MAREK TRELA KSIĄŻKA JAKO PRZYCZYNEK DO ZROZUMIENIA CZŁOWIEKA

            Dzień 23 marca br. Filia Nr 6 Miejskiej Biblioteki Publicznej na ulicy Orzechowej 34 godzina 17.00. czytelnia i wypożyczalnia w jednym miejscu zgromadziła zacne grono publiczności łacnej zdobycia informacji o promocji publikacji Instytutu Wydawniczego „Erica”, a dokładnie książki Ewy Bagłaj pod tytułem „Marek Trela – Moje konie, Moje życie”. Bohater książki „Polski lekarz weterynarii, hodowca koni arabskich, w latach 2000 – 2016 prezes Stadniny Koni Janów Podlaski, wiceprzewodniczący Światowej Federacji Konia Arabskiego (WAHO), w 1978 jako lekarz weterynarii podjął pracę w Stadninie Koni w Janowie Podlaskim. W 1995 został hodowcą. Był współtwórcą sukcesów koni czystej krwi arabskiej ze stadniny janowskiej na konkursach krajowych i międzynarodowych. Uzyskał uprawnienia sędziego międzynarodowego. W lutym 2016 został odwołany ze stanowiska prezesa Stadniny Koni w Janowie Podlaskim”. Tyle Wikipedia głosi i pewnie w przyszłości to wystarczy, gdyby nie fakt, że w sposób skandaliczny dokonano zamachu na hodowlę konia arabskiego w Polsce. Nie trudno się domyśleć, że afera znalazła rozgłos nie tylko krajowy, a dyrektor Trela stał się znaną i popularną osobą świadczy o tym angaż w kraju arabskim, a dokładnie w Arabii Saudyjskiej. Polska zubożała o kolejnego specjalistę, ale przecież to nie problem. Faktem jest, że media bardzo nagłośniły sprawę i Pan Marek, którego przyszłością miało być stadniny zacisze stał się celebrytą. Nie dziwi zatem, że książka biograficzna potrzebowała tylko trzech miesięcy, by się ukazać. Piękna polszczyzna autorki Ewy Bagłaj zachwyca prostotą i przekazem historii człowieka, który całe życie poświęcił koniom. Książka szczególnie przeznaczona dla kobiet, bo bardzo wzrusza.

            Wieczór, który w jednym promował książkę w drugim był spotkaniem autorskim Pani Ewy i również ozdobiony wystawą fotografii Krzysztofa Tarasiuka i Lecha Mazura też o tematyce końskiej. Trzy w jednym, jak to się często spotyka. Był w założeniach przeciętny, a okazał się dynamicznym przedsięwzięciem bogatym w trudne pytania. Wydawnictwo przedstawiło się z dobrej strony, bo zaproponowało dosyć sporą promocję książki o panu Treli. Dosyć ogólne informacje o twórczości autorki, czyli: „Broszce”, „Dublerce”, „Słonecznej Dziewczynie: opowieści o Klementynie Sołonowicz-Olbrychskiej”, „Prymusce” oraz książce o Marku Treli. Dosyć bogata twórczość, jak na młodą autorkę i szkoda tylko, że Pani Ewa jest tak bardzo tajemnicza. Prawie wieczór cały szukałem jakichś informacji z życia osobistego. Niestety jedynie wiem, że pochodzi z Terespola, ukończyła tamże liceum im. Bohaterów Warszawy, potem studia na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego też związanego z Warszawą. Absolwentka podyplomowego studium dziennikarstwa na Uniwersytecie też Warszawskim. Jako dziennikarka publikowała m.in. w tytułach: „Dziennik Wschodni”, „Słowo Podlasia”, „Koń Polski”, „Sukces”, Polskiearaby.com. i nic poza tym. Kocha konie i Podlasie reszta to tajemnica, którą na spotkaniu próbowałem rozwiązać niestety bez efektu. Ochrona danych osobowych posunięta do granic nieopisanych, jakby Pani Ewa nie była celebrytką.

            Przyznać muszę, że choć byłem niepocieszony to Panią Ewę poznałem poprzez jej twórczość. Nie da się ukryć wrażliwości, rozczarowania, mądrości oraz tęsknoty za uczuciem, szczerością i zrozumieniem. Można przemilczeć swoje życie, ale nie można zamknąć swych myśli pisząc. Przeczytałem „Prymuskę” książkę młodzieżową, kobiecą, ale nie treść mnie zafascynowała, tylko osobisty przekaz niby przemyślenia bohaterki. „Prymuska, czy jest Pani Prymuską”? – spytałem. Nie otrzymałem odpowiedzi, ale bazując na swym bogatym doświadczeniu i tych smutnych, aczkolwiek żywych oczach, doszedłem do wniosku, że nie wiem. Pani Ewa jest zagadką i mam tylko nadzieję, że znajdzie się ktoś taki, który tę książkę przeczyta. Dziękuję za spotkanie Pani Ewo.   

EMPATIA W SZKOLE

     Ostatnie szkolenie, w którym uczestniczyłem dotyczyło zadań rozwojowych w okresie adolescencji, czyli po polsku dojrzewania. Miła pani wykładowczyni próbowała mnie przekonać, że empatyczne podejście do ucznia to droga do sukcesu nauczania i wychowania. „Uczucie jest wewnętrzną reakcją organizmu na działające bodźce. Uczucia mają wpływ na nasze zachowanie ponieważ rządzą naszą energią, są uczucia dodające jej (złość, radość, strach) i są takie, które z niej objadają, pozbawiają (smutek, bezradność, żal). Nie dość tego uczucia chronią nas (strach), regulują nasze zachowania, dążymy do pozytywnego bilansu emocjonalnego. Mają siłę łączenia lub dzielenia ludzi (miłość, nienawiść). Wartość edukacyjną (poczucie winy, duma). Moralną, w oparciu o dobro lub zło” informacja z wykładu. Poinformowano mnie, że emocje nie podlegają ocenie, nie dodano – moralnej. Określenie emocji to przecież ustalenie jakiegoś stanu duchowego, który określamy na podstawie symptomów (zachowanie, reakcja), a czy to nie jest przypadkiem ocena? „Uczucia, emocje podobno są ważną informacją o naszej sytuacji życiowej, dlatego też nie powinniśmy ich dzielić na pozytywne i negatywne, lecz na radosne i bolesne. Wszystkie bowiem są pozytywne jako nośniki informacji o naszym życiu. Co więcej, im bardziej bolesne są przeżywane emocje, tym cenniejszą zawierają one informację. Sygnalizują bowiem jakiś stan egzystencjalny, który koniecznie powinno się zmienić, np. poprzez uwolnienie się z toksycznych więzi czy poprzez modyfikację błędnego postępowania”. Tak twierdzi „Opoka”. Jak sądzicie państwo?

            Przez pięćdziesiąt lat kształcono nas, że najważniejszym instrumentem kształtowania naszego bytu (czyli istnienia, funkcjonowania) jest świadomość. Później się okazało, że to jednak byt kształtuje świadomość. Uczono, że tylko rozum, opanowanie, współpraca, jednomyślność są drogą rozwoju i sukcesu. Zdrowy rozsądek, nie emocje pozwalają ustrzec się błędów i realizować idee. Dlatego czytając powyższe informacje dochodzę do wniosku, że „oczywiste” prawdy są słuszne w zależności od istniejącego porządku. Wracamy do empatyzmu. „Słowiańska dusza”, chyba każdy spotkał się z takim określeniem. Emocjonalność, otwartość to cechy charakterystyczne tego modelu. Uczuciowość w tym przypadku znajduje potwierdzenie swej roli i znaczenia w kształtowaniu osobowości. Jak jednak powyższą teorię zastosujemy w przypadku Anglika, Niemca czy Skandynawa, gdzie od wieków kształtowano odmienne od śródziemnomorskich standardy. Tam właśnie uczono młode pokolenia panowania nad emocjami. Odwaga, dzielność, twardość i bezwzględność były twórcami sukcesu. Wikingowie, Sasi, Hunowie dalecy byli od empatii. Odnosili sukcesy, ale też nie przetrwali.

             Miła Pani z wykładu przekonywała nas do poglądu wykorzystania empatii do kształtowania dzieci w okresie adolescencji. Uczuciowość, wrażliwość to metoda nawiązywania relacji uczeń-nauczyciel. Zapomniała tylko o jednym, że oprócz wiedzy i teoretycznych przygotowań trzeba mieć jeszcze to coś, co się nazywa – autorytet. Co to jest autorytet? „W refleksji edukacyjnej przyjęło się rozumienie autorytetu jako wzoru czy swoistych przymiotów i kompetencji wychowawców, zwiększających ich możliwości oddziaływania na wychowanków, przekazywania im wiedzy, postaw, wartości i formowania określonych umiejętności. Autorytet pedagogiczny staje się koniecznym warunkiem właściwego przebiegu procesu edukacji.” Tyle Wikipedia. Prawdą jest niestety, że bez autorytetu nasze oddziaływanie na szkolonych jest mizerne. Jaki autorytet mają rodzice dla dzieci, których wiedza informatyczna jest na poziomie kalkulatora? Jaki autorytet mają pedagodzy, którzy nie potrafią określić kto to jest hejter, troll lub Elf. Dziś nie wystarczy wiedza i umiejętność dziś dla ucznia przekonywująca jest osobowość i godne traktowanie, jako partnera. Dziś, żeby nauczać nie wystarczy zrozumienie nastolatka, trzeba mu coś zaproponować. Wiedza musi być atrakcyjna i intersująca. Druga opcja to budowanie przekonania, że wiedza jest słuszna i konieczna do dalszego egzystowania. W obu przypadkach wymaga zaangażowania i zainteresowania obu stron.

         Oczywiście empatia jest potrzebna, ale nie jako czynnik przyswajania wiedzy, lecz zrozumienia konieczności jej przyswojenia. Nie wydaje mi się słusznym pozwalanie uczniom na empatyczne zachowania i uczenia w ten sposób empatycznych reagowań. Uczuciowość, wrażliwość to elementy kształtowania bytu codziennego, ale zdobywanie wiedzy to aksjomaty oparte na doświadczeniu i umiejętnościach pokoleń i nie podlegają ocenie gniewu, wściekłości, złości czy niechcenia. Postęp zbudowano na lenistwie i sile umysłu ludzkiego, uczucia nie miały z nim nic wspólnego. Chociaż niektórzy mówią, że małpa jak się wściekła przez przypadek chwyciła gałąź i nią przyłożyła drugiemu osobnikowi, tak powstała broń i narzędzie postępu. Tylko, że to był przypadek i umiejętność wyciągania wniosków. Tych przypadków mamy od groma w historii ludzkości. Spadające jabłko czy teoria względności nigdy, by nie powstały gdyby nie umysł człowieka. Jedynie zgodzę się z tym, że emocje przyczyniły się do krzywd wielkich i do niszczenia humanitaryzmu w wyniku egocentryzmu jednostki.

           Każdy nauczyciel musi być empatyczny po to, by potrafił przekazać wiedzę, a nie nauczał. Czuł potrzebę nauczania, a nie odwalał chałturę za kasę. Empatia ucznia musi się sprowadzać do zrozumienia słuszności kształcenia, a nie dyskutowania i pokazywania emocji związanych z dojrzewaniem i hormonami. W sumie to relacje potrzeby nauczania i potrzeby wiedzy. Błąd potworny nauczycieli to brak umiejętności przekonania nauczanych do zaangażowania się w proces zdobywania wiedzy. Jakież niesamowite efekty przyniosło konspiracyjne nauczanie w czasie wojny. Nauczyciel nauczał, bo wiedział, że przyszłość narodu tkwi w wiedzy szkolonych, a szkolony wiedział, że bez wiedzy zatrzyma się na poziomie egzystencji i ulegnie unicestwieniu, degradacji. Strach był bodźcem nie metodą tych relacji. Uczymy się i nauczamy nie dlatego, że nam się chce lub nie chce, ale dlatego, że widzimy w tym słuszność działania i przyszłych korzyści. Czyli przez zrozumienie, a jest to wiedza, dochodzimy do interpretacji swoich uczuć. Dobry nauczyciel w kontakcie z uczniem zrozumie swoje emocje, zły buduje swoje ego w konflikcie do szkolonych i jak to w życiu bywa działanie jest zwrotne. Tylko, że uczeń się uczy złych zachowań, a nauczyciel trwa w błędzie. Uczuciowość jest potrzebna, bo kształtuje inteligencję emocjonalną, a to też wiedza, która społecznie jest nieodzowna. Jednak bez wiedzy pozostają tylko emocje, które prędzej czy później, pchną nas do samounicestwienia w przypadku posiadania zaczątków inteligencji lub prozaicznej egzystencji na poziomie „jamochłonu” w przypadku „bezmózgowia”. Dochodzimy zatem do wniosku, że uczuciowość jest konieczna w procesie nauczania, jako narzędzie porozumienia nauczyciel-uczeń, ale nie jest procesem zdobywania wiedzy i umiejętności. Uczucia przeszkadzają w jej utrwalaniu. W mojej ocenie prawidłowy proces edukacji powinien polegać na umiejętnym wykorzystaniu tych relacji, a nie na dominacji jednej albo drugiej. Dlatego moja kochana Pani psycholog empatia tak, ale w innym znaczeniu. Znaczeniu motywującym.

TATO

             Jak wyrazić ból, który serce rozdziera, jak przekazać uczucia, które są w nas, ale niedostępne dla innych. Jak okazać opanowanie, kiedy serce krzyczy – Tato, Ciebie już nie ma. Jak zachować standardy męskości, gdy rozum podpowiada  - stary zostałeś sam, On odszedł, już nie ma nikogo kto cię będzie wspierał. Tata, Ojciec, Rodzic, jak by go nie nazwano jest tą osobą, która cię stworzyła, powołała na ten padół łez i wskazała kierunek – działaj. Pracowała na twoje wychowanie, była autorytetem moralnym, która pokazała jak żyć. Była bastionem mej poprawności społecznej, była moim guru.

            Dziś, kiedy kilka godzin temu odszedłeś, siedzę w swoim pokoju i piszę. Piszę, bo wiem, że Ty zawsze czekałeś na te słowa tworzone przez syna i rozpierała Cię duma, że są takie, jak Ty je czujesz. Wiem, że coś mija, coś się zamyka, ale ja Twój syn pozostaję i kontynuuję twe dzieło przetrwania twojego istnienia w pamięci przyszłych pokoleń. Przetrwana wartości, myśli, uczuć, poprawności pojmowania tego świata, którą mi przekazałeś. Pokazałeś, że człowieczeństwo polega na godnym funkcjonowaniu w symbiozie świata, który nie jest środowiskiem przychylnym dla empatów, ale jednak może istnieć. Łzy wzruszenia, podobno niegodne mężczyzny, pozwalały mi wierzyć, że ten świat nie jest bezduszny, że czasem potrafi zrozumieć co to jest ból, krzywda i cierpienie. Pokazałeś, że uczucia są równie ważne, jak godność, szacunek i poświęcenie. Twarde kanony wychowania, przekazywane przez pokolenia, dziś poddawane pod wątpliwość, nauczyły mnie dzięki Tobie zapamiętać co to jest czyjaś własność, co to jest prawdomówność i co to jest zaufanie do rodzica. Wielokrotnie, w wieku młodym budzące bunt i przekonanie niesprawiedliwości, zaowocowały wiarą o słuszności Twego postępowania. Sińce po pasku od spodni najlepiej utrwalały prawdy oczywiste, które wydawały się wątpliwe i nie docierające do świadomości. Jednak pozwoliły mi zostać dobrym człowiekiem.

            Syn kupca, w tych trudnych czasach równości społecznej, nie cieszyłeś się aprobatą środowiska, ale potrafiłeś wraz z mamą przetrwać i wychować swego potomka na prawego oficera wojska polskiego. Swą postawą etyczno-moralną przekonałeś władze ustroju socjalistycznego do umożliwienia edukowania swych dzieci w duchu wartości chrześcijańskich. Byłeś wzorcem dla innych zaradności i bezkompromisowości. Dziś w czasach odradzania się krzywd i rewanżyzmu wielokrotnie podkreślałeś trudne wartości, które co prawda utrudniały życie, ale pozwalały Twoim dzieciom zdobyć wiedzę i wykształcenie. Byłeś Polakiem, byleś człowiekiem bez zazdrości, mściwości i zawziętości. Potrafiłeś docenić te lata pokoju, pomny pamięci wojny przeżytej jako dziecko i szczęścia, że dzieci to ominęło. Wielokrotnie podkreślałeś, że jeżeli jesteś dobrym człowiekiem to nie ważne, że innym się wydaje, że mają mądrość na wszystko – pamiętaj być sobą. Nawet wtedy gdy innym się wydaje, że białe nie zawsze jest białe, a czarne, czarnym. Mimo żebraczej emerytury obojga wraz z małżonką kochałeś ten kraj, swą małą ojczyznę z Krzną płynącą przez miasto. Rozumiałeś przemiany społeczne i postęp techniczny, który dla Ciebie mimo wieku nie był tajemnicą i wierzyłeś w przyszłość piękną oraz spokojną dla dzieci i wnuków.

          Tato, tak wiele chciałbym Ci powiedzieć. Chciałby powiedzieć, że jestem dumny z bycia Twoim synem. Nauczyłeś mnie co to jest prawda i sprawiedliwość. Nauczyłeś mnie odwagi, odpowiedzialności, honoru i godności. Nauczyłeś szacunku do kobiet i rodziców. Dziś kiedy odszedłeś obiecuję kontynuować Twoje dzieło w stosunku do wnuków, bo jeżeli chodzi o żonę i dziecko myślę, że mi się udało. Odpoczywaj w pokoju – Tato, tak bardzo chciałby porozmawiać, ale zawsze nie było czasu, szkoda.

ZŁOŻONOŚĆ SUBSTYTUTU EMPATYCZNOŚCI

         Może temat wydaje się złożony w sferze przeciętnej interpretacji, jednak to typowe zastępcze rozważania w okresie wakacyjnym, typowo ludzkich zachowań w typowych sytuacjach. Generalnie chodzi o etymologię słownictwa, dotyczącą naszych zachowań w różnych empatycznych przypadkach. Wydawałoby się, że poziom edukacji czy intelektualnego pojmowania rzeczywistości ma istotny wpływ na zakres naszego reagowania na bodźce społeczne. Założenie wydawało się słuszne w dobie rozwijającego się socjalizmu i braku lub wręcz ograniczaniu empatii w społeczeństwie. Wszechobecna świadomość, dojrzałość oraz odpowiedzialność zabijały wszelkie odruchy związane z duchowością i uczuciowością. Oczywiście nie można twierdzić, że były zabraniane i niszczone, ale były to sprawy osobiste nie związane z życiem społecznym. Łzy, wzruszenie, przejawy zbyt agresywnej radości czy uczuciowości nie pasowały do wizji nowoczesnego społeczeństwa. Można powiedzieć, że kształtowaliśmy się w kierunku techno społecznym. Status braku wrażliwości wydawał się być związany ściśle z wykształceniem i stanowiskiem. Im wyższy status społeczny tym mniejsza wrażliwość. Wypaczenia te spowodowały podział społeczeństwa na elity i wrażliwy gmin.

            Zmiany demokratyczno-ustrojowe przez ostatnie dwadzieścia pięć lat balansowały na pograniczu techniczno-socjalnym i duchowo-empatycznym. Goniąc kraje europejskie w wyścigu rozwijającego się kapitalizmu w sposób demokratyczny chcieliśmy podobnie, jak ustrojowo, budować nasz kraj na równi z Unią Europejską. Nie wiem czy to się udało, ale w dalszym ciągu żyje się u nas biedniej niż we Francji czy w Niemczech. Natomiast pewne jest to, że zmieniło się w ostatnim roku w sferze społecznej. Stanowisko stonowanego europejskiego współistnienia kulturowego zastąpiono agresywną nutą patriotyczno-duchową. Szczególnie trudne jest to do przełknięcia po przeszło półwieczu urawniłowki społecznej i edukacji politycznej ukierunkowanej przez braci ze wschodu. Musi minąć pokolenie, by nowy nurt tworzony przez polską rzeczywistość trwale zagościł w kraju nad Wisłą. Polski hymn śpiewany w całości, sentyment do kresów, wrażliwość i duchowość tak charakterystyczne dla II Rzeczy Pospolitej.

            Piękne, prawda piękne, ale musimy też pamiętać, że empatia to nie tylko wrażliwość, ale też i chamstwo, obłuda, fałsz i złośliwość. Fajnie cieszyć się z życzliwości ludzkiej, gorzej gdy próg nasz przekroczy fałszywiec z obłudą w sercu i na twarzy mówiąc – przyjaciel i z uśmiechem na obliczu ograbi z marzeń. Dlatego trudno nam się pogodzić ludziom starszego pokolenia z faktem, że to co kiedyś było etycznie niepoprawne staje się w dobie substytutu empatii nagminne. Wiara, poczucie więzi, miłość to takie piękne i szczere, ale co zrobić gdy ktoś zgodnie z poczuciem swojego ego ma inną interpretację wrażeń? Dobrze by było dokonać przewartościowania społecznego i przypomnieć, że są zasady etyczne od wieków napisane, których trzeba przestrzegać na co dzień, nie od święta.      

PASSION, PASJA, NAMIĘTNOŚĆ

        Szukałem w Internecie zrozumienia pojęcia, które od jakiegoś czasu nęka mnie i nie daje spokojnie egzystować. Wiąże się to pewnie z faktem obejrzanego filmu „The Passion of the Christ” Mel Gibsona z 2004 roku. W szoku byłem, kiedy znalazłem tłumaczenie w Wikipedii, że „passio” to po łacinie – cierpienie, męka. Odsyłam do słownika, w którym znalazłem, że po łacinie passio to pasja, a cierpienie to passus. Męka też brzmi inaczej, bo torture. Faktu to nie zmienia, że film zrobił na mojej osobie niesamowite wrażenie, chociaż oglądałem go kolejny raz. Myślę, że reżyser i wspaniały aktor chciał nas uczulić na: uczucia, doznania, przeżycia, wrażliwości, namiętności na pasję. Byśmy przeżywali, czuli nie odbierali i interpretowali fakty, lecz zrozumieli doznania. Strach, nienawiść, miłość, poświęcenie, wyrzuty sumienia to uczucia tak potężne, że potrafią wznieść nas nad poziomy, a zarazem pogrążyć w przepaści rozpaczy i umęczenia. Pasja to nie tylko zafascynowanie się przedmiotem swoich zainteresowań. Pasja to coś więcej, to choroba, która czyni nas wielkimi lub podłymi i nikczemnymi. Granica dobra i zła po przeciwnych biegunach. Ekstremum dobra, szczęścia, miłości to dzięki pasji, namiętności jesteśmy w stanie osiągnąć szczęście i sens życia. Być wielkimi w swych uczuciach i dobroci. Pasja podparta gniewem, fanatyzmem, złością, zazdrością pcha nas do nikczemnych i złych czynów, które rujnują nasz spokój wewnętrzny, zatruwają nasze życie skłaniają do kłamstw i wyparcia. Pasja ukazuje nasze nieludzkie oblicze, pokazuje nasze słabości. Pasja, jako namiętność, miłość, zafascynowanie przenosi góry czyni nas szczęśliwymi. Wydawałoby się, że tak przeciwległe ekstrema są sobie odległe w przypadku pasji to moment, chwila, błyśnięcie, które od szczęścia przenosi nas w rozpacz w jednej chwili. Pasja to szczęście i utrapienie ludzkości. Bez pasji nie można żyć, taka jest nasza natura.
     Rozumiem przesłanie Gibsona, rozumiem dramaturgię filmu, rozumiem poświecenie i cierpienie. Rozumiem miłość i wiarę, rozumiem nasze ułomności i tylko mam pytanie – na jak długo? Na jak długo po świętach Wielkiej Nocy jesteśmy w stanie pamiętać, jak bardzo jesteśmy wielcy i jak bardzo jesteśmy ułomni? Jak długo? Uciekamy przed cierpieniem, przed krzywdą, przed drugim człowiekiem i aż potrzeba świąt w swym przesłaniu tragicznych, a jednocześnie radosnych, które dają nam nadzieję, budują w nas przekonanie, że dzięki poświęceniu jednego człowieka winy będą nam przebaczone, byśmy zrozumieli – na tydzień. Nasza wrażliwość ma krótkie korzenie. Wieki doświadczeń uodporniły nas na cierpienie, żal i rozpacz drugiego człowieka. Nasza psychika nie jest w stanie sprostać zbyt długo trwającym przykrym doznaniom. Dopada nas rutyna, zobojętnienie i trzeba świąt Wielkiej Nocy byśmy znów stali się wrażliwi. Byśmy przeżywali cierpienie i radowali z faktu niezniszczalności życia. Film ten w swej brutalności i przesłaniu chyba bardziej dociera do naszej świadomości niż słowa, kazania, przemowy o tym jak umiłowano człowieka, by tak się poświecić. Chciałbym, by pasja (wrażliwość, namiętność, uczucia) nigdy nas nie opuszczały, bo dzięki nim rozumiemy, co to cierpienie, rozpacz i miłość. Bez pasji świat byłby ubogi i nieciekawy. Nie potrafilibyśmy kochać. „Jesteście moimi przyjaciółmi. Nie masz większego umiłowania niż oddanie życia za przyjaciół swoich”. Niech będzie – PASSION.