„NA FALI” WAKACYJNYCH DOZNAŃ

      Tytuł nie przez przypadek obrazuje moje doznania ostatniego tygodnia w Krynicy Morskiej w „Siedlisku Na Fali”. Gdyby ktoś nie wiedział to kurort morski na Mierzei Wiślanej. Wielokrotnie już przez moją osobę odwiedzany z uwagi na rodzinne koneksje. Fakt, że w jakimś tam stopniu wspieram brata wujecznego promując jego dokonania w postaci wspaniałego „Siedliska”, jak Agata dziecię jego, nie omieszka zawsze podkreślać. Moją korzyścią jest klimat, morze, słońce i wyłączenie się z życia ustawicznego, jak to się mówi powszedniego. W Krynicy się dzieje i nie jest tak drogo, jak na przykład w Sopocie. Piwo tylko osiem złotych kosztuje na plaży, w sklepikach cztery i pół, a w markecie około trzech złotych polskich. Oczywiście mówię o tym trunku na „Ż”, jak to w reklamie, że bez „ż” to tylko „Ona”. Po innych choruję. W wieku dojrzałym człowiek robi się smakoszem. Trzymając się, więc tematu „Żarcia”, u Darka kuchnia mi pasuje. Wybór przeróżny od grilla, pieca po kuchnię domową. Stylowy włoski wystrój i nastrój muzyczno-smakowy zdobył moje serce jakiś czas temu i trwa skutecznie mam nadzieję w sposób dozgonny.

        Fajnie jest się oderwać, chociaż na tydzień od tego wszystkiego, co zostało tam gdzieś, dosyć daleko. Plaża, morze, Zalew Wiślany, atrakcje turystyczne i przede wszystkim pogoda to, to, co jakoś mi się udaje uzyskać z miejsca tego. Nie trzeba jechać na Karaiby, by poczuć się dość swobodnie z dala od zgiełku polityczno-ekonomicznego. Ja odpoczywam, dość ekonomicznie, a gospodarze trudno to inaczej nazwać, jak „Zasów” sezonowy w godzinach wczesnoporonnych, południowo wieczornych, po późnonocne. Nikt tu się nie obija, by stworzyć odpoczywającym dość wykwintny klimat odpoczynku wakacyjnego, w standardach krajowych. Fakt, Wersalu tu nie ma, ale jest dobre żarcie, wygodne intymne pokoje, Internet, no i do plaży blisko. Na pogodę trzeba sobie zasłużyć. Ja, nie mogę narzekać.

           W Krynicy Morskiej można sobie wspaniale czas zorganizować. Występują wieczorem kabarety i inne recitale disco polo. Wczoraj dorwałem elektryczny trójkołowiec, by pomykać po ulicach miasta. Przednia rozrywka bez względu na wiek i możliwości oraz przystępność cenową. Wieczory na balkonie w towarzystwie płci przeciwnej to dodatkowy program rozrywkowy. Bombowo też się jest zanurzyć w falach Bałtyku, gdy temperatura prowadzi do skurczu organów wszelkich, zdawałoby się, że w danej sytuacji niepotrzebnych. Kąpiel takowa to chrzest dla ciała i hartu ducha budująca męskość teoretyczną, bo rzeczywista zanika. Super jest też przy sztormie patrzeć na żywioł miotający swe wody na plażę. Powietrze takie czyste i wiatrowe, wypełnione jodem. Nic tylko podziwiać i oddychać, oddychać całym ciałem.

         Zachwycony rozmaitością doznań zacząłem się zastanawiać, co jest rzeczywistością, a co bajką? Przecież nie wszystko może być prawdziwe. Prawie, jak w „Matriksie” chciałoby się powiedzieć, że wszystko to jakiś scenariusz, w którym miesza się fikcja i realność. Gdzieś tam jakieś „szczyty” intelektualno-polityczne. Terroryzm ubrany w swą hybrydowość. Zachwyty nad doskonałością i umiejętnością. Przepiękne formy Tischnerowskiej wolności wypowiedzi powodują, że świat wirtualny jest bardziej realny niż horrorystyczna rzeczywistość. Trzeba dziś opisywać Krynicę Morską z jej atrakcjami, dla niektórych, jako realność i jako odskocznia od groteski życia publicznego. Gdzieś pucze, zamachy, mądrości życiowe i tylko ty się człeku martwisz ze względu na swą rozumność, jak to wszystko do cholery strawić, by całkowicie nie zdurnieć. Może właśnie takim rozwiązaniem jest uciec w pozytywną rzeczywistość, czyli bajkę Krynickiego lenistwa. Pomyśleć tylko strach, że już wkrótce trzeba będzie wrócić w tę straszną „Rzeczywistą Wirtualność”.    

PODLASKI HAMLET

      Bywa, że czasami człowiek się zapomni i odgrywa wieszcza czy innego nawiedzonego osobnika, któremu się wydaje, że wszystko wie i innym przykład daje jak myśleć trzeba. Brak samokrytyki lub przekonanie o swojej nieomylności czy nawiedzeniu jakimś świadczy tylko, że taki człowiek powinien pójść do psychiatry. Wiedza, nauka, przekonania są narzędziami naszego egzystowania i tak mówiąc szczerze tylko nielicznym przydaje się w czasie naszego funkcjonowania. Każdy żyje, bo żyje, bo się urodził rodzice wychowali bez jakiegoś celu wyższego, bo takie jest prawo natury, które każe nam się rozmnażać. Jesteśmy, działamy, istniejemy, myślimy, tworzymy, rozmnażamy budujemy chaos, który wydaje się nam porządkujemy, z celem? – może z celem, ale bardziej przez ciekawość. Ciekawość zrozumienia. Ilu ludzi rozumie teorię Einsteina? Ilu potrafi zinterpretować wzór E= mc2? Wystarczająco dużo, żeby ten świat się nam rozwijał. Wystarczająco dużo, by żyło się wygodniej i ciekawiej. By materialistyczne pojmowanie świata dzieliło nas na lepszych i gorszych, mądrzejszych i głupich. Czasem tylko zdarzają się jakieś zakłócenia w postaci osób, wydarzeń, które jeszcze bardziej zakłócają historię zdarzeń.

         Pozwoliłem sobie na dywagacje w ostatnim tekście blogu na temat duchowości i istnienia, nie ze względu na własne odczucia lecz zachętę do pisania przez moderatora, który opcjonalnie wysłał do mnie emaila, że się stęsknił za moim pisaniem. Próżność zatem skłoniła mnie do poczucia się wieszczem i głoszenia w Internecie prawd, które przeczytać można, ale nikt ich nie chce. Jedynie męczy mnie odczucie, że pewnie niektórzy pomyślą – cholera, ale depresant. Proszę mi wierzyć, że nie. Po prostu nie wiedziałem o czym pisać. Pisać o mym mieście. Można, ale czy jest to ciekawe? Ironia, krytyka, podziw, zauroczenie i historia wszystko już było. Ludzie – ciekawi, interesujący, wredni i mili. Każdy to wie oczywiście można plotkować. Każdy chce sensacji jak Czerepach w „Ranczo” powiedział, ale jak sami stwierdziliśmy naocznie strasznie się na tym przejechał. Można o newsach policyjnych, w których można wyczytać, że kultura jest, ale nie na naszych kresach.

        O czym pisać? Polityka nawet w wakacje nie pozwala oddychać, chociaż przecież to „sezon ogórkowy”. Rozpoczęła się już, chociaż lato, kampania wyborcza i opcje polityczne mieszają nam w głowach. Ten startuje, tamten ma poparcie, a biedny człowiek kombinuje jak zdobyć kasę na żarcie, by żyło się godnie. Jak zwykle funkcjonuje w naszym narodzie to przekonanie ogromne, że jest źle, ale lepiej żeby nie było gorzej. Rewolucje jakoś się niezbyt dobrze kojarzą więc Południowe Podlasie chociaż narzeka optuje przy znanym. W myśl powiedzenia Pawlaka z „Samych Swoich”, że lepszy wróg swój niż obcy, bo przynajmniej znany. Chyba, że uderzymy w nutkę „wiary”, która u nas ma znaczenie ogromne, można powiedzieć ponad polityczne i ukształtuje pojmowanie społeczne w kierunku prawdy i sprawiedliwości. Czterdzieści procent pójdzie głosować, reszta będzie się przyglądać i będzie w myśl słów prastarych – „A nie mówiłem” narzekać dalej.   

          Można też pisać o inwestycjach i o tym jak będzie nam lepiej za lat kilka, ale rozsądek podpowiada, że lepiej poczekać niż wpadać w euforię. Fakt, Biała się zmienia przynajmniej wizualnie. Cały czas budują, remontują za europejskie i nasze pieniądze. Centrum się zmienia, ale czy zauważyliście, że te nowe budynki piękne i nowe świecą pustostanami. Nikt w nich nie mieszka i nie pracuje. Komu mają służyć i po co? Jak starówka warszawska z pozawieszanymi firankami w okach lub muzealnych skrzydłach rynku, straszy duchami minionych wieków. Plac Rubina, karykatura bialskiej zaradności, nareszcie będzie wybrukowany, ale już obok Szkolny Dwór straszy dziurami i kałużami, świadcząc o zamiłowaniu bialczan do przeszłości. Wszystko się zmienia, lecz nie ten skrawek gruntu, który kiedyś był moim światem zabaw, przyjaźni, rozczarowań i smutków. Ja mam ponad lat pięćdziesiąt, on jest wciąż taki sam tylko troszeczkę zrobił się mały.

         Plany są wspaniałe i podobno są pieniądze, by bialczanie i młode pokolenie wróciło nad Krznę. Nie każde miasto tak, jak Warszawa ma rzekę przez nie płynącą. Nam się udało. Wychowaliśmy się nad wodą, która dawała nam radość odpoczynku w weekendy na świeżym powietrzu. Faktem jest, że wtedy nie było komputerów i telewizorów, ale były kajaki, łąka i czysta świeża woda, która robiła porządek w rozpalonych głowach. Zamysłem naszych włodarzy jest powrót do natury czyli zagospodarowanie Krzny i Klukówki do potrzeb społecznego wypoczynku. Mam jednak wątpliwość czy działania te zakończą się sukcesem? Czy zdołamy odciągnąć ludzi od mediów? Wtedy nie było wyboru, teraz jest tyle alternatyw, że aż trudno wybrać. Zresztą po co gdzieś chodzić jak można zostać przy telewizorze i przy piwku w domowych pieleszach. Chyba że przemyślana akcja propagandowa Bialskiego Centrum Kultury zachęci młodych i starych do rzecznego odpoczynku. Jak to mówią Rosjanie „pożywiom uwidim”. Ważne, że coś się dzieje.

         Martwi mnie ogromnie fakt, że nasze lotnisko marnieje. Ponownie szerzy się grabież społecznego majątku i nikomu to nie przeszkadza, jakby w dalszym ciągu brak było świadomości społecznej, że przecież kradnąc okradam i siebie. Fakt, może zarobię i będą pieniądze, ale w perspektywie czasu robię krzywdę sobie i swojej rodzinie. Kto zainwestuje w przyszłość jeżeli w perspektywie masz rozgrabienie twojej pracy i wysiłku? Tak trudno to zrozumieć? Niestety mamy naród nie najwyższych lotów i niestety na tym lotnisku można uprawiać sporty motorowe, ale żaden duży samolot nie poleci. Konflikt ukraiński dawał pewną nadzieję, że może NATO skorzysta z terenów wojskowych, ale Amerykanie jakoś nie są skorzy brygady tu umieścić. Tak więc moi kochani pozostają jedynie sporty motocyklowe jako rozwiązanie systemowe i jak widać po cichu znajduje swoje uzasadnienie. Mamy wiele wyścigów motocyklowych i samochodowych i Panie Prezydencie powinniśmy tego się trzymać jeżeli myślimy o sukcesie.

       Widzicie państwo niby nie ma o czym pisać, a się jednak udało te dwie strony sklecić Wyjaśnienia a`propos myślenia oraz nastawienia mojej skromnej osoby do tworzenia tekstu pisanego w komputerze. Wystarczy tylko wziąć laptop tytuł napisać i zapisywać wszystko to co pomyśli głowa w danych chwilach, by mieć satysfakcję z tworzenia. Oczywiście potem to trzeba kilka razy przeczytać, by miało sens i nie wyjść na domorosłego hamleta, który rozważa o sensie istnienia. Czasami, można oczywiście, dać upust myślom i porozważać co by było gdyby było? Ale trzeba uważać, żeby nie narazić się na śmieszność.  

SHOW MUST GO ON !

        Rozdarcie nie jest tak istotne, kiedy następuje w naturalny sposób. Gorzej kiedy robimy to specjalnie. Ten brak entropii niezgodny z II drugą zasadą termodynamiki powoduje, że wydaje się być ładne, ale jakieś nienaturalne. Dżinsy, które już rok z górą noszę zgodnie z fizyką zwiększają swoja entropię dążąc do doskonałości jaką jest kupka, stożek, piramidka prochu, która kiedyś z nich zostanie na skutek upływu czasu lub gwałtownego zniszczenia jakim jest spalenie lub inny sposób zmiany stanu skupienia. Zaczęło się od rozdarcia, które jest takie naturalne. Widziałem na zlocie w Komarówce Podlaskiej chłopaka i dziewczynę, którzy specjalnie poprzecinali ubranie, by podkreślić swoje wyalienowanie, jednak uporczywie garnąc się do towarzystwa. Bunt czy sposób zwrócenia na siebie uwagi? Myślę, że to drugie.

            Lubię oglądać „Discovery”, wiele się tam można dowiedzieć o świecie. Właśnie tam się dowiedziałem, że czas to entropia i że „epoka pary” nas oświeciła jeżeli chodzi o istotę egzystencji. Przez wieki istniała i przez milionlecia funkcjonowała. „Istnienie człowieka tym różni się od istnienia roślin, że człowiek nie posiada wrodzonej natury, danej mu z góry, lecz musi sam ją stworzyć, nadać swemu życiu sens i wziąć za nie odpowiedzialność”.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Egzystencja
 Jakież to egoistyczne i zarozumiałe. Człowiek jako gatunek istnieje tak krótko, a jakże pozytywnie przysłużył się entropii. Wszystko zaczęło się chyba od wybuchu. Wielkiej eksplozji z niczego. Powstała materia. Tak twierdzi nauka, która definiuje powstanie wszechświata, który podąża do samounicestwienia czyli z powrotem do niebytu tylko rozciągniętego w nieskończoność trudną do obliczenia. Istnienie homo sapiens to „nanosekunda”, która nie wiem jaką nauką, wiarą daje nam prawo do wywyższania się ponad chaos.  

            Wiara daje nam nadzieję, że nic nie dzieje się przez przypadek, że wszystko ma sens i swoje boskie uzasadnienie. Rozpacz, nieszczęście, krzywda, ból jest naszą drogą do doskonałości, oczyszczenia i nagrody w lepszym boskim świecie. Wiara nadaje sens naszemu istnieniu, pozwala przetrwać w szarzyźnie rozpadu i unicestwienia. Pozwala wierzyć, że przed nami jest nie kopczyk popiołu, czy rozpad organiczny, lub rola pokarmu lecz duchowość, piękny niebyt do końca – Czego? Duchowość, Ascendencja niby to samo, a jednak jakże odmienny stan funkcjonowania. Wierząc łatwiej żyć i zrozumieć wszystkie przykre doświadczenia oraz wszystko to co nas codziennie spotyka. Wierząc nadajemy sens swojemu życiu. Wierzymy, że jest jakiś cel naszego funkcjonowania. Nie ma przypadku jest droga wiary, która jest inna dla każdego grzesznika. Nie ma człowieka, który by nie grzeszył i nie ma świata bez wybaczenia, pokuty i zadośćuczynienia. Wiara tłumaczy nasz mechanizm funkcjonowania w naukowym wszechświecie tworzenia entropii. Wiara pozwala nam przetrwać.

            Ascendencja wyższy poziom istnienia poza cielesnego. Termin może nienaukowy, ale obrazujący tok myślenia twórców fantastyki naukowej, wierzących w możliwości człowieka, a zwłaszcza jego umysłu. Szara masa, rozum, umysł, a anatomicznie mózg. „Jest to najbardziej złożony narząd człowieka. Stopień jego rozwoju prawdopodobnie warunkuje istnienie świadomości. Między neuronami czuciowymi i ruchowymi rozmieszczone są włókna kojarzeniowe. Wewnątrz mózgowia wyróżnia się skupienia komórek nerwowych – jądra i kora mózgu. Wypustki wychodzące z jąder tworzą wiązki oraz spoidła mózgu.”
http://pl.wikipedia.org/wiki/M%C3%B3zgowie_cz%C5%82owieka
 Przy możliwości jego wykorzystania ponad 85% stwierdzamy, według fantastów, że ciało jest nam niepotrzebne. Istniejemy jako energia, myśl, dusza. Osiągamy to samo co człowiek wierzący – uduchowienie.

            „Przedstawienie musi trwać” (Show must go on) i nie jest to jakaś nowość, ale właśnie w dziewiętnastym wieku odkryta przez Rudolfa Clausiusa wiedza. Wszechświat się rozszerza. Słońca, które niegdyś świeciły docierają do nas jako świetlna historia, która była, ale już się skończyła. Wszystko się zmienia, bo jest czas i jest entropia. Jedynie nam się wydaje, że na nas to wszystko się opiera. Jesteśmy pępkiem świata. Tworzymy, a jednocześnie przyczyniamy się do niszczenia. Słabości, możliwości, przekonania dziś są, a jutro już ich nie ma. Kolejni twierdzą, że mają sposób, wiedzę, zdolności do przewodzenia wyzbycia się entropii, by za jakiś czas się przekonać, że wszystko do rozpadu zmierza. Myśl jednak istnieje i to ona tworzy nowe. Lepsze lub gorsze, inne. W tej całej historii gatunku ludzkiego ona jest najistotniejsza. Myśl tworzy poziom egzystencjonalny, może wiedzie nas faktycznie do ascendencji, tak jak teoria Darwina fizycznie nas zmienia.

            Piszę i myślę, myślę i piszę i powiem wam szczerze, że patrząc na to wszystko co dzieje się w moim mieście, województwie, Polsce, świecie, wszechświecie z perspektywy czasu i mego oraz waszego istnienia, jest nieistotne. Wierzcie mi Entropia wygra, bo panie praw natury pan nie zmienisz, już są takie. Dlatego podsłuchujcie się, podlizujcie się, walczcie o pracę, „stołek”. Bijcie się o wojnę, pokój. Twórzcie, wymyślajcie, bądź myślcie, że świat jest wasz. Twórzcie postęp. Rozmnażajcie się, zdobywajcie i osiągajcie niemożliwe, a ja i tak twierdzę, pisząc te słowa, które też entropia przemieli w pył, że wasz trud jest daremny, bo stanem doskonałym jest nie byt, lecz niebyt do którego zmierzamy. Ale przedstawienie musi trwać – więc grajmy. Ponad wszystko – Grajmy!