POMROCZNOŚĆ JASNA

      Rozgoryczenie, żal i bezsilność która ogarnia inteligentnego przedstawiciela społeczności bialskiej. Głupota, zarozumiałość, bezczelność, kpina tych, którzy demokratycznie przejęli władzę bazując na widzimisię nie kompetencjach. Wybrani czterdziesto procentową wyborczą frekwencją (oddano 20 050 głosów ważnych, a do głosowania uprawnionych było 46 000 osób) głosami kolesi oraz grup „wsparcia” robią rewolucję głupoty w maluczkich umysłach. Wiara w sukces nie wystarczy, wiara w kompetencje nie wystarczy trzeba mieć poparcie najlepiej finansowe oraz ofertę „igrzysk” lub skrajnej prawicowości dla gawiedzi. Wybory pokazały dwa aspekty współczesnej polskiej demokracji: Pierwszy to ten, że inteligentni nie narażają się na śmieszność oraz drugi, że rozum z wyborami nie ma nic wspólnego. Ortodoksyjność zdobywa coraz większą popularność i to ona bryluje w sferach południowo podlaskiej popkultury. Pojmowanie świata z prawej strony Wisły jest całkiem inne niż lewostronne zaangażowanie. Po tej prawej cuda się zdarzają. Po lewej jakoś po Częstochowie ucichło. Dlatego też Południowe Podlasie kładzie nacisk na ufność w Bogu. Powtarzając starą frazę „Niech się dzieje wola nieba z nią się zawsze zgadzać trzeba” i tak tu się w nowej naszej demokracji żyje. Wszyscy wierzą, że będzie lepiej. Powierzają władzę tym, którzy dla władzy skłonni są zmienić zdanie na najbardziej wygodne.

            Jan Kobuszewski śpiewał kiedyś bardzo interesującą piosenkę ze słowami Wojciecha Młynarskiego „A wójta się nie bójta”. Tekstu i samego utworu można posłuchać na Youtubie. W iście mistrzowski sposób Pan Jan ukazuje nam niuanse naszego wschodnio-europejskiego grajdołka. Mądre i z przesłaniem słowa Pana Wojtka, jak dotychczas nie straciły na świeżości i są w dalszym ciągu aktualne. Interesujący jest morał, puenta utworu – „Taki z tej bujdy morał można brać, że nie wiadomo, kogo bardziej trza się bać, czy tego wójta, co na ludzi grzmi, czy tych facetów z całkiem innej wsi…”. Polityka to taka kobieta lekkich obyczajów, która dla władzy i pieniędzy nie żałuje swych wdzięków. Nie wybiera orientacji seksualnych tylko się chędoży z tym kto więcej daje. Bzdurą wielką jest wierzyć w jej uczciwość i sprawiedliwość. Mądrzy tego świata dbają o swoją suwerenność i niezawisłość, głupcy tylną część nadstawiając ze szczęścia mrużą zamglone z rozkoszy oczy. Jedni marzą o spokoju, drudzy życie im układają. Mimo, że mądrość ma rację z głupotą przegrywa. Takie to są oblicza naszej polskiej egzystencjonalności. Mniejszość wygrywa z większością, bo tej drugiej nie chce się walczyć z głupotą. Ręce opadają i brak chęci do pisania, bo mimo, że sukienka jest granatowa inni inaczej ją widzą. Jak żyć, jak funkcjonować, kiedy raz ci mówią, że za drogo, a za jakiś czas ci sami mówią, że za tanio. Nie dość tego wmawiają, że mówią tak samo, ale to ty głupi narodzie prostych spraw nie pojmujesz i źle wszystko interpretujesz. Szkoda tylko, że wykształceni i podobno mądrzy z nimi polemizują. Mądrość musi zmienić swoje nastawienie, postawić się ostro. „Anglik” nie dogada się z „Francuzem” jeżeli będą mówić różnymi językami. Inteligencja ma tę zdolność, że może się przystosować do myślących inaczej adwersarzy, ale nigdy odwrotnie. Myślący inaczej nie zrozumie gładkich słów i konwenansów trzeba walić między oczy, wtedy pojmie. Trzeba zmienić swój stosunek do rzeczywistości, bo inaczej Homo Sapiens przepadnie. Drodzy rodacy, krajanie, mieszkańcy myślcie proszę. Zaangażujcie się w życie społeczne chociażby po to, by stworzyć przyszłość pokoleniom, bo jak będziemy się tylko przyglądać, to wierzcie mi, że ci myślący inaczej tylną część ciała nam skopią. Obserwując posiedzenia Rady Miasta widzę, że to już bardzo blisko. Wraca do łask „Pomroczność Jasna”. Rządzący mają zawsze rację, a jeżeli nawet gdy jej nie mają to patrz na pierwszą część zdania. Całe szczęście jeszcze można pisać tylko na jak długo? Kończąc, tekst wieszcza przytoczę lekko przerobiony, ale dzięki temu może bardziej trafiony – „Mądrości, ty nad poziomy wylatuj, a głupota i tak cię przegoni”. I to by było na tyle, idę spać narodzie, bo tylko to mi pozostaje uśpić umysł, by całkiem nie oszaleć.        

POLITYKA PROOBRONNA PAŃSTWA

     Potencjał intelektualno-emocjonalny, zaangażowanie, zapał wynikający z różnych pobudek nawet związanych z dorastaniem czy dojrzewaniem, a przejawiający się nadmiarem adrenaliny i testosteronu, który zgodnie z prawami natury musi znaleźć swoje ujście to obraz współczesnego młodego Polaka. Tak zawsze było, jest i będzie. Postęp technologiczny w pewnym sensie ograniczył fizyczne odreagowanie młodych na rzecz informatyzacji. Emocje, energia młodych ludzi musi gdzieś znaleźć ujście, jak to się mówi „muszą odreagować”. Trzeba przyznać, że młodzież sobie radzi. Komputer, smartphone, portale internetowe pełne są emocji, wrażliwości, energii, szczerości i otwartości, które mogą być źle wykorzystane przez strony zainteresowane realizacją swoich zamierzeń.  

          Jak widzimy świat się zmienia. Pojęcie wojny, które przez stulecia charakteryzowało się przemocą, pacyfikacją, przelewem krwi, śmiercią i cierpieniem wkroczyło w inny wymiar. Dziś musimy sobie zdać sprawę, że wojna rozgrywa się też w naszych głowach w oparciu o nasze wyobrażenia, zachowania, w naszej psychice i wyobraźni. Większa część społeczności, zwłaszcza tej starszej, nie zdaje sobie sprawy z realiów współczesnego świata, który już od jakiegoś czasu prowadzi wojny w oparciu o społeczno-socjologiczne uwarunkowania. Przykładem jest Cyberprzestrzeń, która stwarza zagrożenia, z których prosty człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy. Działania asymetryczne stwarzające nieprzewidywalne i okrutne wydarzenia, oddziaływania biologiczne (ptasia grypa, choroba wściekłych krów, czy afrykański pomór świń), finansowe (kursy walut, ceny żywności, surowce energetyczne) czy socjologiczno-religijne bazujące na emocjonalno-etycznym podłożu społeczności (konflikty religijne). One były już od wieków, ale nie były tak, jak obecnie ściśle związane z postępem i tak rozpoznawalne. Widziane i rozumiane na wysokich szczeblach władzy przez społeczeństwo postrzegane jako nieudolność, czy brak kompetencji, albo dopust boży. Dziś tak się toczy wojny. Liczy się efekt końcowy nie moralne podłoże konfliktu i rozpoznawalność jego stron. Etyczność ma podłoże skuteczności nie emocjonalnych rozważań o konsekwencjach i ewentualnych stratach osobowych.

       Dziś wróg, choć znany ma „czyste ręce”, bo trudno ocenić jego intencje, do których się nie przyznaje. We współczesnej wojnie wszyscy są zwycięzcami i przegranymi. Liczy się tylko bilans strat i zysków. Tak jest bezpieczniej dla prowadzących rozgrywki realizowane w oparciu o gatunek ludzki. Mówienie o tym, pisanie to sianie paniki, niepokoju snucie fantazji i domysłów. Ta potężna partia szachów rozgrywa się w oparciu o intelekt i więzi ideologiczno-patriotyczne narodów. Jedynym problemem, a może i trudnością jest to, że pionki w tej grze myślą. Wielcy tego świata bawią się „szachownicą” realizując swoje posunięcia. Natomiast my maluczcy, społeczeństwo musi wiedzieć jedno, by przetrwać musimy być przygotowani na różne standardy życia nawet te najgorsze.

       Koniecznym jest, by młodzież miała wzorce, autorytety i system, których rodzice, dorośli zostali pozbawieni przez postęp technologiczny. Dzieci dziś więcej potrafią niż dorośli. Jednak dorośli mają tę jedną zaletę, której młodzieży brakuje – doświadczenie i do tego doświadczenia młodych trzeba przekonać. Dziś pasjonaci grup paramilitarnych, harcerze, „Strzelcy” kierują się instynktem, który wskazuje im drogę samorealizacji, jako „zwierzętom stadnym” funkcjonowania i istnienia w grupie, szukania wzorców i autorytetów. Potrzebny jest zatem proces edukacji, wychowania społecznego oparty na doświadczeniach z przeszłości, moralno-etycznych podstawach ideologii wolnościowej. Okres zaniechania przez państwo edukacji patriotyczno-obronnej, jak byśmy to nazwali, został wykorzystywany przez osoby, grupy, partie polityczne przejawiające zapał, zaangażowanie, aspiracje oraz umiejętności interpersonalne, w celu adaptacji tego olbrzymiego potencjału do swoich celów. Pozbawionych odpowiedniego przygotowania i ukierunkowania, tworząc domorosłe ideologie, które w swych założeniach mówią o patriotyzmie i obronności, ale wielokrotnie w oderwaniu od rzeczywistości.

       Chęci to nie wszystko, zaangażowanie musi mieć merytoryczne podstawy. Jednolity system, strukturę opartą o określone standardy prawno-organizacyjne. Stworzenie określonych kryteriów, certyfikacji grup i osób zaangażowanych w proces tworzenia i szkolenia Cywilnego Systemu Proobronnego. Pospolite ruszenie to nie te czasy i nie ta epoka. Dziś każdy cywil musi wiedzieć, jak w danej chwili ma się zachować i jakie ma do realizacji procedury.

        Założenia są słuszne, gorzej z wykonaniem. My nie mamy wyraźnych bodźców zewnętrznych tak, jak na przykład państwo Izrael. Kubeł zimnej wody, który został wylany na władze państwowe, poprzez wydarzenia za granicą wschodnią mam nadzieję zaowocuje działaniem. Wszystko wymaga pieniędzy, myślę, że pieniądze będą, ale przede wszystkim potrzebne są chęci i osobiste zaangażowanie oraz moralno-etyczne podstawy ideologiczne. Bezpieczeństwo Narodowe czy Zarządzanie Kryzysowe to nie dokumenty leżące w sejfach, lecz świadomość, odpowiedzialności każdego obywatela na każdym stanowisku za brak realizacji i zaangażowania w sprawę. By znów się nie okazało, że Polak mądry, ale po szkodzie. Wydaje się, zatem słusznym, by Rząd, struktury państwowe widząc problem starały się mu zaradzić tym bardziej, że działania entropiczne są coraz bardziej widoczne. Sztuką jest nie zdobycie władzy, ale umiejętne jej wykorzystanie. Tego władze powinny się trzymać.  

ŚCIERNISKO

          Wakacje, wakacje i po wakacjach. Lato, lato i po lecie. Strasznie szybko ten czas się plecie. Jeszcze nie tak dawno rok szkolny się zamykał, a tu rach-ciach nowy się zaczyna. Jestem pełen oburzenia, że ani chwili wytchnienia. Pracuj, pracuj, ucz się ucz, a garb ci sam wyrośnie tak mówiliśmy, jak byliśmy młodzi. Dziś młode pokolenie inaczej zaczyna. W każdym razie mamy finał letnich kanikuł i czas nowego się imać. Do roboty, do roboty w myśl komunistycznej piosenki budować nasz kraj uroczy. Niech się mury pną do góry, a intelekt rozkwita. Budujemy przyszłe jutro, po wakacyjnym czasie odnowy. Trudno się nie zachwycać. Tworzymy nową przyszłość. Prezydent Unii Europejskiej nowy, rząd polski nowy, nowa Partia Odnowy wszystko nowe, nowe też wybory tylko tak jakoś trudno przekonać się do tej nowej entropii. Trudno w tym szumie medialnym prostemu człowiekowi zaistnieć, przebić się ze swym przekazem, by zostać zauważonym. Szczególnie tym, którzy marzą o karierze politycznej. Osobiście chciałem pomóc swym przekazem i nawet zdobyłem uznanie tej treści: – „Panie Arturze dam radę, podobnie jak Pan daje kandydatom: niech pan sam kandyduje z tymże cudownym programem, wygra Pan w cuglach i zostanie… Księciem Radziwiłłowszczyzny Arturem I Cudotwórcą” czyż nie jest to przekonywujące i ambitne i w dodatku jak pięknie brzmi. Można popaść w zachwyt i dać się ponieść emocjom. Niestety racjonalizm zwyciężył uznałem jednak, że zbyt późno się określiłem i na dzień dzisiejszy jest to nie wykonalne, ale kto wie może za cztery lata? W każdym razie ja się jednak przebiłem i zostałem zauważony, a to już jest sukces. Porozmawiajmy o innych rządnych władzy, a co za tym idzie kasy.

            Jak już pisałem udzieliłem kilku osobistych wskazówek, jak być dobrym gospodarzem nie politykiem, pokazałem wolne nisze, ale nic nie napisałem, jak zdobyć społeczne poparcie. Przejechałem się na graczach o tron, ale nic nie mówiłem co robić, by ten tron wygrać. Sprawa nie jest wcale błaha, a wręcz można powiedzieć nagląca. Wybory tuż, tuż a poparcia nie ma. Nerwowe poczynania kandydatów ocierają się o śmieszność. Próbuje się różnych metod nawet tych z pogranicza etyczno-moralnych byle tylko być widocznym i zdobyć uznanie osób ważnych. W myśl zasady BMW (Bierny, Mierny ale Wierny) chce się nas przekonać, że się jest lojalnym oceniając bogu ducha winną dziennikarkę i to na posiedzeniu Rady Miasta. Cel chyba osiągnięto, bo media w tym moje radio dość szeroko na ten temat się wypowiadało. Inny, co prawda już dawno, chciał nadawać nazwy naszym „kładkom” na Krznie. Kolejny się przyczepił do klap na kanalizacji miejskiej twierdząc, że się profanuje osobę świętą czym uzyskał krajowe uznanie, zaistniał co prawda, ale nie intelektualnie. Podobno niedawno, może tydzień temu odkryto, że mamy ulice w Białej Podlaskiej źle ponumerowane, a rowerzyści jeżdżą po szarym, a nie na czerwonym jak w całej Polsce. Jeszcze chwila i koncerty w amfiteatrze się pojawią sponsorowane przez instytucje pożyczkowe, nie mieszające się w politykę tylko promujące swoją działalność. Porywa się naród do akcji społecznej otwierającej nam przejazd na Europę, zbiera zeznania społeczne o stanie naszego zakompleksienia no i już na koniec przykład z własnego podwórka, rewitalizuje się plac zabaw w „bialskim trójkącie” za niecałe 20 tysięcy polskie.

            Darowanemu koniowi nie powinno się zaglądać w zęby, ale przecież to nasze pieniądze wywalone w błoto na potrzeby kampanii wyborczej. Reportaż fotograficzny wspomnianej inwestycji poniżej. Strach się bać jak dzieci z „Osiedla Młodych” będą mecze rozgrywać w kosza, piłkę nożną, siatkówkę trzepakową lub ćwiczyć na drabinkach. Wszystko to efekt działania podobny do wyżej opisanych pomysłów zdobycia społecznego poparcia. Warto jeszcze wspomnieć, o tych którzy potrafią się sprzedać i to na poziomie, ale wymaga to kasy i osiągnięć, które uzyskano za nasze społeczne finanse i umiejętne wykorzystanie unijnej kasy. Przeciętny obywatel nie zastanawia się jak, ale że jest i że może z tego korzystać. Wróżę zatem, że jeżeli się nie znajdzie ktoś z pomysłem możemy liczyć na status quo społeczno-ekonomicznej egzystencji.

            Kończąc te moje rozważania krótkie proponuję nie wstydzić się społeczeństwa i wyjść na Plac Wolności na „piramidę” i zacząć wprowadzać nowe, bo tylko przekonanie nas prostych ludzi do swych racji i wyobrażeń, a nawet podpisanie zobowiązania może przekonać, że w danego człowieka można zainwestować. Wracając do własnego podwórka wierzę mocno w to, że może się uda zrobić z tego szwindlu inwestycyjnego, w którym dominującym elementem jest ściernisko, dziecięce i mieszkańców relaksacyjno-odpoczynkowe San Francisco. Tym optymistycznym akcentem kończę felieton o przedwyborczych zawirowaniach, które nie pozwalają zapomnieć o polskich realiach. Fajnie, że można już działać, a nie leniuchować na plażach. Fajnie, że skończyły się wakacje i sezon ogórkowy odszedł, można tworzyć dokonania na miarę naszych społecznych potrzeb. 

TRÓJKĄT „ŁUKASZYŃSKI”

             „Kochani rozpoczynam akcję zbierania podpisów pod petycją do Pana Prezydenta Andrzeja Czapskiego dotyczącą zagospodarowania działki Nr Ewid. 2227/12, uwzględnionej w „Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego”, jako teren zieleni publicznej. Działka widoczna na zdjęciach leży odłogiem przeszło trzydzieści lat. Fajnie by było gdyby w tym miejscu był ładny trawnik lub boisko, a najfajniej plac zabaw dla dzieci, a dookoła bieżnia do biegania, oczywiście oświetlona. Mimo kilku radnych na osiedlu nic nie zrobiono w tym zakresie. Oczekuję poparcia”. Tekst opublikowałem na Facebooku 3 grudnia 2013 roku. Napisałem i przygotowałem formularze poparcia i pewnie bym się udał po „Kolendzie” gdyby nie informacja radnego z osiedla, że dostaniemy kasę na przedsięwzięcie. Czekałem, czekałem, miesiąc mijał za miesiącem, ale ja jestem zawodowo przygotowany do poślizgów czasowych tym bardziej, że żyję w Polsce. Wszak każdy wie, że my nie potrafimy realizować zobowiązań terminowo. Czekałem cierpliwie chociaż był moment, że szlak mnie trafiał na tę bezczynność. Chciałem ruszyć w bój lecz czas wyszedł nie taki, bo zbliżają się wybory do władz samorządowych, a nie chciałbym być postrzegany, jako zbierający poparcie tym bardziej, że właśnie widzę swoją osobę w tym demokratycznym galimatiasie. Brak rozsądku i widocznego zaangażowania radnych w kształtowaniu bialskiej rzeczywistości świadczy o tym, że rada potrzebuje wstrząsu.

            Dość już o polityce zajmijmy się „Bialskim Trójkątem Bermudzkim” czyli działce Nr Ewid. 2227/12, która istnieje już ponad pięćdziesiąt lat, a tak jakby się pod ziemię zapadła. Nikt jej nie widzi. Przepraszam, skłamałbym spółdzielnia „Zgoda” od dawna robi sobie nadzieję, by ją wydrzeć od miasta na kolejny blok na Łukaszyńskiej. Miasto broni się dzielnie i dwa razy do roku skrzętnie kosi ziele w myśli mając przeznaczenie, jako zieleń miejską czyli relaks dla obywateli. Tak się dzieje przez lat trzydzieści przeznaczenie jest, ale brak realizacji. Piękny plac z „Termami” o których pisałem świeci dawnymi przyrządami do ćwiczeń i czterema starymi tablicami do gry w kosza, ale bez koszy. Wieczorami z uwagi na brak oświetlenia miejsce deprawacji nieletnich, w dzień szalet dla czworonożnych oraz wysypisko szklanych śmieci po nocnych libacjach, a wszystko pięćdziesiąt metrów od cmentarza żołnierzy włoskich szczęśliwych, że przynajmniej nocą ktoś ich odwiedzi. Prawie centrum miasta, Osiedle Młodych nazwa adekwatna do sytuacji gdyż jest tu sporo dzieci, a ta jakby ziemia się zapadła nikt jej nie widzi. Tylu radnych z tych czterech bloków się wywodzi, a tak jakby ich nie było, nic nie zrobili dla tej ziemi. Ostro chciałem się wziąć po wyborach, ale nastąpił przełom.

           Radny z bloku Nr 46 na Łukaszyńskiej Marcin Izdebski spotkał się z komisją urzędu Miasta pod przewodnictwem Adama Olesiejuka i oceniał areał jako przyszły przedmiot inwestycji. Miasto przeznaczyło na zagospodarowanie terenu około 20 tys. PLN. Śmiech wielki, ale rozumiem, że jest to gest w stronę radnego, by podkreślić jego zasługi dla Łukaszyńskiej mniejszości. Zarzucono o godzinie dziesiątej rano, że brak dzieci i nic się nie dzieje na wspomnianej zieleni. Wiem, bo wypatrzywszy przez okno komisjantów czym prędzej się ku nim udałem, by uczestniczyć w debacie. Postawione zostaną dwie bramki do gry w piłkę nożną, jeden kosz z utwardzonym boiskiem i jakieś przyrządy do ćwiczeń. Potem się poobserwuje i się zobaczy co z tym fantem zrobić dalej czyli do następnych wyborów. Pewnie odpuściłbym sobie działanie gdyby nie wkurzenie, że ponownie mamy przedwyborczą akcję. Przypomina mi się Laskowik i jego sklep z warzywami i „tjaktor”, gdzie miał koło zepsute ale trzy sprawne. Czasy się zmieniły, ale ten sam optymizmy pozostaje w narodzie wszak i dwadzieścia tysięcy można wyrzucić w błoto gdy chodzi o przekonanie. I tym optymistycznym akcentem pozdrawiam znad „term” w Białej Podlaskiej. 

 

PODLASKI HAMLET

      Bywa, że czasami człowiek się zapomni i odgrywa wieszcza czy innego nawiedzonego osobnika, któremu się wydaje, że wszystko wie i innym przykład daje jak myśleć trzeba. Brak samokrytyki lub przekonanie o swojej nieomylności czy nawiedzeniu jakimś świadczy tylko, że taki człowiek powinien pójść do psychiatry. Wiedza, nauka, przekonania są narzędziami naszego egzystowania i tak mówiąc szczerze tylko nielicznym przydaje się w czasie naszego funkcjonowania. Każdy żyje, bo żyje, bo się urodził rodzice wychowali bez jakiegoś celu wyższego, bo takie jest prawo natury, które każe nam się rozmnażać. Jesteśmy, działamy, istniejemy, myślimy, tworzymy, rozmnażamy budujemy chaos, który wydaje się nam porządkujemy, z celem? – może z celem, ale bardziej przez ciekawość. Ciekawość zrozumienia. Ilu ludzi rozumie teorię Einsteina? Ilu potrafi zinterpretować wzór E= mc2? Wystarczająco dużo, żeby ten świat się nam rozwijał. Wystarczająco dużo, by żyło się wygodniej i ciekawiej. By materialistyczne pojmowanie świata dzieliło nas na lepszych i gorszych, mądrzejszych i głupich. Czasem tylko zdarzają się jakieś zakłócenia w postaci osób, wydarzeń, które jeszcze bardziej zakłócają historię zdarzeń.

         Pozwoliłem sobie na dywagacje w ostatnim tekście blogu na temat duchowości i istnienia, nie ze względu na własne odczucia lecz zachętę do pisania przez moderatora, który opcjonalnie wysłał do mnie emaila, że się stęsknił za moim pisaniem. Próżność zatem skłoniła mnie do poczucia się wieszczem i głoszenia w Internecie prawd, które przeczytać można, ale nikt ich nie chce. Jedynie męczy mnie odczucie, że pewnie niektórzy pomyślą – cholera, ale depresant. Proszę mi wierzyć, że nie. Po prostu nie wiedziałem o czym pisać. Pisać o mym mieście. Można, ale czy jest to ciekawe? Ironia, krytyka, podziw, zauroczenie i historia wszystko już było. Ludzie – ciekawi, interesujący, wredni i mili. Każdy to wie oczywiście można plotkować. Każdy chce sensacji jak Czerepach w „Ranczo” powiedział, ale jak sami stwierdziliśmy naocznie strasznie się na tym przejechał. Można o newsach policyjnych, w których można wyczytać, że kultura jest, ale nie na naszych kresach.

        O czym pisać? Polityka nawet w wakacje nie pozwala oddychać, chociaż przecież to „sezon ogórkowy”. Rozpoczęła się już, chociaż lato, kampania wyborcza i opcje polityczne mieszają nam w głowach. Ten startuje, tamten ma poparcie, a biedny człowiek kombinuje jak zdobyć kasę na żarcie, by żyło się godnie. Jak zwykle funkcjonuje w naszym narodzie to przekonanie ogromne, że jest źle, ale lepiej żeby nie było gorzej. Rewolucje jakoś się niezbyt dobrze kojarzą więc Południowe Podlasie chociaż narzeka optuje przy znanym. W myśl powiedzenia Pawlaka z „Samych Swoich”, że lepszy wróg swój niż obcy, bo przynajmniej znany. Chyba, że uderzymy w nutkę „wiary”, która u nas ma znaczenie ogromne, można powiedzieć ponad polityczne i ukształtuje pojmowanie społeczne w kierunku prawdy i sprawiedliwości. Czterdzieści procent pójdzie głosować, reszta będzie się przyglądać i będzie w myśl słów prastarych – „A nie mówiłem” narzekać dalej.   

          Można też pisać o inwestycjach i o tym jak będzie nam lepiej za lat kilka, ale rozsądek podpowiada, że lepiej poczekać niż wpadać w euforię. Fakt, Biała się zmienia przynajmniej wizualnie. Cały czas budują, remontują za europejskie i nasze pieniądze. Centrum się zmienia, ale czy zauważyliście, że te nowe budynki piękne i nowe świecą pustostanami. Nikt w nich nie mieszka i nie pracuje. Komu mają służyć i po co? Jak starówka warszawska z pozawieszanymi firankami w okach lub muzealnych skrzydłach rynku, straszy duchami minionych wieków. Plac Rubina, karykatura bialskiej zaradności, nareszcie będzie wybrukowany, ale już obok Szkolny Dwór straszy dziurami i kałużami, świadcząc o zamiłowaniu bialczan do przeszłości. Wszystko się zmienia, lecz nie ten skrawek gruntu, który kiedyś był moim światem zabaw, przyjaźni, rozczarowań i smutków. Ja mam ponad lat pięćdziesiąt, on jest wciąż taki sam tylko troszeczkę zrobił się mały.

         Plany są wspaniałe i podobno są pieniądze, by bialczanie i młode pokolenie wróciło nad Krznę. Nie każde miasto tak, jak Warszawa ma rzekę przez nie płynącą. Nam się udało. Wychowaliśmy się nad wodą, która dawała nam radość odpoczynku w weekendy na świeżym powietrzu. Faktem jest, że wtedy nie było komputerów i telewizorów, ale były kajaki, łąka i czysta świeża woda, która robiła porządek w rozpalonych głowach. Zamysłem naszych włodarzy jest powrót do natury czyli zagospodarowanie Krzny i Klukówki do potrzeb społecznego wypoczynku. Mam jednak wątpliwość czy działania te zakończą się sukcesem? Czy zdołamy odciągnąć ludzi od mediów? Wtedy nie było wyboru, teraz jest tyle alternatyw, że aż trudno wybrać. Zresztą po co gdzieś chodzić jak można zostać przy telewizorze i przy piwku w domowych pieleszach. Chyba że przemyślana akcja propagandowa Bialskiego Centrum Kultury zachęci młodych i starych do rzecznego odpoczynku. Jak to mówią Rosjanie „pożywiom uwidim”. Ważne, że coś się dzieje.

         Martwi mnie ogromnie fakt, że nasze lotnisko marnieje. Ponownie szerzy się grabież społecznego majątku i nikomu to nie przeszkadza, jakby w dalszym ciągu brak było świadomości społecznej, że przecież kradnąc okradam i siebie. Fakt, może zarobię i będą pieniądze, ale w perspektywie czasu robię krzywdę sobie i swojej rodzinie. Kto zainwestuje w przyszłość jeżeli w perspektywie masz rozgrabienie twojej pracy i wysiłku? Tak trudno to zrozumieć? Niestety mamy naród nie najwyższych lotów i niestety na tym lotnisku można uprawiać sporty motorowe, ale żaden duży samolot nie poleci. Konflikt ukraiński dawał pewną nadzieję, że może NATO skorzysta z terenów wojskowych, ale Amerykanie jakoś nie są skorzy brygady tu umieścić. Tak więc moi kochani pozostają jedynie sporty motocyklowe jako rozwiązanie systemowe i jak widać po cichu znajduje swoje uzasadnienie. Mamy wiele wyścigów motocyklowych i samochodowych i Panie Prezydencie powinniśmy tego się trzymać jeżeli myślimy o sukcesie.

       Widzicie państwo niby nie ma o czym pisać, a się jednak udało te dwie strony sklecić Wyjaśnienia a`propos myślenia oraz nastawienia mojej skromnej osoby do tworzenia tekstu pisanego w komputerze. Wystarczy tylko wziąć laptop tytuł napisać i zapisywać wszystko to co pomyśli głowa w danych chwilach, by mieć satysfakcję z tworzenia. Oczywiście potem to trzeba kilka razy przeczytać, by miało sens i nie wyjść na domorosłego hamleta, który rozważa o sensie istnienia. Czasami, można oczywiście, dać upust myślom i porozważać co by było gdyby było? Ale trzeba uważać, żeby nie narazić się na śmieszność.  

RÉSUMÉ AND RESUME

     Jeżeli mówimy o rzeczowniku czyli wyrazie pierwszym w tytule, dziwne, ale czy to Anglik czy Francuz znaczenie słowa jednoznacznie odbierają chociaż wymowa jest troszeczkę inna, ale treść przystępna obu kulturom. Tym bardziej, że każda nacja jest na swoim punkcie językowym uczulona, uważając swój język za priorytetowy. Dlatego też, we Francji nie dogadamy się po angielsku, a w Anglii po francusku. Polak musi niestety, mimo że swój język bardzo kocha, kiedyś francuził dziś łamie głowę angielszczyzną. Miejmy nadzieje, że nastąpi „otrzeźwienie” i wróci do normy nasze zauroczenie, ale chyba nie za naszych czasów, tym bardziej, że angielszczyzna niestety kojarzy się z postępem i z przyszłością. W każdym bądź razie résumé, jak Wikisłownik tłumaczy, jako słowo jest to – „podsumowanie, streszczenie”.

            Jedyny problem, że w angielskim słowo „resume” bez apostrofów przy „e” może określać rzeczownik lub czasownik. Zależy od kontekstu  zdania. Wikisłownik twierdzi, że jeżeli mamy coś zrobić, to jest to „wznawianie lub ponawianie”, a jeżeli mówimy o czymś to jest to „życiorys lub CV”. Mamy wybór. Dość już tych językowych zawiłości. Nie o tym chciałem pisać. Chcę napisać podsumowanie bieżących zaszłości. Nie bawiąc się w debatę podaję fakty, jak to niektórzy twierdzą jest to profesjonalna dziennikarka. Chodzi o ostatni miesiąc pełen wydarzeń, na podstawie których można napisać pracę doktorską rozpatrując: „globalkę”, politykę (krajową, bliższą oraz dalszą), postęp techniczny, środowisko, kraj, region, gminę oraz miasto. Głowa boli, ale od czegoś trzeba zacząć i na czymś się skoncentrować, by było zwięźle i jasno.

            Tym razem jak się Państwo domyślacie chciałbym się zająć Białą Podlaską i jej problemami, zwłaszcza „świńską” sprawą, ale niestety pomór afrykański musi poczekać. Tym bardziej, że poseł Jerzy S. już się sprawą zajął i jakąś konferencję zorganizował. Czyli sprawa jest opanowana. Problemem jest teraz wojna. Wojna na „bratniej” ukraińskiej ziemi. Natura ludzka to jest to coś takiego, że od razu rozpoznasz z kim masz do czynienia lub jaka to nacja. Buta, władza, porządek wiadomo, że chodzi o Niemca. Flegmatyzm, spokój, opanowanie Anglika charakteryzuje. Temperament, wybuchowość, bajer to Włosi, Portugalczycy, Hiszpanie oraz Francuzi, tak w skrócie. Popędliwość, szabelka, emocje niestety to my Słowianie. Szczególnie Polacy, których historia niczego nie nauczyła. Dalej pierwsi do bitki i wypitki chociaż wartoby się zastanowić. Takim kubłem zimnej wody dla mojej osoby był „Krymski węzeł dyplomatyczny” Mariusza Max Kolonko

, który wzbudził moje wątpliwości, ale natura słowiańska podpowiada – „Bij moskala”. Myślę, że tak jak z tą jazdą na rowerze, jak się raz nauczysz nie zapomnisz, tak i z tym naszym uprzedzeniem, ma genetyczne pochodzenie. Wierzcie mi, przeczuciom trzeba ufać, tak jak krowa, koń gdy usłyszą ssssssssssssssssssssssssyczenie od razu przerywają rzucie, skubanie i zwracają uwagę, bo mają takie genetyczne uwarunkowanie na „Gady”. Nie wierzycie? W lecie sprawdźcie sami. Dlatego też, choć z tym wieszaniem za żebro trzeba uważać, to jednak „niedźwiedź” jest gorszy od „gada”. Tym optymistycznym akcentem chciałem zakończyć  „streszczenie, podsumowanie” czyli résumé właśnie.    

ROZWAŻANIA PRZED ŚWIĘTAMI

Piątek trzynastego przeważnie kojarzy się z niezbyt przyjemnymi wydarzeniami. Piątek trzynastego to kolejna rocznica „Stanu Wojennego”, to tak jakby skumulować emocje w jednym czasie i w jednym momencie. Czekać tylko czy coś gdzieś nie pęknie? W Polsce raczej nie powinno, ale może na Ukrainie? Miejmy jednak nadzieję, że rozsadek zwycięży. Nie poddawajmy się przesądom. Od samego rana demonstracje przed domem Generała. Słychać rozważne głosy polityków, których wcześniej nikt nie podejrzewał o rozsądek. Pan Kurski i młody Wałęsa naprawdę przekazywali nawet dostępny i mądry przekaz. Można się czuć było zaskoczonym. Obserwując manifestujących dało się zauważyć, że były sportowo-polityczne nastawienia oraz stwierdzić, że „rany” jednak się tak szybko nie goją, jakby się nam wydawało. Nie  było tych w odpowiednim wieku adekwatnym do wydarzeń, lecz dużo ludzi młodych, którzy mogą stan wojenny znać tylko z przekazu, ale czuć było, że emocjonalnie i historycznie są bardzo zaangażowani.

Trudno jest oceniać tamte chwile, trudno wyciągać wnioski, młodym jest prościej dla nich był to czas bezprawia i okupacji. Prawdą jest, że z demokracją to nie miało nic wspólnego i działa się krzywda. Wielu ten okres źle wspomina, mając uraz, nienawiść i złość do autorów widowiska. Minęło ponad trzydzieści lat od momentu zaszłości, a tych, co pamiętają przybywa. Stan wojenny z 1981 roku w pisuje się w naszą historię tak, jak inne historyczne wydarzenia z przeszłości Polski, szkoda tylko, że zgoła innymi zgłoskami niż jeszcze wielu pamięta. Dziś słowa nienawiści, wrogości, braku przebaczenia są utrwalane wśród młodych ludzi, chociaż dwadzieścia kilka lat demokracji zmieniło oblicze Polski. Nie można zapomnieć złych chwil, bo to przecież historia, ale nie można uczyć na jej podstawie nienawiści i zacietrzewienia. Wymierzaniem sprawiedliwości zajmują się sądy i do nich należy ocena zbrodni i przewinienia. Dziwi, zatem, że w dalszym ciągu są tacy, którzy szukają sprawiedliwości w zgoła niedemokratycznych relacjach. Dziwi tym bardziej, że wspierając ruchy demokratyczne Ukrainy wespół z siłami nacjonalistycznymi, o dziwnie niekorzystnej dla współpracy z Polską przeszłości, nie potrafimy wybaczyć, i dać możliwość sądom oceny winnych zbrodni Stanu Wojennego.

Trzynasty grudnia i do tego piątek, to nic dobrego. Trudno się za siebie nie obejrzeć, i jak to wcześniej bywało splunąć, by nie zauroczyć. Chociaż mówią, że trzynastka też szczęście przynosi i tego się raczej będziemy trzymać, chociaż był stan wojenny. „Komuchy” mówią, że przez to połowa narodu z drugą połową się nie wyrżnęła. Faktem jest, że nienawiść widoczna była i mała iskra lawinę by obudziła.  Osobiście byłem internowany w COSUiE w Olsztynie i wiem, że tylko miałem się uczyć i nie zajmować polityką. Wkurzony byłem, jako młody żonkoś, gdyż zostałem przez stan wojenny rozłączony z połowicą, ale myślę, że moje problemy to nie miejsce i poziom, by o nich wspominać. Jakby nie oceniać te chwile, które i tak będą oceniane i to nie tylko przez nasz pokolenia, trzeba stwierdzić, że to też była Polska, może nie demokratyczna, ale żyli w niej ludzie, rodziły się dzieci, był bunt i budowała się demokracja. Wtedy też były Święta, jakże inne, ale Święta i o tym chyba każdy pamięta. Piątek trzynastego grudnia to już prawie czas świąteczny. Został praktycznie tydzień, by się określić gdzie i jak będziemy je spędzać. Wiadomo, że w rodzinie tylko jest pytanie czy w wąskim kręgu czy raczej szerzej? Na pewno wspaniale i uroczyście.