GŁOS WOŁAJĄCEGO NA WETERAŃSKIEJ PUSZCZY

           To staropolskie powiedzenie, jakże trafnie oddaje tematykę felietonu, który powstaje. Felietonu, który piszę z pewną dozą niepokoju czy dobrze czynię. Rozsądek podpowiada, że to mało dyplomatyczne, ale emocje nie każą milczeć. Zresztą, każdy wojskowy w swym sumieniu musi rozważyć czy ma charakter czy jest marionetką. Piszę, bo wydaje się, może zarozumiale, ale weterani czytają czasem to co pomyśli ma głowa w aspekcie sytuacji naszej. Zatem przedstawmy fakty obecnych uwarunkowań w wojsku. Najpierw pozytywy. Sytuacja ekonomiczna w obecnych czasach jest jedną z najlepszych po polityczno-społecznych zmianach. Usunięto ograniczenie służby szeregowych w wojsku. Przyspieszono awanse i wyznaczanie na stanowiska, co prawda niezgodne z kwalifikacjami lecz zgodnie z przekonaniami i zaangażowaniem. Podniesiono zarobki i co najważniejsze uruchomiono społeczne poparcie w tworzenie militarnych struktur Obrony Narodowej. Młodzież, grupy paramilitarne oraz społeczność tym faktem są zachwycone. Obserwator z zewnątrz, z zagranicy wschodniej, powinien być zaniepokojony w ocenie obywateli naszych. Czy tak jest faktycznie? Odpowiedź w mej ocenie jest twierdząca lecz ukierunkowana przeciwnie. Wszyscy chodzą do cerkwi się modlą, by trwało to jak najdłużej. Argumenty, proszę. Jeżeli chodzi o służbę zasadniczą to tylko mam nadzieję, że egzaminy kondycyjne będą weryfikowały zdolność bojową szeregowych po czterdziestce. Awanse, które były związane ze stażem i umiejętnościami w służbie, a dziś powiązane z politycznym kręgosłupem nie wpłyną na umiejętności dowódcze, moralność i tak zwaną wojskową, wyniesioną w drodze szkolenia i działań kindersztubę. Aspekt finansowy jest elementem decydującym i wcale się nie dziwię, że koledzy patrzą za kasą, a nie polityczno-militarnymi aspektami naszej polskiej sytuacji. Każdy chce żyć dostatnio i godnie, co w odczuciu szeregowych żołnierzy zostało zapewnione. Problem tkwi w poczuciu godności i umiłowania ojczyzny. Dowódcy, których przez lata szkolono inwestując zarobione przez społeczeństwo pieniądze, by potrafili dowodzić i dbać o bezpieczeństwo nasze zostają zmuszeni do zmiany priorytetów z obronnych na polityczne. Niepokornych spotyka słuszna kara poniżenia i wyalienowania. Nie dość na tym, upolitycznia się armię bardziej niż w poprzedniej epoce, tylko patrzeć jak pojawią się Oficerowie Wewnętrznego Zaangażowania, oczywiście nie mylić z – „Politycznymi”, bo to przecież źle się kojarzy. Nad wojskiem trzeba pracować ideologicznie podobnie, jak nad narodem jeżeli chce się wygrać kolejne wybory. Boli tylko, że w tej pogoni za władzą ginie gdzieś wątek członkostwa w UE i NATO. Dziwi, że te organy milczą jeżeli chodzi o obronność przecież nie tylko Polski. Możliwe, że jako rezerwista – jeszcze –  o czymś nie wiem.

            Po tej dość głębokiej analizie wkraczam w temat istotny dla weteranów. Jak jest, każdy weteran, kombatant wie i czuje. Mamy ustawę (jeszcze), mamy powiązania światowe, mamy też i podział wewnętrzny. Zamiast Weterana mamy zróżnicowanie na weterana poszkodowanego i weterana. Jestem wstanie się z tym pogodzić, ale nie rozumiem, że władze widząc poszkodowanych nie widzą problemu pozostałych, którzy wrócili z misji w inny sposób pokiereszowani. W moim kole Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ mam kolegów, którzy do tej pory wiele lat po misji borykają się z problemami, które tkwią w ich psychice. Darmowe porady psychologiczne nie pomogą w zabezpieczeniu potrzeb egzystencjalnych. Boli zatem oficjalne pismo MON do jednostek wojskowych, że tylko Stowarzyszenie Rannych i Poszkodowanych oraz Stowarzyszenie Rodzin Żołnierzy Poległych są godne do otrzymania jednego procentu z naszych podatków. Już w zeszłym roku w trakcie obchodów „Dnia Weterana” w Warszawie były zgrzyty związane z obchodami przez Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ. Nie dziwi zatem marginalizacja naszego święta i przeniesienie obchodów do Giżycka. Warszawa, Wrocław, Szczecin, Bydgoszcz, Warszawa miał być Kraków, a jest Giżycko. Nie dość na tym dostąpiliśmy zaszczytu wyłonienia z ponad tysiąca osób sześćdziesięciu, którzy będą reprezentować naszą społeczność. Rozumiem brak finansów na rekompensatę zakwaterowania i wyżywienia, ale mam pytanie – Czyje to święto? Wojska Polskiego czy tych, którzy będąc żołnierzami, poza granicami godnie reprezentowali kraj i Siły Zbrojne. Dlatego proszę mi wybaczyć, że nie mogę udawać, że deszcz pada, kiedy traktuje się moich kolegów, jako konieczność, nie będę uczestniczył w przedsięwzięciu, bo jestem żołnierzem nie politykiem. Odczucia moje dlatego się z nimi dzielę, ale nie mogę i nie chcę zabronić udziału w uroczystościach w Giżycku innym, bo to każdego, jak zaproszenie Ministra Obrony Narodowej, jest to decyzja osobista. Proszę jedynie tylko kolegów, którzy się spotkają w Rynii, by się zastanowili nad tematem tożsamości naszej i może zaczęli brać przykład z prawdziwych wojskowych, których umiłowanie Ojczyzny skłoniło do przejścia do rezerwy, nie spoczynku.  Którzy w mojej ocenie są prawdziwymi weteranami z krwi i kości.

ZIELONE LUDZIKI

          „Mundur – charakterystyczny jednolity dla danej formacji wojskowej ubiór żołnierza. W języku polskim określenie to pojawiło się w XVIII w. i pochodzi z języka francuskiego – la monture lub niemieckiego – die Montur. Mundur wojskowy we współczesnym znaczeniu tego słowa pojawił się na przełomie XVII i XVIII w., choć jego geneza jest znacznie dłuższa. Pierwsze elementy umundurowania żołnierzy można już zauważyć w wojskach starożytnych Starego Państwa Egiptu, Babilonu, Asyrii, Persji. Podstawową cechę munduru, czyli jego jednolitość, można łatwo zauważyć na wizerunkach tych wojsk. Za pierwszy mundur można uznać strój noszony przez oddziały Gwardii Nieśmiertelnych perskiej dynastii Achemenidów Nowożytny mundur wojskowy wywodzi się natomiast z XV-wiecznych ubiorów noszonych w gwardiach królewskich i książęcych zachodniej Europy. W ubiorach tych dominowały barwy heraldyczne – czerwień, biel, zieleń, błękit i rzadziej czerń. Podobnie w XV wieku ujednolicono ubiory milicji miejskich, które były formacjami paramilitarnymi, lecz w razie wojny stawały się formacjami wojskowymi służącymi do obrony miast”. Tyle historii zaczerpniętej z Wikipedii.

          Mundury były kolorowe, z nastaniem wieku XIX, jako pierwsi Amerykanie w czasie wojny amerykańsko-hiszpańskiej wprowadzili mundury w kolorze ochronnym – khaki. Kolor maskujący wprowadziły też inne kraje. Jedynie Francja, do czasu I wojny światowej i w początkowym jej okresie używała barwnych mundurów (granatowych kurtek i czerwonych spodni), ta barwność ubioru przyczyniła się do faktu, że Francuzi ponosili duże straty. Postęp, którego warunkiem jest dostosowanie się do zmieniającej się sytuacji pola walki oraz okoliczności spowodowały konieczność wprowadzenia mundurów w barwach ochronnych. Czyli rozgraniczenia „czasu pracy” i „czasu wolnego”. Powstały dwa rodzaje mundurów: mundur polowy w barwach ochronnych, w tym pustynnych i mundur wyjściowy, który często zachował tradycyjne elementy z dawnych mundurów tradycyjnych. Archaizmem tamtych lat jest zachowany do chwili obecnej strój papieskiej Gwardii Szwajcarskiej, który powstał na początku XVI w. i zachował się z niewielkimi zmianami do chwili obecnej. Współcześnie mundury dzielimy na:  mundury polowe, wyjściowe, galowe oraz wieczorowe. Mundury polowe, tak jak ubiór roboczy, są wytrzymałe, a ich kolorystyka odpowiada zasadom maskowania na polu walki, by cel, czyli wojownik był trudniejszy do wykrycia i zniszczenia. Kiedyś nie miało to znaczenia. Żołnierz był mięsem armatnim, który ginął w „Grach Wojennych” prowadzonych przez monarchów. Jak mówiłem postęp zmienia realia, już dziś żołnierz to bardziej android uzbrojony w egzoszkielet lub pancerz wspomagany elektroniką niż mundur. Trudny do wykrycia, unieszkodliwienia i z nad ludzką siłą. W dobie „Zielonych Ludzików” mundur staje się narzędziem nie wyróżnikiem określonej społeczności. Czyli mundur to nieokreślona wartość moralno-etyczna tylko strój, który każdy może włożyć, by łatwiej było mu zabijać? Pytanie wbrew pozorom nie jest łatwe, bo i realia polityczno-militarne XXI wieku się zmieniają.

        Uczono mnie, innych, pokolenia wcześniejsze, że mundur to wyróżnienie, zaszczyt, honor przynależenia do grupy społecznej, środowiska noszącego jednolity strój, jako obrońcy wartości najwyższych: wiary, honoru oraz patriotyzmu. Czyli bycia tym, który dla dobra innych, wolności nie szczędzić będzie zdrowia ani życia.  Zawirowania historii pokazały, że nikt koloru, kroju, fasonu ubioru swojego się nie wstydził, a jeżeli zhańbił lub „splamił” swym zachowaniem lub nieposzanowaniem mundur, ponosił największą karę w działaniach wojennych, czyli karę śmierci. Nawet w okresie pokoju wszystkie światowe nacje do munduru mają szacunek i poważanie. Przepraszam miały. Okazuje się, że Krym został zajęty przez siły zbrojne niewiadomego pochodzenia, a walki na wchodzie Ukrainy prowadzą grupy paramilitarne prorosyjskie. Można powiedzieć, że etos wieków runął, że zbiór idealnych wzorów kulturowych (ideałów), jasno określonych oraz zaangażowanych w realizację tych wzorów zachowań uwidaczniający wartości danej grupy oraz kształtujący oraz odtwarzający styl życia, przepadł. Liczy się efekt, skutek, a nie identyfikacja z określoną strukturą. Najgorsze jest to, że została zaprzepaszczona najważniejsza wartość powiązanie z „korzeniami” społecznymi, czyli patriotyzm, jako utożsamianie się z ojczyzną.

            Od dawna były jednostki specjalne, które działały anonimowo, ale nigdy nie było sytuacji prowadzenia kampanii wojennych przez nieznane stronom siły zbrojne. Mundur nie jest określnikiem formacji, czy struktur, lecz ubiorem do prowadzenia działań wojennych. Każdy może go włożyć, by się ukryć przed rozpoznaniem i zniszczeniem przez siły przeciwnika. Mundur dziś to narzędzie ochrony przed śmiercią, nie wyróżnik przynależenia do struktur wojska. Włożenie munduru do niczego nie zobowiązuje. Taka moda. Czy to znaczy, że munduru nie musimy szanować? Kochani, mundur, jako strój jest ubiorem, przystosowanym do poruszania się w terenie i jako taki ma temu służyć i służy. Mundur oznakowany przestaje być anonimowy. Reprezentuje struktury, organizacje osoba nosząca mundur oznakowany jest jej członkiem, staje się jej reprezentantem i podlega wszystkim uregulowaniom prawnym wynikającym z przynależności do niej. Dlatego mundur polowy polski ma miniaturki flag polskich, z oryginalnymi kolorami i z kamuflażem. Dale tego są korpusówki, odznaki pułkowe, oznakowania formacji, naszywki, stopnie i koloryt. Taki mundur jest pełen wartości etyczno-moralnych, które każdy powinien rozumieć.

           Wszyscy, którzy oznaczą mundur określonymi insygniami określającymi ich status przynależenia do określonej struktury prawnej ponoszą odpowiedzialność przed prawem, obywatelami i Polską. Klasy mundurowe, stowarzyszenia „Strzeleckie” czy grupy paramilitarne, które tworzą organizację muszą działać w myśl prawa, prawo te reprezentować. Zabawa w wojsko, wbrew pozorom, jako integracja środowiska bez uregulowań prawnych staje się tworzeniem struktur „zielonych ludzików”, z którymi mamy do czynienia na wchodzie Europy. Cieszy bardzo, że Ministerstwo Obrony Narodowej doceniło fakt zaangażowania społecznego w problematykę pro obronną, ale to wymaga też działania, naprawdę poważnego. Wierzę, że mundur, jako wartość ideologiczna ponownie znajdzie uznanie społeczne. Noszenie munduru zobowiązuje, pamiętać  o tym warto.           

LUDZIE Z TĘCZY

Tęcza, jaka jest każdy z nas wie. Tęcza jest kolorowa. Już trudniej jest powiedzieć, co to jest tęcza? Starożytni Grecy twierdzili, że tęcza utożsamiana jest z drogą, jaką posłanka Irys przebywała pomiędzy Ziemią i Niebem. Natomiast dla Chińczyków tęcza była szczeliną w niebie zamkniętą za pomocą kamieni i pięciu (lub siedmiu) kolorów przez boginię Njuwa. Hindusi tęczę nazywali Indrahanusi, co się tłumaczyło na łuk Indry, boga błyskawic i grzmotów. Skandynawowie twierdzą, że jest to Bifrost, czyli most łączący światy Asquard (bogów) i Midgar (ludzi). Irlandzki Leprehaunt (Gnom) chował garnek złota na końcu tęczy, – czyli w miejscu niedostępnym dla żadnego człowieka. Bajki zaś opowiadają o pięknej krainie na drugim końcu tęczy tylko trzeba ją przejść, lecz to się niewielu udaje. Inaczej, tęcza jest pięknem odmiennym od szarzyzny dnia codziennego. Naukowcy powiedzą, że to widmo światła białego rozszczepionego w kroplach deszczu. Pewnie mają rację, ale w tęczy jest mistycyzm i coś niesamowitego oraz nieosiągalnego. Odmienność piękna budziło pożądanie w innych i w jakiś sposób skalali to piękno. Bo tęcza jest odmienna, ale nie jest dostępna. Ci co kusili się na to piękno są inni, ale są przewidywalni. Zawsze chodzi im o jedno – „inność”, bo poza tym są normalni. Tęcza jest celem, ideą fixe, która budzi emocje, a nie je sankcjonuje. Jestem przeciwny tej profanacji. Bardziej za swe „barwy” winny przyjąć je osoby, których droga życia jest „Tęczą”. Nie wiemy czy świat nasz postrzegają, jako „Barwny” czy „Szary”, bo niestety nie mamy z nimi kontaktu, lub Oni nie chcą się z nami kontaktować. Świat ich jest tak kolorowy i fajny, nie chcą z niego rezygnować. Mówię o osobach autystycznych. Kolorowych intelektualnie. Żyją tylko dzięki nam, bo się nimi opiekujemy. Szkoda tylko, że tak mało z nas rozumie osoby autystyczne. Przyjęto objawy za chorobę utrudniającą łączność werbalną i fizyczną. A my po prostu boimy się odmiennego. Współczujemy, pomagamy, ale się nie utożsamiamy. Nasza ocena jest jednoznaczna – „Dzięki Bogu, że to nie mnie dotyczy”.

Dzieci autystyczne, ludzie autystyczni są wokół nas i albo z tym się pogodzimy, albo zrobimy im krzywdę. W twórczości literackiej i filmowej temat autyzmu już od wieków gości. Każdy z nas oglądał film „Rain Man” z Dustinem Hoffmanem oraz Tomem Cruisem czy nawet Szekspirowskie wizje, które przecież też ocierały się o autyzm. Dziwiłem się skąd tytułu filmu „Deszczowy Mężczyzna”? Dziś wiem, że kojarzy mi się z tęczą. Pięknem nieuchwytnym z pogranicza geniuszu oraz przeciwnego bieguna intelektualnej doskonałości. Są jak tęcza niepojęci, kolorowi z drugiej strony przewidywalni. Piękni i czyści niespaczeni brudem cywilizacyjnym. Są nieosiągalni, a przez to tak bardzo oryginalni. Uczą nas, co to jest szczerość, radość, miłość, zachwyt. Szokują swym buntem i złością, ale uczą też wyrozumiałości, cierpliwości oraz spokoju. Bycie z nimi jest trudne, ale jeżeli zrozumiesz ich, jestestwo ich pojmiesz, stwierdzisz, że jest mniej skomplikowane niż nasze. Przy tym jak tęcza barwne. Obserwując z boku jesteśmy przepełnieni współczuciem i rozpaczą, rozgoryczeniem. Nie pojmując, że bycie w ich towarzystwie wzbogaca nasze ego i pozwala innym wzrokiem na nasz świat popatrzeć. Dzieci autystyczne mają swój świat wewnętrzny. Ich umysł się rozwija, tylko inaczej. Oni naszego świata nie chcą. Ich „tęcza” jest ciekawsza, ale przecież kiedyś muszą się sami odnaleźć w relacjach ogólnospołecznych. Podziwiam osoby, rodziców, ojców, matki, którzy mają tę przemożną siłę i wolę by walczyć o przyszłość swych dzieci w tym „świecie cieni” okrutnych i niewrażliwych stworzeń, jakimi jesteśmy. Zastanawiałem się nieraz jak i czy bym potrafił działać, wspierać, pomagać, a jednocześnie uczyć i wyrabiać nawyki, bo akurat w takiej czy innej sytuacji tak trzeba się zachować, postępować. Do dzisiaj pamiętam słowa z filmu, w którym bohater autysta używał – „świetny wybór, będziesz zadowolony”. Jakaż to znajomość ludzkiej psychiki, charakterologii wszak każdy z nas lubi być chwalonym. Proste słowa, a pozwalają nam funkcjonować społecznie.

Pytałem się córki, która się zajmuje dziećmi autystycznymi jak potrafi sobie tak radzić? Jak potrafi rozumieć, czuć, słuchać, prowadzić? Jak potrafi się w tym wszystkim odnaleźć? Przecież to jest takie trudne. Skąd w niej tyle cierpliwości? Rodzice, bliscy rozumiem, ale człowiek obcy? Przecież dziecko Ciebie to nie dotyczy – mówiłem. Po co komplikujesz sobie życie? Nie rozumiałem tak jak większość z nas, że Oni są „Ludźmi z Tęczy”. Bycie przy nich to zaszczyt i nobilitacja, bo nie każdy to potrafi. Powiedziała mi jeszcze, że aby być z nimi trzeba umieć się bawić. Życie traktować jak zabawę. Powagę można zachować dla tych z poza tęczy. Zabawa jest tym, co bawi, uczy, wychowuje i kształci. Zabawą się zdobywa życie. Wygrywa, nie traci. Szkoła, w której jest na stażu się rozwija. Coraz więcej dzieci z niej korzysta. Opiera swoją działalność na otwartości, szczerości i zaangażowaniu osób, które się zdecydowały działać dla dzieci. Z tej szkoły się nie rezygnuje, mam namyśli personel, dlatego jest tak dobierany starannie. Nie można traktować proces bycia z dziećmi jak przygodę, którą później się mile wspomina lub gorzej. Praca ta wiąże niemal na całe życie. Dzieci autystyczne muszą mieć oparcie w czymś stałym i trwałym. Nie lubią zmian lubią porządek. Łatwo je zranić, a one nie potrafią udawać i cierpią ogromnie. „Ludzie z tęczy” swe uczucia wyrażają spontanicznie i szczerze. Nie znoszą fałszu i obłudy. Te pojęcia są im obce oraz niepojęte. „Ludzie z tęczy” kochają na całe życie.

Człowiek uczy się całe życie. Ten aksjomat nie ja odkryłem. Cieszy mnie to, że dzięki dziecku zacząłem się uczyć ludzi. Zacząłem uczyć się ich pojmować, chociaż uważałem się za nawet dobrego „domorosłego” psychologa. Jednak jak widzicie z tekstu zrozumiałem, że nie tylko ja jestem na tym świecie i że ludzi trzeba umieć kochać. Bez względu na kolor skóry, poglądy, orientacje czy też ich pojmowanie naszej rzeczywistości. „Ludzie z tęczy”, których moja córka rozumie dla mnie jeszcze są zagadką. Jeszcze nie wszystko wiem, ale wiem też, że warto szukać i zrozumieć tęczę, bo warto. Nie każdy to potrafi. Jeżeli moje dziecko „tęczę” odkryło to myślę, że i dla mnie przestanie być zagadką. Wszak jestem jej tatą. Ojciec, jako określenie mi nie pasuje i nie lubię go za bardzo. Jest takie chłodne i zimne i nie oddaje uczuć, lecz je formalizuje. Jestem daleki od tego. Tak dziecko nauczyłem i tak zostałem nauczony. W rodzinie bazuje się na uczuciach nie na słowach martwych, które nie wyrażają emocji. Matka, Ojciec proszę bardzo niech państwo, urząd, ale nie rodzina. Chyba mam rację Mamo, Tato? Jeżeli to zrozumiemy jesteśmy już bliscy przekroczenia tej cienkiej linii wiedzy, która nas dzieli od zrozumienia świata „Ludzi z Tęczy”. Czego sobie i Państwu życzę. Odmienność nie może być przeszkodą lecz zachęceniem do zrozumienia. Autor