BYĆ SOBĄ

        Koledzy powiedzą, że jestem nieprzewidywalny. Raz jestem fajny, drugim razem jestem przeciwstawny do przyjętej w moim środowisku opcji, wręcz radykalny. Kim jestem? Jestem oficerem przełomu sytuacji. Nie bawiącym się w politykę. Chociaż zachłysnąłem się nią, jak odszedłem do cywila. Wydawała się owocem zakazanym, który nie był dostępny nam, jak służyłem w armii. Pięć lat wystarczyło bym zrozumiał, że to nie jest rarytas dla ludzi w mundurach. Fałsz, obłuda, rozgrywki i dziwne podejście, że prawdę można nagiąć do naszych potrzeb. Wierzcie mi kochani, zaangażowałem się ogromnie. Poszedłem na studia logistyczne, by stworzyć projekt Centrum Logistyczne „Kresy” dla mojej społeczności. Zaangażowałem się, by powstało alternatywne do ekonomicznych potrzeb turystyczne centrum w oparciu o Markę Janowa Podlaskiego. Na bazie zamku Radziwiłłów, budowanie centrum turystycznego wzbogacone o termy, które w Białej istnieją. Wszystkie moje pomysły zostały nie zauważone. Przepraszam, błąd, oczywiście podpisano porozumienie o utworzeniu Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Białej Podlaskiej, która ma utworzyć Centrum Logistyczne, ale oczywiście to nie mój pomysł tylko władz, które wykazały się inicjatywą. Powiem szczerze, że mi na tym nie zależy. Ważne, że rejon się rozwija według mojej koncepcji, a pokolenia to docenią czyj to był pomysł.

      Być sobą to alternatywa, która nas kształtuje w odniesieniu do rzeczywistości. Podjąłem decyzję, by nie bawić się w politykę, wszak jestem oficerem rezerwy, ale jednak oficerem. Zrozumiałem, że moim powołaniem jest uczyć młodzież patriotyzmu. Uczyć polskości i zrozumienia naszej tożsamości. Wierzcie mi, że to ogromne wyzwanie. Być wojskowym przełomu to nie jest prosta sprawa. Wbrew wszystkim, którzy świadczą o państwie totalitarnym chcę powiedzieć, że te państwo mnie wykształciło i nauczyło myśleć, tak jak i pozostałych kolegów opozycji. Możemy się nie zgadzać z metodami funkcjonowania, ale istnieliśmy. Żołnierz jest perfekcjonistą. Ma bronić Ojczyzny, jeżeli nie, jest, najemnikiem, dla którego formy rządzenia są pretekstem do funkcjonowania. Nie chcę, i moi koledzy nie będą najemnikami, pokazują przyjaciele z wyższych stanowisk dowodzenia. Boli jednak, że są żołnierze słabsi, którzy ulegają forsie i dla pieniądza są wstanie się stłamsić. My nie możemy być pionkami na szachownicy polityki. Czytam posty kolegów, którzy wspominają kim był polski żołnierz. Wspominają, czym była przysięga wojskowa, której ponad życie przestrzegaliśmy i dla której byliśmy skłonni swe życie oddać.  

        Dzisiaj szturmani poddawani prowokacjom, takim jak w Giżycku, spychani jesteśmy na dno społeczności. Czy to jest wojsko, czy to jest Polska? Dość długo siedziałem cicho, bo myślałem, że się opamiętają, że zrozumieją, że Polska, ta Polska przedwojenna jest do odtworzenia w realiach naszych patriotycznych, tych którzy o nią walczyli do końca, ale się okazało, że Oni walczą o Polskę fanatyzmu i braku społecznego zrozumienia. Rozliczeń, mściwości i braku wybaczania, które przecież kościół uważa za podstawę swojego istnienia. Fakt, rozumiem konieczność rozliczenia tych, którzy prześladowali, ale nie rozumiem, dlaczego ścigać tych, którzy mieli dosyć wojny i chcieli żyć normalnie. Proszę rozliczyć prezesa Kaczyńskiego za fakt, że funkcjonował w państwie totalitarnym, zdobył wykształcenie i się go nie wyrzekł. Żądam rozliczenia wszystkich, którzy zdobyli pozycję dzięki państwu totalitarnemu. Niech zaczynają od początku, wszak nie godzi się bazować na zbrodni.

      Jestem oficerem Rzeczypospolitej Polskiej i proszę, by mi dano możliwość zrehabilitowania się za fakt, że byłem żołnierzem, a nie, jak niektórzy uważają, świnią. Drzwi otworzyłem zapraszam o szóstej rano.

DZIEŃ WOJSKA POLSKIEGO

          Ponad dwadzieścia lat obchodzimy święto Wojska Polskiego w dniu 15 sierpnia. Jest to też Święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Połowa sierpnia i tak wiele zaangażowania empatycznego w narodzie polskim. Wojsko, które w czasach stagnacji i progresji pokoju wydaje się zbędne. W czasach niepokoju uwielbiane. W czasach rozwiniętego socjalizmu hołubione i promowane, jakże inaczej odbierane społecznie. Demokratyczne przemiany zmieniły nie tylko datę święta z 12 października czyli rocznicy bohaterskiej i bezsensownej śmierci polskich żołnierzy pod Lenino na 15 sierpnia czyli datę „Bitwy Warszawskiej” lub, jak to się mówiło w kręgach nieprzychylnych Piłsudskiemu, „Cudu nad Wisłą”. Można powiedzieć wróciliśmy do korzeni, ale nie można wylać dziecka z kąpielą, bo słusznym wydaje się też pamiętać o tych, którzy polegli na ziemi rosyjskiej ratując się przed śmiercią w Gułagach, woląc umrzeć w boju niż z głodu i upodlenia w obozach pracy. Na wschodzie, czy na zachodzie walczyli o Polskę, by była wolną.

            Dylemat wolności, który dzielił, dylemat który różnił, dylemat, który czynił bohaterem lub zdrajcą. Dylemat polityków, dowódców nie żołnierzy, którzy ginęli w przekonaniu, że godnie spełnili swój obowiązek. Zastanawiam się nieraz czy Ci, którzy walczyli w partyzantce w latach pięćdziesiątych i uważani byli za bandytów i oddali swoje życie w walce lub mordzie ubeckim się różnili od tych, którzy zginęli pod Lenino. Myślę, że każdy z nich pamiętał Polskę swych lat młodzieńczych i za taką Polskę ginął. Żaden, ale to żaden nie przewidział, że Polska po 1945 będzie inna i nie tylko o politykę tu chodzi lecz o uczucia. Francja, Włochy, Hiszpania nawet Niemcy za wyjątkiem tych dwustu kilometrów wschodnich za karę są w swych granicach. Wielcy dokonali czwartego rozbioru Polski, bo ten z 1939 roku krótko funkcjonował. Obecny dał nam możliwość istnienia, ale nie bycia. Tożsamość narodowa, demokracja to piękne pojęcia, ale niech się każdy spali ze wstydu jeżeli zapomni o ofiarach Podola i Wołynia. Pogodziliśmy się z utratą ziem naszych, ale przelanej krwi rodaczej zapomnieć się nie da. Pomni krwi przelanej, historii, tradycji polskiego rycerstwa w dniu 15 sierpnia, w dniu święta Matki Boskiej i kunsztu polskiego oręża, które ocaliło Europę przed nawałą sowiecką, po półwieczu socjalistycznego urobienia, należy pamiętać, że Polska, Polacy to rzecz święta.

           Mimo, że syndrom pijaczy nas określa, który w godzinie euforii „pijackiego upojenia” do czynów wielkich nas porywa. W czasach pokoju i stagnacji, jak na kacu wielkim pełni gniewu i agresji do gardeł własnych o każdy ochłap propagandy stłamsić jesteśmy gotowi, tak bez przyczyny tylko dla własnej satysfakcji. Tak i obrońców granic naszych w godzinach próby pod niebiosa wynosimy, w okresie rozwoju i stabilizacji, niczym darmozjadów, morderców, przestępców obnosimy. Zapominając, że żołnierzem się jest, a nie bywa i nie da się ich przekształcić na członków klubu różańcowego. Dlatego też w dniu ich święta pamiętać należy, że Polska silna i zwycięska zależy od siły i mocy jej oręża. Mimo, że okrojona, że bez swych kresów i przestrzeni wielkiej to jednak silna duchem, męstwem swych synów, uzbrojeniem wszelkim. Silna mocą braterstwa i słusznej wiary, że w jedności siła, zapominając o luksusach pamięta, że jest i żeby była.

        Chłopcy, którzy prezentują wzór współczesnego rycerstwa, w czasach zmieniających się opcji, zagrożeń, uwarunkowań religijnych stoją na straży polskiego jestestwa i chociaż ludzie mali uwikłani w swe gierki prywatne próbują coś zmieniać, preparować, przekształcać to jednak jedna wspólna idea silnego i nowoczesnego wojska zwycięża. Bolą rozgrywki polityczne, bolą i prywatne lecz są niczym w porównaniu z jednością Sił Zbrojnych naszych, które pomne doświadczeń pokoleń mimo braku wielkości, są nasze. W dniu święta Wojska Polskiego każdy żołnierz niech ma wiarę, że Wojsko Polskie jest warte.      

 

WOLNOŚCIOWY ZRYW WARSZAWY

        Minęło siedemdziesiąt lat jak 1 sierpnia 1944 roku o godz. 17.00 społeczność Warszawy chwyciła za broń walcząc o wyzwolenie miasta. Założenia były słuszne, cofający się okupant niemiecki przed nawałą sowiecką wydawał się słaby i bezbronny. Doświadczenie z lat pierwszej wojny światowej szczególnie jej końca wskazywało, że zbrojne przejęcie władzy dawało uprawnienia samostanowienia. Niestety zawiodło rozpoznanie, a może niedocenienie przeciwnika, bo „czerwona pięść” wschodniej sprawiedliwości zamarła w ciosie na Wiśle. Rozpacz i ból polskich żołnierzy II Armii Wojska Polskiego patrzących na pogrom stolicy był wielokrotnie opisywany i przedstawiany w historii Polski z przed okresu przemian. Nikt nie wspominał o żołnierzach Armii Krajowej, którzy podążali na pomoc walczącemu miastu. Perfidią i zbrodnią było zatrzymać natarcie i patrzeć jak ludność cywilna w zrywie wolnościowym ginie. Zbrodnią, działanie wojsk sowieckich blokujących przemieszczanie się oddziałów AK do Warszawy na pomoc ginącemu miastu. Nikt nie pomógł i nikt nie wsparł walczących mieszkańców. Ponad dwa miesiące stolica walczyła, by ostatecznie ulec przeważającej sile wojsk niemieckich, które dostały kart blanche od Rosjan na pacyfikację. Nie pomogły zrzuty uzbrojenia i żywności realizowane przez aliantów, miasto praktycznie przestało istnieć. Powstańcy i ludność cywilna opuścili ruiny wysłani wgłąb Rzeszy, by odpokutować swoją śmiałość. Mimo że przegrali to jednak pokazali światu, jak tych trzystu z pod Termopile, że umiłowanie wolności jest cenniejsze ponad wszystko.

            Minęło siedemdziesiąt lat Warszawa, która miała być rozkazem Hitlera usunięta z map świata rozkwita i pięknieje z każdym dniem. Stolica, centrum życia i kultury kraju nad Wisłą rozwija się i rozbudowuje. Mieszkańcy jednak nie zapominają o czasach waliki, zrywu powstańczego, poległych, godności, honorze, bohaterstwie i wolności. Każdego roku o godzinie siedemnastej pierwszego sierpnia zamiera życie w mieście. Zatrzymują się samochody, autobusy, tramwaje. Zatrzymują się mieszkańcy. Minutą ciszy upamiętniają chwile bohaterstwa i chwały stolicy. Waleczne miasto waleczni obywatele, o których pamięć nie może być zapomniana. Uroczystości w Warszawie to normalność, ważne by Polska zrozumiała, jak walczy się o wolność i polskość, że pamięć o powstańcach warszawskich jest pamięcią nas wszystkich Polaków. Bo Oni nam pokazali, jak walczyć o sprawiedliwość.

            Nie dziwi zatem fakt, że w mieście nad Krzną w Białej Podlaskiej pamiętamy o bohaterach Powstania Warszawskiego. Uroczystości rozpoczęliśmy mszą za Ojczyznę w kościele Parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny o godzinie osiemnastej. Homilię wygłosił ksiądz dziekan Marian Daniluk. Szczere proste słowa o umiłowaniu Ojczyzny. Bohaterstwie, odwadze, wierze i godności oraz ich znaczeniu w tamtych i współczesnych czasach. Potężna dawka lekcji patriotyzmu, której nie sposób zapomnieć. Przemarsz na Plac Wolności i koncert piosenek powstańczych w wykonaniu mieszkańców miasta oraz zespołu „Mikroklimat” i chóru „Schola Cantorum Misericordis Christi”. Apel poległych przeprowadzony przez księdza Mieczysława Lipniackiego poruszył prostotą i doniosłością wyrazu. W zapadającym zmroku wróciły wspomnienia dawnych chwil, gdy żołnierze AK maszerowali na Warszawę. Gdy ich zatrzymano, rozbrojono i wysłano do Majdanka, a potem dalej na Syberię. Uroczystości zakończyło ułożenie kwiatów i zniczy przez harcerzy na miejscu straceń. Śpiewano przy harcerskim ognisku do późnych godzin nocnych. Pamięć o bohaterach Warszawy na trwałe zagościła w sercach mieszkańców grodu nad Krzną.

            Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ Koło Nr 43 w Białej Podlaskiej na zaproszenie Prezydenta Miasta Andrzeja Czapskiego uczestniczyło w uroczystościach. Wartości moralne podkreślane w trakcie uroczystości, tak cenne we współczesnych czasach, nie mogą być nam obce. Swoją obecnością i zaangażowaniem potwierdzamy ich rolę oraz znaczenie w wychowaniu i edukacji społecznej. Bóg, Honor, Ojczyzna to wartości, które straciły na znaczeniu, lecz dzięki patriotycznemu wychowaniu miejmy nadzieję wrócą do świetności. Koło bialskie reprezentowali: ppłk rez. Artur Artecki, sierż. Tomasz Szupiluk, Krystyna Supeł, kpr. rez. Michał Doroszuk, st. szer. Ryszard Artyszuk. Śmiało można powiedzieć, że Powstanie Warszawskie było naszymi polskimi Termopilami.