POLSKIE DZIESIĘĆ PRZYKAZAŃ

         Ten wspaniały okres przedświąteczny związany z narodzeniem Syna Bożego, który powinien nas łączyć nie dzielić, stał się sceną politycznych zawirowań. W XXI wieku ogromnego postępu cywilizacyjnego, gdzie świat się stał wielką globalną wioską, gdzie gospodarz z Cicibora koło Białej Podlaskiej przeżywa wybranie na prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej Donalda Trumpa, gdzie sensacyjność przekazów medialnych odwraca uwagę od organizowania nam życia na co dzień, poddawani jesteśmy próbie wiary. Próbie przestrzegania zasad Bożych. Próbie, która ma nam pokazać jaka jest rola chrześcijanina we współczesnym świecie. Próbie, która dotyczy mieszkańców kraju nad Wisłą.

            Proszę nie podejrzewać mnie o jakieś fanatyczne nawrócenie, ale jestem chrześcijaninem i zrozumiałem, że nie mowa człowieka lecz słowo Boże powinno być dla mnie natchnieniem. Nie zagończycy wygrają z siłą, która oparta jest o jedynie słuszną ideologię. Nie słowne ataki i obelgi skutkują opamiętaniem, potrzebne są mądre przemyślane słowa i działanie. Działania w oparciu o tych dziesięć jakże mądrych prawd, które pozwoliły przetrwać narodowi izraelskiemu tysiąclecia. Prawd, które przestrzegane, są idealnym rozwiązaniem na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość naszego narodu.

         Pojmowanie Boga, religii jakże odmienne na całym świecie, przecież dotyczą tej samej osoby i tych samych prawd. Tylko zbyt dużo jest chętnych do ich interpretowania. Sprawdziło się działanie Papieża Jana Pawła II, sprawdzają się prawdy obecnego Papieża Franciszka. Pozwoliły wygrać demokracji głoszonej przez Mahatma Gandhi, który powiedział – „Czy jest jakaś różnica dla pomordowanych, sierot i bezdomnych gdy szalona destrukcja bywa ukrywana pod nazwą totalitaryzmu czy świętym imieniem wolności i demokracji?” jednocześnie dodając – Jest rzeczą szlachetną bronić z mieczem w ręku swojego mienia, honoru i religii. Jeszcze szlachetniej postępuje ten, który broni ich, starając się nie wyrządzać krzywdy złoczyńcy. Ale czymś amoralnym i uwłaczającym ludzkiej godności jest opuszczanie towarzysza oraz wydanie swego majątku, swojej religii i swego honoru na łup złoczyńcy dla ratowania własnej skóry” dlatego przedstawiam myślę, że mądre i słuszne interpretowanie dziesięciu przykazań przedstawione na stronie „Opoki”:   

   „Pierwsze przykazanie zakazuje czcić fałszywych bogów. Dla chrześcijanina oznacza to – wezwanie do niezachwianej wiary w prawdziwie wyzwalającego Boga i oddanie się Jemu. Fałszywymi i zniewalającymi nas bogami naszych czasów są: władza, dążenie do sukcesu i sławy, pieniądz.

        Drugie przykazanie przestrzega, aby nie powoływać się fałszywie na Pana Boga, aby nie nadużywać imienia Bożego. Nadużycie imienia Bożego polega na tym, że ktoś powołuje się na Niego, by w „Jego imieniu” szkodzić życiu i wolności innych.

        Trzecie przykazanie napomina ludzi, aby nie zagubili się w wirze pracy, aby w dążeniu do wypełnienia swych codziennych obowiązków nie zapomnieli o Bogu. Każdego siódmego dnia winni brać udział w „odpoczynku Boga” Stwórcy, mieć czas dla Niego i dla siebie, poddać się Jego odradzającemu działaniu.

      Czwarte przykazanie jest przestrogą: Naród, w którym młode pokolenie nie oddaje rodzicom należnej im czci, nie może trwać w swoim istnieniu.

         Piąte przykazanie chroni przede wszystkim tych, którzy nie mogą się bronić. Zawiera nie tylko zakaz zabijania, ale również wezwanie do obrony praw wszystkich ludzi i do stworzenia bardziej humanitarnych warunków życia.

        Szóste i dziewiąte przykazania zmierzają do tego, aby chronić przed zniszczeniem przez egoizm wspólnotę mężczyzny i kobiety, miłość małżeńską, które winny być odbiciem wierności Boga.

      Siódme i dziesiąte przykazania wskazują, że uporządkowane i pewne stosunki własnościowe są bezwzględnym warunkiem współżycia ludzi. Bóg pragnie, aby ludzie mogli żyć w wolności. Dlatego dał im „Ziemię Obiecaną” – jakąś własność. W przykazaniach tych nie chodzi tylko o ochronę własności. Kto posiada jakąś własność musi nią sumiennie zarządzać. Wolno jej używać, ale nie nadużywać. Jest ona nie tylko dla niego samego, ale powinna służyć wszystkim ludziom.

          Ósme przykazanie każe nam zrozumieć, że wszystko, co opiera się na fałszu i obłudzie, jest tymczasowe – nigdy nie stworzy trwałych wartości. A kłamstwo – potrafi przekreślić wolność i godność człowieka”.

       Dziesięć przykazań nie jest wykładnią działania grup rządzących. Dziesięć przykazań to mądrość ludzi. Mądrość, która mówi o miłości, szacunku budowaniu pokoju i relacji międzyludzkich. Władzy opartej o większość i szacunek człowieka do drugiego człowieka. Władzy, która przekonuje, a nie zarządza. W ten czas zbliżającego święta życzę opamiętania, poszanowania i kochania praw drugiego człowieka. Niech kolęda, jako muzyka łagodząca obyczaje, przemówi do zaciętego sumienia.   

 

SYLWESTROWE SZALEŃSTWO

           Chyba tak to można nazwać. Jolanta stanęła na wysokości zadania. Nawet Pan prezydent zaszczycił obecnością, co prawda wybył, ale wrócił. Jola zachwyciła bogactwem potraw i wspaniałością muzyki. Zespół „Sway” w nazwie jak tej z filmu „Shall we dance” grał wspaniale, polecam. Wróciłem (nie wiem, jak, ale wróciłem) do domu, by obudzić się nad ranem w postawie siedzącej na wersalce w muszce i garniturze, włącznie z obuwiem. Nawet nie próbowałem wyjaśniać, co i jak, wiedziałem, że przeholowałem. Nie potrafię się bawić z ograniczeniami. Jestem, albo nie jestem szczególnie w Nowym Roku. Wiem, a przynajmniej się domyślam, że poszedłem na całość, ale jak nie pójść, kiedy się okazało, że było trochę sympatyków mojej osoby, których z pewnością rozczarowałem. Niestety nie pamiętam. Kolega Jerzy z Wrocławia pewnie powie, że mam problem. Mam, a jak lubię alkohol i jeżeli nikogo nie krzywdzę (mam nadzieję, prawda?) świetnie się z tym czuję. Wierzcie mi, chciałem być tak na topie. Elegancki, szarmancki, we best i pewnie taki byłem, ale zostałem porwany w towarzystwo, którego face and face nie znałem, ale które wspaniale mnie ugościło. Garnitur w komplecie, dokumenty też, czyli poza słownymi karambolami, których nie autoryzuję, było OK.

           Podobno wchodziłem Panu Prezydentowi w d…..ę. Nie pamiętam, ale jeżeli tak było to przepraszam, to alkohol mi wszystko pomieszał. Mimo wszystko jestem jednak tradycjonalistą i dlatego małżonka się do mnie nie odzywa. Podobno blond włosy ukochałem i to do tego zagraniczne. Możliwe, nie pamiętam. Poznałem wspaniałych ludzi, nie wiem tylko czy oni są zachwyceni. Ugościli, napoili i do żony odprowadzili. Byłem przeszczęśliwy nawet do domu nie chciałem wracać. Niestety kobiety mnie zgwałciły i odwiozły w domowe pielesza. Fajne jest to, że mimo godzin rannych nikt nie zatrzymywał i nie kazał się określić czy jestem za, czy przeciw. Jestem oczywiście za wolnością spożywania trunków wyskokowych we wspaniałym towarzystwie. Przeciw jazdy samochodem w stanie wskazującym na spożycie. Kocham moją ojczyznę bez konieczności iścia w Polskę. Kocham media, konstytucję, trybunał też kocham, kocham życie. Przeraża mnie tylko ta późna godzina pracy. Nocą kochani to ja odpoczywam i proszę bardzo nie mieszajcie mi w głowie. Takie galimatiasy to tylko w filmach. Na marginesie wspomnę tylko i przyznam się szczerze, że horrorów nie znoszę. Wolę komedie. Jak chcę się pośmiać Sejm sobie włączę. Lepszego kabaretu nie ma na świecie. Płacę, a co płacę i tego sobie żądam. Nie jakieś nudy na pudy ma być intersująco. Przyznacie, że jest ciekawie zwłaszcza ten mecz do jednej bramki. Bardzo mnie to cieszy nie lubię niespodzianek. Przynajmniej wiadomo, jaki będzie wynik. Jak to się mówi „Sąd, sądem a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”.

         Wracając do Nowego Roku uprzejmie informuję, że piszę. Nie wiem, jak długo, ale postaram się istnieć. Chyba, że „sprawiedliwość społeczna” mnie dopadnie i przestanę funkcjonować. Dopadł mnie syndrom cofnięcia. Nie wiedziałem, jak żyć? Śmiać się czy płakać? Cieszyć się czy rozpaczać? Płynąć, czy unosić się na wodzie? Miałem nadzieję, że Nowy Rok mi podpowie. Chyba to było dobre rozwiązanie, bo nawet kac mnie nie dopadł tylko opamiętanie. Przecież to moje życie, mój kraj, ma Polska i nie można patrzeć z boku, jak ktoś próbuje mi mówić, jak mam żyć, jak rozumieć, jak istnieć. Wiele można zarzucić demokracji, że jest spolegliwa i czasami żałosna, że jest sprzedajna jak dama lekkich obyczajów, ale też jak w dzisiejszym filmie „Pretty Women” potrafi być charakterna. Bardzo demokrację szanuję, kocham. Dlatego moi kochani nie zadam wam pytania – Jak żyć Pani/ie Premier, Prezydencie? Wiem i będę się tego trzymał. Do siego Roku życzę, tak na marginesie, od dzisiaj.

EKSKREMENT PRAWDA

       Jak kulturalnie wyrazić swoje niezadowolenie lub odczucie nabijania w butelkę? Najprościej wyrzucić z siebie w formie dosadnych słów, które wyraźnie przekażą słuchającym, czy czytającym nasze niezadowolenie. Można też fizycznie wyłożyć, że sytuacja wymaga zastanowienia i rewizji poglądów. Przeważnie to skutkuje. Gorzej, gdy nie mamy wpływu, a jedynie szlak nas trafia, że ktoś próbuje zrobić z nas myślącego inaczej ksenofoba. Można próbować wykrzyczeć swój sprzeciw i swoje racje, ale we własnym domu czy bloku zaraz uznają cię za stwarzającego problemy. Zresztą emocje są złym doradcą i często trudności tworzą nie rozwiązanie. Pozostaje użycie masy szarej wypełniającej mózgoczaszkę i odpowiednio, przemyślaną dać pisaną ripostę, na nieprzemyślane zachowanie, które niestety zubogaża naszą inteligencję.

            Ksiądz Józef Tischner powiedział, że „Są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda”. Nie chcę wulgaryzować, więc w tytule dałem miast gówna, ekskrement, który mniej więcej oddaje to, co ksiądz Tischner chciał przekazać. Inaczej mówiąc, że akurat z tą prawdą się nie zgadzam. Idąc śladem księdza Józefa głośno krzyczę – „ekskrement prawda”. Ja się nie zgadzam i nie dam z siebie robić idiotę. Nie pozwolę, żeby ktoś mi wciskał, że białe jest czarne, czy odwrotnie. Prawda jest prawdą i chociaż ma różne oblicza prędzej czy później jest prawdą ewidentną. Pewnie mi powiecie, że każdy ma prawdę własną odpowiednio wybraną i pielęgnowaną. Niestety jest to prawda subiektywna nie mylić z naszą. Prawda obiektywna przemawia faktem, podstawą prawną, uznaniem przez większość społeczną. Co wcale nie oznacza, że jest prawdą. Dość już tych dywagacji o prawdzie, bo nigdy nie skończę o fakcie jej złego interpretowania.

            Słyszeliśmy wszyscy w mediach, że prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie niezłomnego człowieka, który WSI się nie kłaniał, lecz siedem lat temu pięknie je zlikwidował. Mało by to mnie obchodziło gdyby nie fakt, że nasze prawo osądziło, że całe to zlikwidowanie naruszyło prywatność osób, przez dzielnego orędownika weryfikacji napiętnowanych i niesłusznie pomówionych. MON musiał ponad milion złotych odszkodowań wypłacić z naszej społecznej kasy.  Dowiadujemy się, że całe to działanie było zgodnie z prawem. Pytanie jest, dlaczego sądy pomówionym zasądziły odszkodowania? Moim zdaniem wszyscy ci, co dostali kasę powinni teraz ją zwrócić, jako niesłusznie otrzymaną, bo prokuratura uznała, że niema znamion przestępstwa w ich oczernianiu. Czekałem z utęsknieniem na objawy radości wieszcza, ale widocznie znalazły się sposoby, by prawda zaistniała bez rozgłosu. Ten jakby się wydawało prawdowy paradoks wydaje mi się, da się prosto wyjaśnić. Mleko wylano i to dość głośno i z rozmachem, szeroko. Ni jak się go nie da do kupy zlać do butelki. Faktem jest, że poniesiono niewspółmierne koszty do założonego celu. Wydaje się, że wojskowe służby informacyjne oczyszczono od „komunistycznych” naleciałości, kosztem pomówień, wydanej na odszkodowania kasy. Podobno są teraz bardziej nasze, ukierunkowane na zachodnią współpracę. Szkoda mi tylko tych chłopców, których przez pomyłkę zwolniono. Jak mówią gdzie drwa rąbią tam wióry lecą. Dlatego Kochami mamy ekskrement prawdę i czy wam się chce, czy nie chce musicie się z nią pogodzić i żyć dalej. Mnie Ulżyło.

NIEDOWARTOŚCIOWANIE SPOŁECZNE

Facebooku to dzisiaj wszechobecne i wszechpotężne źródło informacji obywatelskiej. Amok, który opanował globalną wioskę w podtekście bazujący na naszych słabościach i ułomnościach mentalnych, czerpiący wymierne korzyści, o których nikt nic nie wie. Któż z nas nie chce się pochwalić swoim sukcesem, przeżyciem, zamiłowaniem, zdjęciem lub wrażeniem z bliskimi nam i niekoniecznie osobami. Potrzeba ta wynika z naszej psychicznej konstrukcji, że lubimy być dowartościowani. Portale wykorzystują bezwzględnie nasze ułomności snobistyczne. Dlatego decydując się na udział w przedstawieniu warto zapoznać się z regulaminem, który ma pewnie ze sto czterdzieści stron zapisanych maczkiem, który już na wstępie odrzuca ewentualnych „poznawczych”. Wystarczy poczytać o „pobieraczku”, a chęć z korzystania z usług ginie nam w oddali. Coraz częściej reklamujące się firmy i strony pozbawiają nas praw autorskich, albo samostanowienia dotyczącego medialnego przekazu. Wszak wszyscy krzyczymy na fajsie, że w nic nie gramy, a to przecież nie nasi znajomi lecz upoważnieni przez nich nieświadomie, internetowi grabieżcy. Jednak dla uciechy z faktu umieszczenia swojego materiału w Internecie czy telewizji, gotowi jesteśmy zrezygnować z praw autorskich i własnościowych. Powtórzę się, ale muszę to ponownie powiedzieć, że jest to genialne posunięcie wynikające z perfekcyjnej znajomości psychiki obywateli. Mam tylko wątpliwości czy tak do końca jest to zgodne z prawodawstwem polskim? Wszak każda myśl, słowo czy wartość intelektualna ma swoją wartość i cenę oraz w przypadku wykorzystania przez drugą osobę, wymaga odprowadzenia podatku. Zastanawiam się czy ZAIKS nie ma tu nic do powiedzenia?

            Piszę o tym ponownie, bo na rynku bialskim pojawiły się nowe portale informacyjne, które bazują na naszej naiwności. Ich  realizowana polityka medialna w mojej ocenie jest aspołeczna. Fakt, członkostwo jest dobrowolne, ale forma nie „fair play”. Dziwi zatem, że celebryci bialscy dali się skusić, możliwe, że w ich przypadku za felietony zapłacono. Jednak ludzi trzeba szanować i za wysiłek twórczy doceniać. Ich snobistyczna chęć bycia popularnym, nie jest wytłumaczeniem bezkompromisowego wykorzystania twórczości, gdy instynkt samozachowawczy oraz poczucie swojej wartości, godności osobistej jest zablokowany, a we wszystkim chodzi o Franczyzę. Prawda jakie to mądre, a po polsku chodzi o sprzedaż reklamy w Internecie.

Reasumując, wydaje się słusznym poinformowanie państwa, że bezpłatne wykorzystanie materiałów oraz publikowanie w portalu musi być za zgodą autorów, którzy zgodzą się zrzec praw własnościowych. Fakt udostępnienia felietonów przy założeniu, że dostępny jest dla wszystkich internautów jest pokusą, która cieszy i satysfakcjonuje. Wykorzystanie na rzecz korzyści finansowych portalu budzi jednak dezaprobatę oraz szeroko pojmowany „niesmak etyczny”. Zgadzam się na nieumieszczanie mojej wypowiedzi w opiniach jako „Artur Artecki” jeżeli portal BIAŁA OPINIE24.betaINFO boi się słów rzeczowej krytyki. Acha jeszcze jedno, moderator jednak powinien kontrolować wpisy, które niestety promują co prawda nie w sposób bezpośredni, ale np. firmę turystyczną. Podobnie też i inne. Wolność wypowiedzi nie usprawiedliwia braku kontroli nad treścią merytoryczną. Przyznam się szczerze, że nie wiem w pewnych przypadkach, co autor chciał napisać. Proponuję poczytać co to znaczy felieton. Proszę też nie pisać, że portal jest bezstronny jeżeli chodzi o kasę. Przepraszam, że przekroczyłem 3000 znaków ze spacją.

PUNKT WIDZENIA

„Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia” tak mówi polskie przysłowie i chyba jest to prawda, bo wielokrotnie się przekonałem, że to, co wydawało się prawdą po dokładnej analizie okazywało się fałszem. Każdy z nas miał okazję się przekonać, że prawda ma dwa oblicza – naszą i drugiej strony, czyli adwersarza. Przekonałem się wielokrotnie, że z przyznaniem racji trzeba uważać. Nie muszę chyba tłumaczyć, że każdy ma swoją rację i jeżeli się ktoś z tym nie zgadza zawsze można wziąć granaty jak to było w „Samych Swoich” by prawda była nasza. Trzeba być ostrożnym i naprawdę uważać. Prawda jest zwodnicza i często lubi kłamać. Przepraszam, ludzie chcą by była po ich stronie, a niestety często bywa, że przeciw nim się obraca. Szczególnie widoczne jest to u nas na Podlasiu. Lubimy, gdy jest po naszej stronie, a nie przeciwko nam. Wiele rozpraw sądowych wykazało, że lubimy się sądzić i udowadniać, że prawo jest po naszej stronie, chociaż czasami bywa inaczej. Jednak zaciętość nasza skutkuje tym, że mimo wyroku, niby bezstronnego, w dalszy ciągu walczymy, by prawda się zmieniła i była nasza. Sam się o tym przekonałem, gdy prawo mnie skrzywdziło, bo choć niby bezstronne przyjęło silniejszego stronę. Sąd Okręgowy rozstrzygnął, że prawda była po mojej stronie. Wniosek jest z tej przypowieści wynika, że jeżeli jesteś pewny swych racji nie możesz się poddawać tylko walczyć do końca aż osiągniesz to, że prawda będzie nasza.

 

Nie można się też poddawać osądom innych czy też pozorom gdyż jak życie pokazuje można się na tym strasznie oszukać. Ostatnimi dniami głośna jest sprawa Pani z Internetu, która była prowokacją medialną służącą do pobudzenia naszych najgorszych instynktów. Okazało się, że się sprawdziła. Prowokatorzy musieli się szybko wycofać, bo sprawa groziła „linczem” medialnym, a może i rzeczywistym gdyż społeczność internetowa „pospolite ruszenie” ogłosiła przeciwko tejże Pani. Przykład ten służy potwierdzeniu mojej teorii, że prawda ma dwa oblicza i wyciąganie pochopnych wniosków może się dla nas skończyć nie tylko kompromitacją, ale też czymś gorszym, obciążającym nasze sumienie. Przeżytych tych lat kilkadziesiąt pozwala mi twierdzić, że „Osąd” jest czymś najgorszym, co nas dotyka w życiorysie naszych wspomnień i przeżyć. Sam cierpię, że dałem się kiedyś, w coś wplątać, co później okazało się nieprawdą lub fabułą stworzoną przez ludzi mało życzliwych, a mających na celu skompromitować osobę całkowicie niewinną. Prawda, która się nam wydaje prawdą niewątpliwą wcale nie musi być tylko tą jedyną. Mądry człowiek nim osądzi kilkakrotnie się zastanowi i poszuka prawdę alternatywną. Gdy próbujemy rozwiązać jakiś problem szukamy w naszym rozumowaniu kilku wariantów by wybrać ten najlepszy. Jeśli chodzi o prawdę często kreujemy się emocjami, a to błąd największy. Przecież wiem, że poszkodowany zawsze będzie szukał usprawiedliwienia swoich błędów, bo natura nasza taka, że winni są inni nie ja, chociaż prawda bywa brutalna. Dajemy się ponieść emocjom i często wspieramy winnego przeciwko niewinnemu, chociaż powinniśmy sprawę przemyśleć i nie dać się ponieść złudzeniom. Przykładem niech będzie głośna sprawa śmierci motocyklisty, który jechał w mieście za prędko i wpakował się na samochód włączający się do ruchu. Motocyklista zginął, a dzięki nieuzasadnionym pretensjom rodziców poszkodowanego kierowcę samochodu chciano zlinczować. Nikt się nie zastanowił, że wina mogła być po drugiej stronie, czyli motocyklisty, który po prostu jechał za szybko. Wygodniej jest nam poddawać się emocjom tłumu, bo w tłumie nam nic nie grozi gdyż odpowiedzialność za czyny jest zbiorowa. Zauważmy, że nikt osobiście się nie wychylił wszyscy sądzili, ale zbiorowo.

 

Głośne sprawy zabójstwa matek swoich dzieci oburzyły opinię społeczną. Media jeszcze bardziej ten gniew podsyciły „podpuszczając” biednych ludzi przeciwko podając, że jedną zamknięto, a drugą wypuszczono. Nikt się nie zastanawiał nad przyczyną. Wyrok jeszcze bez sądu brzmiał głośno – „śmierć dzieciobójczyniom”. Wiem, że to czyn okropny i straszny zabić urodzone przez siebie dziecko i każda matka wie, że jak trzeba nisko upaść by targnąć się na własne potomstwo. Pytanie jest tylko jedno, co skłoniło te kobiety do czynu tak okrutnego i do tego tak trudnego, bo sprzecznego z instynktami, którym nawet zwierzę nie sprosta, bo walczy o swoje potomstwo? Nikt się nad tym nie zastanawia. Poddajemy się emocjom, są winne i trzeba je ukarać. Może prawda jest inna? Może opieka naszego społeczeństwa doprowadziła ich psychikę do ostateczności, do rozpaczy wielkiej, że nie są w stanie sprostać wymaganiom rodzicielskim i skłoniło do czynu ostatecznego? Popatrzmy wokół siebie i oceńmy krytycznie, czy mamy warunki ku temu by żyło się polskim matkom bezpiecznie? Czy mają ten komfort, że kiedy zostają same bez wsparcia męskiego są otoczone ochroną i pomocą społeczną? Czy tylko mogą liczyć na siebie i na to, co zakombinują? Współczesna pomoc społeczna sprowadza się do podejrzeń matactw i prowadzenia dochodzeń oraz działań na rzecz patologii. Nie uwzględnia normalnych ludzi, którzy wręcz się wstydzą zwracać o pomoc do państwa. Popadając tym samym w krąg bezradności bez żadnego wsparcia. Sądzić jest łatwo i prosto. Pomagać i wyciągać wnioski to już inna sprawa. Trzeba chcieć się jak to mówił kolega Michał – pochylić nad problemem, a to już czasu wymaga. Pytam się, zatem gdzie są partie, gdzie państwo, gdzie jest kościół ze swą siłą przekonywania i pomocy humanitarnej? Nie ma. Żyje się nam w czasach kryzysu coraz gorzej. Podatki rosną, ograniczenia prospołeczne coraz większe. Przyszłość nie wygląda różowo, a wszyscy się dziwią, że patologia rośnie w siłę? Jak ma nie rosnąć jak nie wszystko jest patologią, lecz odpowiedzią na pogarszający się poziom życia? Ludzie instynktem samozachowawczym kombinują jak się ustawić, by przetrwać nie zginąć. Jedni kradną. Inni wyjeżdżają na obczyznę, by znaleźć rozwiązanie na przyszłość. Inni popadają w samo zachwyt jak panują nad gospodarką i wprowadzają oszczędności dla innych nie dla siebie. Ich zarobki rosną.

 

Wiem, że moja ocena jest subiektywna, ale patrząc na to wszystko właśnie takie myśli mnie nachodzą. Podobno jesteśmy „zieloną” wyspą na tle kryzysu ogólnoświatowego. Pytanie jest tylko, jakim kosztem? Czy wszyscy są ślepi i nie widzą, co dzieje się w naszym społeczeństwie? Kradzieże, kombinatorstwo, zabójstwa, patologie to nie bierze się z niczego coś jest powodem? Władza, rząd, kościół jest od tego by uzdrawiać nie niszczyć osiągnięcia dorobku kulturowego kraju nad Wisłą. Jak tak dalej pójdzie w Polsce będzie obcy biznes, a Polacy będą tylko mieć swoje rodziny z dorastającymi dziećmi, bo pracy szukać będą na obczyźnie. W Polsce zostaną lichwiarskie banki, firmy ubezpieczeniowe i cwaniacy, którzy wykorzystywać potrafią naszą miłość do pracy. Przepraszam, jeszcze ci, którzy potrafią wzbudzić nasz odruch „samarytański”, czyli Owsiak i fundacje. Jednak to nie buduje naszej gospodarki, ale daje przekonanie, że człowiek to brzmi dumnie. Ale ubaw – powiedzą niektórzy, co mają wbród kasy się ciesząc, że jesteśmy tak naiwni. Trudno tacy jesteśmy i pewnie się nie zmienimy, chociaż z „głodu” giniemy to kościół naucza, żeby podzielić się z innymi.

 

Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia prawda to oczywista i choć każdy wie o tym nic się w naszej mentalności nie zmienia. W dalszym ciągu cieszymy się z sukcesu swojego, ale nie potrafimy docenić faktu, że ktoś inny nie miał fartu takiego jak my. Komuś się nie powiodło i się mądrzymy, jacy jesteśmy zdolni, a przecież jeszcze przed chwilą byliśmy podobni. Sukces, czyli wejście na „górę” zmienia nasz punkt widzenia. Szkoda, że zaciera się nasze spojrzenie na rzeczy świata tego. Zapominamy, kim byliśmy dajemy się omamić „Mamonie”. Zapominamy o bliźnich. Sukces nas oczarował. Zapominamy o człowieczeństwie stajemy się bezdusznymi maszynami, chociaż kościół odświętnie inaczej nas naucza. Chciałoby się, żeby kościół wyszedł do ludzi jak pierwsi chrześcijanie, pomagał i nauczał. Jak ksiądz Mateusz, chociaż postać fikcyjna służył pomocą, poradą oraz nadzieją. Zamknięci w ogromnych murach wydają się nasi klerycy tak odlegli od życia codziennego, że wydają się być niczym święci nie ze świata tego. Chodzenie po Kolendzie, czyli wizyta duszpasterska winna być praktyką dnia codziennego. Wiara, a problemy dnia normalnego to nie rozbieżność, a nauka, której Ktoś już kiedyś nauczał. Każdy człowiek potrzebuje wsparcia jak nie duchowego to psychologicznego zostało to już dawno udowodnione bez zajmowania miejsca specjalnego. Warto się czasem zastanowić, pomyśleć i uzmysłowić sobie, że choć białe jest zawsze białym, a czarne czarny to w życiu różnie bywa. Prawda ma dwa oblicza i nie może być inaczej. Dbajmy o siebie, bliskich, znajomych, przyjaciół pamiętajmy, że to my tworzymy prawdę.

 

Wpisy ‹ aartecki — WordPress.