KATASTROFA SMOLEŃSKA

           Dzisiaj 9 kwietnia 2017 r. w Białej Podlaskiej pod tablicą pamięci w kościele Św. Antoniego na ulicy Reformackiej obchodziliśmy siódmą rocznicę tragedii smoleńskiej. Akademickie Liceum Ogólnokształcące Państwowej Szkoły Wyższej im. Papieża Jana Pawła II w Białej Podlaskiej, klasy mundurowe, dowodzone przez kpr. kdt  Piotra Dymowskiego, kdt Przemysława Tykałowicza oraz kdt Wiktorię Polak pod opieką ppłk rez. Artura Arteckiego uczestniczyły w uroczystości. Utworzony przez młodzież szpaler honorowy, w tle zgromadzenia, nadawał iwentowi charakter podniosły i godny. Przemówienia prezydenta miasta Dariusza Stefaniuka, senatora Grzegorza Biereckiego oraz posła Adama Abramowicza przybliżyły wydarzenia z przed siedmiu lat. Złożenie wiązanek kwiatów pod tablicą upamiętniającą tragedię zakończyło część oficjalną. W kościele odbyło się nabożeństwo w intencji tych, którzy zginęli w katastrofie.

         Nietrudno się domyśleć, że starano się upolitycznić przekaz wracając do teorii spiskowych, które zostaną rozwiązane i naród pozna prawdę. Faktem jest, że spotkaliśmy się, by uczcić pamięć dziewięćdziesięciu sześciu osób, które zginęły w katastrofie lotniczej w 2010 roku na lądowisku w Smoleńsku. Para prezydencka, politycy, senatorowie, posłowie, duchowieństwo i kwiat polskiego dowództwa zginęli, chociaż na całym świecie to zdarzenie byłoby nie do pomyślenia. Tragedia ta winna być przestrogą dla przyszłych pokoleń, jak może się skończyć tragicznie przedsięwzięcie, którego motorem działania jest empatia, a nie zdrowy rozsądek. Pamiętam jak dziś ten sobotni poranek, kiedy leniuchując w łóżku dowiaduję się o tragedii na lądowisku w Smoleńsku. Przerażenie, szok oraz niezrozumienie, jak do tego mogło dojść. Jak Polski Prezydent, całe dowództwo, znamienici politycy tak lekkomyślnie zapakowali się w samolot i podjęli decyzję o lądowaniu na „kartoflisku”. Rozumiem trzecie kraje afrykańskie, inne, gdzie brak funduszy i standardów światowych bezpieczeństwa o ochronie najważniejszych osób w państwie, jeszcze bym przeżył, ale Polska jest w Unii Europejskiej. Czy wyobrażacie sobie Państwo, Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki w takiej sytuacji, Panią Kanclerz Merkel czy innych z Europy? Wątpię, pewnie poleciałyby głowy za usiłowanie przeprowadzenia zamachu stanu. U nas to przeszło. Dlaczego, bo tak kazano, ustalono, pomyślano i nie przewidziano, że to niezgodne ze zdrowym rozsądkiem. Po polskiemu – jakoś to będzie.

              Siedem lat minęło i najważniejszy problem nie w tym, że zginęło dziewięćdziesiąt sześć wspaniałych osób, niepotrzebnie, lecz to, że pewnie komuś na tym zależało. Ktoś chciał się pozbyć elity naszego kraju, by pokazać, że nie potrafimy się zjednoczyć i wyciągnąć pozytywnych wniosków z tragedii. Że tragedia ta nas podzieli nie zjednoczy, jak było ze śmiercią świętego Papieża Jana Pawła II. Wielki entuzjazm, a potem wielkie rozczarowanie. Siedem lat pomówień, niejasności, gry politycznej i tylko wielki żal, że przecież nie o sprawę tu chodzi lecz o pamięć istnień, które nie miały w planie odchodzić na drugą stronę. Chciały być, funkcjonować, cieszyć się życiem i niestety to im zabrano. Dzisiejsze uroczystości to rocznica pamięci nie najważniejszych osób, ale tych, którzy z nimi polegli. Czczę pamięć Generała Franciszka Gągora, czczę pamięć wszystkich dowódców, którzy nie powinni, a polecieli w jednym ordynku. Czczę pamięć senatorów i posłów wszystkich opcji. Czczę pamięć chłopców z BOR i obsługi samolotów, którzy do końca realizowali swoje zadanie. Raz w roku to godne i uczciwe, żeby pamięć została z nami na zawsze.

           Rozumiem żałobę, ale nie rozumiem, że każdego dziesiątego miesiąca zbiera się grono, które chce upamiętniać śmierć bliskiego nie uwzględniając woli tych, którzy też stracili swoich bliskich. Mamy wspaniałego świętego Papieża Jana Pawła II, który przyczynił się w istotny sposób do zmiany systemu ustrojowego Polski, ale nikt nie obchodzi co miesiąc jego śmierci chociaż na pewno na to zasłużył. Pycha, zarozumiałość, fałsz i obłuda to prawie tak, jak Mojżesz, który wrócił do swego ludu i stwierdził, że jego krajanie czczą „Złotego Cielca” nie Boga. Czy my Polacy nie potrafimy jednoczyć się mądrze tylko skaczemy sobie do gardeł bez względu na uczucia, wiarę i zdrowy rozsądek?. Mam nadzieję, że „Tragedia Smoleńska”, przynajmniej dla mnie, będzie przestrogą, że władza to wielka odpowiedzialność i mądrość. Będę co roku pamiętał o tych, którzy zginęli, bo chcieli dobrze, ale ktoś postanowił inaczej. Cześć ich pamięci. Pamięć o Nich z nami zostanie. 

SYNDROM BRUTUSA

         Miałem, jak już wspomniałem koledze Krzysztofowi, wyluzować, ale to jego polemika uzmysłowiła mi, że kto jak kto, ale ja powinienem zająć odpowiednią „pozycję” odnośnie demokratycznych poczynań liderów politycznych Białej Podlaskiej. Wszak się szczyciłem prawdomównością i szczerością oraz godnością oficera dla którego Bóg, Honor, Ojczyzna to nie czcze banialuki lecz wyraz godności oficera wojska polskiego. Dyplomacja dyplomacją, ale kiedy nie dostałem się do zacnego towarzystwa osób uprzywilejowanych realizujących proces udemokracyjniania społeczności bialskiej, zwolniony jestem zatem z uprawiania polityki, czyli trzymania swych opinii w dyplomatycznym milczeniu. Nadal jestem tylko emerytem wojskowym, dumnym ze swego statusu społecznego, który z godnością może pisać to co wymyśli głowa, a że głowa chyba jest nie głupia to zobowiązuję ją do przekazania, jako autor felietonów swego stanowiska. Tytuł nieprzypadkowy i przemyśleń godny, żeby zrozumieć me przesłanie pozwolę sobie wzbogacić wiedzę czytelnika o informacje zawarte w Wikipedii, dotyczące postaci Brutusa z czasów demokracji rzymskiej, pasującej jakże do obecnych czasów. „Syn Marka Juniusza Brutusa, trybuna ludowego w 83 p.n.e., zwolennika Mariusza i Serwilii, przyrodniej siostry Katona Młodszego, Pasierb Decimusa Juniusza Silanusa, konsula w 62 p.n.e. Starannie wykształcony retorycznie i filozoficznie, był dobrym mówcą. Po adopcji przez wuja nosi nazwisko Kwintus Serwiliusz Cepion Brutus (Quintus Servilius Caepio Brutus). W 54 lub 55 p.n.e. objął urząd kwestora. Stronnik optymatów, w walce o władzę pomiędzy Cezarem a Pompejuszem popierał Pompejusza, walcząc po jego stronie pod Dyrrachium i Farsalos, gdzie dostał się do niewoli. Ułaskawiony, przeszedł w 48 p.n.e. na stronę Juliusza Cezara. W 46 p.n.e. objął zarząd nad Galią Cisalpińską. W 44 p.n.e. został pretorem (o pretorianach pisałem). W tym samym roku uczestniczył w zamachu na Cezara w „Idy Marcowe”. Według niektórych źródeł to do niego były skierowane ostatnie słowa Cezara „I ty Brutusie, przeciwko mnie” (Et tu Brute, contra me). Po śmierci Cezara sprzymierzył się z Kasjuszem, z którym stanął na czele republikanów i prowadził walkę z triumwirami. Po klęsce w bitwie pod Filippi w 42 p.n.e. z siłami Marka Antoniusza i Oktawiana Augusta, Brutus popełnił samobójstwo. Był przyjacielem Cycerona i został uwieczniony przez niego w dziele o najwybitniejszych retorach pod tytułem „Brutus”. Postać jakże ciekawa i jakże kontrowersyjna. Wydaje się, że niby dla demokracji poświecił przyjaciela – Cezara, którego był pretorianinem. Nasza młoda demokracja buduje swoje oblicze, uczy się na błędach, ale dlaczego te same błędy popełnia, które już nie raz się sprawdziły jako błędne założenia. Demokracja, demokracji oddani, fanatycznie uzależnieni od przesłań prawicowych. Agresywnie nastawieni do innych racji, złośliwi, stosujący chwyty iście z czasów rzymskich, bawiący się pospólstwem, a my wszyscy na to patrzymy i ja milczę. Dość tego, mimo, że jestem katolikiem, jeżeli Państwo nie wiecie, to przecież chrześcijanie zniszczyli bibliotekę aleksandryjską, dorobek wieków i stuleci prakultury europejskiej i my szczycimy się, że jesteśmy miłosierni. Fanatyzm, „mocherostwo”, zacietrzewienie widoczne na każdym kroku i obłuda tych pospólstwem zarządzających. Z przerażeniem czytam i oglądam wpisy osób na fejsie, które wydawały się być mądre i stateczne, a teraz ziejące jadem nienawiści do tych, którzy przecież nie siłą, ale demokratycznie władzę tę zdobyły. Brak merytorycznych rozwiązań z jednej i drugiej strony, ale to tylko propaganda, wszak rządzi się jak fundusz pozwoli. Max słusznie napisał, że prezydent mało się na świat otworzył, ale jak miał się otworzyć skoro tym samym skazałby siebie na unicestwienie bialskiego biznesu, kto podcina gałąź na której się siedzi? Chyba głupiec. Propozycje, które przedstawiłem w programie Adama Chodzińskiego stawiały na rekreację, wypoczynek, turystykę oraz infrastrukturę czyli termy, SPA które można byłoby wpisać w markę Janowa Podlaskiego. Chronimy biznes własny i dajemy się rozwinąć inwestycjom, ale każdy patrzy jak na wariata, a przecież to dużo taniej niż program „Krzna dla miasta”. Zrobienie z Białej złomowiska przez kontrkandydata obecnego prezydenta miasta, to najgorsze co może nas spotkać. Proszę popatrzeć w Internecie jeżeli możecie, bo na przykład mnie już blokuje jakiś złośliwy program. W każdym bądź razie chciałbym uwierzyć obu konkurentom. Jeden okazał się kiedyś niezbyt słowny, drugi prze na władzę chociaż nie ma zielonego pojęcia o co chodzi. Z dwojga złego na przekór „Brutusowi”, który nawet nie zapytał się o stanowisko, bo zachłystnął się głosami wyborców, popieram Andrzeja Czapskiego licząc, że tym razem skorzysta z moich sugestii, czyli „żeby wilk był syty i owce całe”. Mam nadzieję Panie Prezydencie, mam nadzieję, ponoć ona umiera ostatnia.