„NAUKA PŁYWANIA”

         Potrafią Państwo pływać? No, tak na basenie, jeziorze, morzu czyli na jakimś wodnym akwenie? Chodzi o umiejętność utrzymywania się na wodzie, tak lepiej lub gorzej. Podobno trzeba zacząć naukę już od dziecka, bo potem to już trudniej. Swoje początki nabycia tej umiejętności zacząłem we wschodnim kurorcie Południowego Podlasia w Serpelicach na rzece Bug. Rzeka ta i obecnie świetnie nadaje się na naukę samo utrzymywania się na wodzie. Nieuregulowany nurt potrafi w ciągu doby zmieniać dno z płytkiego na głębię i z głębi na płyciznę. Takie zaskoczenie przyczyniło się do tego, że zacząłem gwałtownie machać rękoma i nogami, by po chwili stwierdzić, że utrzymuję się na wodzi. Takie były początki, które doskonaliłem na pięknej, czystej i cudownej rzece mego dzieciństwa, Krznie. Tu dopracowaliśmy do perfekcji skoki do wody z wybiciem w wzwyż i nurkowaniem do wody. Pływałem coraz lepiej już nie tylko machając kończynami lecz w oparciu o instruktorów stylowo klasykiem i kraulem. Byłem dobry. Nauczyłem siostrę, nauczyłem dziecko, żony się nie dało nauczyć. Ktoś zrobił wrogą robotę i nijak nie mogłem przekonać do osobistego zaufania, chociaż przysięgała. Zaoferowałem nawet swoje umiejętności innym, ale przykro to przyznać wycofałem się, bo stwierdziłem, że nie potrafię pływać. Jako tako utrzymuję się na wodzie, ale to nie to. Coś się porobiło.

            Pierwsze objawy zauważyłem już pięć lat temu. Skakałem na każdą wodę oczywiście ze sprawdzeniem, czy przypadkiem nie ma mielizny. Śmiało pokonywałem dystanse, gdy nagle ktoś wytwarzał fale, które podcinały mi skrzydła i nie pozwalały mi płynąć dalej. Pomyślałem, że trzeba zmienić akwen i konkurencję. Przejść z klasyka na kraula, a nawet styl grzbietowy i wypłynąć na szersze wody. Wydawało się, że wreszcie umiejętność wróciła. Śmiało płynąłem w przyszłość, widząc już w oddali następny brzeg. Ze względu na kręgosłup zrezygnowałem z klasyka, bo się źle kojarzył poświęcając się stylowi grzbietowemu widząc, że coraz lepiej mi wychodzi. Żeby lepiej mnie było widać w razie czego założyłem błękitny czepek, bo czerwony, zielony lub niebieski źle się kojarzył. Dumny i radosny, wierząc w siebie płynąłem dalej, kiedy jeden gość krzyknął, że ten błękit jest fajny, ale moda na ten kolor i styl grzbietowy od wczoraj minęła. Będzie weryfikowany i sprawdzony, a tak prościej mówiąc to się pan zastanów gdzie pan chcesz płynąć? Z prądem, czy pod prąd?

            Siedzę w domu nad klawiaturą komputera, czekając na Nowy Rok i tak się zastanawiam czy ta umiejętność pływania jest mi dziś potrzebna? Czy nie wystarczy to, że potrafię utrzymywać się na wodzie. Przecież nie muszę nigdzie płynąć, no chyba że przyjdzie fala i człowiek utonie, pójdzie na dno, jak wszystko. Z zazdrością i przerażeniem wspominam czasy, kiedy nie było mocnych i wody, której bym nie przepłynął. Strach, że dziś młodzi, którym się wydaje, że posiedli tę umiejętność śmiało wypływają na głębię, nie zdając sobie nawet sprawy, że to może być ich koniec. Dzisiaj wody są niespokojne, a rzeka zmienia dno. Dzisiaj było płytko, a jutro topiel tak jakby czas się cofał i wracamy ku naturze. Przypadek kształtuje świadomość, a nie byt, jak kiedyś nas uczono. Nauka strasznie się pomyliła i żaden psycholog mi nie wytłumaczy, że ci co myśleli – jest dobrze, dziś krzyczą, że jest odwrotnie. Może potrzebna nam jest dziś na gwałt nauka pływania, bo bez tej umiejętności trudno utrzymać się na wodzie. Z obawą wchodzę do basenu, ale też wiarą ogromną, że przecież dorobek ponad pięćdziesięciu lat nauki pływania nie poszedł na marne i jednak obrany kierunek jest dobry – Dam radę.     

ZROZUMIEĆ KOBIETĘ

       Nie wiem czy państwu się zdarzają takie odczucia, że czasami trudno pojąć wydawałoby się rzeczy oczywiste. Słońce wschodzi, zachodzi, podąża po nieboskłonie i mimo, że od wieków interpretowano to, jako ruch gwiazdy po firmamencie, a było odwrotnie, nikomu to nie przeszkadzało. Wieki bliskie skomplikowały tę oczywistość dając nam wiedzę, że to nie owa gwiazda pomyka, lecz my zasuwamy dwadzieścia cztery godziny na dobę, stojąc lub chodząc w „pociągu” nazywanym ruchem wirowym ziemi. Nie dość tego, to trzysta sześćdziesiąt pięć dni oglądamy nasze słoneczko z innej strony jakby była to jakaś różnica w przypadku energetycznego olbrzyma. Aksjomat, to jest takie pojęcie, które nam mówi, że tak jest i tak ma być, chociaż zmysły nam mówią, co innego. Naukowcy tak twierdzą, a oni się nie mylą. Oczywiście znamy przykłady i doświadczenia potwierdzające teorie, ale tak jakoś głupio, że wszystko się przewartościowało. Do dnia dzisiejszego wszak mądrzy w piśmie, mimo że teorię ewolucji wymyślili, nie potrafią powiedzieć, co było pierwsze kura, czy jajko? Fascynujące jest to w naszym gatunku Homo Sapiens, że jeżeli czegoś nie wiemy lub nie rozumiemy potrafimy stworzyć teorie, które wszystko wyjaśnią. Od wieków, co niepojęte musiało być zinterpretowane, bo dawało poczucie zrozumienia, przekonania i pewności, że nic nie dzieje się przez przypadek. Lubimy wierzyć, że wszystko ma swoją istotę, zasadność oraz zrozumienie. Nauka oparta o rozum i doświadczenie popycha nas w przyszłość rozwijając intelekt w kierunku teoretycznej ascendencji, dając przekonanie wyższości wiedzy i umysłu nad materią. Niestety, jeszcze nie wszystkich to dotyczy intelekt to domena zaledwie dziesięciu procent populacji ludzkiej. Reszta to średniowiecze lub czasy jeszcze wcześniejsze, może nawet wspólnoty pierwotnej, a może początków ewolucji. Bo,  jak nazwać istotę, która myśli tylko o żarciu, chędożeniu i spaniu, ewentualnie o używkach wymyślonych przez innych. Egzystuje, bo tak żyli jego przodkowie i tak widocznie jemu się wydaje, że tak jest dobrze. Wytłumaczeniem takiej postawy, a której ten twór egzystencjonalny się trzyma – to wiara. Wiara rozumiana, jako interpretacja duchowa niepojętego świata. Wiara pozwala wszystko zrozumieć, chociaż pewnie na poziomie jamochłonów jej nie ma, ale ona wyróżnia nasz gatunek ze świata zwierzęcego. Chociaż zwierzęta też reagują na bodźce zewnętrzne na przykład „Odruch Pawłowa”.

            Rozważając zawiłości świata, jego niepojętność, złożoność, którą rozumiemy, jako dopust sił wyższych lub złożoność ewolucji musimy pamiętać, że wszystko zależy od interpretacji i pojmowania bytu codziennego. Pierwszy wariant nobilituje nas, jako gatunek wyróżniony, stworzony dla jakiegoś celu oraz drugi nurt naukowy, z którego wynika, że jesteśmy częścią składową czegoś pięknego nazwanego życiem Globu Błękitnego zwanego Ziemią. Można powiedzieć, że dla tych „pierwotniaków”, o których wspomniałem, jest obojętne gdzie? co? dlaczego? Ale dla innych świadomość istnienia w społeczności, środowisku jest dobrem nieodzownym i koniecznym. Poczucie więzi, istnienia daje wszechpotężną moc zrozumienia swojej roli w otaczającej rzeczywistości. Wydaje się, że wszystko, co nas otacza ma sens i swoją rolę do spełnienia. Nie da się wszystkiego pojąć zrozumieć, zasadą jest radość z życia. I pewnie można by było tak trwać bez końca gdyby nie ciekawość. Jak mówią ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale bez ciekawości nie byłoby postępu, nie byłoby ewolucji. Ciekawość nas rozwija, a zarazem pogrąża. Niemoc zrozumienia nas przeraża, by się nie bać szukamy wytłumaczenia w nadprzyrodzonych relacjach. Jednym to wystarcza drudzy drążą temat.

         Nie bez kozery dałem tytuł felietonowi „Zrozumieć Kobietę”. To jedna z zagadek, której zinterpretować się nie da nawet wiara tu nie pomoże. Można przyjąć złożoność problemu, jako aksjomat, ale też jest trudność, bo ten aksjomat cały czas się zmienia. Mówią kobieta zmienną jest i basta, tak ją trzeba rozumieć, pojmować i akceptować. Piękne słowa, ale jak przełożyć je na sens życia? Ta zmienność jest udręką szczególnie dla płci przeciwnej. Świat jest tak urządzony, że aby przetrwać musi się połączyć osobnik płci męskiej z żeńską świata zwierzęcego, nie wspominając o roślinach. Inaczej, jeżeli nie wgłębimy się w naukę, nie da się tego rozwiązać. Zwierzęta mają to poukładane. Czas rui to czas prokreacji. Działania hormonów, które buszują w organizmie i wszystko jest bez ograniczeń. Słabszy osobnik przegrywa silny bierze wszystko, bo taki jest dobór naturalny. Rozważając ten sam problem w stosunku do gatunku Homo Sapiens spotykamy się z trudnością interpretacji faktów i złożonością sytuacji. Z prostych spraw zrobiono istotę człowieczeństwa. W przypadku męskim mało skomplikowaną opartą na pociągu i akcie seksualnym, czyli chędożeniu w języku staropolskim obejmującym: zaloty, uwodzenie, obietnice, przysięgi oraz to, co najpiękniejsze obcowanie z tą płci przeciwnej osobą. „Pierwotniak” na pewno inaczej to pojmuje, ale w mojej interpretacji brzmi sensownie. W przypadku kobiet seksualność i popęd to totalne wariactwo oparte na nieprzewidywalnych regułach i zasadach. Dziś wydajesz się odpowiedni i ten jedyny, gdy nagle następuje załamanie pogody i już jest inny, który wygryzł cię z wyścigu do „Szału Uniesień” Podkowińskiego. Bywa też czasami, że następuje zbrojne zajęcie, które totalnie nas ruguje z życia towarzyskiego. Masz prawo kochać, podziwiać, milczeć i być szczęśliwy z dostąpienia zaszczytu bycia tym jedynym. Ale niestety gdy wydaje ci się, że dziś jesteś ten jedyny, kochany, umiłowany, to po latach kilku dowiadujesz się, że większej pomyłki nie było w jej życiu. Zrozumieć kobietę! To rzecz niemożliwa. Jeżeli jakiemuś facetowi to się uda powinien otrzymać Nagrodę Nobla. Próbowałem kiedyś napisać dekalog kobiecości, dziś kiedy to wspominam ogarnia mnie pusty śmiech z faktu, że byłem taki naiwny. Jedyne światełko w tym tunelu to fakt, że próbować trzeba, bo niestety, kochani Panowie, bez Bab żyć się nie da. Tym optymistycznym akcentem zachęcam „Brać Samczą” do przemyśleń nad faktem czy warto w ten problem zagłębiać się głęboko, gdy tych problemów jest od groma na tym błękitnym globie do ogarnięcia.        

PROSTO W OCZY

       Śmiem powiedzieć prosto w oczy, że to co się dzieje w bialskim magistracie zakrawa na kpinę ze sprawowanej władzy oraz nieposzanowanie obywateli. Mija prawie sto dni od proklamowania nowych władz samorządowych, a tu za wyjątkiem imprez kulturalno-oświatowych i utrudniania życia maluczkim nic się w tej Białej nie dzieje. Liczyłem na bilans otwarcia czyli ocenę sprawowania poprzedniej władzy i co? I nic, sto dni mija, a ja niczyja, to znaczy ta nowa władza. Był program, miały być rozliczenia, miało być działanie. Działanie jest, ale niestety takie jak w krzywym zwierciadle. Co krok to wpadka lub wygięcie w poprzek. Nie dowiedzieliśmy się z jakiego poziomu nowa władza zaczyna. Bulwersujące, ale jednocześnie chytre, bo przecież mogłoby się okazać, że wcale tak źle nie było, a dorównać będzie trudno.

            Nie jestem zwolennikiem byłego prezydenta chociaż jako człowieka bardzo szanuję. Pamiętam jak zaczynał i pamiętam jak skończył. I musze przyznać, że widzę w nim prawdziwego mężczyznę, bo zakończył z klasą. Fakt, że czasem błądził lub słuchał złych doradców, ale za wyjątkiem kilku wpadek i zadłużenia miasta tak bardzo ludziom nie szkodził. Rzeczą zrozumiałą, że jego działania naprawcze były torpedowane przez opozycję, która teraz robi to samo co były prezydent, ale to przecież nie to samo, to jest ich, twórcze. Szlak mnie trafia, że jak jedna partia robi wszystko nie bojąc się o skutki inne, gdy następuje zmiana, nie chcą wypaść „krzywo” czytaj chamsko. Chyba to taki kompleks człowieka cywilizowanego. Były prezydent podpadał przez pierwsze dwie kadencje swoją bezkompromisowością i swoją zawsze słuszną racją. Kiedy widzieliśmy w nim człowieka przegrał, bo prosty lud nie docenia człowieka tylko zamordystę.

        Wynika to po prostu z naszego wychowania i genów odziedziczonych po przodkach. Nie trzeba być specjalistą wystarczy się zapoznać z polską historią. Kiedy zaczynaliśmy się rozwijać jako państwowość szybko zaczynało to przeszkadzać naszym rodakom w osiąganiu swoich racji stanu i zaczynało się „polskie piekiełko”, które dzięki oprawcom z zewnątrz przywracało nam świadomość społeczną. Chciałoby się napisać – ale to już było i nie wróci więcej, niestety to jest niezgodne z historycznym scenariuszem. Jesteśmy skazani na polską śmieszność. Chce się płakać, ale żyć trzeba i mieć wiarę, że kiedyś się to zmieni na „lepsze”, bo Polak osiągnie taki poziom świadomości, że zmądrzeje.

           Wierzcie mi trudno jest pisać dosadnie i czytelnie, ale się okazuje, że trzeba zrobić ten wysiłek, bo prosty człowiek nie zrozumie. Kochani, wszyscy ci co u władzy robią nas w balona. Liczy się interes tych co rządzą, a nie dobro społeczne. Kolesiostwo, układy mniej czy bardziej widoczne trzeba tylko przyznać, że bardziej inteligentne. Polak uczy się na błędach i to jest widoczne. CBA się prześciga, ale efektów brak, bo kombinuje się ostrożnie. Dziś w modzie są wyjazdy w plener i spacery zdrowotne po uprzednim sprawdzeniu adwersarza czy jest czysty informatycznie. Coraz częściej się też zdarza, że prowadzone rozmowy czy debaty nie wymagają zrozumienia przedmówcy lecz wyłuszczenia swojej racji z góry słusznej. Przykład z ostatniej sesji Rady Miasta Białej Podlaskiej. Inteligentny w mowie i piśmie zadał pytanie – czy zgodnie ze statutem Urzędu Miasta § 57 ust. 4 brak opinii Prezydenta do projektu uchwały nawet jeżeli nie jest jej autorem nie jest łamaniem prawa? Sprowadziło się do komentarza biura prawnego polegającego na stwierdzeniu, że uchwała jest poprawna. Albo ja jestem idiota, albo z mojej osoby robi się durnia, co gorsza zadający pytanie uznał odpowiedzi za wystarczające. Budzi to moje rozterki, że pytanie pewnie miało być zadane lecz nie oczekiwano odpowiedzi. Głupi naród i tak niewiele z tego zrozumie.

           Bezczelność i nie liczenie się z pospólstwem osiągnęło swój punkt kulminacyjny, kiedy nowy włodarz miasta ściągnął intelektualne odwody. Potrzebne bo do sprawowania władzy, niestety brak doświadczenia jest widoczny i siedzenie po nocach nie pomaga w ogarnięciu kuwety. Tym bardziej, że zastępcy równie mało kompetentni i z brakiem doświadczenia, widocznym. Potrzebny był gość z innej wsi, który pomoże opanować sytuację, która zaczyna się wymykać z pod kontroli. Pomoc, jak pomoc i nie byłoby w tym nic szczególnego wszak ma się oparcie we władzy w Warszawie i kasie społecznej z nazwiskiem w tle, gdyby nie fakt, że zadufanie w swoją wszechmocność generuje błędy. Naruszone zostało dobro społeczne, co u poprzedniej władzy przynajmniej nie było widoczne. Rozumiem, że specjalista kosztuje, ale nie kosztem obywateli. „Mieszkaniowy skandal w Białej Podlaskiej”. Odbiło się echem w mediach i sumieniach obywateli. „Prezydent miasta przydzielił komunalne mieszkanie swojemu doradcy – omijając w ten sposób kolejkę trzystu rodzin czekających na przydział takiego lokalu. Mieszkanie jest po generalnym remoncie i ma zostać wyposażone w meble za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Doradca prezydenta dostał je niemal od razu po tym jak rozpoczął pracę w urzędzie miasta. I nawet sami urzędnicy czyli podwładni prezydenta nie kryją, że to granda w biały dzień”. Napisał Piotr Czaban na stronie TTV.pl
http://ttv.pl/aktualnosci,926,n/ciepla-kwatera-dla-doradcy,160221.html

         Pokory, więcej pokory nie zadufania w swoją władzę i w swoją nieomylność. Naród może i głupi, ale prędzej czy później zrozumie swój błąd. Chłop żywemu nie przepuści, a gdy zrozumie naród prosty, że nie o niego chodzi, szybko ten kabaret się skończy. Proponuję prędko nabijać kiesę, bo można nie zdążyć. Do was inteligencjo oraz młode pokolenie apeluję nie bawcie się w podchody i kulturę. Na chamstwo chamstwem reagujcie, bo dobrymi słowy nikt was nie zrozumie. Mówcie prosto w oczy co was boli.

 

MEANDRY (ZAKOLA) DIALOGU

            Tytuł przewrotny pokazujący, że nasze rozmowy czasami są jak rzeki wijące się przez łąkę, jak żmija czy wąż, pełzający przez chaszcze, zmierzających do nieznanego nam z góry celu. Fajnie, gdy meandrujemy kulturalnie i pogodnie dając się wmanewrować przez inteligentniejszych bądź posiadających bożą iskrę talentu manipulowania pospólstwem. Co ja mówię, co ja mówię – społeczeństwem. Gorzej, gdy w zaciszu i anonimowości pozornej naszych komputerów uderzamy jadem tak wrednym i niecenzuralnym, że aż wstyd się przyznać, że Polak tak potrafi. Dziś to się już nazywa mądrze – „hejtowaniem”, od nienawiści w języku nam obcym, lecz coraz bardziej kształtującym nasz byt codzienny. Warto jednak wrócić do form opartych o przyrodę, czyli meandrować (tworzyć zakola) w rozmowie. Odbiegając tematycznie od Internetu, trzeba przyznać, że my jesteśmy myślącym medium, które nie da się nabrać na plewy lub wolno płynącą i snującą się po Południowym Podlasiu rzekę Krznę. My kochamy słuchać i kochamy być dostrzegani i wyróżniani, zresztą kto nie lubi? Szkoda tylko, że jakoś tak nie bardzo wychodzi nam to społeczne zaangażowanie. Socjologowie, a mamy ich przecież od groma, powinni zająć się tym problemem. Dlaczego społeczeństwo tak opornie się angażuje w nasze życie codzienne? Nie chce zabierać głosu w konsultacjach społecznych, debatach, konferencjach? Dlaczego nie chce korzystać z demokracji? Co się stało, że jest taka duża absencja i zniechęcenie?

            Socjologiem nie jestem, ale mam wrażenie, że zachłysnęliśmy się demokracją, której do końca tak za bardzo jeszcze nie rozumiemy. Przez lat pięćdziesiąt kazano nam chodzić do urn wyborczych, nawet taksówkami wożono (pamiętam, bo jako harcerz sam po ludzi starszych jeździłem), by zapewnić prawie stuprocentową frekwencję. Przemiany spowodowały, że mogą nam naskoczyć. Jak chcę to pójdę, a jak nie chcę, to nie. Nikt nam nic nie zrobi. Niestety tym zachowaniem przekroczyliśmy rubikon absurdu. Nami dziś rządzi mniejszość. Proszę państwa, bo jak to inaczej nazwać, jeżeli o życiu naszym decyduje czterdzieści procent społeczeństwa, bo reszta ta sześćdziesiątka ma to wszystko w tylnej części ciała. Możemy tylko obserwować i ewentualnie szumieć społecznie, ale bez moralnego prawa, bo sami zgodziliśmy się, żeby ktoś o nas decydował. Zachęcam do wyborów nie dlatego, że Południowe Podlasie ma pokazać, że miało dużą frekwencję, lecz dla możliwości wybrania przedstawicieli, którzy nie będą bawić nas absurdem i elokwencją, ale inteligentnym, rozważnym oraz twórczym działaniem, by nam wszystkim żyło się lepiej. Wtedy wybory będą miały sens. Boli mnie bardzo, że Ci co mogliby wnieść najwięcej, nie biorą udziału, nie chcą się zaangażować i dać coś od siebie miastu. Ponownie widzę przesiąkniętych widmem interesowności, których jedynym celem jest zaistnieć, nie dobro bialskiej społeczności. Apeluję, Kochani nie dajcie się kolejny raz na to nabrać. Nie dajcie się partiom manipulować. Oni tu nie mieszkają.

            Meandry dialogu to też VIII Konferencja Centrum Dialogu, zorganizowana przez Rotary Klub Biała Podlaska, która odbyła się w dniu 11 października 2014 r. w auli im. Romana Trześniewskiego ZWWF Biała Podlaska. Prelegentami byli, Dorota Warakomska dziennikarka telewizyjna, którą wszyscy pamiętamy z początków naszej demokracji. Przedstawiła swoje stanowisko na temat tolerancji, akceptacji, dialogu oraz zrozumienia w odniesieniu do kultury amerykańskiej. Budząc swym wystąpieniem emocje i dyskusję. Kolejny prelegent doktor Maciej Tesławski twórca stowarzyszenia Marketingu Bezpośredniego pokazał nam złożoność tworzenia procesu „Marki”. Natomiast Andrzej Ludwik Woszczyński uzmysłowił nam bałagan, jaki istnieje, od blisko pięćdziesięciu lat, jeżeli chodzi o Godło Polski oraz oznakowanie instytucji państwowych. Co gorsze nie ma woli, by unormowania prezentowane przez pana Andrzeja, konstytucyjnie wprowadzić. Są ważniejsze sprawy. Doktor Krzysztof Jaszczyński niestety nie zaszczycił nas swoim wykładem (czasu zabrakło), ale przedstawił film, który wzbudził sensację w Warszawie. Warszawa, ostatnie dni września 1939 roku. Film zrobił na wszystkich ogromne wrażenie. Konferencja naprawdę bardzo ciekawa i interesująca. Niestety, mimo reklam i promocji frekwencja zawiodła. Uważam, ale to jest moje zdanie, że jednak uczelnie bialskie mając darmową edukację, nie potrafiły wykorzystać nadarzającej się okazji, pokazania młodzieży właściwych form współczesnego dialogu. Szkoda, bo było warto.