JESTEM WETERANEM, KOCHAMY CIĘ WSZYSCY

           Takie skojarzenia niełatwe nasuwają mi się w kontekście rozważań na temat Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ, których jestem członkiem, a jednocześnie mam obawę, że może to jakieś uzależnienie na przykład tak, jak alkoholowe. Budzące współczucie społeczne i troskę, że facet się zatracił w nałogu tożsamości narodowej raczej skromnie tolerowanej w społeczeństwie. Oczywiście symbolicznie zasygnalizowanej rocznym pobytem za granicą, który nijak się ma do osiągnięć weteranów, którzy prawie całą służbę poświęcili, jak to niektórzy mówią służeniu państwu za kwoty dewizowe. Często niewspółmierne do poniesionych strat osobisto-mentalnych. Kosztem rodzin i służby trwali w swej fascynacji służenia Polsce poza granicami kraju. Zmiany są odczuwalne w psychice, działaniu i skłonnościach do zatracenia się w używkach ogólnie dostępnych. Do tworzenia rzeczywistości nie zawsze ogólno pojętej.

           Zarząd stowarzyszenia, Prezydium to osoby, które zostały wybrane w procesie demokratycznych ustaleń w trakcie IV Krajowego Zjazdu Delegatów Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ z myślą społeczności do stworzenia podstaw transparentności. Transparentność, modne to ostatnimi czasy słowo. Cóż ono realnie ma oznaczać i czym ma skutkować realne zastosowanie? W teorii ma zapewniać przejrzystość, jasność reguł i ich zastosowania. Generalizując, ludzie oczekują przejrzystości na dwóch płaszczyznach, pierwszą jest sprawowanie władzy, a drugą finanse. Mówiąc prosto, ludzie oczekują, że gdy ktoś rządzi (mniej istotne czy w Pałacu Prezydenckim, Kancelarii Premiera, czy Urzędzie Gminy w Białej Podlaskiej) ma czynić to w taki sposób, aby „członkowie” nie mieli wątpliwości co do intencji i sposobów realizacji zadań w sposób jasny i klarowny. Tak, uczciwy, bo transparentność według tego, jak ludzie ją rozumieją, nieodłącznie związana jest z uczciwością. Wierząc w uczciwość nowych władz społeczność kombatancka Zarząd i Prezydium utworzyła, by kształtowały naszą weterańską tożsamość.

          Spotkanie w Rynii w dniach 21-23 kwietnia 2017 roku, trudno mi określić jakiej formy, bo oprócz Prezydium i Zarządu byli przedstawiciele kół oraz zaproszonych gości, mam nadzieję to potwierdziło. Prezydium i Zarząd przepełnieni są pracą dla dobra stowarzyszenia i jego członków. Przykro mi, ale osobiście nie mogłem się pochwalić swym udziałem w działalności prezydium, interpretacją decyzji oraz polityki zarządu, która to ma kształtować naszą pozycję w środowisku służb mundurowych i wojsku. Nie mogłem wyrazić swego uznania i podziwu dla tych wspaniałych ludzi, którzy swój wolny czas poświęcają zaangażowaniu, by pojęcie „Kombatant Oenzetowski” to nie była pojęciowa fikcja, lecz poszanowanie godności i munduru.

             Nie mogłem, bo nie byłem obecny, bo się nie wstrzeliłem w jedyny termin do przeprowadzenia spotkania zaproponowany przez Rewita WDW Rynia. Naprawdę chciałem, ale zdałem się na wybór Sekretarza Generalnego Zarządu, który nie pierwszy raz podjął słuszną decyzję wyręczając nas z kłopotu zajęcia się problematyką wyboru. Ma nieobecność, mam nadzieję niezauważona, nie była istotna przy podejmowaniu decyzji, które przyczynią się do uregulowania statutowej działalności bez zwoływania Nadzwyczajnego Zjazdu Stowarzyszenia. Niestety muszę bazować na opinii kolegów z zarządu. Podobno Koledzy podkreślali transparentność działania Prezydium, które konsultowało się oraz zasięgało opinii w istotnych sprawach dla stowarzyszenia. Które wykazało się dyplomacją i kiedy nam zaproponowano tak mało miejsc na obchody Centralne Dnia Weterana w Giżycku przyjęło to na klatę, jako formę zaproszenia nas jako gości, nie uczestników. Prezydium, które potrafi zająć stanowisko w tak istotnych sprawach jak zmiana ustawodawstwa i współpracę z innymi organizacjami. Prezydium, które dba o naszą przyszłość jako organizacji kombatanckiej zrzeszającej wszystkich kombatantów nie tylko oenzetowskich. Prezydium, które potrafi nas reprezentować w relacjach z Ministerstwem Obrony Narodowej. Prezydium, które nie zawraca głowy zarządowi duperelami tylko informuje o osiągnięciach, a nie problemach. Prezydium, które dba o naszą reprezentację powołując pełnomocników, specjalistów, którzy poprowadzą nas w świetlaną przyszłość. Prezydium, które dzięki znajomości prawa nie pozwoli nam pobłądzić w relacjach kombatant, a kombatant.

          Myślę, że dość klarownie przedstawiłem swoje spostrzeżenia mimo, że na spotkaniu nie byłem i nie ustosunkowałem się do przedstawionych komplementacji moich kolegów, ale wiem na pewno, że Prezydium i Zarząd podąża dobrą drogą samodoskonalenia, które zaowocuje szerokim poważaniem środowisk kombatanckich, szczególnie starszego pokolenia, a nam przyniesie szereg profitów związanych z bytnością w szeregach tych, którzy walkę mają za sobą. Cieszy mnie ogromnie, że mimo kombatanckiego ujednolicenia zachowujemy Oenzetowską tożsamość chociażby w fakcie noszenia błękitnych beretów i przepięknych garniturów. Raduje me serce fakt, że jest spora grupa kolegów, która nie zapomniała o mundurach i swojej przynależności do Sił Zbrojnych. Potrafi przypomnieć tym, którzy chcieliby nas umieścić w zakamarkach Lamusa o naszej wojskowej osobowości. Są w ojczyźnie rachunki krzywd, obca dłoń ich też nie przekreśli, ale krwi nie odmówi nikt: wysączymy ją z piersi i z pieśni. Tak pisał, obecnie nielubiany poeta i chociaż lat minęło wiele to Kolego drogi nie zapominaj, że członkostwo twe w naszych szeregach to nie tylko znaczek w klapie, ale też powinność jeżeli będzie trzeba. Generalnie rzecz biorąc cieszy mnie ogromnie fakt mego uzależnienia, Polską i nie widzę konieczności przeprowadzenia terapii zespołowej, chociaż niektórym o to chodzi. Kochani ja też Was Kocham i radzę byście pamiętali o innych.

 

 

GŁOS WOŁAJĄCEGO NA WETERAŃSKIEJ PUSZCZY

           To staropolskie powiedzenie, jakże trafnie oddaje tematykę felietonu, który powstaje. Felietonu, który piszę z pewną dozą niepokoju czy dobrze czynię. Rozsądek podpowiada, że to mało dyplomatyczne, ale emocje nie każą milczeć. Zresztą, każdy wojskowy w swym sumieniu musi rozważyć czy ma charakter czy jest marionetką. Piszę, bo wydaje się, może zarozumiale, ale weterani czytają czasem to co pomyśli ma głowa w aspekcie sytuacji naszej. Zatem przedstawmy fakty obecnych uwarunkowań w wojsku. Najpierw pozytywy. Sytuacja ekonomiczna w obecnych czasach jest jedną z najlepszych po polityczno-społecznych zmianach. Usunięto ograniczenie służby szeregowych w wojsku. Przyspieszono awanse i wyznaczanie na stanowiska, co prawda niezgodne z kwalifikacjami lecz zgodnie z przekonaniami i zaangażowaniem. Podniesiono zarobki i co najważniejsze uruchomiono społeczne poparcie w tworzenie militarnych struktur Obrony Narodowej. Młodzież, grupy paramilitarne oraz społeczność tym faktem są zachwycone. Obserwator z zewnątrz, z zagranicy wschodniej, powinien być zaniepokojony w ocenie obywateli naszych. Czy tak jest faktycznie? Odpowiedź w mej ocenie jest twierdząca lecz ukierunkowana przeciwnie. Wszyscy chodzą do cerkwi się modlą, by trwało to jak najdłużej. Argumenty, proszę. Jeżeli chodzi o służbę zasadniczą to tylko mam nadzieję, że egzaminy kondycyjne będą weryfikowały zdolność bojową szeregowych po czterdziestce. Awanse, które były związane ze stażem i umiejętnościami w służbie, a dziś powiązane z politycznym kręgosłupem nie wpłyną na umiejętności dowódcze, moralność i tak zwaną wojskową, wyniesioną w drodze szkolenia i działań kindersztubę. Aspekt finansowy jest elementem decydującym i wcale się nie dziwię, że koledzy patrzą za kasą, a nie polityczno-militarnymi aspektami naszej polskiej sytuacji. Każdy chce żyć dostatnio i godnie, co w odczuciu szeregowych żołnierzy zostało zapewnione. Problem tkwi w poczuciu godności i umiłowania ojczyzny. Dowódcy, których przez lata szkolono inwestując zarobione przez społeczeństwo pieniądze, by potrafili dowodzić i dbać o bezpieczeństwo nasze zostają zmuszeni do zmiany priorytetów z obronnych na polityczne. Niepokornych spotyka słuszna kara poniżenia i wyalienowania. Nie dość na tym, upolitycznia się armię bardziej niż w poprzedniej epoce, tylko patrzeć jak pojawią się Oficerowie Wewnętrznego Zaangażowania, oczywiście nie mylić z – „Politycznymi”, bo to przecież źle się kojarzy. Nad wojskiem trzeba pracować ideologicznie podobnie, jak nad narodem jeżeli chce się wygrać kolejne wybory. Boli tylko, że w tej pogoni za władzą ginie gdzieś wątek członkostwa w UE i NATO. Dziwi, że te organy milczą jeżeli chodzi o obronność przecież nie tylko Polski. Możliwe, że jako rezerwista – jeszcze –  o czymś nie wiem.

            Po tej dość głębokiej analizie wkraczam w temat istotny dla weteranów. Jak jest, każdy weteran, kombatant wie i czuje. Mamy ustawę (jeszcze), mamy powiązania światowe, mamy też i podział wewnętrzny. Zamiast Weterana mamy zróżnicowanie na weterana poszkodowanego i weterana. Jestem wstanie się z tym pogodzić, ale nie rozumiem, że władze widząc poszkodowanych nie widzą problemu pozostałych, którzy wrócili z misji w inny sposób pokiereszowani. W moim kole Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ mam kolegów, którzy do tej pory wiele lat po misji borykają się z problemami, które tkwią w ich psychice. Darmowe porady psychologiczne nie pomogą w zabezpieczeniu potrzeb egzystencjalnych. Boli zatem oficjalne pismo MON do jednostek wojskowych, że tylko Stowarzyszenie Rannych i Poszkodowanych oraz Stowarzyszenie Rodzin Żołnierzy Poległych są godne do otrzymania jednego procentu z naszych podatków. Już w zeszłym roku w trakcie obchodów „Dnia Weterana” w Warszawie były zgrzyty związane z obchodami przez Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ. Nie dziwi zatem marginalizacja naszego święta i przeniesienie obchodów do Giżycka. Warszawa, Wrocław, Szczecin, Bydgoszcz, Warszawa miał być Kraków, a jest Giżycko. Nie dość na tym dostąpiliśmy zaszczytu wyłonienia z ponad tysiąca osób sześćdziesięciu, którzy będą reprezentować naszą społeczność. Rozumiem brak finansów na rekompensatę zakwaterowania i wyżywienia, ale mam pytanie – Czyje to święto? Wojska Polskiego czy tych, którzy będąc żołnierzami, poza granicami godnie reprezentowali kraj i Siły Zbrojne. Dlatego proszę mi wybaczyć, że nie mogę udawać, że deszcz pada, kiedy traktuje się moich kolegów, jako konieczność, nie będę uczestniczył w przedsięwzięciu, bo jestem żołnierzem nie politykiem. Odczucia moje dlatego się z nimi dzielę, ale nie mogę i nie chcę zabronić udziału w uroczystościach w Giżycku innym, bo to każdego, jak zaproszenie Ministra Obrony Narodowej, jest to decyzja osobista. Proszę jedynie tylko kolegów, którzy się spotkają w Rynii, by się zastanowili nad tematem tożsamości naszej i może zaczęli brać przykład z prawdziwych wojskowych, których umiłowanie Ojczyzny skłoniło do przejścia do rezerwy, nie spoczynku.  Którzy w mojej ocenie są prawdziwymi weteranami z krwi i kości.

BŁĘKITNY MARSZ POKOJU

      Po raz drugi trasą od Nowego Światu do Placu Zamkowego w Warszawie przeszedł w sobotę 24 września br. Błękitny Marsz Pokoju. Jak media donoszą wzięło w nim udział kilkadziesiąt osób. Marsz odbył się pod hasłem: „Pokój, sprawiedliwość i silne instytucje”. Marsz zorganizowało Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ, AIESEC Polska oraz Ośrodek Informacji ONZ w Polsce. Poprowadzili go przedstawiciele organizatorów wraz z „Rodziną ONZ” w Polsce i organizacjami pozarządowymi. Jak w ubiegłym roku czoło pochodu stanowili muzycy, w tym przypadku afrykańskiej grupy muzycznej Ricky Lion. Pokój to trudna sprawa pełna ofiar i poświęceń. Przykładem fakt, że ubiegłoroczny marsz prowadził Somalijczyk z polskim obywatelstwem, który miesiąc później został zamordowany w Somalii. To pokazuje, jak ważne są sprawy walki z przemocą na świecie.

    Rzeczywistość przerasta nasze oczekiwania. Żyjemy w zglobalizowanym świecie, w którym odległości tracą na znaczeniu. Dziś Europa, Ameryki, Afryka i Azja to sąsiednie kontynenty, których życie dzięki mediom, internetowi staje się naszym chlebem powszednim. Dziś migrant europejski to nasza codzienność. Ich problemy są naszymi i jako obywatele świata musimy o tym pamiętać. Musimy im pomagać. Idea marszu to też pytanie co to jest pokój? W XXI wieku to nie tylko brak konfliktów, ale to też działalność na rzecz współistnienia bez względu na kulturę i wyznania. To ochrona środowiska, walka z niszczeniem świata przez cywilizację, bój o godność i poszanowanie człowieczeństwa. To także kształtowanie świadomości społecznej oraz uaktywnienie środowisk w budowaniu i kontynuacji idei sprawiedliwego współistnienia.

         Marsz odbył się trzy dni po obchodach Międzynarodowego Dnia Pokoju, obchodzonego 21 września. Celem marszu było uświadomienie polskiemu społeczeństwu, że jest możliwe zapewnienie empatycznego rozwoju, zapewnienie wszystkim dostępu do wymiaru sprawiedliwości oraz możliwości budowania przyjaznych ludziom instytucji państwowych na wszystkich szczeblach administracji. Takich silnych instytucji, przyjaznych społeczeństwu pozwalających uwierzyć, że są dla nas. Tegoroczny Błękitny Marsz Pokoju podobnie, jak poprzedni zakończył się na Placu Zamkowym. Uczestnicy, zgromadzeni pod kolumną Zygmunta, wypuścili w niebo błękitne baloniki.

      Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ licznie reprezentowane przez członków kół Warszawskich, Wrocławskiego, Radomskiego, Płockiego i Łódzkiego pod przewodnictwem Wiceprezydenta Światowej Federacji Weteranów gen. bryg. Stanisława Woźniaka podkreśliło, że nosząc błękitne berety oraz uczestnicząc w marszu, świadczymy sobą i swoim zaangażowaniem, że idea pokoju i wolności jest dobrem niezbywalnym i niezaprzeczalnym. Nasze zaangażowanie w budowę wszechobecnego pokoju na świecie to cel i powinność. Wielki tylko smutek i żal, że tak chlubne i godne przedsięwzięcie nie spotkało się z uznaniem mediów. Jednak pomni przesłania, że kropla drąży skałę, nie ustaniemy w wysiłkach promowania pokoju na świecie i spotkamy się ponownie w przyszłym roku. Marsz Pokoju to wołanie o dobro i człowieczeństwo. Dopóki są ludzie dobrej woli jest nadzieja, że człowiek człowiekowi będzie przyjacielem i ten świat nie zginie nigdy dzięki nim. 

XXIV MIĘDZYNARODOWY SALON PRZEMYSŁU OBRONNEGO

      Uroczyste otwarcie Targów XXIV Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach to przede wszystkim emocjonalne wystąpienie Ministra Obrony Narodowej Antoniego Macierewicza, który podkreślił niebywałą radość widzenia, jak inicjatywa organizatorów Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach wyrosła na ważne, istotne, kluczowe dla Polski wydarzenie na świecie. Jednocześnie, przypominając swój udział w tworzeniu targów sprzed 25 lat – Salon w Kielcach ma dla mnie szczególne znaczenie… Tak toczy się historia Rzeczpospolitej Polskiej. Dziękuję organizatorom za wspaniały Salon Obronny, za wszystko, czym Polska dzięki waszemu wysiłkowi może się poszczycić.

         XXIV Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego na Targach Kielce zgromadził 614 wystawców z 30 krajów. W sercu dawnego Centralnego Okręgu Przemysłowego (COP) z lat II Rzeczpospolitej, którego rolę dla gospodarczego rozwoju kraju w swoim przemówieniu na uroczystości otwarcia podkreślała Wojewoda Świętokrzyski Agata Wojtyszek, zgromadzony został potencjał aż 320 polskich przedsiębiorstw, w tym Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PZG). Na wystawie obejrzeć można było nowoczesne technologie, uzbrojenie, systemy obrony dedykowane armii, a także Obronie Terytorialnej. Polska armia demonstrowała swój sprzęt na Wystawie Sił Zbrojnych.

        Istotną rolę MSPO w procesie modernizacji Sił Zbrojnych RP podkreślał nie tylko Minister Obrony Narodowej, ale także Minister Paweł Soloch, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, który w odczytanym liście Prezydenta RP Andrzeja Dudy przedstawił stanowisko Zwierzchnika sił Zbrojnych RP odnośnie roli i znaczenia MSPO we współczesnej polityce obronnej Polski. Prezydent pogratulował organizatorom inicjatywy (MSPO), która tak dobrze promuje Polskę i jej gospodarkę na świecie.

            Targi MSPO to także możliwość zaprezentowania swoich osiągnięć, perspektyw rozwoju i planu zamierzeń na przyszłość stowarzyszeń i organizacji proobronnych. Zaprezentowania planów i perspektyw rozwoju Obrony Terytorialnej. Jej struktur, wyposażenia i roli we współczesnym kształtowani polityki obronnej Kraju. Nie przez przypadek stoisko Organizacji Proobronnych było w bliskim sąsiedztwie Ministerstwa Obrony Narodowej. Wielki sukces targów to zrealizowane rozmowy bilateralne pomiędzy organizacjami proobronnym, a Biurem do Spraw Proobronnych (BdSP) Ministerstwa Obrony Narodowej reprezentowanym przez dyrektora Waldemara Zubka oraz jego współpracowników. Organizacje proobronne to przede wszystkim młodzież i młodość, tym bardziej należy docenić ukłon dyrektora Waldemara Zubka w stronę stowarzyszeń i bractw, które swoje lata świetności mają już za sobą. Zrozumienia zasady, że żołnierzem się jest, a nie bywa wysoko zostało ocenione przez środowiska weteranów i kombatantów.

            W targach MSPO w Kielcach Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ uczestniczyło w dwóch panelach. Jako wystawca prezentujący swoje osiągnięcia i doświadczenie w promocji Sił Zbrojnych RP poza granicami Polski oraz w jednodniowej prezentacji zaangażowania w proces budowania obronności kraju, jako organizacja proobronna. Stoiskiem stowarzyszenia opiekowali się członkowie kół Nr 32 w Kielcach pod przewodnictwem członka Zarządu Głównego SKMP ONZ Dariusza Stępnia oraz koła Nr 45 pod przewodnictwem prezesa, członka Zarządu Głównego SKMP ONZ Edwarda Kowalewskiego. Panel proobronny, na zaproszenie dyrektora Biura do Spraw Proobronnych Witolda Zubka, reprezentował wiceprezes SKMP ONZ Artur Artecki. Członkowie Zarządu Głównego uczestniczyli w uroczystości otwarcia targów oraz promocji idei pokoju na świecie, której odzwierciedleniem będzie „Błękitny Marsz Pokoju” organizowany przez UNIC/Warsaw w dniu 24 września br.

KAJAKOWY SPŁYW WETERANÓW KRUTYNIA 2015

       W dzisiejszych czasach komercji i marketingu, gdzie wszystko jest do sprzedania, trudno o empatię i zrozumienie. Kupuje się produkty, informacje, wiedzę, zaangażowanie. Kupuje się uznanie, lojalność, prawdę, praktycznie to co ludzkie jest do sprzedania lub kupienia. Cieszy zatem, że w tych czasach globalizmu, nietolerancji i braku empatii zdarzają się cuda bezinteresowności i zaangażowania. Mówi się, że bogaty pragnie więcej i więcej, ale życie pokazuje, że nadmiar budzi filantropię (stgr. φιλανθρωπία philanthrōpia – dobroczynność, życzliwość; φιλάνθρωπος philánthrōpos – kochający ludzkość, działalność osób bądź instytucji, polegającą na bezinteresownym udzielaniu pomocy finansowej lub materialnej potrzebującym). Przykładem jest działalność Johna Davisona Rockefellera, który przechodząc na emeryturę poświęcił się dobroczynności. Stworzył Fundację Rockefellera, która była największą organizacją filantropijną na świecie (oddał w jej posiadanie ponad 250 mln dolarów). Okazuje się, że współcześnie w kraju nad Wisłą mamy firmę, koncern który kontynuuje dzieło humanitaryzmu. Firma, która zdobyła uznanie weteranów poszkodowanych i weteranów. Koncern, który wspiera działania Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych w Misjach Poza Granicami Kraju. Instytucja, która w dniu 3 kwietnia 2000 roku na Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy podjęła uchwałę o przyjęciu przez Polski Koncern Naftowy S.A. nazwy handlowej ORLEN. Marka ORLEN poprzez działalność humanitarno-społeczną dociera do wszystkich środowisk. Dotarła też do weteranów. Dzięki hojności i zaangażowaniu sponsorów odbył się Pierwszy Kajakowy Spływ Weteranów „Krutynia 2015”.

            W dniach 3 – 9 sierpnia 2015 r. w stanicy wodnej PTTK Sorkwity zgromadzili się uczestnicy pierwszego „Spływu Kajakowego Weteranów Działań Poza Granicami Państwa”. W pięknych czerwonych koszulkach ufundowanych przez sponsora czterdzieści osób przez tydzień pokonywało szlak kajakowy rzeki Krutyni. Podziwiając w upalne dni mazurskie jeziora i uroczo wijące się rzeczki, które jak łączące akwedukty przestrzenne zbiorniki wodne przecinały pola i lasy urokliwych Mazur. Upał, który dokuczał w domkach na wodzie był przyjemnym urozmaiceniem kąpieli wodnej jako kąpiel słoneczna. Organizatorzy w osobach: Tomek Kloc prezes Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych, Marek Rzodkiewicz „Komandor Spływu” wiceprezes stowarzyszenia, Janusz Raczy wiceprezes oraz Witek Kortyka sekretarz dwoili się i troili, by uczestnicy wspaniale mogli integrować się z przyrodą oraz środowiskiem weteranów. Tworząc zwarty monolit osób bez względu na wiek i doświadczenie życiowe, a połączonych przygodą i radością „pochłaniania” kajakowych doznań i wrażeń. Nie było rannych, poszkodowanych, starszych i młodych. Była radość ze wspólnego przebywania ze sobą i pokonywania wodnych odległości. Średniowieczna uczta pod patronatem „Komtura” Franciszka Rodaka w podziemiach piwnicznych w Woźnicach w rycerskich strojach i niewieścich sukniach z epoki, przeplatana rycerskimi pieśniami i zabawami zakończyła tydzień rekreacji, rehabilitacji, integracji. Wszyscy docenili otwarcie imprezy na integrację środowiska weteranów. Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ reprezentowali Krystyna Supeł skarbnik Koła Nr 43 SKMP ONZ w Białej Podlaskiej oraz Artur Artecki członek Zarządu Głównego SKMP ONZ prezes Koła Nr 43. „W naszym środowisku nie ma lepszych i gorszych, poszkodowanych i nieposzkodowanych. Wszyscy jesteśmy weteranami, którzy reprezentowali swój kraj poza granicami, tylko jedni zapłacili zbyt dużą cenę i nie wolno o tym zapomnieć. Cieszy, że są wśród nas i możemy wspólnie pamiętać o Tych, którzy oddali rzecz bezcenną za bycie żołnierzem RP. Zapłacili własnym życiem – mówi Artecki. Centrum Weterana reprezentował Andrzej Korus kierownik Działu Edukacyjno-Promocyjnego, który słowem i aparatem fotograficznym skrzętnie dokumentował wyczyny weteranów na spływie kajakowym. Koleżanka Małgosia Schwarzgruber z ramienia „Polski Zbrojnej” dopingowała wszystkich do zaangażowania i radosnego podejścia do przedsięwzięcia, prezentując radość i pogodę ducha. Obecność wszystkich, pogoda, piękna przyroda oraz hojność sponsora skazały przedsięwzięcie na sukces. Pierwszy Ogólnopolski Kajakowy Spływ Weteranów „KRUTYNIA 2015” to podziękowanie za ból, cierpienie i poświęcenie. To wyraz uznania i zrozumienia. Dziękujemy.   

 

PARCIE NA SZKŁO

      „Prezesie, jak prezes jedzie do Bydgoszczy żeby tylko znowuż zabłysnąć to my to mamy głęboko w tylnej części ciała tak poniżej pasa i nie ważne, z której strony” takimi słowy zostałem przywitany w dniu 27 maja br. na spotkaniu przedwyjazdowym. Zaskoczony agresją i zarzutami żądałem wyjaśnień wszak jesteśmy stowarzyszeniem przyjaciół, kolegów nie układów i zależności. Okazało się, że mam zbyt silne „parcie na szkło”, czyli lubię być w świetle uwagi mediów zapominając o koleżankach i kolegach. Nie pomogły tłumaczenia, że to przecież z myślą o naszym kole, że moja osoba to oni i że ja sprzedaję nasze doświadczenia, jako wspólne osiągnięcia. Stwierdzili jednogłośnie, że jak zobaczę „koryto” zapominam o wszystkim. Obiecałem poprawę i godne wspieranie, opiekę i zadbanie.

            W dniu dwudziestego ósmego miesiąca maja bieżącego roku zebraliśmy się tak gdzieś około trzynastej w południe w recepcji hotelu „Focus” w Bydgoszczy, gdyż takie otrzymaliśmy wytyczne. Jakież było moje i moich przyjaciół zaskoczenie, kiedy okazało się, że prezes, czyli moja skromna osoba ponownie został wyróżniony pobytem w innym hotelu, z daleka od swoich podopiecznych. Wzrok wszystko mówił, nawet nie próbowałem wyjaśniać. Posłuszny wytycznym gospodarza udałem się w miejsce odosobnienia, zdając sobie sprawę, że jest to kara za moją niepokorność. Jednak przyjaciele ponownie uznali to za wyróżnienie. Co bym nie powiedział to i tak będzie „padać”. Nie trzeba było długiego dochodzenia, żeby się przekonać, że wszyscy dysydenci są daleko od mojego odosobnienia wraz z moimi delegatami rodzimego koła. Zostałem skazany na banicję, ale w przekonaniu przyjaciół wyróżniony jedynką w hotelu prominentów pozostałych. Dyplomatycznie rzecz ujmując siedź cicho i nie podskakuj.

            Burzy to wszystko idee mojego rozumienia przesłania działania stowarzyszenia, jakie spoczywają na nas wszystkich. Idee bezinteresownego zaangażowania w kształtowanie postaw patriotycznych i społecznego wspierania wartości moralnych tak bardzo ważnych w dzisiejszych czasach, a polegających na bezinteresownym umiłowaniu ojczyzny. Gry, których nie rozumiem i nie popieram służące pozornemu dowartościowaniu jednostek prowadzone są na coraz większym poziomie korelacji społecznych, które zakłócają istotę współczesnego patriotycznego przesłania. Wolność, wierność, oddanie, praworządność, honor, zaangażowanie to wartości, które powinny łączyć nie dzielić, tak przynajmniej ja to interpretuję. Małostkowość, nieszczerość, fałsz i obłuda niszczy wszystko to, co w założeniach powinno być słuszne. Podział na lepszych i gorszych, na starych i młodych nie jednoczy środowiska, lecz je dzieli. Na szturmanów i dziadów z błękitem na skroni budzących zażenowanie i jednocześnie tło dla twardzieli. Tak ja odebrałem przekaz święta Dnia Weterana w Bydgoszczy.

            Dziękuję przyjaciołom, że mi oczy otworzyli i mogłem spojrzeć na święto z innej perspektywy. Nie oceniam uroczystości, bo była piękna i dostojna. Oceniam zachowanie peacekeeperów, byłych wojowników o wolność i pokój na świecie. Władza, jaka jest to każdy widzi. „Tryndy” też są znane, dziwi brak poczucia godności i honoru tych, którzy uważają się za orędowników oenzetowskich ideałów. Parcie na szkło, uznanie, dowartościowywanie jest silniejsze niż poczucie osobistej godności, szacunku do siebie. Od więzi ze społecznością tych, którzy dziś nie są w stanie związać koniec z końcem, których nie stać na przyjazd do Bydgoszczy, by świętować. Tych, którzy nawet kosztem osobistych wyrzeczeń zdecydowali się jednak na przybycie, ale są tłem dla innych. Tych, którzy zasłużyli na wyróżnienie, a jednak ich nie doceniono zamiast tego budując pozorne więzi społeczne przeszłych ideałów. To jest chore. Znając swoje miejsce w szyku trzeba też rozumieć, co to jest więź społeczna weteranów i co to jest godność. Układy, koneksje tego nie zastąpią, trzeba szanować siebie i szanować swoje środowisko. Przykro mi było widzieć, pomny uwag przyjaciół, że nie tylko ja dałem się ponieś słabościom. Parcie na szkło to ogólnie przyjęta metoda zaistnienia w strukturach kierowniczych naszego stowarzyszenia, nie mówię o prezesie, bo ktoś musi nas reprezentować. Naszym zadaniem jest przede wszystkim wyjście do kół oraz ich wsparcie w działaniu. Docenienie ich dokonań, otwarcie na potrzeby, wspieranie w przedsięwzięciach. Wierzę, a wiara jest ma słuszna, że tak jak w wojsku dowódca, który stoi za swoimi żołnierzami to dobry dowódca, tak w stowarzyszeniu jest ważniejsza więź z kołami i ich reprezentowanie niż układność z instancjami, którym nasza działalność jest tłem politycznych rozważań i zawiłości. Chyba, że chodzi o stanowiska, a to już inna polityka, inna bajka.   

BENEMERENTI

         Jeszcze miesiąc temu nie byłbym wstanie Państwu powiedzieć co to jest „Benemerenti”, czego dotyczy nazwa i co się z nią wiąże. „Dyplom Benemerenti („dobrze zasłużonym”) Ordynariatu Polowego WP został ustanowiony dekretem biskupa polowego WP gen. dyw. Sławoja Leszka Głódzia z dnia 23 lutego 1995 r. Przyznawany jest „dla podkreślenia zasług osób, które dają świadectwo najwyższym wartościom, jakimi w życiu jednostki i społeczeństwa są prawda i sprawiedliwość”. Jako pierwsi – w 1995 r. – wyróżnienie to otrzymali red. Elżbieta Jaworowicz, autorka programu „Sprawa dla reportera” i ówczesny rzecznik prasowy Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej mjr Eugeniusz Mleczak”
http://ekai.pl/diecezje/ordynariat-polowy/x85356/warszawa-wreczenie-dyplomow-benemerenti-ordynariatu-polowego/
Informacje zaczerpnięte ze strony ekai.pl do uzyskania w szerszym zakresie pod przedstawionym linkiem.

            Rozmowa grudniowa z wiceprezesem SKMP ONZ płk rez. Waldemarem Wojtanem dotycząca oferty dla koła Nr 43 SKMP ONZ w Białej Podlaskiej uczestniczenia w spotkaniu noworocznym z Biskupem Polowym Wojska Polskiego Józefem Guzdkiem była propozycją nie do odrzucenia, a wręcz wyróżnieniem. Koleżanka Krystyna Supeł oraz koledzy Ryszard Artyszuk, Michał Doroszuk, Artur Artecki też tak ją potraktowali. Czekaliśmy z niecierpliwością na zaproszenie. Poczta w okresie świąt zawiodła. Niestety nie wszyscy otrzymali piękne zaproszenie od Jego Ekscelencji z mottem „Ad majorem Dei gloria” „Do największej świetności” z okazji 24 rocznicy odnowienia Ordynariatu Polowego oraz doroczną uroczystość wręczenia wyróżnienia BENEMERENTI przyznawanego w dowód uznania za wierność wartościom ważnym w życiu osobistym i społecznym.

            W dniu 10 stycznia br. w godzinach wieczornych w Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie miała miejsce XXI Gala, podczas której ogłoszono laureatów nagród Ordynariatu Polowego Benemerenti. Za „wszechstronne wsparcie okazywane żołnierzom, policjantom i cywilnym ekspertom, którzy pod błękitną flagą ONZ służyli sprawie pokoju i braterstwa wśród narodów świata” kapituła nagrody Benemerenti uhonorowała Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ. Zaszczytu otrzymania nagród Benemerenti 2015 przyznawanych przez Biskupa Polowego Wojska Polskiego dostąpili również: Liga Katolicka Pomocy Religijnej Polsce i Polonii, Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie” oraz Stowarzyszenie Rannych i Poszkodowanych w Misjach Poza Granicami Kraju.

            Zaszczyt, duma, satysfakcja oraz słowa prezesa – „Dzisiejsze wyróżnienie traktuję, jako wyraz uznania roli naszego Stowarzyszenia w promowaniu osiągnięć Polek i Polaków w służbie na rzecz pokoju. Za pracę nad integracją środowiska weteranów i pomoc potrzebującym. Generał Woźniak podkreślił, że na działalność Stowarzyszenia składa się społeczna praca bardzo wielu osób i środowisk, żołnierzy, dyplomatów, prawników, tłumaczy i kapelanów. – Byliśmy ambasadorami Polski w świecie i świata w Polsce. Generał Woźniak podzielił się również wspomnieniem, z wizyty Jana Pawła II na Bliskim Wschodzie w 1997 roku. Jak powiedział, miał okazję w imieniu żołnierzy ONZ witać Ojca Świętego, który przekazał pozdrowienia dla wszystkich uczestników misji pokojowych i słowa Jezusa z Góry Błogosławieństw: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój”.
http://skmponz.pl/skmp-onz-wsrod-laureatow-benemerenti-2015/

            Wsparciem duchowym były słowa Jego Ekscelencji – „To pocałunek złożony na ręce tych, którzy działają w celu wspólnych działań Polaków, na wschodzie i na zachodzie, działań łączących nas jako jeden naród i szanujących się wzajemnie”. Dyplom Benemerenti („dobrze zasłużonym”) Ordynariatu Polowego WP przyznawany jest dla podkreślenia zasług osób, które dają świadectwo najwyższym wartościom, jakimi w życiu jednostki i społeczeństwa są prawda i sprawiedliwość”.
http://www.ordynariat.wp.mil.pl/pl/628_18982.html

            Wielkim wyróżnieniem były słowa Wicepremiera, Ministra Obrony Narodowej Tomasza Siemoniaka – „Serdecznie gratuluję i dziękuję nagrodzonym. Szczególne słowa kieruję do osób związanych z wojskiem. Realizujemy wiele wspólnych przedsięwzięć, aby służyć weteranom”.
http://mon.gov.pl/…/2015-01-10-wyroznienia-benemerenti/
.

            Prezes Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ gen. bryg. w st. spocz. dr Stanisław Woźniak został odznaczony medalem „Milito Pro Christo” (łac. Walczę dla Chrystusa), odznaczeniem Ordynariatu Polowego WP, przyznawanym corocznie dla podkreślenia zasług osób, które dają świadectwo najwyższym wartościom oraz wytrwale służą Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Swą postawą i zaangażowaniem świadczą prawdzie o losach Narodu Polskiego oraz wspierają duszpasterstwo wojskowe.

       Dumni jesteśmy z faktu, że znaleźliśmy się w gronie wyróżnionych. Cieszy i nobilituje fakt, że zdobyliśmy uznanie Jego Ekscelencji Biskupa Polowego Wojska Polskiego Józefa Guzdka. Dyplom (kopia), który otrzymało stowarzyszenie znajdzie chlubne miejsce w siedzibie Koła Nr 43 SKMP ONZ w Białej Podlaskiej w Wojskowej Komendzie Uzupełnień w Białej Podlaskiej. 

OAZA WETERANA

         Jak zbłąkany wędrowiec na pustyni szuka oazy, by zdobyć drogocenny nektar przetrwania jakim jest woda, tak my weterani przez ponad sześćdziesiąt lat szukaliśmy dla siebie schronienia i dowartościowania. Przeszła epoka, już w swych założeniach, widziała nasz udział w misjach jako dowartościowanie ponad przeciętnymi zarobkami w obcej walucie. Zresztą nikt z nas nawet nie ośmielił się wychylić, bo to był zaszczyt i wyróżnienie reprezentować Polskę w świecie. Społeczeństwo jedynie wiedziało, że jest misja pokojowa w której uczestniczy nasz kraj i że polscy żołnierze, ci wybrani, oprócz pensji w kraju zarabiają kasę w obcej walucie. Przychodziły zdjęcia z uroczystości, wycieczek krajoznawczych, pięknych widoków i rajskich scenografii. Inaczej mówiąc raj na ziemi. Wyjechali, odpoczywają i jeszcze państwo za to płaci. Istny high live, za ciężkie pieniądze klasy robotniczej. Rzeczywistość była zgoła inna, ale nie można było o niej pisać. Wychyliłby się ktoś ze swoimi problemami? Wątpię, tym bardziej, że jakikolwiek „Stres Pourazowy” kończyłby się pozbawieniem pracy. Wracali nasi misjonarze pokiereszowani przez życie, ale udawali, że jest wszystko w porządku, bo inaczej być nie mogło.

            Demokracja dała przemożną możność mówienia prawdy i pisania o niej. Fakt bycia emerytem daje komfort braku strachu o stanowisko, chociaż tak do końca nie ma wolności słowa, bo jednak trzeba uważać, żeby słowem nie krzywdzić lecz pomagać. Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ tworzone prawie przez dziesięć lat, pod koniec lat dziewięćdziesiątych ujrzało światło dzienne. Tak jak ustawa o weteranach, która rodziła się w bólach politycznych rozgrywek stworzyła podstawy prawne. Teraz pojęcie weteran, kombatant brzmi dumnie. Dokument, organizacja to martwe twory administracyjne i gdyby nie fakt, że w ich powstanie wiele osób zaangażowało swoje życie, pozostałyby martwe. Dziś mając prawne wsparcie wiemy, rozumiemy i piszemy w imieniu tych wszystkich, którzy wrócili z misji i pisać nie mogą, bo pełnią w dalszym ciągu zaszczytną służbę. Bądź wiek, choroba nie pozwala walczyć o swoje dokonania. Indochiny, Wietnam i udział Wojska Polskiego to w dalszym ciągu nieuregulowana sprawa, którą polityczne przekonania blokują.

        W dniu 21 grudnia 2014 roku w Warszawie na ulicy Puławskiej 6A o godzinie 12.00 dokonała się rzecz ważna dla każdego misjonarza. Zostało otwarte przez Panią Premier Ewę Kopacz i Wicepremiera Ministra Obrony Narodowej Tomasza Siemoniaka Centrum Weterana Działań poza Granicami Państwa. Marcin Ogdowski znany Bloger napisał, że „Centrum – prowadzone przez pierwszego rannego w Afganistanie Polaka, ppłk Leszka Stępnia – ma również bardziej wymierne zadania i cele – misję edukacyjną i doraźną pomoc weteranom i ich rodzinom w potrzebie. Wspominam o tym nie bez powodu – kończy się bowiem moja misja. Przez minione pięć lat blog edukował, ale też integrował środowisko związane z „Polskim Afganistanem”. Magda i Aśka, moderatorki forum, zaświadczą zapewne, że dzięki marce „zAfganistanu.pl” udało się też rozwiązać niejeden realny problem żołnierzy i ich rodzin. Teraz zajmie się tym Centrum. Panie Pułkowniku, Leszku – życzę powodzenia! I służę pomocą w razie potrzeby”. Słowa te najbardziej oddają naszą wiarę, że „Centrum” ma nasze zaufanie, ale jak to w wojsku bywa panie Marcinie zaufanie, zaufaniem, jednak my musimy swoim zaangażowaniem w pracy ich wspierać. Proszę zatem tak szybko z Internetu nie uciekać, bo jak znam życie jeszcze nie raz będzie potrzebna pańska pomoc, tym którzy znaleźli w Panu oparcie, a którego chce ich pan pozbawić kończąc blog o Afganistanie.

          Centrum to nasza oaza na pustyni przepisów, dokumentów, braku zrozumienia gdzie zbłąkany „wędrowca” znajdzie pomoc, zrozumienie i wsparcie. Piękne słowa i chcę wierzyć, że się sprawdzą chociaż jak życie pokazuje, nie do końca. Nie chciałbym, żeby się okazało fatamorganą, która rozczarowując prowadzi do szaleństwa. Chciałbym żeby Ci, którzy znaleźli tam zatrudnienie rozumieli ten ciężar odpowiedzialności jaki na nich został złożony. Weterani, kombatanci to nie statystyka, słupki i numery w katalogach lecz ludzkie życie, które było, jest i będzie funkcjonowało poza granicami Polski. Piękne słowa życzeń świątecznych, łamanie opłatkiem z przedstawicielami środowiska weteranów, w którym się też znalazłem, było zaczątkiem czegoś wielkiego, wspaniałego, które pozwoli, że każdy żołnierz Centrum Weterana będzie uważał za dom do którego warto wracać i zaglądać. Mocno wierzę w to, że kiedyś tak będzie.  

LEKCJA HISTORII NA DUŻEJ PRZERWIE

Godzina dziesiąta czterdzieści 29 października 2013 roku. Hol główny IV Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Staszica. Młodzież liceum tłumnie zebrała się na korytarzu, chociaż był to czas na dużą przerwę pomiędzy lekcjami. Nikt nie marudził, bo w szkole się działo. Z inicjatywy Prezydenta Miasta Biała Podlaska Andrzeja Czapskiego oraz Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ Koło Nr 43 za aprobatą Dyrektora szkoły Pana Stanisława Romanowskiego do szkoły zawitała wystawa „Wojsko Polskie w Misjach Międzynarodowych”. Wystawa, która gdyby umiała mówić powiedziałaby, że w swej bytności nie jedno ważne miejsce zaszczyciła, włącznie z budynkiem ONZ. Oglądana i podziwiana kształtowała wśród narodów wiedzę o Polskim wkładzie ochrony pokoju na świecie.

Wystawy nie mogą zajmować półek w magazynach, lecz żyć, dawać wiedzę oraz informację wszystkim bez względu na status społeczny. Mają kształcić świadomość, zrozumienie i wrażliwość. Mają być ściągą na pojmowanie i istnienie. Wystawa o misjach jest wiedzą o misjach, wiedzą o służbie żołnierzy w błękitnych beretach, hełmach. Nie jest informacją martwą historycznie. Cały czas się rozwija, trwa i trwać będzie dopóki na świecie pokoju bronić trzeba będzie. Wymóg jeden. Wystawę trzeba zrozumieć. Trzeba się nauczyć ją pojmować. Leciwa, lecz jakże zasłużona „Pani” zawitała pod strzechy Południowego Podlasia. Dzięki życzliwości Wojskowego Centrum Edukacji Obywatelskiej w osobie Pani prof. nadzw. dr hab. Aleksandry Skrabacz pojawiła się na ścianie wschodniej, czyli przybyła do Polski „B”. Można powiedzieć „Na Koniec Świata”. Wystawa wbrew pozorom nie została zamknięta w salach wystawowych, lecz udała się do szkół, by tam wśród uczniów spełniać swą powinność. Zgodnie z intencją Prezydenta Miasta, Rektora Państwowej Szkoły Wyższej im. Papieża Jana Pawła II Pana prof. zw. dr hab. Józef Bergier oraz Dyrektorów szkół ponadgimnazjalnych wystawa będzie gościem mile i serdecznie widzianym przez miesiąc wśród młodzieży na „Kresach” wschodnich.

Rozpoczęliśmy od IV L.O im. St. Staszica, by następnie odwiedzić od 5 listopada br. PSW im. Papieża Jana Pawła II i cieszyć swym urokiem i wiedzą studentów Bialskiej uczelni. Zaraz po święcie Niepodległości 12 listopada zawitamy do I L.O. im. J.I. Kraszewskiego serdecznie przyjmowani przez Dyrektora szkoły Pana Przemysława Olesiejuka i uczniów. Tydzień później 19 listopada odwiedzimy II L.O. im. E. Plater gdzie gościć będziemy u Pani Dyrektor Małgorzaty Kaczmarczyk i młodzieży klas licealnych. Ukoronowaniem podróży po Mieście Biała Podlaska będzie wizyta w renomowanym III Liceum Ogólnokształcącym im. Adama Mickiewicza. Witani i goszczeni od dnia 27 listopada br. przez Dyrektora Macieja Kosika oraz zakochaną w historii młodzież. Pełna wrażeń i doznań w dniu 2 grudnia br. wróci wystawa do macierzy, czyli Wojskowego Centrum Edukacji Obywatelskiej w Warszawie. Jakże nam miło, że zaszczyciła nasze skromne Południowo Podlaskie społeczne środowisko.