SYLWESTROWE SZALEŃSTWO

           Chyba tak to można nazwać. Jolanta stanęła na wysokości zadania. Nawet Pan prezydent zaszczycił obecnością, co prawda wybył, ale wrócił. Jola zachwyciła bogactwem potraw i wspaniałością muzyki. Zespół „Sway” w nazwie jak tej z filmu „Shall we dance” grał wspaniale, polecam. Wróciłem (nie wiem, jak, ale wróciłem) do domu, by obudzić się nad ranem w postawie siedzącej na wersalce w muszce i garniturze, włącznie z obuwiem. Nawet nie próbowałem wyjaśniać, co i jak, wiedziałem, że przeholowałem. Nie potrafię się bawić z ograniczeniami. Jestem, albo nie jestem szczególnie w Nowym Roku. Wiem, a przynajmniej się domyślam, że poszedłem na całość, ale jak nie pójść, kiedy się okazało, że było trochę sympatyków mojej osoby, których z pewnością rozczarowałem. Niestety nie pamiętam. Kolega Jerzy z Wrocławia pewnie powie, że mam problem. Mam, a jak lubię alkohol i jeżeli nikogo nie krzywdzę (mam nadzieję, prawda?) świetnie się z tym czuję. Wierzcie mi, chciałem być tak na topie. Elegancki, szarmancki, we best i pewnie taki byłem, ale zostałem porwany w towarzystwo, którego face and face nie znałem, ale które wspaniale mnie ugościło. Garnitur w komplecie, dokumenty też, czyli poza słownymi karambolami, których nie autoryzuję, było OK.

           Podobno wchodziłem Panu Prezydentowi w d…..ę. Nie pamiętam, ale jeżeli tak było to przepraszam, to alkohol mi wszystko pomieszał. Mimo wszystko jestem jednak tradycjonalistą i dlatego małżonka się do mnie nie odzywa. Podobno blond włosy ukochałem i to do tego zagraniczne. Możliwe, nie pamiętam. Poznałem wspaniałych ludzi, nie wiem tylko czy oni są zachwyceni. Ugościli, napoili i do żony odprowadzili. Byłem przeszczęśliwy nawet do domu nie chciałem wracać. Niestety kobiety mnie zgwałciły i odwiozły w domowe pielesza. Fajne jest to, że mimo godzin rannych nikt nie zatrzymywał i nie kazał się określić czy jestem za, czy przeciw. Jestem oczywiście za wolnością spożywania trunków wyskokowych we wspaniałym towarzystwie. Przeciw jazdy samochodem w stanie wskazującym na spożycie. Kocham moją ojczyznę bez konieczności iścia w Polskę. Kocham media, konstytucję, trybunał też kocham, kocham życie. Przeraża mnie tylko ta późna godzina pracy. Nocą kochani to ja odpoczywam i proszę bardzo nie mieszajcie mi w głowie. Takie galimatiasy to tylko w filmach. Na marginesie wspomnę tylko i przyznam się szczerze, że horrorów nie znoszę. Wolę komedie. Jak chcę się pośmiać Sejm sobie włączę. Lepszego kabaretu nie ma na świecie. Płacę, a co płacę i tego sobie żądam. Nie jakieś nudy na pudy ma być intersująco. Przyznacie, że jest ciekawie zwłaszcza ten mecz do jednej bramki. Bardzo mnie to cieszy nie lubię niespodzianek. Przynajmniej wiadomo, jaki będzie wynik. Jak to się mówi „Sąd, sądem a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”.

         Wracając do Nowego Roku uprzejmie informuję, że piszę. Nie wiem, jak długo, ale postaram się istnieć. Chyba, że „sprawiedliwość społeczna” mnie dopadnie i przestanę funkcjonować. Dopadł mnie syndrom cofnięcia. Nie wiedziałem, jak żyć? Śmiać się czy płakać? Cieszyć się czy rozpaczać? Płynąć, czy unosić się na wodzie? Miałem nadzieję, że Nowy Rok mi podpowie. Chyba to było dobre rozwiązanie, bo nawet kac mnie nie dopadł tylko opamiętanie. Przecież to moje życie, mój kraj, ma Polska i nie można patrzeć z boku, jak ktoś próbuje mi mówić, jak mam żyć, jak rozumieć, jak istnieć. Wiele można zarzucić demokracji, że jest spolegliwa i czasami żałosna, że jest sprzedajna jak dama lekkich obyczajów, ale też jak w dzisiejszym filmie „Pretty Women” potrafi być charakterna. Bardzo demokrację szanuję, kocham. Dlatego moi kochani nie zadam wam pytania – Jak żyć Pani/ie Premier, Prezydencie? Wiem i będę się tego trzymał. Do siego Roku życzę, tak na marginesie, od dzisiaj.

PROSTO W OCZY

       Śmiem powiedzieć prosto w oczy, że to co się dzieje w bialskim magistracie zakrawa na kpinę ze sprawowanej władzy oraz nieposzanowanie obywateli. Mija prawie sto dni od proklamowania nowych władz samorządowych, a tu za wyjątkiem imprez kulturalno-oświatowych i utrudniania życia maluczkim nic się w tej Białej nie dzieje. Liczyłem na bilans otwarcia czyli ocenę sprawowania poprzedniej władzy i co? I nic, sto dni mija, a ja niczyja, to znaczy ta nowa władza. Był program, miały być rozliczenia, miało być działanie. Działanie jest, ale niestety takie jak w krzywym zwierciadle. Co krok to wpadka lub wygięcie w poprzek. Nie dowiedzieliśmy się z jakiego poziomu nowa władza zaczyna. Bulwersujące, ale jednocześnie chytre, bo przecież mogłoby się okazać, że wcale tak źle nie było, a dorównać będzie trudno.

            Nie jestem zwolennikiem byłego prezydenta chociaż jako człowieka bardzo szanuję. Pamiętam jak zaczynał i pamiętam jak skończył. I musze przyznać, że widzę w nim prawdziwego mężczyznę, bo zakończył z klasą. Fakt, że czasem błądził lub słuchał złych doradców, ale za wyjątkiem kilku wpadek i zadłużenia miasta tak bardzo ludziom nie szkodził. Rzeczą zrozumiałą, że jego działania naprawcze były torpedowane przez opozycję, która teraz robi to samo co były prezydent, ale to przecież nie to samo, to jest ich, twórcze. Szlak mnie trafia, że jak jedna partia robi wszystko nie bojąc się o skutki inne, gdy następuje zmiana, nie chcą wypaść „krzywo” czytaj chamsko. Chyba to taki kompleks człowieka cywilizowanego. Były prezydent podpadał przez pierwsze dwie kadencje swoją bezkompromisowością i swoją zawsze słuszną racją. Kiedy widzieliśmy w nim człowieka przegrał, bo prosty lud nie docenia człowieka tylko zamordystę.

        Wynika to po prostu z naszego wychowania i genów odziedziczonych po przodkach. Nie trzeba być specjalistą wystarczy się zapoznać z polską historią. Kiedy zaczynaliśmy się rozwijać jako państwowość szybko zaczynało to przeszkadzać naszym rodakom w osiąganiu swoich racji stanu i zaczynało się „polskie piekiełko”, które dzięki oprawcom z zewnątrz przywracało nam świadomość społeczną. Chciałoby się napisać – ale to już było i nie wróci więcej, niestety to jest niezgodne z historycznym scenariuszem. Jesteśmy skazani na polską śmieszność. Chce się płakać, ale żyć trzeba i mieć wiarę, że kiedyś się to zmieni na „lepsze”, bo Polak osiągnie taki poziom świadomości, że zmądrzeje.

           Wierzcie mi trudno jest pisać dosadnie i czytelnie, ale się okazuje, że trzeba zrobić ten wysiłek, bo prosty człowiek nie zrozumie. Kochani, wszyscy ci co u władzy robią nas w balona. Liczy się interes tych co rządzą, a nie dobro społeczne. Kolesiostwo, układy mniej czy bardziej widoczne trzeba tylko przyznać, że bardziej inteligentne. Polak uczy się na błędach i to jest widoczne. CBA się prześciga, ale efektów brak, bo kombinuje się ostrożnie. Dziś w modzie są wyjazdy w plener i spacery zdrowotne po uprzednim sprawdzeniu adwersarza czy jest czysty informatycznie. Coraz częściej się też zdarza, że prowadzone rozmowy czy debaty nie wymagają zrozumienia przedmówcy lecz wyłuszczenia swojej racji z góry słusznej. Przykład z ostatniej sesji Rady Miasta Białej Podlaskiej. Inteligentny w mowie i piśmie zadał pytanie – czy zgodnie ze statutem Urzędu Miasta § 57 ust. 4 brak opinii Prezydenta do projektu uchwały nawet jeżeli nie jest jej autorem nie jest łamaniem prawa? Sprowadziło się do komentarza biura prawnego polegającego na stwierdzeniu, że uchwała jest poprawna. Albo ja jestem idiota, albo z mojej osoby robi się durnia, co gorsza zadający pytanie uznał odpowiedzi za wystarczające. Budzi to moje rozterki, że pytanie pewnie miało być zadane lecz nie oczekiwano odpowiedzi. Głupi naród i tak niewiele z tego zrozumie.

           Bezczelność i nie liczenie się z pospólstwem osiągnęło swój punkt kulminacyjny, kiedy nowy włodarz miasta ściągnął intelektualne odwody. Potrzebne bo do sprawowania władzy, niestety brak doświadczenia jest widoczny i siedzenie po nocach nie pomaga w ogarnięciu kuwety. Tym bardziej, że zastępcy równie mało kompetentni i z brakiem doświadczenia, widocznym. Potrzebny był gość z innej wsi, który pomoże opanować sytuację, która zaczyna się wymykać z pod kontroli. Pomoc, jak pomoc i nie byłoby w tym nic szczególnego wszak ma się oparcie we władzy w Warszawie i kasie społecznej z nazwiskiem w tle, gdyby nie fakt, że zadufanie w swoją wszechmocność generuje błędy. Naruszone zostało dobro społeczne, co u poprzedniej władzy przynajmniej nie było widoczne. Rozumiem, że specjalista kosztuje, ale nie kosztem obywateli. „Mieszkaniowy skandal w Białej Podlaskiej”. Odbiło się echem w mediach i sumieniach obywateli. „Prezydent miasta przydzielił komunalne mieszkanie swojemu doradcy – omijając w ten sposób kolejkę trzystu rodzin czekających na przydział takiego lokalu. Mieszkanie jest po generalnym remoncie i ma zostać wyposażone w meble za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Doradca prezydenta dostał je niemal od razu po tym jak rozpoczął pracę w urzędzie miasta. I nawet sami urzędnicy czyli podwładni prezydenta nie kryją, że to granda w biały dzień”. Napisał Piotr Czaban na stronie TTV.pl
http://ttv.pl/aktualnosci,926,n/ciepla-kwatera-dla-doradcy,160221.html

         Pokory, więcej pokory nie zadufania w swoją władzę i w swoją nieomylność. Naród może i głupi, ale prędzej czy później zrozumie swój błąd. Chłop żywemu nie przepuści, a gdy zrozumie naród prosty, że nie o niego chodzi, szybko ten kabaret się skończy. Proponuję prędko nabijać kiesę, bo można nie zdążyć. Do was inteligencjo oraz młode pokolenie apeluję nie bawcie się w podchody i kulturę. Na chamstwo chamstwem reagujcie, bo dobrymi słowy nikt was nie zrozumie. Mówcie prosto w oczy co was boli.

 

SYNDROM BRUTUSA

         Miałem, jak już wspomniałem koledze Krzysztofowi, wyluzować, ale to jego polemika uzmysłowiła mi, że kto jak kto, ale ja powinienem zająć odpowiednią „pozycję” odnośnie demokratycznych poczynań liderów politycznych Białej Podlaskiej. Wszak się szczyciłem prawdomównością i szczerością oraz godnością oficera dla którego Bóg, Honor, Ojczyzna to nie czcze banialuki lecz wyraz godności oficera wojska polskiego. Dyplomacja dyplomacją, ale kiedy nie dostałem się do zacnego towarzystwa osób uprzywilejowanych realizujących proces udemokracyjniania społeczności bialskiej, zwolniony jestem zatem z uprawiania polityki, czyli trzymania swych opinii w dyplomatycznym milczeniu. Nadal jestem tylko emerytem wojskowym, dumnym ze swego statusu społecznego, który z godnością może pisać to co wymyśli głowa, a że głowa chyba jest nie głupia to zobowiązuję ją do przekazania, jako autor felietonów swego stanowiska. Tytuł nieprzypadkowy i przemyśleń godny, żeby zrozumieć me przesłanie pozwolę sobie wzbogacić wiedzę czytelnika o informacje zawarte w Wikipedii, dotyczące postaci Brutusa z czasów demokracji rzymskiej, pasującej jakże do obecnych czasów. „Syn Marka Juniusza Brutusa, trybuna ludowego w 83 p.n.e., zwolennika Mariusza i Serwilii, przyrodniej siostry Katona Młodszego, Pasierb Decimusa Juniusza Silanusa, konsula w 62 p.n.e. Starannie wykształcony retorycznie i filozoficznie, był dobrym mówcą. Po adopcji przez wuja nosi nazwisko Kwintus Serwiliusz Cepion Brutus (Quintus Servilius Caepio Brutus). W 54 lub 55 p.n.e. objął urząd kwestora. Stronnik optymatów, w walce o władzę pomiędzy Cezarem a Pompejuszem popierał Pompejusza, walcząc po jego stronie pod Dyrrachium i Farsalos, gdzie dostał się do niewoli. Ułaskawiony, przeszedł w 48 p.n.e. na stronę Juliusza Cezara. W 46 p.n.e. objął zarząd nad Galią Cisalpińską. W 44 p.n.e. został pretorem (o pretorianach pisałem). W tym samym roku uczestniczył w zamachu na Cezara w „Idy Marcowe”. Według niektórych źródeł to do niego były skierowane ostatnie słowa Cezara „I ty Brutusie, przeciwko mnie” (Et tu Brute, contra me). Po śmierci Cezara sprzymierzył się z Kasjuszem, z którym stanął na czele republikanów i prowadził walkę z triumwirami. Po klęsce w bitwie pod Filippi w 42 p.n.e. z siłami Marka Antoniusza i Oktawiana Augusta, Brutus popełnił samobójstwo. Był przyjacielem Cycerona i został uwieczniony przez niego w dziele o najwybitniejszych retorach pod tytułem „Brutus”. Postać jakże ciekawa i jakże kontrowersyjna. Wydaje się, że niby dla demokracji poświecił przyjaciela – Cezara, którego był pretorianinem. Nasza młoda demokracja buduje swoje oblicze, uczy się na błędach, ale dlaczego te same błędy popełnia, które już nie raz się sprawdziły jako błędne założenia. Demokracja, demokracji oddani, fanatycznie uzależnieni od przesłań prawicowych. Agresywnie nastawieni do innych racji, złośliwi, stosujący chwyty iście z czasów rzymskich, bawiący się pospólstwem, a my wszyscy na to patrzymy i ja milczę. Dość tego, mimo, że jestem katolikiem, jeżeli Państwo nie wiecie, to przecież chrześcijanie zniszczyli bibliotekę aleksandryjską, dorobek wieków i stuleci prakultury europejskiej i my szczycimy się, że jesteśmy miłosierni. Fanatyzm, „mocherostwo”, zacietrzewienie widoczne na każdym kroku i obłuda tych pospólstwem zarządzających. Z przerażeniem czytam i oglądam wpisy osób na fejsie, które wydawały się być mądre i stateczne, a teraz ziejące jadem nienawiści do tych, którzy przecież nie siłą, ale demokratycznie władzę tę zdobyły. Brak merytorycznych rozwiązań z jednej i drugiej strony, ale to tylko propaganda, wszak rządzi się jak fundusz pozwoli. Max słusznie napisał, że prezydent mało się na świat otworzył, ale jak miał się otworzyć skoro tym samym skazałby siebie na unicestwienie bialskiego biznesu, kto podcina gałąź na której się siedzi? Chyba głupiec. Propozycje, które przedstawiłem w programie Adama Chodzińskiego stawiały na rekreację, wypoczynek, turystykę oraz infrastrukturę czyli termy, SPA które można byłoby wpisać w markę Janowa Podlaskiego. Chronimy biznes własny i dajemy się rozwinąć inwestycjom, ale każdy patrzy jak na wariata, a przecież to dużo taniej niż program „Krzna dla miasta”. Zrobienie z Białej złomowiska przez kontrkandydata obecnego prezydenta miasta, to najgorsze co może nas spotkać. Proszę popatrzeć w Internecie jeżeli możecie, bo na przykład mnie już blokuje jakiś złośliwy program. W każdym bądź razie chciałbym uwierzyć obu konkurentom. Jeden okazał się kiedyś niezbyt słowny, drugi prze na władzę chociaż nie ma zielonego pojęcia o co chodzi. Z dwojga złego na przekór „Brutusowi”, który nawet nie zapytał się o stanowisko, bo zachłystnął się głosami wyborców, popieram Andrzeja Czapskiego licząc, że tym razem skorzysta z moich sugestii, czyli „żeby wilk był syty i owce całe”. Mam nadzieję Panie Prezydencie, mam nadzieję, ponoć ona umiera ostatnia.

 

STRUKTURA CZASU

      Zebrałem dzisiaj, jak to młodzi mówią niecenzuralnie, nie będę przytaczał słów, bo i tak już podpadłem wierszem Tuwima, reprymendę od mojej latorośli, która się wyraziła dosyć dla mnie w niemiły sposób, że jako ewentualny kandydat na radnego, mentor, weteran misji zagranicznych powinienem się odpowiednio do wieku i pozycji społecznej zachowywać. Pewnie moi szanowni koledzy równolatki, dystyngowani i mądrzy przychylą się do opinii mojej córki, że w pewnym wieku nie uchodzi zapominać się o ilości lat na liczniku. Powodem mej nagannej postawy był wieczór w dość dobrze znanym lokalu, związanym z ssakiem morskim w Białej Podlaskiej. Pomysł udania się na wieczór podrzuciła koleżanka z PiS-u, która sama w ostatnim momencie zrejterowała tłumacząc się spotkaniem z Senatorem. Oficer, wojskowy, jak już podejmie decyzję to nie ma odwrotu. W godzinach późno wieczornych zjawiłem się na koncercie DJ, zabijcie mnie, ale nie pamiętam, jak go nazywano tym bardziej, że bardzo się cenił i zjawił się czy nie zjawił, niestety nie pamiętam na koncercie. Wytańczyłem się przednio, chociaż byłem najmłodszy wśród towarzystwa. Te dysko polo czy inne rytmiczne hukowiska wcale mi nie przeszkadzały utrzymać rytm, a nawet rozwijały wenę twórczą. Oczywiście ma osoba budziła sensację nie wiem czy z powodu ubioru, czy wyglądu, a może wieku. Trudno to określić. Faktem jest, że było fajnie. Blond włose dziewczę, które zwróciło moją uwagę, ale pomny obrazu „Zuzanna i Starcy” Rembrandta mogłem tylko patrzeć i podziwiać ukradkiem. Bawiłem się w towarzystwie młodych ludzi, którzy obchodzili osiemnastkę kolegi. Okazało się, że Ernest jest synem mego przyjaciela z lat szkolnych. Marek, zawsze mnie zadziwiał swoją przebojowością i kulturą fizyczną. Był tak wysportowany, że z zazdrości poszedłem na Wojskową Akademię Techniczną żeby też z mojej osoby zrobili faceta. Ernest to kultura, takt i wychowanie i szok, że ma tylko osiemnaście lat na stanie. Fakt, zabalowałem, dałem upust emocjom, ale nie mogę się zgodzić z córką, że jestem stary i takie zachowanie nie uchodzi, że powinienem siedzieć w domu, oglądać telewizję i być statecznym panem, a ja mam przecież „osiemnaście lat tylko”. Piszę ten felieton po to, by MŁODZI, MA CÓRKA PAMIĘTALI, że czas to jest struktura, empatia, która płynie, zmienia się i minie. Dlatego kochani młodzi pamiętajcie, że też kiedyś będziecie starzy i nie będziecie wstanie się z tym pogodzić. Jeżeli się pogodzicie to niestety widzimy się na cmentarzu. Z wyrazami uznania Artur.