„ZMĘCZENIE MATERIAŁU”

       Pewnie każdy z Państwa spotkał się z takim określeniem w przypadku usterki swojego pojazdu czy innego urządzenia mechanicznego, którego konstrukcja uległa zniszczeniu. Niestety jeszcze nie dopracowaliśmy się materiału, który nie poddawałby się upływowi czasu. Pisałem już o entropii i szeroko rozwodziłem, jak wszystko zmierza ku chaosowi, więc nie będę się powtarzał. Interesuje mnie inne zastosowanie pojęcia w odniesieniu do stanu psychicznego przeciętnego przedstawiciela gatunku Homo Sapiens. „Zmęczenie materiału” – zmęczenie organizmu, psychiki, osłabienie funkcji witalnych to cechy charakterystyczne omawianego objawu. Naprawdę wymagana jest silna psychika, by tak zwane zmęczenie materiału przełamać w końcówce mijającego tygodnia. Założenie blokady intelektualnej lub po prostu wyjechać z tego kraju.

      W drugiej dekadzie trzeciego tysiąclecia w okresie galopującego postępu technicznego mentalność społeczna przepada w odniesieniu do geniuszu człowieczeństwa. Przerażające jest to, jak śpiewał Czesław, że człowiekiem gardzi człowiek, i że ktoś słowem złym zabija tak jak nożem. Dziwny ten świat, a najdziwniejsze jest w nim to, że człowiek rozumie swój błąd, ale brnie dalej zaślepiony żądzą. Żądzą władzy, wielkości, dominacji zaślepiony fanatyzmem czy własnymi fobiami. Zaślepiony własnym egoizmem. Pewnie to też droga do entropii, do samounicestwienia. Miejmy nadzieję, że efekt destrukcji jeszcze nie będzie nas dotyczył, chociaż nie jest to pewne. Migracja narodów, kryzys ekonomiczny, wojny religijne, a symetrycznie globalizacja, postęp, humanitaryzacja życia i podbój kosmosu. Ciekawe co wygra?

     Szerokie spektrum analizy zawężamy do Polski i mijającego przedwyborczego tygodnia. Niespotykany w minionych „Olimpiadach” wyborczych wysyp nurtów, partii, frakcji i aktywności społecznej w życiu codziennym, mediach i Internecie. Jesteśmy zasypywani natłokiem informacji. Chaos medialny trwający prawie trzy miesiące musi normalnego człowieka doprowadzić do stanu blokady informacyjnej. Przestajemy przyjmować bodźce, a nasz stan apatii budzi reakcje negatywne tych, którzy starają się nas przekonać do swoich racji. Następuje zmęczenie materiału. Nie wiem czy zauważali państwo, pojawiają się coraz częściej hejterzy, którzy blokują zdroworozsądkowe stanowiska tylko dlatego, że nie są po ich myśli. Uwłaczające jest to, że posuwają się do słownictwa, które jak śpiewał wspomniany nasz muzyczny wieszcz, ranią tak jak nożem. Za nic mają demokrację, za nic kulturę słowa, kryjąc się pod Nickami lub przekonaniem o bezkarności ubliżają tym, którzy myślą inaczej. Ta bezkarność ich uskrzydla. Boję się, że od słów do czynów jest krótka droga. Całe szczęście, że ten wyścig szczurów już się kończy. Sobotnia cisza nie pozbawiona emocji i niedziela, która wyjaśni wszystko.

      Mimo zmęczenia materiału życzę Państwu, byście dokonali właściwego wyboru zgodnie z Waszym sumieniem, uznaniem i przekonaniem. Byście kładąc się spać w niedzielę wieczorem, mając świadomość, że śpicie godzinę dłużej zanucili sobie piosenkę  Kabaretu „Starszych Panów” „Już czas na Sen”:

Dobranoc, dobranoc ojczyzno,

już księżyc na czarnej lśni tacy

dobranoc, i niech Ci się przyśnią

pogodni, zamożni Polacy

że luźnym zdążają tramwajem,

wytworną konfekcją okryci

i darzą uśmiechem się wzajem,

i wszyscy do czysta wymyci

i wszyscy uczciwi od rana,

od morza po góry, aż hen

Dobranoc, ojczyzno kochana

już czas na sen.

Dobranoc Państwu.

PRZEKONAĆ WYBORCÓW

        Wielkimi krokami zbliżają się wybory do Parlamentu. Kolejny raz będziemy wybierać posłów i senatorów. Tych etatowych i tych nowych, którym się wydaje, że wszystko mogą zmieniać. Etatowi wyjadacze wiedzą jak mamić czterdziesto procentową frekwencję. Wszak nie pierwszy raz walczą o stołek w Sejmie czy Senacie. Nowi marzą, że jak oni wejdą to nareszcie się załapią na te około dwanaście tysięcy brutto miesięcznie. Oczywiście obiecują, że kasę przeznaczą w „jakimś” procencie na działalność społeczną. Nie oszukujmy się, jeżeli nie byłoby diet poselskich nikt by się do parlamentu nie pchał. A tak rączka w górę, kawka w kawiarence, jakieś spotkanie klubowe, pasjansik w sejmowym tablecie, posiedzenie w komisji, bankiecik w hoteliku sejmowym i kasa leci.

            Tyle bubli ustawodawczych, jak ostatnimi czasy jeszcze w naszej demokracji nie było. Starym się nie chce czytać, a młodzi za głupi lub „usadzeni” przez tych pierwszych, milczą. Jeszcze, jak dodamy dyscyplinę partyjną mamy obraz polskiej demokracji. Pisałem już kiedyś jeszcze przed wyborami samorządowymi, że jednostka nie ma szans. Pamiętam entuzjazm Adama Abramowicza, jak pierwszy raz został posłem. Praktycznie nie można było Go z mównicy wygonić, by po jakimś czasie po rozmowie z prezesem w ogóle zniknął. Śmieszy mnie zatem entuzjazm młodych, którzy się promują ile to Oni zdziałają, jak zostaną namaszczeni, ile dla naszego Podlasia wniosą. Jakie mają plany, programy, aspiracje i wszystko tylko po to by nas przekonać do wyboru pozycji w „książeczce” parlamentarnej. Może się mylę, ale przez ostatnie dwadzieścia pięć lat tak to działało. Dorwać się do stołka, a potem jakoś to będzie. Otworzy się biuro poselskie, na uroczystościach się będzie bywać. Przetnie się jakąś wstęgę, a jak wybory ponowne się zaczną zbliżać udamy się w pielgrzymkę po gminach „Autostradą do Nieba”.

           Brakuje mi w tym wszystkim Empatii (Wrażliwości), Patriotyzmu (Patriotyzm (łac. patria,-ae = ojczyzna, gr. patriotes) – postawa szacunku, umiłowania i oddania własnej ojczyźnie oraz chęć ponoszenia za nią ofiar; pełna gotowość do jej obrony, w każdej chwili.), Szacunku do kraju ojczystego. Do tych pól, łąk, dobra wszelkiego, do mieszkańca prostego, który gdzieś ma politykę, ale chce żyć godnie i godnie umierać. Brak w tych działaniach interesu społecznego. Na każdym kroku widzę i słyszę egoizm, snobizm, zarozumialstwo oraz brak pokory. Ja, Ja, Ja zrobię, pomogę, wesprę, poprę – nic od serca, nic od siebie. Brak zrozumienia. Nie wiem, może to chore, ale mam takie skojarzenia, że ten aspekt zaangażowania przed wyborczego trwa przez pokolenia, wieki i cywilizacje. Przed każdym bojem, walką wódz naczelny wygłaszał mowę, która podnosiła morale i wiarę w zwycięstwo. Budował waleczność. Czasy się zmieniły, lecz motyw ten sam się przewija, że „Jeżeli my wygramy wszystko będzie lepsze, godniejsze i słuszne. Wszystkim żyć się będzie lepiej, godniej i radośniej”. Potem się okazuje, że ten brak pokory owocuje ministrami, posłami, senatorami bez kompetencji, wrażliwości i uczciwości. Dochodzimy kolejny raz do wniosku, że daliśmy się nabić w butelkę.

        Brakuje nam osobowości, mędrca typu Mahatma Gandhiego, Martina Luthra Kinga lub Nelsona Mandeli, chociaż mieliśmy też i swoich, jak na przykład Józef Piłsudski, który porwałby naród do zmian i przyszłości. Brakuje nam patrioty, nie polityka, a patrioty. Pewnie szybko by zginął, ale przeszedłby do historii, jako ten, który myślał o Polsce nie o statusie społecznym. Ryszard Petru, którego wybrałem i którego listę swym nazwiskiem zapełniłem nie jest ideałem. Kandydaci z listy wyborczej, jak to w zwyczaju partyjnym bywa z pozycji pierwszych, są dalecy od doskonałości. Przyznam się szczerze, że mam takie Déjà vu z przed lat dziewięciu, że ktoś się już tak zachowywał. Dlatego też pomny tamtych doświadczeń nalegam by „Nowoczesna.pl”, dała się przekonać, że nie chodzi tu o Sejm, Senat, lecz chodzi o Polskę. Nie to, co weźmiemy, ale damy jest najważniejsze. Nie będzie się ust zamykać dyscypliną partyjną i będzie się rozliczać z kasy i dokonań. Nowocześnie, Nowoczesna to w mojej ocenie moralne odtworzenie wrażliwości narodowej i działanie wolontarialne dla narodu polskiego. Przynajmniej ja to tak rozumiem, a Ci, co mnie znają wiedzą, że słów na wiatr nie rzucam. Pewnie kolejny raz polegnę, ale z godnością. To takie moje resume a propos kampanii wyborczej do Parlamentu RP 2015 roku oraz moje moralne uzasadnienie.   

 

REKONSTRUKCJA BIALSKIEGO PAŁACU

       Rewelacyjne wiadomości zostały podane już w pierwszych dniach września 2015 roku. Nasza wielkość kulturowa została zauważona. Bo jak inaczej nazwać historyczne pochodzenie od rodu Radziwiłła „Panie Kochanku”. Wielu z mieszkańców Południowego Podlasia pewnie posiada geny odziedziczone po znamienitych przodkach. Dumni i szczycący się pochodzeniem zostaliśmy zaskoczeni inicjatywą rekonstrukcji naszego „gniazda, matecznika”. Inwestycja, szacowana na 30-40 milionów złotych. Przeraża i zachwyca. Jeszcze rok temu budziłaby wątpliwości, ale jeżeli Pałac Biskupi w Janowie Podlaskim można zrekonstruować, czemu nie bialski pałac? Pewnie każdy inny obywatel kraju nad Wisłą nie zdziwił się komunikatem. My Bialczanie z krwi i kości jesteśmy przejęci tematem, bo z pewnych wartości nie można żartować. Nie można używać w grze politycznej. Złożone obietnice nawet słowne trzeba realizować, a zwłaszcza te na piśmie. Pałac, który chcielibyśmy już dawno widzieć stojącym i promującym naszą wielkość intelektualną i społeczną miał być od lat kilkudziesięciu odtworzony. Niestety brakowało kasy i woli politycznej. Tak jak społeczeństwo Polski odbudowało swój Zamek Królewski w Warszawie, by świadczył o wielkości naszego kraju, tak my podlasiacy chcieliśmy mieć swoje argumenty na rzecz naszego pochodzenia i znamienitej historii w regionie.

        Nie udało się, ale oto rozbudzono ponownie nasze nadzieje. „W czwartek 3 września br. przedstawiciele urzędu miasta oraz Fundacji Fundusz Rewitalizacji z Gdyni podpisali list intencyjny w sprawie rekonstrukcji pałacu Radziwiłłów. Reprezentantem miasta był prezydent Dariusz Stefaniuk, a fundacji – wiceprezes Julita Jarkowska. Włodarz mówił dziennikarzom o nadziejach na przywrócenie świetności tego miejsca i wymiarze praktycznym. Zaznaczał, że list nie rodzi skutków finansowych dla miasta. Na pytanie o stanowisko konserwatora wobec projektu odesłał do fundacji, bo to ona rozmawia ze służbami ochrony zabytków. Wiceprezes Jarkowska nie chciała jednak odpowiadać na żadne pytania dziennikarzy.

        Powodzenie projektu zależy od finansowania ze środków unijnych. Z ekspertyzy zamówionej przez fundację wynika, że warunki na pozyskanie takiej dotacji są spełnione. Zakończenie projektu jest planowane na 2020 rok. Pracę wewnątrz ma znaleźć, co najmniej 30-40 osób”. Jak nas informuje Biała24.

       Fakt zaistniał. Są konkrety, pięć lat to też nie odległa przyszłość tym bardziej, że jedną z najczęściej obieranych obecnie metod przybliżenia i ożywienia historii we współczesnej Europie, Polsce są rekonstrukcje – odtworzenie zabytku w zbliżonej do pierwotnej formie. Jak pisze Agata Byszewska w swym artykule w Kurierze Konserwatorskim „Podróż w czasie. Rekonstrukcja – destrukcja” powstaje wówczas wizja czasów minionych, która pozwala ludziom współczesnym uczestniczyć w sztucznie stworzonej przeszłości. Rola rekonstrukcji obiektów jest elementem edukacyjnym w trakcie badań archeologicznych, wpływa pozytywnie na poznanie, zrozumienie i docenienie przeszłości. Jednak – aby rola objaśniająca została spełniona, wszelkie rekonstrukcje należy przeprowadzać w sposób rygorystyczny i zgodny z zasadami współczesnej ochrony dziedzictwa archeologicznego, pamiętając, że nie powinniśmy kreować przeszłości, a jedynie odtwarzać te jej elementy, które są nam znane na podstawie przeprowadzonych badań wykopaliskowych. Kolejnym ważnym argumentem przemawiającym na rzecz rekonstrukcji jest fakt, że takie przedsięwzięcie staje się elementem znacznie podnoszącym atrakcyjność danego regionu oraz pobudzającym ruch turystyczny.

        Wzmożony „ruch rekonstrukcyjny” ostatnich lat w Polsce ułatwiony jest dzięki możliwości finansowania tego rodzaju przedsięwzięć, jak to już zostało wspomniane z funduszy unijnych, z której to możliwości władze lokalne chętnie korzystają. Wzniesienie rekonstrukcji w wielu przypadkach, w tym i naszym wydaje się być również jedynym i najłatwiejszym sposobem zagospodarowania kłopotliwego dla wielu zabytku archeologicznego.

        Niestety na przeszkodzie stoją przepisy. Prawodawstwo światowe, europejskie, polskie w sprawie dóbr archeologicznych jest nieubłagane. I tak w „Karcie Krakowskiej” z 2000 roku chroniącej dziedzictwo archeologiczne mamy w pkt. 4: „Rekonstrukcji całych części budynku „w stylu historycznym” winno się unikać. Rekonstrukcja bardzo małych fragmentów o znaczeniu architektonicznym może być stosowana wyjątkowo pod warunkiem, że oparta jest na precyzyjnej i niekwestionowanej dokumentacji”. Ponadto w Karcie Krakowskiej znalazły się niezwykle ważne stwierdzenia dotyczące konieczności minimalizacji działań destrukcyjnych nawet w przypadku prowadzenia badań wykopaliskowych „Każda interwencja w dziedzictwo archeologiczne – ze względu na jego delikatność – powinna uwzględniać jego związki z otoczeniem, terytorium i krajobrazem.

        Czy w związku z tym powinniśmy zrezygnować z tej, jakby nie było, atrakcyjnej formy prezentowania przeszłości, naszego dziedzictwa i świetności? Nie wydaje się, aby była to słuszna decyzja. Należałoby jednak, jako główny priorytet przyjąć, jakość proponowanych rozwiązań, wykorzystanie bogatych sposobów prezentacji oraz czerpać z doświadczeń i pomysłów już istniejących. Nie trzeba daleko szukać, aby w najbliższym sąsiedztwie znaleźć doskonałe przykłady pełnej harmonii pomiędzy ochroną stanowiska archeologicznego, a ciekawym rozwiązaniem, pozwalającym zapoznać się z jego historią. Zresztą, jeżeli w Janowie to potrafili pogodzić, dlaczego nie w Białej. Jesteśmy za, a nawet więcej niż przeciw.

       Jeżeli natomiast jest to polityczna podpucha to w naszej ocenie jest to śmierć polityczna organizatorów eventu na Południowym Podlasiu. Podlasiak, bialczanin pamięta i takich spraw dotyczących naszego jestestwa nie wybacza. To nasze korzenie, dziedzictwo a to dobro bezcenne i nie do zabawy politycznej wzięte. Jeżeli ktoś chce zbić kapitał polityczny niech pieniądze rozdaje, ale wara od naszego pochodzenia, naszego historycznego miasta.

ŁĄCZY NAS MIĘDZYRZEC, RAZEM NAM SIĘ UDA

       Niestety spalony na bialskim gruncie, prawie zlinczowany, a wręcz wygnany w Bieszczady nie przestaję być chyba tym, który myśli racjonalnie i z sensem. Lubimy słuchać bajki, tak się nasz gatunek rozwijał, jak nie było radia, telewizji, Internetu, czyli mediów. Byli bardowie i oni opowiadali bajki, jak było, jest i będzie. W tamtych latach wszyscy się zachłystywali opowieściami i wręcz czekali, kiedy bard przybędzie i opowie o wielkim świecie. Bardowi ci byli różni, szczerzy, uczciwi, inteligentni i kuci na cztery nogi, którzy potrafili tak ludem zachachmęcić, że lud głupiał i wierzył we wszystko o czym tylko mówili. W Polsce mieliśmy jednego takiego, który przy królu się kręcił, ale był tak inteligentny, że był nie tylko przez monarchię doceniany ale też lud przeciętny, był nim Stańczyk z Krakowa błazen królewski. Słynny obraz Matejki przedstawiający zasmuconego, myślącego Stańczyka daje do myślenia. Chciałbym, osobiście, żeby ten lud Południowo Podlaski pomyślał.

            Bardów się nam namnożyło. I to tych manipulujących, którzy niczym pierwowzory manipulują ludem prostym, by swój cel osiągnąć. W Białej krucjata nienawiści i obłudy, w Międzyrzecu Podlaskim kłamstw i oszczerstw. Wszyscy przed drugą turą wyborów chcą ośmieszyć tych, którzy do tej pory demokrację budowali. Biała już tyle razy przez moją osobę opisywana, chwalona, ganiona, podziwiana, jako miasto rodzinne. Teraz chcę kilka słów poświęcić niezbyt odległemu miasteczku, przepraszam obraził bym burmistrza urzędującego zakochanego w swej mieścinie, Miastu Międzyrzec Podlaski. Czemu, bo się okazuje, że „bard” z Białej Podlaskiej czyli „szeryf z innej wsi” próbuje Burmistrza ze stanowiska usunąć. Nic by nie było w tym nienormalnego gdyby nie fakt, że ten szeryf z Międzyrzeca Podlaskiego pochodzi i dla kasy uciekł do Białej Podlaskiej, gdzie niestety prawie instytucję szlachetną na skraj bankructwa doprowadził. Podobno, nawet na egzaminie było zejście śmiertelne, ale chyba nie z winy dyrektora? W każdym bądź razie dziwi mnie ogromnie, że nawet tu na Podlasiu mamy ludzi wszechstronnych, którzy potrafią wszystko spieprzyć, jak to śpiewał Wojciech Młynarski. Wkurza mnie ogromnie fakt, że polityka, polityką ale wspólnie spędzone chwile w górach, jak to śpiewał Wysocki – „jeżeli chcesz poznać człowieka weź go w góry tam się okaże jaki z niego przyjaciel”. Myślałem, że to zobowiązuje, myliłem się – nie z każdym. Ma rodzina ma same straty z tej przyjaźni.

            Nuta osobista się wkradła, przepraszam, ale uprasza się społeczność międzyrzecką czyli Międzyrzeca Podlaskiego o myślenie. Nie zachwalam ale stwierdzam fakty: Międzyrzec ma markę w odróżnieniu od Białej – Stok narciarski, jeziorka międzyrzeckie, które już ściągają gawiedź z Polski. Uznanie Krakowa, nowe ulice i infrastrukturę miejską. Jest porządek, ład i czystość. Coraz lepiej się żyje, a burmistrz spotyka się z młodzieżą i myśli o ludziach starszych. Czy to chcemy zamienić na czcze obietnice tym bardziej, że w ulotce promującej się już kłamie. Tak proszę państwa są kłamstwa, jeżeli pozwolicie przytoczę. „Ilość oddanych głosów przeciwko obecnemu burmistrzowi świadczy o tym, że Międzyrzeczanie chcą zmian”. Wierutna bzdura! – głosuje się za, a nie przeciw czyli już widać, że poniosła fantazja wyborcza. Drugim kłamstwem jest przywłaszczenie sobie głosów pana Cezarego J., który wyjechał do Warszawy i pewnie nawet nie wie, że został wmanewrowany. Dziwi też poparcie „szeryfa” przez Pana Marszałka Sławomira S., który przecież do tej pory był z obozu obecnego burmistrza, a przynajmniej stwarzał takie wrażenie. Śmieszność totalną, znając szeryfa budzą we mnie słowa, że „dobiorę do współpracy ludzi posiadających wiedzę, doświadczenie, zaangażowanie i uczciwość”, czyli jak rozumiem ma Pan na myśli Andrzeja M. z Białej Podlaskiej , a tak jak Pan pochodzącego z Międzyrzeca Podlaskiego.

          Dlaczego piszę już wspominałem, bo jestem przeciw bardom, którzy mieszają w głowach biednym ludziskom, dając nadzieję na lepszą przyszłość, a właściwie to chodzi im o władzę i kasę. To wszystko. Międzyrzeczanie, do zobaczenia na wyborach!

SYNDROM BRUTUSA

         Miałem, jak już wspomniałem koledze Krzysztofowi, wyluzować, ale to jego polemika uzmysłowiła mi, że kto jak kto, ale ja powinienem zająć odpowiednią „pozycję” odnośnie demokratycznych poczynań liderów politycznych Białej Podlaskiej. Wszak się szczyciłem prawdomównością i szczerością oraz godnością oficera dla którego Bóg, Honor, Ojczyzna to nie czcze banialuki lecz wyraz godności oficera wojska polskiego. Dyplomacja dyplomacją, ale kiedy nie dostałem się do zacnego towarzystwa osób uprzywilejowanych realizujących proces udemokracyjniania społeczności bialskiej, zwolniony jestem zatem z uprawiania polityki, czyli trzymania swych opinii w dyplomatycznym milczeniu. Nadal jestem tylko emerytem wojskowym, dumnym ze swego statusu społecznego, który z godnością może pisać to co wymyśli głowa, a że głowa chyba jest nie głupia to zobowiązuję ją do przekazania, jako autor felietonów swego stanowiska. Tytuł nieprzypadkowy i przemyśleń godny, żeby zrozumieć me przesłanie pozwolę sobie wzbogacić wiedzę czytelnika o informacje zawarte w Wikipedii, dotyczące postaci Brutusa z czasów demokracji rzymskiej, pasującej jakże do obecnych czasów. „Syn Marka Juniusza Brutusa, trybuna ludowego w 83 p.n.e., zwolennika Mariusza i Serwilii, przyrodniej siostry Katona Młodszego, Pasierb Decimusa Juniusza Silanusa, konsula w 62 p.n.e. Starannie wykształcony retorycznie i filozoficznie, był dobrym mówcą. Po adopcji przez wuja nosi nazwisko Kwintus Serwiliusz Cepion Brutus (Quintus Servilius Caepio Brutus). W 54 lub 55 p.n.e. objął urząd kwestora. Stronnik optymatów, w walce o władzę pomiędzy Cezarem a Pompejuszem popierał Pompejusza, walcząc po jego stronie pod Dyrrachium i Farsalos, gdzie dostał się do niewoli. Ułaskawiony, przeszedł w 48 p.n.e. na stronę Juliusza Cezara. W 46 p.n.e. objął zarząd nad Galią Cisalpińską. W 44 p.n.e. został pretorem (o pretorianach pisałem). W tym samym roku uczestniczył w zamachu na Cezara w „Idy Marcowe”. Według niektórych źródeł to do niego były skierowane ostatnie słowa Cezara „I ty Brutusie, przeciwko mnie” (Et tu Brute, contra me). Po śmierci Cezara sprzymierzył się z Kasjuszem, z którym stanął na czele republikanów i prowadził walkę z triumwirami. Po klęsce w bitwie pod Filippi w 42 p.n.e. z siłami Marka Antoniusza i Oktawiana Augusta, Brutus popełnił samobójstwo. Był przyjacielem Cycerona i został uwieczniony przez niego w dziele o najwybitniejszych retorach pod tytułem „Brutus”. Postać jakże ciekawa i jakże kontrowersyjna. Wydaje się, że niby dla demokracji poświecił przyjaciela – Cezara, którego był pretorianinem. Nasza młoda demokracja buduje swoje oblicze, uczy się na błędach, ale dlaczego te same błędy popełnia, które już nie raz się sprawdziły jako błędne założenia. Demokracja, demokracji oddani, fanatycznie uzależnieni od przesłań prawicowych. Agresywnie nastawieni do innych racji, złośliwi, stosujący chwyty iście z czasów rzymskich, bawiący się pospólstwem, a my wszyscy na to patrzymy i ja milczę. Dość tego, mimo, że jestem katolikiem, jeżeli Państwo nie wiecie, to przecież chrześcijanie zniszczyli bibliotekę aleksandryjską, dorobek wieków i stuleci prakultury europejskiej i my szczycimy się, że jesteśmy miłosierni. Fanatyzm, „mocherostwo”, zacietrzewienie widoczne na każdym kroku i obłuda tych pospólstwem zarządzających. Z przerażeniem czytam i oglądam wpisy osób na fejsie, które wydawały się być mądre i stateczne, a teraz ziejące jadem nienawiści do tych, którzy przecież nie siłą, ale demokratycznie władzę tę zdobyły. Brak merytorycznych rozwiązań z jednej i drugiej strony, ale to tylko propaganda, wszak rządzi się jak fundusz pozwoli. Max słusznie napisał, że prezydent mało się na świat otworzył, ale jak miał się otworzyć skoro tym samym skazałby siebie na unicestwienie bialskiego biznesu, kto podcina gałąź na której się siedzi? Chyba głupiec. Propozycje, które przedstawiłem w programie Adama Chodzińskiego stawiały na rekreację, wypoczynek, turystykę oraz infrastrukturę czyli termy, SPA które można byłoby wpisać w markę Janowa Podlaskiego. Chronimy biznes własny i dajemy się rozwinąć inwestycjom, ale każdy patrzy jak na wariata, a przecież to dużo taniej niż program „Krzna dla miasta”. Zrobienie z Białej złomowiska przez kontrkandydata obecnego prezydenta miasta, to najgorsze co może nas spotkać. Proszę popatrzeć w Internecie jeżeli możecie, bo na przykład mnie już blokuje jakiś złośliwy program. W każdym bądź razie chciałbym uwierzyć obu konkurentom. Jeden okazał się kiedyś niezbyt słowny, drugi prze na władzę chociaż nie ma zielonego pojęcia o co chodzi. Z dwojga złego na przekór „Brutusowi”, który nawet nie zapytał się o stanowisko, bo zachłystnął się głosami wyborców, popieram Andrzeja Czapskiego licząc, że tym razem skorzysta z moich sugestii, czyli „żeby wilk był syty i owce całe”. Mam nadzieję Panie Prezydencie, mam nadzieję, ponoć ona umiera ostatnia.

 

GRUSZKI NA WIERZBIE

      Końcówka kampanii wyborczej. Jak to się mówi – „Szał uniesień” Podkowińskiego. Praktycznie nie da się żyć Panie Premierze. Każda chwila, wypełniona reklamami w radio i Internecie. Każdy zaułek oklejony lub obwieszony banerami. Każda rodzina podzielona, bo jak głosować, jak w tym samym okręgu wyborczym tylu swoich. Jak żyć Panie Premierze? Wstyd się przyznać, ale też uległem fobii i kilka banerów w liczbie sześciu wywiesiłem. Kierując się presją kandydatów, że to pomoże wygrać w „Wyścigu Szczurów” po fotele radnych. Może też zaspokoi nasze sumienie fakt, że jednak coś się zrobiło, żeby przekonać wyborców. Wyścig to niesamowity oparty o media, Internet i bilbordy oraz ulotki. Cieszy fakt, że nareszcie nie ma obwieszonych słupów, bo to już, by były święta bożonarodzeniowe. Tyle choinek na ulicach, jak było cztery lata temu, nie wielu pamięta. Poszliśmy naprzód, mamy wyższą szkołę jazdy. Potężne bilbordy na wszystkich zakrętach ulic bialskich oraz ogromniaste na blokach mają nas przekonać, że na tego faceta trzeba głosować, bo jeżeli ma kasę na „propagandę” to pewnie nie będzie brał forsy z miasta i społecznie pełnił będzie obowiązki włodarza lub radnego dla dobra społeczności miejskiej, jak to robił pewien parlamentarzysta z Lublina. Koń by się uśmiał. Faktem jest, że gdzie kasa tam i kampania bogata wsparta o organizacje wyciągające od nas fundusze w ratach.

            Chętnych na stanowisko radnych jest 300 tak, jak tych, co bronili Termopile. Polegnie, 277 czyli 92% odejdzie z kwitkiem. Rachunek prawdopodobieństwa jest okrutny, a jednak wszyscy prą naprzód i oddają „życie” na niwie demokracji. Bo niestety to wszystko przylega do demokracji. Oskarżenia, pomówienia, zrywanie plakatów, domalowanie uszczypliwości, to wszystko jest podobne do obchodów Dnia Niepodległości, gdzie w godzinach wieczornych pokazaliśmy w Warszawie, jak „patrioci” potrafią bić się o demokrację. Oglądałem i smuciłem się wielce. Zadając sobie pytanie czy nie stać nas na bycie normalnym narodem? Czy trzeba wojny, upokorzeń, prześladowań, by naród nad Wisłą zrozumiał, co to Polska? Oglądałem w dniu naszego święta 11 listopada obchody Dnia Weterana w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Przecież to też młoda demokracja licząca około dwustu czterdziestu lat, a poszanowanie tradycji narodowej przeogromne. Czy u nas musi być zawsze „pospolite ruszenie” gdzie warcholstwo, jak dawniej zabawia się „pierdzeniem” do ognia? Taka ma być Polska? Przepraszam, ale to nie tylko w Warszawie, brudna polityka dociera też i do zaścianka, tu do nas na Podlasie. Czy wszystkie chwyty dozwolone? Zastanówcie się Panowie. Smutno mi Panie.

            Obiecanki cacanki, a głupiemu żal, że ponownie dał się nabrać propagandzie. Kochani krawiec kraje ile mu materii staje. Plany, propozycje, fantazje o swoich też piszę, uzależnione będą od decyzji nie tu w naszym mieście, lecz tam gdzie jest kasa, czyli w Lublinie i Warszawie. Jedyny mądry i słuszny wątek to ten, by w organie doradczym Prezydenta Miasta, podkreślam, organie doradczym Prezydenta Miasta zasiadali ludzie mądrzy nie marionetki opcji politycznych czy myślący inaczej, którzy czepiają się złej numeracji ulic lub, że ścieżki rowerowe są szare, a powinny być czerwone. Prezydent pełen energii i zaangażowania, który nie boi się pukać do drzwi, a jak się nie da wchodzi oknem, to też musi być osobowość i mieć wsparcie społeczne mieszkańców nie tylko pieniędzy. Mieć siłę i wiarę, że nie ma rzeczy niemożliwych. Jest walka o perspektywy i godne życie mieszkańców Białej Podlaskiej. Jak Leonidas oddać „życie” dla dobra naszej „Sparty”. Proszę, zatem nie opowiadać mi bzdur o strefie ekonomicznej, lotnisku recyklingowym jakby Biała miała za mało śmieci. Jakieś elektrownie i termy, które sam lobbuję, ale obiecać i rozliczyć się z obietnic, że za Waszej czteroletniej kadencji zrobicie wszystko, nie szczędząc zdrowia i sił, by w Białej lepiej się żyło. Tak mi dopomóż Bóg. Wybierajmy Białą i tych, którzy są dla niej najlepsi oraz godni.

BO JAK NIE JA, TO, KTO POTRAFI ZROBIĆ TO?

         Sparafrazowałem słowa refrenu piosenki zespołu, który uwielbiam Mrozu „Jak nie my to, kto” w perfidnym i wymownym celu zwrócenia Państwa uwagi na kampanię wyborczą do samorządów lokalnych. Wybory odbędą się 16 listopada br., czyli już niespełna za miesiąc. Internet huczy, Facebook prawie zablokowany wizytówkami, reklamami, banerami. Kto żyw się prześciga, by zaprezentować swoją osobę i swój program wyborczy. Niestety, nie chcę być tu zarozumiały, pomysłowość wszystkich to banały, które nic nie kosztują, a podobno mogą przysporzyć nam popularności. Obiecanki, cacanki a głupiemu radość, że podobnie dał się nabrać na kiełbasę wyborczą. Co to znaczy: stworzymy, zorganizujemy, będziemy promować, zaopiekujemy się, będziemy budować? Wszystko pięknie, ale Co? Jak? W oparciu, o jakie pieniądze? I przede wszystkim, kiedy? Kiedy raport o realizacji i dokonaniach? Czy słyszeli państwo, żeby ktoś się zobowiązał, że się będzie rozliczał ze swoich obietnic? Ja nie. Możliwe, bo jestem troszeczkę przygłuchy po wojskowych przejściach. Jednak śmiało mogę stwierdzić, że jeszcze nie było takiego w tych dwudziestu pięciu latach polskiej demokracji, by się rozliczył punkt po punkcie ze swoich zobowiązań. Cóż się dziwić, że frekwencja mała, jeżeli społeczeństwo nie wierzy, że można coś zmienić w samorządowych dokonaniach. Samorząd to „tak” lub „nie” za projektem włodarza. Gzie inicjatywa, gdzie przedwyborcze zobowiązania?

            Dałem się namówić na udział w tym „Przedstawieniu” tylko z jednego powodu. Zbyt dużo piszę, jak bym chciał widzieć naszą Białą Podlaskę oraz pokazując jej problemy, łącznie z krytyką, właśnie w samorządności. Krytykujesz – jak to powiedział kolega – spróbuj sam zobaczysz, jak to smakuje. Podjąłem rękawicę i działam. Działam tam gdzie przewiduję sukces, gdzie me projekty, przemyślenia będzie można realizować i wdrażać. Poparłem z pełną świadomością i przekonaniem Komitet Wyborczy Wyborców „Lepsza Biała Podlaska Adama Chodzińskiego”. Teksty tego nie opiszą, pozwoliłem sobie nagrać metodą „selfie” własne spoty, które mogą państwo obejrzeć poniżej. Burzę tym samym przekonanie, że kampania wyborcza to banery na mieście, ulotki i pukanie od drzwi do drzwi, by do siebie przekonać wyborców. Wierzę w Internet i wierzę w ludzi, którzy się nim posługują. Proszę was także pomóżcie tym, którzy uważają technikę za bajkę, która ich nie dotyczy. Przekonajcie, jakie to ważne.









Zapraszam do wysłuchania spotów i udziału w wyborach. Nie pozwólcie żeby o waszej przyszłości decydowała mniejszość. 

 

 

LEPIEJ, NOWOCZEŚNIEJ, GODNIEJ

           Zapowiadana od tygodnia konferencja prasowa Komitetu Wyborczego Wyborców „Lepsza Biała Podlaska Adama Chodzińskiego” odbyła się w dniu 14 października 2014 roku o godzinie 17.00 w sali balowej lokalu „Skala”, w dniu święta Dnia Edukacji Narodowej popularnie zwanego Dniem Nauczyciela, który jest polskim świętem państwowym oświaty i szkolnictwa wyższego. Jakby nie patrzeć święto i to na całego. Można powiedzieć konferencja wpisywała się w temat. Też była świętem, świętem nowego postępowego i edukacyjnego patrzenia na przyszłość. Przyszły Prezydent Miasta Biała Podlaska Adam Chodziński przedstawił program zmian na lepsze w życiu bialskiej społeczności. Zmian, które pomogą zaistnieć miastu oraz pokażą światełko w tunelu marazmu i zachowawczego gospodarowania na rzecz gospodarki agresywnej. Program, którego jestem współautorem, przewiduje zmiany, zmiany rewolucyjne. Zmiany, które otworzą perspektywy na lepsze jutro.

            Odchodzimy od przeciętności, fantazjowania, projektów na rzecz strategii i planowania. Osiem rozdziałów, które w szczegółach pokazują nasze zapatrywania na to, co trzeba zmienić w naszej szarej egzystencji. Rozdział pierwszy rozwój gospodarczy. Przede wszystkim i najważniejszym założeniem jest zmiana tożsamości Białej Podlaskiej z miasta Polski „B” rolniczo-zaściankowego na kurort uzdrowiskowo-wypoczynkowy. Proponujemy w oparciu o istniejące wody termalne stworzenie ośrodka kąpielisk termalnych i odpoczynku wpisując się w markę janowskiej stadniny koni. To tu na wzór Uniejowa (miasteczko dwutysięczne w województwie łódzkim) stworzymy mekkę dla górników z Łęcznej, mieszkańców Stolicy, Lublina i Białegostoku. Pierwszych term na ścianie wschodniej. Turyści i przyjezdni odpoczywając zażywając kąpieli rzeczą zrozumiałą zostawiać będą pieniądze. Termy stworzą miejsca pracy, a co najważniejsze w szybkim tempie zwrócą zainwestowane fundusze. To jest ekonomiczne myślenie i naprawdę realne. Koszt przedsięwzięcia to około 20 milionów złotych, czyli nic w porównaniu z 200 milionami przeznaczonymi na Krznę. Rozdział drugi to miasto akademickie, czyli powrót do korzeni i stworzenie Bialskiej Akademii oraz Rady Akademickiej w celu uściślenia relacji magistrat-uczelnie i wypracowanie wspólnej strategii akademickiego miasta. Rozdział trzeci to baza rekreacyjno-sportowa i stworzenie sztucznego zbiornika wodnego w oparciu o jaz w Sielczyku z infrastrukturą odpoczynku żeglarsko-wodnego, sportów motorowodnych oraz zarybienia i hodowli. Odbudowa Zamku Radziwiłłów w partnerstwie publiczno-prywatnym, jako elementu kompleksu termalno-wypoczynkowego, ośrodka SPA i zaplecza hotelowego. Rozdział czwarty to bezpieczeństwo miasta oparte o zaangażowanie instytucji społecznych, które stworzą Zespół Reagowania Społecznego oraz Zespół Wniosków otwartych na inicjatywy i potrzeby mieszkańców. Zmieniających nastawienie społeczne z roszczeniowego na wspierające. Inaczej mówiąc nic bez nas i tylko za naszą zgodą. Rozdział piąty przewiduje poprawę komunikacji, czyli stworzenie tras szybkiego ruchu oraz zielonej fali komputerowo sterowanej w zależności od natężenia ruch w mieście. W rozdziale szóstym przewidujemy zdynamizowanie działalności kulturalnej poprzez wykorzystanie infrastruktury Parku Radziwiłłowskiego promocji internetowo-medialnej. Lobbowanie walorów miasta. Kolejny siódmy rozdział naszego programu to ochrona rodzimej przedsiębiorczości, pomoc społeczna, promocja „Miasta dla Wszystkich”. Promować będziemy inicjatywę „Zamieszkaj u Nas”, jako realny program rozwoju miasta i miejskiej ekonomiczności. Wspierać będziemy rodzimy biznes oraz ludzi mądrych z doświadczeniem, poprzez stworzenie „Rady Starszych”. Nie zapomnimy o ubogich, z finansowymi problemami oraz rodzinie, jako podstawowej komórce społeczności bialskiej. Uwzględniliśmy też w rozdziale ósmym tych, o których wspomniałem na początku felietonu. Nauka i ci, którzy ją tworzą: nauczyciele, wykładowcy, pedagodzy oraz uczniowie. Stworzymy Zespół Wsparcia Nauczycielskiego, jako alternatywnego czynnika odpowiedniego standardu edukacji i wychowania młodzieży szkolnej oraz Komórki Opieki nad Uczniem, jako czynnika antymobbingowego, przemocy w szkole oraz reagowania profilaktycznego.

            Przedstawiony program, w skrócie, zawiera elementy, które wspomniałem we wstępie, jako rewolucyjne. Wiele szczegółów pominąłem gdyż się powtarzają w innych programach i nie było sensu ich tu powtarzać. Zapraszam do lektury Programu Komitetu Wyborczego Wyborców „Lepsza Biała Podlaska Adama Chodzińskiego”. Jesteśmy przygotowani i pewni, że nasza wizja miasta pod kierownictwem Adama Chodzińskiego daje szansę miastu, mieszkańcom na lepszą przyszłość Białej Podlaskiej. 

MEANDRY (ZAKOLA) DIALOGU

            Tytuł przewrotny pokazujący, że nasze rozmowy czasami są jak rzeki wijące się przez łąkę, jak żmija czy wąż, pełzający przez chaszcze, zmierzających do nieznanego nam z góry celu. Fajnie, gdy meandrujemy kulturalnie i pogodnie dając się wmanewrować przez inteligentniejszych bądź posiadających bożą iskrę talentu manipulowania pospólstwem. Co ja mówię, co ja mówię – społeczeństwem. Gorzej, gdy w zaciszu i anonimowości pozornej naszych komputerów uderzamy jadem tak wrednym i niecenzuralnym, że aż wstyd się przyznać, że Polak tak potrafi. Dziś to się już nazywa mądrze – „hejtowaniem”, od nienawiści w języku nam obcym, lecz coraz bardziej kształtującym nasz byt codzienny. Warto jednak wrócić do form opartych o przyrodę, czyli meandrować (tworzyć zakola) w rozmowie. Odbiegając tematycznie od Internetu, trzeba przyznać, że my jesteśmy myślącym medium, które nie da się nabrać na plewy lub wolno płynącą i snującą się po Południowym Podlasiu rzekę Krznę. My kochamy słuchać i kochamy być dostrzegani i wyróżniani, zresztą kto nie lubi? Szkoda tylko, że jakoś tak nie bardzo wychodzi nam to społeczne zaangażowanie. Socjologowie, a mamy ich przecież od groma, powinni zająć się tym problemem. Dlaczego społeczeństwo tak opornie się angażuje w nasze życie codzienne? Nie chce zabierać głosu w konsultacjach społecznych, debatach, konferencjach? Dlaczego nie chce korzystać z demokracji? Co się stało, że jest taka duża absencja i zniechęcenie?

            Socjologiem nie jestem, ale mam wrażenie, że zachłysnęliśmy się demokracją, której do końca tak za bardzo jeszcze nie rozumiemy. Przez lat pięćdziesiąt kazano nam chodzić do urn wyborczych, nawet taksówkami wożono (pamiętam, bo jako harcerz sam po ludzi starszych jeździłem), by zapewnić prawie stuprocentową frekwencję. Przemiany spowodowały, że mogą nam naskoczyć. Jak chcę to pójdę, a jak nie chcę, to nie. Nikt nam nic nie zrobi. Niestety tym zachowaniem przekroczyliśmy rubikon absurdu. Nami dziś rządzi mniejszość. Proszę państwa, bo jak to inaczej nazwać, jeżeli o życiu naszym decyduje czterdzieści procent społeczeństwa, bo reszta ta sześćdziesiątka ma to wszystko w tylnej części ciała. Możemy tylko obserwować i ewentualnie szumieć społecznie, ale bez moralnego prawa, bo sami zgodziliśmy się, żeby ktoś o nas decydował. Zachęcam do wyborów nie dlatego, że Południowe Podlasie ma pokazać, że miało dużą frekwencję, lecz dla możliwości wybrania przedstawicieli, którzy nie będą bawić nas absurdem i elokwencją, ale inteligentnym, rozważnym oraz twórczym działaniem, by nam wszystkim żyło się lepiej. Wtedy wybory będą miały sens. Boli mnie bardzo, że Ci co mogliby wnieść najwięcej, nie biorą udziału, nie chcą się zaangażować i dać coś od siebie miastu. Ponownie widzę przesiąkniętych widmem interesowności, których jedynym celem jest zaistnieć, nie dobro bialskiej społeczności. Apeluję, Kochani nie dajcie się kolejny raz na to nabrać. Nie dajcie się partiom manipulować. Oni tu nie mieszkają.

            Meandry dialogu to też VIII Konferencja Centrum Dialogu, zorganizowana przez Rotary Klub Biała Podlaska, która odbyła się w dniu 11 października 2014 r. w auli im. Romana Trześniewskiego ZWWF Biała Podlaska. Prelegentami byli, Dorota Warakomska dziennikarka telewizyjna, którą wszyscy pamiętamy z początków naszej demokracji. Przedstawiła swoje stanowisko na temat tolerancji, akceptacji, dialogu oraz zrozumienia w odniesieniu do kultury amerykańskiej. Budząc swym wystąpieniem emocje i dyskusję. Kolejny prelegent doktor Maciej Tesławski twórca stowarzyszenia Marketingu Bezpośredniego pokazał nam złożoność tworzenia procesu „Marki”. Natomiast Andrzej Ludwik Woszczyński uzmysłowił nam bałagan, jaki istnieje, od blisko pięćdziesięciu lat, jeżeli chodzi o Godło Polski oraz oznakowanie instytucji państwowych. Co gorsze nie ma woli, by unormowania prezentowane przez pana Andrzeja, konstytucyjnie wprowadzić. Są ważniejsze sprawy. Doktor Krzysztof Jaszczyński niestety nie zaszczycił nas swoim wykładem (czasu zabrakło), ale przedstawił film, który wzbudził sensację w Warszawie. Warszawa, ostatnie dni września 1939 roku. Film zrobił na wszystkich ogromne wrażenie. Konferencja naprawdę bardzo ciekawa i interesująca. Niestety, mimo reklam i promocji frekwencja zawiodła. Uważam, ale to jest moje zdanie, że jednak uczelnie bialskie mając darmową edukację, nie potrafiły wykorzystać nadarzającej się okazji, pokazania młodzieży właściwych form współczesnego dialogu. Szkoda, bo było warto.

PRZEDWYBORCZY KOGIEL-MOGIEL

         „Kogiel-mogiel lub kogel-mogel – prosty deser z surowych żółtek jaj utartych z cukrem. Deser pojawił się w XVII wieku w Polsce, jego receptura jest prawdopodobnie pochodzenia żydowskiego. Stał się popularny w okresie międzywojennym i w latach PRL-u, gdy słodycze nie były łatwo dostępne. W Niemczech nazywa się Zuckerei, a regionalnie także Goggelmoggel, w Rosji – gogol-mogol (гоголь-моголь), a w Jidysz – גוגל מוגל, czyli także kogel mogel. Klasyczny kogel-mogel robi się z dwóch żółtek kurzych jaj i trzech łyżeczek cukru, dokładnie razem utartych. Alternatywne dodatki to między innymi miód, rum, bita śmietana, kakao, rodzynki lub sok z cytryny. W innej wersji deseru białko oddzielone od żółtka jest ubite i dodane do masy z żółtka i cukru”.

        Czytając hasło Wikipedii, nie wiem jak Wam, ale mi ślinka leci na te delicje. Całkowicie zgadzam się z przedstawioną teorią i serdecznie polecam młodym i artystom, którzy nie kosztowali tego specyfiku. Kogel-mogiel leczy struny głosowe. Palce lizać. Fajny jest kogiel-mogiel szczególnie w upały kiedy włoży się go na kilka godzin do lodówki. Mamy własnej produkcji lody. Broń boże zostawić na słońcu, bo „salcia” umili nam życie. Kogiel-mogiel to młodość naszych czasów. Kogiel-mogiel to też taki galimatias życiowy czyli pojęcie stosowane w stosunkach społecznych informujące nas, że trudno we wszystkich aspektach życia się połapać i trudno ustalić co komu, o co chodzi.

       Pomny własnych doświadczeń życiowych chcę wysnuć teorię, że właśnie nam się rozpoczął kogiel-mogiel przedwyborczy. Niestety me wywody są obciążone faktem, często w fazie przedwyborczej stosowanej stronniczości, której usiłuję się wyzbyć, ale i tak nikt w to nie uwierzy. Warto jednak w natłoku szumu medialnego jakieś stanowisko przedstawić, by dać możliwość rozwoju społecznej debaty. Kogiel-mogiel, by był dobry trzeba go dobrze utrzeć. Najlepiej od czasu próbować i smakiem ocenić. Powiem szczerze, że osobiście lubię taki lejący nie za bardzo skręcony i z dodatkiem soku cytryny. Niestety to co w tej chwili media i magistrat, kandydaci na stanowiska władz społecznych nam prezentują trudno ocenić. Jedni sypią za dużo „cukru” drudzy jajko z białkiem wlewają. Inni zawzięcie kręcą robiąc sporo hałasu, a wszyscy nas angażują do oceny głosząc wszędy, że my pracujemy i się wykazujemy, a ci drudzy to tylko chcą na urzędy. Całe szczęście lud mamy odporny na propagandę i ożywienie „gospodarcze”. Faktem jest, że trudno przekonać te sześćdziesiąt procent, że udział w wyborach to społeczny obowiązek. Demokracja dodaje nam skrzydeł i po latach przymusu możemy siedząc w domu powiedzieć rodzinnie, że nam zwisa, że kolejni rwą się do koryta i że ja do tego ręki nie przyłożę. Nie będę głosować i dawać satysfakcję, że dzięki moim głosom ktoś osiągnął sukces i dostał się na posadkę samorządową.

        Założenia są słuszne i prawdziwe. Sami możemy stwierdzić, że po dwudziestu pięciu latach demokracji dopracowaliśmy się tego, że tylko dzięki partyjnemu zamordyzmowi demokracja funkcjonuje. Powie ktoś nie prawda przecież w naszym mieście samorządność funkcjonuje. Tak, ale czy na pewno ogólnospołecznie i czy tak do końca komunalnie? Wątpię. W myśl przysłowia, że jeszcze nikt taki się nie urodził, żeby wszystkim dogodził należy optować, że jedna osoba rządzi. Dlatego trzeba próbować, trzeba tę naszą demokrację szlifować nie godzić się na przeciętność, a starać się delikatnie zmieniać, jak po schodach wchodzić coraz wyżej, by żyło się w Białej nowocześnie, po europejsku przynajmniej tak jak w Polsce Zachodniej. I krzyczeć, głośno krzyczeć, że my też są w Europie tu na ścianie wschodniej, a może Europa usłyszy i wstrząśnie tymi co rządzą. Po to, by żadna kasa nie „wsiąkła” jak drzewiej bywało chociaż mieliśmy już bardzo dawno temu meliorację.

        Drodzy bialczanie, zwracam się do tych sześćdziesięciu procent, bardzo Was proszę idźcie do urn wyborczych, złamcie swoje zasady i dajcie miastu szansę. Istniejący beton się nie da ruszyć bez waszego zaangażowania, waszej demonstracji społecznego zaangażowania. Nie ważne na kogo zagłosujecie, ważne żeby było inaczej, by w Białej zachodziły zmiany nie tylko rewitalizacyjne, ale też społeczne. Wszyscy mają programy podobne, jedni z sukcesem inni z dobrymi chęciami. Nikt tak naprawdę nie ma pomysłu na inne, nowocześniejsze, skuteczne. Daje się odczuć brak wyraźny wyobraźni, nie fantazji jak kajakarstwo górskie, lecz choćby tak jak w Międzyrzecu Podlaskim stok narciarski. Mam kilka pomysłów, ale wybaczcie powiem o nich po wyborach. Teraz tylko zachęcam do zmian na „Lepsze” współmieszkańcy.