatia, dostępna tylko tym, co czują, cierpią, kochają i dla niej potrafią zmierzyć się ze światem. Wiara, że nie jesteśmy sami, że jesteśmy cząstką tego świata, że są ludzie, którzy tak samo czują. Te doświadczenia zbierane przez życie czynią często z nas samotnych, a jednocześnie wzbogacają nasze wnętrze i trzeba tylko krzyczeć, krzyczeć, krzyczeć, by ktoś nas zrozumiał.

         Słowa i obrazy Sylwii, może to moja nadinterpretacja, dotyczą wielu z nas. Każdy z ma swoje Termopile, Weronę czy Waterloo. Nie ma nic za darmo i o to chodzi jedynie, by naprzód wciąż iść śmiało, chociaż dochodzi nie tam gdzie iść się chciało. Zostanie po nas jedynie kamień z napisem tu leży taki, a taki, każdy z nas jest Odysem, który wraca do swej Itaki. Tak pisał Staff i trzeba przyznać miał rację. Błądzimy po tym łez padole z nadzieją, że jesteśmy stworzeni jakimś ważnym celom. Mija życie i się okazuje, że cel był, idea też, lecz jakoś dziwnym trafem zapomniano o nas lub los zadrwił okrutnie, bo po nas tylko ten kamień, kilka rzeczy, które stworzyliśmy i dzieci. Zapomniałem, najważniejsze – pamięć.

        Dziwne w tym świecie jest to, że się pamięta rzeczy złe dobre szybko uciekają w niepamięć. Pamiętamy zboczeńców, morderców, fanatyków oraz tych, którzy pogrążyli ten świat w rozpaczy. Zapominamy tych, którzy tworzyli ten świat lepszym. Taka jest natura nasza i nie możemy z tym walczyć. Warto jedynie być dobrym dla najbliższych i tych, którzy nas kochają, bo dzięki nim nasze słowa, myśli, czyny przetrwają.

          Zbierajmy doświadczenia, zbierajmy je wszystkie te dobre i złe, bo dzięki nim stajemy się lepsi, bardziej ludzcy. Dobrze mieć wspomnienia, bo kiedyś na starość siedząc w domu gdzieś z boczku, by rodzinie nie przeszkadzać, wspominać, że jednak się ciekawie żyło. Tyle uczuć, przeżyć, wrażeń, osób wzbogaciło nasze ja,  że nie taktem, by było o nich zapomnieć i nie pamiętać. Zamiast smucić się,  warto sobie powiedzieć, że fajna to rzecz, że się było. Ciekawie żyłem i tyle uczuć wokół siebie miałem, które zawsze pamiętam. Dzięki doświadczeniom zrozumiałem, że żyć warto. Głowa do góry i zbierajmy doświadczenia one nas uszlachetniają.