KATASTROFA SMOLEŃSKA

           Dzisiaj 9 kwietnia 2017 r. w Białej Podlaskiej pod tablicą pamięci w kościele Św. Antoniego na ulicy Reformackiej obchodziliśmy siódmą rocznicę tragedii smoleńskiej. Akademickie Liceum Ogólnokształcące Państwowej Szkoły Wyższej im. Papieża Jana Pawła II w Białej Podlaskiej, klasy mundurowe, dowodzone przez kpr. kdt  Piotra Dymowskiego, kdt Przemysława Tykałowicza oraz kdt Wiktorię Polak pod opieką ppłk rez. Artura Arteckiego uczestniczyły w uroczystości. Utworzony przez młodzież szpaler honorowy, w tle zgromadzenia, nadawał iwentowi charakter podniosły i godny. Przemówienia prezydenta miasta Dariusza Stefaniuka, senatora Grzegorza Biereckiego oraz posła Adama Abramowicza przybliżyły wydarzenia z przed siedmiu lat. Złożenie wiązanek kwiatów pod tablicą upamiętniającą tragedię zakończyło część oficjalną. W kościele odbyło się nabożeństwo w intencji tych, którzy zginęli w katastrofie.

         Nietrudno się domyśleć, że starano się upolitycznić przekaz wracając do teorii spiskowych, które zostaną rozwiązane i naród pozna prawdę. Faktem jest, że spotkaliśmy się, by uczcić pamięć dziewięćdziesięciu sześciu osób, które zginęły w katastrofie lotniczej w 2010 roku na lądowisku w Smoleńsku. Para prezydencka, politycy, senatorowie, posłowie, duchowieństwo i kwiat polskiego dowództwa zginęli, chociaż na całym świecie to zdarzenie byłoby nie do pomyślenia. Tragedia ta winna być przestrogą dla przyszłych pokoleń, jak może się skończyć tragicznie przedsięwzięcie, którego motorem działania jest empatia, a nie zdrowy rozsądek. Pamiętam jak dziś ten sobotni poranek, kiedy leniuchując w łóżku dowiaduję się o tragedii na lądowisku w Smoleńsku. Przerażenie, szok oraz niezrozumienie, jak do tego mogło dojść. Jak Polski Prezydent, całe dowództwo, znamienici politycy tak lekkomyślnie zapakowali się w samolot i podjęli decyzję o lądowaniu na „kartoflisku”. Rozumiem trzecie kraje afrykańskie, inne, gdzie brak funduszy i standardów światowych bezpieczeństwa o ochronie najważniejszych osób w państwie, jeszcze bym przeżył, ale Polska jest w Unii Europejskiej. Czy wyobrażacie sobie Państwo, Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki w takiej sytuacji, Panią Kanclerz Merkel czy innych z Europy? Wątpię, pewnie poleciałyby głowy za usiłowanie przeprowadzenia zamachu stanu. U nas to przeszło. Dlaczego, bo tak kazano, ustalono, pomyślano i nie przewidziano, że to niezgodne ze zdrowym rozsądkiem. Po polskiemu – jakoś to będzie.

              Siedem lat minęło i najważniejszy problem nie w tym, że zginęło dziewięćdziesiąt sześć wspaniałych osób, niepotrzebnie, lecz to, że pewnie komuś na tym zależało. Ktoś chciał się pozbyć elity naszego kraju, by pokazać, że nie potrafimy się zjednoczyć i wyciągnąć pozytywnych wniosków z tragedii. Że tragedia ta nas podzieli nie zjednoczy, jak było ze śmiercią świętego Papieża Jana Pawła II. Wielki entuzjazm, a potem wielkie rozczarowanie. Siedem lat pomówień, niejasności, gry politycznej i tylko wielki żal, że przecież nie o sprawę tu chodzi lecz o pamięć istnień, które nie miały w planie odchodzić na drugą stronę. Chciały być, funkcjonować, cieszyć się życiem i niestety to im zabrano. Dzisiejsze uroczystości to rocznica pamięci nie najważniejszych osób, ale tych, którzy z nimi polegli. Czczę pamięć Generała Franciszka Gągora, czczę pamięć wszystkich dowódców, którzy nie powinni, a polecieli w jednym ordynku. Czczę pamięć senatorów i posłów wszystkich opcji. Czczę pamięć chłopców z BOR i obsługi samolotów, którzy do końca realizowali swoje zadanie. Raz w roku to godne i uczciwe, żeby pamięć została z nami na zawsze.

           Rozumiem żałobę, ale nie rozumiem, że każdego dziesiątego miesiąca zbiera się grono, które chce upamiętniać śmierć bliskiego nie uwzględniając woli tych, którzy też stracili swoich bliskich. Mamy wspaniałego świętego Papieża Jana Pawła II, który przyczynił się w istotny sposób do zmiany systemu ustrojowego Polski, ale nikt nie obchodzi co miesiąc jego śmierci chociaż na pewno na to zasłużył. Pycha, zarozumiałość, fałsz i obłuda to prawie tak, jak Mojżesz, który wrócił do swego ludu i stwierdził, że jego krajanie czczą „Złotego Cielca” nie Boga. Czy my Polacy nie potrafimy jednoczyć się mądrze tylko skaczemy sobie do gardeł bez względu na uczucia, wiarę i zdrowy rozsądek?. Mam nadzieję, że „Tragedia Smoleńska”, przynajmniej dla mnie, będzie przestrogą, że władza to wielka odpowiedzialność i mądrość. Będę co roku pamiętał o tych, którzy zginęli, bo chcieli dobrze, ale ktoś postanowił inaczej. Cześć ich pamięci. Pamięć o Nich z nami zostanie. 

MAREK TRELA KSIĄŻKA JAKO PRZYCZYNEK DO ZROZUMIENIA CZŁOWIEKA

            Dzień 23 marca br. Filia Nr 6 Miejskiej Biblioteki Publicznej na ulicy Orzechowej 34 godzina 17.00. czytelnia i wypożyczalnia w jednym miejscu zgromadziła zacne grono publiczności łacnej zdobycia informacji o promocji publikacji Instytutu Wydawniczego „Erica”, a dokładnie książki Ewy Bagłaj pod tytułem „Marek Trela – Moje konie, Moje życie”. Bohater książki „Polski lekarz weterynarii, hodowca koni arabskich, w latach 2000 – 2016 prezes Stadniny Koni Janów Podlaski, wiceprzewodniczący Światowej Federacji Konia Arabskiego (WAHO), w 1978 jako lekarz weterynarii podjął pracę w Stadninie Koni w Janowie Podlaskim. W 1995 został hodowcą. Był współtwórcą sukcesów koni czystej krwi arabskiej ze stadniny janowskiej na konkursach krajowych i międzynarodowych. Uzyskał uprawnienia sędziego międzynarodowego. W lutym 2016 został odwołany ze stanowiska prezesa Stadniny Koni w Janowie Podlaskim”. Tyle Wikipedia głosi i pewnie w przyszłości to wystarczy, gdyby nie fakt, że w sposób skandaliczny dokonano zamachu na hodowlę konia arabskiego w Polsce. Nie trudno się domyśleć, że afera znalazła rozgłos nie tylko krajowy, a dyrektor Trela stał się znaną i popularną osobą świadczy o tym angaż w kraju arabskim, a dokładnie w Arabii Saudyjskiej. Polska zubożała o kolejnego specjalistę, ale przecież to nie problem. Faktem jest, że media bardzo nagłośniły sprawę i Pan Marek, którego przyszłością miało być stadniny zacisze stał się celebrytą. Nie dziwi zatem, że książka biograficzna potrzebowała tylko trzech miesięcy, by się ukazać. Piękna polszczyzna autorki Ewy Bagłaj zachwyca prostotą i przekazem historii człowieka, który całe życie poświęcił koniom. Książka szczególnie przeznaczona dla kobiet, bo bardzo wzrusza.

            Wieczór, który w jednym promował książkę w drugim był spotkaniem autorskim Pani Ewy i również ozdobiony wystawą fotografii Krzysztofa Tarasiuka i Lecha Mazura też o tematyce końskiej. Trzy w jednym, jak to się często spotyka. Był w założeniach przeciętny, a okazał się dynamicznym przedsięwzięciem bogatym w trudne pytania. Wydawnictwo przedstawiło się z dobrej strony, bo zaproponowało dosyć sporą promocję książki o panu Treli. Dosyć ogólne informacje o twórczości autorki, czyli: „Broszce”, „Dublerce”, „Słonecznej Dziewczynie: opowieści o Klementynie Sołonowicz-Olbrychskiej”, „Prymusce” oraz książce o Marku Treli. Dosyć bogata twórczość, jak na młodą autorkę i szkoda tylko, że Pani Ewa jest tak bardzo tajemnicza. Prawie wieczór cały szukałem jakichś informacji z życia osobistego. Niestety jedynie wiem, że pochodzi z Terespola, ukończyła tamże liceum im. Bohaterów Warszawy, potem studia na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego też związanego z Warszawą. Absolwentka podyplomowego studium dziennikarstwa na Uniwersytecie też Warszawskim. Jako dziennikarka publikowała m.in. w tytułach: „Dziennik Wschodni”, „Słowo Podlasia”, „Koń Polski”, „Sukces”, Polskiearaby.com. i nic poza tym. Kocha konie i Podlasie reszta to tajemnica, którą na spotkaniu próbowałem rozwiązać niestety bez efektu. Ochrona danych osobowych posunięta do granic nieopisanych, jakby Pani Ewa nie była celebrytką.

            Przyznać muszę, że choć byłem niepocieszony to Panią Ewę poznałem poprzez jej twórczość. Nie da się ukryć wrażliwości, rozczarowania, mądrości oraz tęsknoty za uczuciem, szczerością i zrozumieniem. Można przemilczeć swoje życie, ale nie można zamknąć swych myśli pisząc. Przeczytałem „Prymuskę” książkę młodzieżową, kobiecą, ale nie treść mnie zafascynowała, tylko osobisty przekaz niby przemyślenia bohaterki. „Prymuska, czy jest Pani Prymuską”? – spytałem. Nie otrzymałem odpowiedzi, ale bazując na swym bogatym doświadczeniu i tych smutnych, aczkolwiek żywych oczach, doszedłem do wniosku, że nie wiem. Pani Ewa jest zagadką i mam tylko nadzieję, że znajdzie się ktoś taki, który tę książkę przeczyta. Dziękuję za spotkanie Pani Ewo.   

O PIŁSUDSKIM PRZY KOMINKU

              Dyskusyjny Klub Książki Filii Miejskiej Biblioteki Publicznej Nr 6 w Białej Podlaskiej zorganizował spotkanie przy kominku poświęcone postaci Józefa Piłsudskiego. O postaci Marszałka i literaturze mu poświęconej opowiadał Tadeusz Mikinik. Spotkanie odbyło się w dniu 20 marca br. (poniedziałek) o godzinie 17.00 w Rakowiskach, w kwaterze prywatnej Ali M. Nie pierwszy raz fanklub literacki z tych gościnnych progów korzystał. Zeszłoroczne zakończenie sezonu pozostawiło wspaniałe wspomnienie i nietrudno się domyślić, że rozmowy o „Dziadku” przyciągnęły mimo poniedziałku sporą grupę sympatyków twórczości pisanej. Spotkanie, jak nakazuje tradycja rozpoczęła słowem wprowadzającym w temat Krystyna Nowicka kierownik Filii Nr 6 Miejskiej Biblioteki Publicznej.

          Kolega Tadeusz skupił się przede wszystkim na pamięci Polaków o Marszałku, przebywającym na Południowym Podlasiu. Wspominał marsz legionów, bytność w Białej Podlaskiej „Wodza” podczas wręczenia orderu Virtuti Militari 34 pułkowi piechoty stacjonującemu do września 1939 roku w koszarach na ulicy Kopernika. Wspominał swoje zaangażowanie w upamiętnianie Marszałka w naszym regionie. Nadanie imienia „Józefa Piłsudskiego” Gimnazjum Nr 4 w Białej Podlaskiej. Zaangażowanie w upamiętnienie pobytu w Białej Marszałka poprzez umieszczenie tablicy pamiątkowej na ścianie dworca kolejowego i coroczne składanie wiązanek w dniu 12 maja w każdą rocznicę śmierci „Wodza”. Wspomniane zostały też „Marsze Kadrówki” z Krakowa do Kielc oraz coroczne „Marsze szlakiem Legionów po Południowym Podlasiu” przez wiele lat organizowane przez prelegenta, a obecnie przez klasy mundurowe powiatu bialskiego. Na kanwie wspomnień był czas by przypomnieć zaangażowanie władz lokalnych w upamiętnianie postaci Marszałka, jak również dokonań w innych przedsięwzięciach, jak odsłonięcie popiersia Marszałka przy Gimnazjum Nr 4 oraz tablicy pamiątkowej poświęconej Hance Ordonównej na ścianie kościoła Chrystusa Miłosiernego na ulicy Wyszyńskiego, która ponad dwadzieścia tysięcy dzieci ze Związku Radzieckiego wyprowadziła z oddziałami Andersa.

           Kolega Tadeusz przypomniał też aspekty prywatne z życia Józefa, który jak należało się spodziewać nie był osobą wyidealizowaną. Okazało się, że i żon było sporo i z wiarą różnie bywało, a i charakter nie był idealny, a kiedy wkraczał w ton oficjalny należało uciekać. Znalazł poplecznika swoich ideałów za zachodnią granicą w osobie Adolfa Hitlera i gdyby nie śmierć, kto wie jakby historia się potoczyła. Oczywiście wspomniano też powiedzenia Marszałka, dotyczące na przykład prawdy, które oczywiście przytoczono, a brzmiące następująco: „Prawda jest jak dupa, każdy ma swoją”, które zostało przytoczone na spotkaniu lecz potem, kiedy autor felietonu przysiadł nad laptopem posypały się inne z Internetu, które przyczyniły się w sposób radykalny do zmiany treści opracowania na bardziej osobiste i bardziej w treści bogate.

           Zaskoczeniem wielkim jest fakt, że Marszałek mimo dwudziestego wieku epoki myślał jak człowiek współczesny. Przykładem niech będzie opinia mniej poprawna o politykach – „Do polityki garną się ludzie, którzy nic nie osiągnęli, a więc nieudacznicy i darmozjady. Polityka to dla nich deska ratunku, mogą godnie żyć nie dając w zamian nic”. Ciekawym też cytatem był stosunek do polityki partii własnej, który wyrażał się cytatem w odpowiedzi na zadane pytanie „Panie Marszałku, a jaki program tej partii”? „Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio”. Mimo nienawiści do ludzi, był zdeterminowany do walki za naród. „Walczę i umrę jedynie dlatego, że w wychodku, jakim jest nasze życie, żyć nie mogę, to ubliża – słyszysz! – ubliża mi jako człowiekowi z godnością nie niewolniczą. Niech inni się bawią w hodowanie kwiatów czy socjalizmu, czy polskości, czy czego innego w wychodkowej (nawet nie klozetowej) atmosferze” – pisał do Feliksa Perla. Józef Piłsudski zdawał sobie sprawę z tego, że jego język jest kontrowersyjny, dlatego zastrzegał, że: „Choć nieraz mówię o durnej Polsce, wymyślam na Polskę i Polaków, to przecież tylko Polsce służę” i wiedział, że kłótnie i pyskówki nie mogą rządzić polską polityką, bo przecież: „Z szanowania wzajemnego wypływa moc wielka w chwilach trudnych”. Szkoda tylko, że dziś tego nikt nie pojmuje mimo, że człek tak prosty prawdy oczywiste już prawie sto lat temu wspominał.

        Spotkania Dyskusyjnego Klubu książki mają tę zaletę wielką, że pobudzają ciekawość i zaangażowanie w rozszerzenie horyzontów związanych z danym przedsięwzięciem. Podejrzewam, że nikt by nie sięgnął po książki gdyby nie zaciekawił się tematem. Doceniam pracę klubu i doceniam fakt, że dzięki spotkaniu dowiedziałem się wiele w tym przedmiocie, czyli działalności i tworzeniu polskości przez Józefa Piłsudskiego. Szkoda tylko, że nie ma obecnie tak charakternych, może mniej wykształconych osób, ale mających to coś co spowoduje, że naród ponownie stanie się wielki i zjednoczony w swej tożsamości. Ja w dalszym ciągu mam nadzieję, że tak będzie.

 

 

BYĆ SOBĄ

        Koledzy powiedzą, że jestem nieprzewidywalny. Raz jestem fajny, drugim razem jestem przeciwstawny do przyjętej w moim środowisku opcji, wręcz radykalny. Kim jestem? Jestem oficerem przełomu sytuacji. Nie bawiącym się w politykę. Chociaż zachłysnąłem się nią, jak odszedłem do cywila. Wydawała się owocem zakazanym, który nie był dostępny nam, jak służyłem w armii. Pięć lat wystarczyło bym zrozumiał, że to nie jest rarytas dla ludzi w mundurach. Fałsz, obłuda, rozgrywki i dziwne podejście, że prawdę można nagiąć do naszych potrzeb. Wierzcie mi kochani, zaangażowałem się ogromnie. Poszedłem na studia logistyczne, by stworzyć projekt Centrum Logistyczne „Kresy” dla mojej społeczności. Zaangażowałem się, by powstało alternatywne do ekonomicznych potrzeb turystyczne centrum w oparciu o Markę Janowa Podlaskiego. Na bazie zamku Radziwiłłów, budowanie centrum turystycznego wzbogacone o termy, które w Białej istnieją. Wszystkie moje pomysły zostały nie zauważone. Przepraszam, błąd, oczywiście podpisano porozumienie o utworzeniu Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Białej Podlaskiej, która ma utworzyć Centrum Logistyczne, ale oczywiście to nie mój pomysł tylko władz, które wykazały się inicjatywą. Powiem szczerze, że mi na tym nie zależy. Ważne, że rejon się rozwija według mojej koncepcji, a pokolenia to docenią czyj to był pomysł.

      Być sobą to alternatywa, która nas kształtuje w odniesieniu do rzeczywistości. Podjąłem decyzję, by nie bawić się w politykę, wszak jestem oficerem rezerwy, ale jednak oficerem. Zrozumiałem, że moim powołaniem jest uczyć młodzież patriotyzmu. Uczyć polskości i zrozumienia naszej tożsamości. Wierzcie mi, że to ogromne wyzwanie. Być wojskowym przełomu to nie jest prosta sprawa. Wbrew wszystkim, którzy świadczą o państwie totalitarnym chcę powiedzieć, że te państwo mnie wykształciło i nauczyło myśleć, tak jak i pozostałych kolegów opozycji. Możemy się nie zgadzać z metodami funkcjonowania, ale istnieliśmy. Żołnierz jest perfekcjonistą. Ma bronić Ojczyzny, jeżeli nie, jest, najemnikiem, dla którego formy rządzenia są pretekstem do funkcjonowania. Nie chcę, i moi koledzy nie będą najemnikami, pokazują przyjaciele z wyższych stanowisk dowodzenia. Boli jednak, że są żołnierze słabsi, którzy ulegają forsie i dla pieniądza są wstanie się stłamsić. My nie możemy być pionkami na szachownicy polityki. Czytam posty kolegów, którzy wspominają kim był polski żołnierz. Wspominają, czym była przysięga wojskowa, której ponad życie przestrzegaliśmy i dla której byliśmy skłonni swe życie oddać.  

        Dzisiaj szturmani poddawani prowokacjom, takim jak w Giżycku, spychani jesteśmy na dno społeczności. Czy to jest wojsko, czy to jest Polska? Dość długo siedziałem cicho, bo myślałem, że się opamiętają, że zrozumieją, że Polska, ta Polska przedwojenna jest do odtworzenia w realiach naszych patriotycznych, tych którzy o nią walczyli do końca, ale się okazało, że Oni walczą o Polskę fanatyzmu i braku społecznego zrozumienia. Rozliczeń, mściwości i braku wybaczania, które przecież kościół uważa za podstawę swojego istnienia. Fakt, rozumiem konieczność rozliczenia tych, którzy prześladowali, ale nie rozumiem, dlaczego ścigać tych, którzy mieli dosyć wojny i chcieli żyć normalnie. Proszę rozliczyć prezesa Kaczyńskiego za fakt, że funkcjonował w państwie totalitarnym, zdobył wykształcenie i się go nie wyrzekł. Żądam rozliczenia wszystkich, którzy zdobyli pozycję dzięki państwu totalitarnemu. Niech zaczynają od początku, wszak nie godzi się bazować na zbrodni.

      Jestem oficerem Rzeczypospolitej Polskiej i proszę, by mi dano możliwość zrehabilitowania się za fakt, że byłem żołnierzem, a nie, jak niektórzy uważają, świnią. Drzwi otworzyłem zapraszam o szóstej rano.

„NA FALI” WAKACYJNYCH DOZNAŃ

      Tytuł nie przez przypadek obrazuje moje doznania ostatniego tygodnia w Krynicy Morskiej w „Siedlisku Na Fali”. Gdyby ktoś nie wiedział to kurort morski na Mierzei Wiślanej. Wielokrotnie już przez moją osobę odwiedzany z uwagi na rodzinne koneksje. Fakt, że w jakimś tam stopniu wspieram brata wujecznego promując jego dokonania w postaci wspaniałego „Siedliska”, jak Agata dziecię jego, nie omieszka zawsze podkreślać. Moją korzyścią jest klimat, morze, słońce i wyłączenie się z życia ustawicznego, jak to się mówi powszedniego. W Krynicy się dzieje i nie jest tak drogo, jak na przykład w Sopocie. Piwo tylko osiem złotych kosztuje na plaży, w sklepikach cztery i pół, a w markecie około trzech złotych polskich. Oczywiście mówię o tym trunku na „Ż”, jak to w reklamie, że bez „ż” to tylko „Ona”. Po innych choruję. W wieku dojrzałym człowiek robi się smakoszem. Trzymając się, więc tematu „Żarcia”, u Darka kuchnia mi pasuje. Wybór przeróżny od grilla, pieca po kuchnię domową. Stylowy włoski wystrój i nastrój muzyczno-smakowy zdobył moje serce jakiś czas temu i trwa skutecznie mam nadzieję w sposób dozgonny.

        Fajnie jest się oderwać, chociaż na tydzień od tego wszystkiego, co zostało tam gdzieś, dosyć daleko. Plaża, morze, Zalew Wiślany, atrakcje turystyczne i przede wszystkim pogoda to, to, co jakoś mi się udaje uzyskać z miejsca tego. Nie trzeba jechać na Karaiby, by poczuć się dość swobodnie z dala od zgiełku polityczno-ekonomicznego. Ja odpoczywam, dość ekonomicznie, a gospodarze trudno to inaczej nazwać, jak „Zasów” sezonowy w godzinach wczesnoporonnych, południowo wieczornych, po późnonocne. Nikt tu się nie obija, by stworzyć odpoczywającym dość wykwintny klimat odpoczynku wakacyjnego, w standardach krajowych. Fakt, Wersalu tu nie ma, ale jest dobre żarcie, wygodne intymne pokoje, Internet, no i do plaży blisko. Na pogodę trzeba sobie zasłużyć. Ja, nie mogę narzekać.

           W Krynicy Morskiej można sobie wspaniale czas zorganizować. Występują wieczorem kabarety i inne recitale disco polo. Wczoraj dorwałem elektryczny trójkołowiec, by pomykać po ulicach miasta. Przednia rozrywka bez względu na wiek i możliwości oraz przystępność cenową. Wieczory na balkonie w towarzystwie płci przeciwnej to dodatkowy program rozrywkowy. Bombowo też się jest zanurzyć w falach Bałtyku, gdy temperatura prowadzi do skurczu organów wszelkich, zdawałoby się, że w danej sytuacji niepotrzebnych. Kąpiel takowa to chrzest dla ciała i hartu ducha budująca męskość teoretyczną, bo rzeczywista zanika. Super jest też przy sztormie patrzeć na żywioł miotający swe wody na plażę. Powietrze takie czyste i wiatrowe, wypełnione jodem. Nic tylko podziwiać i oddychać, oddychać całym ciałem.

         Zachwycony rozmaitością doznań zacząłem się zastanawiać, co jest rzeczywistością, a co bajką? Przecież nie wszystko może być prawdziwe. Prawie, jak w „Matriksie” chciałoby się powiedzieć, że wszystko to jakiś scenariusz, w którym miesza się fikcja i realność. Gdzieś tam jakieś „szczyty” intelektualno-polityczne. Terroryzm ubrany w swą hybrydowość. Zachwyty nad doskonałością i umiejętnością. Przepiękne formy Tischnerowskiej wolności wypowiedzi powodują, że świat wirtualny jest bardziej realny niż horrorystyczna rzeczywistość. Trzeba dziś opisywać Krynicę Morską z jej atrakcjami, dla niektórych, jako realność i jako odskocznia od groteski życia publicznego. Gdzieś pucze, zamachy, mądrości życiowe i tylko ty się człeku martwisz ze względu na swą rozumność, jak to wszystko do cholery strawić, by całkowicie nie zdurnieć. Może właśnie takim rozwiązaniem jest uciec w pozytywną rzeczywistość, czyli bajkę Krynickiego lenistwa. Pomyśleć tylko strach, że już wkrótce trzeba będzie wrócić w tę straszną „Rzeczywistą Wirtualność”.    

MOJE .NOWOCZESNE SPOJRZENIE

         Szanowni Państwo, wspominałem niedawno, że na początku lutego miało miejsce utworzenie koła .Nowoczesnej na Południowym Podlasiu o nazwie „Bialskie”. Wspominałem również, że zostałem zaproszony na spotkanie organizacyjne i że zostałem wiceprzewodniczącym. Minął miesiąc i wielkie moje rozgoryczenie, bo okazało się, że koło jest, ale tylko na papierze. Przyjechali koledzy z Lublina, Zamościa, Chełma nie wspomnę o Międzyrzecu Podlaskim oraz Parczewie i para poszła. Poszła, ale w gwizdek. Widziałem swoją osobę w działaniu i organizowaniu struktur, ale przecież znam wojskową zasadę, że przed gospodarza nie wychodź. Minął miesiąc, w Polsce się dzieje, a u nas cicho.

            Nie jestem zaskoczony tą sytuacją. Zbyt dużo lat przeżyłem, bym nie rozumiał mechanizmów działających. Martwi minie jedynie indolencja osób, które myślałem, że czują i rozumieją „materię polityczną”. Fakt wygrania wyborów, w takim czy innym zakresie, nie powinien satysfakcjonować, lecz budzić do działania i budowania przyszłych struktur społeczno-politycznych. Ubolewam wielce, że może pochłaniać nas wielce działalność w sejmie, ale jeżeli nie oprze się o teren, trwać cztery lata będzie. Naród, choć skołowany jednak myśleć potrafi i to, co nas wyniosło na piedestały ściągnie nas na ziemię prędko. Dziś wygrani jutro zapomniani, bo rozumienie przesłoniło społeczne wywyższenie. Sejm, Senat to reprezentanci narodu i wszystko jest w porządku, jeżeli reprezentantów ten naród popiera. Gorzej, kiedy słowa nie wystarczą, bo za słowami brak czynów. Wtedy jeszcze według starego stylu kilka lat (cztery) można przeczekać. Może jeszcze raz się uda społeczność otumanić, ale jak widać to nie jest prosta sztuka.

        Cały czas w jakimś amoku wielkim szukam zaangażowania wielkiego w budowanie Polski. Znajduję prywatę, wyrachowanie, snobizm i brak poszanowania dla idei polskości. Wszyscy gonią za standardem zdobycia stanowiska i kasy. Specjaliści od „polityki” kierują państwem, a opozycja też nie lepsza. Czasem się zastanawiam, czy Korwin Mikke nie ma racji, by wszystko to roz…….? Brakuje mi jednak odrobiny szaleństwa. Widząc to, co w moim sercu jest mi bliskie, jako patrioty i dotyczy pojmowania patriotyzmu i polskości w działaniach rządzącej opcji jednocześnie czuję strach przed wyraźnymi znakami działalności totalitarnej. „Totalitaryzm (dawniej też: totalizm, z łac. totalis – cały, całkowity) – system rządów (reżim polityczny), w którym państwo posiada całkowitą kontrolę nad społeczeństwem i stara się kontrolować wszystkie aspekty życia publicznego i prywatnego na tyle ile jest to możliwe”.

           A strach mój jest wielki, bo mimo, że wychowałem się w socjalizmie to od dwudziestusiedmiu lat czuję się w jakimś zakresie demokratycznie polski. Ubolewam wielce, że nasz kraj, nasi obywatele tak poniewierani przez Europę w zawirowaniach ostatnich dwóch wieków nie potrafią upomnieć się o swoje, że zawsze musimy być najemnikami jakiejś militarnej opcji. Nie potrafimy pamiętać o tych, którzy oddali życie, pochodzenie za Ojczyznę. Zostaliśmy upokorzeni, potraktowani jak prowincjonalne uetnicznienie, {Etniczność (ang. ethnicity, fr. ethnicité) – termin, pochodzący od gr. ethnos, wywodzącego się z kolei od ethnikos – „barbarzyńca”, „poganin”} stwierdziliśmy, że deszcz pada i zapomnieliśmy o rodakach.

        Rozczarowany wielce taką sytuacją oświadczam, że mam dość polityki i wypisuję się z .Nowoczesnej i będę działał na gruncie kształtowania patriotycznych postaw wśród młodzieży, by ich uczyć, co to znaczy być Polakiem i  co to jest Polska.     

SYLWESTROWE SZALEŃSTWO

           Chyba tak to można nazwać. Jolanta stanęła na wysokości zadania. Nawet Pan prezydent zaszczycił obecnością, co prawda wybył, ale wrócił. Jola zachwyciła bogactwem potraw i wspaniałością muzyki. Zespół „Sway” w nazwie jak tej z filmu „Shall we dance” grał wspaniale, polecam. Wróciłem (nie wiem, jak, ale wróciłem) do domu, by obudzić się nad ranem w postawie siedzącej na wersalce w muszce i garniturze, włącznie z obuwiem. Nawet nie próbowałem wyjaśniać, co i jak, wiedziałem, że przeholowałem. Nie potrafię się bawić z ograniczeniami. Jestem, albo nie jestem szczególnie w Nowym Roku. Wiem, a przynajmniej się domyślam, że poszedłem na całość, ale jak nie pójść, kiedy się okazało, że było trochę sympatyków mojej osoby, których z pewnością rozczarowałem. Niestety nie pamiętam. Kolega Jerzy z Wrocławia pewnie powie, że mam problem. Mam, a jak lubię alkohol i jeżeli nikogo nie krzywdzę (mam nadzieję, prawda?) świetnie się z tym czuję. Wierzcie mi, chciałem być tak na topie. Elegancki, szarmancki, we best i pewnie taki byłem, ale zostałem porwany w towarzystwo, którego face and face nie znałem, ale które wspaniale mnie ugościło. Garnitur w komplecie, dokumenty też, czyli poza słownymi karambolami, których nie autoryzuję, było OK.

           Podobno wchodziłem Panu Prezydentowi w d…..ę. Nie pamiętam, ale jeżeli tak było to przepraszam, to alkohol mi wszystko pomieszał. Mimo wszystko jestem jednak tradycjonalistą i dlatego małżonka się do mnie nie odzywa. Podobno blond włosy ukochałem i to do tego zagraniczne. Możliwe, nie pamiętam. Poznałem wspaniałych ludzi, nie wiem tylko czy oni są zachwyceni. Ugościli, napoili i do żony odprowadzili. Byłem przeszczęśliwy nawet do domu nie chciałem wracać. Niestety kobiety mnie zgwałciły i odwiozły w domowe pielesza. Fajne jest to, że mimo godzin rannych nikt nie zatrzymywał i nie kazał się określić czy jestem za, czy przeciw. Jestem oczywiście za wolnością spożywania trunków wyskokowych we wspaniałym towarzystwie. Przeciw jazdy samochodem w stanie wskazującym na spożycie. Kocham moją ojczyznę bez konieczności iścia w Polskę. Kocham media, konstytucję, trybunał też kocham, kocham życie. Przeraża mnie tylko ta późna godzina pracy. Nocą kochani to ja odpoczywam i proszę bardzo nie mieszajcie mi w głowie. Takie galimatiasy to tylko w filmach. Na marginesie wspomnę tylko i przyznam się szczerze, że horrorów nie znoszę. Wolę komedie. Jak chcę się pośmiać Sejm sobie włączę. Lepszego kabaretu nie ma na świecie. Płacę, a co płacę i tego sobie żądam. Nie jakieś nudy na pudy ma być intersująco. Przyznacie, że jest ciekawie zwłaszcza ten mecz do jednej bramki. Bardzo mnie to cieszy nie lubię niespodzianek. Przynajmniej wiadomo, jaki będzie wynik. Jak to się mówi „Sąd, sądem a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”.

         Wracając do Nowego Roku uprzejmie informuję, że piszę. Nie wiem, jak długo, ale postaram się istnieć. Chyba, że „sprawiedliwość społeczna” mnie dopadnie i przestanę funkcjonować. Dopadł mnie syndrom cofnięcia. Nie wiedziałem, jak żyć? Śmiać się czy płakać? Cieszyć się czy rozpaczać? Płynąć, czy unosić się na wodzie? Miałem nadzieję, że Nowy Rok mi podpowie. Chyba to było dobre rozwiązanie, bo nawet kac mnie nie dopadł tylko opamiętanie. Przecież to moje życie, mój kraj, ma Polska i nie można patrzeć z boku, jak ktoś próbuje mi mówić, jak mam żyć, jak rozumieć, jak istnieć. Wiele można zarzucić demokracji, że jest spolegliwa i czasami żałosna, że jest sprzedajna jak dama lekkich obyczajów, ale też jak w dzisiejszym filmie „Pretty Women” potrafi być charakterna. Bardzo demokrację szanuję, kocham. Dlatego moi kochani nie zadam wam pytania – Jak żyć Pani/ie Premier, Prezydencie? Wiem i będę się tego trzymał. Do siego Roku życzę, tak na marginesie, od dzisiaj.

„MODERN” PO POLSKU

         W niedzielę trzydziestego pierwszego maja 2015 roku wracaliśmy właśnie z obchodów „Dnia Weterana” w Bydgoszczy. Dla niezorientowanych to święto tych co bronili City Hall w Karbali w Iraku oraz tych, którzy od 1953 roku godnie reprezentowali Polskę w misjach pokojowych i stabilizacyjnych na wszystkich kontynentach świata. Świętowaliśmy wracając do Białej Podlaskiej z rodzinnych wojaży do Bydgoszczy nie zdając sobie sprawy, że w tym samym czasie w Warszawie tworzy się nowa jakość. Informację o nowoczesnej.pl otrzymałem od Mariusza Maksymiuka „Maxa” z Radia BiPer, któregoś lipcowego dnia, który zapraszał mnie mailem na spotkanie „Nowoczesna.pl”. Pomyślałem, że ktoś w Białej bierze sprawy w swoje ręce i zaczyna myśleć o przyszłości. Niestety sezon wakacyjny i wyjazd rodzinny na Węgry kolidował z terminem spotkania. Zadzwoniłem do Karola Michałowskiego przekazując mu swoje spostrzeżenia dotyczące modernistycznej wizji dla Białej Podlaskiej. Wspomniałem o strefie ekonomicznej, Centrum Logistycznym „Kresy” oraz przewartościowaniu miasta zaściankowo-upadłościowego na kurort Termalny z ośrodkami SPA w rekonstruowanym Pałacu Radziwiłłowskim. Miła nie wiążąca rozmowa i koniec.

       Połowa sierpnia, facebook i kolejna znajoma zachęca mnie na spotkanie w sprawie wywiadu i nowoczesnej.pl. Kornelia Wróblewska z Warszawy, ale o korzeniach międzyrzeckich umawia się na spotkanie. Co może chcieć młode dziewczę od mena w średnim wieku w okresie andropauzy? Dociekliwość skłoniła mnie do zapoznania się z problemem. „Ryszard Jerzy Petru (ur. 6 lipca 1972 we Wrocławiu) – polski ekonomista i polityk, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich oraz partii i stowarzyszenia Nowoczesna”. Informacje z Wikipedii. Młody działający kiedyś z Balcerowiczem, a jak słyszę Balcerowicz od razu włącza mi się zdanie Andrzeja Leppera „Balcerowicz musi odejść”. Mimo wszystko zapoznałem się z CV pana Ryszarda i uznałem, że chyba ma głowę do polityki i biznesu. Tym bardziej, że dziewczę choć młode to z doktoratem i chce najważniejsze działać. Zmieniać realia naszego wschodnio-zaściankowego życia. Zacząłem czytać program:

       „Nowe pokolenie musi wyjść z cienia i postawić swoje osoby do dyspozycji społeczeństwa. Polityka uchodzi za brudną i złą. I taka w dużej mierze jest – teraz. Nie zmieni się to, jeśli nie wejdą do niej profesjonaliści, ludzie ze znajomością języków, doświadczeniami zawodowymi i sukcesami”. Może to i prawda, bo fatycznie jak mówił Korwin Mikke „banda czworga tylko się wymienia”. Warto jednak pamiętać o mądrości „Dojrzałości”, która nie z jednej opresji ratowała nie tylko państwa lecz cywilizacje.

       „Polska potrzebuje dziś ludzi, którzy potrafią przewodzić i zarządzać. Najlepszych. Takich, którzy swymi osiągnięciami w różnych dziedzinach udowodnili, że sprawdzają się w budowaniu i łączeniu, a nie w kłótniach i tworzeniu problemów. Którzy potrafią słuchać, podejmować decyzje i wprowadzać zmiany. Którzy nie składają pustych obietnic, ale potrafią proponować rozwiązania i wprowadzać je. Zawodowców, z dokonaniami i z sukcesami, którzy sprofesjonalizują świat polityki i wprowadzą do niego nową jakość”. Prawda, tylko jak Oni wezmą się za politykę to kto będzie pracował? Wierzę, że umiejętność praktyczna da radę z utopią pro polityczną. Mam nadzieję. Piękne słowa Pana Petru może troszeczkę pompatyczne przynajmniej są jakąś lepszą inną alternatywą do głoszonych przez przeszłe dwudziestopięciolecie. Przeczytałem program no i cóż? Wszystko już słyszałem, czytałem, oglądałem, byłem przekonywany, mamiony, ogłupiany byle ktoś się dorwał do władzy. W Polsce, w prasie zagranicznej, bo przecież demokracja jest demokracją, a nie filmem Sciencie Fiction gdzie wszystko jest możliwe. Pan Ryszard ma ciekawe pomysły i propozycje przedstawiane może inaczej, może bardziej przejrzyściej, ciekawiej, ale teleportacji nie wymyślił.

      Dlaczego popieram ruch, stowarzyszenie, partię „Nowoczesna.pl”? Nie jestem jej członkiem chociaż zaproponowano mi udział w wyborach do Parlamentu RP. Nie ze wszystkimi postulatami programowymi się zgadzam. Nie jestem przekonany o słuszności niektórych tez, ale wiem jedno – Polska potrzebuje zmian, młodej krwi, pomysłów na przyszłość, a wydaje się, że Petru to proponuje. Zresztą dwukrotnie się już osobiście przejechałem na swoim zaangażowaniu, ale mam przekonanie, że „Ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten kraj nie zginie nigdy dzięki nim. Nie! Nie! Nie! Nadszedł już czas, najwyższy czas, nienawiść zniszczyć w sobie.” I tego powinniśmy się trzymać. I tego ja się trzymam. A Państwo?

REKONSTRUKCJA BIALSKIEGO PAŁACU

       Rewelacyjne wiadomości zostały podane już w pierwszych dniach września 2015 roku. Nasza wielkość kulturowa została zauważona. Bo jak inaczej nazwać historyczne pochodzenie od rodu Radziwiłła „Panie Kochanku”. Wielu z mieszkańców Południowego Podlasia pewnie posiada geny odziedziczone po znamienitych przodkach. Dumni i szczycący się pochodzeniem zostaliśmy zaskoczeni inicjatywą rekonstrukcji naszego „gniazda, matecznika”. Inwestycja, szacowana na 30-40 milionów złotych. Przeraża i zachwyca. Jeszcze rok temu budziłaby wątpliwości, ale jeżeli Pałac Biskupi w Janowie Podlaskim można zrekonstruować, czemu nie bialski pałac? Pewnie każdy inny obywatel kraju nad Wisłą nie zdziwił się komunikatem. My Bialczanie z krwi i kości jesteśmy przejęci tematem, bo z pewnych wartości nie można żartować. Nie można używać w grze politycznej. Złożone obietnice nawet słowne trzeba realizować, a zwłaszcza te na piśmie. Pałac, który chcielibyśmy już dawno widzieć stojącym i promującym naszą wielkość intelektualną i społeczną miał być od lat kilkudziesięciu odtworzony. Niestety brakowało kasy i woli politycznej. Tak jak społeczeństwo Polski odbudowało swój Zamek Królewski w Warszawie, by świadczył o wielkości naszego kraju, tak my podlasiacy chcieliśmy mieć swoje argumenty na rzecz naszego pochodzenia i znamienitej historii w regionie.

        Nie udało się, ale oto rozbudzono ponownie nasze nadzieje. „W czwartek 3 września br. przedstawiciele urzędu miasta oraz Fundacji Fundusz Rewitalizacji z Gdyni podpisali list intencyjny w sprawie rekonstrukcji pałacu Radziwiłłów. Reprezentantem miasta był prezydent Dariusz Stefaniuk, a fundacji – wiceprezes Julita Jarkowska. Włodarz mówił dziennikarzom o nadziejach na przywrócenie świetności tego miejsca i wymiarze praktycznym. Zaznaczał, że list nie rodzi skutków finansowych dla miasta. Na pytanie o stanowisko konserwatora wobec projektu odesłał do fundacji, bo to ona rozmawia ze służbami ochrony zabytków. Wiceprezes Jarkowska nie chciała jednak odpowiadać na żadne pytania dziennikarzy.

        Powodzenie projektu zależy od finansowania ze środków unijnych. Z ekspertyzy zamówionej przez fundację wynika, że warunki na pozyskanie takiej dotacji są spełnione. Zakończenie projektu jest planowane na 2020 rok. Pracę wewnątrz ma znaleźć, co najmniej 30-40 osób”. Jak nas informuje Biała24.

       Fakt zaistniał. Są konkrety, pięć lat to też nie odległa przyszłość tym bardziej, że jedną z najczęściej obieranych obecnie metod przybliżenia i ożywienia historii we współczesnej Europie, Polsce są rekonstrukcje – odtworzenie zabytku w zbliżonej do pierwotnej formie. Jak pisze Agata Byszewska w swym artykule w Kurierze Konserwatorskim „Podróż w czasie. Rekonstrukcja – destrukcja” powstaje wówczas wizja czasów minionych, która pozwala ludziom współczesnym uczestniczyć w sztucznie stworzonej przeszłości. Rola rekonstrukcji obiektów jest elementem edukacyjnym w trakcie badań archeologicznych, wpływa pozytywnie na poznanie, zrozumienie i docenienie przeszłości. Jednak – aby rola objaśniająca została spełniona, wszelkie rekonstrukcje należy przeprowadzać w sposób rygorystyczny i zgodny z zasadami współczesnej ochrony dziedzictwa archeologicznego, pamiętając, że nie powinniśmy kreować przeszłości, a jedynie odtwarzać te jej elementy, które są nam znane na podstawie przeprowadzonych badań wykopaliskowych. Kolejnym ważnym argumentem przemawiającym na rzecz rekonstrukcji jest fakt, że takie przedsięwzięcie staje się elementem znacznie podnoszącym atrakcyjność danego regionu oraz pobudzającym ruch turystyczny.

        Wzmożony „ruch rekonstrukcyjny” ostatnich lat w Polsce ułatwiony jest dzięki możliwości finansowania tego rodzaju przedsięwzięć, jak to już zostało wspomniane z funduszy unijnych, z której to możliwości władze lokalne chętnie korzystają. Wzniesienie rekonstrukcji w wielu przypadkach, w tym i naszym wydaje się być również jedynym i najłatwiejszym sposobem zagospodarowania kłopotliwego dla wielu zabytku archeologicznego.

        Niestety na przeszkodzie stoją przepisy. Prawodawstwo światowe, europejskie, polskie w sprawie dóbr archeologicznych jest nieubłagane. I tak w „Karcie Krakowskiej” z 2000 roku chroniącej dziedzictwo archeologiczne mamy w pkt. 4: „Rekonstrukcji całych części budynku „w stylu historycznym” winno się unikać. Rekonstrukcja bardzo małych fragmentów o znaczeniu architektonicznym może być stosowana wyjątkowo pod warunkiem, że oparta jest na precyzyjnej i niekwestionowanej dokumentacji”. Ponadto w Karcie Krakowskiej znalazły się niezwykle ważne stwierdzenia dotyczące konieczności minimalizacji działań destrukcyjnych nawet w przypadku prowadzenia badań wykopaliskowych „Każda interwencja w dziedzictwo archeologiczne – ze względu na jego delikatność – powinna uwzględniać jego związki z otoczeniem, terytorium i krajobrazem.

        Czy w związku z tym powinniśmy zrezygnować z tej, jakby nie było, atrakcyjnej formy prezentowania przeszłości, naszego dziedzictwa i świetności? Nie wydaje się, aby była to słuszna decyzja. Należałoby jednak, jako główny priorytet przyjąć, jakość proponowanych rozwiązań, wykorzystanie bogatych sposobów prezentacji oraz czerpać z doświadczeń i pomysłów już istniejących. Nie trzeba daleko szukać, aby w najbliższym sąsiedztwie znaleźć doskonałe przykłady pełnej harmonii pomiędzy ochroną stanowiska archeologicznego, a ciekawym rozwiązaniem, pozwalającym zapoznać się z jego historią. Zresztą, jeżeli w Janowie to potrafili pogodzić, dlaczego nie w Białej. Jesteśmy za, a nawet więcej niż przeciw.

       Jeżeli natomiast jest to polityczna podpucha to w naszej ocenie jest to śmierć polityczna organizatorów eventu na Południowym Podlasiu. Podlasiak, bialczanin pamięta i takich spraw dotyczących naszego jestestwa nie wybacza. To nasze korzenie, dziedzictwo a to dobro bezcenne i nie do zabawy politycznej wzięte. Jeżeli ktoś chce zbić kapitał polityczny niech pieniądze rozdaje, ale wara od naszego pochodzenia, naszego historycznego miasta.

KOŃ TROJAŃSKI EUROPY

      Przepraszam czy tylko nieliczna grupa społeczna świata europejskiego pojmuje, że świat dżihadistów obrał nową metodę oddziaływania na świat chrześcijański? Czy tylko nieliczna grupa to pojmuje, że jesteśmy współczesną „Troją Demokracji”?  Podejrzewam, że chociaż są tacy, że to pojmują, ale obawiam się, że demokracja jak kiedyś Grecję nas zrujnuje. Podrzucono nam „Konia Trojańskiego”, emigrację. Jestem w stu procentach przekonany, że świat ortodoksyjno-islamski podrzuca nam piątą kolumnę. Kolumnę, która prędzej czy później pokaże nam swoje oblicze, a wtedy będzie już za późno. Rozumiem, że musimy się kierować współczuciem, pomocą i dobroczynnością, ale mam nadzieję, że mądrzy władz europejskich to czują i wiedzą, że wśród tych tłumów pchających się na Niemcy, Anglię i Skandynawię są tacy, którzy myślą, jak ten świat przekabacić na wiarę islamską. Nie dali rady nam Turcy, Mongołowie i inni obawiam się jednak, że padniemy pod naporem islamskiej emigracji, bo przecież my jesteśmy kontynentem demokracji i co ludzkie nie jest nam obce, chociaż ci inni mają to, no nie ważne gdzie. Apeluję do mądrych tego świata, że widzę zagrożenie dla europejskiego świata. Trzeba pomagać, ale każdemu, który będzie pod kontrolą, a nawet z opaską elektroniczną. Przecież nikt go nie zapraszał, sam przyszedł.

        Kochani, wolność i demokracja dla wszystkich, a jeżeli ktoś ma to gdzieś i jedynym jego celem jest Allach i śmierć niewiernym czy z tego powodu mamy być barankiem ofiarnym? Mam nadzieję, że Wielcy to czują. Unia Europejska, jako organizacja ma wielkie zadanie do realizacji, a niestety wydaje się, że w ogóle tego nie ogarnia. Gdzie są siły europejskie, które powinny to opanować? Gdzie organizacja? Gdzie panowanie nad sytuacją? Panie Tusk, czy Pan to czuje? To trzeba opanować bez względu na granicę. Bez względu na państwa tu chodzi o Europę. Jeżeli jesteśmy Unią to Unia musi to opanować, a okazuje się, że żadnej unii nie ma tylko prowizorka. Szkoda, a myślałem, że nareszcie coś zrozumieliśmy z demokracji amerykańskiej. Pani Merkel jedynie w Pani nadzieja, że Pani to czuje, bo jak widzę tylko w jedności siła, a Pani ma jej najwięcej. Proszę bardzo w imieniu narodu europejskiego niech Pani się za to weźmie, bo jedynie jest w Pani nadzieja, że Pani to ogarnie.

            Nie mamy dziś swojego Papieża, który by panował nad sytuacją, nie mamy Wałęsy, który choć kontrowersyjny potrafił pociągnąć społeczność lokalną. Marszałek też jest nieobecny, który uchronił Europę przed nawałą sowiecką. Chociaż tak wielcy się głowią nad kryzysem ekonomicznym to problem jest znacznie większy, jest europejski. Kryzys Grecji, Hiszpanii, Portugalii jest niczym od zagrożeń, których człowiek prosty nie rozumie. Stoimy przed wyzwanie europejskim – Być, albo nie Być naszej kulturze, naszej cywilizacji. Jeżeli my Europejczycy tego nie rozumiemy to jestem przerażony? Nie jestem politologiem, ekonomistą czy wieszczem, ale obserwuję i interpretuję. Działania państwa islamskiego są jasne i czytelne. Powszechna emigracja ma służyć przeniknięciu elementów wywrotowych do Europy. Jeżeli Europa nie wystawi sił, które nad tym zapanują jesteśmy barankiem ofiarnym na ołtarzu islamistów. Mam nadzieję, że NATO, UE nad tym problemem obradują i wkrótce zostaną podjęte odpowiednie decyzje. Mam nadzieję.