TEACHER

          „Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi.” Te piękne słowa Jana Pawła II dają wykładnię i obraz człowieka, który rozumie co to jest dobro i miłość do drugiego człowieka. Rozumie co to jest człowieczeństwo. Rozumie co to poświęcenie, oddanie, szczerość, godność i honor. Swoją istotą naucza kim być, jak postępować i jakich błędów unikać. Nie mówi jak żyć, lecz pokazuje czego się trzymać. Przy tak wielkich możliwościach interpretacji prawdy, począwszy od „bieli” do „czerni”, czy od „szczerości” do „gówna” jak ksiądz Tischner powiedział, wskazane jest pokazanie moralnych podstaw, ideałów osobowości, którym można zaufać i przyjąć jako wykładnię. Święty Jan Paweł II wielokrotnie wskazywał, pokazywał drogę, mówił, że tak iść można, a nawet trzeba, jednak nigdy nie powiedział, że innych dróg nie ma. Błądzić jest rzeczą ludzką, tkwić w błędzie rzeczą diabelską, jak powiedział Augustyn z Hippony. Dlaczego zatem tak tej mądrości brakuje dzisiaj? Wszak świat się rozwija i postęp jest widoczny na każdym kroku. Człowiek XXI wieku to nie troglodyta z przełomu tysiąclecia to informatyk, naukowiec, bogaty emocjonalnie człowiek wzbogacony o doświadczenie i przeżycia minionych wieków, to człowiek światły. Dlaczego zatem tak bardzo ubogi duchem i empatią?

            Nauczyciel, osoba, która naucza, przekazuje umiejętności nowym pokoleniom. Jezus Chrystus nauczał, jak być dobrym człowiekiem. Dziesięć przykazań przekazanych przez Boga nauczają nas, co to jest człowieczeństwo. Kościół przytaczając słowo Boże każdej niedzieli wskazuje drogę, by być dobrym człowiekiem, by miłować, wybaczać, pomagać i kochać. Pismo Święte nie jest księgą zakazaną, a wręcz przeciwnie jest ogólnie dostępną. Czemu zatem jest nienawiść, zawiść, fałsz i obłuda? Czemu człowiek z człowiekiem nie potrafi współistnieć i funkcjonować? Czemu nie ma ludzi prawych, tak na co dzień, którym można zaufać? Dlaczego się bawić w podchody, gry i zawiłości nazywane dyplomacją, kiedy można powiedzieć wprost – „Słuchaj stary, ale to mi się nie podoba i czy możesz rozważyć, że mogę mieć rację?”. Marzenia ściętej głowy, bo ja zawsze mam rację, a jeżeli nie, patrz punk pierwszy. Dziś nikt nie jest tak mądry, by uznać, że ktoś inny może mieć słuszność, bo dzisiaj wszystko to polityka, a polityka to jedynie słuszna racja szczególnie naszego środowiska. Brakuje nam nauczycieli.

            Nauczyciel, to zawód jak każdy inny. Nie dostałeś się na medycynę nic się nie martw zawsze jest nadzieja, że z taką średnią każda Państwowa Wyższa Szkoła Pedagogiczna zrobi z ciebie nauczyciela. Potem mamy wyrobników z wiedzą, lecz bez natchnienia, powołania bożego do nauczania drugiego człowieka. Weryfikatorów, korepetytorów, którzy w pogoni za złotówką (dewizami raczej nie, chyba) wszystko zrobią, by zagonić ucznia do kolegi na prywatne nauki, bo to dzisiaj taki standard i sposób przeżycia. Nauczyciele strajkują, walcząc o dobro dziecka. Może, a może walczą o stołki, miejsca pracy i strach ich dościga, bo nowa zmiana daje możliwości zatrudnienia innych do koryta. Nauczyciel to zawód na całe życie, chociaż często bywa, że tracimy pracę i znajdujemy nową, inną nie związaną z zawodem. Ale czy to nas zwalnia z bycia wzorcem zachowań i wiedzy, bycia autorytetem. Nawet sobie nie zdajecie sprawy, jakie to jest trudne. Wielu pod tym względem przegrywa, lecz są i tacy, którzy mimo, że znaleźli pasję gdzie indziej nigdy, przenigdy nie zapomnieli, że byli przykładem dla swej młodzieży.

            Nauczyciel, teacher, magister, lehrer, professeur w każdym języku inaczej, ale to samo oznacza, człowieka, który działa w zakresie kształtowania mentalnego młodego istnienia. Już od dziecka matka, rodzice, rodzina przygotowują nas do funkcjonowania w systemie. Potem przejmuje pałeczkę żłobek, przedszkole, szkoła, uczelnia, praca i emerytura. Kończymy w jednych przekonaniu na cmentarzu, innych, w kwiecie wieku pięknie dokonanego. Ucząc się przez całe życie i przekazując innym to czego nas nauczono. Każdy z nas jest w jakimś zakresie nauczycielem i tylko trzeba to czuć i zrozumieć. Jedni biorą za to pieniądze inni satysfakcję, z faktu, że może ktoś skorzysta z ich doświadczenia.

        Problem jest w tym tylko, która wiedza jest słuszna i czy umiejętności, wzorce zachowań, autorytety to te, których trzeba nauczać? Czy nauczać przetrwania w systemie, czy jak ten system powinien wyglądać? Teoria inteligencji emocjonalnej uczy przetrwania, ale wiara w moc Pana uratowała naród wybrany z mocy egipskiego tyrana. Wiara i działanie, konsekwencja i przekonania to ideały. Życie pokazuje, że wiedza jest nie zawsze słuszna, a wzorce nie zawsze do naśladowania. Nauczyciel to nie człek wszechwiedzący, a system wzorcowy, ale społeczność to nie jednostka lecz grupa i kto nie pasuje odpada. Nie ma ideału, ideał to utopia, ale w każdym z nas jest to coś, co każe nam iść jakąś drogą, chociaż nie zawsze ta wybrana jest drogą słuszną. Rozważyć też musimy koszty nieprzewidywalne i chwała temu, co powie, że to warto, a to jest mniej kosztowne. Fajnie gdy dotyczy materii gorzej, gdy rozważamy problemy ludzkie. Nauczyciel z powołania to rozważy, wyrobnik to pominie liczy się przecież tylko efekt, nie podłoże i głębia naszego edukowania.

       Nauczanie to odpowiedzialność i nie chodzi tu o wiedzę, ale o wychowanie, zasady i wrażliwość społeczną. Obecnie zwraca się uwagę na wiedzę zapominając o wnętrzu ucznia, które dostrzega kościół, a nie państwo (społeczeństwo). Manipulowanie, teoretyzowanie i samoistne działanie oddolne, społeczne zaspakajające potrzebę działania w grupie i budowania więzi ideałowej. Potrzebne są nam wzorce, których nie ma. Nauczycieli prawych, moralnie czystych, wierzących, empatycznych, którzy bezinteresownie będą nauczać jak żyć i jak wybierać drogę. Nie fanatyków lecz rozsądnie myślących, przewidujących, prawych, odważnych, śmiałych i tylko szkoda, że to tylko – IDEAŁY.

          To takie przemyślenia na ostatni dzień w roku 2016. Chciałbym, by się jak najszybciej skończył. Zbyt wiele rozczarowań, bólu i przeżyć negatywnych. Dzisiaj odeszła Ela D. z Radzynia Podlaskiego, wspaniała pani doktor. Śpij spokojnie, Elu będziemy pamiętać.

SYLWESTROWE SZALEŃSTWO

           Chyba tak to można nazwać. Jolanta stanęła na wysokości zadania. Nawet Pan prezydent zaszczycił obecnością, co prawda wybył, ale wrócił. Jola zachwyciła bogactwem potraw i wspaniałością muzyki. Zespół „Sway” w nazwie jak tej z filmu „Shall we dance” grał wspaniale, polecam. Wróciłem (nie wiem, jak, ale wróciłem) do domu, by obudzić się nad ranem w postawie siedzącej na wersalce w muszce i garniturze, włącznie z obuwiem. Nawet nie próbowałem wyjaśniać, co i jak, wiedziałem, że przeholowałem. Nie potrafię się bawić z ograniczeniami. Jestem, albo nie jestem szczególnie w Nowym Roku. Wiem, a przynajmniej się domyślam, że poszedłem na całość, ale jak nie pójść, kiedy się okazało, że było trochę sympatyków mojej osoby, których z pewnością rozczarowałem. Niestety nie pamiętam. Kolega Jerzy z Wrocławia pewnie powie, że mam problem. Mam, a jak lubię alkohol i jeżeli nikogo nie krzywdzę (mam nadzieję, prawda?) świetnie się z tym czuję. Wierzcie mi, chciałem być tak na topie. Elegancki, szarmancki, we best i pewnie taki byłem, ale zostałem porwany w towarzystwo, którego face and face nie znałem, ale które wspaniale mnie ugościło. Garnitur w komplecie, dokumenty też, czyli poza słownymi karambolami, których nie autoryzuję, było OK.

           Podobno wchodziłem Panu Prezydentowi w d…..ę. Nie pamiętam, ale jeżeli tak było to przepraszam, to alkohol mi wszystko pomieszał. Mimo wszystko jestem jednak tradycjonalistą i dlatego małżonka się do mnie nie odzywa. Podobno blond włosy ukochałem i to do tego zagraniczne. Możliwe, nie pamiętam. Poznałem wspaniałych ludzi, nie wiem tylko czy oni są zachwyceni. Ugościli, napoili i do żony odprowadzili. Byłem przeszczęśliwy nawet do domu nie chciałem wracać. Niestety kobiety mnie zgwałciły i odwiozły w domowe pielesza. Fajne jest to, że mimo godzin rannych nikt nie zatrzymywał i nie kazał się określić czy jestem za, czy przeciw. Jestem oczywiście za wolnością spożywania trunków wyskokowych we wspaniałym towarzystwie. Przeciw jazdy samochodem w stanie wskazującym na spożycie. Kocham moją ojczyznę bez konieczności iścia w Polskę. Kocham media, konstytucję, trybunał też kocham, kocham życie. Przeraża mnie tylko ta późna godzina pracy. Nocą kochani to ja odpoczywam i proszę bardzo nie mieszajcie mi w głowie. Takie galimatiasy to tylko w filmach. Na marginesie wspomnę tylko i przyznam się szczerze, że horrorów nie znoszę. Wolę komedie. Jak chcę się pośmiać Sejm sobie włączę. Lepszego kabaretu nie ma na świecie. Płacę, a co płacę i tego sobie żądam. Nie jakieś nudy na pudy ma być intersująco. Przyznacie, że jest ciekawie zwłaszcza ten mecz do jednej bramki. Bardzo mnie to cieszy nie lubię niespodzianek. Przynajmniej wiadomo, jaki będzie wynik. Jak to się mówi „Sąd, sądem a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”.

         Wracając do Nowego Roku uprzejmie informuję, że piszę. Nie wiem, jak długo, ale postaram się istnieć. Chyba, że „sprawiedliwość społeczna” mnie dopadnie i przestanę funkcjonować. Dopadł mnie syndrom cofnięcia. Nie wiedziałem, jak żyć? Śmiać się czy płakać? Cieszyć się czy rozpaczać? Płynąć, czy unosić się na wodzie? Miałem nadzieję, że Nowy Rok mi podpowie. Chyba to było dobre rozwiązanie, bo nawet kac mnie nie dopadł tylko opamiętanie. Przecież to moje życie, mój kraj, ma Polska i nie można patrzeć z boku, jak ktoś próbuje mi mówić, jak mam żyć, jak rozumieć, jak istnieć. Wiele można zarzucić demokracji, że jest spolegliwa i czasami żałosna, że jest sprzedajna jak dama lekkich obyczajów, ale też jak w dzisiejszym filmie „Pretty Women” potrafi być charakterna. Bardzo demokrację szanuję, kocham. Dlatego moi kochani nie zadam wam pytania – Jak żyć Pani/ie Premier, Prezydencie? Wiem i będę się tego trzymał. Do siego Roku życzę, tak na marginesie, od dzisiaj.

„NAUKA PŁYWANIA”

         Potrafią Państwo pływać? No, tak na basenie, jeziorze, morzu czyli na jakimś wodnym akwenie? Chodzi o umiejętność utrzymywania się na wodzie, tak lepiej lub gorzej. Podobno trzeba zacząć naukę już od dziecka, bo potem to już trudniej. Swoje początki nabycia tej umiejętności zacząłem we wschodnim kurorcie Południowego Podlasia w Serpelicach na rzece Bug. Rzeka ta i obecnie świetnie nadaje się na naukę samo utrzymywania się na wodzie. Nieuregulowany nurt potrafi w ciągu doby zmieniać dno z płytkiego na głębię i z głębi na płyciznę. Takie zaskoczenie przyczyniło się do tego, że zacząłem gwałtownie machać rękoma i nogami, by po chwili stwierdzić, że utrzymuję się na wodzi. Takie były początki, które doskonaliłem na pięknej, czystej i cudownej rzece mego dzieciństwa, Krznie. Tu dopracowaliśmy do perfekcji skoki do wody z wybiciem w wzwyż i nurkowaniem do wody. Pływałem coraz lepiej już nie tylko machając kończynami lecz w oparciu o instruktorów stylowo klasykiem i kraulem. Byłem dobry. Nauczyłem siostrę, nauczyłem dziecko, żony się nie dało nauczyć. Ktoś zrobił wrogą robotę i nijak nie mogłem przekonać do osobistego zaufania, chociaż przysięgała. Zaoferowałem nawet swoje umiejętności innym, ale przykro to przyznać wycofałem się, bo stwierdziłem, że nie potrafię pływać. Jako tako utrzymuję się na wodzie, ale to nie to. Coś się porobiło.

            Pierwsze objawy zauważyłem już pięć lat temu. Skakałem na każdą wodę oczywiście ze sprawdzeniem, czy przypadkiem nie ma mielizny. Śmiało pokonywałem dystanse, gdy nagle ktoś wytwarzał fale, które podcinały mi skrzydła i nie pozwalały mi płynąć dalej. Pomyślałem, że trzeba zmienić akwen i konkurencję. Przejść z klasyka na kraula, a nawet styl grzbietowy i wypłynąć na szersze wody. Wydawało się, że wreszcie umiejętność wróciła. Śmiało płynąłem w przyszłość, widząc już w oddali następny brzeg. Ze względu na kręgosłup zrezygnowałem z klasyka, bo się źle kojarzył poświęcając się stylowi grzbietowemu widząc, że coraz lepiej mi wychodzi. Żeby lepiej mnie było widać w razie czego założyłem błękitny czepek, bo czerwony, zielony lub niebieski źle się kojarzył. Dumny i radosny, wierząc w siebie płynąłem dalej, kiedy jeden gość krzyknął, że ten błękit jest fajny, ale moda na ten kolor i styl grzbietowy od wczoraj minęła. Będzie weryfikowany i sprawdzony, a tak prościej mówiąc to się pan zastanów gdzie pan chcesz płynąć? Z prądem, czy pod prąd?

            Siedzę w domu nad klawiaturą komputera, czekając na Nowy Rok i tak się zastanawiam czy ta umiejętność pływania jest mi dziś potrzebna? Czy nie wystarczy to, że potrafię utrzymywać się na wodzie. Przecież nie muszę nigdzie płynąć, no chyba że przyjdzie fala i człowiek utonie, pójdzie na dno, jak wszystko. Z zazdrością i przerażeniem wspominam czasy, kiedy nie było mocnych i wody, której bym nie przepłynął. Strach, że dziś młodzi, którym się wydaje, że posiedli tę umiejętność śmiało wypływają na głębię, nie zdając sobie nawet sprawy, że to może być ich koniec. Dzisiaj wody są niespokojne, a rzeka zmienia dno. Dzisiaj było płytko, a jutro topiel tak jakby czas się cofał i wracamy ku naturze. Przypadek kształtuje świadomość, a nie byt, jak kiedyś nas uczono. Nauka strasznie się pomyliła i żaden psycholog mi nie wytłumaczy, że ci co myśleli – jest dobrze, dziś krzyczą, że jest odwrotnie. Może potrzebna nam jest dziś na gwałt nauka pływania, bo bez tej umiejętności trudno utrzymać się na wodzie. Z obawą wchodzę do basenu, ale też wiarą ogromną, że przecież dorobek ponad pięćdziesięciu lat nauki pływania nie poszedł na marne i jednak obrany kierunek jest dobry – Dam radę.     

DZIAŁA W OBIE STRONY

            „One way ticket” znana piosenka i znane sformułowanie. Bilet w jedną stronę. Dosłownie to bilet tylko w jednym kierunku, a w przenośni to tylko jednokierunkowe podążanie w przyszłość. Tak zwane „Nie ma powrotu”. Wygląda wspaniale i optymistycznie, tak jak „wsiąść do pociągu byle jakiego ……..” niestety życie nie jest tak optymistyczne. Nauka mówi, a mówi uczenie, że nie ma nic za darmo. Koszty nieprzewidywalne musimy uwzględniać na każdym kroku. Coś się dzieje kosztem czegoś. Całe nasze rozumowanie powinno polegać na bilansie zysków i strat przynajmniej tak rozumny człowiek powinien postępować. Przykro mi to mówić, mówić prawdę, ale w naszym życiu ważną rolę odgrywają emocje. Uczenie mówiąc empatia, która steruje naszym działaniem. Z jednej strony źle, z drugiej dobrze, bo jesteśmy nieprzewidywalni i to jest takie urocze, takie entropiczne. Oczywiście dochodzimy do wniosku, że można inaczej, ale niestety – „bilet jest w jedną stronę” nie inaczej. Warto to zapamiętać. Nie wraca się do przeszłych dziewczyn, miłości, doświadczeń. Powrót przeważnie drogo nas kosztuje. Trzeba z żywimy naprzód iść i przyszłość tworzyć nową, chociaż chciałoby się poprawić to i owo.

            Koszty nieprzewidywalne docenia się, jak się ma już tak dość ciekawe doświadczenie. Właściwie, kiedy oddziałujemy na swoje życie? Myślę, że tak gdzieś około osiemnastu lat, kiedy buzują hormony, a nam się wydaje, że jesteśmy dorośli. Idziemy na całość, bo raz się żyje, a tu okazuje się, że nie tylko nas to dotyczy, że życie kształtuje naszą przyszłość. Stajemy przed wyborem, który nie jest wybieralny lecz etyczną powinnością. Przecież mogliśmy kierować się rozumem nie hormonami. Stajemy przed pierwszymi dylematami: powinności, czy świetlana przyszłość. Przekonujemy się, że to co postanowimy nie jest tylko naszym wyborem, ale że jest to działanie w drugą stronę. Nasz wybór nie dotyczy tylko nas, dotyczy innych. Bez empatii, bez rozumu w egoistycznym amoku tłumaczymy się przed światem, że to nie my, a życie jest tak bezczelne, że rzuca nam kłody pod stopy. A przecież mogliśmy pomyśleć!

            W swoim życiu kierowałem się wielokrotnie emocjami, bo to jest nasz dopust boży. To jest nasze człowieczeństwo. Bywało, że człowiek pluł sobie w brodę, że dał się ponieść empatii, że nie był twardy, rozumny i konsekwentny. Poniósł koszty większe lub mniejsze, ale koszty które wpływały na dalszą naszą egzystencję. Myślę, że naszym przesłaniem jest też to, że potrafimy je ponosić. Z godnością przyjmować straty i podążać dalej. Mając świadomość, że tych kosztów nie da się uniknąć. Nie można z nimi walczyć lecz z uśmiechem na twarzy je minimalizować. Bo nie sztuką jest błądzić, lecz sztuką znaleźć właściwą drogę. Fałszem okrutnym jest obłuda, zadufanie, niekonsekwencja, przekonywanie, wybielanie, brak poczucia godności i ponoszenia odpowiedzialności, konsekwencji swoich decyzji, „to nie ja, to inni, ona, okoliczności” to brak honoru, godności, a przede wszystkim poszanowania siebie. Niestety jak pokazuje życie kombinatorów pełno jest na świecie. Ludzi bez honoru, kręgosłupa, karierowiczów, którzy nie na swoich błędach doszli do sukcesów lecz na krzywdzie innych.

            Fajne jest to w naszym egzystowaniu, że prędzej czy później sprawiedliwość odniesie sukces. Osoby pokrzywdzone, czy zbieg okoliczność, czy po prostu empatia tak pokieruje, że Ci którym się wydawało, że są bezkarni poniosą konsekwencje swoich czynów. Kolejny raz potwierdzi się teoria, że wszystko działa w dwie strony, a koszty są nieprzewidywalne. Przynajmniej ja będę do tego dążyć, a Państwo? Taka jest teoria. Natomiast życie pokazuje inaczej. Warto jednak być sobą, należycie.     

CODZIENNE IMPRESJE

      „Impresjonizm (fr. impressionisme < łac. impressio `odbicie`, `wrażenie`) – nurt w sztuce europejskiej, a później także amerykańskiej, który został zapoczątkowany przez grupę paryskich artystów studiujących w Atelier Gleyère oraz w Académie Suisse w drugiej połowie XIX wieku. Najbardziej charakterystyczną cechą malarstwa i rzeźby impresjonistycznej było dążenie do oddania zmysłowych, ulotnych momentów – „złapania uciekających chwil”. Nazwa kierunku została ironicznie nadana przez krytyka sztuki oraz dziennikarza Louisa Leroy i pochodzi od tytułu obrazu Claude’a Moneta „Impresja, wschód słońca”. Tyle Wikipedia, no może jeszcze impresja wizualna, czyli punkt odniesienia w rzeczywistości:

Sunrise by Monet.jpg

         Fakt, trudno opisać fabułę, ale nie o to chodzi. Ważne jest wrażenie, odczucie. Każdy czuje inaczej i to jest piękne. Podejrzewam, że rzeczywisty pejzaż nie byłby tak ciekawy, jak ten który przedstawił Monet. Chodzi o to, by wczuć się w atmosferę przekazu. Kiedyś byłem nad brzegiem morza w czasie mgły. Mgła przesłaniała wszystko i naprawdę miałem takie wrażenie, że za chwilę z tej mgły wynurzy się „latający Holender”. Spacerujący ludzie, jak zjawy senne, które podążają w mgłę, by po chwili rozmyć się w przestrzeni. Wrażenia niesamowite, ale dla tych chwil warto żyć i cieszyć się z faktu, że jestem.

     Ważne jest to, by mieć zdolność tworzenia swojego własnego impresyjnego spojrzenia na otaczającą rzeczywistość. Reagować lub nie na wszystko co nas otacza, pozostawiając sobie tę niesamowitą przemożność, że można uciec ponad szarą przeciętność. Być ponad wszystkim, wszystkimi ciesząc się, że świat jest piękny, a ludzie to dodatek czasem zbędny.

      Podziwiam artystów, którzy widzą więcej, głębiej, ciekawiej, że potrafią przenieść się w swój świat wyobraźni. Przekazując nam prostym zjadaczom chleba świat, który wielokrotnie nie jest nam dostępny. Wydaje się czasami, że ten brak wyobrażeń, odczuć, radości zubaża nasz pogląd na wszystko. Stajemy się ubożsi o wspaniałe przeżycia, doznania, wrażenia, kierując się oschłością i oziębłością pogrążamy się w świat zawziętości i braku zrozumienia. Nie potrafimy sobie wyobrazić, że wspaniałe jest to, że drzewo może być czerwone, a chmury zielenią tryskają.

        Kilka kresek, smug, pociągnięć pędzla i otwiera się przed nami kraina wyobraźni tak do końca nie dla wszystkich dostępna. Lubię czasami gdy tak dopiecze mi ten irracjonalizm dnia codziennego, gdy brak zrozumienia osłabia moją wiarę w człowieka, wziąć w dłonie album impresjonistów i wszystko staje się proste. Bo jeżeli oni potrafili widzieć świat kolorowej, to dlaczego nie ja?

        Impresjonizm dnia codziennego to umiejętność zachowania dystansu do wszystkiego co nas otacza. Widzenie rzeczy pozytywnych, nie doszukiwanie się podłości, fałszu i obłudy, chociaż pewnie one tam goszczą. To budowanie pozytywnych relacji międzyludzkich, bawienie się chwilą i powodowanie, że staje się kolorową, jak w obrazach impresjonistów. To umiejętność budowania pozytywnego nastawienia na dziś i przyszłość. Zachęcam wszystkich do zastanowienia gdy tak czas szybko ucieka. Uczmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i nie ja to wymyśliłem. Kończąc, życzę impresyjnego nastawienia do życia ono naprawdę jest kolorowe, nie oblewajcie GO  czarną farbą.   

 

SHOW MUST GO ON !

        Rozdarcie nie jest tak istotne, kiedy następuje w naturalny sposób. Gorzej kiedy robimy to specjalnie. Ten brak entropii niezgodny z II drugą zasadą termodynamiki powoduje, że wydaje się być ładne, ale jakieś nienaturalne. Dżinsy, które już rok z górą noszę zgodnie z fizyką zwiększają swoja entropię dążąc do doskonałości jaką jest kupka, stożek, piramidka prochu, która kiedyś z nich zostanie na skutek upływu czasu lub gwałtownego zniszczenia jakim jest spalenie lub inny sposób zmiany stanu skupienia. Zaczęło się od rozdarcia, które jest takie naturalne. Widziałem na zlocie w Komarówce Podlaskiej chłopaka i dziewczynę, którzy specjalnie poprzecinali ubranie, by podkreślić swoje wyalienowanie, jednak uporczywie garnąc się do towarzystwa. Bunt czy sposób zwrócenia na siebie uwagi? Myślę, że to drugie.

            Lubię oglądać „Discovery”, wiele się tam można dowiedzieć o świecie. Właśnie tam się dowiedziałem, że czas to entropia i że „epoka pary” nas oświeciła jeżeli chodzi o istotę egzystencji. Przez wieki istniała i przez milionlecia funkcjonowała. „Istnienie człowieka tym różni się od istnienia roślin, że człowiek nie posiada wrodzonej natury, danej mu z góry, lecz musi sam ją stworzyć, nadać swemu życiu sens i wziąć za nie odpowiedzialność”.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Egzystencja
 Jakież to egoistyczne i zarozumiałe. Człowiek jako gatunek istnieje tak krótko, a jakże pozytywnie przysłużył się entropii. Wszystko zaczęło się chyba od wybuchu. Wielkiej eksplozji z niczego. Powstała materia. Tak twierdzi nauka, która definiuje powstanie wszechświata, który podąża do samounicestwienia czyli z powrotem do niebytu tylko rozciągniętego w nieskończoność trudną do obliczenia. Istnienie homo sapiens to „nanosekunda”, która nie wiem jaką nauką, wiarą daje nam prawo do wywyższania się ponad chaos.  

            Wiara daje nam nadzieję, że nic nie dzieje się przez przypadek, że wszystko ma sens i swoje boskie uzasadnienie. Rozpacz, nieszczęście, krzywda, ból jest naszą drogą do doskonałości, oczyszczenia i nagrody w lepszym boskim świecie. Wiara nadaje sens naszemu istnieniu, pozwala przetrwać w szarzyźnie rozpadu i unicestwienia. Pozwala wierzyć, że przed nami jest nie kopczyk popiołu, czy rozpad organiczny, lub rola pokarmu lecz duchowość, piękny niebyt do końca – Czego? Duchowość, Ascendencja niby to samo, a jednak jakże odmienny stan funkcjonowania. Wierząc łatwiej żyć i zrozumieć wszystkie przykre doświadczenia oraz wszystko to co nas codziennie spotyka. Wierząc nadajemy sens swojemu życiu. Wierzymy, że jest jakiś cel naszego funkcjonowania. Nie ma przypadku jest droga wiary, która jest inna dla każdego grzesznika. Nie ma człowieka, który by nie grzeszył i nie ma świata bez wybaczenia, pokuty i zadośćuczynienia. Wiara tłumaczy nasz mechanizm funkcjonowania w naukowym wszechświecie tworzenia entropii. Wiara pozwala nam przetrwać.

            Ascendencja wyższy poziom istnienia poza cielesnego. Termin może nienaukowy, ale obrazujący tok myślenia twórców fantastyki naukowej, wierzących w możliwości człowieka, a zwłaszcza jego umysłu. Szara masa, rozum, umysł, a anatomicznie mózg. „Jest to najbardziej złożony narząd człowieka. Stopień jego rozwoju prawdopodobnie warunkuje istnienie świadomości. Między neuronami czuciowymi i ruchowymi rozmieszczone są włókna kojarzeniowe. Wewnątrz mózgowia wyróżnia się skupienia komórek nerwowych – jądra i kora mózgu. Wypustki wychodzące z jąder tworzą wiązki oraz spoidła mózgu.”
http://pl.wikipedia.org/wiki/M%C3%B3zgowie_cz%C5%82owieka
 Przy możliwości jego wykorzystania ponad 85% stwierdzamy, według fantastów, że ciało jest nam niepotrzebne. Istniejemy jako energia, myśl, dusza. Osiągamy to samo co człowiek wierzący – uduchowienie.

            „Przedstawienie musi trwać” (Show must go on) i nie jest to jakaś nowość, ale właśnie w dziewiętnastym wieku odkryta przez Rudolfa Clausiusa wiedza. Wszechświat się rozszerza. Słońca, które niegdyś świeciły docierają do nas jako świetlna historia, która była, ale już się skończyła. Wszystko się zmienia, bo jest czas i jest entropia. Jedynie nam się wydaje, że na nas to wszystko się opiera. Jesteśmy pępkiem świata. Tworzymy, a jednocześnie przyczyniamy się do niszczenia. Słabości, możliwości, przekonania dziś są, a jutro już ich nie ma. Kolejni twierdzą, że mają sposób, wiedzę, zdolności do przewodzenia wyzbycia się entropii, by za jakiś czas się przekonać, że wszystko do rozpadu zmierza. Myśl jednak istnieje i to ona tworzy nowe. Lepsze lub gorsze, inne. W tej całej historii gatunku ludzkiego ona jest najistotniejsza. Myśl tworzy poziom egzystencjonalny, może wiedzie nas faktycznie do ascendencji, tak jak teoria Darwina fizycznie nas zmienia.

            Piszę i myślę, myślę i piszę i powiem wam szczerze, że patrząc na to wszystko co dzieje się w moim mieście, województwie, Polsce, świecie, wszechświecie z perspektywy czasu i mego oraz waszego istnienia, jest nieistotne. Wierzcie mi Entropia wygra, bo panie praw natury pan nie zmienisz, już są takie. Dlatego podsłuchujcie się, podlizujcie się, walczcie o pracę, „stołek”. Bijcie się o wojnę, pokój. Twórzcie, wymyślajcie, bądź myślcie, że świat jest wasz. Twórzcie postęp. Rozmnażajcie się, zdobywajcie i osiągajcie niemożliwe, a ja i tak twierdzę, pisząc te słowa, które też entropia przemieli w pył, że wasz trud jest daremny, bo stanem doskonałym jest nie byt, lecz niebyt do którego zmierzamy. Ale przedstawienie musi trwać – więc grajmy. Ponad wszystko – Grajmy!