ATENY, KONFRONTACJA

        Będąc młodym człowiekiem w kwiecie lat piętnastu zgłębiałem wiedzę w II Liceum Ogólnokształcącym im. Emilii Plater w Białej Podlaskiej, rozważając dylemat dotyczący wyższości nauk ścisłych na humanistycznymi, a może odwrotnie? Dziś trudno to ocenić, bo było to tak dawno. Interesowała mnie historia sztuki, bo fascynowało mnie piękno, które stworzył człowiek, a może odwrotnie? Same dylematy, chociaż też tak na sto procent nie wiem, czy to były moje czy mojej mamy? Podobało mi się oglądać obrazy, historię architektury, kunszt budowlany przodków, cywilizacje i bardzo lubiłem Panią profesor od „rysunku”. Przedmioty ścisłe też dzięki ciężkiej pracy Pani Stasi, Pani profesor Charytoniuk oraz profesorki Politowskiej jakoś doprowadziły do sukcesu czyli zdania matury. 

            Udział w olimpiadzie na szczeblu wojewódzkim z historii sztuki pobudził emocje współzawodnictwa i przy okazji zawziętość w przyswajaniu wiedzy. Utkwiło mi do dzisiaj w pamięci, że pytaniem konkursowym było porównanie świątyni greckiej ze świątynią egipską. Wyobraźnia tak fajnie zadziałała, że wręcz tak jakbym chodził po obiektach i opisywał ich piękno. Spodobało to się jurorom i przeszedłem do etapu ustnego. Etap ustny zawaliłem, bo slajd obrazu Eugène’a Delacroix „Wolność wiodąca lud na barykady” włożono do rzutnika odwrotnie i nie spodobało się to, że tego nie zauważyłem. Oczywiście, że zauważyłem, ale jak zwrócić uwagę sędziom, że idą na prawo, zamiast na lewo. Pasja jednak pozostała i bardzo chciałem swoje wyobrażenia zweryfikować naocznie. Padło po czterdziestu dwóch latach na Ateny, Akropol i  Partenon. 

            Czterdziesta czwarta rocznica stłumienia krwawego strajku studentów przez juntę czarnych pułkowników w Grecji, która jak w Polsce Dzień Niepodległości jest okazją przez różne frakcje polityczne do okazania swego niezadowolenia, postawiła w zagrożeniu dochody biur turystycznych i przewoźników. Zachętą było obniżenie kosztów transportu do minimum oraz zakwaterowania do poziomu przystępnego. W efekcie za niecałe dwieście sześćdziesiąt euro za dwie osoby na tydzień ujrzeliśmy kolebkę demokracji. Przylot w godzinach późno wieczornych i transport do hotelu z wykorzystaniem firmy, która doszła do porozumienia z taksówkarzami, zajął nam około trzydziestu minut i koszt trzydziestu euro. Siedzieliśmy na balkonie do późnych godzin nocnych podziwiając urok nocnych świateł Aten. Przy naszych pięciu stopniach osiemnaście nocą było upałem. Pierwsza noc, choć krótka skasowała wszystkie negatywne doświadczenia ostatniego tygodnia.

            Myślę, że opisywanie każdego dnia, jako kroniki byłoby fajne i pouczające, ale odbiegłbym od tematu felietonu, który jak pamiętacie brzmi – „Ateny, konfrontacja”. Konfrontacja mojej wiedzy, wyobrażeń z sytuacją zza murów hotelu, w którym tylko nocowałem i wentylowałem się dymem papierosowym wszech obecnym w każdym miejscu publicznym Aten. Jedynie na lotnisku są pokoje dla palaczy tak wszędzie „niepalaczy” zamyka się w oddzielnych pomieszczeniach. Drugim kontrastem, który mnie zdziwił to było znalezienie prawdziwego Greka w tym tyglu wielu narodowości i kultur. W hotelu sprzątały Słowianki ze wskazaniem na Polskę. W restauracjach Bułgarki, Słowenki, a niektóre dzielnice w centrum to typowo miasta orientalne jak Bejrut czy Damaszek. Nawet biuro turystyczne zajmujące się zwiedzaniem miasta z pokładu autobusu zatrudnia śniadych orientalnych Greków, którzy mnie wzięli za naturalnego Greka, budząc moją próżność. Trzeba jeszcze dodać, że uliczna sygnalizacja świetlna jest dla turystów i Europejczyków, natomiast miejscowi ją jedynie tolerują, tym bardziej że policja nie zwraca uwagi, sam to sprawdziłem. Wszędzie pełno jest motorowych jednośladów różnego typu. Grecy w nich się lubują. Kontrastem są też finanse, które jak z rozmów z orientalnym kierowcami i przewodnikami są w kiepskim stanie, bo podobno bezrobocie jest około trzydziestu procent, to jednak wszystko funkcjonuje. Banki jednak nie dostosowały się do potrzeb społecznych i w „ścianach płaczu” (bankomaty) najmniejszą kwotę oferują w wysokości osiemdziesiąt euro, aż dziw, że nie plajtują chyba, że tylko turyści z nich korzystają. Tak, na pewno.

            Wielkim rozczarowaniem moich wyobrażeń był Akropol z Partenonem, o którym tak wiele wiedziałem. Chluba Aten okazała się niewielkim wzgórkiem w centrum miasta gdzieś tak około stu metrów nad poziom morza z wierzchołkiem o powierzchni boiska piłkarskiego. Fakt, ruiny budowli kultury greckiej budzą respekt historią nie wielkością. Partenon w mej wyobraźni wydawał się wielki. Tu wysoki gdzieś na piętnaście metrów i do tego odgrodzony i w remoncie. Jedynie nie rozczarowałem się Kariatydami. Swą pięknością urzekają i tylko dziw, że nikt ich nie konserwuje, a widać, że się sypią bo rysów twarzy już nie ma, a i z całości już nie wiele zostało. Te dziesięć euro od turysty nie powstrzyma entropii, która wszechobecnie buszuje. Ateny jakże inne od miast polskich w swej urodzie podobne do Rzymu, Madrytu czy Barcelony dają się polubić swym orientalnym klimatem i chyba podobnymi cenami chociaż w euro. Cieszę się bardzo, że mogłem przez tydzień poczuć się ateńczykiem, bo wszak niczym się nie wyróżniałem.

STYCZNIOWA PAMIĘĆ KONIECZNA

      „Powstanie styczniowe – polskie powstanie narodowe przeciwko Imperium Rosyjskiemu, ogłoszone manifestem 22 stycznia 1863 wydanym w Warszawie przez Tymczasowy Rząd Narodowy, spowodowane narastającym rosyjskim terrorem wobec polskiego biernego oporu. Wybuchło 22 stycznia 1863 r. w Królestwie Polskim i 1 lutego 1863 r. na Litwie, trwało do jesieni 1864 r. Zasięgiem objęło tylko ziemie zaboru rosyjskiego: Królestwo Polskie oraz Ziemie Zabrane”[1]. Jakże suche i konkretne sformułowania nieoddające polskiego oddania i walki o niepodległość. A przecież było największym polskim powstańczym zrywem narodowym. W swej istocie i formie, jako wojna partyzancka, w której stoczono ok. 1200 bitew i potyczek. Przez oddziały powstania styczniowego przewinęło się około 200 000 ludzi. Jednak chłopstwo nie było gotowe poprzeć „pańskiego” zrywu, a wręcz odwrotnie niszczono i mordowano szlacheckie rody i domostwa.

        Powstanie styczniowe jest szczególnie ważne na Południowym Podlasiu, bo tu w okolicach Białej przelewano krew za Polskę. Każdy Polak, bialcznin wie, kim był ksiądz generał Stanisław Brzóska, naczelny kapelan Powstania Styczniowego. Ksiądz generał, który urodził się 30 grudnia 1832 w miasteczku Dokudów koło Białej Podlaskiej w rodzinie szlacheckiej, herbu Nowina. Został ochrzczony w farze św. Anny w Białej Podlaskiej, tak niedaleko Czosnówki jakby ktoś nie wiedział. Studiował medycynę na Uniwersytecie św. Włodzimierza w Kijowie. Pobierał nauki w Seminarium Duchownym w Janowie Podlaskim. Jako wikariusz w Sokołowie Podlaskim głosił patriotyczne kazania nawołujące do walki o polskość. Za głoszenie prawd wywrotowych aresztowany 27 listopada 1861 r. przez Rosjan, naczelnika rosyjskiej żandarmerii Haszczyńskiego został osadzony na dwa lata w twierdzy w Zamościu. Ze względu na zły stan zdrowia po trzech miesiącach pobytu w twierdzy wychodzi na wolność za wstawiennictwem namiestnika Królestwa Polskiego, hrabiego, generała Aleksandra Nikołajewicza von Lüders.

        Po wybuchu Powstania Styczniowego, ksiądz generał zostaje powołany na naczelnika władz powstańczych w Łukowie. Tymczasowy Rząd Narodowy, który powstał w nocy z 22 na 23 stycznia 1863 roku mianuje księdza Stanisława Brzóskę w dniu 22 lipca 1863 roku generałem i kapelanem Wojsk Powstańczych. Z własnym oddziałem powstańczym bierze udział w bitwach z Rosjanami: Pod Sosnowicą w dniu 4 marca 1863 r. zostaje ranny w nogę. Pod Siemiatyczami w dniach 6 i 7 lutego 1863 roku między rosyjskimi oddziałami dowodzonymi przez gen. Zachara Maniukina, a polskimi oddziałami powstańców płk. Walentego Teofila Lewandowskiego, uczestnika Powstania Węgierskiego w Legionie Polskim generała Józefa Wybickiego, płk. Romana Rogińskiego i kaliszanina Władysława Romana Cichorskiego -„Zameczka”. Woskrzenicami, Gręzówką, Włodawą i Sławatyczami. Pod Sosnowicą (19 sierpnia) i Fajsławicami (24 sierpnia).

      Mimo, że jest księdzem, kapelanem, uczestniczy w walkach zbrojnych. W końcu 1864 r. „ostatni powstaniec”, nazywany też „najwytrwalszym partyzantem Podlasia”, jest zmuszony się ukrywać. Zdradzony i aresztowany został stracony w dniu 23 maja 1865 r. na rynku w Sokołowie Podlaskim w obecności dziesięciotysięcznego tłumu. Brzóska był ostatnim powstańcem, który utrzymał się w Królestwie aż do późnej wiosny 1865 r. Ostatnie słowa generała „Żegnajcie bracia i siostry i wy małe dziatki. Ginę za naszą ukochaną Polskę, która przez naszą krew i śmierć”.

       Szkoda, że te ważne rocznice dla ziem podlaskich odchodzą w zapomnienie, a przecież dotyczą rodzin naszych. Mój pradziad Jan Pac został zesłany na Syberię za powstanie styczniowe, by podzielić los czterdziestu tysięcy Polaków tam zesłanych. Pomnik upamiętniający tamte wydarzenia, kiedyś tak hołubiony, dziś ukryty za ekranem akustycznym, niewidocznym czeka na pamięć potomnych o tamtych chwilach. Ważne jest by tę pamięć przekazywać. W dniu dzisiejszym 22 stycznia 2016 r. w sto pięćdziesiątą trzecią rocznicę wybuch powstania młodzież klasy drugiej mundurowej Akademickiego Liceum Ogólnokształcącego Państwowej Szkoły Wyższej im. Papieża Jana Pawła II zapaliła symboliczny znicz ku pamięci tych, którzy oddali swoje życie za polskość.     

BIALSKI SPOT

      Wbrew pozorom nie jest łatwo wypromować miasto, zwłaszcza te położone na kresach wschodnich Polski. Strony nasze zawsze będą się kojarzyć z „Ranczem” „Samymi Swoimi”, „U Pana Boga ………” czy „Raz do roku w Skiroławkach”. Po prostu, jak to specjaliści mówią, mamy markę i marki trzeba się trzymać. W markę wpisuje się film „To nie koniec świata” gdzie wyraźnie uwypuklono naszą zaściankowość i taki obraz jest zgodny z ogólnopolskim pojmowaniem naszych stron. Inny przekaz tu nie pasuje i zamiast z tym walczyć trzeba to umiejętnie wykorzystać. Na bazie komedii, ironii można stworzyć materiał, który będzie pokazywał dynamiczne zmiany południowo podlaskiej rzeczywistości. Nie zgodzę się z interpretacją o wolno płynącym czasie w mieście gdzie mamy Akademię Wychowania Fizycznego i Państwową Szkołę Wyższą. Gdzie jest od groma klubów, pubów oraz nawet browar, gdzie młodzież ucząca się stanowi większość miejską grodu nad Krzną. To chyba nie u nas występuje uśpienie narodowe.

            Wróćmy jednak do spotu reklamowego promującego nasze miasto sponsorowanego przez magistrat. Przyczepić się do warsztatu artystycznego nie można. „Produkcją spotu zajęło się bialskie „Shinobi Pictures”, scenariusz i reżyseria to dzieło Adriana Brzezińskiego oraz Dominika Masalskiego, który skomponował także ścieżkę dźwiękową. O „przekaz” zadbali A. Brzeziński, Łukasz Osypiuk i Sebastian Kostrubała. Stylizacjami zajęła się Marta Pendryk, a w realizacji pomogli Jakub Jańczuk, Michał Łuć, Maciej Szupiluk, Marcin Bochenek, Tomasz Niźnikowski, Waldemar Wiśniowski oraz Renata Szwed. W filmie wykorzystano m.in. ujęcia z drona (kiedyś tylko można było pomarzyć), technikę zdjęć poklatkowych i zdjęcia slow motion. Produkcja kosztowała urząd miasta 35 tys. zł netto”. Informacji dostarczyła Biała24.pl, i dzięki niej informuję państwa, jak to „dzieło” powstało. Żeby ocenić trzeba obejrzeć, a jest co, bo aż dziesięć minut. Sprzeczne jest to z wszelkimi arkanami promocji, bo każdy manager powie, że uwaga „klientów” jest krótka i wymagająca. Proszę popatrzeć na Youtubie. Szybko zmieniamy kanał jak jest coś przydługie i mało dynamiczne. Spot, niestety jest długi i mało dynamiczny nie przyciąga uwagi, czyli jest do …….  –  nieprzetrawienia.

     Wróćmy do fabuły, czyli przygód „Jasia” w Białej Podlaskiej. Przyjechał pociągiem na bialski dworzec, już po rewitalizacji, wpada na graffiti tylko jakoś nie kojarzę gdzie jest ta ściana z tym malunkiem? Potem breakdance przed starą parafią. Wyciąga jakieś płótno na tle ośrodka Caritasu Biała Podlaska. Dawny stary szpital też po rewitalizacji. Okazuje się, że to jest stara mapa z zaznaczoną jakąś trasą jakby poszukiwacza skarbów. Kolejne ujęcie to Muzeum Białej Podlaskiej gdzie młodego Jasia prześladują jacyś rycerze. Jakoś nie kojarzę żeby tacy bywali na Południowym Podlasiu. Idąc za nimi młody wpada do Miejskiej Biblioteki Publicznej gdzie o zgrozo kradnie figurkę rycerza, a może pożycza? Nie wiem, ale to jakoś głupio wygląda. Odwiedza „Barwną” multimedialną bibliotekę dla dzieci i młodzieży. Wyciąga ponownie szmatkę z mapą, którą wyraźnie orientuje w bibliotece. Kierunek pada na regał z książkami. Rozumiem, że znalazł tajemnicze przejście. Rozpycha książki i wyraźnie ma zamiar wejść w dziurę narażając księgozbiór na zniszczenie. Wychodzi na łąki i tu kolejną mam zagwozdkę, bo niestety nie wiem gdzie to dziwne drzewo rośnie? Okolice naszych miejskich łąk znam dobrze. Przeskok do AWF-u oraz dynamizm sportu bialskiego nie budzi zastrzeżeń. Zaskoczenie to studio ruchu oraz nowe techniki medialne. Taniec towarzyszki to zrozumiałe wszak mamy osiągniecia w tej dyscyplinie. I tu bym urwał dwie minuty, bo o AWF-ie już było. Państwowa Szkoła Wyższa, jak wiadomo jest się czym chwalić i to rozumiem. Tylko, co ma wspólnego mikroskop z Białą? Bo, jak interpretuję przekaz, młody ogląda miasto pod mikroskopem i jest przerażony. Ten fragment jest nawet dość ciekawy, bo dynamiczny. Troszeczkę mnie starego szokuje połączenie tańców ludowych zespołu „Biawena” z capoerią. Super są ujęcia pikniku w parku radziwiłłowskim. I za cholerę nie wiem gdzie jest ten drewniany most? Jak się domyślam pewnie gdzieś na Klukówce. Szkoda mi trochę młodego, bo skarbu nie znalazł, a tyle się nachodził.

            Podsumowując spot jest interesujący. Radziłbym jednak producentom trzymania się marki, której się nie pozbędziemy, a umiejętnie ją wykorzystując przybliżyć miasto światu. Czasami warto posłuchać starszych. Gratuluję wydania społecznych pieniążków – z klasą! 

PODLASKI HAMLET

      Bywa, że czasami człowiek się zapomni i odgrywa wieszcza czy innego nawiedzonego osobnika, któremu się wydaje, że wszystko wie i innym przykład daje jak myśleć trzeba. Brak samokrytyki lub przekonanie o swojej nieomylności czy nawiedzeniu jakimś świadczy tylko, że taki człowiek powinien pójść do psychiatry. Wiedza, nauka, przekonania są narzędziami naszego egzystowania i tak mówiąc szczerze tylko nielicznym przydaje się w czasie naszego funkcjonowania. Każdy żyje, bo żyje, bo się urodził rodzice wychowali bez jakiegoś celu wyższego, bo takie jest prawo natury, które każe nam się rozmnażać. Jesteśmy, działamy, istniejemy, myślimy, tworzymy, rozmnażamy budujemy chaos, który wydaje się nam porządkujemy, z celem? – może z celem, ale bardziej przez ciekawość. Ciekawość zrozumienia. Ilu ludzi rozumie teorię Einsteina? Ilu potrafi zinterpretować wzór E= mc2? Wystarczająco dużo, żeby ten świat się nam rozwijał. Wystarczająco dużo, by żyło się wygodniej i ciekawiej. By materialistyczne pojmowanie świata dzieliło nas na lepszych i gorszych, mądrzejszych i głupich. Czasem tylko zdarzają się jakieś zakłócenia w postaci osób, wydarzeń, które jeszcze bardziej zakłócają historię zdarzeń.

         Pozwoliłem sobie na dywagacje w ostatnim tekście blogu na temat duchowości i istnienia, nie ze względu na własne odczucia lecz zachętę do pisania przez moderatora, który opcjonalnie wysłał do mnie emaila, że się stęsknił za moim pisaniem. Próżność zatem skłoniła mnie do poczucia się wieszczem i głoszenia w Internecie prawd, które przeczytać można, ale nikt ich nie chce. Jedynie męczy mnie odczucie, że pewnie niektórzy pomyślą – cholera, ale depresant. Proszę mi wierzyć, że nie. Po prostu nie wiedziałem o czym pisać. Pisać o mym mieście. Można, ale czy jest to ciekawe? Ironia, krytyka, podziw, zauroczenie i historia wszystko już było. Ludzie – ciekawi, interesujący, wredni i mili. Każdy to wie oczywiście można plotkować. Każdy chce sensacji jak Czerepach w „Ranczo” powiedział, ale jak sami stwierdziliśmy naocznie strasznie się na tym przejechał. Można o newsach policyjnych, w których można wyczytać, że kultura jest, ale nie na naszych kresach.

        O czym pisać? Polityka nawet w wakacje nie pozwala oddychać, chociaż przecież to „sezon ogórkowy”. Rozpoczęła się już, chociaż lato, kampania wyborcza i opcje polityczne mieszają nam w głowach. Ten startuje, tamten ma poparcie, a biedny człowiek kombinuje jak zdobyć kasę na żarcie, by żyło się godnie. Jak zwykle funkcjonuje w naszym narodzie to przekonanie ogromne, że jest źle, ale lepiej żeby nie było gorzej. Rewolucje jakoś się niezbyt dobrze kojarzą więc Południowe Podlasie chociaż narzeka optuje przy znanym. W myśl powiedzenia Pawlaka z „Samych Swoich”, że lepszy wróg swój niż obcy, bo przynajmniej znany. Chyba, że uderzymy w nutkę „wiary”, która u nas ma znaczenie ogromne, można powiedzieć ponad polityczne i ukształtuje pojmowanie społeczne w kierunku prawdy i sprawiedliwości. Czterdzieści procent pójdzie głosować, reszta będzie się przyglądać i będzie w myśl słów prastarych – „A nie mówiłem” narzekać dalej.   

          Można też pisać o inwestycjach i o tym jak będzie nam lepiej za lat kilka, ale rozsądek podpowiada, że lepiej poczekać niż wpadać w euforię. Fakt, Biała się zmienia przynajmniej wizualnie. Cały czas budują, remontują za europejskie i nasze pieniądze. Centrum się zmienia, ale czy zauważyliście, że te nowe budynki piękne i nowe świecą pustostanami. Nikt w nich nie mieszka i nie pracuje. Komu mają służyć i po co? Jak starówka warszawska z pozawieszanymi firankami w okach lub muzealnych skrzydłach rynku, straszy duchami minionych wieków. Plac Rubina, karykatura bialskiej zaradności, nareszcie będzie wybrukowany, ale już obok Szkolny Dwór straszy dziurami i kałużami, świadcząc o zamiłowaniu bialczan do przeszłości. Wszystko się zmienia, lecz nie ten skrawek gruntu, który kiedyś był moim światem zabaw, przyjaźni, rozczarowań i smutków. Ja mam ponad lat pięćdziesiąt, on jest wciąż taki sam tylko troszeczkę zrobił się mały.

         Plany są wspaniałe i podobno są pieniądze, by bialczanie i młode pokolenie wróciło nad Krznę. Nie każde miasto tak, jak Warszawa ma rzekę przez nie płynącą. Nam się udało. Wychowaliśmy się nad wodą, która dawała nam radość odpoczynku w weekendy na świeżym powietrzu. Faktem jest, że wtedy nie było komputerów i telewizorów, ale były kajaki, łąka i czysta świeża woda, która robiła porządek w rozpalonych głowach. Zamysłem naszych włodarzy jest powrót do natury czyli zagospodarowanie Krzny i Klukówki do potrzeb społecznego wypoczynku. Mam jednak wątpliwość czy działania te zakończą się sukcesem? Czy zdołamy odciągnąć ludzi od mediów? Wtedy nie było wyboru, teraz jest tyle alternatyw, że aż trudno wybrać. Zresztą po co gdzieś chodzić jak można zostać przy telewizorze i przy piwku w domowych pieleszach. Chyba że przemyślana akcja propagandowa Bialskiego Centrum Kultury zachęci młodych i starych do rzecznego odpoczynku. Jak to mówią Rosjanie „pożywiom uwidim”. Ważne, że coś się dzieje.

         Martwi mnie ogromnie fakt, że nasze lotnisko marnieje. Ponownie szerzy się grabież społecznego majątku i nikomu to nie przeszkadza, jakby w dalszym ciągu brak było świadomości społecznej, że przecież kradnąc okradam i siebie. Fakt, może zarobię i będą pieniądze, ale w perspektywie czasu robię krzywdę sobie i swojej rodzinie. Kto zainwestuje w przyszłość jeżeli w perspektywie masz rozgrabienie twojej pracy i wysiłku? Tak trudno to zrozumieć? Niestety mamy naród nie najwyższych lotów i niestety na tym lotnisku można uprawiać sporty motorowe, ale żaden duży samolot nie poleci. Konflikt ukraiński dawał pewną nadzieję, że może NATO skorzysta z terenów wojskowych, ale Amerykanie jakoś nie są skorzy brygady tu umieścić. Tak więc moi kochani pozostają jedynie sporty motocyklowe jako rozwiązanie systemowe i jak widać po cichu znajduje swoje uzasadnienie. Mamy wiele wyścigów motocyklowych i samochodowych i Panie Prezydencie powinniśmy tego się trzymać jeżeli myślimy o sukcesie.

       Widzicie państwo niby nie ma o czym pisać, a się jednak udało te dwie strony sklecić Wyjaśnienia a`propos myślenia oraz nastawienia mojej skromnej osoby do tworzenia tekstu pisanego w komputerze. Wystarczy tylko wziąć laptop tytuł napisać i zapisywać wszystko to co pomyśli głowa w danych chwilach, by mieć satysfakcję z tworzenia. Oczywiście potem to trzeba kilka razy przeczytać, by miało sens i nie wyjść na domorosłego hamleta, który rozważa o sensie istnienia. Czasami, można oczywiście, dać upust myślom i porozważać co by było gdyby było? Ale trzeba uważać, żeby nie narazić się na śmieszność.  

ROCZNICA ŚMIERCI WODZA

        W historii Polski mamy karty zapisane krwią Polaków słuszne i chwalebne. Są karty męczeństwa, prześladowań, tragiczne, są heroiczne, radosne i wielkie i takie, które najchętniej chcielibyśmy, żeby nie wyszły na światło dzienne. Psychika człowieka jest tak skonstruowana, że to, co złe zapomina, a pamięta chwile przepiękne. Każdy z nas pisze historię swoją, która wbrew pozorom, tworzy historię narodową. Mały kamyk powoduje lawinę, kropla wody drąży marmur, los każdego z nas buduje świat naszych czasów. Jaki on jest, jak funkcjonuje to nie oni, lecz my ten byt tworzymy. My budujemy przyszłość i my pozwalamy ją rozwijać. Bunt społeczny w sprawie ACTA jest jednym z przejawów możliwości naszych czasów daje obraz, że wspólnie można odnieść sukces. Wiele przykładów w Internecie akcji, które zrodziły się o tak z chwili, fantazji, potrzeby działania i pokazania jedności społecznej i zrozumienia racji.

         Społeczeństwo to siła, ale też i masa krytyczna, która pod kontrolą i umiejętnie sterowana osiągnie wszystko. Niekontrolowana zniszczy przyszłość. Umiejętność tę nie każdy posiadł, trzeba mieć osobowość, wewnętrzną siłę oraz przekonanie o swoich racjach, by pociągnąć za sobą tę przecudowną masę ludzką, która nam zawierzy i zaufa. Da się sobą pokierować.

      Mężów takich w historii w ubiegłych wiekach, gdzie królowały monarchie, było wielu. Ponadprzeciętni tworzyli cesarstwa, cywilizacje żyli krótko, ale budowali lepszą lub gorszą formę współistnienia i bycia. Dyktatorzy, papieże, carowie, cesarzowie tworzyli postęp, ale też unicestwiali życie ludzkie, gdy ich pojmowanie świata stawało się boskie. Miljon ginęły, by inne Miljon mogły zająć ich miejsce. Tak się tworzyło przestrzeń życiową dla swoich, rasy panów, a przecież te fakty nie są tak odległe. Aleksander Wielki, Kserkses, Cezar, Napoleon, Hitler budowali wielkość, kosztem innych, ale dla swego narodu. Przez naród uwielbiani, po przegranej tępieni przez zwycięzców. Wieki mijają, dyktatury upadają, ale pamięć o tych, dla jednych fanatyków, dla drugich wizjonerów przyszłości, pozostaje. Mauzoleum Napoleona w Paryżu budzi zachwyt i wierzcie mi, każdy Francuz złego słowa nie powie o Cesarzu, chociaż Europa spłynęła krwią za jego rządów. Mordercy, fanatycy, wysłańcy czeluści piekielnych, ekstremiści, którzy dążyli do upadku ludzkości są potępiani i piętnowani, jednak niektórzy mówią, że to oni w pośredni sposób przyczynili się do rozwoju ludzkości.

       Polska, Polacy w swej historii mają też dyktaty. Królów, którzy tworzyli tożsamość narodową, władców zwycięskich, mądrych, ale też i takich, którzy byli, ale do Francji uciekli. Władców, którzy krew swych obywateli przelewali w wizji o Polsce od morza do morza, którą naród polski zaszczepili. Polska była kiedyś mocarstwem europejskim i chociaż dziś to fikcja, dobrze jednak pamiętać, że kiedyś byliśmy potężni. Może i byłoby tak do dzisiaj tylko niestety zabrakło nam wizjonera. Zabrakło wodza, który potrafiłby tym narodem kierować, który potrafiłby ten naród skonsolidować. Jak rój pszczeli bez królowej ginie, tak naród polski bez mądrego przywódcy tylko istnieje. Wydawało się, że jest nadzieja, że tożsamość narodowa się rozwinie. Niestety w dniu 12 maja 1935 roku, siedemdziesiąt dziewięć lat temu, w Warszawie pożegnaliśmy na zawsze Wodza, który jak dyktator silną ręką sprawił, że Polska była Polską. W przyszłym roku będziemy obchodzić jubileusz osiemdziesięciolecia śmierci Marszałka Józefa, Klemensa Piłsudskiego i mam nadzieję, że naród będzie o marszałku pamiętał. 

         Tegoroczne obchody były raczej skromne. Pod tablicą na dworcu kolejowym w Białej Podlaskiej, upamiętniającej bytność marszałka w Białej, delegacje złożyły bukiety kwiatów świadczące o pamięci o wodzu, który uratował Polskę. W uroczystości uczestniczyli: przedstawiciele klas mundurowych i strzelców, starosta Powiatu Bialskiego Tadeusz Łazowski, komendant Wojskowej Komendy Uzupełnień w Białej Podlaskiej ppłk Artur Łojek, prezes Koła Nr 43 SKMP ONZ w Białej Podlaskiej ppłk rez. Artur Artecki, honorowy dowódca JS 2001 Tadeusz Mikinnik, z ca d-cy JS Paweł Wojtiuk oraz wielki mentor i tradycjonalista bialski Stanisław Romaniuk. Wszyscy zebrali się, by uczcić pamięć człowieka, który całym życiem swym świadczył o Polsce i Polsce służył, mieszkając w Sulejówku pod Warszawą. Nie dbając o profity, dostojeństwa tworzył podstawy państwowości, a gdy trzeba było zmobilizował naród, chłopstwo w wojnie przeciw najeźdźcy sowieckiemu i ocalił Europę. Błędem współczesnych pokoleń byłoby trudu tego nie docenić i pamięci o wodzu, w śród młodych nie kultywować. Może pamięć o nim stworzy przesłanki dla powstania kolejnego narodu opatrznościowego włodarza, który dobro tych ludzi nad wszystko będzie przedkładał i myślał o kraju nad Wisłą. Trzeba mieć wiarę, nadzieję i pamiętać, a może cud się stanie.